Reklama

Sztuka potrzebuje tlenu

2019-10-29 12:48

Rozmawia Rafał Węglewski
Niedziela Ogólnopolska 44/2019, str. 50-51

Frazer Harrison/Getty Images
Włodek Pawlik z nagrodą Grammy za album „Night In Calisia”

O śledztwie genealogicznym i procesie twórczym, który przypomina pobyt w zakonie kontemplacyjnym, opowiada Włodek Pawlik – muzyk jazzowy, kompozytor, laureat nagrody Grammy; człowiek utalentowany, ale i ciężko pracujący na swój artystyczny dorobek i sukces

RAFAŁ WĘGLEWSKI: – Czy ciężka praca popłaca?

WŁODEK PAWLIK: – Mówiąc krótko: tak, popłaca, ale to nie wszystko, przynajmniej w mojej profesji. To połowa tego zagadnienia – drugą połowę stanowią predyspozycje, zdolności, niektórzy mówią: talent. Dobrze, jeżeli te dwie sfery się dopełniają. Wtedy mamy większą pewność, że to, co robimy, będzie miało znamiona naszego osobistego sukcesu czy też wartości wykraczającej ponad naszą osobistą sferę życia.

– Cały muzyczny świat zna Pana m.in. dzięki płycie „Night in Calisia”, która została nagrodzona Grammy. Do tego sukcesu przyczyniła się z kolei wcześniejsza płyta „Tykocin”...

– Tak, płyta pod tytułem „Jazz Suite Tykocin” najpierw ukazała się w Polsce w 2009 r. Została nagrana w Białymstoku z Filharmonią Podlaską, prowadzoną wówczas przez znakomitego dyrygenta Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego, który zaproponował mi skomponowanie muzyki mającej opowiadać historię rodziny Breckerów. Należy podkreślić, że Brecker Brothers to nazwa jednej z najważniejszych grup jazz-rockowych, muzyki określanej w USA w latach 70. i 80. ub. wieku także mianem fusion. Została założona przez genialnych amerykańskich muzyków – braci Randy’ego i Michaela Breckerów. Był to okres niesamowitej popularności tego zespołu, który łączył elementy muzyki rockowej z muzyką jazzową, muzyką etno oraz nurtem muzyki elektronicznej. Ich płyty sprzedawały się wtedy bardzo dobrze w Stanach Zjednoczonych. Miałem przyjemność i szczęście współpracować z Randym Breckerem, trębaczem i kompozytorem tej grupy. W 1995 r. ukazała się nasza pierwsza płyta pt. „Turtles”. Od tego czasu jesteśmy zaprzyjaźnieni. We wspólnym dorobku mamy inne płyty, które ukazały się na rynku amerykańskim.
Płyta „Jazz Suite Tykocin” jest efektem zdarzeń, które nastąpiły w związku z chorobą młodszego brata Randy’ego – słynnego saksofonisty Michaela Breckera, u którego na początku lat dwutysięcznych zdiagnozowano nowotwór. Cały jazzowomuzyczny świat dowiedział się o problemach zdrowotnych muzyka. Jego rodzina wraz z Randym Breckerem wysłała do mnie prośbę, abyśmy pomogli w poszukiwaniach dawcy szpiku dla Michaela.

– Czuł Pan, że była to misja do spełnienia?

– W pewnym sensie tak, ale ja byłem jednym z wielu, którzy zdecydowali się pomóc.

– Czy na płycie jest zawarta muzycznie ta historia?

– Do pewnego stopnia tak, jednak nie jest ona jednoznacznie ukazana, bezpośrednio i wprost. Genezą jest jednak ta historia.

– Rozpoczął Pan poszukiwania i wykonał pracę genealogiczną...

– Okazało się, że Breckerowie, rodzina amerykańska, mają polskie pochodzenie i są potomkami rodziny Tykockich, a ich korzenie sięgają bardzo dalekiej przeszłości miasteczka Tykocin. Jednego z niewielu miast, w którym przez całe wieki żyły razem dwa narody, reprezentujące dwie kultury: Polacy i Żydzi.
Razem z moją żoną dotarłem do źródła wiedzy na temat pochodzenia tej rodziny. Odnaleźliśmy historyka zajmującego się tematyką tamtego regionu i jego mieszkańców. Miał on dużą wiedzę na ten temat i odszyfrował nazwisko z brzmienia angielskiego. Okazało się, że oryginalne nazwisko brzmiało: Tykoccy. Stąd się wzięła dalsza historia poszukiwania kodu genetycznego. Odnalazło się bardzo wiele osób z rodziny Breckerów, wielu ich krewnych w Polsce, Ameryce i Izraelu.

– Misją było uratowanie człowieka...

– Staraliśmy się, zrobiliśmy, co w naszej mocy. Niestety, przeszczep się nie udał, Michael zmarł. Nie ma go już wśród nas. Ta historia była dla mnie i dla rodziny Breckerów na tyle dramatyczna i intrygująca, że opowiedziałem ją w tamtym czasie Marcinowi Nałęcz-Niesiołowskiemu, dyrektorowi Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku. Wysłuchał i zafascynowany, wiedząc, jakie znaczenie dla muzyki mają Breckerowie, powiedział: Włodek, napisz to w nutach, to jest niesamowite! Dał mi do dyspozycji orkiestrę i stworzył możliwości, abym mógł to skomponować. Jest to kilkuczęściowa suita, nawiązująca pośrednio do historii jazzmana, jednego z gigantów muzycznych, czyli Michaela Breckera i jego rodziny. Udało się związać to jego życie i cierpienie z przeszłością, która jak się okazuje, była przeszłością jego przodków na Podlasiu. Stąd się wzięła ta płyta... Gdy skomponowałem materiał, nagraliśmy go z orkiestrą i Randym Breckerem. Pracowaliśmy nad tym blisko dwa tygodnie. Odbyły się też dwa premierowe koncerty, jeden z nich był wyjątkowy, gdyż zagraliśmy go w Tykocinie, na dziedzińcu jednej z najstarszych synagog w Polsce. Płyta miała również swoją drugą odsłonę, gdyż rok po jej wydaniu w Polsce ukazała się w Stanach Zjednoczonych pod zmienionym tytułem „Nostalgic Journey: Tykocin Jazz Suite” (2009). Album zebrał bardzo dobre recenzje, był często prezentowany w rozgłośniach jazzowych. Był również nagradzany w rankingach najlepszych płyt tamtego roku i w mediach zajmujących się jazzem. Było to wielkie wyróżnienie, w rankingu Los Angeles Jazz Station otrzymałem za tę muzykę nagrodę kompozytora roku w USA.

– Wróćmy do Pańskich korzeni muzycznych. Jakimi artystami inspirował się Pan w młodości?

– Idoli było wielu, np. Chick Corea. Byłem pod wielkim wrażeniem jego płyt elektronicznych. Na pewno były to także grupa Mahavishnu Orchestra, czyli John McLaughlin, oczywiście Weather Report i wiele jazz-rockowych grup. Słuchałem też dużo jazzu akustycznego. Kwintet Milesa Davisa był dla mnie absolutnie rewelacyjny, chciałem taką muzykę poznać i w podobny sposób grać, bez wątpienia wielkie wrażenie robił też kwartet Johna Coltrane’a. Inspiracji było bardzo wiele, nie sposób wszystkich wymienić. Traktowałem jazz totalnie, nie selektywnie – ta muzyka mnie uwiodła. Od wczesnego dzieciństwa byłem zafascynowany amerykańską muzyką wywodzącą się z bluesa, który otworzył nam drzwi na różne kierunki, jak jazz, pop, rhythm and blues. Ameryka była zjawiskiem wyjątkowym, jeśli chodzi o muzykę w XX wieku. Było to bardzo intrygujące i fantastycznie przyjmowane przez ludzi. To nie była muzyka dla elit. Amerykańska muzyka była zaprzeczeniem europejskiej elitarności, muzycznych katedr pełnych patosu i sloganów, a jeśli chodzi o przekaz, nie była wyzbyta emocji. Jesteśmy dziećmi amerykańskiej muzyki i ona cały czas na nas oddziałuje. Czasami zapominamy, że początkiem były blues, gospel itd.

– Jak Pan tworzy? Jak przebiega proces twórczy?

– Różnie (śmiech). Jeżeli mówimy o komponowaniu, to jest to sfera dla mnie bardzo osobista i intymna. Jesteśmy w pokoju, w którym skomponowałem bardzo wiele rzeczy, to jest ten instrument, na którym często tworzę, na którym rozpoczynam przygodę i wędrówkę – od pierwszego dźwięku do ostatniego. Jest to praca bardzo odosobniona, wyciszona. To trochę tak jak w zakonie kontemplacyjnym. Gdy komponuję, wchodzę w świat niezbędnej sfery natchnienia, sfery twórczej, z tym, co chcę w muzyce osiągnąć. Są to jednak często procesy irracjonalne. Potrzebuję ciszy i spokoju. Jest mi to niezbędne do komponowania.

– Jaki jest Pański ulubiony święty?

– Święty Franciszek...

– Dlaczego?

– To był wielki człowiek, który poszedł do ludzi, zrzucił szaty jako syn kupca. Człowiek, który idzie do każdego – jestem ubogi w duchu, ale to nas łączy. Powinniśmy się ubogacać w duchu. Świętość wymaga świadectwa. Oby to świadectwo nie wymagało od nas ofiary na miarę św. Maksymiliana Kolbego, ale by była to ofiara jak św. Franciszka, z uśmiechem na twarzy. Przydałoby się, abyśmy się w Polsce bardziej szanowali – odrobina dystansu do siebie i wiary w to, że drugi człowiek jest Bożą istotą, a nie wrogiem.

– Co może Pan powiedzieć młodym artystom oraz osobom z kręgów sztuki, które często dopiero rozpoczynają swoją artystyczną przygodę?

– Sztuka potrzebuje tlenu i wolności. Wolności od ograniczeń, które uniemożliwiają pełną ekspresję. Pierwsze kroki mogą być nieudane. Może być tak, że ktoś jest magistrem sztuki, a nic z tego nie wynika. Artystą jest ten, kto nie do końca akceptuje racjonalną sferę rzeczywistości.

Tagi:
muzyka

Reklama

Sukces Chóru Powiatowego Młodzieżowego Domu Kultury i Sportu w Wieluniu

2019-12-10 11:50

Jakub Jurdziński

Chór Powiatowego Młodzieżowego Domu Kultury i Sportu w Wieluniu zdobył Srebrny Dyplom w X Krakowskim Festiwalu Pieśni Adwentowych i Bożonarodzeniowych w kategorii chórów dziecięcych.

Jakub Jurdziński

W przesłuchaniach konkursowych, które odbyły się 7 grudnia w kościele pw. św. Piotra i Pawła w Krakowie, wzięły udział 24 chóry z Polski i z zagranicy. Festiwal trwał od 6 do 8 grudnia. W wieluńskim chórze śpiewało 50 osób. W programie zespołu znalazły się cztery utwory: „Bądź wiesioła Panno Czysta”, „Riu, riu, chiu”, „Jingle Bell Rock” i „Alleluja, Sing Alleluja”.

Chórowi akompaniowała pani Dorota Staszak. Młodzież z Wielunia miała okazję wysłuchać wielu pięknych i różnorodnych utworów w wykonaniu innych chórów, ponadto uczestniczyła w krakowskim jarmarku bożonarodzeniowym. Finałem wyjazdu do Krakowa był udział w koncercie symfonicznym w wykonaniu orkiestry Filharmonii Krakowskiej pod batutą Charlesa Olivieri-Munroe z udziałem skrzypaczki Esther Yoo.

Już dziś Jakub Jurdziński zaprasza na koncert kolęd, który odbędzie się w niedzielę 5 stycznia 2020 r. o godzinie 17.30 w kościele p.w. św. Barbary w Wieluniu. W koncercie wystąpią: Chór i Zespół Muzyki Dawnej PMDKiS, Chór PSM I st., Zespół Wokalno-Instrumentalny II LO im. Janusza Korczaka. Koncert poprowadzi Włodzimierz Sygulski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Symbole i zwyczaje Adwentu

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 49/2002

Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka dał swego Jednorodzonego Syna, który przyszedł na świat by dokonać dzieła odkupienia ludzi. Jednak tę łaskę każdy z nas musi osobiście przyjąć. Zadaniem Kościoła jest przygotowanie ludzi na godne przyjęcie Chrystusa. Kościół czyni to, między innymi, poprzez ustanowienie roku liturgicznego. Adwent rozpoczyna nowy rok kościelny. Jest on pełnym tęsknoty oczekiwaniem na Boże Narodzenie, na przyjście Chrystusa. Adwent to okres oczyszczenia naszych serc i pogłębienia miłości i wdzięczności względem Pana Boga i Matki Najświętszej.

Bożena Sztajner

Wieniec adwentowy

W niektórych regionach naszego kraju przyjął się zwyczaj święcenia wieńca adwentowego. Wykonywany on jest z gałązek iglastych, ze świerku lub sosny. Następnie umieszczone są w nim cztery świece, które przypominają cztery niedziele adwentowe. Świece zapalane są podczas wspólnej modlitwy, Adwentowych spotkań lub posiłków. W pierwszym tygodniu adwentu zapala się jedną świecę, w drugim dwie, w trzecim trzy, a w czwartym wszystkie cztery. Wieniec wyobraża jedność rodziny, która duchowo przygotowuje się na przeżycie świąt Bożego Narodzenia.

Świeca roratnia

Świeca jest symbolem chrześcijanina. Wosk wyobraża ciało, knot - duszę, a płomień - światło Ducha Świętego płonące w duszy człowieka.
Świeca roratnia jest dodatkową świecą, którą zapalamy podczas Rorat. Jest ona symbolem Najświętszej Maryi Panny, która niesie ludziom Chrystusa - Światłość prawdziwą. W kościołach umieszcza się ją na prezbiterium obok ołtarza lub przy ołtarzu Matki Bożej. Biała lub niebieska kokarda, którą jest przepasana roratka mówi o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Zielona gałązka przypomina proroctwo: "Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański..." (Iz 11, 1-2). Ta starotestamentalna przepowiednia mówi o Maryi, na którą zstąpił Duch Święty i ukształtował w Niej ciało Jezusa Chrystusa. Jesse był ojcem Dawida, a z tego rodu pochodziła Matka Boża.

Roraty

W Adwencie Kościół czci Maryję poprzez Mszę św. zwaną Roratami. Nazwa ta pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście: Rorate coeli, desuper... (Niebiosa spuśćcie rosę...). Rosa z nieba wyobraża łaskę, którą przyniósł Zbawiciel. Jak niemożliwe jest życie na ziemi bez wody, tak niemożliwe jest życie i rozwój duchowy bez łaski. Msza św. roratnia odprawiana jest przed świtem jako znak, że na świecie panowały ciemności grzechu, zanim przyszedł Chrystus - Światłość prawdziwa. Na Roraty niektórzy przychodzą ze świecami, dzieci robią specjalne lampiony, by zaświecić je podczas Mszy św. i wędrować z tym światłem do domów.
Według podania zwyczaj odprawiania Rorat wprowadziła św. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego. Stały się one jednym z bardziej ulubionych nabożeństw Polaków. Stare kroniki mówią, że w Katedrze na Wawelu, a później w Warszawie przed rozpoczęciem Mszy św. do ołtarza podchodził król. Niósł on pięknie ozdobioną świecę i umieszczał ją na lichtarzu, który stał pośrodku ołtarza Matki Bożej. Po nim przynosili świece przedstawiciele wszystkich stanów i zapalając je mówili: "Gotów jestem na sąd Boży". W ten sposób wyrażali oni swoją gotowość i oczekiwanie na przyjście Pana.

Adwentowe zwyczaje

Z czasem Adwentu wiąże się szereg zwyczajów. W lubelskiem, na Mazowszu i Podlasiu praktykuje się po wsiach grę na ligawkach smętnych melodii przed wschodem słońca. Ten zwyczaj gry na ligawkach związany jest z Roratami. Gra przypomina ludziom koniec świata, obwieszcza rychłe przyjście Syna Bożego i głos trąby św. Michała na Sąd Pański. Zwyczaj gry na ligawkach jest dość rozpowszechniony na terenach nadbużańskim. W niektórych regionach grano na tym instrumencie przez cały Adwent, co też niektórzy nazywali "otrembywaniem Adwentu". Gdy instrument ten stawiano nad rzeką, stawem, lub przy studni, wówczas była najlepsza słyszalność.
Ponad dwudziestoletnią tradycję mają Konkursy Gry na Instrumentach Pasterskich (w tym także na ligawkach) organizowane w pierwszą niedzielę Adwentu w Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. W tym roku miała miejsce już XXII edycja tego konkursu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: wigilia dla bezdomnych i potrzebujących na Rynku Głównym

2019-12-15 14:59

luk / Kraków (KAI)

Na Rynku Głównym w Krakowie trwa XXIII Wigilia dla Osób Bezdomnych i Potrzebujących. Jej pomysłodawcą jest Jan Kościuszko, słynny krakowski restaurator.

Paweł Wysoki

- Zaczynaliśmy od 5 tysięcy porcji, dziś wydajemy ich ponad 50 tysięcy, w tym smażonego karpia, grzybową z łazankami, pierogi czy świąteczny bigos. To wielki wigilijny stół, przy którym spotykamy się ponad wszelkimi podziałami - powiedział organizator wydarzenia.

Jak ocenił, ważne jest to, że pomoc okazywana bezdomnym i samotnym ma realny wymiar. - Nie ma tutaj pośredników, bo z jednej strony są osoby, której jej potrzebują, a z drugiej ci, którzy mogą ją dać. Chcemy stworzyć taką przestrzeń, w której przybywający będą się czuli u siebie, zaopiekowani, żeby choć przez moment w ten świąteczny czas mogli odpocząć od trosk i problemów codzienności - wyjaśnił Kościuszko.

W akcję można włączać się na bieżąco, bowiem towarzyszy jej zbiórka produktów żywnościowych. - Zachęcamy do tego, by mieszkańcy przynosili takie produkty, jak kawę, herbatę, słodycze czy konserwy, gdyż są one natychmiast rozdawane ubogim w formie świątecznych paczek - zaapelował Kościuszko.

Wyjątkowość wigilii dla ubogich na krakowskim rynku podkreślił obecny na miejscu prezydent miasta Jacek Majchrowski, który podziękował Janowi Kościuszce za tak niezwykły przykład dobroci. - Dobrze, że jest taki czas, w którym osoby, często biedne i samotne z przyczyn niezawonionych przez siebie, są przyjmowane z wielką otwartością serca i w ramach filantropii w pełnym tego słowa znaczeniu - opisał.

Poza posiłkami i paczkami świątecznym przybywający mogą także skorzystać z bezpłatnej diagnostyki i pomocy medycznej w specjalnym szpitalu polowym, który na Rynku Głównym stanął dzięki współpracy lekarzy, wolontariuszy i Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie.

- Wykonujemy przede wszystkim badania przesiewowe - krwi, EKG czy USG brzucha. Pacjenci mogą także przejść kontrolę stomatologiczną oraz odbyć konsultację internistyczną, ortopedyczną i kardiologiczną. Opatrujemy również na bieżąco ich rany - opisał koordynator lekarzy, Bartłomiej Guzik.

Przygotowywanie w Krakowie największego wigilijnego stołu w Polsce dla najuboższych stało się już tradycją. W ubiegłym roku rozdano ponad 50 tys. porcji wigilijnych potraw. W dniu dzisiejszym posiłki będą wydawane do godziny 16:00.

Organizatorem wigilii na krakowskim rynku jest „Grupa Kościuszko M2B” i należące do niej restauracje „Sławkowska 1” i „W Starej Kuchni”, w których przygotowywano świąteczne potrawy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem