Reklama

Chwalebne Dzieje Lotnictwa

2019-10-08 14:19

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 41/2019, str. 5

Piotr Lorenc
W Muzeum – Skarbcu

Kaplica Lotników pw. Matki Bożej Loretańskiej – usytuowana w sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Nieustającej Pomocy w Jaworznie-Osiedlu Stałym – jest niewątpliwie jednym ze skarbów duchowych i patriotycznych naszej diecezji. Każdego roku w połowie września w świątyni odbywają się uroczystości nazwane Chwalebnymi Dziejami Lotnictwa Polskiego

Nie inaczej było i w tym roku. W niedzielę 15 września już po raz 26. odbyły się obchody Chwalebnych Dziejów, połączone z obchodami 100-lecia pierwszego powstania śląskiego, 100-lecia utworzenia Jednolitego Wojskowego Lotnictwa Rzeczypospolitej Polskiej, 80-lecia Wojny Obronnej z 1939 r. oraz jubileuszu 20-lecia utworzenia Kaplicy Lotników pw. Matki Bożej Loretańskiej w Jaworznie.

Pełna treść tego i pozostałych artykułów z NIEDZIELI 41/2019 w wersji drukowanej tygodnika lub w e-wydaniu.

Tagi:
lotnictwo

Reklama

Gra na niebie

2019-06-04 13:08

Z Sebastianem Kawą rozmawiał Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 23/2019, str. 20-22

Najbardziej utytułowany pilot szybowcowy w historii Polski, 15-krotny mistrz świata. W najważniejszych zawodach zdobył aż 30 medali. To Sebastian Kawa – lekarz ginekolog, pilot szybowcowy z Aeroklubu Bielsko-Bialskiego. Człowiek, który swoimi osiągnięciami zadziwia świat. Z Sebastianem Kawą rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

Andrzej Pruszkowski
Sebastian Kawa. W tle – góra Annapurna

KRZYSZTOF TADEJ: – W jednym z wywiadów powiedział Pan: „Robię to, co kocham”. Co fascynującego jest w lataniu szybowcem?

SEBASTIAN KAWA: – Każdy lot jest inny, wyjątkowy, odkrywczy. Ciągle zmieniają się pogoda, siła wiatru, dlatego to, co się dzieje w powietrzu, jest niepowtarzalne. Pilot musi przewidywać i rozwiązywać zagadki. Latanie można porównać do pasjonującej gry.
Podczas lotu szybowcem można zobaczyć to, czego nie zobaczy się w inny sposób. Szybowiec nie hałasuje, nie zatruwa środowiska i dlatego możemy latać np. nad parkami narodowymi – tam, gdzie nie można polecieć śmigłowcem. Jeśli ktoś kocha góry, to w ciągu jednego dnia może podziwiać nie jeden szczyt czy zbocze, ale całe pasmo górskie.
Specyfika tego latania polega również na tym, że to przede wszystkim umiejętności pilota decydują o tym, jaki będzie lot i czy zakończy się sukcesem. W szybowcu nie ma silnika, paliwa, nie można dodać gazu, gdy spada prędkość. Sami musimy szukać prądów powietrza, żeby utrzymać wysokość.

– Modli się Pan przed lotem?

– Tak. Ale nie tylko przed lotem, również wtedy, gdy pojawią się trudne sytuacje w powietrzu.

– Jaka była najtrudniejsza sytuacja? Bał się Pan kiedyś?

– Nieraz czułem niepokój. Dzięki Bogu w trudnych chwilach jestem spokojny i z jeszcze większą precyzją niż zwykle kieruję szybowcem. Najtrudniejsza chwila? Zdarzenie sprzed trzech lat. W 2016 r. leciałem nad górami w 2-osobowym szybowcu. W pewnym momencie wlecieliśmy w chmury. Wcześniej na urządzeniu nawigacyjnym zaprogramowaliśmy odpowiednie punkty, żeby spokojnie „zejść” do lądowania. Było to bardzo ważne, bo przelatywaliśmy nad terenem, na którym nie da się wylądować.

– Kiedy pojawił się problem?

– Pilot w przedniej kabinie zauważył, że mamy słabe baterie, dlatego chciał przełączyć zasilanie, żeby korzystać z drugiego zestawu baterii. Zrobił to tak niefortunnie, że wyłączył całą nawigację.

– Nie było widać żadnych punktów orientacyjnych?

– Nic nie było widać. Byliśmy w chmurach. Całe szczęście – dość wysoko. Kiedy pilot ponownie włączył zasilanie, to stwierdził, że nawigacja nieprawidłowo działa, i znowu wszystko wyłączył!

– Niezwykła sytuacja.

– Do dzisiaj sam się dziwię, że zachowałem spokój. Ponowne włączenie trwało kilka minut, ale dla szybowca w takich warunkach to całe wieki. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

– Znany jest Pan w świecie z wyjątkowych wyczynów, np. z przelotu szybowcem nad najwyższymi górami świata – Himalajami. Alpiniści podczas wspinaczki zmagają się z bardzo niskimi temperaturami, wiatrem i lawinami. A Pan? Jakie musiał Pan pokonać trudności?

– W szybowcu z niską temperaturą i brakiem tlenu można łatwo sobie poradzić. Najważniejszym czynnikiem jest wiatr. Dla himalaistów silny wiatr jest przeszkodą, a dla nas czymś zbawiennym, pozytywnym zjawiskiem. Mogliśmy się wznieść nad Himalaje, gdy wiało z prędkością 200 km/h. Nigdy wcześniej nie latałem przy tak silnym wietrze blisko skał. Kolejna trudność to, oczywiście, chmury, które kryją zbocza. Całe przedgórze Himalajów jest z reguły nimi przykryte. Wzniesienie się nad szczyty, a potem powrót na lotnisko to w tym rejonie naprawdę duże wyzwanie.

– Jak długo trwał Pański najdłuższy lot?

– 14,5 godziny. Niestety, z kolegą nie pobiliśmy wówczas rekordu świata. W innym locie pobiliśmy natomiast rekord odległości przelotu – ponad 2 tys. km. Lecieliśmy również ponad 14 godzin.

– To chyba ekstremalne doświadczenie. Przecież w trakcie lotu nie może Pan wyjść z szybowca, wyprostować się, przespać...

– Sen teoretycznie jest możliwy, gdy leci dwóch pilotów, ale w tym locie nie było to możliwe. Cały czas pracowaliśmy. Jeden z nas rozmawiał z kontrolerami ruchu lotniczego, ponieważ gdy lata się na dużych wysokościach, trzeba tak koordynować lot, żeby nie przeszkadzać samolotom pasażerskim. Druga osoba sterowała szybowcem i wybierała taką drogę, żeby nie tracić wysokości. Pod koniec czuliśmy ogromne zmęczenie i rzadko kto się odzywał.

– I wtedy pojawiły się kłopoty...

– Dwie godziny przed zachodem słońca byliśmy jeszcze jakieś 600 km od pierwszego miejsca, gdzie w ogóle mogliśmy wylądować. Lecieliśmy z prędkością 300 km/h, ale niestety, pogorszyła się pogoda. Gdy już zachodziło słońce, musieliśmy lądować na nieczynnym, zapomnianym lotnisku. Po dwóch dniach deszczu trzeba było wykarczować krzaki, żeby z niego wystartować i wrócić do bazy.

– W wielu prestiżowych zawodach wygrywał Pan wszystko, co było do wygrania. Co trzeba zrobić, żeby osiągać tak wspaniałe wyniki? Co chciałby Pan doradzić młodym ludziom, którzy zaczynają swoją przygodę z lotnictwem?

– Szybownictwo to trudny sport. Jeśli ktoś potraktuje go tylko jako odskocznię od codzienności i będzie latał po to, żeby od czasu do czasu pochwalić się zdjęciem na Facebooku, to niczego nie osiągnie. Jaka jest moja rada? Potraktować szybownictwo poważnie. Tak jak w innych dziedzinach życia – liczy się odpowiednia motywacja. Kto chce wygrywać, ten na pewno znajdzie sposób, żeby pokonać problemy.
Chciałbym zwrócić uwagę na to, o czym się niewiele mówi. Wywodzę się z okresu, kiedy szkolenie szybowcowe w aeroklubach było masowe. Tak działo się w latach 60., 70. i za moich czasów – na początku lat 80. ubiegłego wieku. Niemal każdy zainteresowany mógł się szkolić, nie ponosząc kosztów, choć wymagało się od kandydata idealnego zdrowia, by potem nadawał się do innego lotnictwa, do latania komunikacyjnego czy wojskowego. Szybownictwo było początkiem drogi, piramidy szkolenia i jednocześnie selekcją kandydatów na lotników. Pamiętam, jak w mistrzostwach Polski startowało ok. 50 pilotów, z których każdy z powodzeniem mógł walczyć na mistrzostwach świata. W tej chwili ta grupa bardzo się skurczyła. W Polsce mamy może 5 pilotów na najwyższym światowym poziomie. Jeśli chcemy odnosić znaczące sukcesy, które rozsławiają nasz kraj, to musimy wrócić do masowego szkolenia młodzieży. Szkolenie pilotów w klubie sportowym jest najtańsze, bo na obozach kandydaci sami pracują i muszą sobie to latanie zorganizować. Brak finansowania dla nastolatków, którzy przecież jeszcze w tym czasie nie zarabiają, a jednocześnie ogromne utrudnienia w przepisach, konieczność certyfikowania – mocno ograniczyły im możliwości.

– Ile czasu zajmuje nauka pilota szybowca, żeby osiągnął najwyższy poziom?

– Według mnie, ok. 10 lat, przy założeniu, że zainteresowana osoba będzie intensywnie latać, ok. 100 godzin rocznie. Ten okres można nieco skrócić, ponieważ pojawiły się znakomite wyczynowe 2-osobowe szybowce. Jeśli młody człowiek, który chłonie wiedzę, będzie się uczył z doświadczonym pilotem, to cykl szkolenia zamknie i odpowiedni poziom osiągnie nieco wcześniej.

– Jakie są Pańskie plany, marzenia?

– W tym roku chciałbym latać szybowcem ponad górami Tienszan w Kazachstanie i Kirgistanie. Rozmowy w tej sprawie są już zaawansowane. Innym marzeniem jest, oczywiście, przelot nad Antarktydą. Mam nadzieję, że stanie się tak w następnych latach.

– Pańskie dzieci również są zainteresowane szybownictwem?

– Mam dwie córki, Martę i Aleksandrę. Na razie nie są tym zainteresowane, ale są też zbyt młode, żeby rozpocząć latanie. Interesują się jazdą konną i to jest ich pasja. Mam nadzieję, że może kiedyś będą kontynuowały rodzinne tradycje. Nie myślę tylko o sobie, ale również o moim tacie. Był nie tylko lekarzem, ale również znakomitym, wybitnym pilotem szybowca. Wygrywał różne zawody, ale nie miał takich możliwości jak ja, bo żyliśmy za żelazną kurtyną. To był mój pierwszy i jedyny trener w szybownictwie. Dzięki niemu osiągnąłem i osiągam tak wiele.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mobilnie albo na telefon

2019-10-16 12:28

Jolanta Kobojek
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 38-39

O mobilnym konfesjonale usłyszała w „Teleexpressie”. Postanowiła, że jeśli zobaczy go na własne oczy, uzna, iż to znak, że ma wrócić do Boga. Zobaczyła i po 50 latach przystąpiła pierwszy raz do spowiedzi, i wróciła do Kościoła

Archiwum prywatne Valentiny Alazraki
Ks. Rafał Jarosiewicz w mobilnym konfesjonale

Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. I ani słowa o tym, że odpuszczanie grzechów ma się odbywać wyłącznie w świątyni i w określonych godzinach. Z takiego założenia wychodzi wielu kapłanów. Ileż godzin przeznaczają na spowiedź księża posługujący podczas pieszej pielgrzymki na Jasną Górę? Albo w iluż parafiach, szczególnie w okresie Wielkiego Postu, odbywają się Noce Konfesjonałów? To wszystko jest wyjściem poza schematy. Określone czasy i określone warunki życia niejako wymuszają odpowiedź na realne potrzeby. Jeśli chodzi o sakrament pokuty i pojednania, w sytuacji, gdy wiele osób porzuca regularne praktyki religijne, papież Franciszek zachęca, żeby ksiądz nie był jak lekarz, który czeka, aż mu przyniosą pacjenta do szpitala, ale by sam wychodził opatrywać rannych tam, gdzie oni są.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Uroczystości 35. rocznicy śmierci ks. Popiełuszki

2019-10-19 21:35

Łukasz Krzysztofka/KAI

Rodzina i przyjaciele bł. ks. Popiełuszki, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, parlamentarzyści, kilkadziesiąt pocztów sztandarowych NSZZ „Solidarność” z całego kraju i tłumy wiernych uczestniczyły we Mszy św. w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu w 35. rocznicę męczeńskiej śmierci kapelana „Solidarności”.

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Uroczystej, koncelebrowanej Eucharystii przewodniczył kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, który przed Mszą św. poświęcił kaplicę z wystawionymi relikwiami sutanny, którą miał na sobie w momencie śmierci męczennik.

Kard. Nycz zaznaczył, że wierni upamiętniają dziś dzień narodzin ks. Popiełuszki dla nieba - To jednoczenie dzień jego męczeńskiej śmierci w obronie godności człowieka, obronie naszej Ojczyzny i ewangelicznej zasady “zło dobrem zwyciężaj” - powiedział.

Zobacz zdjęcia: 35. rocznica śmierci ks. Popiełuszki

Metropolita warszawski przypomniał, że kapelan Solidarności wielokrotnie wskazywał, że jego mistrzami, od których uczył się głoszenia Ewangelii, są Jan Paweł II i kard. Wyszyński. Kard. Nycz zauważył, że ks. Popiełuszko wyprzedził swoich mistrzów w drodze na ołtarze. – Wiemy jednak, że dziesięć lat po beatyfikacji ks. Jerzego będziemy mieć beatyfikację kard. Wyszyńskiego. Przez wstawiennictwo tych trzech wielkich postaci módlmy się za Kościół polski, za naszą Ojczyznę, z prośbą o siłę dla tych, którzy nią kierują – zaapelował.

Kazanie wygłosił bp Józef Guzdek, Biskup Polowy Wojska Polskiego. Zwrócił uwagę, że w momencie kiedy większość narodów po zakończeniu drugiej wojny światowej doświadczało pokoju, w Polsce nadal “panoszyło się zło”, a “brat wydawał brata na śmierć”. - W takich czasach zajaśniał blask ks. Jerzego Popiełuszki, który jako kapłan był gorliwym obrońcą wiary i godności człowieka. Zawsze stosował się do słów Jezusa “zło dobrem zwyciężaj” - podkreślił i dodał, że kapelan Solidarności był uosobieniem dobroci oraz cierpliwości i zawsze powtarzał, że przemoc jest oznaką słabości, a nie siły.

Ordynariusz wojskowy podkreślił, że wciąż trzeba walczyć w obronie najsłabszych np. o prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Zdaniem bp. Guzdka żyjemy w świecie, w którym polityczna poprawność nie pozwala nazywać zła po imieniu, z obawy, że ktoś poczuje się dotknięty. Nie można czegoś nazwać grzechem, mimo, że katolicy niejednokrotnie spotykają się z pogardą i profanacją tego, co dla nich święte.

- Niezwykle potrzebne jest dziś spotkanie z ks. Jerzym, który uczy nas, że złu nie można ulegać i wyrażać na nie zgody. Mamy wypowiadać słowa prawdy, gdy inni milczą – podkreślił duchowny.

Bp Guzdek wspomniał również, że ks. Popiełuszko przestrzegał przed niechrześcijańskim radykalizmem i wykluczeniem kogokolwiek - Nie dążył do budowania ekskluzywnej wspólnoty. Podkreślał, że jego kazania nie są przeciw komuś, że walczy z systemem zła, a nie z człowiekiem. Mówił: “To co robię to nie polityka, moja bronią jest prawda. Prawda i miłość” - zaznaczył.

- Świadkowie jego życia mówili, że potrafił wyjść z kawą do śledzących go funkcjonariuszy SB, mówiąc, że to nie ich wina, że tu stoją. Niektórzy chcieli żeby piętnował po nazwisku swoich prześladowców, ale ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła. W jego życiu nie było nienawiści - wspominał biskup Guzdek.

Zdaniem duchownego dzisiejsza uroczystość stwarza okazję do “zawstydzenia” niektórych wiernych i przemyślenia, czy Kościół stara się dotrzeć do wszystkich ludzi nikogo nie wykluczając.

- W pluralistycznym społeczeństwie zawsze znajdą się nurty przeciwne Kościołowi i trzeba reagować, ale nie każda reakcja jest zgodna z duchem Ewangelii – zauważył duchowny. Dodał, że jeśli “oburzenie stanie się sposobem duszpasterstwa” to wierni i księża przestaną być apostołami, a staną się inkwizytorami.

- Ks. Popiełuszko nigdy nie zdradził prawdy, nawet za cenę męczeńskiej śmierci. Był orędownikiem przebaczenia i pogodzenia zwaśnionych stron – zaznaczył biskup, pytając wiernych czy przed przystąpieniem do Komunii będą mogli z czystym sercem wypowiedzieć słowa: “I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. - Te słowa są dziś weryfikacją prawdy o naszym chrześcijaństwie – stwierdził.

Po Mszy św. odmówiono litanię do bł. ks. Jerzego, a następnie złożono wieńce na grobie męczennika.

19 października obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Kapłanów Niezłomnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem