Reklama

Ksiądz Marek

2019-08-06 09:22

Anna Skopińska
Edycja łódzka 32/2019, str. 1, 6-7

Maria Niedziela
Płyta z grobowca jezuitów z nazwiskiem o. Tomasza Rostworowskiego

O. Tomasz Rostworowski ps. ks. Marek – kapłan niezłomny. Kapelan powstańców warszawskich odznaczony orderem Virtuti Militari. Przez wiele lat związany z Łodzią. Tu, przy Sienkiewicza, tworzył pierwsze duszpasterstwo akademickie w naszym mieście

Tu był też inwigilowany, wzywany na przesłuchania, stąd zabrany i aresztowany. Tu pochowany. W grobie jezuitów na Dołach. Jaki jest jego szlak? Z Sienkiewicza na Andstata? A może pełno go w całej Łodzi. Zakonnika, który wszędzie niósł Boga, zarażał wiarą, optymizmem, spokojem. Przyciągał do siebie ludzi. I tworzył swoistą wyspę wolności w czasach terroru.

O. Tomasz trafił do Łodzi na początku 1945 r. Został duszpasterzem akademickim. Był prefektem szkół średnich, działał w harcerstwie. Zorganizował szereg katolickich stowarzyszeń – Sodalicję Mariańską, Iuventus Christiana, Caritas Akademica. Był popularnym spowiednikiem, zwłaszcza wśród młodzieży i studentów, do jego konfesjonału ustawiały się długie kolejki.

Miejsca, które pamiętają

Jego grób to wspólna mogiła jezuicka. Trochę rozpadający się grobowiec. Przy głównej alejce na cmentarzu katolickim na Dołach. Na tablicy, tuż obok jego nazwiska, to najbardziej pamiętane – o. Stefana Miecznikowskiego, kontynuatora jego dzieła i też harcerza. Jest dzień po rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. O tym, że to KTOŚ, świadczy jedynie biało-czerwona szarfa, którą Instytut Pamięci Narodowej owinął tablicę z wyrytym nazwiskiem. Nie ma świeżych kwiatów, nie ma zniczy.

Reklama

Ulica Andstadta. Tu po wojnie mieściła się siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Od kilku miesięcy w budynku trwają badania historyczno-wykopaliskowe. Przez to miejsce przewinęły się tysiące ludzi. Tu zamordowany został kpt. Stanisław Sojczyński „Warszyc” – twórca Konspiracyjnego Wojska Polskiego, którego miejsca pochówku do dziś nie odnaleziono.

Aresztowanie

Bywał tu także „ksiądz Marek” – bo taki nosił pseudonim w konspiracji. W książce „Księża niezłomni” tak opisano dzień aresztowania: „Wrócił późno do swej celi w klasztorze w Łodzi i jak zwykle nastawił «Londyn», by wysłuchać wiadomości. Ktoś zadzwonił do furty, że chce się widzieć z o. Tomaszem Rostworowskim. Odpowiedział, że nie oczekuje o tej porze żadnej wizyty i jest zdziwiony prośbą. Przez szybę w drzwiach zobaczył twarz naczelnika Urzędu Bezpieczeństwa. Pokazał polecenie odbycia rewizji. Do środka wtargnęło czterech funkcjonariuszy, w tym dwaj studenci. Dokładna rewizja trwała kilka godzin. Wreszcie o godz. 4.30 – był już 22 stycznia 1950 r. – ubowcy pokazali nakaz aresztowania. – Jak długo nie będzie mnie w domu? – zapytał o. Tomasz. – Nie wiemy – odpowiedzieli. – Czy więcej jak trzy dni? – dopytywał się ojciec. – Chyba tak – padła odpowiedź. Dla bezpieki i władz komunistycznych o. Tomasz Rostworowski był osobą «podejrzaną» co najmniej z kilku powodów. Miał «niewłaściwe» pochodzenie społeczne – ziemiańsko-inteligenckie; «reakcyjne, wsteczne» poglądy – bo był kapłanem, a do tego jezuitą, duszpasterzem Armii Krajowej, uczestnikiem Powstania Warszawskiego. Słowem – wróg klasowy, który musi być usunięty ze społeczeństwa, by zrobić miejsce dla «nowego człowieka» sowieckiego chowu”.

Nic nie podpisał

Po przesłuchaniach został przewieziony do Warszawy. Tu o. Tomasz wzywany był na przesłuchania ogółem 128 razy. Trwały od pół minuty do 36 godzin. Nie torturowano go fizycznie i nie bito. Znęcano się nad nim moralnie – rzucając wyzwiska, obelgi. A kapłan drażnił ich swoim spokojem, godnością, tym, że odmawiał podpisania protokołów w śledztwie. A wcześniej odmówił zdjęcia sutanny.

Wcześniej dwukrotnie, w 1947 r. i w 1949 r., był wzywany na przesłuchania przez UB. Po raz pierwszy przed stawieniem się w siedzibie PUBP odprawił spowiedź generalną. „Do teczki zapakował ręcznik, mydło oraz zapasowe skarpety i z duszą na ramieniu stawił się o godz. 10.00 przy ul. Anstadta. Kazano mu czekać cztery godziny na korytarzu. Sama rozmowa trwała 1,5 godziny. Ubecy pytali, czy ma kontakty z podziemiem. Kolejne przesłuchanie, w lutym 1949 r., trwało krótko. Ubecy nakazali zawiesić działalność Iuventus Christiana” – czytamy w książce. Warszawski sąd skazał jezuitę na 12 lat więzienia. Odsiedział 5 lat i 8 miesięcy.

Ulica, obelisk i Virtuti Militari

I wreszcie kościół Ojców Jezuitów. Tak bardzo kojarzony z dwoma kapłanami niezłomnymi. Tymi, którzy przyciągali tu tłumy. Swoim duszpasterstwem, Mszami św. za Ojczyznę, opieką roztaczaną nad tymi, którzy chcieli walczyć o wolność. O. Tomasz Rostworowski za udział w Powstaniu Warszawskim został odznaczony orderem Virtuti Militari. Odebrał go dopiero po opuszczeniu więzienia w 1956 r. Odznaczenie złożył jako wotum na ołtarzu w kościele Ojców Jezuitów przy Rakowieckiej w Warszawie.

Na Sienkiewicza od niedawna, przy krzyżu poświęconym bł. Jerzemu Popiełuszce, stoi obelisk. Na nim nazwiska trzech jezuitów – o. Tomasza Rostworowskiego, o. Stefana Miecznikowskiego i twórcy odnowy charyzmatycznej o. Józefa Kozłowskiego. Jest też opublikowana kilka lat temu biografia autorstwa o. Jacka Granatowskiego, a co roku w maju odbywa się festiwal im. o. Rostworowskiego. Wśród nowo powstałych apartamentowców jest też jego ulica. Trochę zapomnianego zakonnika. Wielkiego człowieka, który swoją pracą i postawą dał świadectwo. I nauczył, jak w życiu iść pod prąd.

Tagi:
historia

Reklama

Kaplica, a może brama? – archeolodzy o Wzgórzu Lecha w Gnieźnie

2019-09-17 15:44

bgk / Gniezno (KAI)

Kończą się prace wykopaliskowe w ramach „Ekspedycji Palatium. Gniezno 2019”. Wykopaliska nie dały jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, gdzie znajdowało się książęce palatium, potwierdziły jednak znaczącą rolę Gniezna jako ośrodka władzy w okresie wczesnego średniowiecza.

Kruglov Oleg/fotolia.com

Jak informuje kierujący badaniami dr Tomasz Janiak, wyniki badań wykopaliskowych prowadzonych przy kościele pw. św. Jerzego w Gnieźnie przyniosły niezwykle interesujące efekty, choć na dzień dzisiejszy trudno powiedzieć, co archeolodzy faktycznie odsłonili. Przypuszczenia są trzy: fragment kaplicy, która stanowiła część palatium książęcego, pozostałości drugiego kościoła, który znajdował się w tym miejscu w początku XI wieku, w którym złożono relikwie Pięciu Braci Męczenników, albo pozostałości przedromańskiej bramy.

„Z najwcześniejszych reliktów odsłoniliśmy fragment narożnika budowli przedromańskiej. Datujemy ją na X lub pierwszą połowę XI w. Jest to zatem budowla przedromańska, jedna z najwcześniejszych budowli kamiennych w kraju. Trudno nam powiedzieć coś bliżej o funkcji tego obiektu. Może być to pozostałość aneksu/kaplicy stanowiącej część najwcześniejszego gnieźnieńskiego palatium. Być może jest to narożnik wolno stojącego kościoła – tego samego, w którym, jak mówią źródła pisane, złożono relikwie Pięciu Braci Męczenników. Być może funkcja tej budowli była jeszcze inna” – wyjaśnia dr Tomasz Janiak.

Jak dodaje, godna przemyślenia jest też hipoteza, że jest to przedromański zespół bramny prowadzącym do wnętrza członu książęcego grodu, gdzie znajdowała się siedziba władcy.

„Analogie do takich rozwiązań fortyfikacyjnych możemy odnaleźć na terenie cesarstwa niemieckiego, a konkretnie w rejonie Górnej Saksonii i Turyngii w okresie X-XI wieku w głównych grodach cesarskich (tzw. pfalzach), np. w Tilledzie, Werli, Pöhlde czy Grone koło Getyngi. Takie reprezentacyjne bramy budowano tylko w najważniejszych siedzibach władców tamtego czasu. A więc, jeśli rzeczywiście jest to brama, to mamy niepodważalny dowód na znaczenie Gniezna. Przedromańska, kamienna brama to unikat w Polsce. Nikłe relikty takiego założenia fortyfikacyjnego znane są jedynie z Wawelu” – mówi archeolog.

Warto podkreślić, że w kierunku północnym badacze natrafili na młodszą fazę omawianej konstrukcji. Jest to kamienny fundament, najprawdopodobniej z końca XI wieku.

„Możemy przypuszczać – niestety, z powodów specyfiki tego terenu dla badań archeologicznych, na chwilę obecną są to wszystko tylko hipotezy – że mamy do czynienia z drugą fazą gnieźnieńskiej bramy (lub palatium). Do jej budowy użyto budulca pochodzącego z wcześniej rozebranej (zniszczonej?) konstrukcji kamiennej, której pozostałość stanowi wspomniany wyżej narożnik. Z kolei na południe od tego najwcześniejszego reliktu natrafiliśmy na rumosz – wysypisko kamieni i zaprawy z okresu wczesnego średniowiecza, pochodzących z rozbiórki wzmiankowanej przedromańskiej budowli kamiennej” – tłumaczy dr Janiak.

W wykopie odsłonięto także fragment muru ceglanego wzniesionego w XVI wieku z polecenia arcybiskupa Jana Łaskiego. Okalał on niegdysiejszy cmentarz przy kościele św. Jerzego. Ponadto odnaleziono ślady późniejszych XX-wiecznych konstrukcji. Niestety teren ten był wielokrotnie niwelowany, przez co natrafienie na jednoznaczny ślad dużej budowli jest niemożliwe.

Czy zatem można powiedzieć jednoznacznie o odkryciu gnieźnieńskiego palatium? Taki był bowiem główny cel prowadzonych wykopalisk.

„Jednoznacznie nie – odpowiada Tomasz Janiak. – Ten najstarszy relikt może nim być, ale nie musi. Jak wspomniałem wcześniej, może to być także relikt kościoła, choć na dzień dzisiejszy najwięcej danych wskazuje na to, że mamy do czynienia z unikatowym w skali kraju przedromańskim zespołem bramnym. Warto zwrócić uwagę, że w grę wchodzi również młodsza faza obiektu, który możemy wiązać z późniejszą budowlą fortyfikacyjną i rezydencjonalną z końca XI wieku”.

Zdaniem kierownika wykopalisk odkrycia bez wątpienia stanowią jednak ważny argument przemawiający za szczególną rolą Gniezna w okresie początków państwowości polskiej.

„Pozostałości konstrukcji kamiennych z tego okresu nie mamy wiele i każda nowo odkryta jest swoistą sensacją archeologiczną. W tym przypadku mamy na pewno do czynienia z dwiema konstrukcjami, pierwszą z przełomu X/XI wieku i drugą z końca XI wieku. W przypadku obu nie wykluczamy tego, iż były one pozostałościami szeroko rozumianej rezydencji władców – choć w toku badań wynikły inne możliwości interpretacji” – stwierdza dr Janiak dopowiadając, że wzorce czerpano z terenu cesarstwa niemieckiego, a więc kopiowano najlepsze ówczesne rozwiązania.

„Co mogłoby to oznaczać? Gniezno spełniało rolę jednego z najważniejszych ośrodków grodowych w okresie pierwszej monarchii i bardzo ważnego ośrodka grodowego nie tylko w dobie panowania pierwszych historycznych Piastów, ale również w czasie, gdy znaczenie Wielkopolski jako centrum państwa spadło kosztem innych dzielnic” – tłumaczy dr Janiak. Zapowiada też, że badania będą kontynuowane. Po zabezpieczeniu reliktów ruszą prace laboratoryjne i gabinetowe. Archeolodzy planują również, po otrzymaniu koniecznych pozwoleń, przeprowadzić badania pod posadzką kościoła św. Jerzego w czasie, gdy będzie on remontowany. Tam bowiem kryje się ostateczna odpowiedź na pytanie o gnieźnieńskie palatium.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prof. Nalaskowski wraca do pracy akademickiej

2019-09-18 18:53

UMK, maj / Toruń (KAI)

Rektor UMK w Toruniu, prof. dr hab. Andrzej Tretyn, spotkał się dziś z zawieszonym w swych obowiązkach prof. dr. hab. Aleksandrem Nalaskowskim. Rektor przywrócił prof. Nalaskowskiego do pracy akademickiej, polecając mu jednocześnie większą roztropność w formułowaniu tekstów publicystycznych.

Praca własna / Wikipedia
prof. dr hab. Aleksander Nalaskowski

Rektor prof. dr hab. Andrzej Tretyn spotkał się w środę 18 września 2019 roku z prof. dr. hab. Aleksandrem Nalaskowskim - czytamy w komunikacie na stronie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Rozmowa koncentrowała się na kwestiach dotyczących dobra Uniwersytetu i jego pracowników. Prof. dr hab. Aleksander Nalaskowski wyraził poparcie dla odwołania, złożonego przez swojego pełnomocnika, od decyzji z dnia 11 września 2019 roku o zawieszeniu w obowiązkach nauczyciela akademickiego na trzy miesiące.

Rektor podjął decyzję o uwzględnieniu odwołania, jednocześnie polecając prof. Nalaskowskiemu większą roztropność w formułowaniu swoich tekstów publicystycznych.

Postępowanie wyjaśniające w sprawie będzie kontynuowane.

Przypomnijmy, że 11 września br. prof. Aleksander Nalaskowski został przez rektora zawieszony na 3 miesiące w obowiązkach nauczycela akademickiego za felieton zatytułowany „Wędrowni gwałciciele”, który ukazał się w tygodniku „Sieci” 26 sierpnia br. Tekst wyraża ostre, krytyczne opinie o działaniach środowisk LGBT+.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święto we wspólnocie domu

2019-09-18 19:55

Beata Pieczykura

– Bóg wchodzi w nasze życie w momencie chrztu, a my wchodzimy w życie Boga i dlatego mamy być świętymi. Dziś prosimy św. Stanisława Kostkę o szczególnie wstawiennictwo, żebyśmy się nie zagubili na drogach ziemskiego życia, naszej pracy, naszego wysiłku, żebyśmy się nie zniechęcili – mówił abp Wacław Depo do wychowanków, pracowników świeckich oraz sióstr obliczanek „Domu dla Chłopców” im. św. Stanisława Kostki w Częstochowie.

Beata Pieczykura/Niedziela

Specjalny Ośrodek Wychowawczy „Dom dla Chłopców” im. św. Stanisława Kostki w Częstochowie prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Wynagrodzicielek Najświętszego Oblicza 18 września świętował 10-lecie zamieszkania w nowym budynku pod przewodnictwem abp. Wacława Depo. Z tej okazji Metropolita częstochowski celebrował Mszę św. oraz wygłosił homilię.

Zobacz zdjęcia: Święto we wspólnocie domu

– Wszyscy tworzymy wspólny dom, kiedy są uroczystości i wtedy jest szara codzienność. Życzmy sobie nawzajem pięknych dni, radości i życzliwości, a wówczas kiedy nieco trudniej, żeby zawsze byli obok nas serdeczni, dobry i kochający ludzie – powiedziała s. Małgorzata Pintele, dyrektor ośrodka, do licznie zgromadzonych. Tego dnia tytułem Honorowy Przyjaciel Domu zostały uhonorowane s. Honorata Jaworska, która była odpowiedzialna za budowę nowego domu, oraz s. Łucja Niewińska, długoletnia dyrektorka „Domu”. Wyróżnienie jest przyznawane przez funkcjonującą od 4 lat w „Domu dla Chłopców”  Kapitułę Bonnum. Otrzymują je osoby szczególnie ważne dla ośrodka.

Dzieje ośrodka, powstałego w 1901 r., wpisały się w historię Polski. Na początku siostry obliczanki prowadziły ochronkę dla dzieci, potem przedszkole, a czasie wojny przyjmowały sieroty – ofiary wojny. Od 1 czerwca 1990 r. Zgromadzenie otrzymało osobowość prawną nad prowadzonym dziełem. Odtąd też otrzymało nazwę zakład wychowawczy. 12 października 1992 r. odbyła się uroczystość nadania imienia. Od tego dnia zakład przyjął nazwę Specjalny Ośrodek Wychowawczy „Dom dla Chłopców” im. św. Stanisława Kostki. Czas minia i zmienia się, ale potrzeby dzieci pozostają te same. Niezmiennie pragną one miłości, troski, poczucia bezpieczeństwa, pomocy ze strony rodziców i wychowawców. Dlatego przez te wszystkie lata pracy siostry tworzyły rodzinną atmosferę ciepła, radości i miłości. To wszystko po co, aby podopieczni żyli i wychowywali się w atmosferze najbardziej podobnej do tej panującej w domu rodzinnym. Tak pozostało do dziś. Obecnie w „Domu” przebywa 60 osób z wieloma niepełnosprawnościami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem