Reklama

Głos z Torunia

Przygoda z autorytetem w tle

Przepis na szczęśliwe małżeństwo

Z pewnością wielu naszych czytelników uczestniczyło w uroczystości odznaczenia krzyżem papieskim Haliny i Janusza Mazurków. Kim są i dlaczego można na nich patrzeć i słuchać ich godzinami?

Niedziela toruńska 39/2020, str. IV

[ TEMATY ]

jubileusz małżeństw

Archiwum rodziny Haliny i Janusza Mazurków

W gronie animatorów Spotkań Małżeńskich w kaplicy Sióstr Karmelitanek w Łasinie

W gronie animatorów Spotkań Małżeńskich w kaplicy Sióstr Karmelitanek w Łasinie

Renata Czerwińska: Pochodzą Państwo z Krosna. Jak to się stało, że zamieszkali Państwo w Toruniu?

Janusz Mazurek: To długa historia, pełna napięć i zwrotów akcji. W skrócie: Halinka jeszcze w liceum pokazała mi pewnego jesiennego wieczoru część gwiazdozbioru Oriona. Co może zrobić zakochany chłopak w takiej chwili? Zainteresowałem się astronomią i zapisałem do krośnieńskiego koła Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii, poszedłem jednak na studia politechniczne na wydział elektroniki. Z połączenia wykształcenia i zainteresowań wyszła dziedzina zwana radioastronomią. Bożym zrządzeniem pojawił się etat w Centrum Astronomii w Toruniu, a Halinka jako lekarz mogła znaleźć zatrudnienie prawie wszędzie. Tym sposobem pod koniec 1973 r. pojawiliśmy się w Toruniu daleko od rodziny i rodzinnych wzgórz.

Przez lata dzielili się Państwo swoją pasją – przygotowywaniem młodych do małżeństwa w ramach Wieczorów dla Zakochanych czy też posługą w ramach Spotkań Małżeńskich. Jak to się zaczęło?

Halina Mazurek: W czerwcu 1990 r. przyjaciele zaprosili nas jako uczestników na rekolekcje Spotkań Małżeńskich. Później zostaliśmy poproszeni o włączenie się do pomocy przy prowadzeniu tych spotkań w ośrodku toruńskim. Jako że spodobała się nam idea i metoda, włączyliśmy się z radością. W 2000 r. zostaliśmy liderami toruńskiego ośrodka.

Reklama

Czy mogą Państwo podzielić się owocami tych warsztatów?

H.M.: Prowadząc Spotkania Małżeńskie, rzadko mamy wiadomości zwrotne od uczestników. Uczymy ich metody, dzięki której mogą spróbować budować szczęście w ich małżeństwie. Z tą wiedzą jadą do domów i kontakt się najczęściej urywa. Część z nich przyjeżdża na spotkania pogłębiające i są dla nas radością, bo zaczęli trudną drogę do siebie. Utrzymujemy kontakty z wieloma uczestnikami Wieczorów dla Zakochanych, których traktujemy jako nasze „wieczorowe dzieci” i z radością obserwujemy ich wzrastanie. Zdarzają się jednak małżeństwa, które nie wytrzymują próby czasu. Prowadząc Wieczory dla Zakochanych, obserwujemy, że jeszcze podczas ich trwania jedna na dziesięć para zakochanych rezygnuje ze wspólnej drogi i to także uważamy za swoisty sukces, bo lepiej przed ślubem niż po nim.

A jaki jest Państwa przepis na szczęśliwe małżeństwo i rodzinę?


J.M.: Staramy się dużo rozmawiać ze sobą, z naszymi córkami, zięciami i wnukami. Rozmawiać o wszystkim; o naszych uczuciach, o drobnych sprawach, jak i o poważnych decyzjach, nie narzucając swoich rozwiązań, a raczej starając się wysłuchiwać, zrozumieć i podzielić się sobą. Widzimy, że im mniej dialogu, tym bardziej kondycja naszej rodziny staje się gorsza.
H.M.: Ważną umiejętnością w przepisie na szczęśliwe małżeństwo jest także sztuka przebaczania. Jedność to kluczowa sprawa i wcale nie łatwa – przynajmniej w naszym małżeństwie. Bardzo się różnimy temperamentami, podejściem do świata, sposobem rozwiązywania codziennych trudności itp. Jesteśmy przekonani, że bez formacji w ruchu Domowego Kościoła i zasad ruchu Spotkań Małżeńskich trudno byłoby nie tylko o tę jedność dbać, ale ją w ogóle utrzymać.

Jak dzieci odbierały Państwa zaangażowania? Czy też poszły w Państwa ślady?

H.M.: Wyrośliśmy z ruchu Domowego Kościoła, który w swoim założeniu przez formację małżeństw formuje również rodziny. Córki brały z nami udział chociażby w rekolekcjach wakacyjnych czy w modlitwie rodzinnej – było to zawsze spontaniczne i niewymuszone. Tak budowana jedność z naszymi dziećmi zaowocowała ich otwartością na wspólne dzieła, na przykład przez wiele lat, kiedy jasełka w Toruniu grane były tylko w klasztorze Ojców Redemptorystów, wystawialiśmy je wraz z naszymi dziećmi. A gdy dziewczęta zaczęły mieć swoje zadania, same zaprosiły nas do pomocy w ich realizacji i tym sposobem jeździliśmy na organizowane przez nie obozy harcerskie. Dziś nasze córki, idąc różnymi drogami i różnymi sposobami, realizują potrzebę służenia człowiekowi.

Reklama

Państwo też się z harcerstwa wywodzą. Czy ta formacja pomaga w życiu rodzinnym?

J.M.: Znakomicie. Zwłaszcza, że jestem jedynakiem, który mógł być bardzo rozpuszczony. Harcerstwo dało mi pierwszy szlif do służby ludziom. Byli z nim związani moi Rodzice, szczególnie Tato, który był harcerzem już w 1912 r. Z Halinką poznaliśmy się w piątej klasie szkoły podstawowej i po 14 latach mojego krążenia wokół niej wzięliśmy ślub. Poznaliśmy się lepiej przy okazji rożnych akcji harcerskich i wyjazdów obozowych. W liceum oboje dosłużyliśmy się pierwszych stopni instruktorskich. Chodziliśmy do jednego liceum, a więc byliśmy w jednym szczepie drużyn harcerskich. Halinka była szczepową, a ja jej zastępcą. Było to dobre przygotowanie na trudne dni życia małżeńskiego i na wspólne branie odpowiedzialności za zadania, które stawiał przed nami Pan Bóg.

Są Państwo oblatami Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela i nazwali to wezwaniem do niewiarygodnych dzieł. Proszę powiedzieć coś więcej.

J.M.: Współpraca ze zgromadzeniem jest bardzo ważnym rozdziałem naszego życia, podobnie jak formacja według wskazań św. Alfonsa Liguoriego. Jeśli zaś chodzi o niewiarygodne dzieła, to w pierwszej kolejności według chronologii był nasz udział w uruchamianiu Radia Maryja. Dzisiaj jesteśmy do niego przyzwyczajeni, gdy jednak wrócimy do początków, to przypominamy sobie, jak to właśnie wydawało się nam niewiarygodne i fascynujące. Jestem z wykształcenia elektronikiem, a więc bardzo trudną wydawała mi się strona techniczna, a Pan Bóg pozwolił mi brać udział w uruchomieniu pierwszego studia, byłem pierwszym, który siadł za konsoletą. Równie niewiarygodne wydawało się nam oddziaływanie tej rozgłośni na ludzi w tamtych czasach. Gdy uruchomiliśmy nadajnik i pierwszy raz nadaliśmy w eter „Tu katolicki głos w twoim domu”, powiadomiona o tym żonka popłakała się. Takich niewiarygodnych dzieł związanych z Rodziną Radia Maryja jest więcej, że wspomnę choćby pielgrzymki do Ojca Świętego Jana Pawła II. Na jednej z nich podczas Mszy św. na pl. św. Piotra w Rzymie podchodziliśmy w procesji z darami do naszego ukochanego Papieża. Niewiarygodnym dziełem z nieco nowszych czasów jest chociażby dopuszczenie mnie do posługi akolity w Kościele.

Bóg stawia ciągle przed Państwem nowe wyzwania. Jakie zadania widzą Państwo przed sobą teraz?

Zostawiamy to Panu Bogu. On najlepiej wie, gdzie jeszcze można nas posłać.

2020-09-23 09:47

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Cud trwałego i szczęśliwego małżeństwa

Niedziela toruńska 45/2020, str. VII

[ TEMATY ]

małżeństwo

jubileusz małżeństw

Urszula Rychlińska, Spełnieni, olej na płótnie

Urszula Rychlińska, Spełnieni, olej na płótnie

Jakiś czas temu, po ponad 20 latach małżeństwa, spontanicznie, bez żadnych uzgodnień, wprowadzili doń jeszcze jeden zwyczaj. Ot, po prostu, któregoś dnia podczas Mszy św., gdy wrócili do ławki po przyjęciu Komunii św., chwycili się za ręce. I tak już zostało.

Odtąd podczas każdej Eucharystii, jednocząc się z Jezusem, splatają ręce i przypominają sobie, że On jest najważniejszym zwornikiem tego, co ich łączy.

Tendencja wzrostowa

Ten pozornie zwyczajny gest (ktoś powie: o czym tu się rozpisywać?) ma wymiar symboliczny. Wskazuje na to, a raczej na Tego, który ma moc sprawić cud: pomóc, aby oboje nie sprzeniewierzyli się temu, co przyrzekli w dniu ślubu. Tak, tak. Dziś, przy zastraszająco wysokim odsetku rozwodów (w Polsce sięga on „tylko” ok. 35%, ale w wielu krajach grubo przekracza połowę), wytrwanie w małżeństwie aż do śmierci można nazwać cudem, i to wcale niemałym. A przecież nie chodzi tu tylko o fizyczne trwanie latami obok siebie. Ileż małżeństw, wymykając się rozwodowym statystykom, trwa wyłącznie na papierze, bo to, co łączyło, już dawno się wypaliło, a pozostała jedynie rutyna, wspólnota majątkowa lub poczucie obowiązku wobec dzieci. Cud, który mam na myśli, to małżeństwo trwałe, dozgonne, żywe, z ciągłą tendencją wzrostową, stwarzające przestrzeń do rozwoju, napełniające radością i przekonaniem, że najlepsze jest ciągle... przed nami.

To takiego małżeństwa chcą młodzi ludzie, zakochani w sobie nawzajem, planujący wspaniałe wspólne życie, stający przed ołtarzem, by sobie to wszystko wyznać i przyrzec. Chcą cudu, lecz cud... nie chce się dokonać sam.

Przewodnik Chrystus

Ich błąd, za który drogo płacą, polega na tym, że nie szukają pomocy tam, gdzie mogą ją znaleźć. Są chrześcijanami. Zawierają sakramentalne małżeństwo w kościele – budynku i wobec Kościoła – wspólnoty, a nie rozumieją, że odtąd nie są już sami, że jest z nimi Chrystus. Dobra wola, której w momencie ślubu są pełni, starcza na krótko. Zewnętrzne przeciwności, trudy codzienności w połączeniu z wadami charakteru i skłonnością do egoizmu robią swoje.

Tylko przyjęcie za przewodnika Chrystusa i Jego Ewangelii daje szansę, aby się oprzeć tej duchowej erozji. Jedynie złączenie ludzkiej dobrej woli i działań z Jego łaską poprzez modlitwę, przyjmowanie sakramentów (nie od wielkiego dzwonu – trzeba nieustannie odnawiać stan łaski uświęcającej!) i naśladowanie Go daje szansę na ocalenie i pomnożenie tej pozornie „szalonej”, „bezgranicznej” i „dozgonnej”, a w rzeczywistości jakże kruchej miłości z dnia ślubu.

Twarda szkoła

Aby tak się stało, trzeba przejść twardą Chrystusową szkołę, w której głównymi przedmiotami są: obdarzanie miłością („jestem dla drugiej osoby” i koniec, kropka, a nie: „pod warunkiem, że on/ona...”), służba (bez stawiania pytania: „a co ja będę z tego miał?”), wytrwałe, mężne, wspólne dźwiganie krzyża życiowych przeciwności i zawirowań, przebaczanie (coraz sprawniejsze), wspólne poszukiwanie i odczytywanie woli Bożej dla swojego małżeństwa, cieszenie się sobą nawzajem.

Aby w tej szkole uczynić postępy, trzeba się mocno natrudzić. Tu nic nie przychodzi łatwo, na pstryknięcie palcami. Jeśli nawet patrzącym z zewnątrz wydaje się, że są świadkami małżeństwa spędzającego dni bez stawiania czoła poważnym trudnościom, to niech będą świadomi, że owa sielanka jest tylko pozorna. To tak, jak byśmy patrzyli na walkę zapaśników. Pozornie tkwią w bezruchu. Tyle tylko, że ten bezruch to wynik ścierania się i równoważenia potężnych sił, wypracowanych przez lata morderczego treningu.

Doceniajmy trwałe, zgodne małżeństwa! Nie traktujmy ich jako czegoś oczywistego, niegodnego głębszej uwagi. Nauczmy się dostrzegać w nich cud współdziałania dwojga ludzi z Bożą łaską. Bierzmy z nich przykład.

Patrzę na małżonków z 40-, 50-, 60-letnim stażem. Znam takich. Przygarbione plecy, zmarszczki na twarzy; gdzieś uleciała dawna uroda, ani śladu młodzieńczej sprawności. Ale w oku nadal kryje się wzajemna czułość, szacunek, cierpliwość, troska. Miłość, która ich kiedyś połączyła trwa i ma się dobrze.

CZYTAJ DALEJ

Nagrania do świątecznego koncertu z Jasnej Góry

2020-12-04 16:17

[ TEMATY ]

Jasna Góra

wigilia

TVP

koncert kolęd

Karol Porwich/Niedziela

Nagrania do wyjątkowego koncertu kolęd: ‘Gdy się Chrystus rodzi’ odbyły się w jasnogórskiej bazylice 2 i 3 grudnia. Organizatorem koncertu jest TVP oraz Fundacja Niedziela. Instytu Mediów. Patronat nad koncertem objął Tygodnik Katolicki Niedziela. 

Na emisję koncertu będziemy musieli jednak poczekać do świąt. Koncert kolęd z Jasnej Góry zostanie pokazany w programie 1. TVP w Wigilię Bożego Narodzenia, czyli 24 grudnia, o godz. 17.00.

Podczas koncertu wystąpią znani polscy artyści i muzycy: Olga Szomańska, Olga Bończyk, Alicja Majewska, Łukasz Zagrobelny, Kasia Moś, Piotr Kupicha, Krzysztof Kiljański, Golec uOrkiestra, Pectus, Halinka Mlynkowa, Kasia Cerekwicka, Monika Borzym oraz Alicja Majewska. Zagra orkiestra pod kierunkiem Grzegorza Urbana, kierownika muzycznego koncertu, a muzykom towarzyszyć będzie chór Gospel Rain. Reżyserem koncertu jest Beata Szymańska-Masny, a kierownikiem produkcji - Barbara Wróbel. Koncert prowadzą Małgorzata Kożuchowska i Artur Żmijewski.

Jak powiedział w rozmowie dla Radia Jasna Góra kustosz sanktuarium o. Waldemar Pastusiak, to ogromna radość, że po raz kolejny przesłanie o Narodzeniu Pańskim popłynie z Jasnej Góry: „Będzie wspaniały koncert, będzie wiele znakomitych gwiazd, tak jak w zeszłym roku, z czego się bardzo cieszymy. Chcemy, żeby przesłanie pełne radości, życia, które się rodzi, gościło w polskich domach, że Jezus rodzi się w Betlejem, i chce urodzić się w sercu każdego z nas”.

„100 minutowy koncert jest planowany na Wigilię na godz. 17.00. Jest to taka pora, kiedy zasiada się do wigilijnej wieczerzy, łamie się opłatkiem - mówi Beata Szymańska-Masny, reżyser koncertu - Bardzo zależy mi na tym, żeby to był bardzo radosny koncert. To jest przepiękny czas, pełen nadziei, która szczególnie dzisiaj jest wszystkim bardzo potrzebna. Przesłanie będzie pełne radości, nadziei wbrew wszystkiemu i pomimo wszystko. Ta siła jest nam cały czas potrzebna”.

„Podczas koncertu usłyszymy 32. kolędy i pastorałki, zespołów i solistów będzie ok. 20 osób - mówi Grzegorz Urban, kierownik muzyczny koncertu - Aranżuję kolędy któryś raz z kolei, i co roku staram się tchnąć w nie coś nowego. Zawsze też myślę o tym, kto będzie tę kolędę czy pastorałkę wykonywać - zupełnie inaczej na wokalistę rockowego, a inaczej na soulowego. Kolędy to jest tak wdzięczny temat, od dziecka lubiłem grać na pianinie kolędy przy choince, i to zaprocentowało dzisiaj, że mam jakieś pomysły na te kolędy i mam nadzieję, że się spodobają przede wszystkim telewidzom”.

Artyści, z którymi rozmawialiśmy, zgodnie podkreślają, że będzie to koncert pełen nadziei na trudny czas.

„Taki koncert jest zawsze wyjątkowy, bo jest w Wigilię, czyli wtedy, kiedy wszyscy już przygotowują wieczerzę wigilijną albo zasiadają już do stołu, i jest takie poczucie wspólnoty, które niosą święta Bożego Narodzenia, a tego, myślę, że w te święta będzie nam szczególnie brakowało - mówi aktorka Małgorzata Kożuchowska, prowadząca koncert, i wykonująca jedną z kolęd - Pewnie nie będziemy mogli spotkać się z tymi wszystkimi, z którymi chcielibyśmy się spotkać w te święta, i osobiście złożyć sobie życzenia i przełamać się opłatkiem, tylko zrobimy to za pomocą elektroniki, telefonów, i też telewizji. Więc cieszę się, że mogę być elementem tego wielkiego święta, i uczestniczyć w takiej próbie poczucia na nowo wielkiej wspólnoty nas wszystkich, nie tylko ludzi wierzących, ale w ogóle wszystkich Polaków”.

„Jasna Góra jest to bliskie mojemu sercu miejsce. I kiedy stanęłam tu, na scenie i zaczęłam śpiewać kolędę, a śpiewam kolędę ‘Gdy śliczna Panna’, to nie wiedziałam, czy dam radę do końca, bo byłam taka wzruszona. To jest miejsce przepiękne i też bardzo dla mnie ważne. W chwilach cięższych w życiu moje myśli i serce tutaj wędrują zawsze w pierwszej kolejności” - dodaje artystka.

„Czas mamy bardzo trudny, czas pandemii, nie możemy się przemieszczać, ale musimy czuć obecność ludzi najbliższych - podkreśla Tomasz Szczepanik z zespołu Pectus - A jeżeli tak się zdarzy, że jedna czy kilka osób będą w tym dniu samotne, to poprzez ekran telewizora mają się takie nie czuć, bo my, ludzie sceny, którzy kochają śpiewać kolędy, będziemy się starali być w każdym domu właśnie ze śpiewem na ustach i z rozśpiewanymi sercami. Po to tu jesteśmy, żeby tę piękną polską tradycję podtrzymać. Ja osobiście uważam, że nasze polskie kolędy są najpiękniejsze na świecie, i wspólnie z moimi rodzonymi braćmi taki pierwiastek rodziny będziemy się starali też państwu poprzez ekran telewizorów przekazać”.

„Jasna Góra to miejsce szczególne. Nie jesteśmy tu pierwszy raz, dlatego tym bardziej z wielką pokorą, ale też z radością, z podniesionym czołem będziemy śpiewać dla państwa te kolędy. I mam wielką nadzieję, a właściwie jestem przekonany, że państwo również przed telewizorami, spożywając wieczerzę wigilijną z osobami najbliższymi, będziecie śpiewać z nami te kolędy, które dobrze znacie i lubicie, i poczujecie tę prawdziwą magię Świąt” - dodaje wokalista.

„To jest tak trudny czas dla wszystkich z nas, dla nas artystów również, kiedy nie mamy możliwości wychodzenia na scenę i możliwości spotkania się z Państwem, i pracy w ogóle, więc świadomość tego, że możesz wyjść i śpiewać, i cieszyć się tym, jest bardzo ważna. A przesłanie koncertu powinno być takie, że niezależnie, w jakim jesteśmy momencie swojego życia, powinniśmy być przy sobie blisko, być dobrzy dla siebie” - mówi wokalistka Olga Szomańska.

„Myślę, że ten koncert przede wszystkim powinien nieść nam wszystkim dużo radości, i mimo panującej sytuacji, trudnej dla nas wszystkich sprawiać, żeby te Święta były takie, jak co roku, rodzinne, w zdrowiu, szczęściu - podkreśla piosenkarka Kasia Cerekwicka - Cieszę się, że podczas koncertu będę mogła występować w takim miejscu i wielbić kolędami Pana w te Święta”.

„Myślę, że zawsze śpiewanie kolęd jest dla wszystkich nas jest wyjątkowym czasem. Mamy taką możność tylko raz w roku - zaznacza piosenkarka Kasia Moś - To jest niezwykły czas. Bardzo się cieszę, bo Jasna Góra to jest piękne, znaczące miejsce. Bardzo zachęcam wszystkich do zobaczenia tego koncertu, do posłuchania tych pięknych aranżacji”.

„Moim zdaniem przesłanie tego koncertu jest bardzo proste, ale to przesłanie dotyczy praktycznie każdego roku jeśli chodzi o święta Bożego Narodzenia, trzeba po prostu wybaczać, przebaczać, trzeba być blisko tych, których kochamy i w ogóle blisko ludzi, i wtedy te święta będą wyjątkowe i będą piękne. Pandemia nam na pewno w tym nie pomaga, ale to wszystko jest w naszych rękach, w naszym sercu jakie będą te święta, więc zbliżajmy się do tych, których kochamy, z którymi jesteśmy blisko, szanujmy się i te święta naprawdę powinny być wyjątkowe, może jeszcze bardziej wyjątkowe, niż kiedy było po prostu normalnie, zwyczajnie” - mówi lider zespołu Feel Piotr Kupicha.

„Koncerty kolędowe od wielu lat to są dla mnie dużo emocje, bo jestem ‘starą kolędniczką’. Śpiewam te piękne kolędy od 30. lat – opowiada piosenkarka Alicja Majewska – Ucieszyłam się na propozycję udziału w koncercie kolęd, zwłaszcza jak dowiedziałam się, że będzie się odbywał w Częstochowie, w miejscu kultowym, pięknym. Życzyłabym i sobie i nam wszystkim, żeby te najpiękniejsze w świecie kolędy polskie dodały nam otuchy i wiary na najbliższą przyszłość, że będzie dobrze, że będzie lepiej”.

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: Pielgrzymka Dziewic i Wdów Konsekrowanych

2020-12-05 19:57

[ TEMATY ]

Jasna Góra

dziewica konsekrowana

wdowy konsekrowane

bp Arkadiusz Okroj

Karol Porwich /Niedziela

O tym, że katolik nie może pozwolić narzucić sobie „narracji, która paraliżuje ewangelizację”, nie może dawać się ograbiać z nadziei a ma być promotorem potęgi dobra – mówił na Jasnej Górze bp Arkadiusz Okroj, który przewodniczył Mszy św. w ramach duchowej pielgrzymki dziewic i wdów konsekrowanych.

Bp Arkadiusz Okroj, nawiązując w homilii do protestów na polskich ulicach, zauważył, że żyjemy w świecie, w którym ludzie wystawieni są na niewyobrażalne pokusy i przeżywają potężny kryzys wiary. W sercach wielu jest „gruz, hałas, a światło łaski nie może się przebić”. Uwrażliwiał, by katolicy byli czujni i umieli odczytywać znaki czasu, zauważali działania złego ducha, który próbuje, szczególnie w ostatnim czasie, „narzucić narrację, która paraliżuje ewangelizację’. Szatan chce nam zamknąć usta. A wobec zła mnie można milczeć – apelował bp Okroj.

– Właśnie dlatego zuchwalstwo ateistyczne sięga już w naszej ojczyźnie niemal do naszego gardła, sądząc w swoim zuchwalstwie, że będziemy milczeć. Bo gdybyśmy coś mówili, ale my jesteśmy uprzejmi dla wszystkich nieprzyjaciół Boga. Jeszcze moglibyśmy być uprzejmi dla prawdziwych nieprzyjaciół Boga, ale tu idzie o zwykłych handlarzy niewiary, którzy z ateizmu urządzili sobie po prostu zwykły sposób życia, bytowania”. Przestrzegał, że bierność ludzi wierzących wobec zła rozbroiła już wiele katolickich krajów.

- Nie możemy wpisać się do grona ludzi, również ludzi Kościoła, którzy kontemplują zło, którzy dają się w ten sposób ograbiać z nadziei. Naszym powołaniem jest promocja tego, co buduje nasze człowieczeństwo: wolności wewnętrznej, wiary, dobra, które jest owocem pracy i życia ludzi wiary. Jesteśmy uczniami Chrystusa i o tym nie możemy zapominać. Uczeń Chrystusa to ten, który ewangelizuje, głosi o potędze dobra. To co się dzieje ma nas wybić z bierności - apelował hierarcha

Zwrócił uwagę, że i w Kościele jest wiele gruzu, brudu, lęku ludzi przestraszonych, ale to w Kościele jest światło, którym są tez dobrzy ludzie, którzy nie dali się zastraszyć, walczą o odgruzowanie serca swojego i innych, którzy wierzą w życie, podejmują inicjatywy „wobec których szatan jest bezradny i nie da się ich zakrzyczeć, obrzucić błotem wulgaryzmów”. Do takich promotorów dobra bp Okroj zaliczył osoby konsekrowane.

Wskazując na stan dziewic konsekrowanych, wdów i wdowców konsekrowanych podkreślił, ze „wbrew wszystkiemu zainteresowanie tą formą życia nie maleje, przeciwnie – wzrasta”.

Podkreślił ich świadectwo w codziennym życiu, kiedy podejmują szereg inicjatyw, które są adresowane do ludzi, którzy potrzebują wsparcia. - W czasach spektakularnej manifestacji zła bądźcie znakiem nadziei. Bądźcie promotorkami Dobrej Nowiny, promotorkami wartości ewangelicznych, czystości, wewnętrznej wolności. Niech Pani Jasnogórska nie przestaje was wspierać w życiu konsekrowanym, które realizujecie w świecie, w stanie dziewic i wdów. Dobrze, że jesteście w tych czasach pośród nas - mówił bp Okroj.

Dziewice i wdowy konsekrowane nie tworzą zgromadzeń, składają swoje śluby na ręce biskupa ordynariusza. Takie życie wybrało do tej pory w Polsce ponad 340 dziewic i 360 wdów.

Przed aktem konsekracji zarówno kandydatki do stanu dziewic i wdów konsekrowanych przechodzą odpowiednią formację, poznają istotę powołania, historię danego stanu oraz współczesnych wymagań Kościoła.

Dziewice i wdowy konsekrowane składają swoje śluby na ręce biskupa ordynariusza. Obrzęd konsekracji ma uroczysty i publiczny charakter.

Kobiety, które włączane są do grona dziewic konsekrowanych, przyjmują z rąk biskupa symbole: obrączkę - znak zaślubin z Chrystusem oraz brewiarz - narzędzie osobistego uświęcenia przez modlitwę.

Do stanu wdów może wejść ktoś, kto żył w sakramentalnym związku małżeńskim, który ustał z powodu śmierci współmałżonka. Znany ze starożytności wymóg jednego małżeństwa już nie obowiązuje. Nie ma też wyznaczonej dolnej granicy wieku, choć przyjmuje się, że nie może to być osoba zbyt młoda. Kandydat lub kandydatka musi cieszyć się dobrą opinią, wyrazić gotowość do zaangażowania – w miarę możliwości i predyspozycji – na rzecz parafii i diecezji oraz odbyć odpowiednie przygotowanie. Ostateczną decyzję podejmuje biskup lub delegowany przez niego kapłan. Musi on mieć moralną pewność, że wdowa wytrwa w życiu czystym i poświęconym Bogu.

Stan dziewic i wdów konsekrowanych w Kościele jest starszy od zgromadzeń zakonnych. Po wiekach przerwy Kościół powrócił do konsekracji dziewic w latach 60. ubiegłego stulecia dzięki papieżowi Pawłowi VI, a w 1994 r. w czasie Synodu Biskupów w Rzymie Jan Paweł II przypomniał o praktyce wdowieństwa konsekrowanego.

W 2018r. Stolica Apostolska wydała Instrukcję o dziewicach konsekrowanych „Ecclesia Sponsae Imago”. Jest to pierwszy tej rangi dokument na temat.

Obok dziewic i wdów konsekrowanych, w Polsce rozwija się też trzecia forma indywidualnego życia konsekrowanego – życie pustelnicze.

CZYTAJ DALEJ
NIE PRZEGAP
#NiezbednikAdwentowy

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję