Reklama

Historia

Pamięć o zbrodniach hitlerowskich nie może zaginąć - uroczystości w byłym KL Dachau

Z udziałem ok. 1,5 tys. osób, wśród których byli więźniowie z całej Europy obchodzono dzisiaj uroczystości z okazji 70. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego KL Dachau. Politycy i przedstawiciele Kościołów Niemiec zaapelowali do przyszłych pokoleń o zachowanie i przekazywanie pamięci o zbrodniach systemu nazistowskiego w ich kraju.

[ TEMATY ]

obozy

© wulwais/fotolia

Uroczystości odbyły się pod patronatem Międzynarodowego Komitetu Dachau i Fundacji Bawarskich Miejsc Pamięci.

"To właśnie młodzi ludzie szukają odpowiedzi na pytanie, jak mogło być możliwe pogwałcenie cywilizacji przez Holokaust" - powiedziała kanclerz Niemiec Angela Merkel. Zwróciła się do obecnych na uroczystości byłych więźniów Dachau. "To wielkie szczęście, że ludzie tacy jak Wy są gotowi opowiadać nam historię swego życia” - powiedziała Merkel. Dodała, że wielkie cierpienia więźniów obozów koncentracyjnych przekraczają granice wyobraźni, a Niemcom nie wolno nigdy zamykać oczu na przeszłość. "Walka przeciw marginalizacji przeszłości jest sprawą państwa i społeczeństwa. Jesteśmy to winni tym, którzy przeżyli i nam wszystkim” - zaapelowała kanclerz Niemiec.

Natomiast kard. Reinhard Marx, przewodniczący Konferencji Biskupów Niemiec podkreślił, że pamięć o zbrodniach hitlerowskich i o wyzwalaniu obozów koncentracyjnych jest ważna dla Europy i dla odbudowy humanistycznej cywilizacji". K

Reklama

ardynał podziękował osobom, które przeżyły obóz, świadkom okrucieństw sprzed 70 lat. "Wiele z tych osób potrzebowało wielu latach, aby znaleźć w sobie tyle sił i mówić o cierpieniach, jakie zgotowano im w KL Dachau" - powiedział arcybiskup Monachium i Fryzyngi.

Przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech, Josef Schuster zwracając się do młodych pokoleń powiedział: „Wprawdzie wy nie ponosicie winy, ale ponosicie odpowiedzialność”. Zaapelował, aby uczniowie szkół licealnych mieli obowiązek odwiedzenia miejsca pamięci obozu koncentracyjnego KL Dachau. Zwrócił się z tym do władz Bawarii, które ostatnio sceptycznie odniosły się do takiej propozycji. Według Schustera, „tylko ten, kto odwiedzi autentyczne miejsca, będzie miał pojęcie, co tam się wydarzyło”.

Natomiast były więzień KL Dachau i przewodniczący komitetu byłych więźniów KL Dachau, Max Mannheimer uważa, że z obchodów 70. rocznicy wyzwolenia musi zrodzić się odpowiedzialna świadomość i odważne działania przeciwko wszelkim niesprawiedliwościom. „Ludzi nie wolno prześladować za sposób życia, rasę, wiarę, czy inny kolor skóry" - podkreślił 95-letni Mannheimer.

Reklama

Podczas uroczystości nie zabrakło też słów krytyki odnośnie do niemieckich „form kultury pamięci” w Niemczech. Sceptycznie do niemieckiej „kultury pamięci” odniosła się przewodnicząca wspólnoty wyznaniowej żydowskiej w Monachium. „Mamy problem” – powiedziała Charlotte Knobloch. Jej zdaniem nie da się już słuchać słów: `Nigdy więcej!` "W rzeczywistości bowiem społeczeństwo niemieckie jest bardziej dalekie niż myślimy od przemyśleń i nauk o przeszłości, a społeczność żydowska jest co pewien czas szorstko traktowana" - powiedziała.

Przyznał jej rację dyrektor "Fundacji bawarskich miejsc pamięci" Karl Freller. Jego zdaniem społeczeństwo niemieckie powinno więcej uczynić przeciwko antysemickim demonstracjom, jakie miały miejsce w ub. roku np. w związku z konfliktem izraelsko-palestyńskim w Strefie Gazy.

W ramach dzisiejszych obchodów w kaplicy Najświętszej Krwi Chrystusa w przyobozowym Karmelu odprawiono nabożeństwo ekumeniczne w intencji pomordowanych. Przewodniczyli mu kard. Marx, bp Ulrich Fischer z Rady Kościołów Ewangelickich Niemiec i przewodniczący Prawosławnej Konferencji Biskupów Niemiec, metropolita Augoustyna (Labardakisa). Wcześniej, w kaplicy arcybiskup Monachium i Fryzyngi odprawił Mszę św.

Na zakończenie nabożeństwa przedstawiciele Kościołów udali się na miejsca pamięci upamiętniające ofiary żydowskie, potem pod byłe krematorium i na plac apelowy.

Przedstawiciele Kościołów, delegacje świata polityki i życia społecznego złożyli wieńce pod międzynarodowym pomnikiem upamiętniającym ofiary obozu KL Dachau.

W uroczystości wzięło udział także sześciu żołnierzy amerykańskich, którzy byli pierwszymi naocznymi świadkami zbrodni dokonanych w KL Dachau.

Uroczystości 70. rocznicy wyzwolenia KL Dachau rozpoczęły się 29 kwietnia. Uczestniczyło w nich około tysiąca osób z Polski i Niemiec, w tym 40 polskich biskupów, księża i klerycy. W kaplicy „Śmiertelnego Lęku Chrystusa“ Mszy św. koncelebrowanej przewodniczyli przewodniczący episkopatów Polski i Niemiec: abp Stanisław Gądecki, i kardynał Reinhard Marx, arcybiskup Monachium i Fryzyngi. Po Eucharystii zostały złożone wieńce i kwiaty pod tablicą upamiętniającą martyrologię polskiego duchowieństwa w Dachau. Po południu abp Gądecki i kard. Marx w katedrze we Fryzyndze przewodniczyli nabożeństwu z modlitwą o pokój i pojednanie.

Obóz koncentracyjny Dachau był jednym z pierwszych obozów hitlerowskich i jako jedyny istniał przez cały 12-letni okres panowania reżimu. Założony 22 marca 1933 roku w opuszczonej fabryce amunicji na obrzeżach miasta Dachau nieopodal Monachium był pierwszym niemieckim obozem koncentracyjnym dla izolowania politycznych przeciwników reżimu, duchownych i Żydów. Miał służyć jako wzór dla kolejnych obozów oraz jako „szkoła przemocy”. W ciągu 12 lat jego istnienia w Dachau i obozach „filialnych” więziono ponad 200 tys. ludzi z 40 krajów okupowanych przez Niemcy. Zamordowanych zostało 148 802 więźniów (w tym około 28 tys. Polaków i 13 tys. Żydów. Obóz wyzwoliły wojska amerykańskie 29 kwietnia 1945 roku.

KL Dachau pełnił funkcję głównego obozu dla duchownych z Kościołów chrześcijańskich (katolickich, protestanckich i prawosławnych). Według szacunków Kościoła katolickiego do Dachau zostało zesłanych ok. 3 tys. (w tym 1780 z Polski) zakonników, diakonów, księży i biskupów katolickich. Niemcy zamordowali ogółem 1 034 duchownych, w tym 868 Polaków, z czego 747 kapłanów diecezjalnych, 110 zakonników i 9 duchownych innych wyznań.

Poza duchownymi z Polski więźniami Dachau było m.in. 333 księży niemieckich, 169 francuskich, 159 czeskich i 110 austriackich. Niektórzy z nich po wojnie zostali wyniesieni do chwały ołtarzy. Tych, którzy przeżyli - ok. 67 tys. osób - wyzwoliły 29 kwietnia 1945 r. wojska amerykańskie.

Miejsce pamięci w Dachau odwiedza rocznie 800 tys. osób.

2015-05-03 21:12

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

M. Marynowycz: Jak więźniowie Gułagu pisali listy do Papieża

2020-05-11 19:12

[ TEMATY ]

list

obozy

św. Jan Paweł II

więźniowie

Adam Bujak, Arturo Mari/Biały Kruk

Nic bardziej nie skłania do refleksji nad odwiecznymi prawdami niż cmentarze i więzienie. Autor tego artykułu - Myrosław Marynowycz z Ukrainy - siedział w więzieniu w latach 1977-87 i zrozumiał tę prawdę na podstawie własnych doświadczeń obozowych. Dedykuje poniższe wspomnienia współwięźniom, którzy własnym życiem musieli zapłacić za wolność ducha.

W więzieniach czasów Breżniewa skazani nie mieli żadnych formalnych możliwości prowadzenia życia religijnego. „Praktykowanie kultu religijnego” było surowo zakazane. Nie wolno było posiadać Biblii (mój osiemnastodniowy strajk głodowy o prawo do otrzymania Biblii do niczego nie doprowadził). Konfiskowano nawet listy, zawierające wersety biblijne. Owszem, w wyniku specjalnej umowy zawartej między ZSRR a Izraelem, więźniom-wyznawcom judaizmu zezwolono na posiadanie Starego Testamentu, ale wyłącznie w języku hebrajskim. Tym wszystkim, którzy nie znali tego języka, musiała wystarczać lektura książki „Zabawne Ewangelie”, napisanej z pozycji wojującego ateizmu, w której pojawiały się czasem cytaty z prawdziwej Ewangelii.

Więźniom często zakazywano noszenia krzyżyków; ja zdołałem zachować prawo do noszenia krzyżyka, ale dzięki strajkowi głodowemu. A na widok krzyżyka na ciele ciężko chorego więźnia Wiktora Niekipiełowa lekarz obozowy z oburzeniem odmówił leczenia. „Niech On [Jezus] cię leczy, a nie ja!”. Jednym słowem, więźniowie sowieccy byli dobrze chronieni od uzależnienia się od narkotyku „opium dla mas”, za jaki Marks uważał religię.

Niemniej jednak życie religijne wielu więźniów potrafiło być niezwykle intensywne. Ku ogromnemu rozczarowaniu strażników Gułagu i mimo obozowych okólników, Duch Święty wkraczał tam, gdzie uważał za właściwe. Było wielu więźniów, którzy wcześniej, w świecie zewnętrznym byli obojętni religijnie, a odnaleźli swoją wiarę w obozach. Brak zwykłego rytuału religijnego często jedynie potęgował chłonność i otwartość na głęboką świadomość Boga. W podobny sposób utrata wzroku często wyostrza pozostałe cztery zmysły. Niemożność oddawania czci Bogu w Jego świątyni zmuszała w ten sposób więźnia do uczynienia świątynią jego własnej, dojrzałej w cierpieniu duszy. Zamiast pieśni liturgicznych cierpienie w jego sercu „śpiewało” swoje własne psalmy. A spożywanie obozowego gorzkiego chleba i picie wody stawało się misterium liturgicznym, które przemieniało dusze ludzkie i prowadziło przez komunię do życia w Chrystusie.

Jednakowoż taki „narodzony do nowego życia” chrześcijanin niezwłocznie musiał stawić czoła trudnemu egzaminowi. Co oznacza dla więźnia „nadstawić drugi policzek”? Jak ma on „kochać swoich wrogów”, jeśli wrogowie ci są cynicznymi i bezwzględnymi strażnikami? Nie ma w istocie lepszego miejsca dla sprawdzianu odczuć chrześcijańskich niż obozy! Tam nie ukryjesz się przed wzrokiem Pana za innymi parafianami. W obozie nie uzyskasz podpowiedzi od księdza, co masz robić (a przynajmniej tak zasadniczo było w Gułagu). Tam stoisz sam przed Bogiem – jak jakaś drżąca mrówka na ludzkiej dłoni – i nie ma ucieczki od tego egzaminu. Jakże błogosławione jednak były dni tego więźnia, który pomyślnie zdał taki egzamin!

Obozy nauczyły mnie patrzeć zupełnie inaczej na dobrze znane osiem błogosławieństw z Ewangelii św. Mateusza: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości…” – obecnie rozumiem, jak dokładne i żywotnie ważne są te słowa! Świadomość, że nie jesteś winien żadnej zbrodni, że jesteś karany wyłącznie za prawdę, uświęca każdy twój dzień życia w obozie pracy, usprawiedliwia go i napełnia istotnym znaczeniem, nawet jeśli w tym dniu nie dokonałeś niczego szczególnie ważnego. Uczucie to uwzniośla, staje się podporą, której znaczenie zaczynasz rozumieć, gdy już po opuszczeniu obozu musisz zasłużyć sobie na swój chleb codzienny, usprawiedliwić własne istnienie przez dokonywanie dobrych uczynków. Dopiero wtedy uświadamiasz sobie, jak błogosławione były twoje lata w obozie pracy!

Dla wielu więźniów pierwszy bodziec w kierunku wiary pochodził z ich odmowy akceptacji jakichkolwiek elementów doktryny komunistycznej i ze swego rodzaju psychologicznego odrzucenia wszystkich jej założeń. Złamało to pierwsze bariery ateizmu.

A wtedy, gdy podstawowe argumenty ateistycznego sceptycyzmu zostały podkopane, łaska Boża rozpoczynała swoją cichą pracę. Do innych (mniejszych) grup więźniów Bóg przyszedł nagle, w jednym potężnym ruchu, który bez dużej przesady można nazwać aktem Bożego objawienia. To była ta nagła przemiana duszy, której ja również doświadczyłem. Chociaż jest praktycznie niemożliwe, aby oddać ten stan słowami, skutek jest niewątpliwy. Stajesz się inną osobą i wszystko, co wcześniej wydawało ci się w religii śmieszne, zostaje nasycone głębokim znaczeniem, podczas gdy twoje poprzednie, zdawałoby się, mocne podpory ideologiczne, jako już bezsilne, rozpadają się w pył.

Obozy umożliwiły mi uzyskanie poczucia głębokiej jedności chrześcijan i nauczyły mnie swego rodzaju obozowego ekumenizmu.

Istniały ku temu czysto praktyczne przesłanki. Łatwiej było mianowicie prześladować podzielonych chrześcijan, natomiast chrześcijanie duchowo zjednoczeni stanowili potężną siłę. Dlatego też w moim obozie – Kuczino w Rosji – wszyscy chrześcijanie obchodzili dwukrotnie święta Bożego Narodzenia i Wielkanocne: zgodnie z kalendarzami zachodnim (gregoriańskim) i wschodnim (juliańskim). Stawiając czoła siłom wyraźnie antychrześcijańskim, chrześcijanie wszystkich obrządków stali się źródłem wzajemnego wsparcia. Duch jedności w Chrystusie pokonał literę różnych doktryn, zwłaszcza rozumianych dogmatycznie.

Była to tak zintegrowana rodzina chrześcijańska, że grupa więźniów politycznych zebrała się w tamte pamiętne Święta Wielkanocne roku 1980 (według kalendarza juliańskiego), aby świętować w skromnych obozowych warunkach to wielkie święto religijne. Co jednak dla więźniów było dniem świętym, dla administracji obozu było stanem wyjątkowym. Władze obozu ostrzegły nas, że zostaniemy ukarani, jeśli będziemy świętować Wielkanoc. Oczywiście, przestroga nie odniosła skutku i modliliśmy się wspólnie, a następnie rozpoczęliśmy ceremonię picia obozowej herbaty. Nie dane nam było jednak skończyć: praktycznie wszyscy „naruszający obozowy reżim” zostali umieszczeni w karcerze lub w celach karnych na 15 dni.

No tak, znoszenie cierpień w imię Chrystusa jest zawsze zaszczytem dla chrześcijan i znosiliśmy swoją karę z czystą duszą. Ale niemal natychmiast przyszło nam do głowy, że powinniśmy również poinformować chrześcijan na świecie o tym wydarzeniu.

Po raz pierwszy nasz apel skierowaliśmy do Ojca Świętego Jana Pawła II. Jego wybór na papieża przyjęto w sowieckich politycznych obozach pracy z ogromnym entuzjazmem. Intuicyjnie wszyscy czuliśmy, że postać tę zesłała nam Bożą Opatrzność w celu duchowego zwycięstwa nad złem komunizmu.

Z tego powodu autorytet Jana Pawła II był wyjątkowo wysoki. Większość przywódców religijnych w byłym Związku Radzieckim nie wzbudzała zaufania, jako że każdy z nich w jakiś sposób uległ bezbożnemu reżimowi. W tym gronie do pewnego stopnia wyróżniał się zwierzchnik Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego katolikos Wazgen, postanowiliśmy więc (wśród nas byli także Ormianie), że swój apel skierujemy również do niego.

Sporządzenie tekstu powierzono mnie i po kilku dniach namysłu napisałem go, starając się dostroić swoją duszę do wzniosłej tonacji lub też – używając języka liturgicznego – „wznieść w górę swoje serce". W tamtym czasie nigdy nie miałem sposobności do pisania takich listów i oczywiście miejscami nie był on najbardziej stosowny. Niemniej jednak zawierał w sobie jedną istotną rzecz: nieudawaną szczerość i rzeczywistą prawdę obozową. Oto ten tekst, troskliwie zachowany dla potomności przez moskiewski „Memoriał”:

„Wasza Świątobliwość,

W naszym znużonym świecie jest tak wielu potrzebujących Twojej pomocy i modlitw, że nie uważaliśmy za możliwe, aby pisać do Waszej Świątobliwości o naszych trudnościach. Nadszedł jednak czas, kiedy wszelkie nasze wątpliwości zniknęły: usłysz nas, prosimy, wasza Świątobliwość!

Był to dzień, gdy świętujemy Zmartwychwstanie Chrystusa – zgodnie z tradycją prawosławną obchodziliśmy to święto 18 kwietnia. 14 więźniów politycznych – wierni Kościoła prawosławnego i wyznawcy innych religii, pragnący pozdrowić swoich przyjaciół – zebrało się wokół naszego skromnego stołu. Pośród nas byli zarówno wierzący, jak i ci, którzy nie mają śmiałości, aby nazwać przemawiający do nich głos sumienia głosem Boga. Jeden z nich – Myrosław Marynowycz – odmawiał modlitwę, ale zanim usłyszano słowa zmartwychwstałej Miłości i Przebaczenia, zrządzeniem losu szczerość naszych modlitw została poddana próbie. Otóż grupa strażników przerwała nasze zgromadzenie, a więźniowie polityczni Myrosław Marynowycz, Wiktor Niekipiełow i Mykoła Rudenko, oskarżeni o „zorganizowanie spotkania, modlitwę i niepodporządkowanie się oddziałowi dyżurnemu”, zostali niezwłocznie ukarani karcerem [cele karne] na 15 dni. Inni uczestniczący w naszym zebraniu również ponieśli karę, łącznie z Leonidem Lubmanem – więźniem narodowości żydowskiej, który przyszedł na nasze spotkanie, aby pozdrowić wiernych prawosławnych.

A zatem dawno minęły dni, kiedy w sowieckich obozach pracy pokazano Eleanor Roosevelt wzorcowe więzienie, gdzie więźniowie czytali Biblię i Koran. Obecnie nie mogą oni otrzymywać Biblii, nawet decydując się na bezterminowy strajk głodowy (1980-81, Ogorodnikow), nie ma nawet mowy o zapewnieniu możliwości spowiedzi, a w celach karnych i punktach załadowczych zrywają noszone przez więźniów krzyżyki, zakazane jest odbywanie obrzędów religijnych, a nawet odmawianie modlitw.

Wasza Świątobliwość! Trudno jest ludziom, którzy w taki czy inny sposób przeciwstawiali się apokaliptycznemu złu i jego bastionom, zrozumieć sens chrześcijańskiej rezygnacji. Nie możemy i nie chcemy oddawać Cesarzowi tego, co należy do Boga. Większość z nas widzi sens swego życia w ujawnianiu przed Światem prawdziwej natury gadatliwego sowieckiego „gołębia pokoju” z jego nuklearną pałką. Czy uczestnicy Marszy Wielkanocnych na Zachodzie, aktywnie wspomagani przez propagandę komunistyczną, wiedzą, że w tych samych kwietniowych dniach więźniowie sowieckich obozów pracy, szukający Ducha Świętego, zostali wrzuceni do cel karnych przez ten sam komunistyczny reżim?

Chcielibyśmy prosić Waszą Świątobliwość o opowiedzenie im o tym. Chcielibyśmy, aby informacje o tym, co się wydarzyło, dotarły do Patriarchy Moskwy i całej Rusi Pimena, do Egzarchy Ukrainy Metropolity Kijowa i Halicza Filareta, którzy tak ślepo zapewniają, że w Związku Radzieckim jest wolność sumienia. Chcielibyśmy, aby dowiedział się o tym Katolikos wszystkich Ormian Wazgen (nasz apel do niego zostałby natychmiast skonfiskowany).

Chcemy, aby wszyscy chrześcijanie i cała rasa ludzka razem z nimi mogli żyć w pokoju, dobroci i wierze, a nie lekceważąc nasze cudowne błogosławieństwo - naszą duszę daną nam przez Boga.

Niech Bóg obdarzy Waszą Świątobliwość długim życiem w służbie na chwałę Pana!

Zwracając się do Stolicy Świętej, prosimy o wasze duszpasterskie błogosławieństwo. W imię Jezusa Chrystusa!

(podpisali: Henryk Altunian, Wolodymyr Bałakonow, Norair Grigorian, Walentin Zosimow, Leonid Lubman, Myrosław Marynowycz, Wiktor Niekipiełow, Wiktor Niitsoo, Aleksandr Ogorodnikow, Mykoła Rudenko, Antanas Terleckas, Ołeś Szewczenko)”

Po przeczytaniu tekstu, który wcześniej przygotowałem, osoby w to zaangażowane zaaprobowały go i wkrótce, na papierze z drobnym pismem, list do obu przywódców religijnych został przemycony tajną drogą do świata zewnętrznego.

Dni mijały, napięcie dotyczące tego wydarzenia wielkanocnego opadło i wtedy nagle przyszła do obozu zaszyfrowana wiadomość: „Papież otrzymał twój list i modlił się za ciebie w czasie mszy św. w Watykanie”. Nasza radość była niezmierna.

Dziękowaliśmy Panu za to, że nasz głos usłyszano i jednocześnie byliśmy wdzięczni Ojcu Świętemu za to, że sprawił, iż nasz głos był słyszalny na całym świecie i że modlił się on za nas wszystkich.

Minęło prawie 25 lat od tamtych wydarzeń, a mimo to uczucie wdzięczności nie wygasło. Jedna rzecz wszakże się zmieniła: dzisiaj to nasza kolej – katolików i wszystkich chrześcijan dobrej woli – kierować nasze modlitwy do Boga, aby zapewnił pociechę duszy Ojca Świętego, który już odszedł i aby przyjął go tam, gdzie sprawiedliwi znajdują swoje miejsce. Niech nasze pokorne podziękowania za to, że „byliśmy w więzieniu i przyszedł do nas”, dołączą do milionów głosów wyrażających wdzięczność dla tego Papieża. Niech Pan zachowa jego imię w Księdze ludzkiej cywilizacji jako imię Wielkiego Papieża, który żył, sprawował posługę i umarł z niewiarygodną godnością, która uszlachetnia cały rodzaj ludzki.

Wieczna pamięć dla Niego i wiekuisty pokój!

CZYTAJ DALEJ

Polka zażyła pigułki aborcyjne i urodziła ciężko niepełnosprawną córkę

2020-05-21 14:46

[ TEMATY ]

aborcja

Fundacja Pro – Prawo do Życia

źródło: stronazycia.pl

Na jednej z grup dyskusyjnych należących do aborcjonistów pośredniczących w handlu nielegalnymi pigułkami poronnymi pojawiło się świadectwo kobiety, w przypadku której pigułka nie zadziałała. W konsekwencji, urodziła ciężko niepełnosprawną córkę po czym porzuciła ją w szpitalu. O sprawie informuje Fundacja Pro-Prawo do życia.

Od kilku lat działa w Polsce zorganizowana grupa przestępcza, która pośredniczy w handlu nielegalnymi pigułkami poronnymi i namawia kobiety do wykonywania aborcji za ich pomocą. Na jednej z grup dyskusyjnych należących do tego środowiska padło pytanie, co zrobić gdy nie uda się aborcja za pomocą pigułek i czy może to mieć wpływ na dziecko. "Czy można wtedy spróbować jeszcze raz? Co wtedy zrobić?" pytano.

Do dyskusji włączyła się kobieta, która wcześniej połknęła aborcyjne pigułki:

"[Pigułkowa aborcja] zawiodła. Córce przestały rosnąć kończyny. Z USG główka wskazywała na wyższy tydzień ciąży, niż długość kości udowej. Wody płodowe zaczęły odchodzić w 28 tyg. ciąży. Przetrzymano mnie w szpitalu do 31 tyg. i wykonano cesarkę. Mała urodziła się z wagą 1600 i licznymi wadami. Zostawiłam ją tam… Zrzekłam się praw… Wiem, że trafiła do ośrodka adopcyjnego… To było prawie dwa lata temu…„

Kobieta dała się namówić na aborcję pigułkową, której celem miało być szybkie i beztroskie pozbycie się nienarodzonego dziecka. Jednak jej córka urodziła się zamiast umrzeć. Próba pigułkowej aborcji doprowadziła dziewczynkę do ciężkiego kalectwa a matka porzuciła niepełnosprawnego maluszka w szpitalu.

"W tak makabryczny sposób może zakończyć się aborcja farmakologiczna z użyciem pigułek poronnych, w sprzedaży których pośredniczy aborcyjna grupa przestępcza. Jej członkowie namawiająPolki do tego typu pigułkowych aborcji. Według prawdopodobnych szacunków, każdego roku dokonuje się w naszym kraju tysięcy takich aborcji" - mówi Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do życia, której wolontariusze ujawnili ten wstrząsający przypadek.

Z inicjatywy Fundacji w całym kraju trwa kampania społeczna "Stop biznesowi śmierci", której celem jest pokazywanie prawdy o aborcjach pigułkowych i ostrzeganie Polaków przed tym procederem. Działacze Fundacji domagają się także natychmiastowego wszczęcia działań śledczych przeciwko aborcyjnym przestępcom.

W ostatnim czasie głośno było również o postawie wolontariuszki Fundacji Zuzanny Wiewiórki, która zaoferowała wsparcie psychiczne i materialne młodej dziewczynie chcącej połknąć pigułki. Ostatecznie do aborcji nie doszło za co Zuzanna Wiewiórka otrzymała tysiące gróźb od zwolenników aborcji.

CZYTAJ DALEJ

Rajd rowerowy śladami ks. Wicka

Już po raz 14. odbył się rajd rowerowy śladami bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego.

Zobacz zdjęcia: Rajd rowerowy ks. Frelichowskiego

Uczestnicy rajdu wyruszyli 23 maja spod Centrum Dialogu im. Jana Pawła II w Toruniu. Z powodu obostrzeń epidemiologicznych mogło w nim wziąć udział zaledwie 12 uczestników. Najmłodszy z nich miał 9, a najstarszy - 79 lat.


W Chełmży uczestniczyli we Mszy św w bazylice konkatedralnej Świętej Trójcy - kościele, w którym posługiwał mały Wicek. Wracając, nawiedzili mogiłę pomordowanych harcerzy w Olku oraz ofiar II wojny światowej na Barbarce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję