Reklama

„Słowobije” narzędziem komunistycznej rewolucji

2019-09-25 09:51

Andrzej Stanisławski
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. VI-VII

O ile na poprzednim etapie komunistycznej rewolucji nienawiść nie tylko nie była znienawidzona, ale była nawet zalecana w postaci tzw. nienawiści klasowej, to teraz została znienawidzona powszechnie, chociaż wiadomo, że od każdej zasady są wyjątki

Określenia „słowobije” używał zmarły niedawno prof. Bogusław Wolniewicz, mówiący o sobie, że jest „rzymskim katolikiem niewierzącym”. W tej skrótowej formule wyrażał – jak mi wyjaśniał – że chociaż nie jest osobą wierzącą w Boga, to docenia wartość religii katolickiej jako istotnego elementu cywilizacji łacińskiej, której trzeba bronić przed zagrożeniami godzącymi w każdy z trzech filarów, na których się ona opiera: grecki stosunek do prawdy, zasady prawa rzymskiego i etykę chrześcijańską, jako podstawę systemu prawnego państwa.

Promotorzy komunistycznej rewolucji z taktycznej ostrożności nie nawołują wprost do obalenia cywilizacji łacińskiej, bo mogłoby to spłoszyć tzw. masy, które są wykorzystywane w charakterze mięsa armatniego, i doprowadzić do załamania bojowej siły rewolucji. Zgodnie tedy z zaleceniami Antonia Gramsciego, który twierdził, że głównym polem bitwy rewolucyjnej powinna być sfera ludzkiej świadomości, czyli kultury, a etapem wstępnym tej batalii powinno być uzyskanie panowania nad językiem mówionym. Korzystając z wcześniejszego opanowania w ramach tzw. długiego marszu przez wiele instytucji państwowych i międzynarodowych – narzucają wymyślone przez pierwszorzędnych fachowców określenia, które wchodzą do języka mówionego i siłą rzeczy zmieniają sposób myślenia ludzi, bez przerywania im snu.

Jak pamiętamy, pierwszym takim słowem, które zostało delikatnymi metodami administracyjnymi narzucone w użyciu potocznym, jest „niepełnosprawność”. Dawniej określana była ona mianem kalectwa albo inwalidztwa, ale pierwszorzędni fachowcy podnieśli zarzut, że takie słowa „stygmatyzują” ludzi z jakichś powodów fizycznie ułomnych. Dlatego zamiast „kalectwa” czy „inwalidztwa” należy używać dziwolągu w postaci „niepełnosprawności”. Słowo to zawiera jednak ładunek informacyjny, zgodnie z którym wszyscy ludzie są „sprawni”, bo są „równi”, z tym że jedni mają tę sprawność w stopniu większym, a inni – chociaż oczywiście też są sprawni – w stopniu nieco mniejszym. Jak widzimy, w ten sposób został w sferze języka mówionego przeforsowany komunistyczny dogmat o równości ludzi, chociaż już na pierwszy rzut oka widać przecież, że jest on sprzeczny z rzeczywistością; jedni są mądrzy, inni – głupi, jedni silni, drudzy słabi, jedni piękni, inni brzydcy – i tak dalej. Charakterystyczne przy tym jest to, że wszystkie instytucje suwerennych rzekomo państw bez sprzeciwu nie tylko zaczęły używać tego dziwacznego określenia, ale narzuciły je ludziom przez ustawodawstwo i biurokrację. Wzbudza to pewne wątpliwości co do autentyczności demokracji politycznej, bo takie powszechne i bez zastrzeżeń przyjęcie słowotworu sugeruje istnienie jakiegoś zakonspirowanego ośrodka władzy, który swoim demokratycznym odkrywkom rozmaite rzeczy narzuca. Przypominam sobie, jak to w 1988 r. wprowadzone zostało w Polsce tzw. moratorium na wykonywanie kary śmierci. Polegało ono na tym, że wprawdzie niezawisłe sądy mogły taką karę orzekać, ale nie mogła ona już być wykonywana. I niezawisłe sądy, które teraz z taką zaciekłością bronią swojej niezawisłości, podobnie zresztą jak wszystkie inne instytucje państwowe, posłusznie się do tego rozkazu zastosowały. Kiedy w 1995 r. Sejm przedłużył to moratorium na kolejnych pięć lat, zapytałem ówczesnego ministra sprawiedliwości Jerzego Jaskiernię, kto wprowadził to moratorium w 1988 r. Otrzymałem na piśmie odpowiedź, że „nie można ustalić autora tej decyzji”. Zatem anonimowy „dobroczyńca ludzkości” narzucił rządom suwerennych państw rozwiązanie, do którego wszystkie zastosowały się w podskokach, no i nadal się stosują, dorzucając od siebie tylko coraz to nowe uzasadnienia.

Reklama

Potem pojawiło się nieśmiałe określenie – „kochający inaczej”. Wzbudzało ono sporo wesołości, bo dotyczyło już tzw. frywolnej strony ludzkiej egzystencji, ale niosło też ze sobą jeszcze potężniejszy i groźniejszy ładunek informacyjny: jedni kochają tak, inni – „inaczej”, ale każdy sposób jest jednakowo normalny. Znaczyło to, że normą może być cokolwiek, że normą może być wszystko. W tej sytuacji samo pojęcie normy traci sens, bo wynika ono z logiki dwuwartościowej, według której istnieją prawda i fałsz, istnieją norma i dewiacje. Mimo to jednak określenie to – oczywiście, motywowane „szacunkiem” wynikającym z „równości” – również zostało przyjęte powszechnie i bez zastrzeżeń, niczym marksizm w Związku Radzieckim pod żelaznymi rękami Lenina i Stalina.

Forsowaniu tych określeń, stopniowo i podstępnie zmieniających sposób myślenia ludzi, szybko zaczęło towarzyszyć lansowanie właśnie „słowobijów”, przy pomocy których promotorzy komunistycznej rewolucji zamierzali dyscyplinować opornych. Potępiono zatem „nietolerancję”, która – jak mi to ongiś wyjaśniał p. dr Janusz Majcherek – oznacza nie tyle nawet brak cierpliwego znoszenia jakichś obrzydliwości, ile brak akceptacji i dla obrzydliwości, i dla obrzydliwców. Tolerancja bowiem – jak mówił Majcherek – nie polega już na cierpliwym znoszeniu czegoś, czego nie lubię, co wzbudza we mnie wstręt, tylko właśnie na akceptacji rzeczy czy zachowań nielubianych, wstrętnych czy niebezpiecznych. To nowe, „rewolucyjne” rozumienie tolerancji zostaje narzucone przez inny „słowobij” w postaci „nienawiści”.

O ile na poprzednim etapie komunistycznej rewolucji nienawiść nie tylko nie była znienawidzona, ale była nawet zalecana w postaci tzw. nienawiści klasowej, to teraz została znienawidzona powszechnie, chociaż wiadomo, że od każdej zasady są wyjątki. Nie mówię już nawet o tym, że skoro mamy nienawidzić nienawiści, to nienawiść jako taka ma się całkiem nieźle, tylko że o tym, co jest nienawiścią uprawnioną, a co jest nienawiścią zakazaną, też decyduje Anonimowy Dobroczyńca Ludzkości – bo np. w stosunku do antysemityzmu nienawiść jest nie tylko dozwolona, ale nawet zalecana. Cóż, nawet pierwszorzędni fachowcy mogą się niekiedy zaplątać we własne sidła, podobnie jak filozofowie, którzy dowodzą, że prawda „nie istnieje”. W takim razie przynajmniej to zdanie: „prawda nie istnieje” musi być prawdziwe, a skoro ono jest prawdziwe, to znaczy, że prawda... No cóż, od filozofów też nie możemy wymagać zbyt wiele, bo to są elokwentni ignoranci, którzy opowiadają nam o sobie, swoich urojeniach, antypatiach i sympatiach, tyle że ubierają to w napuszony żargon, mający pozory naukowej ścisłości.

No a teraz z etapu pieriedyszki – w którym jednak nie zaniedbano przygotowań do ofensywy – przechodzimy do etapu surowości, w którym „mowa nienawiści” – czyli współczesna nazwa starej, poczciwej „kontrrewolucyjnej agitacji i propagandy”, którą jednak miliony ludzi przypłaciły życiem – już ma być penalizowana. Oznacza to, że wszelki brak podporządkowania się ideologii komunistycznej stanie się przestępstwem ściganym przez baranio posłuszne instytucje państwowe. Toteż – zabezpieczone tym „słowobijem” – na marszach równości pojawiają się postulaty „równości małżeńskiej”, czyli prawnego zrównania umów o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych przez osoby tej samej płci z małżeństwami, a więc związkami mężczyzn i kobiet, z których – abstrahując już od religijnego wymiaru tej instytucji – wynikają daleko idące obowiązki wobec potomstwa w postaci np. alimentacji. Na tym etapie promotorzy komunistycznej rewolucji muszą się już przynajmniej częściowo zdekonspirować, bo nie da się ukryć, że środkiem do zatriumfowania komuny jest i musi być destrukcja wszelkich organicznych więzi społecznych.

Tagi:
Europa Christi felieton

Kard. Dziwisz: Święty Jan Paweł II Wielki patronem Europy i doktorem Kościoła

2019-10-23 07:15

Stanisław kard. Dziwisz / Warszawa (KAI)

Święty Jan Paweł II Wielki patronem Europy i doktorem Kościoła - to tytuł wykładu, który wygłosił kard. Stanisław Dziwisz podczas warszawskiej części III Międzynarodowego Kongresu "Europa Christi", która odbyła się we wtorek na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Bożena Sztajner/Niedziela

Publikujemy treść wystąpienia:

Święty Jan Paweł II Wielki patronem Europy i doktorem Kościoła.

Obecny kryzys kulturowy jest potężnym dziejowym wezwaniem do mądrego powrotu do wspólnego dziedzictwa historycznego. Renesans, na który wszyscy czekamy, jak zwykle, może się dokonać jedynie jako nowe przemyślenie i podjęcie klasycznej wizji człowieka i świata. Nie ulega wątpliwości, że w takim kontekście, dziedzictwo św. Papieża Jana Pawła II Wielkiego posiada wybitną wartość kulturotwórczą. Karol Wojtyła zostawił nam ogromny materiał do przemyślenia. Jego duchowy i intelektualny świat cechuje – podobnie jak owego uczonego, którego w ewangelii chwali Jezus (por. Mt 13, 52) – umiejętne pogodzenie tradycji i nowości. Dziedzictwo papieża Wojtyły to bogata, wielostronna i twórcza synteza wielu ludzkich ścieżek myślenia. Nie ulega wątpliwości, że wciąż pozostaje ona, i na długo pozostanie, istotnym i całościowym projektem odnowy kulturowej na globalną skalę. Projekt ten nie jest wezwaniem do prostego powrotu do przeszłości. Myśl Jana Pawła II jest bowiem na wskroś nowoczesna, oryginalna i twórcza, pozostając jednocześnie szlachetnie klasyczną. To Wojtyłowe, trudne balansowanie między tradycją a nowoczesnością, wniosło ogromny powiem świeżości w życie Kościoła, a przezeń w uniwersalne przestrzenie szeroko rozumianej kultury, polityki i nauki. W tym względzie święty papież stał się prawdziwym nauczycielem i doktorem Kościoła, a w nim istotnym stróżem wartości europejskich, które stanowią nieusuwalny fundament współczesnej cywilizacji. W niniejszym wystąpieniu chciałbym zwrócić Państwa uwagę na trzy wymiary dziedzictwa św. Jana Pawła II, w których jest ono najbardziej twórcze. Są to jednocześnie, moim zdaniem, najważniejsze powody dla których Jan Paweł II powinien zostać uznany za doktora Kościoła i współpatrona naszego europejskiego domu.

1.Jana Pawła II wizja Kościoła: doktorat z eklezjologii

Papież z Polski był tytanem pracy. Ogromna ilość publicznych wystąpień, audiencji, zagranicznych podróży i bogatych treściowo dokumentów dowodzi nie tylko jego pracowitości, ale i prawdziwej miłości do Oblubienicy Chrystusa, której zmartwychwstały Pan uczynił go stróżem i pasterzem. Wielkość tego dziedzictwa, nie powinna być jednak mierzona jedynie ilościowo. Nie wolno nam zapominać, że życie Karola Wojtyły, papieża Jana Pawła II jest wielkim świadectwem prymatu Boga w życiu osobistym i społecznym. Wielkość papieża to wielkość danej mu przez Boga łaski, której Chrystusowy uczeń wiernie odpowiadał, strzegł i przekazywał, której stał się apostołem, głosicielem, świadkiem i ikoną. Dziedzictwo Wojtyły to świadectwo: największa siła papieża nie polegała na posiadaniu władzy kluczy, ale na byciu pokornym i przejrzystym świadkiem piękna, dobroci i miłości Boga w pośrodku cierpiącego świata. Wezwanie na urząd papieski było dla niego przede wszystkim sprawą wewnętrznego powołania do jeszcze większej solidarności z Bogiem i człowiekiem. Instytucjonalno-prawne wymiary papieskiego świadectwa – wyrażone chociażby w postaci odnowionego Kodeksu Prawa Kanonicznego z roku 1983 – były zawsze podporządkowane budowaniu relacji, poszerzaniu przestrzeni Kościoła rozumianego jako „niejako sakrament intymnego zjednoczenia z Bogiem”. To Kościół budzący się w duszach, żeby posłużyć się wyrażeniem Romano Guardiniego, znajdował się w centrum życia i posługi Jana Pawła II.

Wagę papieskiego świadectwa widzę przede wszystkim w tym jak Wojtyła rozumie Kościół. Jeszcze przed wyborem na stolicę apostołów Piotra i Pawła, napisał w Stanisławie, że Kościół wyznacza dla niego najbardziej intymną przestrzeń jego własnego wnętrza, jest „dnem jego bytu”. W konsekwencji spotkania z Chrystusem, Papież Wojtyła przyjął Kościół do samego centrum swojego osobistego życia. Kościół stał się dlań domem, a on domem dla Kościoła. Jak rozumieć te słowa będzie wiedział każdy, kto choć raz osobiście go spotkał i pamięta jego spojrzenie i dotyk dłoni. W nich nie istniała obcość i dystans. Jako człowiek oddany Bogu i Kościołowi wydał się również ludziom i znalazł dla nich miejsce w samym sobie. Zewnętrzna serdeczność wypływała z głębi wnętrza uczynionego gościnnym domem dla wszystkich. Najbardziej istotna lekcja Wojtyły to właśnie ta o przyjęciu Kościoła do swojego wnętrza, o utożsamieniu się z ludźmi, którzy wierzą, kochają i maja nadzieję w Bogu.

Powiedzmy to zdecydowanie i wyraźnie: w świecie pokawałkowanym, rozbitym, w świecie, w którym coraz więcej ludzi doświadcza różnorakich bezdomności, Jan Paweł II konsekwentnie głosił tajemnicę Kościoła jako domu dla każdego. Papież Wojtyła był Papieżem z ludzi wziętym i dla ludzi ustanowionym. Świadczy o tym jego wola bycia blisko ludzi, otwarte dla tak wielu msze w prywatnej kaplicy, spotkania przy stole, pokonywanie barier podczas audiencji, stosy kartek z modlitewnymi intencjami, które zamieszkiwały nieprzerwanie w zakamarkach jego klęcznika. Można stwierdzić bez przesady, że za pontyfikatu Jana Pawła II Kościół na nowo i zdecydowanie ukazał swoje ludzkie oblicze, stał się jeszcze raz domem. Świadczą o tym nie tylko konkretne wydarzenia na miarę epoki, wydarzenia niejednokrotnie przekraczające konwenanse, ale również liczne dokumenty papieskie i treści w nich zawarte. Wspomnijmy chociażby o przełomowym charakterze Familiaris Consortio, w którym de facto zdejmuje on mała ekskomunikę z osób rozwiedzionych, zapraszając ich do głębszej integracji z Kościołem. Jakże to piękny wyraz serdecznej troski o człowieka, wyraz towarzyszenia i jednocześnie dowód ogromnej pasterskiej odwagi na epokową miarę. W tym względzie, Jan Paweł II na zawsze pozostanie prawdziwym doktorem Kościoła nauczającym, że jedynie ten go rozumie, kto wpuszcza go do własnego wnętrza.

Ta nowatorska eklezjologia, wyrażona bardziej w praktyce życia niż na papierze, zasługuje na miano eklezjologii serdecznej. Misyjne otwarcie Kościoła, duszpasterski tenor Piotrowej posługi, ukazanie przyjaznej twarzy Kościoła to wszystko są owoce takiej serdecznej wizji Kościoła zakorzenionego głęboko w sercu Jana Pawła II. Nie ulega wątpliwości, że w dziedzinie eklezjologii, a szczególnie rozumienia urzędu papieskiego, Jan Paweł II lokuje się wśród tak wielkich papieży jak wielcy Leon i Grzegorz, którym w dużej mierze zawdzięczamy koncepcję papiestwa. Jeśli wspomniani starożytni papieże budowali doktrynę papieskiego autorytetu w oparciu o władzę kluczy, Wojtyła uzupełnia ich teologię i praktykę o mocny wymiar duszpasterski. Papież staje się duszpasterzem, świadkiem, głosicielem, a bliskość z człowiekiem staje się formą sprawowania właściwej mu władzy. Mamy tu do czynienia z zupełnie odnowioną koncepcją autorytetu papieskiego.

W kontekście serdecznej eklezjologii, chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden wymiar kościelnego świadectwa papieża Wojtyły. Otóż w epoce postmodernizmu, Wojtyła pozostaje zdecydowanym obrońcą rozumu. Późna nowoczesność odrzuca bowiem rozum i jego zdolność do poszukiwania i odkrywania prawdy. Epoka ta ogłosiła jako swój manifest śmierć prawdy, a wraz z nią śmierć człowieka. Kiedy nie istnieje już prawda pozostają jedynie równowartościowe, efemeryczne opinie, których zadaniem jest tworzyć świat wedle własnych, subiektywnych projektorów. Takie podejście daje się dzisiaj zauważyć niestety również w niektórych obszarach działalności duszpasterskiej. Chodzi o takie inicjatywy, które rozdzielają porządek wiary i poszukiwania prawdy, redukują wymiar racjonalny wiary na rzecz pustego emotywizmu. I tutaj papież Wojtyła okazuje się być istotnym świadkiem prawdziwej natury Kościoła. Jako człowiek ducha, jest również wybitnym intelektualistą, jako filozof uprawia również teologię. Jego serdeczna posługa oferowania ludziom domu w Kościele łączy się i naturalnie wypływa z życia intelektu zafascynowanego Bogiem i wciąż przekraczającego swoje granice, aby lepiej głosić tajemnicę Jego bliskości w świecie. Także rozum ma wierzyć, kochać, ufać. Nie ma wiary, która nie poszukiwałyby zrozumienia.

W tym względzie papież Wojtyła, nie tylko przypomina tradycję Kościoła i wciela ją w życie, ale, szczególnie w Fides et ratio, buduje całościową i spójną wizję relacji między rozumem a wiarą. Encyklika ta należy bez wątpienia do najważniejszych tekstów pontyfikatu. To ona bowiem diagnozuje bezpośrednie przyczyny współczesnych kryzysów ludzkości i twórczo wskazuje na drogę ich przezwyciężenia przez odnowiony sojusz wiary i rozumu. Papież opisuje w niej oryginalnie syntezę wiary i rozumu, a przede wszystkim broni rozumu i prawdy z perspektywy doktryny wiary. Ta paradoksalna obrona rozumu przeze wiarę jest epokowo znacząca, a jej waga wykracza poza współczesny kontekst. Chodzi w tym przypadku o teologiczne i magisterialne opracowanie prawdy o rozumie, o włączenie go w świat prawd wiary. Kościół Wojtyły służy prawdzie, służy również rozumowi. W tym świetle należy odczytywać przełożone wystąpienia papieża dotyczące nauk ścisłych i ich głównych osiągnięć, chociażby ewolucji, którą papież Wojtyła uznał za „więcej niż hipotezę”.

2. Karol Wojtyła/Jan Paweł II i głębsze rozumienie człowieka: doktorat z antropologii

Karol Wojtyła – jak słusznie ujmuje to tytuł jego ekranowej biografii – przeszedł do historii jako „człowiek, który został Papieżem i papież, który pozostał człowiekiem”. Ten lapidarny i zgrabny tytuł wyraża istotny moment życia i działalności polskiego papieża. Obdarzony wyjątkowo bogatym doświadczeniem ludzkim (samotność, cierpienie, poezja, praca, kapłaństwo, filozofia) rozumie intuicyjnie soborowe słowa o tym, że „Chrystus zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem”. To one motywują go do przyjęcia człowieczeństwa jako drogi Kościoła. Jan Paweł II, mistycznie zjednoczony z Bogiem, staje się na mocy tego zjednoczenia miłośnikiem człowieka. To ta jedna jedyna miłość, w której „sprawy ludzkie łączą się ze sprawami boskimi” każe mu nie tylko człowiekowi służy, ale i próbować go coraz lepiej rozumieć. Cała działalność naukowa Karola Wojtyły obracała się wokół tajemnicy człowieka, jego osoby i jego osobowego działania w świecie. W centrum tej refleksji od zawsze stała – widać to już we wczesnej poezji – prawda o przeznaczeniu do odpowiedzialnej miłości, której zwieńczeniem jest ojcostwo i macierzyństwo. Myśl Wojtyły powoli kształtowała się w wirze życia akademickiego i duszpasterskiej posługi. Wątki teoretyczne wypływały wprost z praktyki życia, z bycia z człowiekiem, z rozmów i wspólnie przeżytych chwil, z towarzyszenia małżonkom i rodzinom. Ten długi i złożony proces dochodzenia do rozumienia człowieka i poszukiwania najbardziej adekwatnego sposobu wyrażenia odkrytej prawdy osiąga swoją pełnię w teologii ciała. Teologia ta jest bez wątpienia wyrazem najbardziej dojrzałej myśli Wojtyły i jednocześnie jego najbardziej oryginalnym wkładem w dzieje teologii, i szerzej, w historie rozumienia człowieka. To do jej krótkiej prezentacji ograniczę tutaj opis, skądinąd bardzo bogatego i wielostronnego, wkładu Jana Pawła II do antropologii.

Jan Paweł II nie jest oczywiście pierwszym, który podejmuje w dziejach Kościoła tematykę ciała, małżeństwa, rodziny. Niemniej w perspektywie horyzontów roztaczanej przez siebie wizji, jej syntetyczności, jak i sposobu ujęcia i opisu wspomnianych rzeczywistości, zasługuje na miano twórcy integralnie pojętej teologii ciała. Jego wizja w tym względzie pozostaje wybitną syntezą wątków teologicznych, filozoficznych, psychologicznych i naukowych. Rozum, doświadczenie i wiara pozwalają mu na przenikliwe opracowanie zagadnień, które praktycznie nigdy wcześniej nie były badane przez teologów. Ciało, seksualność, miłość mężczyzny i kobiety, ich biologiczna, psychologiczna, socjologiczna komplementarność zostają ujęte w perspektywie przesłania ewangelii. Kluczem do zrozumienia przygód ciała staje się tajemniczy dar z samego siebie, bez którego człowiek nie może stać się sobą. W ten sposób, teologia ciała zbudowana zostaje na ofierze Chrystusa, w której staje się On mistrzem używania ciała. W interpretacji Wojtyły, ciało staje się nośnikiem najbardziej ewangelicznych prawideł ludzkiej egzystencji nie w abstrakcji, ale w konkrecie codziennego doświadczenia człowieka pragnącego kochać i oczekującego na miłość.

W teologii ciała Wojtyły widzieć trzeba opracowanie i spełnienie starej intuicji wczesnochrześcijańskiego pisarza, Tertuliana, który twierdził, iż ciało jest zawiasem zbawienia. Tertulian nie opracował dokładniej swojej intuicji. Wygląda na to, że jej opracowanie było możliwe dopiero w naszych czasach, i że czekało ono właśnie na papieża z rodu Polaków. Jego filozoficzny, fenomenologiczny warsztat naukowy, kapłańska i aktorska wrażliwość, doświadczenie duszpasterskie sprawiły, że mógł on podjąć problematykę ludzkiej cielesności więcej niż tylko z jednej perspektywy. Owoc pracy pozostaje zachwycający. Teologia ciała pozwala na wniknięcie w głębiny tajemnicy człowieka, której wnętrze staje się jawne w znaku ciała. Teologia ta odpowiada na najgłębsze pytania współczesnego człowieka, chroni go przed uprzedmiotowieniem i wskazuje na piękno jego tajemnicy, którą sam Bóg uczynił swoim obrazem i syntezą całego stworzenia. I w tym względzie, szczególnie w tym względzie, papież Wojtyła pozostanie wybitnym nauczycielem Kościoła.

3. Patron Europy

Autentyczne duszpasterstwo nie ogranicza się nigdy jedynie do budowania samego Kościoła. Ono wykracza poza jego widzialne struktury i dotyka spraw świata w ich centralnych momentach. Dzięki przedziwnym drogom boskiej Opatrzności, ta prawda znalazła swoje potwierdzenie w życiu i dziele Jana Pawła II. Jego osobowość, myśl, praca pozostawiły ogromny ślad nie tylko w życiu Kościoła, ale i całej społeczności światowej. W tym względzie papież Wojtyła reprezentuje najszlachetniejszy ideał Europejczyka. Jego wkład do życia naszego kontynentu widzę szczególnie w perspektywie dwóch spraw, które umacniają moje przeświadczenie o wciąż aktualnej roli Jana Pawła II w życiu naszego kontynentu.

Po pierwsze, życie Karola Wojtyły/papieża Jana Pawła II jest przypomnieniem o chrześcijańskich korzeniach Europy i całej cywilizacji zachodniej. Papież dowodzi swoim życiem, że bycie Europejczykiem i bycie uczniem Chrystusa nie wykluczają się, ale radykalnie zakładają. Chrześcijaństwo wpisane jest w europejskie fundamenty, jest nieusuwalnym kodem genetycznym europejskości. W tym względzie, papież Wojtyła i jego dziedzictwo mogą być uznane za wielką apologię chrześcijaństwa, europejskości i ich wzajemnego związku. Jeśli europejska nowoczesność rosła wraz z umacnianiem się podejrzenia, że religia osłabia więzi społeczne i deprymuje integralny rozwój człowieczeństwa, to najlepszym przykładem dowodzącym tez przeciwnych jest właśnie kształt człowieczeństwa Jana Pawła II. Jest ono ukazaniem piękna chrześcijańskiej wizji człowieka, jej otwartości i integralności. Wojtyła był i pozostaje Europejczykiem, był nim i pozostaje jako syn Kościoła, jako wierzący w Chrystusa. Integralność jego człowieczeństwa, wyrażona nie tylko w praktyce codzienności, ale także w spuściźnie pisarskiej, jest wybitnym przykładem i wzorem prawdziwie europejskich wartości.

Po drugie, podkreślić trzeba wkład Jana Pawła II w najnowsze dzieje Europy. Wielu historyków, polityków i komentatorów przyznaje papieżowi centralną rolę w obaleniu komunizmu i integracji kontynentalnej wspólnoty. To jego posługiwanie stanowiło kamień węgielny w polskim, narodowym przebudzeniu nadziei. To ono przyczyniło się walnie i lawinowo do skonsolidowania ruchów społecznych i politycznych mających na celu stworzenie wolnej, równej, dziejowo sprawiedliwej Europy.

Z tych wszystkich powodów, trzeba stwierdzić, iż papież Wojtyła to nie tylko wielki współczesny doktor Kościoła, ale i wybitny patron dla Europy, który ma ogromnie wiele do powiedzenia wszystkim, zarówno wierzącym, jak i niewierzącym. W tak trudnych i złożonych czasach jak nasze, jego wstawiennictwo u Boga, o którym tak pięknie zapewniał kard. Ratzinger w pogrzebowej homilii, stanowi mocne oparcie dla wszystkich ludzi dobrej woli, zaś dziedzictwo jakie pozostawił w swoich pismach jest pełną mapą drogową wytyczającą dobre kierunki dla naszej wspólnej wędrówki ku lepszemu światu, ku ostatecznemu spotkaniu z przychodzącym Panem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poznań: zmarł prof. Jacek Łuczak, twórca polskiej opieki paliatywnej

2019-10-22 21:41

ms / Poznań (KAI)

W Poznaniu 22 października zmarł prof. Jacek Łuczak, profesor nauk medycznych, założyciel i długoletni prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej. Miał 84 lata.

poznan.pl

Prof. Łuczak był twórcą hospicjum Palium w Poznaniu i pierwszej poradni walki z bólem w Polsce.

„Był człowiekiem niezwykłej ofiarności, zawsze blisko chorego. Prawdziwy lekarz, dla którego hospicjum było domem, a człowiek chory, cierpiący miał uprzywilejowane miejsce w jego sercu” – mówi o zmarłym abp Stanisław Gądecki. Metropolita poznański wielokrotnie odwiedzał prowadzone przez prof. Łuczaka hospicjum.

„Profesor zawsze zwracał uwagę na relacje, które powinny nawiązać się pomiędzy chorym a lekarzami i pielęgniarkami oraz kapelanami hospicjum. Podkreślał nieustannie konieczność szacunku wobec człowieka, zwłaszcza umierającego” – zauważa przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Profesor Jacek Łuczak urodził się w 1934 r. w Poznaniu, ukończył studia na Wydziale Lekarskim poznańskiej Akademii Medycznej. Jest autorem ponad 400 prac naukowych, był specjalistą i konsultantem krajowym w dziedzinie medycyny paliatywnej.

W 2019 r. prof. Jacek Łuczak został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XXX Olimpiada Teologii Katolickiej

2019-10-23 22:52

Agata Pieszko/inf.org.

W imieniu Wydziału Katechetycznego Kurii Metropolitalnej Wrocławskiej, zachęcamy wszystkie szkoły do wzięcia udziału w XXX Olimpiadzie Teologii Katolickiej „Dumni z Ewangelii i z Polski".

mat.org.

Etap szkolny olimpiady należy przeprowadzić 20 listopada 2019 r., natomiast zgłoszenia udziału należy dokonać do 10 listopada 2019 r. drogą elektroniczną. Formularz zgłoszenia oraz wszelkie niezbędne informacje można znaleźć na stronie: OTK.

Po zgłoszeniu, szkoły otrzymają od Wydziału Katechetycznego komplet materiałów potrzebnych do przeprowadzonego etapu szkolnego. Organizatorzy informują, że do etapu diecezjalnego zostają zakwalifikowani uczestnicy Olimpiady, którzy zdobyli co najmniej 50% punktów w etapie szkolnym.

-Regulamin

-Harmonogram olimpiady.

Zapraszamy wszystkich katechetów, nauczycieli oraz uczniów do wzięcia udziału w XXX Olimpiadzie Teologii Katolickiej, która będzie miała swój finał w 2020 r. w Przemyślu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem