Reklama

O. Koprowski: Jan Paweł II był i pozostał gigantem

2015-04-03 15:07

O. Andrzej Koprowski / Rzym / KAI

Podczas długiego i bardzo dynamicznego pontyfikatu Jana Pawła II widać było Giganta, jakim był i jakim pozostał - mówił o. Andrzej Koprowski SJ podczas wczorajszej, rzymskiej prezentacji polskiego wydania książki Włodzimierza Rędziocha: "Niezapomniany". Książka zawiera 22 wywiady z osobami z najbliższego otoczenia papieża Wojtyły, w tym unikatowy wywiad z papieżem seniorem Benedyktem XVI.

A oto tekst prezentacji o. Andrzeja Koprowskiego, dyrektora programowego Radia Watykańskiego:

Wywiady Włodzimierza Rędziocha pozwalają nie tylko odświeżyć pamięć pontyfikatu Karola Wojtyły, ale i „osadzić pontyfikat w szerszej dynamice życia Kościoła”, zrozumieć choć trochę to, co Pan Bóg chce zrobić poprzez kolejne pontyfikaty; zobaczyć jak Pontyfikat Jana Pawła II stał się znaczącym punktem w „drodze Kościoła” i jego misji we współczesnym świecie.

Odpowiada to zresztą optyce jaką miał Jan Paweł II. Ks. Kard. Stanisław Dziwisz zauważył to w swojej relacji, którą przytacza Rędzioch: Karol Wojtyła po śmierci Jana Pawła I zareagował: „Cały świat, cały Kościół zadaje sobie pytanie: dlaczego? Nie wiemy, jaki ma być sens tej śmierci dla Stolicy św. Piotra. Nie wiemy, co Chrystus chce przez to powiedzieć Kościołowi i światu”. Dodam od siebie: jesteśmy w czasie wielkich przemian w świecie, ale i „aktywności Jezusa Chrystusa”, który prowadzi swój Kościół. Podobne pytanie zadawaliśmy i zadajemy sobie odnośnie rezygnacji z urzędu Benedykta XVI...

Reklama

Wywiady W. Rędziocha odnotowują sporo takich punktów. Navarro Valls spotkał Jana Pawła II dzień po jego wyborze na papieża, w Poliklinice Gemelli u abp. Deskura.”Nie mówił wiele, ale jego gesty mówiły same za siebie. W oczy rzucała się jego młodzieńczość. Również spontaniczność i naturalność. Żadnych rytualnych gestów dostosowanych do okoliczności. Wszystko w nim było autentyczne, normalne. Intuicyjnie pojąłem, że z tym papieżem wszystko jest możliwe. Coś radykalnie nowego pojawiło się na szczytach hierarchii Kościoła. Przyszłość wydawała się być otwarta”.

Gian Franco Swidercoschi zauważa, że początek pontyfikatu Jana Pawła II przypadł na czas znaczących podziałów w Kościele po Vaticanum II. Pierwszą rzeczą, jaką papież uczynił było „zrelatywizowanie” tych wszystkich konfliktów i prowadzenie Kościoła w kierunku wielkiego zamierzenia ewangelizacji.

Ewangelizacja dotyczyła dwóch poziomów. Pierwszy był skierowany na zewnątrz, to znaczy ku ludziom nie znającym jeszcze Chrystusa, szczególnie na Wschodzie i w Azji. Ojciec św. uważał, że przyszłość Kościoła rozegra się właśnie w Azji. "Drugi poziom skierowany był do wewnątrz". To tak zwana „nowa ewangelizacja” – wiara Kościoła, w szczególności na Zachodzie, osłabła; dlatego należało na nowo ewangelizować Kościół od wewnątrz. Innym rozpoczętym przez Papieża procesem jest deklerykalizacja Kościoła. Uważam, zauważa Swidercoschi, że od czasów Soboru Trydenckiego nie było nigdy tak stanowczej próby deklerykalizacji Kościoła, to znaczy – zgodnie ze słowami Ojca Świętego – obalenia muru klerykalnej jednostronności, która uformowała się wraz z Soborem Trydenckim w odpowiedzi na protestancką reformację. Papież uczynił to, przywiązując coraz większą wagę do aspektów komunii, bardziej świeckich, bardziej charyzmatycznych w stosunku do aspektów hierarchicznych i instytucjonalnych.

Jest znaczące, że Papież senior, Benedykt XVI w swoim wywiadzie do książki podkreśla m. in. znaczenie encykliki "Redemptoris missio" Jana Pawła II i nieprzemijające znaczenie i zadanie Kościoła, szczególnie w odniesieniu do problematyki chrześcijaństwa w Azji. W tym kontekście łatwiej nam odczytać też sens akcentu, jakie obecny papież, Franciszek kładzie na sprawy Azji. Skomasowane wizyty apostolskie na tym kontynencie nie są przypadkowe. Istotne dla „uruchomienia” całego procesu Kościół – Azja – chrześcijaństwo było – jak to formułuje Sviderchowski – przekonanie Jana Pawła II, że „przyszłość Kościoła rozegra się w Azji”.

Ważny wątek podejmuje w swoim wywiadzie kard. Ruini – Jan Paweł II miał świadomość doniosłości Rzymu i jego uniwersalnego charakteru, odpowiadającego uniwersalnemu charakterowi pontyfikatu biskupa Rzymu. Podkreślał, że tytuł biskupa Rzymu stanowi fundament jego uniwersalnej roli. Uważał, że Kościół włoski nie zdaje sobie dostatecznie sprawy ze swego wielkiego bogactwa, ale i odpowiedzialności. W liście do biskupów włoskich podkreślał, że Włochom powierzone jest zadanie zachowania i podtrzymywania skarbu wiary i kultury, który został przekazany Rzymowi przez Apostołów Piotra i Pawła.

Kard. Ruini mówi o znaczeniu jakie Jan Paweł II wiązał z narodem jako wspólnotą kultury, w obrębie której wzrastają ludzie, rodziny, cywilizacje. Nigdy nie myślał, że pojęcie narodu stanie się przestarzałe i zostanie odrzucone. I znów patrząc z dzisiejszej perspektywy – zauważamy jak komplikuje się sytuacja, jak kolejni papieże muszą szukać nowych dróg dla realizacji misji Kościoła. Benedykt XVI i Franciszek mówią o narastającej dominacji skrajnego indywidualizmu, który rozbija tkankę społeczną. W czasie konferencji prasowej w samolocie z Rzymu do Portugalii Benedykt XVI przestrzegał, że odrzucając chrześcijaństwo Europa traci zdolność kontaktu z innymi kontynentami, które są wrażliwe na wymiar religijny ludzkiego istnienia. Franciszek rozmawiając z dziennikarzami w drodze powrotnej z Filipin mówił o panującej dziś nowej formie kolonizacji, „kolonizacji ideologicznej”, narzucaniu europejskich standardów społeczeństwom innych kultur, zwłaszcza w postaci tego, co skrótowo określa się jako ideologię gender.

Kard. S. Dziwisz zwraca uwagę na to, że „Jan Paweł II swoim świadectwem wiary, miłości i odwagi apostolskiej, pełnej ludzkiej wrażliwości, pomógł chrześcijanom na całym świecie, by nie lękali się być chrześcijanami, należeć do Kościoła, głosić Ewangelię”. Navarro Valls w swoim wywiadzie mówi o tym, co Jan Paweł II zrobił dla nawiązania przez Kościół wspólnego języka z młodzieżą, światem kultury, ze światem kobiet, dla ożywienia laikatu i ruchów kościelnych, w dziedzinie ekumenizmu, dialogu międzyreligijnego, zbliżenia do Żydów, dla relacji z islamem. Dzięki Janowi Pawłowi II Kościół odzyskał przestrzenie, które Kościół i chrześcijaństwo utraciło na przestrzeni wieków. Odzyskał obszary zajmowane przez lewicę; odzyskał intelektualistów z kręgów kultury laickiej, odzyskał młodych, którzy nie muszą się lękać wyznawania wiary. Uwaga Navarro Vallsa naprowadza na refleksję o dalszej ewolucji sytuacji świata, rozsypywania się tkanki społecznej, o kryzysie fundamentów od których zależy dynamika rozwoju społeczeństw. To daje szersze tło dla dostrzeżenia wysiłków obecnego pontyfikatu. Szpital polowy, sprzeciw wobec kultury obojętności i odrzucenia. Akcent na rolę rodziny i społeczeństwa w których jest miejsce i szacunek dla wszystkich, dla młodych i starych, dla dzieci i dla dziadków; a mechanizmy społeczne nie są zdominowane przez bożka w postaci pieniądza, nie wyrzucają poza margines.

Tom Wlodzimierza Rędziocha pokazuje nie tylko aktywność apostolską Jana Pawła II, ale i jego osobowość. Są one zresztą ściśle ze sobą powiązane. Benedykt XVI szczególne znaczenie przypisuje trzem, a właściwie czterem encyklikom Papieża Wojtyły. Doskonale odzwierciedlają one całą osobowość autora. "Redemptor hominis" – osobista synteza wiary chrześcijańskiej; encyklika o której mówił: tę było mi najłatwiej napisać, całą przywiozłem w głowie z Krakowa. Wyraża sposób myślenia, widzenia spraw świata polskiego Papieża. "Redemptoris missio" – jak mówi Benedykt XVI: nieprzemijające znaczenie i zadanie Kościoła; szczególnie problematyka chrześcijaństwa w Azji; relacje między dialogiem międzyreligijnym a zadaniem misyjnym Kościoła; Osoba Jezusa Chrystusa w centrum wszystkiego. "Veritatis splendor" – akcentuje Benedykt XVI – encyklika w linii Vaticanum II, „w przeciwieństwie do dawnej teologii moralnej, opartej głównie na zasadach prawa naturalnego, domaga się biblijnego oparcia katolickiej nauki moralnej na postaci Chrystusa i Jego Orędziu”. Wielkim zadaniem, jakie papież sobie wyznaczył w tej encyklice było znalezienie zarówno metafizycznego oparcia na antropologii, jak też na chrześcijańskiej konkretyzacji w nowym obrazie człowieka w Piśmie św.” I wreszcie "Evangelium Vitae" podstawowy temat całego pontyfikatu Jana Pawła II: nienaruszalna godność życia ludzkiego od momentu poczęcia.

Chrześcijaństwo nie jest „przybudówką”, ale istotnym punktem odniesienia, który formuje całość sposobu myślenia, widzenia spraw człowieka przez Papieża Wojtyłę. Zasygnalizowane przez Benedykta XVI 4 encykliki wyrażają to dobrze. Ale też osobowość człowieka wyraża się w szczegółach codziennego stylu życia. Książka ukazuje to obficie... Kilka przykładów: Stanisław Grygiel wspomina czasy i środowisko krakowskie. „Pietraszko i Wojtyła pokazali, że kultura polega na umiejętności uprawiania ziemi, na której rośnie człowiek, dojrzewa, aby zmartwychwstać” (Norwid). Że kultura to nie erudycja. Rodzi przyjaźń. Przyjaźń na zawsze. I to nie tylko między nimi i nami, ale także pomiędzy nami samymi. Odmawiając Kościołowi prawa do działalności publicznej, reżim paradoksalnie, zmusił Karola Wojtyłę do życia w relacjach li tylko osobowych. Ale właśnie dzięki tym przeszkodom utrwalały się nasze przyjaźnie, umacniało się nasze wzajemne zaufanie, objawiała się moc i piękno Kościoła”. Też już jako papież pozostał wobec ludzi bez „pontyfikalnej izolacji”. Niejako wchłaniał wiarę, nadzieję i miłość wszystkich tych, których Bóg powierzył jego duszpasterskiej trosce, a zarazem wyrażał i przekazywał Boże dary z mocą właściwą jego Piotrowej wierze, nadziei i miłości. Nie rzucał na nikogo anatem. On po prostu wyznawał wiarę Kościoła i spokojnie oczekiwał na tych, którzy od niej odeszli; oczekiwał w nadziei, że oni z nim i on z nimi dojrzeją do spotkania Boga.

Ciekawostkę przekazał w swoim wywiadzie Biskup Javier Echevarria Rodriguez. W 1971 r. biskup Wojtyła był zaproszony na konferencję kard. Józefa Hoffnera, zorganizowaną przez Opus Dei. Poprosili go o wywiad. Arcybiskup krakowski zanotował pytania i po kilku tygodniach przysłał odpowiedzi napisane ręcznie na 31 stronach.

Benedykt XVI swoim wspomnieniem pozwala zobaczyć drobne mechanizmy działania Kurii Watykańskiej. Jako prefekt Kongregacji Doktryny Wiary w piątek spotykał Jana Pawła II na audiencji do rozstrzygnięcia aktualnych problemów. Dotyczyły nauki wiary, kwestii dyscyplinarnych - przeniesienia do stanu świeckiego; „przywileju Pawłowego” małżeństw, gdy jedna strona nie jest chrześcijańska, przygotowywany był Katechizm Kościoła Katolickiego. Ojciec św. dostawał wcześniej dokumentację, więc znał wchodzące w grę kwestie. W tych audiencjach uczestniczyli specjaliści różnych dziedzin, były ciekawe rozmowy. Tu dodam od siebie, kiedyś kardynał Ryłko mi opowiadał, że przez pewien czas stenografował te spotkania i kilka razy, jak już wychodzili, Jan Paweł II mu mówił: musimy wrócić do tego tematu, z twarzy kardynała Ratzingera widziałem, że nie był we wszystkim przekonany. Benedykt XVI wspomina też „obiady robocze” – aspekty Kodeksu Prawa Kanonicznego, tematy Ameryki Łacińskiej, konieczność reform, autentyczna miłość do ubogich, ale bez wdepnięcia w ideologię marksizmu; dialog międzykulturowy – spotkanie z Komisjami dotyczącymi Wiary z krajów azjatyckich. Temat pozostanie kluczowy na dłuższy czas!

A propos „obiadów roboczych” znaczące jest wspomnienie Navarro Vallsa. Jan Paweł II wiedział, że Navarro Valls był przewodniczącym korespondentów zagranicznych we Włoszech. Zaprosił go na obiad. „Od razu zaproponował temat rozmowy. Oczekiwał sugestii na temat metod zarządzania komunikacją społeczną Stolicy Apostolskiej, aby uczynić jasne i wyraziste ludzkie i chrześcijańskie przesłanie w przesyconej informacjami przestrzeni publicznej”. Navarro Valls zauważa, że Jan Paweł II był człowiekiem wesołym. Miał olbrzymie poczucie humoru. Sprawiał wrażenie człowieka, który łatwo i chętnie się uśmiechał. Z upływem lat, ze względu na zesztywnienie mięśni wywołane chorobą Parkinsona, uśmiech ten zniknął z jego twarzy, jednak promieniowała radość. Papież nie był jedynie człowiekiem o optymistycznym nastawieniu, ale naprawdę pełnym radości. Radość była w nim nie tylko stanem emocjonalnym, lecz głęboko zakorzenionym przekonaniem.

Ks. Prałat Ptasznik wspomina, jak w pewnym okresie pomagał Janowi Pawłowi II notując to, co papież chciał przekazać. Dyktował. Cytował z pamięci fragmenty biblijne, dokumenty Soboru Watykańskiego II, a czasem i teksty Ojców Kościoła, innych autorów. Dyktował pełnymi zdaniami, według przemyślanego planu, z pełną świadomością tego, co che przekazać....

We wspomnieniu prałata Pawła istotne jest też to, co mówi o modlitwie Jana Pawła II. Modlitwa była konkretna. Każdego dnia otrzymywał wiele próśb przysyłanych z całego świata. Polecił nam, żeby mu je przekazywać, wspomina prałat Paweł. Sporządzaliśmy codziennie spis intencji i załączaliśmy do niego listy. Trzymał je w swojej kaplicy, na klęczniku, przeglądał i modlił się. Geografia modlitwy, obejmowała Kościół na wszystkich kontynentach. Potem przychodziły podziękowania – od chorych, którzy zostali uzdrowieni; od połączonych na nowo małżeństw, które przetrwały kryzys; od rodziców, którzy po latach oczekiwania cieszyli się narodzinami dziecka... Kiedyś zobaczyłem obok klęcznika strony polskiego wydania Osservatore Romano, na których wymieniono wszystkich przełożonych poszczególnych dykasterii Kurii Rzymskiej oraz pracujących w niej Polaków. Zrozumiałem wtedy, że Papież modli się na swoich współpracowników, za mnie też. Wspominam to ze wzruszeniem, mówi ks. Ptasznik.

Chcę zakończyć prezentację tomu "Niezpomniany" akcentem tyczącym świętości. Włodzimierz Rędzioch zapytał Benedykta XVI o motyw przyspieszenia procesu beatyfikacji, bez upływu 5 lat od śmierci. Odpowiedź była zwięzła - przez lata wspólnej pracy było dla mnie oczywiste, że Jan Paweł II był święty: głębokie odniesienie do Boga, trwanie w ścisłej wspólnocie z Panem rzutowało na odwagę, z jaką pełnił swoje zadanie w naprawdę ciężkim czasie. Nie szukał poklasku, nie rozglądał się dokoła, jak są przyjmowane jego decyzje. W swym działaniu opierał się na wierze i przemyśleniach, gotów przyjmować na siebie także różne ciosy. Odwaga kierowania się prawdą stanowi pierwszoplanowe kryterium świętości.

Nadzwyczajna dobroć i wyrozumiałość Jana Pawła. Inny element świętości to zaangażowanie duszpasterskie za wszystkich sił. Mówi o tym w swoim wywiadzie i kardynał Amato, podkreślając, że Jan Paweł dzięki wierze był przekonany o tryumfie dobra nad złem. Ważne są i dwa świadectwa cudownie uzdrowionych.

Siostra Marie Simon Pierre Normand. Najstarsza z 5 dzieci. Powołanie zakonne ze środowiska zlaicyzowanej północnej Francji. Wybór zgromadzenia zakonnego Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego podyktowany pragnieniem służenia Jezusowi Chrystusowi w służbie rodzinie, życiu, obronie życia. Fakt, że Polak został wybrany papieżem nie zrobił na niej żadnego wrażenia. „Od kiedy dowiedziałam się o mojej chorobie, z trudem patrzyłam na Jana Pawła II w TV. Jego obraz przypominał mi moją chorobę. Podziwiałam jego pokorę, siłę, odwagę. Jego świadectwo całkowitego oddania bardzo wzmocniło mnie w wierze i w mojej walce z cierpieniem. Była to codzienna walka. Jedynym moim pragnieniem było przeżyć je z wiarą i przyjąć wolę Bożą z miłością.... Wieczorem 2 kwietnia 2005 cała wspólnota sióstr oglądała na żywo transmisję TV z czuwania modlitewnego na Placu św. Piotra. Tak dowiedziałam się o śmierci Jana Pawła. W tamtej chwili wszystko się we mnie zawaliło. Straciłam przyjaciela, najdroższą osobę, która mnie rozumiała i dodawała mi siły, by iść naprzód. W następnych dniach, do 8 kwietnia, dnia papieskiego pogrzebu, czułam wewnętrzną pustkę, ale wciąż byłam pewna, że on jest obecny. Siostry podjęły nowennę o uzdrowienie za przyczyną umierającego Papieża. Nastąpiło cudowne uzdrowienie.

I drugie cudowne uzdrowienie Floribeth Mora Diaz z Kostaryki. Rędzioch pyta: jak panią przedstawić? Proszę mnie przedstawić jako zwykłą kobietę. Jestem tym, kim byłam. Moja wewnętrzna przemiana dotyczy relacji z Bogiem, któremu po moim uzdrowieniu pragnę służyć we wszystkim co mnie spotyka. Krótko mówiąc, jestem tą samą osobą, ale bardziej wypełnioną Bogiem.

Ks. Sławomir Oder zauważa: moje biuro nadal pozostaje punktem odniesienia dla czcicieli Jana Pawła II. Nadal otrzymujemy liczną korespondencję ze świadectwami łask otrzymanych przez Jego wstawiennictwo, z prośbami o modlitwę przy Jego grobie. Z różnych stron świata płyną prośby biskupów o relikwie, które odbierają cześć wiernych w kościołach parafialnych, katedrach, klasztorach czy sanktuariach Jemu poświęconych. ... Są one znakiem łączności z następcą Piotra i całym Kościołem katolickim. Myślę, że prezentację tomu można zakończyć odpowiedzią Navarro Vallsa na pytanie: jaki Kościół pozostał po odejściu Jana Pawła II: Kościół większej nadziei. Kościół, w którym więcej ludzi widzi w Bogu bardziej Ojca, bliższego, mniej enigmatycznego. Kościół odważniejszy, ponieważ ufa Bogu. Kościół, w którym ludzie młodzi nie tylko słuchają, ale są także słuchani i mogą nauczyć czegoś dorosłych. Kościół pokorniejszy, a jednocześnie bardziej śmiały. Kościół, w którym nie brakuje problemów, ale problemy te potrafi on dostrzec, nazwać, a więc znaleźć sposób ich rozwiązania.

Tagi:
Jan Paweł II

Reklama

Prof. Vaněk: Jan Paweł II ważny również dla Czechów

2019-12-12 17:21

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Rzym (KAI)

Nie tylko dla Polaków Jan Paweł II odegrał kluczową rolę w obaleniu komunizmu. Podobnie był on postrzegany również w ówczesnej Czechosłowacji. Wskazuje na to prof. Miroslav Vaněk, który w Czeskiej Akademii Nauk jest dyrektorem instytutu historii współczesnej. Wziął on udział w rzymskiej konferencji z okazji 30-lecia aksamitnej rewolucji.

Vatican News
Prof. Vaněk

Podkreśla on, że coraz częściej Czesi powracają do tego wydarzenia i postrzegają je jako swoisty ideał. Przez ostatnich 30 lat ludzie się w Czechach wzbogacili, wiedzą, że ich kraj się rozwinął, ale nie są dzięki temu bardziej szczęśliwi, zadowoleni z życia. Dlatego chętnie powracają w pamięci do aksamitnej rewolucji, do panującego wówczas braterstwa i jedności. W tamtych wydarzeniach szukają orientacji na przyszłość. Ważne jest również to, że w tamtych chwilach kluczową rolę odgrywał Jan Paweł II.

„Rola Jana Pawła II była ogromna. Jego wpływ wykraczał poza granice Polski, a także Europy Wschodniej i Środkowej. Nie można go oczywiście postrzegać w oderwaniu od innych czynników zarówno w polityce międzynarodowej, jak i na szczeblu lokalnym w Czechosłowacji, NRD czy Polsce. One też odegrały swoja rolę i bez nich wszystko to byłoby niemożliwe. Jednakże znaczenie Jana Pawła II w tych wydarzeniach daleko wykracza ponad to wszystko – powiedział Radiu Watykańskiemu prof. Vaněk. – Wczoraj po raz pierwszy w życiu miałem okazję być w Watykanie. I kiedy przechodziłem obok grobu Jana Pawła II, musiałem się zatrzymać. Miałem takie wewnętrzne poczucie, że powinienem tu za coś podziękować, bo i dla mnie było to bardzo ważne. W ówczesnej Czechosłowacji Jan Paweł II wpłynął na postawę wielu ludzi. Pamiętajmy, że tuż przed aksamitną rewolucją była przecież kanonizacja św. Agnieszki, w czym bezpośrednio przejawiała się papieska działalność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tymoteusz Szydło złożył prośbę do papieża o przeniesienie do stanu świeckiego

2019-12-11 07:16

dg / Warszawa (KAI)

- Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia - napisał Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przesłanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego z Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

diecezja.bielsko.pl

Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przekazanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego, napisał, że do publikacji czuje się zmuszony przez krzywdzące spekulacje, towarzyszące dopuszczalnej przez prawo kanoniczne zgodzie biskupa bielsko-żywieckiego na to, by udał się na urlop. "W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem" - wyjaśnia T. Szydło.

– W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama – napisał w oświadczeniu.

Przyznaje, że w kontaktach z mediami popełniał błędy, zwłaszcza nie sprzeciwiając się próbom kojarzenia go z konkretną opcją polityczną i dając się uwikłać w wydarzenia sprzyjające takim opiniom.

– Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji - wyjaśnia, prosząc media o uszanowanie prywatności i zaprzestanie publikacji jego temat.

Przeprosił także osoby, które czują się zawiedzione jego decyzją, "zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni".

– Mam nadzieję, że to oświadczenie ostatecznie przetnie wszelkie spekulacje oraz plotki na temat mojego klienta i pozwoli mu dalej normalnie żyć - powiedział w rozmowie z KAI adwokat Maciej Zaborowski, pełnomocnik Tymoteusza Szydło.

Oświadczenie dotyczące prośby o przeniesienie do stanu świeckiego

Wobec narastających spekulacji dotyczących mojego urlopu, na który otrzymałem zgodę od biskupa bielsko-żywieckiego, czuję się zmuszony zabrać głos. Chciałbym przeciąć w ten sposób krzywdzące spekulacje, które poza mną dotykają przede wszystkim moich bliskich a także osoby postronne. W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem.

Biskup bielsko-żywiecki przyjął prośbę o urlop, co jest dopuszczalne w ramach prawa kanonicznego. W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama. Oczywiście dziś zdaję sobie sprawę, że sam także popełniłem szereg błędów w kontaktach z mediami, zwłaszcza tuż po święceniach, kiedy nie oponowałem, gdy próbowano skojarzyć mnie z określoną opcją polityczną. Nigdy nie było to moim celem ani ambicją, jednak zabrakło mi siły woli, by zaprotestować przeciwko publikacjom na mój temat. Co gorsza, dałem się uwikłać w wydarzenia, które mogły zostać błędnie odczytane jako udzielenie poparcia politycznego. Przez następne lata mojej posługi unikałem mediów i protestowałem prywatną drogą przeciw publikacjom na mój temat.

Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji.

Żałuję, że moja historia potoczyła się w ten sposób, ale mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się poukładać życie na nowo. W tym miejscu mogę jedynie prosić media o uszanowanie mojej prywatności i zaprzestanie publikacji na mój temat. Zdaję sobie sprawę, że moja decyzja jest bolesna dla wielu osób, ale nie mogę postąpić inaczej. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem, zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni.

Tymoteusz Szydło

Bielsko-Biała, 10.12.2019

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Adwentowa rozmowa z Maryją

2019-12-15 21:52

Agnieszka Bugała

pixabay

Myjemy okna, układamy rzeczy na półkach. Zamówiłyśmy pranie dywanów, może nowe zasłony? Wydatki zaplanowane, albo też nie, bo pensja jest tak malutka, że z góry wiadomo, iż nie na wszystko, co potrzebne wystarczy. No właśnie, kompleksy pustych portfeli, nie do końca suto zastawionych stołów i nie najdroższych prezentów wpychają się do naszych głów. I zaczynamy szukać rozwiązań: a może kredyt?

Zanim zaczniemy pożyczać, spróbujmy, choć może zabrzmi to bardzo mistycznie i nierealnie, usiąść z kartką papieru przed Maryją. Możemy zapalić świecę i w milczeniu, z sercem ściśniętym od braków, zaryzykować, że Ona zrozumie: dwie kobiety przy stole. Wyjmijmy nasz pusty portfel, długą listę zakupów i spytajmy Ją w zaufaniu, zawierzeniu i bezradności kobiety, co zrobić, skoro z próżnego to i Salomon...

Znam kobietę, która tak właśnie robi. Ona i jej bliscy znają też smak wigilii, gdzie na stole z 12 obowiązkowych dań było tylko jedno – w naszych czasach, nie wojennej zawieruchy. Jednak to jej zawierzenie i siadanie z Maryją do przygotowania świąt sprawia, że bieda nie podzieliła domowników, nie zasiała w sercach poczucia, że są gorsi. Byli razem. Byli blisko przy jednej zupie grzybowej i opłatku. I tak jest do dziś, choć ich materialna sytuacja nieco się poprawiła.

Może się zdarzyć, że zabraknie na wszystko. I usiądziemy skołowane, przerażone, bo jednak święta. Może się zdarzyć, że mąż, który zagląda do kieliszka zabierze i tę małą sumę, która miała wystarczyć. Czy wtedy Pan Jezus też przyjdzie?

Planowanie z Maryją – spróbujmy. Może się wtedy okaże, że nie potrzebujemy aż tak wiele? A jeśli dla nas wystarczy, to innym uda się pomóc? Warto, aby na liście prezentów – świątecznych podarunków, znalazła się blacha ciasta, np. dla ludzi w schronisku dla bezdomnych. Sprawdźmy, jest jeszcze na to czas, może przyda się tam nasza pomoc?

Boże Narodzenie, do którego się przygotowujemy, to chwila w dziejach świata, w którym Miłość zaryzykowała wszystko i oddała się ludziom. Trzeba, aby i nasza mała zdolność kochania ryzykowała wyznanie tej miłości innym ludziom. Zanim postawimy na stole pusty talerz – symbol otwartości na nieznanego wędrowca, poszukajmy potrzebujących. Bo symbol jeszcze nikogo nie nakarmił, nikomu nie pomógł, a do drzwi w wigilijny wieczór chyba nikt już znienacka nie puka, bo strach przed tym, że nikt nie otworzy jest zbyt wielki, aby go unieść tego wieczoru.

Usiądźmy z Maryją, Niepokalanie Poczętą. Ona najlepiej wie, jak czekać na Syna i jak Go powitać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem