Reklama

Kościół

Peregrynacja kopii Cudownego Obrazu Ma tki Bożej Częstochowskiej po parafiach w Polsce

Pewnie o tym nie wiedział, ale swoim duszpasterskim projektem wyruszenia jasnogórskiej Hodegetrii w pielgrzymkę po ziemi ojczystej przywrócił najstarszą tradycję związaną z pierwszą ikoną Matki Bożej Wskazującej Drogę – z przesławną Hodegetrią czczoną w stolicy Bizancjum, w Konstantynopolu.
I zgodnie z tą tradycją wszedł na drogę znaczoną cudami.

Niedziela Ogólnopolska 14/2020, str. 18-20

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja

proces beatyfikacyjny

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Maryjne drogi kard. Wyszyńskiego

Archiwum Instytutu Prymasowskiego Stefana Kardynała Wyszyńskiego

Samochód-kaplica, którym podróżowała Matka Boża w Obrazie Nawiedzenia. Człuchów, 29 października 1961 r.

Zobacz także: PRZYGOTOWANIE DO BEATYFIKACJI - MARYJNE DROGI KARD. WYSZYŃSKIEGO

W swej intuicji Prymas Tysiąclecia sięgnął do maryjnej tradycji, która pojawiła się po cudownym ocaleniu Konstantynopola w 626 r. Oblężenie stolicy Bizancjum i uratowanie go przez Matkę Najświętszą uważano powszechnie za kluczowe wydarzenie w dziejach imperium, więcej – widziano w nim objawienie reguły, która jest powtarzalna w innych czasach i miejscach. Dlatego w każdy wtorek święta ikona Matki Bożej Przewodniczki ruszała w wielkiej procesji przez miasto, a na koniec odbierała cześć na placu targowym przed klasztorem Hodegon. Skąd akurat ten dzień? Podczas oblężenia w 626 r. właśnie w trzecim dniu tygodnia wyniesiono na mury miasta wizerunek Maryi z Dzieciątkiem, a potęga zamieszkująca świętą Ikonę zmieniła historię...

„Świeckie” zamienia się w „święte”

Zwyczaj nawiedzania ulic miasta przez Łukaszową ikonę trwał w Bizancjum przez wieki. Każdego tygodnia najbardziej świeckie miejsce zamieniało się w teren najświętszy – teraz wypełniały je śpiewy, suplikacje, akty pokuty i... cuda.

Prymas intuicyjnie powrócił do zapomnianej tradycji. Przetworzył ją, dając jej nowy wymiar i nowe zadanie. Tak jak od 626 r. pierwsza ikona Przewodniczki uobecniała dla mieszkańców Konstantynopola „Hetmankę, która posiada moc niezwyciężoną”, tak jej jasnogórska kopia stała się dla prymasa „Ikoną zwycięstwa”. Przemieniała świecką codzienność Polaków i świeckie miejsca, w których żyli, w wielkie sacrum, w którym wszystko stawało się święte...

Reklama

Po wiekach odpoczynku wędrująca w średniowieczu Hodegetria znowu wyrusza w drogę. Teraz większą, jakby chcąc zagarnąć dla Boga świeckość nie tylko jednego miasta, ale całego kraju i stworzyć coś więcej niż civitas Dei – miasto Boże. Ma się pojawić wśród nas patria Dei – ojczyzna Boga!

„Nie opuszczaj”

26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze trwają uroczystości, podczas których zostają wypowiedziane Śluby Narodu. Tego dnia ojcowie paulini wynoszą Cudowny Obraz na jasnogórski szczyt, by Ikona spoglądała na wołających: „Królowo Polski, przyrzekamy!”. Kiedy biskupi udzielają polską Hodegetrią błogosławieństwa milionowej rzeszy, ludzie padają na kolana, płaczą, wołają: „Matko, przyjdź do nas!”, „Matko, bądź z nami!”.

Kardynał Wyszyński dowiaduje się o prośbach rozmodlonego tłumu i postanawia je spełnić. Skoro plan Wielkiej Nowenny zakłada, że każdy Polak stanie na Jasnej Górze przed swoją Królową, a prymas wie, iż nie będzie to w praktyce możliwe – należy odwrócić role. Ikona opuści mury klasztorne i nawiedzi ludzi tam, gdzie podejmują oni swe codzienne obowiązki stanu. Uświęci to, co świeckie!

Reklama

Nie może tego uczynić licząca 600 lat Ikona – nie zniosłaby tej wędrówki. Potrzebny jest drugi obraz – ten sam wizerunek naniesiony raz jeszcze takimi samymi temperowymi farbami na takie same lipowe deski.

Cudowny Obraz po raz drugi

Czy znajdzie się ktoś, kto zdołałby namalować ten nowy obraz – napisać go modlitwą, postem i wreszcie pędzlem, tak jak powstawały starodawne święte wizerunki? Na Jasnej Górze pojawia się Leonard Torwirt – dziekan Wydziału Sztuk Plastycznych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ten konserwator i artysta malarz, gdy był przed laty na Jasnej Górze, powiedział: „Jestem z pochodzenia Szwedem, to znaczy moje nazwisko jest szwedzkie. Tak myślę, że kiedyś będę musiał jakoś Matce Bożej na Jasnej Górze wynagrodzić za napaść Szwedów w 1655 r.”. Teraz zgadza się wykonać wierną kopię polskiej Hodegetrii. Maluje od razu dwa obrazy. Pracuje nie tylko w dzień, ale także nocami, ponieważ paulini przynoszą mu Cudowny Obraz z kaplicy, aby powstające kopie były jak najwierniejsze. W Kaplicy Cudownego Obrazu trwa nieustanna modlitwa w dzień i w nocy, codziennie odprawiana jest w tej intencji Msza św.

Kiedy 2 maja 1957 r. Torwirt oddaje owoc swej pracy, wyznaje: „Niczego większego w życiu nie dokonam”. Prymas potwierdza: nowe wizerunki są niemal identyczne jak średniowieczna Ikona Jasnogórska.

Dwie ikony na audiencji

Już 5 dni po zakończeniu malowania jasnogórskich kopii kard. Wyszyński wyrusza do Rzymu i zabiera ze sobą „nową” Matkę Bożą Częstochowską oraz wizerunek głowy Matki Bożej. Jedna zostanie ofiarowana papieżowi Piusowi XII, druga – pobłogosławiona przez niego – wróci do Polski, by rozpocząć niekończącą się wędrówkę. 14 maja 1957 r. „wędrujący Obraz” zostaje pobłogosławiony przez Ojca Świętego. Ikona otrzymuje misję.

Czy to przypadek, czy nie – jest to... właśnie wtorek.

Ładowanie łaską

Kardynałowi Wyszyńskiemu przyświeca pewna idea: Obraz ma zbierać siły do czekającej go niekończącej się pracy. Dlatego prymas zostawia go w katedrze warszawskiej, by odbierał hołdy wiernych. Dwa miesiące karmi się modlitwą i czcią oddawaną przez mieszkańców Warszawy. Gdy wybije godzina nawiedzenia, będzie napełniony po brzegi łaską.

Prymas zna teologię ikon, wie, że one „żyją” i „umierają”. To ostatnie ma miejsce wtedy, gdy ludzie przestają się przed nimi modlić. Ikony żywe są zdolne czynić cuda. Ikony, przed którymi ludzie modlą się dzień i noc, przed którymi codziennie klękają tysiące wiernych – i tak dzieje się przez setki lat – są potężne, mają Boską moc. Taka jest właśnie Ikona Jasnogórska. Nie umiera, jest żywa, jest cudowna. I taką ma się stać nowa Ikona Jasnogórska: sycona modlitwami nabiera mocy z nieba...

„Pocałunek”

26 sierpnia jasnogórski oryginał zostaje przeniesiony do bazyliki, gdzie dokonuje się symboliczny obrzęd: zetknięcie się licami Cudownego Obrazu i jego wiernej kopii. Na moment stają się one jedno, by i w nowym wizerunku zamieszkały gromadzone w starym, przez setki lat, Boskie siły. Kardynał Wyszyński wyjaśnił: „Dokonaliśmy zbliżenia Obrazów, jakby jakiegoś świętego pocałunku, na znak, że Obraz Nawiedzenia będzie szedł przez polską ziemię obdarzony mocami Cudownego Obrazu, że to sama Królowa Jasnogórska, wyzbywszy się koron i brylantów, idzie ze swego tronu nawiedzać wierny lud”.

Spotkanie z Warszawą

Wędrówka zaczyna się 3 dni później. Pierwsze nawiedzenie dokonuje się w tym samym miejscu, gdzie Obraz pozostawał od 19 czerwca 1957 r., od dnia powrotu z Rzymu – to warszawska archikatedra. Teraz w jej mury wchodzi już „inny wizerunek” – Ikona „po pocałunku”, Ikona „identyczna z oryginałem”, taka sama do tego stopnia, że to jakby „nowy oryginał”.

Potem czas na warszawskie parafie, a 7 września Obraz wyrusza na pierwsze nawiedzenie Polski. Do milenijnego roku 1966 przejdzie przez wszystkie parafie w dziesięciu diecezjach. Przez kolejne lata – do 12 października 1980 r. – pozostałe. To w sumie 8 tys. kościołów i kaplic, ponad 7 tys. parafii.

Alternatywne „nawiedzenie”

Peregrynacji od początku towarzyszą trudności stwarzane przez władze. Nasilają się one w 1966 r., kiedy to rozpoczynają się uroczystości tysiąclecia chrześcijaństwa w Polsce. Gdy prymas decyduje, aby Ikona Nawiedzenia była obecna na uroczystościach milenijnych we wszystkich stolicach biskupich i miejscach o znaczeniu historycznym, aparat partyjny decyduje się na rozpoczęcie „polowania na Matkę” – jak nazwie ten czas historia.

Rząd decyduje się przeprowadzić atak na dwóch polach. Z jednej strony zamierza postawić tamę samemu nawiedzeniu, z drugiej – próbuje stworzyć własne akcje, które mają być konkurencją dla uroczystości religijnych. Organizuje „Sztafety Tysiąclecia”, którym towarzyszy tajemnicza „Księga Tysiąclecia”. Ta ostatnia zawiera tekst uroczystego apelu, który jest odczytywany wśród wielkich świeckich zgromadzeń.

Nie da się jednak ukryć faktu: do Matki Bożej ludzie garną się sami, pokonując przeszkody i ryzykując prześladowaniem, tymczasem spotkania z „Księgą” organizowane są odgórnie i do uczestnictwa w nich przymusza się szkoły i zakłady pracy... Frekwencja nie jest ogromna, podobnie jak niewielki jest wymuszony przez władze entuzjazm.

Serca ludzi pozostają przy nawiedzeniu jasnogórskim.

Maryja uwięziona

W drugiej połowie czerwca 1966 r. komunistyczne władze zamykają Ikonę w katedrze warszawskiej. Kiedy księża wystawiają Obraz w zakratowanym oknie zakrystii, wierni gromadzą się przed nim na ulicy, składają kwiaty, palą świece, modlą się.

Przypomina to czas sprzed 9 lat, kiedy to w tym samym czasie i w tej samej świątyni przez 2 miesiące Ikona była sycona modlitwami warszawiaków i oddawanym przez nich hołdem. Teraz syci się ich kultem jako „Madonna Uwięziona”, a kolejne zaplanowane przez prymasa uroczystości odbywają się bez Jej wizerunku...

Kiedy we wrześniu 1966 r. ma się rozpocząć nawiedzenie diecezji katowickiej, kapłani, łamiąc ustanowione przez rząd zakazy, wynoszą Obraz z katedry i próbują przewieźć go na Śląsk. Ikonę dzieli od Katowic zaledwie kilkanaście kilometrów, gdy samochód zostaje zatrzymany i przekierowany do Częstochowy. Wizerunek aż do 13 czerwca 1972 r. zostaje zamknięty w klasztorze paulinów, a wokół Jasnej Góry stoją posterunki, które kontrolują każdy wyjeżdżający pojazd.

Wędrująca Hodegetria ponownie staje się „Madonną Uwięzioną”.

Puste ramy

Nawiedzenie jednak trwa. Decyzją prymasa odbywa się ono „przy pustych ramach”, a efekt uwięzienia Wizerunku okazuje się odwrotny do zamierzonego przez komunistów. Nieobecna Ikona przekazuje najpiękniejszą teologię – jest ona wszędzie obecna, ale też wszędzie niewidoczna, ukryta za tym, co zmysłowe i doczesne. Teraz, gdy ludzie patrzą na puste ramy, mogą doświadczyć czegoś niepowtarzalnego: zajrzeć poza doczesność.

Doskonale rozumieją to proboszczowie witający „niewidziany Wizerunek”. Przygotowując dekorację, umieszczają w pustych ramach same tylko korony Jezusa i Maryi – niewidocznych, ale obecnych ze swą łaską. W podwrocławskiej Czernicy ramy stają się wprost „oknem z zasłonami”, za którymi zdaje się, że jest inny świat...

Ramy wędrują po Polsce przez 6 lat – do dnia „ucieczki” Ikony z jasnogórskiego więzienia. Nieoczekiwanie dla wszystkich, bo w plany wtajemniczonych było tylko kilka osób, Ikona zostaje „wykradziona”. Dwóch księży oraz dwie siostry zakonne, nie pozostawiwszy po sobie żadnych śladów, zabierają Obraz. Zaskoczeni zniknięciem Wizerunku paulini, na polecenie kard. Wyszyńskiego, zgłaszają kradzież... na posterunku częstochowskiej policji. A Ikona Jasnogórska powraca na trasę nawiedzenia i pozostaje na niej już do końca

Duchowe owoce

Kardynał Wyszyński wyznaje: „Z początku sami byliśmy pełni lęku, czy to Nawiedzenie głęboko zapadnie w duszę. Czy zrodzi łaski nadprzyrodzone. Ale (...) zrozumieliśmy od razu, że działają tu jakieś szczególne łaski Boże. Ileż to razy księża dziekani (...) wyznawali otwarcie: «Nigdy nie przypuszczaliśmy, że to Nawiedzenie wywoła tak ogromne poruszenie, tak pogłębi ducha wiary i modlitwy». Dzisiaj, gdy obliczamy te wszystkie owoce, sami jesteśmy pełni zdumienia i jak gdyby na nowo poznajemy potęgę i moc naszej Matki”.

Misja „Ikony wędrującej”, „Ikony tworzącej sakralną przestrzeń”, „Ikony codziennych cudów” trwa do dziś. Tradycja bizantyjska zamieniła się w świętą tradycję polską. Nie wolno zapomnieć, że jest to zasługa kard. Wyszyńskiego – niezwykłego człowieka, który wszystko zawierzył Maryi. >>n

2020-03-31 14:49

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Założyciel Rycerzy Kolumba będzie beatyfikowany

2020-05-27 14:47

[ TEMATY ]

beatyfikacja

Archiwum Rycerzy Kolumba

26 maja 2020 roku papież Franciszek zatwierdził cud przypisywany wstawiennictwu Sługi Bożego ks. Michaela McGivney’a, założyciela Rycerzy Kolumba. Akt ten wieńczy proces potrzebny do ogłoszenia ks. McGivney’a błogosławionym Kościoła katolickiego. Dekret o heroiczności cnót zezwalający na publiczny kult ks. McGivney’a jako Sługi Bożego podpisał w 2008 roku papież Benedykt XVI.

Od chwili rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych wpłynęło wiele informacji o łaskach otrzymanych za przyczyną ks. McGivney’a w sprawach związanych z walką z nałogiem, powrotem do wiary, pojednaniem w rodzinie, odzyskaniem pracy i uzdrowieniem z chorób. Dekret Kongregacji podpisany przez Ojca Świętego opisuje cudowne uzdrowienie dziecka w łonie matki w sytuacji zagrażającej jego życiu. Rodzina dziecka prosiła o wstawiennictwo Sługę Bożego ks. Michaela McGivney'a. Sytuacja miała miejsce w 2015 r.

„Ks. McGivney zainspirował wiele pokoleń katolickich mężczyzn do podwinięcia rękawów i wcielania wiary w czyn” – powiedział przywódca międzynarodowej wspólnoty Rycerzy Kolumba, Carl Anderson. „Znacznie wyprzedził swoją epokę, jeśli chodzi o powierzanie świeckim ważnej roli w Kościele. Dziś jego duch kształtuje wyjątkową działalność Rycerzy, służących osobom na marginesie społeczeństwa, podobnie jak on sam służył wdowom i sierotom w latach 80. XIX w”.

„Zbliżająca się beatyfikacja naszego Założyciela jest ogromnym świętem dla rycerskiej wspólnoty na całym świecie. Od ponad 10 lat trwamy na modlitwie w intencji beatyfikacji tego wspaniałego kapłana, którego wizja dała początek idei od niemal 140 lat kształtującej nasze rozumienie wiary i wierności Kościołowi oraz inspirującej nas do niesienia pomocy potrzebującym każdego dnia” – powiedział Delegat Stanowy Tomasz Wawrzkowicz, przywódca Rycerzy w Polsce.

Ks. McGivney urodził się w USA w 1852 r. jako najstarszy syn w ubogiej, wielodzietnej rodzinie irlandzkich imigrantów. Już jako 13-latek pomagał rodzicom w utrzymaniu, pracując w miejscowej fabryce. Święcenia kapłańskie przyjął w 1877 r. w najstarszej katolickiej katedrze w USA, w Baltimore. Powierzono mu posługę w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny w New Haven w stanie Connecticut, gdzie pierwotnie miał być asystentem chorego proboszcza, ale w krótkim czasie był zmuszony przejąć wszystkie jego obowiązki.

W reakcji na problem wysokiej śmiertelności mężczyzn wykonujących niebezpieczne prace, silne antykatolickie uprzedzenia amerykańskiego społeczeństwa oraz powszechną biedę wśród katolików ks. McGivney w 1882 roku założył ze swoimi parafianami męską wspólnotę Rycerzy Kolumba – świecką organizację katolików pragnących formować się w wierze, pomagać sobie nawzajem i działać dla dobra katolickich rodzin. Oprócz sprawowania duszpasterskiej opieki nad swoimi parafianami ks. McGivney pracował z miejscową młodzieżą, posługiwał w miejscowym więzieniu i z wielką determinacją promował abstynencję poprzez krzewienie kultury oraz popularyzację sportu. Zmarł na gruźlicę w wieku 38 lat w 1890 r., zostawiając po sobie silną 6-tysięczną organizację Rycerzy.

W czasie pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych, niespełna miesiąc po ogłoszeniu ks. McGivney’a Sługą Bożym, papież Benedykt XVI w homilii wygłoszonej w Katedrze św. Patryka w Nowym Jorku powiedział: „Czyż to nie zjednoczenie wizji i celu – zakorzenione w wierze i duchu ciągłego nawracania się i ofiarności – stanowi o tajemnicy imponującego wzrostu Kościoła w tym kraju? Musimy tu wspomnieć o wyjątkowych osiągnięciach wzorowego, amerykańskiego kapłana, Sługi Bożego ks. Michaela McGivney’a, którego wizja i zapał doprowadziły do ustanowienia Rycerzy Kolumba, oraz o dziedzictwie całych pokoleń osób konsekrowanych i księży, którzy w cichości poświęcili swe życie służbie Ludowi Bożemu w niezliczonej liczbie szkół, szpitali i parafii”.

Dziś Rycerze Kolumba są międzynarodową organizacją. Działają w kilkunastu państwach świata i gromadzą w swoich szeregach ponad 2 miliony członków. W Polsce rozpoczęli działalność na zaproszenie św. Jana Pawła II prawie 15 lat temu i liczą ponad 6 tysięcy członków działających przy 119 parafiach na terenie 28 diecezji. Choć Rycerze Kolumba są organizacją świecką, w ich szeregi wstępują również duchowni, w Polsce m.in. kard. Dziwisz, kard. Nycz, czy abp Ryś.

Zasadami Rycerzy Kolumba są Miłosierdzie, Jedność, Braterstwo i Patriotyzm i wokół tych wartości kształtuje się ich formacja.

CZYTAJ DALEJ

USA: urzędnicy zezwalają na otwarcie kościołów, ale zabraniają przyjmowania komunii

2020-05-28 13:38

[ TEMATY ]

USA

Adobe.Stock.pl

Urzędnicy w hrabstwie Howard w amerykańskim stanie Maryland pozwolili na otwarcie kościołów, ale zabronili podczas liturgii spożywać komukolwiek komunii świętej, co w istocie dla katolików oznacza zakaz celebracji mszy św. Władze powołują się na zasady zdrowia publicznego dla miejsc kultu zakazujące dystrybucji i konsumpcji jakichkolwiek pokarmów lub napojów w ramach nabożeństwa.

Według wprowadzanych w życie przepisów pozwalających na wznowienie działalności przedsiębiorstw, a także na otwarcie kościołów nie wzięto najwyraźniej pod uwagę, że integralnym elementem Eucharystii jest spożywania konsekrowanych hostii, przynajmniej przez celebransa. Uznanie tego czynnością bezprawną skutecznie blokuje odprawianie jakiejkolwiek Mszy św. – zauważa amerykańska agencja katolicka CNA, która zaznacza jednocześnie, że wytyczne te mogą naruszać prawo do swobodnego wykonywania praktyk religijnych, co gwarantuje konstytucyjna Pierwsza Poprawka.

Zarządzenie urzędników ogranicza liczbę uczestników liturgii do 10 osób w pomieszczeniach i do 250 na zewnątrz. Modlący się muszą zachowywać między sobą odległość, nosić maski, nie wolno im przekazywać znaku pokoju poprzez uścisk dłoni. Zabronione jest także zbieranie ofiar na tacę. Przepisy mówią, że „śpiew jest dozwolony, ale nie zalecany”.

Archidiecezja Baltimore, której terytorium obejmuje hrabstwo Howard, ogłosiła 27 maja własne plany ponownego otwarcia świątyń. Niektóre z tych wytycznych są podobne zarządzeń hrabstwa Howard, jednak nie ma w nich mowy o „zakazie dystrybucji żywności lub napojów przed, po lub podczas Mszy św.”. Mówi się tylko o konieczności przestrzegania odległości w kolejce do komunii świętej, zachęca się także do przyjmowania jej na rękę. Nie ma mowy o innych ograniczeń w przyjmowaniu komunii, poza tymi, które wynikają z zasad prawa kanonicznego.

W pierwszej fazie planu ponownego otwarcia archidiecezji, który obecnie obowiązuje, kościoły pozostają otwarte na prywatną modlitwę, ale Msza św. jest odprawiana bez udziału wiernych. W fazie drugiej, która ma się rozpocząć na niektórych obszarach w weekend, 30-31 maja, wierni będą mogli wypełnić świątynię w jednej trzeciej miejsc siedzących, pod warunkiem, że lokalne ograniczenia pozwalają na udział ponad 10 osób na mszy św.

CZYTAJ DALEJ

Pokazywał i uczył nas jedności

2020-05-29 00:30

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

archikatedra warszawska

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Kard. Wyszyński doskonale wiedział, że jeśli Kościół da się podzielić, nie przetrwa czasu próby – powiedział kard. Kazimierz Nycz w homilii w czasie Mszy św. w 39. rocznicę śmierci Prymasa Tysiąclecia w archikatedrze warszawskiej.

Uroczystą, koncelebrowaną Eucharystię pod przewodnictwem metropolity warszawskiego odprawiło kilkudziesięciu kapłanów diecezjalnych i zakonnych. Wśród nich ks. Bronisław Piasecki, kapelan prymasa Wyszyńskiego i świadek jego ostatnich dni. We Mszy św. uczestniczyli alumni warszawskiego seminarium duchownego, siostry zakonne, poczty sztandarowe, członkowie Archikonfraterni Literackiej, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń katolickich oraz wierni z warszawskich parafii, a także pielgrzymi z Zuzeli – rodzinnej miejscowości Prymasa Tysiąclecia.

Kard. Nycz w homilii podkreślił, że jeszcze pięć miesięcy temu wszyscy spodziewaliśmy się, iż za kilka dni będziemy zgromadzeni na beatyfikacji na pl. Piłsudskiego, podobnie jak w czasie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II czy wielkiego pogrzebu Prymasa trzy dni po jego śmierci. – Te nadzieje nie zostały przekreślone. Znalazły one swoje wzmocnienie w tym niespodziewanym czasie, który Bóg dał nam wszystkim, abyśmy się lepiej przygotowali do beatyfikacji kard. Wyszyńskiego – mówił.

– To wydarzenie, które po ludzku prymasowi Wyszyńskiemu się należy, jest potrzebne również nam, abyśmy zgromadzeni raz jeszcze mogli wyśpiewać wielkie „Te Deum” Kościoła i narodu polskiego za wielkie życie Prymasa. Nie traćmy nadziei i trzymajmy dzień 28 maja w naszych sercach, bo jest zarezerwowany na liturgiczne wspomnienie kard. Wyszyńskiego – zaznaczył metropolita warszawski.

Hierarcha przypomniał, że obecny okres w roku liturgicznym jest “czasem, gdy Jezus prowadzi nas do Wieczernika i modli się za wszystkich, którzy dzięki słowu apostołów w Niego uwierzą”. – My także jesteśmy zaproszeni do Wieczernika. Jezus modli się również za nas. Jesteśmy owocem świadectwa i wiary apostołów. W Wieczerniku, do którego nas przyprowadza słyszymy „aby byli jedno”- podkreślił kard. Nycz i wskazał na jedność wewnątrz Trójcy Świętej jako wzór jedności ludzi między sobą.

Metropolita warszawski zwrócił uwagę, że dla Prymasa wołanie i troska o jedność były ważnym wymiarem pasterskiej działalności, nie tylko w kontekście ekumenicznym. – Chodziło o jedność Kościoła w Polsce, targanego próbą podzielenia. Prymas Wyszyński wiedział, że jeśli Kościół da się podzielić, to nie przetrwa czasu próby.

- Kard. Wyszyński wiedział, że za wypowiedziane w 1953 r. „non possumus” będzie czekało go więzienie. Ale w pewnym sensie uważał, że to błogosławiony czas, który pozwolił mu głosić Ewangelię w zupełnie nowy sposób – zauważył kard. Nycz i dodał, że uwięzienie sprawiło, iż nie tylko urósł autorytet Prymasa wśród ludzi Kościoła i systemu, ale dzięki internowaniu mógł wiele spraw przemodlić, przemyśleć i złożyć ofiarę ze swojego cierpienia. Właśnie wtedy bowiem powstały Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, Wielka Nowenna i wiele inicjatyw związanych z Tysiącleciem Chrztu Polski. – Trzy lata uwięzienia to jeden z najważniejszych momentów życia Prymasa – mówił kard. Nycz.

Przypomniał także, że drogi życia Prymasa Tysiąclecia zeszły się drogami kard. Karola Wojtyły. – Z tego spotkania i pięknej współpracy narodził się wybór Karola Wojtyły na papieża. Czasami banalizujemy trochę te relacje dwóch wielkich Polaków, mówiąc, że Karol Wojtyła był w cieniu Prymasa, a później Prymas w cieniu Papieża, ale to naprawdę nie o to chodzi. Tam nie było żadnych cieni, ale blask dwóch wielkich ludzi Kościoła. Oni byli niezwykle komplementarni względem siebie. Bardzo kochali Kościół i Matkę Najświętszą – mówił metropolita warszawski

Kard. Nycz zachęcił do modlitwy o owoce beatyfikacji kard. Wyszyńskiego, aby za rok móc spotkać się w archikatedrze przy jego relikwiach. Podkreślił ponadto, że wśród tych owoców są klerycy archidiecezji warszawskiej, z których dwudziestu będzie w najbliższą sobotę wyświęconych na kapłanów. – To spora liczba, jak na obecne czasy, dlatego mamy za co Bogu dziękować. Przez wstawiennictwo Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego módlmy się, aby we wszystkich polskich seminariach nie brakowało powołań – zaapelował.

Po Mszy św. kapłani przeszli procesyjnie do kaplicy z grobem Prymasa Tysiąclecia, gdzie odczytano fragment Ślubów Jasnogórskich i odśpiewano Apel Jasnogórski.

Ostatnim punktem uroczystości rocznicowych był wykład prof. Krzysztof Koehlera pt. „Wizja obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski”. Prelegent podkreślił, że prymas Wyszyński dochodzi do idei Millenium, kiedy jest uwieziony i rzucony w samotność. Pierwszym, przełomowym momentem było ułożenie 8 grudnia 1953 r. aktu osobistego oddania się Matce Bożej w niewolę. – Sam będąc w niewoli, Prymas poświęca wszystko Maryi i „transcenduje” niewolę fizyczną, zgadzając się na bezwarunkowe rozporządzanie sobą – mówił prof. Koehler.

Również Śluby Jasnogórskie, będące analogią do Ślubów Lwowskich króla Jana Kazimierza, a także nawiązanie do bohaterskiej obrony Jasnej Góry, symbolizującej obronę chrześcijańskiego ducha narodu miały jeszcze ściślej zjednoczyć naród polski z Maryją. – Peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej była jak zamek błyskawiczny, który zszywa naród. Prymasowi leżało na sercu budowanie wspólnoty narodowej – podkreślił prof. Koehler i dodał, że kard. Wyszyński z Janem Pawłem II doskonale zdawali sobie sprawę, jak bardzo niebezpieczne może być rozłączanie polskości od katolicyzmu. - Bez pogłębiania wiary Polacy się rozproszą – zaznaczył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję