Reklama

Daj mi ocalić choć jedną duszę

2019-08-21 11:24

Rozmawia Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 20-21

Krzysztof Tadej
Renata Kutera-Zdravkovska

Urodziła się i wychowała w Skopje – w mieście, które obecnie jest stolicą Macedonii Północnej. Mieszkała tam przez 18 lat. Nie ma już jej domu, nie ma również śladu po kościele, w którym codziennie się modliła. W 2009 r. w Skopje otwarto Dom Pamięci Matki Teresy. Znajdują się tam pamiątki związane ze świętą. Przez ponad 10 lat dyrektorem tej instytucji była Polka – Renata Kutera-Zdravkovska

KRZYSZTOF TADEJ: – Od 35 lat mieszka Pani w Skopje. Dlaczego?

RENATA KUTERA - ZDRAVKOVSKA: – Na początku lat 80. ubiegłego wieku, gdy studiowałam psychologię w Krakowie, poznałam Macedończyka. Przyjechał odwiedzić znajomych. Mieszkał kilka dni w domu studenckim i tam się poznaliśmy.

– Od razu rozpoczęła się wielka miłość?

– Dużo rozmawialiśmy. Już od pierwszych chwil miałam wrażenie, że znamy się od 100 lat. To było zadziwiające! W ostatnim dniu pobytu w Polsce przyszedł się pożegnać. Pamiętam, że wtedy w Krakowie ciągle padał śnieg i z trudem chodziło się po ulicach. Do tego to były czasy, że nic nie można było kupić. A on... przyniósł mi przepiękną magnolię.

– Romantycznie. Pomyślała Pani: Będzie moim mężem?

– Nie wyobrażałam sobie, że mogę na stałe wyjechać z Polski.

– I...?

– Przez 3 lata jeździliśmy do siebie – ja do Skopje, on do Krakowa. Szybko się przekonałam, że jest bardzo dobrym człowiekiem. Do tego wierzącym, mimo że w dawnej Jugosławii tak wielu było ateistów. Początkowo rodzice sprzeciwiali się tej znajomości. On był prawosławny, ja pochodzę z pobożnej katolickiej rodziny. Wkrótce jednak zobaczyli jego dobroć. Zdecydowaliśmy się na ślub. Oczywiście, kościelny. I tak znalazłam się w Skopje.

– Tam pojawiła się Pani „druga miłość”, czyli Matka Teresa...

– Można tak powiedzieć. Kiedy mieszkałam w Krakowie, przeżywałam wybór kard. Karola Wojtyły na papieża. Później żyłam wszystkim, co było związane z Janem Pawłem II. W tym czasie moja mama opowiadała o Matce Teresie – o jej działalności, pomocy umierającym, trędowatym, biednym. Kiedy przyjechałam do Skopje, zorientowałam się, że Matka Teresa jest tam prawie nieznana, miałam wrażenie, że w Polsce więcej wiemy o tej wspaniałej osobie. Społeczeństwo było tam bardzo zateizowane.

– W 2009 r. została Pani dyrektorem muzeum – Domu Pamięci Matki Teresy.

– Do dzisiaj uważam, że to był cud w moim życiu. Z okazji 100. rocznicy urodzin Matki Teresy władze postanowiły zbudować muzeum. Było wielu chętnych do objęcia stanowiska dyrektora. Ja nie uczestniczyłam w tych „przepychankach”. Pracowałam w Muzeum Narodowym w Skopje. Któregoś dnia zadzwoniła pani minister kultury. Powiedziała, że obserwowała moją pracę i że według niej, jestem najlepszym kandydatem do prowadzenia muzeum. To był jeden z najszczęśliwszych dni. Chodziło przecież o zorganizowanie miejsca pamięci tak wspaniałej, świętej osoby.

– Muzeum powstało w szczególnym miejscu...

– Do 1963 r. znajdowała się tam katedra katolicka pw. Najświętszego Serca Jezusowego. Matka Teresa w katedrze została ochrzczona, przyjęła I Komunię św. i sakrament bierzmowania. Jako młoda dziewczyna codziennie przychodziła do kościoła i długo się modliła.

– W 1963 r. w Skopje doszło do silnego trzęsienia ziemi. Zginęło 1,7 tys. osób, ponad 3 tys. zostało rannych. Zniszczeniu uległo prawie 80 budynków w mieście. W przewodnikach można przeczytać, że poważnie została uszkodzona katedra i musiała zostać rozebrana.

– Rozmawiałam z ludźmi, którzy przeżyli trzęsienie ziemi. Twierdzili, że zarówno dom rodzinny Matki Teresy, jak i katedra nie wymagały rozbiórki. Można było je wyremontować. Zapadła jednak decyzja polityczna o wyburzeniu katedry. Taki los spotkał też zresztą cerkwie prawosławne. Pod wieloma względami to miejsce jest więc szczególne. Również dlatego, że w muzeum – Domu Pamięci Matki Teresy znajduje się kaplica, w której odprawiane są Msze św. Po otwarciu muzeum katolicy płakali ze szczęścia. Mówili, że nie wierzyli, iż jeszcze będą mogli uczestniczyć w Mszy św. odprawianej w centrum Skopje.

– W tej kaplicy odprawiane są również Msze św. w języku polskim.

– Przyjeżdża do nas polski kapelan z Kosowa. Przybywa dużo grup pielgrzymkowych z naszego kraju. Poza tym to miejsce odwiedzają pielgrzymi z całego świata. Msze św. są odprawiane w wielu językach, np. po węgiersku czy koreańsku.
Myślę, że Dom Pamięci Matki Teresy stał się miejscem, które łączy ludzi różnych kultur, wyznań, przekonań. Muzeum odwiedza w ciągu roku ok. 100 tys. osób. Wśród nich jest wiele grup turystycznych z krajów muzułmańskich, np. Malezji czy Indonezji.

– Jakie są największe atrakcje w muzeum? Co można w nim zobaczyć?

– Znajdują się tu oryginalne sari Matki Teresy, modlitewnik, z którego modliła się podczas pobytu w Skopje, wiele autoryzowanych kopii dokumentów, tj. akt chrztu, rękopisy. Mamy unikatowe fotografie i wiele filmów dokumentalnych. Odtworzyliśmy wnętrze typowego mieszczańskiego domu w Skopje z początku XX wieku – takiego, w jakim mieszkała Matka Teresa. Są również polskie akcenty. Jeden z dwóch pomników Matki Teresy przed wejściem do muzeum został wykonany przez prof. Gustawa Zemłę. W środku znajduje się witraż przedstawiający Matkę Teresę, podarowany przez witrażystę Krzysztofa Króla. Mamy kopie dokumentacji z 1993 r., gdy Uniwersytet Jagielloński uhonorował Matkę Teresę doktoratem honoris causa. Co ciekawe, Matka Teresa nie przyjechała do Krakowa. Uroczystość odbyła się – zgodnie z jej życzeniem – w Warszawie, w sali, w której na co dzień wydawane były posiłki dla biednych.

– Podczas zbierania pamiątek związanych z Matką Teresą i prowadzenia prac badawczych w archiwach dowiadywała się Pani o wielu szczegółach z życia świętej. Co zrobiło na Pani największe wrażenie?

– Zachwycałam się energią, aktywnością Matki Teresy i tym, co udało jej się osiągnąć. Była niska, drobna – maleńka, a jednak potrafiła wytrzymać tak wiele. Gdy oglądałam filmy dokumentalne z Kalkuty, zobaczyłam zgiełk miasta, ulice z cierpiącymi ludźmi. Zastanawiałam się, czy byłabym w stanie wytrzymać choćby 1 proc. tego, co przeżyła Matka Teresa.
Inna jej cecha to pokora. Kiedyś siostry ze zgromadzenia Matki Teresy powiedziały mi, że w ciągu całego swojego życia otrzymała ponad 700 nagród, wyróżnień, odznaczeń. Przyznawano je Matce Teresie, mimo że ich nie chciała. Wzbraniała się przed uroczystościami, odczytami i odbieraniem tych nagród.
Ocaliła wiele dusz. Pomogła tysiącom cierpiących. Nie wahała się zawierzyć życia Bogu, choć nieraz musiała dokonywać trudnych wyborów.

– Na przykład gdy wyjeżdżała ze Skopje – miała wtedy zaledwie 18 lat...

– Z mamą i siostrą pojechały wówczas do Zagrzebia. Tam się pożegnały. Okazało się, że to było ostatnie pożegnanie. Matka z siostrą wróciły do Skopje, a później przeniosły się do Tirany w Albanii. Kiedy Matka Teresa zaczęła jeździć po świecie, bardzo chciała odwiedzić mamę i siostrę. Albańskie władze jednak nie udzielały na to zgody. Cofano ją z granicy. Próbowała przejechać z konwojem Czerwonego Krzyża, ale również jej nie wpuszczono. Wreszcie, gdy jej mama chorowała, władze stwierdziły, że może przyjechać do Albanii, ale już nie będzie mogła wyjechać z kraju. Matka Teresa musiała wybierać między dobrem zakonu, który założyła, a spotkaniem z cierpiącą, w zasadzie umierającą matką. I nie pojechała.

– Kiedy w Skopje „odkryto” Matkę Teresę? Kiedy przekonano się, że to wybitna postać, która dokonała tak wiele dobra?

– To zasługa przede wszystkim prawosławnego dziennikarza Stojana Trenczewskiego. Spotkał Matkę Teresę podczas jakiejś międzynarodowej konferencji w Genewie i się nią zachwycił. Pisał o niej artykuły, książki, opowiadał o Matce Teresie wszystkim, których spotykał. Po jej śmierci podkreślał, że noblistka ze Skopje zasługuje na pomnik i muzeum. I to właśnie on przyczynił się do tego, że dzisiaj wszyscy w Skopje wiedzą, kim była Matka Teresa.

Tagi:
św. Matka Teresa z Kalkuty

Reklama

Moja ciocia święta Matka Teresa

2019-05-08 08:12

Z Alojzem Gombarem rozmawiał Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 19/2019, str. 6-9

Matka Teresa z Kalkuty to jedna z najbardziej znanych świętych w historii świata. W zasadzie powinno się o niej mówić „Matka Teresa ze Skopje”, bo właśnie tam urodziła się w 1910 r. W tym mieście, obecnie stolicy Macedonii Północnej, mieszkała przez 18 lat. Do dzisiaj w Skopje żyje kuzyn Matki Teresy – Alojz Gombar. W ekskluzywnym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o spotkaniach ze swoją ciocią.
Z Alojzem Gombarem – kuzynem Matki Teresy z Kalkuty – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

Archiwum Niedzieli

KRZYSZTOF TADEJ: – Jaka była Matka Teresa?

ALOJZ GOMBAR: – Skromna, prostolinijna. Dla mnie święta już za życia. Chciałbym, żeby wszyscy pamiętali o jej dobroci. O tym, co robiła dla innych. Niestety, mam wrażenie, że z czasem coraz mniej osób wie, jak była wspaniała.

– Pańskie pierwsze spotkanie z Matką Teresą...

– Zaczęło się od rozczarowania.

– Rozczarowania?!

– Byłem chłopcem. Rodzice mówili, że przyjedzie ciocia z zagranicy. Byli przejęci. A ja zastanawiałem się, jakie dostanę prezenty. Kiedy wreszcie pojawiła się w drzwiach, zobaczyłem niską, starą zakonnicę. I do tego w sandałach. Po powitaniu dała mi... jednego karmelowego cukierka!
Wpatrywałem się w te sandały – stare, bardzo zniszczone. Zauważyłem, że ma ze sobą również nowe. Spontanicznie zapytałem: „Dlaczego, ciociu, nosisz takie stare sandały? Przecież masz nowe!”. Odpowiedziała: „Oj, dziecko. Moja droga jest jeszcze bardzo, bardzo daleka”.

– Kiedy to było?

– W latach siedemdziesiątych. Wtedy po raz pierwszy, po długim czasie, przyjechała do Skopje. Mieszkała u nas w domu. Później była jeszcze kilka razy, ale już jakiś ksiądz i ludzie z Kościoła organizowali jej pobyty i zatrzymywała się w domu parafialnym. Jak przyjeżdżała do miasta, to najpierw szła do kościoła, a potem do naszego domu. Rozmawialiśmy.

– Pytała Pana o życie, o naukę?

– Wypytywała, do jakiej szkoły chodzę, jakie mam stopnie. Poprosiła, żebym powiedział jakiś wiersz. Przepytała mnie z katechizmu. Zapytała: „A modlitwę «Ojcze nasz» znasz?”. Jak powiedziałem, to pogłaskała mnie po głowie i zadała drugie pytanie: „Chodzisz codziennie do kościoła?”. Byłem zaskoczony. Potem rodzice wytłumaczyli mi, że dla Matki Teresy było to coś oczywistego. Gdy miała 14 czy 15 lat, nic innego jej nie interesowało, tylko kościół i modlitwa – głęboka, kontemplacyjna. W pewnym momencie jej rodzice byli zaniepokojeni. Codziennie chodziła do kościoła. Uważali, że przesadza.

– Matka Teresa mówiła Panu, jak należy żyć, jak postępować?

– Powtarzała, że trzeba myśleć o jutrzejszym dniu. Głaskała po głowie i powtarzała: „Masz być dobry w życiu, chodzić do kościoła, modlić się”. A na koniec, jak wychodziła od nas, mówiła: „Bądźcie radośni! Módlcie się za mnie, żeby Bóg dał mi siłę. Ja modlę się za was”.

– Kiedy zorientował się Pan, że to niezwykła osoba?

– Zadawałem jej dużo pytań: Jak się żyje w Kalkucie? Czym dokładnie się zajmuje? Co robi w ciągu dnia? Skąd pochodzą siostry, z którymi mieszka?... Odpowiadała prosto, podawała same informacje, bez komentarza. Dowiedziałem się, że założyła dom dla umierających, a potem dom dla dzieci, które nie miały rodziców. Tak poznawałem jej życie.
Jak była u nas w domu, zauważyłem, że przez większość czasu miała złożone dłonie, jakby się modliła. Bardzo mało jadła. I miała jakiś płomień w sobie, taką energię, którą promieniowała.
Odczucie, że jest kimś wyjątkowym, było czymś oczywistym w naszej rodzinie. Może zaczęło się od tego, gdy postanowiła wstąpić do zakonu i wyjechała ze Skopje? Chciała być misjonarką. To był szok.

– Dlaczego?

– Miała przecież wszystko. Pochodziła z bardzo bogatej rodziny. I to zostawiła... Mama Matki Teresy, Drana, pochodziła z rodziny złotników, jubilerów. Mieszkali w mieście Prizren w Kosowie. Byli tak bogaci, że mówiono, iż prawie całe Prizren i okolice należą do nich. Ojciec Matki Teresy – Nikola Bojaxhiu – był handlowcem. Gdy wybuchła epidemia cholery w Prizren, rodzice Matki Teresy przeprowadzili się do Skopje. Jej ojciec był bardzo szanowany. Angażował się w życie miasta, nawet był jednym z założycieli teatru. Znał 5 języków obcych i prowadził interesy w różnych miejscach Europy. Ciężko pracował i dzięki temu odnosił sukcesy. Niestety, często nie było go w domu, bo jako kupiec ciągle podróżował. Jeździł np. do Bukaresztu, zaopatrywał apteki. W 1919 r., gdy miał zaledwie 40 lat, zmarł, zresztą w podejrzanych okolicznościach.

– Pisano, że został otruty...

– Właśnie, właśnie. W dniu jego pogrzebu zamknięto sklepiki i zakłady rzemieślnicze w Skopje. To był gest solidarności i sprzeciwu wobec tego, co się stało. Ale moja ciocia, święta Matka Teresa, dobroć miała po matce.

– Nie po ojcu i matce?

– Jej tata był dobrym człowiekiem, ale jak to głowa rodziny – był dość surowy, wymagający. Matka zajmowała się domem. Zawsze przygotowywała dużo jedzenia. Gdy np. gotowała zupę, Matka Teresa pytała mamę: „Po co tyle gotujesz?”. Ona odpowiadała: „Na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie chciał zjeść”. Oczywiście, wiedziała, że w tym dniu przyjdzie przynajmniej 10 biednych i bezdomnych. Jak przychodzili, Matka Teresa dalej pytała mamę: „Kim oni są? To nasza rodzina?”. Jej matka odpowiadała, że to „taka daleka rodzina”. Później przychodzili kolejni. Wiedzieli, że w tym domu otrzymają pomoc.

– Matka Teresa wyjechała ze Skopje w 1928 r.

– Gdy miała 18 lat. Postanowiła wstąpić do zakonu i zostać misjonarką. Nikt nie był w stanie tego zrozumieć. Młoda, bogata dziewczyna z zapewnioną przyszłością, która miała możliwość edukacji na najwyższym poziomie, zostawiła wszystko i wyjechała. Opuściła swoich przyjaciół, z którymi była bardzo związana, a przecież była bardzo towarzyska. Miała poczucie humoru. Pojechała najpierw do Dublina, do klasztoru, żeby nauczyć się języka angielskiego. A potem do Kalkuty. Nikt wówczas nie potrafił tego zrozumieć.

– Pańscy rodzice byli dla Matki Teresy...

– Moja mama była jej siostrą cioteczną. Moja babcia i ojciec Matki Teresy to siostra i brat. Ja zawsze mówiłem do niej „ciociu”. To były bardzo bliskie relacje. Wtedy całe życie toczyło się wokół rodziny. Żyło się, mieszkało praktycznie razem. Nie tak jak w obecnych czasach. Nasza rodzina od pokoleń zajmowała się złotnictwem. Proszę spojrzeć na ten dyplom... (p. Alojz wskazuje na dyplom na ścianie). To dyplom mojego wujka Lorenza. Był bratem ciotecznym Matki Teresy. Też był złotnikiem. Nie miał dzieci. Pamiętam, jak kiedyś przyjechała Matka Teresa i z nim rozmawiała. Zapytała: „Nie chciałbyś adoptować dziecka?”. Wujek był zaskoczony. A ona dalej: „Nawet nie jesteś świadomy, jak wiele dzieci potrzebuje pomocy, opieki rodzicielskiej...”. Do dzisiaj pamiętam minę wujka. Stał jak skamieniały.

– I co dalej się stało?

– Nic. Wujek dziecka nie adoptował. Potem odziedziczył dom, w którym mieszkała Matka Teresa z rodzicami, bratem i siostrą. Po śmierci wujka – mam tu przed sobą dokument – ja go odziedziczyłem. Ale jak to w życiu bywa, dom po tragicznym trzęsieniu ziemi w 1963 r. znacjonalizowano, później rozebrano. Znajdował się tu nieopodal, przy głównym placu w centrum Skopje. Do dzisiaj nie odzyskałem tej ziemi, mimo że jestem jej właścicielem!

– O Matce Teresie napisano wiele książek, artykułów. Wiemy, że była dobra, zawierzyła życie Bogu, służyła ludziom potrzebującym. A na co zwraca się za mało uwagi?

– Moja ciocia, Matka Teresa, była świetnym menedżerem. Kiedyś opowiadała, jak radzi sobie z zabezpieczeniem pomieszczeń dla trędowatych, dla chorych. Jak organizuje im żywność. Innym razem – że przybywało sióstr zakonnych i zastanawiała się, jak zapewnić im warunki do życia, jedzenie. Mówiła też o planach rozwijania zakonu, żeby jeszcze bardziej pomagać biednym, zbliżać ludzi do Boga. Potrafiła zarządzać, planować, rozwiązywać problemy. Pieniądze z nagród, w tym z Nagrody Nobla, przeznaczała dla biednych, chorych. Tak samo zrobiła, gdy otrzymała rolls-royce’a – sprzedała go.
Czego jeszcze ludzie nie wiedzą? Tego np., że spała zaledwie 3-3,5 godz.

– Tylko tyle?

– Bardzo krótko. Mimo to była niezwykle aktywna. Nieraz zastanawiałem się, skąd miała tyle siły.

– Od Boga.

– Też tak sądzę. Widzi Pan ten krzyż? (p. Alojz wskazuje na krzyż w czerwonym pudełeczku). W mojej rodzinie były dwa takie same krzyże. Jeden Matka Teresa wzięła ze sobą, gdy wyjeżdżała ze Skopje do Dublina, a potem do Kalkuty. Drugi pozostał w mojej rodzinie. Znak łączności nie tylko z Bogiem, ale i z Matką Teresą. Przez wszystkie lata. Właśnie taki krzyż Matka Teresa cały czas miała przy sobie. I z nim umarła.

– Bycie kuzynem Matki Teresy zobowiązuje?

– Chciałbym przynajmniej w części być tak skromny jak ona. Ale to przykład niedościgniony.

– Modli się Pan za wstawiennictwem Matki Teresy?

– W domu mam małą kapliczkę z figurą cioci. Obok dwie lampki. Codziennie wieczorem modlę się za jej wstawiennictwem. Przed snem dotykam obrazu. Pomaga, gdy jest mi najtrudniej.

– 7 maja br. do Skopje przyjeżdża papież Franciszek...

– Czekam na niego. Chcę, by przypomniał całemu światu, że Matka Teresa jest ze Skopje i by opowiedział, jaka była.
Papież Franciszek jest bardzo skromny. Do tego bardzo zdolny i zawsze dobrze poinformowany. O wszystkim można z nim porozmawiać. Nawet o piłce nożnej! Zaimponował mi, gdy byłem w 2016 r. w Watykanie na kanonizacji Matki Teresy. Na Placu św. Piotra zobaczyłem grupę studentów. Machali do Papieża, pozdrawiali go, chcieli, żeby do nich podszedł. Ale protokół, ludzie z jego otoczenia zdecydowali, by jechać dalej papamobile. Papież kazał się jednak zatrzymać. Podszedł do nich, przywitał się, porozmawiał. To Papież, który decyduje! Teraz czekam na niego w Skopje. Chcę go spotkać i pozdrowić całym sercem, najserdeczniej jak tylko można.

* * *

Św. Matka Teresa z Kalkuty powiedziała:

Nigdy się nie dowiemy, ile dobra może przynieść zwykły uśmiech. Mówimy, że nasz Bóg jest dobry, łagodny i wyrozumiały. Czy jesteśmy tego dowodem? Czy ludzie cierpiący mogą w nas dostrzec tę dobroć, wybaczenie i zrozumienie? Oby nikt, kto przychodzi do ciebie, nie odszedł, nie stając się lepszym i szczęśliwszym. Wszyscy powinni dostrzegać dobroć na twej twarzy, w twych oczach, w twym uśmiechu.

Jesteśmy sługami biednych. Pracujemy dla nich całym sercem i z całkowitą bezinteresownością. W życiu świeckim ludzie otrzymują zapłatę za swoją pracę. My otrzymujemy zapłatę od Boga. Jesteśmy związane ślubami miłości i służby dla biednych, żyjemy tak, jak żyją biedni.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: Franciszek ogłosił pięcioro nowych świętych

2019-10-13 10:39

kg (KAI) / Warszawa

W Watykanie trwa uroczysta Eucharystia, podczas której papież Franciszek ogłosił świętymi pięcioro błogosławionych – z Anglii, Brazylii, Indii, Włoch i Szwajcarii.

tv-trwam.pl

Transmisja z uroczystości: TV Trwam

Nowymi świętymi są: angielski konwertyta z anglikanizmu, kard. Jan Henryk Newman i cztery kobiety: Brazylijka s. Dulce (Maria Rita do Sousa Brito Lopes Pontes), s. Mariam Teresa (Thresia) Mankidiyan Chiramel z Indii, Włoszka s. Józefina Vannini i świecka Szwajcarka Małgorzata Bays. Wszyscy oni żyli w XIX i XX wieku. Dzisiejsza kanonizacja jest pierwszym takim obrzędem w tym roku.

Na początku liturgii, po odśpiewaniu hymnu do Ducha Świętego ("Veni Creator Spiritus"), z prośbą o kanonizację pięciorga błogosławionych zwrócił się do Ojca Świętego prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Becciu. Następnie przedstawił ich krótkie życiorysy. Po odśpiewaniu przez zgromadzonych litanii do Wszystkich Świętych, papież wygłosił uroczystą formułę kanonizacyjną, za co kard. Becciu mu podziękował.

Dzisiejsza uroczystość na Placu św. Piotra jest pierwszą kanonizacją w tym roku a 17. od początku obecnego pontyfikatu. Podczas dotychczasowych 16 tego rodzaju obrzędów papież ogłosił łącznie 879 świętych, w tym dwóch Polaków: Jana Pawła II i Stanisława M. Papczyńskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzień Dziecka Utraconego

2019-10-14 13:13

(buk)

Archiwum

W Lublinie 15 października już po raz 11. będziemy obchodzić Dzień Dziecka Utraconego. Tego dnia w kościele pw. bł. Piotra Jerzego Frassatiego, przy ul. Skierki 12, o godz. 18.00 zostanie odprawiona Msza św. w intencji rodziców, którzy utracili swoje dziecko. W czasie Eucharystii rodzice będą mogli symbolicznie oddać swoje zmarłe dzieci Bogu, a po Mszy św. uczestniczyć w spotkaniu dla rodziców po stracie. Serdecznie zapraszamy na to wydarzenie rodziców dzieci utraconych oraz ich rodziny i przyjaciół do wspólnej modlitwy

Organizatorami wydarzenia są Ruch Światło-Życie Archidiecezji Lubelskiej wraz z grupą Rodziców Dzieci Utraconych działającą w Lublinie. Co roku wydarzenie gromadzi kilkaset osób, które w ten sposób chcą uczcić pamięć swoich dzieci i wspólnie pomodlić się za siebie nawzajem, o błogosławieństwo Boże i siłę do przezwyciężenia wielkiego bólu i żalu jaki powoduje śmierć własnego dziecka.

Idea obchodzenia Dnia Dziecka Utraconego jest także związana z potrzebą zmiany sposobu postrzegania przez społeczeństwo utraty dziecka. Niestety, wciąż nie ma społecznego przyzwolenia na przeżywanie przez rodziców żałoby po przedwczesnej utracie dziecka (np. tzw. poronieniu). Wciąż pokutuje wizja embrionu, płodu, a nie dziecka poczętego, które rodzice mają prawo odebrać ze szpitala, nadać mu imię i pochować w rodzinnym grobie. Dzień ten ma również przywołać pamięć wszystkich dzieci zmarłych także w wyniku aborcji, o których często nikt nie pamięta.

Z myślą o rodzicach dotkniętych utratą dziecka stworzyliśmy także Księgę Dzieci Utraconych, w której rodzice mogą zapisywać imiona swoich zmarłych dzieci. Jej papierowa wersja, godzinę przed Mszą św. 15 października będzie wyłożona w kościele pw. bł. Jerzego Frassatiego. Cały rok zapraszamy również rodziców do wpisywania swoich dzieci do Internetowej Księgi Dzieci Utraconych, znajdującej się na naszej stronie internetowej: http://rodzicepostracie.lublin.pl Swoje zmarłe dzieci wpisują tam rodzice nie tylko z Lublina, ale z całej Polski a także z zagranicy.

Zapraszamy również na comiesięczne Msze św. w intencji Rodziców Dzieci Utraconych oraz wspólne spotkania po nich w każdą pierwszą sobotę miesiąca (począwszy od listopada br.), o godz. 14.00, w Kościele p.w. bł. Jerzego Frassatiego w Lublinie, ul. Skierki 12. Rozpoczęliśmy także zapisy na III turę rekolekcji dla rodziców po stracie dziecka, które odbędą się 22-24 listopada 2019 w Wąwolnicy (woj. lubelskie). Tematem rekolekcji będą "Pytania do Boga”. Szczegóły dotyczące rekolekcji znajdują się na stronie internetowej.

Organizatorzy: Ruch Światło-Życie Archidiecezji Lubelskiej i Rodzice Dzieci Utraconych


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem