Reklama

Kościół

Kamienie wołać (NIE) będą

Kościół jest jak wielka orkiestra, w której jest jeden dyrygent. Żaden instrument nie jest ważniejszy od drugiego. Każdy musi być i każdy ma swoją partię do odegrania. Dopiero wtedy jest harmonia

Przed domem wita nas Rafał, w środku Gosia – poruszona, z telefonem w ręku. Właśnie kobiecie z drugiego krańca Europy w potężnym kryzysie małżeńskim napisała SMS-a o tym, że w małżeństwie najważniejsze są trzy stoły – ten eucharystyczny, domowy i łoże małżeńskie, a ta kobieta nie ma żadnego... Gdy kilka dni wcześniej umawiamy się na spotkanie, zastanawiam się, czy 1 listopada to dobra data, ale potem myślę: Kiedy, jak nie w tym dniu rozmawiać o zaangażowaniu w życie Kościoła, o naszej drodze do nieba?

Wita nas ciepły dom i ikona Matki Bożej Częstochowskiej na głównej ścianie. Siadamy przy dużym stole, gorącej herbacie z pigwą i pysznej szarlotce.

Wiek: 40+, ona – nauczycielka języka angielskiego w niewielkiej szkole wiejskiej, on – nauczyciel wychowania fizycznego w szkole specjalnej. Ona – uwielbia taniec i piękne stroje, edukatorka pozytywnej dyscypliny; on – maratończyk, opiekun medalistów na dziecięcej olimpiadzie specjalnej. Zapaleni instruktorzy na obozach harcerskich.

Reklama

Rafał: Wszystko zaczęło się od Ruchu Światło-Życie. Bo Kościół to dla nas rodzina, dom, w którym otrzymywaliśmy dużo ciepła, miłości, zrozumienia. Przez wiele lat karmiliśmy się tym, co on daje. Ale jednocześnie chcieliśmy się dzielić. Jednak żeby naprawdę dawać, trzeba najpierw czerpać ze źródła. Wiemy, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Bożymi, ale wiemy też, że jeżeli robilibyśmy cokolwiek własnymi siłami, bylibyśmy sfrustrowani, bo z działaniem zawsze związane są cierpienie, trudności i problemy – to sprawa naturalna.

Gosia: Jakiś czas temu nawróciliśmy się, zmieniliśmy swoje myślenie i działanie. Przełomowym momentem były słowa, które usłyszeliśmy 8 lat temu podczas rekolekcji: „Jeżeli nie wy, kamienie wołać będą”. To dało mi mocny sygnał, że mogę coś robić. Ponieważ przez lata trwania w naszej wspólnocie dostawaliśmy za darmo, nie było i nie ma większego problemu, żeby wygospodarować czas na zorganizowanie dodatkowego spotkania, kursu, rekolekcji, prelekcji czy wyjazdu. Zaprzyjaźniliśmy się z Nową Ewangelizacją naszej diecezji. Wiemy, że ofiarując – otrzymujemy, to nam daje siłę, pokój, wartości, których nie da się kupić. Otwarło nas to bardzo mocno na drugiego człowieka. Nasz dom zaczął być domem, który ma wielu nowych przyjaciół, ludzi, którzy stali się naszą rodziną.

Najpierw nikt nie dawał im szans – niedopasowani, zbyt dużo ich różniło, za wiele niełatwych doświadczeń za nimi. Postawili na swoim. Szybko pojawiły się dzieci, przyszedł kryzys małżeński. Przetrwali. Dziś małżeństwo z 21-letnim stażem, czworo dzieci: najstarsze – 19 lat, najmłodsze – 13.

Gosia: 12 lat temu zapukała do nas pierwsza osoba, która się zmagała z kryzysem w małżeństwie. Obserwując nas, nasze życie, chciała się podzielić tym, co się dzieje w jej rodzinie. I poszukać wsparcia, rady. Tak zaczęła się nasza pomoc małżeństwom w kryzysie. Na początku zaczęli przychodzić znajomi, potem jedni przekazywali nasze namiary innym. I wciąż ich przybywa. Od kilku lat prowadzimy też narzeczonych do małżeństwa.

Reklama

Rafał: Właśnie wtedy też razem z kapłanem z naszego miasta zapoczątkowaliśmy adorację Najświętszego Sakramentu. Najpierw było kilka osób – dzisiaj kościół jest pełny. Od tamtego czasu w każdy poniedziałek zginamy kolana i modlimy się, żeby nie brakło nam siły i zaangażowania, żebyśmy nie byli tylko biorcami, ale dawali tyle, ile możemy. I żeby najważniejszym celem nie było dawanie, ale relacja z Panem Bogiem, żebyśmy robili to, czego od nas chce i co nas przybliża do Niego i do drugiego człowieka.

Gosia: Jednak gdybyśmy nie mieli czasu na cotygodniową adorację, codzienne czytanie słowa Bożego i Eucharystię, nie dalibyśmy rady. Jasne, jesteśmy zmęczeni, mamy po dziurki w nosie tego, co się dzieje, ale Pan Bóg daje nam siłę. Gdy wydaje się, że nie można, to właśnie można. Bo to tylko nam się wydaje, że to nasza akcyjność, nasze działanie, ale tak naprawdę to Pan Bóg czyni. Nie my.

Kilka lat temu walczyli z poważną chorobą kilkuletniej córki. Koszty leczenia były ogromne. Pół miasta zbierało nakrętki, znajomy mechanik za darmo wymienił olej, co rusz ktoś przynosił zaskórniaki. Mszy i modlitw nie da się policzyć.

Gosia: Co daje Kościół? Po pierwsze – modlitwa. Kiedy jestem chora, kiedy potrzebuję modlitwy, wiem, że ktoś modli się za mnie. I tutaj mam przyjaciół kapłanów. Nie idealizuję ich, patrzę na nich realnie (wiem, że nie są ani lepsi, ani gorsi ode mnie), przyjmuję ich takimi, jakimi są – po prostu wiem, że mogą odpuścić mi grzechy, przeprowadzić mnie na spotkanie z Ojcem. Dla mnie taka świadomość i wsparcie są megafajne. Na marginesie: Z doświadczenia pracy w poradni wiem, że dla wielu facetów wielkim problemem jest spowiedź, otwarcie się przed drugim facetem, na którego patrzą jako na gorszego od siebie. I kiedyś, na szczęście był upał, mówię tak: Chce ci się bardzo pić. Ustawiam przed tobą 7 plastikowych butelek – jedna pognieciona, inna bez nalepki czy przybrudzona, każda z jakimś defektem. Ale w każdej jest czysta woda, której tak bardzo potrzebujesz. Czy będzie miało dla ciebie znaczenie, z której butelki pijesz? Nie, żadnej, daj mi każdą. To jest dokładnie jak z kapłanami. Nie są idealni, ale woda jest zawsze krystaliczna. Takie kapłaństwo odkryliśmy w Kościele.

Rafał: Kościół to też wspólnota. Właśnie w nim mamy wielu znajomych i przyjaciół. Kiedy nie mamy sił, jest nam ciężko, bo mamy poważne życiowe problemy, to czujemy ich ogromne wsparcie, pomagają nam przejść przez ciemne doliny – chorobę, cierpienie. Są z nami, pomagają. Czasem w zmęczeniu wydaje się, że nasze działania są bezowocne, niepotrzebne, ale za jakiś czas przychodzą doświadczenia, które pokazują, że my również otrzymujemy. I czujemy się bezpiecznie. Mając te same wartości, dążymy do tego samego celu – zbawienia. To bardzo życiodajne.
A tak od czysto ludzkiej strony – mam kilku przyjaciół, z którymi sobie wzajemnie pomagamy: odnawiamy mieszkania, kładziemy panele, nosimy meble, razem gramy w piłkę.
Wiele razy słyszeliśmy, że się w tak wiele angażujemy, a my staramy się wyważyć, żeby to nie było kosztem rodziny, domu. Celowo nie mamy dużo dodatkowych zajęć, żeby się zupełnie nie zatracić, nie wyniszczyć siebie i rodziny. Ona jest bardzo ważna i trzeba ją chronić. Nie można być wszędzie. Powtarzam zawsze, że szewc, który chodzi w dziurawych butach, to zły szewc. Dobry szewc powinien mieć dobre buty.

Gosia: I ważne, żeby się nie bać. Jak prawie co roku w wakacje byliśmy w Hermanicach (spotkania dominikańskie dla rodzin – przyp. km). Rafał zaproponował powiedzenie świadectwa. Niesamowite było to, co się stało później. Doświadczyliśmy, że ludzie tak bardzo potrzebują dzielić się życiem...

Rafał: Bo ważne jest otwarcie się. Problemy, dylematy zbliżają. Mamy wiele podobnych doświadczeń, wiele życiowych trudności, zakrętów. Jak człowiek się odsłoni, okaże się, że ktoś inny właśnie tego potrzebował, zobaczył, że wcześniej inni przechodzili przez ciemną dolinę, że to nie koniec, ale jakiś etap tylko, początek.

Działań podejmują sporo... Od bycia z małżeństwami i narzeczonymi, przez wspólnotowe inicjatywy, po Nową Ewangelizację i współorganizowanie: Marszu dla Życia i Rodziny, Orszaku Trzech Króli, Koronki na ulicach miast, Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Są jeszcze kursy, warsztaty, rekolekcje o świętych Zelii i Ludwiku Martin – rodzicach św. Tereski.

Rafał: Chodzi o różnorodność. Nic nie jest ważniejsze od drugiego. Akcja Katolicka nie jest ważniejsza od kółek różańcowych, a Ruch Światło-Życie od Nowej Ewangelizacji. Wszystko ma swoje miejsce. Wszystko jest ważne. Każdy ma kawałek swojego ogródka do obrobienia. Jeżeli każdy zrobi to dobrze, z serca i na chwałę Pana Boga, i nie wpuści tam swojego „ja”, to wszystko będzie w jedności i będzie świadczyło o bogactwie i pięknie Kościoła.

Gosia: Lądując: Kościół to wielka orkiestra, w której jest jeden dyrygent, są jedne pierwsze skrzypce, z tyłu bęben. Każdy jest ważny. Każdy instrument ma swoje zadanie. Dopiero jak wszystkie wybrzmią, jest harmonia. I to jest wspaniałe.

2019-11-19 12:16

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ukraina: katolicy kijowscy odzyskali w końcu kościół św. Mikołaja

2020-09-18 20:32

[ TEMATY ]

Kościół

Ukraina

św. Mikołaj

Kijów

Wikipedia

Kościół św. Mikołaja w Kijowie

Kościół św. Mikołaja w Kijowie

Rada Ministrów Ukrainy zatwierdziła 16 września plan budowy w Kijowie do końca 2023 Domu Muzyki. Trafi tam Narodowy Dom Muzyki Organowej i Kameralnej Ukrainy, mieszczący się obecnie w dawnym kościele katolickim św. Mikołaja, co oznacza, że wróci on do swych pierwotnych właścicieli – katolików stolicy Ukrainy. Do tego czasu gmach będzie użytkowany wspólnie przez wiernych i melomanów.

Ministerstwo Kultury i Polityki Informacyjnej ma do końca 2023 roku zbudować w Kijowie Dmach Muzyki i przenieść do niego wspomniany Narodowy Dom Muzyki Organowej i Kameralnej Ukrainy.

Władze poleciły również resortowi kultury przekazanie w stałe bezpłatne użytkowanie "Gminie Religijnej Parafia św. Mikołaja diecezji kijowsko-żytomierskiej Kościoła rzymskokatolickiego w mieście Kijowie" budynku kościoła św. Mikołaja na ul. Wełykiej Wasilkiwśkiej 75. Rząd postanowił ponadto, że do chwili przeniesienia się na nowe miejsce Domu Muzyki dotychczasowy użytkownik będzie korzystał z dawnej świątyni razem z parafianami.

Katolicy stołeczni od dawna starali się o odzyskanie kościoła, apelując jednocześnie o jego pilne odnowienie. Rok temu protestowali oni przeciwko odbyciu w pomieszczeniu świątyni pokazu mody. Zgodę na przeprowadzenie go wydało Ministerstwo Kultury.

Wzniesiony na przełomie XIX i XX wieku w stylu neogotyckim kościół św. Mikołaja jest jednym z arcydzieł sławnego w tamtym czasie miejscowego architekta Władysława Horodeckiego i należy do najpiękniejszych budowli Kijowa.

Do połowy XIX stulecia w mieście istniała tylko jedna świątynia katolicka – kościół św. Aleksandra, który, choć duży jak na tamte czasy, mógł pomieścić najwyżej nieco ponad tysiąc osób. Tymczasem liczba wiernych przekraczała wówczas 35 tys. (w połowie byli to Polacy), co stanowiło prawie 14 proc. mieszkańców miasta. Nieustannie zabiegali oni o zezwolenie na budowę nowego obiektu i w końcu dopięli swego, a prywatni przedsiębiorcy i wierni przeznaczyli na ten cel ogromną, jak na tamten okres, sumę pół miliona rubli.

Ogłoszono konkurs, który wygrał 24-letni student Instytutu Inżynierów Cywilnych Stanisław Wołowski. Władze miasta uznały jednak, że projektant jest za młody i nie ukończył jeszcze studiów, toteż kierownictwo i nadzór nad budową powierzono wspomnianemu W. Horodeckiemu, cieszącemu się wówczas sławą jednego z najlepszych architektów w mieście, podczas gdy wystrojem wnętrza zajął się włoski mistrz Elio Sala, który już wcześniej współpracował z Horodeckim.

21 sierpnia 1899 wmurowano uroczyście kamień węgielny pod przyszły kościół, rozpoczynając w ten sposób budowę, która trwała ponad 10 lat. Wynikało to częściowo z warunków przyrodniczych: ziemia w tym miejscu znajdowała się w pobliżu rzeczki Łybiď i była mocno podmokła, budowniczowie musieli więc wzmacniać fundamenty palami betonowymi (był to wynalazek kijowskiego inżyniera Antona Strausa). Ale budowę przerwała również na pewien czas tragiczna śmierć 1 września 1904 r. 18-letniego robotnika Juchyma Kewlicza. Wszczęto śledztwo przeciw Horodeckiemu, ale okazało się, że poszkodowany zginął wskutek własnej nieostrożności.

Ostatecznie 19 grudnia 1909 ówczesny biskup pomocniczy łucki, żytomierski i kamienieckopodolski Antoni Karaś w obecności tysięcy wiernych konsekrował nową świątynię. Jej pierwszym proboszczem został pochodzący z Niemirowa na Podolu ks. Józef-Jan Żmigrodzki. Doczekał on czasów sowieckich i w 1930 został skazany na 7 lat obozu pracy, ale zmarł już przed końcem wyroku, w 1935 na Wyspach Sołowieckich.

W 1938 bolszewicy zamknęli kościół a parafia przestała istnieć. Budynek ograbiono z cennych rzeczy a w środku urządzono magazyn. Podczas walk o Kijów jesienią 1943 wskutek ostrzału artyleryjskiego uszkodzono mury i część wystroju wnętrza. Gmach odbudowano po wojnie, niszcząc jednak "przy okazji" cenne witraże i malowidła, a do odnowionych pomieszczeń przeniesiono Państwowe Archiwum Obwodu Kijowskiego. Na wieżach (wysokości 55 m) umieszczono urządzenia do zagłuszania zachodnich rozgłośni radiowych.

Postanowieniem Rady Ministrów ówczesnej Ukraińskiej Republiki Sowieckiej z 13 grudnia 1979 dawną świątynię zamieniono na Republikański Dom Muzyki Organowej i Kameralnej. Na miejscu głównego ołtarza stanęły organy sprowadzone z Czechosłowacji.

Pierwszą Mszę św. w byłym kościele odprawiono dopiero w styczniu 1992, a 25 czerwca 2001, podczas swego pobytu w Kijowie, odwiedził to miejsce Jan Paweł II. Obecnie współgospodarzami budynku są wspomniany Domu Muzyki i parafia katolicka a Msze i nabożeństwa są tam odprawiane po ukraińsku, polsku, hiszpańsku i po łacinie.

CZYTAJ DALEJ

Dziś: kawa

Niedziela włocławska 49/2003

Adobe.Stock

29 września to najbardziej kawowy dzień w roku! Na całym świecie obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kawy

Wielu z nas nie wyobraża sobie życia bez filiżanki tego aromatycznego napoju, szczególnie o poranku. Kawa ma wiele zalet - zachwyca bogactwem smaku, pobudza organizm do działania i odsuwa na bok pierwsze oznaki zmęczenia. Już niewielka dawka kofeiny odpręża i poprawia samopoczucie, a także poprawia pamięć i zwiększa koncentrację.

Kawa to napój z prażonych, a później zmielonych ziaren kawy, uzyskiwanych z drzewek lub krzewów kawowca. Roślina pochodzi z Afryki. Pierwszą sadzonkę drzewa kawowego przywieziono w 1772 r. z Gujany do Brazylii. Od tej pory losy tego kraju są nierozerwalnie związane z uprawą i produkcją kawy (połowa krajowego budżetu Brazylii pochodzi z produkcji kawy).


Napój z kawy pierwsi zaczęli przyrządzać Arabowie w XIV w. Legenda mówi o mnichach muzułmańskich z klasztoru leżącego u wybrzeży południowego Jemenu. Pasterz kóz zauważył, że zwierzęta nie chcą spać, są bardzo ożywione. Opowiedział o tym imamowi, który połączył zachowanie kóz z ich reakcją na pokarm: liście i przypominające wiśnie owoce z krzewów znajdujących się na pastwisku. Imam zebrał nieco owoców i w wyniku przeprowadzanych z nimi doświadczeń uzyskał gorzki napój, po wypiciu którego odczuwał silne bicie serca i bezsenność. Dziś wiemy, że reakcje te powoduje kofeina (kawa zawiera jej od 0,5% do 2%). Kofeina pobudza procesy biologiczne kory mózgowej, zmniejsza znużenie, podwyższa ciśnienie krwi, może powodować zawroty głowy i bezsenność.


Do Europy kawa trafiła w XVII w. Po zwycięstwie króla Jana Sobieskiego pod Wiedniem (1683) wypuszczony z niewoli tureckiej Jerzy Franciszek Kulczycki tłumaczył, co zawierają worki, w wielkiej ilości pozostawione po pokonanych Turkach. Znał także tajemnicę przyrządzania kawy. Dzięki zasługom na rzecz cesarza Kulczycki otrzymał zdobyczną kawę i tytuł mieszczanina wiedeńskiego. Wkrótce otworzył pierwszą w Wiedniu kawiarnię. Mieściła się przy ul. Domgasse 6 i cieszyła wielkim powodzeniem. W niedługim czasie kawiarnie pojawiły się w stolicy Francji, Paryżu. W 1721 r. było ich około 300. Kawiarnie stały się w tym czasie miejscem, gdzie nie tylko smakowano kawę, ale i gdzie rodziły się zarzewia wywrotowych idei i buntów.


Na przełomie XVII i XVIII w. kawą zaczęli interesować się lekarze. Pierwsze ich opinie są dziś dla nas zaskakujące. Według angielskich lekarzy kawa miała podobno leczyć gruźlicę, nieżyt oczny, puchlinę wodną, dnę, szkorbut, a nawet ospę. Natomiast zmieszana z mlekiem mogła wywołać trąd!


Na terenie Polski kawiarnie i cukiernie zaczęły powstawać pod koniec XVIII w. W naszych kawiarniach oprócz kawy można było zamówić jajka na miękko, parówki, pieczywo i masło. Lokale te były często związane z określonym środowiskiem, np. aktorskim, dziennikarskim itp. Jedną z najsłynniejszych warszawskich kawiarń była kawiarnia Lourse’a. Słynęła ona z wytworności oraz smakowitych rogalików, napoleonek i innych specjałów. Do częstych gości należeli wielcy pozytywiści, a później Skamandryci.


Moda na picie kawy trwa nadal. Pije się ją nie tylko w kawiarniach, ale przede wszystkim w domach, w pracy. Znane przysłowia to: „Kawa nie może być nigdy za mocna, a kobieta za piękna”, „Wyłożyć kawę na ławę”.

(Przepis na 4 filiżanki)

2 szklanki wody (oligoceńskiej, niegazowanej stołowej - woda z kranu popsuje smak), 4 łyżeczki drobno zmielonej kawy, 4 kostki gorzkiej czekolady, 1/2 szklanki pełnotłustego mleka, 1 łyżeczka cukru (kto lubi słodki napój, może dodać więcej cukru - według własnych upodobań), 4 łyżki bitej śmietany - może być gotowa - z pojemnika.

Filiżanki, w których podamy kawę wstawiamy do podgrzewacza lub trzymamy we wrzącej wodzie. Mleko podgrzewamy, powinno być gorące - ale nie dopuszczamy do zagotowania. Kawę, cukier i czekoladę dajemy do dzbanka, najlepiej kamionkowego, zalewamy wrzątkiem, przykrywamy, odstawiamy na kilka minut w ciepłe miejsce, np. do wygrzanego, ale wyłączonego piekarnika. Do gorących filiżanek rozlewamy przecedzoną kawę, dodajemy lekko spienione mleko, wierzch przybieramy bitą śmietaną i od razu podajemy. Kawa powinna być bardzo gorąca, wówczas jest najsmaczniejsza.

Kawa cappuccino

(Przepis na 4 filiżanki)

4 filiżanki pełnego mleka, 4 kostki gorzkiej czekolady, 4 płaskie łyżeczki kawy rozpuszczalnej (nesca), 2 łyżeczki cukru, bita śmietana, utarta czekolada.

Filiżanki trzymamy we wrzącej wodzie. Mleko podgrzewamy do momentu wrzenia, ale nie dopuszczamy, by się zagotowało. Pod wrzątkiem gasimy ogień, dodajemy pokruszoną czekoladę, cukier, kawę - składniki dokładnie mieszamy w taki sposób, by kawa lekko się spieniła, dodajemy cukier i ponownie lekko ubijamy, by na wierzchu utworzyła się warstwa pianki. Zaraz po przygotowaniu rozlewamy do gorących filiżanek, przybieramy porcją bitej śmietany i obficie posypujemy utartą czekoladą. Kawę podajemy bardzo gorącą.
Napój jest najsmaczniejszy z dodatkiem małych biszkoptów szampanek.

CZYTAJ DALEJ

Podejmij #WyzwanieRóżańcowe

2020-09-29 22:40

ks. Łukasz Romańczuk

Lubisz wyzwania, które wymagają dużego wysiłku? To spróbuj takiego, które może umocnić twojego ducha!

#WyzwanieRóżańcowe to inicjatywa Wydziału Duszpasterskiego Archidiecezji Wrocławskiej, wrocławskiej wspólnoty stypendystów Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, PWT we Wrocławiu, Gościa Wrocławskiego, ks. Jakub Bartczak, Obserwatorium Społecznego, Nowego Życia, Caritas Archidiecezji Wrocławskiej i Niedzieli Wrocławskiej.

Nakręcili oni spot, w którym zachęcają do modlitwy różańcowej, ale nie tylko.

- Celem naszego wyzwania modlitewnego jest zaproszenie do modlitwy różańcowej, uczczenie setnej rocznicy urodzin św. Jana Pawła II - mówi ks. Bartosz Mitkiewicz, duszpasterz Wspólnoty Wrocławskiej Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia.

Nie jest to jedyne zadanie tych, co włączają się w akcje.

- Ważne, aby zrobić selfie z różańcem w dłoni i opublikować na portalach społecznościowych takich jak: Facebook, Instagram, Snapchat, oznaczenie hasztagiem #WyzwanieRóżańcowe oraz zaproszenie innych do modlitwy - dodaje.

Pomysłodawcami wyzwania są studenci z Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia

Wyzwanie jest wakacyjnym pomysłem studentów, którzy wtedy przeżywali internetowe rekolekcji wspólnoty - mówi ks. Bartosz.

- Różne wyzwania można odnaleźć w sieci, które mają odniesienie do pomocy innym ludziom. Nasza inicjatywa różańcowa ma być taką drobną pomocą duchową oraz okazją do świadectwa. Dlaczego jako Niedziela Wrocławska włączyliśmy się w akcję? Z dwóch względów. Po pierwsze media katolickie powinny promować pozytywne rzeczy, a po drugie jest to pewnego rodzaju przykład ewangelizacji, którymi nasze media powinny się zajmować, zwłaszcza, że jest coraz więcej treści, które nic nie wnoszą do życia ludzi, a tu mamy konkretne zadanie - mówi ks. Łukasz Romańczuk

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję