Reklama

Czas dla każdego z nas

2019-11-19 12:16

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 47/2019, str. 32-33

Musimy zdać sobie sprawę z tego, jak wielka siła tkwi właśnie w nas, zwykłych obywatelach, którym coraz bardziej zależy na państwie

Państwo jest tak silne, jak silne jest jego pragnienie wśród obywateli. To, na co przyzwalamy, staje się naszą codziennością i otoczeniem. Banalne prawdy, traktowane poważnie, sprawiają, że zaczynamy zupełnie inaczej spoglądać na wydarzenia i ludzi. Chcielibyśmy żyć w państwie sprawnym i mocnym, kiedy jednak jego organy zaczynają czegoś od nas wymagać, to oburzamy się i pomstujemy. Ta niekonsekwencja – wyniesiona jeszcze z czasów komunizmu – pokutuje w nas i często anarchizuje pojmowanie przez nas wspólnoty, którą przecież chcemy, aby było nasze państwo. Jednym słowem – chcemy, aby państwo było sprawne i twarde wobec innych, a nadzwyczajnie uległe i safandułowate wobec nas samych.

Byłem ostatnio w wielkim mieście handlowym, w jakie przerodziła się podwarszawska Wólka Kosowska. Ogromne hale wyłożone dobrą posadzką, po których bezszelestnie przemykają dziesiątki niewielkich postaci na hulajnogach. To teren działania chińskich handlowców. Nieopodal miasteczka wietnamskie i tureckie. Specjaliści twierdzą, że obroty tego gigantycznego targowiska sięgają ponad 16 mld zł rocznie. Jedynie ułamek z tej sumy płynie do skarbu państwa w formie podatków. Cała Wólka to bowiem gigantyczny kombinat ukrywania dochodów, prawdziwych przepływów towarów, produkcji pustych faktur, tworzenia skomplikowanych „łańcuchów vatowskich”, które narażają polskie państwo na gigantyczne straty. Przez wiele lat kolejne rządy udawały, że tego zjawiska nie ma. Służby skarbowe prawie w ogóle się tu nie zapuszczały. W 2017 r. coś się jednak zmieniło. Krajowa Administracja Skarbowa przycisnęła ten niepoznany przez państwo ląd. Wpływy z podatków znacznie wzrosły, a co kilka dni służby skarbowe rekwirowały – nocami – nielegalny towar o wartości przekraczającej dziesiątki milionów złotych. Coś drgnęło, maszyna skarbowa ruszyła. Przy okazji zaczęły wychodzić o wiele większe sprawy: okazało się, że Wólka jest także centrum dystrybucji ogromnych sum zwożonych z całej Europy. Właśnie w Wólce dzielono miliony euro i dolarów na poszczególne chińskie organizacje. Na terenie handlowego miasteczka funkcjonowały też nielegalne salony gier hazardowych. Państwo zaczęło pokazywać tam swoją nieco twardszą postać i wtedy rozpoczęły się gigantyczne intrygi przeciwko liderom tego nowego postępowania. Mnożyły się prowokacje i groźby pod adresem inspektorów kontrolujących swoiste państwo w państwie. Aż doszło do tego, że uderzenie skierowano w samo kierownictwo KAS. Oczywiście, ludzie ci nie byli bez winy, na początku tego roku aresztowano bowiem prominentnych urzędników KAS – Arkadiusza B. i Krzysztofa B.; obaj otrzymali bardzo poważne zarzuty korupcji i powoływania się na wpływy. Okazało się, że duże pieniądze kuszą w taki sposób, że słabe charaktery nie potrafią tego przezwyciężyć. Afera wokół twórcy KAS i późniejszego szefa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia po części była zawiniona przez niego samego, bo nie dopełnił formalności, które pozwoliłyby mu być poza wszelkim podejrzeniem, nie jest to jednak główny motor ataku na tego urzędnika. Jego największym „grzechem” było bowiem uderzenie w układy, których nikt do tej pory nie poważył się nawet tknąć. W Polsce – od 1989 r. – działa bowiem twór, który nazwałem antypaństwem. Korzysta on z pomocy byłych oficerów służb specjalnych, kreuje ogromne biznesy i bezwzględnie wykorzystuje finansową przewagę nad resztą obywateli. To właśnie pod skrzydłami antypaństwa rozwijali swoje latyfundia dzisiejsi polscy oligarchowie, którzy pozostają w cieniu, ale wykorzystują swoje majątki i wpływy do nacisków na świat oficjalnej polityki. Do tej pory nikt tak mocno, jak ludzie Banasia, nie uderzył w podstawy potęgi antypaństwa – w jego nielegalnie gromadzone fortuny. Banaś to zrobił, przyniosło to budżetowi Polski ogromne – zupełnie nowe – fundusze. Teraz jednak musi za swoje działania zapłacić cenę i nie są to – jak widać – nagrody, tylko opłacana w mediach, długotrwała kampania, która ma na celu złamanie go i całkowite oszkalowanie w oczach opinii publicznej. To ma być nauczka dla każdego, kto poważy się na starcie z nieformalnym antypaństwem. Politycy zawsze dużo mówią o czystych rękach, kiedy jednak przychodzi im się zmierzyć z największymi patologiami, udają, że ich po prostu nie widzą. Teraz każdy, kto będzie miał zapał, aby walczyć o finanse państwa na serio, będzie musiał wnikliwie przestudiować przypadek Mariana Banasia. Nie wiem, jak potoczą się losy obecnego prezesa NIK, być może nigdy nie upora się już z ogromną maszyną propagandową, którą przeciwko niemu wytoczono. Nie wiadomo nawet, czy popierający go dotychczas PiS nie zdecyduje się na spektakularne rzucenie go na pożarcie, ma bowiem – jak to się mówi w kręgach cynicznych specjalistów od PR – zły wizerunek medialny. Aby go całkowicie zohydzić, wykorzystano fakt, że w należącej do niego kamienicy działał wątpliwej reputacji hotelik, prowadzony przez równie wątpliwych moralnie ludzi. Banaś stał się więc publicznie niemal sutenerem. Czy ktoś jednak zajrzał pod kurtynę tej medialnej kampanii, pod podszewkę spreparowanych przez TVN materiałów? Nie, po prostu osoba publiczna jest wystawiona pod pręgierz i musi zbierać razy za wszystkie swoje błędy. Nikt nie napisał Państwu o finansowanej po cichu i inspirowanej z cichych gabinetów kampanii. „Zlecenie” na Banasia było już od wielu miesięcy, najmniej spodziewał się tego jednak główny zainteresowany, który uważał, że wykonuje misję swojego życia, uderzając w zorganizowane grupy przestępcze, które okradały nasze państwo na miliardy złotych.

Reklama

Przytaczam obrazki z Wólki Kosowskiej i przypadek Mariana Banasia, aby uświadomić Państwu, jak wyrafinowane mechanizmy funkcjonują wewnątrz tego, co my postrzegamy jako nasze państwo. Wydzieranie polskiej niepodległości z rąk beneficjentów „okrągłego stołu” – ludzi Kiszczaka i Jaruzelskiego, Geremka i Michnika – będzie trwało jeszcze przez wiele lat. Od postępów tego procesu będą zależały prawdziwa suwerenność Polski oraz nasze dostrzeganie rządzących nią mechanizmów. Poczucie sprawiedliwości rośnie bowiem tylko wtedy, gdy obywatele zauważają, że w sferze publicznej jest coraz więcej konsekwencji i poważnego podejścia do najprostszych zasad etycznych. Oczywiście, gdy będziemy się przyglądać tak dużym igrzyskom, każdy z nas dojdzie do wniosku, że właściwie nie ma na nic wpływu i każda indywidualna działalność jest z góry skazana na ośmieszenie i klęskę. Antypaństwu właśnie o to chodzi – ono chce, aby obezwładniały nas strach i poczucie własnej niemocy. Tymczasem państwo budujemy my wszyscy i warunki, które w nim panują, są wypadkową tego, na co pozwalamy, co tolerujemy, czemu biernie się przypatrujemy. Od aktywności każdego z nas zależy, czy Polska wreszcie pokona ukryte w sobie źródła niemocy, czy potrafi tak uporządkować swoje życie, aby przestać być zabawką w rękach mocarstw. To naprawdę jest możliwe, to zadanie wypływa nawet z naszych religijnych inspiracji – wystarczy sięgnąć po „Dzienniczek” s. Faustyny Kowalskiej, aby się o tym przekonać. Polskę czeka dobry los, ale tylko wtedy, gdy miliony jej mieszkańców zaangażują się w dzieło jej budowania i obrony kształtujących ją wartości. Nie możemy biernie przyjmować tego, co nas poniża i umniejsza. Mamy prawo czuć się dumnym narodem, który tak wiele doświadczył w swoich dziejach, że potrafi z tego wyciągnąć mądrą naukę. Nadszedł właśnie czas, gdy mamy niepowtarzalną szansę podjąć walkę nie tylko o ocalenie Polski takiej, jaką kochamy, ale także o przywrócenie naszemu kontynentowi kształtu, który sprawił, że stworzył on niepowtarzalną kulturę i wspólnotę. Musimy znaleźć w sobie tyle godności, wolności i siły, aby swoją postawą zacząć wpływać na otoczenie, pociągać ludzi za sobą. Potrzeba jedynie odrobiny odwagi, aby wyjść poza mikroświat własnych problemów. Tu potrzeba tylko wzmocnienia się wewnętrznie i udzielenia tej siły tym, którzy tkwią pod przemożnym wpływem medialnej propagandy. Jeżdżę po wielu polskich miasteczkach, spotykam się z ludźmi i widzę, jak wielka jest wola działania, jak rośnie zrozumienie tego, że bez naszej aktywności nic dobrego się nie stanie. Musimy zdać sobie sprawę z tego, jak wielka siła tkwi właśnie w nas, zwykłych obywatelach, którym coraz bardziej zależy na państwie. Jest wiele świetnych pomysłów, wiele zaangażowania, trzeba jedynie przekroczyć próg samotności, podejść do innych – i wtedy wszystko stanie się łatwiejsze. A jak już poczujemy własną siłę, to... z antypaństwa pozostaną jedynie złe wspomnienia.

Reklama

Rzecznik Episkopatu: opłatek to nie towar, powinien być pobłogosławiony

2019-12-14 08:05

BP KEP / Warszawa (KAI)

Wigilijny opłatek to nie jest zwykły towar, powinien być pobłogosławiony – przypomina rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Bożena Sztajner/Niedziela

Rzecznik Episkopatu podkreśla szczególne znaczenie opłatka. „Ocalmy piękną tradycję wieczerzy wigilijnej. Dzielmy się pobłogosławionym opłatkiem. Zadbajmy o duchowy wymiar świąt Bożego Narodzenia”. Dodaje także: „Jeśli ktoś ma opłatek, który nie jest jeszcze pobłogosławiony, to powinien się o to zatroszczyć”.

Rzecznik Episkopatu zwraca uwagę na duchowe skutki błogosławieństwa. Przypomina słowa wprowadzenia do księgi „Obrzędów błogosławieństw”: „Błogosławieństwa ustanowione na wzór sakramentów zawsze oznaczają przede wszystkim duchowe skutki, które osiąga się przez wstawiennictwo Kościoła”.

Nawiązując do słów modlitwy błogosławieństwa opłatków, ks. Rytel-Andrianik przypomina: „Łamiąc się opłatkiem na początku wieczerzy wigilijnej nie tylko składajmy sobie życzenia, ale także wybaczajmy sobie urazy. Bądźmy dla siebie dobrzy jak chleb, którym się dzielimy”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek u św. Marty: nie usuwajmy Boga z naszego życia

2019-12-16 14:32

st (KAI) / Watykan

Przed nie liczeniem się z Panem Bogiem w naszym życiu i umywaniem sobie rąk w obliczu wyzwań przestrzegł papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. W swojej homilii Ojciec Święty nawiązał do czytanego dziś fragmentu Ewangelii (Mt 21, 23-27) przedstawiającego arcykapłanów i starszych ludu, którzy chcieli wystawić Pana Jezusa na próbę i pytali Go o pochodzenie chrztu Janowego.

Grzegorz Gałązka

Franciszek zaznaczył, że zarówno „stawianie Boga w kącie” jak i obojętność wobec potrzebujących są niebezpieczne, będąc jakby wyzwaniem stawianym Panu Bogu. Przypomniał, że pytanie zadane przez arcykapłanów i starszych ludu wypływało z zazdrości. Widzieli bowiem, że Pan Jezus swoją łagodnością i oddaniem przyciągał wszystkich do siebie. Oni natomiast byli szanowani, ale ludzie im nie ufali i nie zwracali się do nich. Dlatego pragnęli zdyskredytować Jezusa i pytali o władzę, na mocy której dokonywał cudów, nie będąc kapłanem, uczonym w prawie. Tymczasem Pan Jezus odpowiedział im pytaniem: „Skąd pochodził chrzest Janowy: z nieba czy od ludzi?”. Papież przytoczył rozumowanie arcykapłanów i starszych ludu: „Jeśli powiemy: «z nieba», to nam zarzuci: «dlaczego więc nie uwierzyliście mu?». A jeśli powiemy: «od ludzi», to boimy się tłumu, bo wszyscy uważają Jana za proroka”. Dlatego obywają ręce i mówią: „Nie wiemy”. Ojciec Święty zauważył, że jest to postawa miernot zakłamujących wiarę.

„Nie tylko Piłat obmył swoje ręce; ci ludzie również obmyli sobie ręce: «Nie wiemy”. Nie wkraczajmy w historię ludzi, nie angażujmy się w problemy, nie zmagajmy się, aby czynić dobro, nie walczmy o uzdrowienie wielu ludzi potrzebujących ... Lepiej nie. Nie brudźmy się” – skomentował Franciszek. Ojciec Święty określił ludzi obmywających sobie ręce, obojętnych na ludzkie potrzeby jako członków Kościoła Piłata.

„Wielu chrześcijan myje sobie ręce przed wyzwaniami kultury, wyzwaniami historii, wyzwaniami ludzi naszych czasów; także w obliczu najmniejszych wyzwań. Ileż razy słyszymy chrześcijanina skąpca przed osobą, która prosi o jałmużnę i jej nie daje: «Nie, nie, nie daję, bo się upiją». Obmywają ręce. Nie chcę, żeby ludzie się upijali i nie daję jałmużny. «Ale nie mam nic do jedzenia ...» - «Jego sprawa: nie chcę, żeby się upił». Słyszymy to wiele razy. Stawianie Boga w kącie i obmywanie sobie rąk to dwie niebezpieczne postawy, bo to jak rzucanie wyzwania Bogu. Pomyślmy, co by się stało, gdyby Pan nas postawił do kąta. Nigdy nie wejdziemy do nieba. A co by się stało, gdyby Pan umył sobie ręce w odniesieniu do nas? Bylibyśmy nieszczęśnikami” – powiedział papież.

Kończąc Franciszek wskazał, że są to dwie obłudne postawy ludzi dobrze wychowanych, zachowujących dystans wobec tych których uważają za „brudnych”, ludzi obmywających sobie ręce.

„Zobaczmy, czy jest w nas coś takiego, a jeśli tak to odpędźmy takie postawy, aby uczynić miejsce dla Pana, który przychodzi” – zachęcił Ojciec Święty kończą swą homilię.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem