Reklama

Niedziela Legnicka

Ojczyzna swojemu obrońcy

Na chojnowskim cmentarzu 20 listopada odbyła się uroczystość oznaczenia grobu Juliusza Poźniaka w ramach akcji „Ocalamy”

Niedziela legnicka 49/2019, str. IV

[ TEMATY ]

nagrobek

Legnica

wojna

wojna polsko‑bolszewicka

Ks. Waldemar Wesołowski

Grób rodziny Poźniaków z pamiątkową fotografią Juliusza w ułańskim mundurze Legionisty

Grób rodziny Poźniaków z pamiątkową fotografią Juliusza w ułańskim mundurze Legionisty

To inicjatywa wojewody dolnośląskiego oraz wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, która ma na celu uhonorowanie pamięci o bohaterach walki o niepodległość Ojczyzny. Jednym z nich jest chojnowski społecznik, nauczyciel, pedagog, a także legionista i żołnierz walk 1920 r. Juliusz Poźniak.

W uroczystości wzięli udział przedstawiciele wrocławskiego IPN-u, władz powiatowych i miejskich, instytucji kulturalnych, placówek edukacyjnych, organizacji kombatanckich, dziekan chojnowski oraz uczniowie Powiatowego Zespołu Szkół, noszącego imię Juliusza Poźniaka, i mieszkańcy Chojnowa. Obecny był także wnuk Juliusza Poźniaka Hans Joachim Kuhnert, który przybył wraz z żoną Ewą.

– „Ocalamy” to akcja, która zrodziła się w kontekście 100-lecia odzyskania niepodległości. Jej celem jest ocalenie od zniszczenia i zapomnienia grobów bohaterów walk o wolność Ojczyzny, ponadto odnalezienie mogił tych ludzi, których historia złączyła z Dolnym Śląskiem – powiedział Wojciech Trębacz z wrocławskiego IPN-u. – Okazało się, że mogił legionistów, powstańców wielkopolskich, powstańców śląskich, bohaterów wojny polsko-bolszewickiej jest na Dolnym Śląsku wiele, jednak często wiedza o nich jest dramatycznie mała. Wyjątkiem jest Chojnów, gdzie pamięć o Juliuszu Poźniaku kultywowana jest w mieście, zwłaszcza w życiu miejscowego zespołu szkół. Życzyłbym sobie, żeby tak było w innych miejscach – dodał pracownik IPN-u.

Reklama

Juliusz Poźniak to postać, która mocno zapisała się w sercach mieszkańców Chojnowa, zwłaszcza starszego pokolenia. To wieloletni nauczyciel, społecznik i wychowawca młodzieży. – To pionier chojnowskiego szkolnictwa po II wojnie światowej. Był jednym z inicjatorów założenia Liceum w Chojnowie i jego wieloletnim wicedyrektorem. Wraz z innymi przyczynił się również do przywrócenia funkcjonowania chojnowskiego muzeum – powiedział podczas uroczystości Mariusz Garbera, dyrektor Muzeum.

Ta ważna dla życia miasta postać miała jeszcze jedno oblicze – bohatera walk o niepodległość Polski. – Juliusz Poźniak to także legionista i uczestnik walk w wojnie z bolszewikami. W sierpniu 1914 r. ukończył 29 lat. Stanął do walki za Ojczyznę. Na jego grobie widzimy fotografię przedstawiającą pana Poźniaka w mundurze ułańskim, z charakterystyczną wysoką rogatywką – znakiem rozpoznawczym Beliniaków, zyli ułanów, podkomendnych pułkownika Beliny. Dla nas dzisiaj ma to wielkie znaczenie. Świadczy bowiem o odwadze, o walce, o zaangażowaniu i o trosce o Ojczyznę. Jest znakiem miłości do Ojczyzny. Dopiero połączenie tych dwóch rozdziałów jednego życiorysu – najpierw ułana walczącego o niepodległość, a później nauczyciela budującego szkolnictwo w kraju zniszczonym wojną, daje nam pełny obraz wybitnej postaci Juliusza Poźniaka – podkreślił Mariusz Garbera.

O oznaczenie tej mogiły znakiem IPN-u wnioskował wnuk Juliusza Poźniaka – Hans Joachim Kuhnert. – To mój obowiązek jako wnuka, który jest dumny ze swojego dziadka. Cieszy mnie fakt, że pamięć o nim jest w Chojnowie ciągle żywa. Szkoła średnia nosi jego imię, jest też ulica Poźniaków, upamiętniająca dziadka Juliusza i babcię Annę. Mam nadzieję, że również pamiątki po moich dziadkach, które przekazuję do szkoły i do muzeum, przyczynią się do kultywowania pamięci o nich – zaznaczył Hans Kuhnert.

Obszerna relacja z uroczystości znajduje się na stronie Radia Plus Legnica, www.legnica.fm

2019-12-04 07:37

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wojny nie będzie

2020-09-02 10:38

Niedziela Ogólnopolska 36/2020, str. 65

[ TEMATY ]

wojna

Archiwum prywatne

Archiwum prywatne

Globalna awantura, o nieprzewidywalnych skutkach, nikomu się teraz nie opłaca.

Panie, wojna idzie, pewne jak amen w pacierzu – starsza pani przybiera stanowczy wyraz twarzy. – Trzeba coś myśleć, bo wojna jest pewna, rodzą się chłopcy – wtóruje jej młoda mama. Coraz częściej słyszę przepowiednie chałupniczych Kasandr płci obojga. Oczywiście państwo mogą doskonale wiedzieć, jakie Pan Bóg ma plany wobec naszej niespokojnej planety, ale zazdroszczę konkretności objawień i podejrzewam, że Pan nie tak się z nami komunikuje. Mnie jakoś nikt z góry nie przekazuje dramatycznych nowin. Sądzę nawet, że takie przewidywania budzą jedynie dobrotliwy uśmiech na ustach naszego Pana. Rzecz jednak nie w tym, kto w co wierzy i jak tego dowodzi. Zastanawia mnie, skąd się biorą takie, coraz powszechniej wyrażane, nastroje. Rozumiem – COVID-19, niepewność dotycząca tego, co wydarzy się w ciągu najbliższych miesięcy, ataki paniki (ciekawie opracował to dr Janusz Heitzman z Krakowa) i agresja przejawiająca się często w sklepach wobec osób niezakrywających twarzy. Skąd jednak przypuszczenia, że nagle, uzbrojone po zęby, wojska walnie zetrą się ze sobą? Kto z kim ma się naparzać i o co? Chiny z Ameryką? Komu się to teraz opłaci? A może białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka z resztą świata? Hutu z Tutsi, a może Rosja z kimkolwiek (jak wiadomo akurat Rosji podpada się łatwo)?

Chcę was przekonać, że wojny w takim wymiarze nie będzie, dlatego nie róbcie zapasów, nie wykupujcie cukru ani całej reszty ekwipażu na wyjątkowe czasy. Takiej wojny, w której jedno wojsko będzie zajmowało terytorium bronione przez inne wojsko, po prostu nie będzie. Nikomu taka globalna awantura, o nieprzewidywalnych skutkach, teraz się nie opłaca. Z punktu widzenia wielkich korporacji i zakulisowych deep states tak się tego teraz nie rozgrywa. A dziś jak coś się nie opłaca, to się po prostu – na globalną skalę – nie wydarza.

Inna rzecz to zmaganie o władzę nad naszą świadomością. Tu jednak puszczykowe pohukiwania są mocno spóźnione, bo ta wojna trwa już od co najmniej dekady. W Stanach Zjednoczonych awantura przybrała nawet charakter – rozlewającej się coraz szerzej – quasi-wojny domowej. Niektórzy Afroamerykanie są w niej używani jako destrukcyjna siła uderzeniowa, która ma wywołać chaos i ogólne poczucie zagrożenia. Nie oni są jednak architektami tej – zakrojonej na skalę całego zachodniego świata – rozróby.

Sprężyny tych działań tkwią w planach globalnej przebudowy naszej rzeczywistości. Wiele mówią nam o tym m.in. przechwycone przez WikiLeaks maile wymieniane między Johnem Podestą a Hillary Clinton, w których dyskutują m.in. o potrzebie wywołania „katolickiej wiosny” wewnątrz Kościoła. Czy ktoś rozsądny może przypuszczać, że Joe Biden – słabujący na intelekcie kandydat demokratów na prezydenta – istotnie jest liderem tego środowiska?

Zamieszanie panuje od co najmniej marca, i jeśli nie wiemy, kto je wywołuje, przyjrzyjmy się chociaż temu, kto na pewno na tej sytuacji zarabia. Fakty: Laurie Garett, nagradzana dziennikarka śledcza z USA, podaje, że od początku pandemii majątek szefa Amazona Jeffa Bezosa (113 mld dolarów) powiększył się o dalsze 38,7%, a stan posiadania Billa Gatesa (sponsora m.in. Foundation for the World Depopulation) wzrósł o 11,7%. Bezsprzecznie ci sympatyczni panowie – w czasie pandemii – robią jeszcze lepsze interesy niż wcześniej. Jak widać, niejasna sytuacja znakomicie im służy.

Ta wojna z naszą wolnością i przekonaniami istotnie trwa i przybiera na sile. Czeka nas trudna jesień, bo nie wiemy, czy nie nastąpią ograniczenia naszej swobody poruszania się i wolności w ogóle. Nie wiadomo, czy „szczepionka” Gatesa nie będzie wymuszana. Po co do tego zestawu niepewności dodawać jeszcze nieracjonalne pohukiwania o rychłej wojnie?

Ten czas powinien być okresem życzliwości i wzajemnej, bezinteresownej pomocy. Panika potrzebna jest tylko tym, którzy na niej sowicie zarabiają. Być może czeka nas solidarny opór przeciwko nadchodzącemu. Nie będzie to jednak żadna wojna, nie dajcie się zastraszać i napuszczać jedni na drugich. Walkę, która trwa, możemy wygrać jedynie zimnym umysłem, wiarą w Bożą Opatrzność i służbą tym, którzy są mniej odporni na stres.

CZYTAJ DALEJ

Dania/ Premier ogłosiła rozszerzenie restrykcji na cały kraj

2020-09-18 16:46

[ TEMATY ]

Dania

COVID‑19

restrykcje

PAP

Premier Danii Mette Frederiksen

Premier Danii Mette Frederiksen

Premier Danii Mette Frederiksen w związku ze wzrostem liczby nowych przypadków koronawirusa ogłosiła w piątek rozszerzenie restrykcji na cały kraj. Restauracje od soboty będą zamykane o godz. 22, a limit uczestników zgromadzeń zostanie zmniejszony ze 100 do 50 osób.

"Znajdujemy się w trudnej sytuacji, koronawirus znów zawładnął naszym społeczeństwem, ale nie jesteśmy w tym samym miejscu, w którym byliśmy 11 marca (gdy rząd zdecydował o zamknięciu kraju - PAP). Naszym działaniem chcemy spowodować, aby najbardziej surowe restrykcje nie były już konieczne" - powiedziała podczas konferencji prasowej premier Frederiksen.

Nowe regulacje mają obowiązywać co najmniej do 4 października. Dotychczasowe obostrzenia, polegające na wcześniejszym zamykaniu restauracji, obowiązywały jedynie w Kopenhadze oraz w 16 innych najbardziej dotkniętych epidemią gminach. Ponadto w całym kraju pracownicy oraz klienci punktów gastronomicznych zostaną zobowiązani do noszenia maseczek.

Duński rząd nie wyklucza, że przedsiębiorcy, którzy poniosą straty, będą mogli ubiegać się o kolejne dopłaty z budżetu państwa.

W Danii współczynnik reprodukcji koronawirusa (R) wynosi 1,5, czyli statystycznie jedna zakażona osoba odpowiada średnio za zainfekowanie 1,5 kolejnej osoby. W ciągu ostatniej doby potwierdzono 454 nowe przypadki koronawirusa. Wśród chorych przeważają osoby młode, a 14 proc. hospitalizowanych w związku z Covid-19 pacjentów ma mniej niż 30 lat.

Duński dziennik "Politiken", opisując trudną sytuację epidemiczną, zauważył, że sąsiednia Szwecja jest obecnie jednym z krajów o najmniejszym rozprzestrzenianiu się koronawirusa w Europie. "Pandemia w Szwecji może się już kończyć" - ocenił prof. Kim Sneppen z Instytutu Nielsa Bohra w Kopenhadze.

Duńscy eksperci uważają, że być może naukowcy mylili się, odrzucając możliwość nabycia odporności stadnej przez społeczeństwo. Według nich odporność wśród Szwedów jest na tyle duża, że ma wpływ na spowolnienie rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Szwedzcy eksperci, w tym twórca liberalnej strategii Szwecji, główny epidemiolog tego kraju Anders Tegnell, po fali krytyki przestali mówić o odporności stadnej. To, że trudno będzie ją osiągnąć, wbrew matematycznym modelom, pokazywały kolejne wyniki badań różnych grup, w tym krwiodawców, publikowane przez szwedzki Urząd Zdrowia Publicznego.

Według matematyka oraz eksperta z zakresu epidemiologii prof. Toma Brittona z Uniwersytetu w Sztokholmie odporność stadna może zostać osiągnięta, gdy jedynie 20 proc. społeczeństwa nabędzie przeciwciała. Warunkiem jest jednak kontynuacja innych działań w walce z koronawirusem.

W piątek w Szwecji, która ma dwukrotnie więcej ludności niż Dania, potwierdzono 352 nowe przypadki koronawirusa. W związku z poprawą sytuacji epidemicznej od 1 października zniesiony ma zostać zakaz odwiedzin w domach opieki.

Daniel Zyśk (PAP)

zys/ jo/ akl/

CZYTAJ DALEJ

Premier Morawiecki potępił odebranie dziecka białoruskim aktywistom

2020-09-19 12:27

[ TEMATY ]

Białoruś

Mateusz Morawiecki

KPRM

Premier Mateusz Morawiecki wyraził oburzenie faktem odebrania przez władze białoruskie dziecka dwójce białoruskich opozycjonistów i skierowania go do ośrodka opieki. "To barbarzyństwo musi się skończyć" - napisał szef rządu w sobotę na Twitterze.

Premier polskiego rządu nie krył oburzenia, że białoruskie władze uciekają się do praktyk znanych z przeszłości. "Jestem zszokowany i zbulwersowany doniesieniami, że białoruskie władze znowu wykorzystują dzieci jako zakładników politycznych. To barbarzyństwo musi się skończyć!" - oświadczył w sobotę.

W napisanym po angielsku tweecie premier polskiego rządu wezwał białoruskie władze do oddania sześcioletniego Arcioma jego rodzicom - Alenie Łazarczyk i Siarhiejowi Mackojciowi, białoruskim działaczom demokratycznym.

O tym, że syn aktywistów Europejskiej Białorusi, Aleny Łazarczyk i Siarhieja Mackojcia od 17 września znajduje się w ośrodku opieki, poinformowały telewizja Biełsat i Radio Swaboda.

Alena Łazarczyk powiedziała Radiu Swaboda, że 17 września została zatrzymana w celu sprawdzenia dokumentów. Milicja odebrała jej telefon i zabrała na komisariat, przetrzymując tam do późnego wieczora. W związku z tym, że nie odebrała dziecka ze szkoły przed godz. 18, nauczyciele wezwali służby socjalne i sześcioletni Arciom został odwieziony do placówki państwowej w jednej z mińskich dzielnic.

Telewizja Biełsat poinformowała na komunikatorze Telegram, że w piątek do domu Łazarczyk przyszli przedstawiciele służb socjalnych, by sprawdzić warunki, w jakich mieszka rodzina.

Do piątku wieczorem rodzicom nie pozwolono zobaczyć dziecka, ani zabrać go do domu. Alena Łazarczyk poinformowała media, że w sobotę ma ponownie udać się ośrodka opieki w sprawie syna. (PAP)

just/ mars/ mrr/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję