Reklama

Kościół

Kościoły stacyjne w Rzymie

Co się kryje pod pojęciem: „nabożeństwa stacyjne”, które cieszą się w Polsce coraz większą popularnością? Chodzi o wielkopostny zwyczaj gromadzenia się na modlitwie w najstarszych kościołach Rzymu, związanych z kultem pierwszych męczenników chrześcijańskich, w tzw. kościołach stacyjnych.

Niedziela Ogólnopolska 9/2020, str. 22-23

[ TEMATY ]

Rzym

kościoły stacyjne

Grzegorz Gałązka

W dniu statio na ołtarzu konfesji w Bazylice św. Piotra wystawiane są relikwie, począwszy od najstarszych po współczesne.

W Polsce słowo „stacja” (łac. statio) kojarzy się ze stacjami Drogi Krzyżowej, lecz w tym przypadku ma ono głębsze znaczenie. Słownik polsko-łaciński tłumaczy wyraz statio jako miejsce zebrań chrześcijan. Niektórzy Ojcowie Kościoła, a następnie Cyprian i Tertulian wskazują, czym jest statio – to przede wszystkim czuwanie, któremu towarzyszy post. Św. Ambroży porównuje statio do wizerunku wartownika, który czuwa nad obozem. Takie podejście wiąże się z podstawowymi cechami Wielkiego Postu, który ma być czasem czuwania, postu, pokuty i czynienia dzieł miłosierdzia.

Spotkanie

W starożytnym Rzymie statio stało się spotkaniem wspólnoty chrześcijańskiej, która gromadziła się w tzw. tituli, w których przechowywano relikwie męczenników. Spotkania wspólnoty chrześcijańskiej z biskupem miały miejsce w kościele obok kościoła stacyjnego. Tam recytowano tzw. collettę, a następnie tworzono procesję i przy śpiewie litanii dochodzono do kościoła stacyjnego, w którym uczestniczono we Mszy św.

Pierwsze świadectwa historyczne o nabożeństwach stacyjnych w Rzymie pochodzą z czasów papieża Hilarego (461-468). Ale, zgodnie z tradycją, pierwszej reorganizacji kościołów stacyjnych dokonał Grzegorz Wielki (590 – 604). Na początku nabożeństwom zawsze przewodniczył biskup: w Rzymie – papież, w innych diecezjach – lokalni biskupi, np. w Mediolanie św. Ambroży. Praktyki odwiedzania kościołów stacyjnych znikły w czasie niewoli awiniońskiej papieży (XIV wiek). Podejmowane były próby przywrócenia tej praktyki liturgicznej, np. przez św. Karola Boromeusza (ur. 1538, zm. 1584) czy św. Piusa V (1566-72), ale jej prawdziwy rozkwit ma miejsce w XX wieku za sprawą Carla Respighiego (1873 – 1947) z Papieskiej Akademii Kultu Męczenników, która do dziś podczas Wielkiego Postu organizuje pielgrzymki do rzymskich kościołów stacyjnych związanych z kultem męczenników. Dużą rolę w zachowaniu tradycji kościołów stacyjnych w Rzymie odegrali księża i klerycy Papieskiego Kolegium Północnoamerykańskiego, którzy od lat 60. ubiegłego wieku kultywowali tradycję pielgrzymowania do kościołów stacyjnych. W czasach swojej misji w Wiecznym Mieście do grupy amerykańskich pielgrzymów dołączyła również ambasador Hanna Suchocka. Refleksje z wieloletniego pielgrzymowania do tych świątyń zebrała w interesującej książce Rzymskie pasje. Kościoły stacyjne Wiecznego Miasta, wyadanej przez Rosikon Press.

Reklama

Powrót do tradycjii

W 1959 r. Jan XXIII powrócił do tradycji odprawiania przez papieży liturgii Środy Popielcowej w kościele św. Sabiny na Awentynie. Do tej tradycji był szczególnie przywiązany Jan Paweł II. Podobnie było z Benedyktem XVI – podczas sprawowania pierwszej w swym pontyfikacie Mszy św. w bazylice św. Sabiny, 1 marca 2006 r., wygłosił homilię, w której precyzyjnie wyjaśnił, czym jest ta wielkopostna tradycja: „Procesja pokutna pomaga nam wejść w klimat Wielkiego Postu, który jest osobistą i wspólnotową pielgrzymką nawrócenia i duchowej odnowy. Zgodnie z bardzo dawną rzymską tradycją stationes wielkopostnych wierni każdego dnia gromadzą się jakby na «postoju» – statio – przy jednej z licznych «pamiątek» męczenników (...) W ten sposób wspomina się tych, którzy własną krwią dali świadectwo o Chrystusie, i to wspomnienie staje się dla każdego chrześcijanina bodźcem do odnowienia swej wierności Ewangelii.

I w tym roku Franciszek przewodniczył Mszy św. w bazylice św. Sabiny na Awentynie, do której przeszedł w procesji pokutnej z pobliskiego kościoła św. Anzelma.

„Zaleca się, aby zwłaszcza w Wielkim Poście w większych miastach odbywały się zgromadzenia Kościoła miejscowego na wzór rzymskich nabożeństw stacyjnych, pod przewodnictwem biskupa diecezjalnego. Takie zgromadzenia mogą się odbywać w niedzielę albo w dogodne dni tygodnia, w sposób dostosowany do miejscowych zwyczajów. Można je urządzać albo przy grobach świętych, albo w głównych kościołach, albo w sanktuariach lub w uczęszczanych miejscach pielgrzymkowych”.
Fragment Mszału rzymskiego dla diecezji polskich.

2020-02-25 11:59

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Watykan: Droga Krzyżowa 2020 [omówienie]

2020-04-06 18:26

[ TEMATY ]

Droga Krzyżowa

Rzym

pixabay.com

Nie przy Koloseum, lecz przed bazyliką św. Piotra papież Franciszek będzie przewodniczył tegorocznemu nabożeństwu Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek. Rozważania przygotowało duszpasterstwo więzienne z Zakładu Karnego „Due Palazzi” w Padwie.

Jest wśród nich pięcioro więźniów, rodzice zamordowanej córki, matka osoby osadzonej, córka mężczyzny skazanego na dożywotnie więzienie, wychowawczyni więzienna, katechetka, zakonnik-wolontariusz, sędzia, oficer policji penitencjarnej i kapłan niesłusznie oskarżony, a następnie uniewinniony przez sąd.

We wprowadzeniu zaznaczono, że towarzyszenie Chrystusowi na Drodze Krzyżowej „głosem tych, którzy zamieszkują świat więzień, jest okazją do udziału w niezwykłym pojedynku między Życiem a Śmiercią, odkrywając przy tym, jak nici dobra krzyżują się nieuchronnie z nićmi zła”. Jednocześnie jest wyrazem wiary w to, że „również w mrokach więzień rozbrzmiewa pełna nadziei wieść: «Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». Jeśli chwyci się Go za rękę, to ktoś, kto był w stanie dopuścić się najbardziej odrażającej zbrodni, będzie mógł stać się uczestnikiem najbardziej nieoczekiwanego zmartwychwstania”. I w ten sposób „Droga Krzyżowa (Via Crucis) staje się Drogą Światła (Via Lucis)”.

W rozważaniach do stacji pierwszej („Jezus na śmierć skazany”) więzień skazany na dożywocie zauważa, że wielokrotnie w sądach i w gazetach rozbrzmiewa donośnie krzyk: „Ukrzyżuj go!”, który słyszał także pod swoim adresem. „Przypominam bardziej Barabasza niż Chrystusa, a jednak najokrutniejszym wyrokiem jest moje sumienie: w nocy otwieram oczy i szukam rozpaczliwie światła, aby rozjaśniło moją historię” - wyznaje więzień, który - jak pisze - nie utracił poczucia wstydu za swoją przeszłość, za popełnione zło. „Czuję się Barabaszem, Piotrem i Judaszem w jednej osobie. Przeszłość jest czymś, co budzi we mnie wstręt, chociaż wiem, że jest to moja historia” - dodaje. Tłumaczy, że choć „dziwnie to brzmi”, ale więzienie było jego wybawieniem, gdyż Chrystus, tak jak on skazany, przyszedł do niego, aby być bliżej niego i wychować go do życia.

Przy stacji drugiej („Jezus bierze krzyż na swe ramiona”) rodzice, którym zamordowano córkę pytają: „Dlaczego właśnie nas dosięgło to zło?”. Czas nie zmniejszył ciężaru ich krzyża i są „skazani na cierpienie już do końca”, gdyż padli ofiarą „najgorszego bólu, jaki istnieje”: przeżycia śmierci własnego dziecka. A jednak „w chwili, gdy rozpacz zdaje się przeważać, Pan na różne sposoby wychodzi nam naprzeciw, udzielając nam łaski wzajemnej miłości jako małżonkowie, wzajemnego wspierania się, choć z trudem”. Przekonują, że miłość Boga jest w stanie „odrodzić życie, gdyż Jego Syn Jezus doświadczył przed nami ludzkiego bólu, aby móc odczuwać wobec niego należne współczucie”.

Więzień piszący rozważania do stacji trzeciej („Jezus upada po raz pierwszy”) czuje się „współczesną wersją łotra, który błaga Chrystusa: «Wspomnij na mnie!»”, którego „bardziej niż skruszonego”, wyobraża sobie „jako kogoś świadomego tego, że idzie błędną drogą”. Zło narastało w nim od dzieciństwa i doprowadziło do morderstwa. „To, że nie wierzyłem w to, że na świecie istnieje dobro, było moim pierwszym upadkiem. Drugi – zabójstwo – było jakby jego skutkiem: wewnątrz byłem już umarły” - przyznaje więzień.

Matka osoby osadzonej, komentująca stację czwartą („Jezus spotyka swą Matkę”) podkreśla, że ani przez chwilę nie doświadczyła „pokusy pozostawienia swego syna w obliczu jego wyroku”, choć dzień jego aresztowania zmienił całe życie rodziny, która jak gdyby „poszła do więzienia wraz z nim”. Zawierzyła syna Matce Bożej, bo Ona przeżywała te same cierpienia w drodze na Kalwarię i towarzyszyła Mu swoją obecnością. „To samo chcę robić także ja. Wzięłam na siebie winy swego syna, poprosiłam o wybaczenie również tego, co było moją odpowiedzialnością. Proszę dla siebie o miłosierdzie, którego tylko matka potrafi doświadczyć, aby mój syn mógł powrócić do życia po odpokutowaniu swej winy. Modlę się nieustannie za niego, aby dzień po dniu mógł się stawać odmienionym człowiekiem, zdolnym do kochania na nowo samego siebie i innych” - wyznaje matka.

Kolejny więzień przy stacji piątej (Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi) zwraca uwagę, że krzyż życia za murami więzienia jest ciężki. Jednak są tam Szymoni Cyrenejczycy - „to drugie imię wolontariuszy, tych, którzy wchodzą na tę kalwarię, aby pomagać nieść krzyż; są to ludzie, którzy odrzucają prawo tłumu, podążając za głosem sumienia”. „Starzeję się w więzieniu: marzę, aby pewnego dnia znów zaufano mi jako człowiekowi. Abym stał się Cyrenejczykiem dla kogoś” - marzy więzień.

Stacja szósta („Weronika ociera twarz Panu Jezusowi”) stała się dla przychodzącej do osadzonych katechetki okazją do opowieści o słuchaniu „ludzi zrozpaczonych, którzy w ciemnościach więzienia próbują znaleźć wyjaśnienie przyczyny zła, które wydaje się im nieskończone”. Mają oni „smak porażki i samotności, wyrzutów sumienia i braku zrozumienia”. Stara się ona patrzeć na nich „ponad uprzedzeniami”, tak, „jak Chrystus spogląda oczami pełnymi miłości na nasze kruchości i nasze ograniczenia”, gdyż „każdy, również osoby skazane, może codziennie stawać się nową osobą, dzięki temu spojrzeniu, które nie osądza, ale wlewa życie i nadzieję”.

Następny osadzony przy stacji siódmej („Jezus upada po raz drugi”) przyznaje, że pierwszy raz upadł, gdy sprzedawał narkotyki i zniszczył swą rodzinę, która też trafiła za kraty. Drugim upadkiem było pytanie: „Kim ja jestem, aby Chrystus umierał za mnie?”. „Dopiero dziś odważyłem się przyznać się do tego: w ciągu tych lat nie wiedziałem, co czyniłem - pisze więzień. - Teraz, gdy to wiem, z Bożą pomocą próbuję odbudować swoje życie. Winien jestem to swoim rodzicom: wiele lat temu wystawili na sprzedaż nasze najcenniejsze rzeczy, gdyż nie chcieli, abym wiódł życie na ulicy. Winien jestem to przede wszystkim samemu sobie: myśl, że zło nadal ma kierować moim życiem, jest nie do zniesienia. Stała się moją drogą krzyżową”.

Stacja ósma („Jezus spotyka niewiasty jerozolimskie”) jest dla córki mężczyzny skazanego na dożywocie okazją do wyznania, że jest pierwszą ofiarą swego ojca, bo od 28 lat dorasta bez niego. Aby być blisko ojca przemierzyła Włochy z południa na północ śladem więzień, w których był przetrzymywany. „Życie zmusiło mnie do stania się kobietą, nie pozostawiając mi czasu na bycie dzieckiem. W naszym domu można odnaleźć całą Drogę Krzyżową” - żali się kobieta. I dodaje: „Dla takich jak my, nadzieja jest obowiązkiem”.

Kolejna osoba uwięziona, która komentuje stację dziewiątą („Jezus upada po raz trzeci”) przyznaje, że częste upadanie „staje się również swoistym wyrokiem, tak jakbyśmy nie byli już zdolni, by stać na nogach”. „Jako człowiek upadałem zbyt wiele razy: tyle samo powstawałem” - dodaje mężczyzna, który będąc w więzieniu został dziadkiem. „Kiedyś mojej wnuczce nie powiem o złu, które popełniłem, a jedynie o dobru, jakiego zaznałem. Powiem jej, kto, gdy leżałem na ziemi, przyniósł mi miłosierdzie Boże” - zapowiada więzień. Wyznaje przy tym, że „w więzieniu prawdziwą rozpaczą jest poczucie, że nic w twoim życiu nie ma już żadnego sensu: jest to szczyt cierpienia, czujesz się najbardziej samotny ze wszystkich samotnych na świecie”. „To prawda, że rozsypałem się na tysiąc kawałków, ale piękne jest to, że te kawałki można jeszcze złożyć z powrotem. To nie jest łatwe. To jedyna rzecz, która nadal ma tutaj znaczenie” - podkreśla mężczyzna.

Przy stacji dziesiątej („Jezus obnażony z szat swoich”) wychowawczyni więzienna wskazuje, że za kraty wchodzi człowiek pozbawiony wszystkiego: „ogołocony z wszelkiej godności z powodu popełnionych grzechów, z wszelkiego szacunku dla siebie i dla innych”, a często nawet pozbawiony „tego, co konieczne do zrozumienia popełnionego zła”. „Wyczuwam, że ich życie może zacząć się na nowo, podążając w innym kierunku, ostatecznie porzucając zło” - pisze kobieta, która wybrała tę pracę po tym, jak jej matka została zabita w zderzeniu czołowym przez chłopca odurzonego narkotykami. „Postanowiłam od razu odpowiedzieć na to zło dobrem. Ale chociaż kocham tę pracę, czasem trudno mi znaleźć siłę, by ją kontynuować. W tej tak delikatnej służbie, aby móc podtrzymać wiele istnień, które są nam powierzone i którym każdego dnia grozi katastrofa, sami nie możemy czuć się porzuceni” - zauważa wychowawczyni.

Autorem rozważań do stacji jedenastej („Jezus przybity do krzyża”) jest ksiądz niewinnie oskarżony, a następnie uniewinniony. „Wisiałem na krzyżu przez dziesięć lat: to była moja droga krzyżowa wypełniona dokumentami, podejrzeniami, oskarżeniami, obelgami” - przyznaje duchowny, który za każdym razem, w sądzie, szukał wiszącego krzyża i wpatrywał się weń. Wielu ludzi wraz z nim modliło się za chłopca, który go oskarżył. „W dniu, w którym zostałem całkowicie uniewinniony, odkryłem, że jestem szczęśliwszy niż dziesięć lat temu: namacalnie doświadczyłem działania Boga w moim życiu. Powieszone na krzyżu, moje kapłaństwo zajaśniało” - pisze kapłan.

Sędzia penitencjarny przy stacji dwunastej („Jezus umiera na krzyżu”) zwraca uwagę, że nie może przygwoździć człowieka do jego wyroku, gdyż „oznaczałoby to potępienie go po raz drugi”. Człowiek musi jednak odpokutować za zło, które popełnił, gdyż inaczej byłoby to bagatelizowaniem jego przestępstw, usprawiedliwieniem „jego niedopuszczalnych działań, które spowodowały fizyczne i moralne cierpienie innych ludzi”. Prawdziwa sprawiedliwość jednak możliwa jest jedynie dzięki miłosierdziu, które „nie przybija człowieka do krzyża na zawsze”, lecz pomaga mu powstać, „ucząc go zrozumienia tego dobra, które, pomimo popełnionego zła, nigdy całkowicie w jego sercu nie gaśnie”. „Jedynie poprzez ponowne odkrycie swojego człowieczeństwa, osoba skazana będzie mogła rozpoznać je w drugim, w ofierze, której wyrządziła cierpienie” - tłumaczy sędzia.

Rozważając stację trzynastą („Jezus zdjęty z krzyża”) zakonnik - wolontariusz, chodzący do więzienia od 60 lat, przyznaje, że więźniowie zawsze byli jego nauczycielami. Dzięki nim zrozumiał, że mógłby być na ich miejscu, gdyby jego życie potoczyło się w innym kierunku. „My, chrześcijanie, często popadamy w ułudę i czujemy się lepszymi od innych, jakby możliwość zajmowania się ubogimi pozwalała nam stawać się sędziami innych, skazując ich tyle razy, ile chcemy, bez jakiejkolwiek apelacji” - ubolewa zakonnik. Jego zdaniem „w więzieniu nadal grzebie się ludzi żywcem: są to historie życia, których nikt już nie chce”. „Chrystus powtarza mi za każdym razem: «No dalej, nie przestawaj. Weź ich ponownie w ramiona». Nie mogę Go nie słuchać: nawet w najgorszym człowieku zawsze jest On, niezależnie od tego, jak bardzo pamięć o nim okryta jest błotem” - przekonuje wolontariusz.

Rozważania do ostatniej, czternastej stacji („Jezus złożony do grobu”) napisał oficer policji penitencjarnej. Podkreśla, że więzienie przemienia: dobry człowiek może stać się sadystą, a podły - stać się lepszym. Celem jego pracy jest „dać kolejną szansę tym, którzy opowiedzieli się po stronie zła”. Wymaga to z jego strony humanizmu, rozwijania ludzkich relacji, przekładających się na „gesty, wrażliwość i słowa, które mogą coś zmienić, nawet jeśli są wypowiedziane po cichu”. „Moim małym pragnieniem jest bycie wzorcem dla tych, których spotykam za kratami. Staram się jak najlepiej bronić nadziei ludzi, którzy dali za wygraną, przestraszeni myślą, że kiedy pewnego dnia wyjdą, grozi im ponowne odrzucenie przez społeczeństwo. W więzieniu przypominam im, że z Bogiem ostatnie słowo nie będzie nigdy należało do żadnego grzechu”, konkluduje oficer.

CZYTAJ DALEJ

Kardynał Pell uniewinniony

2020-04-07 07:39

PAP

"Stale utrzymywałem swoją niewinność, gdy cierpiałem z powodu poważnej niesprawiedliwości"- oświadczył kardynał George Pell po tym, gdy Sąd Najwyższy Australii przyjął jego odwołanie od wyroku 6 lat więzienia za czyny pedofilii.

Sąd Najwyższy Australii w siedmioosobowym składzie jednogłośnie uniewinnił 78-letniego kard. Georga Pella, skazanego za rzekome molestowanie małoletnich w celach seksualnych. Od 13 miesięcy sędziwy purpurat przebywał w więzieniu dla najgroźniejszych przestępców.

„Sąd Najwyższy uznał, że ława przysięgłych, działając racjonalnie w odniesieniu do całości materiału dowodowego, powinna poddać w wątpliwość winę wnioskodawcy w odniesieniu do każdego z przestępstw, za które został skazany, i nakazał uchylenie wyroku oraz wydanie w jego miejsce orzeczenia uniewinniającego”, czytamy w sentencji wyroku wydanego 7 kwietnia.

Kard. George Pell zostanie wkrótce zwolniony z więzienia Barwon, zakładu o zaostrzonym rygorze na południowy zachód od Melbourne. Oczekuje się, że odprawi prywatną Mszę św. dziękczynną, pierwszą, którą będzie odprawiał od czasu uwięzienia w lutym 2019 roku.

W więzieniu spędził ponad rok.

Sąd podkreślił uchylając wyrok i uniewinniając 78-letniego dostojnika, że w trakcie procesu nie wzięto w ogóle pod uwagę możliwości, że przestępstwo nie zostało popełnione.

Wyrok sądów dwóch instancji dotyczył zarzutów o czyny pedofilskie, do jakich miało dojść w 1996 roku, gdy Pell był metropolitą Melbourne. Skazano go na 6 lat więzienia za molestowanie dwóch 13-letnich chórzystów w zakrystii w katedrze.

Akt oskarżenia sporządzony został na podstawie zeznań jednego z mężczyzn. Drugi z nich zmarł w 2014 roku z przedawkowania narkotyków. Po tym, gdy we wtorek Sąd Najwyższy uchylił wyrok więzienia dla kardynała, australijskie media rozpowszechniły jego oświadczenie. Podkreślił w nim, że wielka niesprawiedliwość "została naprawiona wraz z jednomyślną decyzją sądu".

"Nie żywię złych uczuć wobec mojego oskarżyciela. Nie chcę aby mojego uniewinnienia dodawać do cierpienia i goryczy, jakie wielu odczuwa. Jest ich wystarczająco dużo"- napisał były doradca papieża Franciszka i były watykański minister finansów, który trafił do więzienia ponad rok temu.

Następnie oświadczył: "Mój proces nie był referendum w sprawie Kościoła katolickiego, ani w kwestii tego, jak władze kościelne w Australii podeszły do przestępstwa pedofilii"."Chodziło o to, czy ja popełniłem te okropne przestępstwa, czy nie. A ja ich nie popełniłem"- dodał. Kardynał George Pell podziękował za modlitwy i "tysiące listów z wyrazami wsparcia". 

CZYTAJ DALEJ

Słowo metropolity krakowskiego do kapłanów na Wielki Czwartek 2020 r.

2020-04-08 07:53

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

Arcybiskup Marek Jędraszewski skierował słowo do kapłanów na Wielki Czwartek. 

Drodzy i Czcigodni Bracia w Kapłaństwie,

Jak zwykle mieliśmy się spotkać w poranek Wielkiego Czwartku, u progu Triduum Paschalnego, na uroczystej Mszy świętej Krzyżma, podczas której święci się trzy oleje: olej chorych, olej katechumenów i olej krzyżma. W tym też dniu tradycyjnie obchodzimy „rocznicę dnia, w którym Chrystus dał udział w swoim kapłaństwie Apostołom i nam”. Dlatego podczas Mszy świętej Krzyżma odnawiamy przyrzeczenia kapłańskie, które uroczyście składaliśmy w chwili przyjmowania święceń kapłańskich: pobożnego i z głęboką wiarą odprawiania misteriów Chrystusa „na chwałę Boga i dla uświęcenia ludu chrześcijańskiego”, pilnego i mądrego pełnienia posługi słowa, gorliwego naśladowania przykładu Chrystusa, Dobrego Pasterza oraz coraz ściślejszego jednoczenia się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, aby „razem z Nim samego siebie poświęcić Bogu za zbawienie ludzi”. Niestety, pandemia koronawirusa sprawiła, że nasze tegoroczne wielkoczwartkowe spotkanie nie jest możliwe. Prawdopodobnie na Mszy świętej Krzyżma spotkamy się dopiero w sobotę 12 września, na dwa dni przed świętem Podwyższenia Krzyża Świętego.

W związku z tymi okolicznościami pozwólcie, że skieruję do Was, Drodzy Bracia, trzy prośby.

Pierwszą z nich jest prośba o przyjęcie z mej strony najlepszych, bardzo serdecznych życzeń na kapłański Wielki Czwartek. Przeżywajcie go zgodnie ze słowami Pana Jezusa, wypowiedzianymi w Wieczerniku do Apostołów: „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał” (J 15, 15-16). Wraz z tymi życzeniami zechciejcie przyjąć również, załączony do mego Słowa, „List Prezydium Konferencji Episkopatu Polski do Kapłanów na Wielki Czwartek 2020 roku”.

Drugą moją prośbą jest to, aby każdy z Was, Drodzy Bracia, po zakończeniu liturgii Wieczerzy Pańskiej, adorując Pana Jezusa w Ciemnicy, te przyrzeczenia kapłańskiego wobec Niego samego osobiście odnowił.

W trzeciej mojej prośbie pragnę nawiązać do tego, co było przedmiotem mojego Listu do Archidiecezjan z dnia 14 września 2019 roku i co pojawiło się również w tegorocznym Liście na Wielki Post 2020. Chodzi o codzienną półgodzinną adorację Najświętszego Sakramentu, podczas której mamy dziękować Panu Bogu za dar św. Jana Pawła II Wielkiego oraz polecać Bożej Opatrzności w odmawianym wtedy różańcu i w Litanii do św. Jana Pawła II wszystkie ważne sprawy naszej Ojczyzny. Drodzy Bracia Kapłani, doskonale wiemy, jak w obecnym czasie ta modlitwa jest nam wszystkim bardzo potrzebna. Kontynuujcie ją, zapraszając na nią także innych, mając jednak równocześnie na uwadze to, aby nie wchodzić w konflikt z aktualnie obowiązującymi obostrzeniami co do liczby osób uczestniczących w zgromadzeniach religijnych.

Na pełne wiary i nadziei przeżywanie misterium Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego wszystkim Wam, Drodzy i Czcigodni Bracia w Kapłaństwie, z serca błogosławię

† Marek Jędraszewski

Arcybiskup Metropolita Krakowski

Kraków, Wielki Wtorek, 7 kwietnia 2020 roku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję