Reklama

Kard. Nycz: ks. Jerzy Popiełuszko może być dla nas wzorem także i dziś!

2015-09-14 08:37

Marcin Przeciszewski / Warszawa / KAI

- Męczennicy są Kościołowi potrzebni, są świadkami, że miłość jest mocniejsza niż nienawiść – mówi kard. Kazimierz Nycz w rozmowie z KAI, z okazji kończącego się dziś we Francji diecezjalnego procesu o uznanie domniemanego cudu jaki dokonał się tam za pośrednictwem ks. Jerzego Popiełuszki.

„Świadectwo ks. Jerzego, realizowało się w wielu wymiarach: w obronie godności człowieka i ludzi, z którymi się spotykał, w przeciwstawianiu się wszelkiemu rodzajowi zemsty i – co najważniejsze – w praktycznym wcielaniu w życie ewangelicznej zasady: "Nie daj się zwyciężyć złu, zło dobrem zwyciężaj!" – dodaje.

A oto tekst wywiadu z kard. Nyczem:

- Księże Kardynale, w diecezji Créteil we Francji kończy się dziś proces o uznanie domniemanego cudu za pośrednictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Jaka teraz jest perspektywa jego kanonizacji? Co trzeba jeszcze zrobić i kiedy możemy się spodziewać, że stanie się on świętym Kościoła powszechnego?

- Kard. Kazimierz Nycz: Zakończenie procesu prowadzonego, przy naszej współpracy, przez podparyską diecezję Créteil jest zwieńczeniem jednego z etapów procesu kanonizacyjnego. Ale pamiętajmy, że do samej kanonizacji jest jeszcze daleko.

- Ale jedynym warunkiem kanonizacji w przypadku męczennika jest uznanie wiarygodności cudu, jaki dokonał się za jego pośrednictwem?

- Oczywiście. Warto przypomnieć, że o ile do beatyfikacji ks. Jerzego z tytułu męczeństwa cud nie był potrzebny, o tyle do kanonizacji męczennika cud jest niezbędny. Co więcej, proces kanonizacyjny sprowadza się już tylko do badania cudu. Ale nie wystarczy jego uznanie na poziomie diecezjalnym. Przed nami kolejna procedura badania tego uzdrowienia na poziomie watykańskiej Kongregacji ds. Świętych.

- Co nas czeka na tym etapie procesu kanonizacyjnego?

- W Kongregacji sprawa przejdzie teraz trzystopniową dyskusję i ocenę. Najpierw będzie to ocena tamtejszej komisji lekarskiej, następnie komisji teologicznej, a wreszcie kardynałów i biskupów z Kongregacji. Po zakończeniu tej pracy Ojciec Święty zatwierdza dekret o uznaniu cudu.
Dopiero wówczas będziemy mogli mówić nie o „domniemanym cudzie”, ale o tym, że cud ten faktycznie dokonał się za pośrednictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Kiedy to nastąpi, trudno powiedzieć.
Nie zapowiadajmy rychłej kanonizacji, bo jeśli rzecz potrwa dłużej – a musi potrwać – to efektem byłyby rozczarowanie i podejrzliwość. Sprawa dotyczy cudownego uzdrowienia z choroby nowotworowej. W takich wypadkach żelazną regułą w Stolicy Apostolskiej jest karencja trwająca co najmniej 5 lat i dopiero po ich upływie można mówić o pewnym, a nie domniemanym uzdrowieniu. W tym czasie powinniśmy pozostawać na modlitwie i oczekiwaniu na kanonizację, a towarzyszyć jej winna świadomość, że nikt i nic nie jest w stanie czegokolwiek przyspieszyć.

- Ks. Popiełuszko nie jest błogosławionym pochodzącym z jakiejś odległej epoki, lecz kimś nam współczesnym. Jak można dziś podążać szlakami jego świętości? Jaką drogę ku świętości nam ukazuje?

- Z pewnością ks. Jerzy Popiełuszko może być dla nas wzorem także i dziś. Jeśli mamy do czynienia ze świętym męczennikiem, to możemy w jakiś sposób naśladować go w drodze, która doprowadziła do tak radykalnego świadectwa.
A to radykalne i stopniowo narastające świadectwo ks. Jerzego, od kiedy – nieco przypadkiem – został kapelanem strajkujących w Hucie Warszawa, realizowało się w wielu wymiarach: w obronie godności człowieka i ludzi, z którymi się spotykał, w przeciwstawianiu się wszelkiemu rodzajowi zemsty i – co najważniejsze – w praktycznym wcielaniu w życie ewangelicznej zasady: "Nie daj się zwyciężyć złu, zło dobrem zwyciężaj!". Było to świadectwo, które stopniowo narastało, a jego zwieńczeniem było oddanie życia. A wszystko, co jest radykalnym świadectwem chrześcijańskim, ma charakter uniwersalny i może służyć za przykład do naśladowania, także w odmiennych warunkach, jakie mamy dziś.
Ci, którzy nie mieli okazji go słuchać, myślą pewnie, że ks. Jerzy wygłaszał jakieś wojownicze, antykomunistyczne kazania, które w tamtym czasie były modne, bo zagrzewały do walki. Tymczasem ks. Popiełuszko pokazywał, że prawdę należy głosić zawsze z miłością. Miałem okazję go słuchać – czasami bezpośrednio, a częściej przez Radio Wolna Europa. W jego słowach nie było nic, co by się kłóciło z zasadą miłości. I w tym była jego moc.
Jako duszpasterz robotników i warszawskiej inteligencji skupionej wokół kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu okazał się osobowością tak niezwykłą, że wkrótce stał się żywym znakiem nadziei dla milionów, spragnionych wówczas prawdy, wolności, moralnej jasności oraz zwyczajnego szacunku dla człowieka. Ks. Jerzy potrafił przekonywać, że w jedności z Bogiem jesteśmy silni, nawet wtedy, kiedy nas biją, i że zło tylko dobrem da się zwyciężyć. Męczennicy są Kościołowi potrzebni, są świadkami, że miłość jest mocniejsza niż nienawiść.
Bardzo nam tego dzisiaj potrzeba – w relacjach z ludźmi, ale także w wymiarze społecznym i narodowym. W tym wszystkim jest on dziś przykładem do naśladowania.
Druga rzecz, która go cechowała, to odwaga, i to w stopniu wybitnym. Przecież mówiono mu, aby nie jechał do Bydgoszczy. On jednak pojechał. Ponadto ks. Popiełuszko był stróżem granicy między dobrem a złem w swoich czasach. Bronił jasnej granicy między prawdą a kłamstwem. Takiego patrona i stróża wartości także dzisiaj nam potrzeba.

- Kiedyś Ksiądz Kardynał powiedział, że ks. Jerzy Popiełuszko powinien być uznany za patrona współpracy kapłanów ze świeckimi.

- Wynika to jasno z Positio, które zostało opracowane przed laty, na etapie procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego. Świeccy do niego lgnęli, co było owocem wzajemnej empatii, która jest podstawą współpracy księży ze świeckimi. Kiedy służył w parafii św. Stanisława Kostki, gromadził wielu świeckich. Byli to ci wszyscy, którzy angażowali się w to, co jako ksiądz robił on dla robotników, bądź angażowali się w organizację Mszy św. za ojczyznę. Warto zwrócić uwagę, że w duchowej przestrzeni, jaką ks. Popiełuszko tworzył wokół siebie, także wielu niewierzących odnalazło drogę do Boga.

- Tak się stało, że polscy współcześni święci bardzo polubili Francję. Tam wydarzył się cud za pośrednictwem Jana Pawła II, podobnie jak i cud za pośrednictwem ks. Jerzego. Jak to Ksiądz Kardynał odczytuje? Czy nie jest trochę zazdrosny?

- Nie jestem zazdrosny. Jest w tym pewien symbol. Trzeba być ostrożnym w ocenianiu, że w kwestiach wiary, czy związanych z kultem świętych, w tzw. zlaicyzowanej Francji nic dobrego już dziać się nie może. A często stereotypowo powtarzamy, że Francuzi stracili wiarę. Jako Polacy bardzo lubimy takie uogólniające, schematyczne stwierdzenia. Fakt, że ten cud wydarzył się we Francji, jest niewątpliwie pewnym symbolem. Może chodzi o to, byśmy mieli więcej pokory.

- Ksiądz Jerzy był kapłanem archidiecezji warszawskiej. Dlaczego w kościołach (poza kościołem św. Stanisława) nie wiszą jego portrety, dlaczego niemal nieobecny jest w kazaniach? Młodzi ludzie rzadko mają szansę o nim usłyszeć w kościele. Jak to zmienić?

- Mam trochę inne odczucie. Nigdy nie nakażę dekretem wieszania portretów w kościołach. Jeśli chodzi o kult świętych przez budowanie pomników, to my, Polacy jesteśmy w tym aż za dobrzy. Obrazy ks. Jerzego, szczególnie poza Warszawą, są dość powszechne. Tymczasem kult świętych powinien być nade wszystko poznawaniem życia, naśladowaniem postawy świętego, modlitwą za jego wstawiennictwem. Najłatwiej jest czcić błogosławionych świętych przez powieszenie obrazu i sprowadzenie relikwii. Tymczasem chodzi o to, aby ten kult był znacznie bardziej pogłębiony.

- Mam w oczach pogrzeb ks. Jerzego z 1984 r. Tysiące ludzi wszystkich opcji – bardziej i mniej radykalni, wierzący i poszukujący, a wszyscy zjednoczeni w jednej wspólnocie Kościoła. Dziś Kościół w Polsce wydaje się potwornie podzielony, a nienawiść jednych środowisk do innych nikogo już nie dziwi. Czy nie ma już takich ideałów, które mogłyby nas zjednoczyć ponad podziałami?

- Bałbym się porównywać to co nieporównywalne. Nie jest to kwestia tylko ks. Jerzego i wyjątkowej atmosfery, jaką tworzył. Mamy taką narodową cechę, że w sytuacjach trudnych jesteśmy skłonni być razem. A kiedy przychodzą czasy obiektywnie łatwiejsze, zaczynamy się wyraźnie różnić. Nie wiem, czy kiedykolwiek raz jeszcze będziemy potrafili stanąć razem tak, jak stanęliśmy w tamtym czasie.

- Księże Kardynale, a na jakim etapie znajduje się obecnie proces beatyfikacyjny kard. Stefana Wyszyńskiego?

- Na etapie diecezjalnym proces beatyfikacyjny kard. Wyszyńskiego rozpoczął się 20 maja 1983 r., a zakończył 6 lutego 2001 r. Akta zebrane w toku procesu, w sumie 37 tomów, wraz z załącznikami (książkami i artykułami autorstwa kandydata na ołtarze) zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Jako archidiecezja partycypujemy w tym drugim etapie, w procesie rzymskim.
Niedawno ukończone zostało tzw. Positio super virtutibus. Ze względu na olbrzymią ilość materiałów jest ono 3-tomową opasłą księgą. Obecnie jest na etapie druku. Planujemy złożenie go w Kongregacji ds. Świętych z końcem października br. Następnie Positio będzie musiało przejść normalną procedurę dyskusji na trzech poziomach kongregacji. Najpierw pracować będą nad nim teologowie, później biskupi i kardynałowie. Następnie papież może ogłosić dekret o heroiczności cnót.
Dopiero wtedy można będzie otworzyć złożoną w Rzymie dokumentację cudu za pośrednictwem Kardynała. Została ona opracowana w diecezji szczecińsko-kamieńskiej w latach 2012–2013, gdyż to tam miał miejsce domniemany cud.

- A czy nie ma problemu z powszechnością kultu kard. Wyszyńskiego. Kult ks. Popiełuszki od momentu jego śmierci był ewidentny. A jak jest z kultem Prymasa Tysiąclecia?

- W przypadku każdego procesu beatyfikacyjnego trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy mamy do czynienia z autentycznym, spontanicznym kultem. Innymi słowy – jak przypadku ks. Jerzego Popiełuszki – czy te kilkanaście milionów, które przyjechało na jego grób w ciągu 25 lat, czy jest to kult z racji świętości, kult kogoś, za którego pośrednictwem wznosimy modlitwy do Boga, czy też hołd dla wielkiego człowieka, który był nam bliski.

- Ale ludzie ewidentnie modlili się przy jego grobie.

- I to przekonało odpowiedzialnych za proces. W wypadku kard. Wyszyńskiego, skala kultu jest mniejsza, ale nie znaczy to, że on nie istnieje. Wskazuje na to opublikowany przed kilku laty zbiór świadectw różnych osób, świeckich i duchownych, w których wyrażają oni wdzięczność za łaski otrzymane dzięki wstawiennictwu Kardynała. Świadectwa te dotyczyły radykalnej zmiany w sytuacji duchowej, materialnej, zdrowotnej czy rodzinnej tych osób.
A dziś, kiedy odwiedzam różne parafie, widzę wiernych odmawiających modlitwę o beatyfikację Sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego, tę samą, która jest odmawiana przy jego grobie w katedrze.

- Kiedy możemy spodziewać się zakończenia procesu Prymasa Tysiąclecia?

- Nie ma żadnych danych, które pozwoliłyby prognozować daty beatyfikacji kard. Wyszyńskiego i kanonizacji ks. Popiełuszki. W jednym i drugim wypadku trzeba powstrzymać się od wszelkich spekulacji. Słyszę pytania, czy jeśli papież Franciszek będzie w Warszawie w 2016 r., to czy dokona beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. Po pierwsze nie wiemy, czy Franciszek będzie w Warszawie, wiemy, że na pewno będzie w Krakowie. Po drugie – pozostaje zbyt mało czasu na zamknięcie wszystkich procedur.
Dajmy czas wszystkim osobom i instytucjom odpowiedzialnym za przeprowadzenie obu procesów warszawskich kandydatów na ołtarze. Cierpliwie się módlmy!

- Dziękuję za rozmowę

- Marcin Przeciszewski

- Aneks:

- Domniemany cud za wstawiennictwem błog. ks. Jerzego Popiełuszki dokonał się 14 września 2013 r. w szpitalu im. Alberta Cheneviera w Créteil. Chodzi tu o uzdrowienie 56-letniego François Audelana z nietypowej przewlekłej białaczki szpikowej, na którą cierpiał przez 11 lat. Rok później, 20 września 2014 r. biskup Créteil Michel Santier rozpoczął diecezjalny proces o uznanie wiarygodności tego domniemanego cudu. W pracach trybunału uczestniczyło także dwóch naszych kapłanów: ks. Józef Grzywaczewski i ks. Józef Naumowicz. Wspólnie z innymi członkami trybunału pracowali nad dokumentami oraz przesłuchiwali świadków. Sprawa dobiega teraz końca. Wszystkie dokumenty zostały już przetłumaczone na język włoski, zostaną zebrane, zalakowane i przesłane do Kongregacji ds. Świętych Stolicy Apostolskiej.
Domniemany cud za wstawiennictwem kard. Stefana Wyszyńskiego dokonał się w 1988 r. w diecezji szczecińsko-kamieńskiej. 19-letnia wówczas kobieta zachorowała na raka tarczycy, który powodował liczne przerzuty. W czasie śmiertelnej choroby tej młodej dziewczyny grupa sióstr zakonnych i inne osoby modliły się za wstawiennictwem Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. W marcu 1989 r. nastąpił przełom, po czym osoba ta wyzdrowiała. Jak wskazują opinie lekarskie, uleczenie jest niewytłumaczalne z punktu widzenia medycznego oraz trwałe, zważywszy na to, że minęło już 26 lat. Akta szczecińskiego procesu trafiły przed dwoma laty do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Watykanie.

Tagi:
wywiad kardynał ks. Jerzy Popiełuszko

Reklama

Płock: wprowadzenie relikwii bł. ks. Jerzego Popiełuszki

2019-10-21 08:10

eg / Płock (KAI)

Relikwie pierwszego stopnia bł. ks. Jerzego Popiełuszki wprowadzono uroczyście do parafii pw. św. Józefa w Płocku: „Dzięki ks. Jerzemu internowani w stanie wojennym mieli poczucie moralnej słuszności ich sprawy” - zaznaczył ks. kan. Andrzej Smoleń, proboszcz parafii, duszpasterz ludzi pracy. W Mszy św. uczestniczyli przedstawiciele NSZZ „Solidarność”.

Adam Łazar
Relikwiarz bł. ks. Jerzego Popiełuszki

Relikwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki (pierwszego stopnia – fragment kości) wniósł w procesji do kościoła parafialnego proboszcz ks. kan. Andrzej Smoleń. Przypomniał wiernym życiorys Błogosławionego. Stwierdził, że na jego życie wpłynęła przymusowa służba w wojsku: zabrała zdrowie, ale zahartowała ducha.

„To właśnie podczas pobytu w wojsku ks. Popiełuszko po raz pierwszy zetknął się z totalitarnym, ateistycznym systemem, który chciał zdusić w klerykach – żołnierzach życie religijne, zachwiać ich wiarę w Boga i odciągnąć od kapłańskiego powołania” – stwierdził ks. Andrzej Smoleń.

Gospodarz płockiej parafii zaznaczył, że błogosławiony ks. Jerzy w czasie stanu wojennego widział, w jaki sposób poniżano, poniewierano i upokarzano ludzi, jak odbierano im wolność i godność, i nadzieję na lepsze jutro.

„Kościół pospieszył im z pomocą materialną, ale też duszpasterską. W ośrodkach internowania organizowano Msze św., spowiedź, Komunię św., opłatek wigilijny. Ułatwiano też kontakty z rodziną. Ksiądz Jerzy uczestniczył w procesach sądowych osób internowanych, dzięki czemu miały one gwarancję, że ich rodziny nie pozostaną bez opieki. Poza tym internowani mieli poczucie moralnej słuszności ich sprawy” – zaakcentował płocki duszpasterz ludzi pracy.

Oprawę liturgiczną Mszy św. zapewnili członkowie „Solidarności”.

Relikwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki umieszczono w relikwiarzu, ufundowanym przez parafię. Na stałe znajdować się będą na półce w sąsiedztwie tabernakulum, obok innych relikwii znajdujących się w parafii: św. Faustyny Kowalskiej, św. Jana Bosko, św. Marii od Jezusa Ukrzyżowanego (Małej Arabki), kamienia z groty św. Michała Archanioła w Gargano.

W uroczystości udział wzięło kilkanaście pocztów sztandarowych „Solidarności” z Płocka i regionu płockiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kościół stanął w ogniu

2019-08-13 12:55

Z kard. Robertem Sarahem rozmawiał Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 10-12

Prezentacja najnowszej książki – wywiadu pt. „Ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił” jaki Nicolas Diat przeprowadził z kard. Robertem Sarahem, prefektem Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, odbyła się w Paryżu, w kościele św. Franciszka Ksawerego. Zarówno dla stolicy Francji, jak i dla całego chrześcijańskiego świata był to bardzo dramatyczny okres – tuż po pożarze katedry Notre Dame. Dlatego rozmowę z kard. Sarahem zacząłem od wspomnienia tego tragicznego wydarzenia.
O kryzysie wiary w Europie z kard. Robertem Sarahem rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Włodzimierz Rędzioch
Kard. Robert Sarah

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Czym była dla Eminencji wizyta w spalonej katedrze Notre Dame?

KARD. ROBERT SARAH: – Kiedy wszedłem do wnętrza zniszczonej świątyni i zadumałem się nad jej zawalonym sklepieniem, pomyślałem, że jest to niejako symbol sytuacji cywilizacji zachodniej i Kościoła w Europie. Kościół stanął w ogniu.

– Co to za ogień?

– Ogień, który niszczy Kościół, szczególnie w Europie, wydaje się o wiele bardziej destrukcyjny niż ten, który zniszczył katedrę Notre Dame. To ogień intelektualnego, doktrynalnego i moralnego zamieszania, to strach przed głoszeniem prawdy o Bogu i człowieku oraz przed przekazywaniem wartości moralnych i etycznych tradycji chrześcijańskiej i bronieniem ich; to utrata wiary, ducha wiary, utrata poczucia obiektywizmu wiary, a tym samym utrata wrażliwości na Boga.

– Jan Paweł II w „Evangelium vitae” napisał, że „tracąc wrażliwość na Boga, traci się także wrażliwość na człowieka, jego godność i życie”, co – według Papieża – „prowadzi stopniowo do swoistego osłabienia zdolności odczuwania ożywczej i zbawczej obecności Boga”.

– To prawda. Katedra Matki Bożej miała na dachu sygnaturkę, która była jak palec wyciągnięty w stronę nieba. Ta sygnaturka symbolizowała jedyną rację bytu świątyni – doprowadzić nas do Boga. Kościół, który nie jest zorientowany na Boga, jest Kościołem, który się wali i umiera. Wieża katedry w Paryżu zawaliła się – to nie przypadek! Notre Dame z Paryża symbolizuje cały Zachód, który odwracając się od Boga, wali się.

– Dlaczego Eminencję tak bardzo niepokoi kryzys na Zachodzie?

– Moje bicie na alarm jest wyrazem miłości i współczucia dla Europy i Zachodu. Zachód, który wyrzeka się swojej wiary, historii, chrześcijańskich korzeni, skazuje się na odrzucenie i śmierć. Podobnie jak w czasach upadku Rzymu, dzisiejsze elity troszczą się wyłącznie o powiększenie własnego bogactwa, a narody są „znieczulane” przez coraz bardziej wulgarne rozrywki. Więc ja, jako biskup, muszę mówić, że zagraża nam ogień nowego barbarzyństwa!

– A kim są współcześni barbarzyńcy?

– Barbarzyńcami są ci, którzy nienawidzą ludzkiej natury i szydzą z sacrum. Barbarzyńcy to ci, którzy pogardzają życiem i manipulują nim. Kraj, który przywłaszcza sobie prawo do życia i śmierci najmniejszych i najsłabszych, który pozwala na mordowanie nienarodzonych dzieci w łonie matki, idzie w kierunku barbarzyństwa! Zachód jest zaślepiony pragnieniem bogactwa. A tymczasem w ciszy trwa tragedia aborcji i eutanazji, pornografia i ideologia gender zadają rany i niszczą dzieci i młodzież. Niestety, przyzwyczailiśmy się już do tego barbarzyństwa!

– Podważając istnienie Boga, redukując człowieka jedynie do jego wymiaru horyzontalnego, ziemskiego, podważyliśmy fundamenty ludzkiej cywilizacji...

– Jeśli Bóg traci swoje centralne miejsce w życiu człowieka, to i człowiek traci należne mu miejsce wśród stworzenia i w relacjach z innymi. Odrzucenie Boga zamyka nas w nowym totalitaryzmie – totalitaryzmie relatywizmu, który nie uznaje żadnego innego prawa poza własną przyjemnością i korzyścią. Musimy zerwać łańcuchy, które ta nowa ideologia totalitarna próbuje na nas nałożyć! Odmawianie Bogu możliwości wejścia we wszystkie aspekty ludzkiego życia jest równoznaczne ze skazaniem człowieka na samotność. Staje się on odizolowaną istotą, bez korzeni i przeznaczenia. Wędruje po świecie jak koczownik niezdający sobie sprawy z tego, że jest synem i dziedzicem Ojca, który stworzył go z miłości i zaprasza do podzielenia się z Nim wiecznym szczęściem.

– Czy kryzysem duchowym dotknięty jest tylko Zachód?

– Kryzys duchowy dotyczy całego świata, ale ma swoje źródło w Europie. Odrzucenie Boga narodziło się w świadomości Zachodu. Duchowy upadek ma więc cechy czysto zachodnie. Chciałbym zwrócić szczególną uwagę na zjawisko odrzucenia ojcostwa (Boga). Przekonano współczesnego człowieka, że aby być wolnym, nie trzeba być zależnym od nikogo. Jest to tragiczny błąd, gdyż każdy cywilizowany człowiek jest dziedzicem – otrzymuje historię, kulturę, rodzinę, język, religię, wiarę, tradycję, ojczyznę. I to odróżnia go od barbarzyńcy. Ponieważ współczesny człowiek nie chce być dziedzicem, skazuje się na „piekło” liberalnej globalizacji.

– Jakie są konsekwencje tej odmowy dziedzictwa, odmowy ojcostwa Boga?

– Otrzymujemy od Boga naszą naturę jako mężczyzna i kobieta. Ale słowa Biblii: „Stworzył wie?c Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27), stają się nie do zniesienia dla ducha naszych czasów. Ideologia gender jest odmową otrzymania od Boga natury seksualnej. Niektórzy na Zachodzie buntują się i walczą z Bogiem, sprzeciwiają się Stwórcy i Ojcu, a prawo naturalne jest brutalnie odrzucane i zwalczane przez współczesną filozofię.

– Są ludzie, którzy twierdzą, że Kościół katolicki już się zestarzał, przestał być wiarygodny, więc trzeba go zmienić, dostosować do naszych czasów. Czy potrzeba nam „nowego” Kościoła?

– Rzeczywiście, ludzie mówią, że celibat kapłański jest zbyt trudny w naszych czasach, więc należy go uczynić prywatnym wyborem. Moralne nauczanie Ewangelii wydaje się zbyt wymagające, więc trzeba je „rozwodnić” w relatywizmie i permisywizmie, a lepiej jest się zająć problemami społecznymi. Doktryna katolicka jest źle postrzegana w mediach – trzeba więc ją zmienić, dostosować do mentalności i moralnych perwersji naszych czasów. Radzą nam, byśmy się dostosowali do nowej, globalnej etyki promowanej przez ONZ i do ideologii gender. Ale nikt wierzący nie jest zainteresowany takim Kościołem!
Kościół interesuje ludzi, jeżeli pozwala im spotkać się z Jezusem. Jest użyteczny, gdy staje się „drzwiami”, które prowadzą w głąb Boskiej tajemnicy, i pozwala nam spotkać Boga twarzą w twarz, jeżeli głosi nam objawienie. Gdy Kościół jest przeciążony ludzkimi strukturami, uniemożliwia promieniowanie Bożego blasku.

– Co musimy zrobić, aby wyjść z kryzysu, który dotyka Kościół?

– Musimy upaść na kolana! Najważniejsze jest ponowne odnalezienie znaczenia adoracji! Utrata sensu adoracji Boga jest źródłem wszystkich kryzysów, które nękają dzisiaj świat i Kościół. Świat umiera, bo brakuje czcicieli Boga! Odzyskamy poczucie godności osoby ludzkiej, gdy uznamy transcendencję Bożą. Człowiek jest wielki i osiąga swą najwyższą godność tylko wtedy, gdy klęczy przed Bogiem. Człowiek na kolanach wstrząsa dumą Szatana!
Aby ludzie adorowali Boga, kapłani i biskupi muszą być Jego pierwszymi czcicielami. Są wezwani, aby trwać nieustannie przed Bogiem. Ich istnienie ma się stać nieustanną i wytrwałą modlitwą. Niestety, nie jest rzadkością, że biskupi i kapłani zaniedbują kult Boży, koncentrują się bardziej na sobie i ludzkich rezultatach swej posługi. Nie znajdują czasu dla Boga, ponieważ stracili poczucie Boga. Jestem przekonany, że w sercu kryzysu Kościoła jest kryzys życia kapłańskiego. Kapłani zostali pozbawieni swej prawdziwej tożsamości. Przekonano ich, że muszą być biznesmenami, ludźmi aktywnymi, skutecznymi i wszechobecnymi. A kapłan powinien być w zasadzie kontynuacją wśród nas obecności Chrystusa. Powinno się go definiować nie przez to, co robi, ale przez to, kim jest: „Ipse Christus” – samym Chrystusem.

– A co z kryzysem seksualnych nadużyć wobec nieletnich?

– Odkrycie licznych nadużyć seksualnych kapłanów wobec nieletnich ujawnia głęboki kryzys duchowy. Oczywiście, istnieją czynniki społeczne: kryzys lat 60. ubiegłego wieku i erotyzacja społeczeństwa miały wpływ również na Kościół. Jak ostatnio powiedział Benedykt XVI, korzenie tego kryzysu są duchowe. Ostatecznym powodem nadużyć lub życia moralnego niezgodnego z celibatem kapłańskim jest brak Boga w życiu kapłanów. Takie fakty są możliwe tylko wtedy, gdy wiara nie określa już działań człowieka. Jak przypomina nam Benedykt XVI, „ważne jest, aby zrozumieć, że stałą i żywą podstawą naszego celibatu jest Eucharystia (...). Celibat jest oczekiwaniem, które jest możliwe dzięki łasce Pana «przyciągającej» nas do Niego, do świata zmartwychwstania”. Wymaga to jednak ciągłego życia w intymnej modlitwie.

– Poświęcił Eminencja swoją książkę właśnie kapłanom. Dlaczego?

– Ponieważ wiem, że cierpią. Wielu czuje się porzuconymi. My, biskupi, ponosimy wielką odpowiedzialność za kryzys kapłaństwa. Czy byliśmy dla kapłanów ojcami? Czy słuchaliśmy ich, rozumieliśmy, kierowaliśmy nimi? Czy byliśmy dla nich przykładem? Diecezje często stają się strukturami administracyjnymi. Mnożą się spotkania, konferencje, komisje, podróże. Ale biskup powinien być przede wszystkim wzorem kapłaństwa. Miejsce księdza jest na krzyżu. Kiedy celebruje Mszę św., jest u źródła całego swojego życia, tzn. na krzyżu. Celibat jest jednym z konkretnych sposobów, w jaki możemy przeżywać tajemnicę krzyża w naszym życiu. Celibat „wpisuje” krzyż w nasze ciało. Dlatego dla współczesnego świata celibat jest czymś nie do zniesienia. Celibat kapłana jest skandalem dla współczesnych, tak jak skandalem jest krzyż.
W tej książce chciałem dodać odwagi kapłanom i powiedzieć im: Kochajcie swoje kapłaństwo! Bądźcie dumni z bycia ukrzyżowanymi z Chrystusem! Nie bójcie się nienawiści świata! Chciałem wyrazić moją sympatię, jako ojca i brata, kapłanom na całym świecie, często pracującym w cieniu i zapomnianym, którymi społeczeństwo nierzadko pogardza. Chciałem im powiedzieć: Jeżeli będziecie wierni obietnicom waszych święceń, możecie wstrząsnąć mocami tego świata.

– Mówił Ksiądz Kardynał o kryzysie kapłaństwa. Ale mamy również do czynienia z kryzysem doktrynalnym, który stwarza podziały w Kościele...

– Myślę, że doktryna katolicka otrzymana od Apostołów jest jedynym solidnym fundamentem. Jeśli każdy będzie bronił swojej opinii, tez teologicznych, nowości lub podejścia duszpasterskiego, które zaprzecza wymaganiom Ewangelii i Magisterium Kościoła, to podziały będą się szerzyć wszędzie. Jedność wiary zakłada jedność Magisterium w przestrzeni i czasie. Kiedy jest nam dane nowe nauczanie, zawsze należy je interpretować zgodnie z poprzednim. Jeśli wprowadzamy „pęknięcia” i rewolucje, łamiemy jedność, która utrzymywała Kościół święty przez wieki. Nie oznacza to, że jesteśmy skazani na „skamienienie”, jednak każda ewolucja musi być lepszym zrozumieniem i pogłębieniem przeszłości. Hermeneutyka reformy w ciągłości, której Benedykt XVI tak jasno nauczał, jest warunkiem sine qua non – koniecznym, nieodzownym – jedności. Ci, którzy ogłaszają z krzykiem zerwanie z przeszłością, są fałszywymi prorokami!

– Problemem jest też to, że katolicy nie znają już prawdziwej doktryny...

– Brak znajomości katechizmu prowadzi wielu chrześcijan do „rozmycia” prawd wiary lub do synkretyzmu religijnego. Chciałbym wezwać chrześcijan, aby doceniali dogmaty wiary i kochali katechizm. Nie możemy deklarować się jako wierzący i żyć jak ateiści. Wiara powinna oświecać całe nasze życie rodzinne, zawodowe, kulturalne, a nie tylko nasze życie duchowe. Na Zachodzie widzimy, że tolerancja lub sekularyzm narzucają formę schizofrenii między życiem prywatnym i publicznym. Wiara powinna mieć miejsce w debacie publicznej. Musimy mówić o Bogu – nie narzucać Go, ale ujawniać i proponować. Bóg jest niezbędnym światłem dla człowieka.

– Często mówimy o potrzebie reformy Kościoła. Jakie reformy należałoby przeprowadzić?

– Przede wszystkim musimy dokonać „reformy” naszych serc. Polega ona na tym, abyśmy nie szli na układy z kłamstwami „płynnego” ateizmu. Wiara jest równocześnie skarbem, którego powinniśmy bronić, i siłą, która pozwala nam jej bronić. Musimy stworzyć przestrzenie, gdzie będziemy mogli oddychać zdrowym powietrzem, gdzie po prostu będzie możliwe życie chrześcijańskie. Nasze wspólnoty muszą umieścić Boga w centrum! W centrum naszego życia, myśli, działania, naszej liturgii i naszych katedr. Gdy zalewa nas lawina kłamstw, musimy znaleźć miejsca, gdzie prawda jest nie tylko głoszona, ale i przeżywana. Musimy po prostu żyć Ewangelią.
Wiara jest jak ogień – święty ogień! Niech ogrzewa nasze serca w ten czas „zimy” Zachodu. Kiedy ogień pali się w ciemnościach nocy, ludzie stopniowo gromadzą się wokół niego. Ja mam taką nadzieję...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XXX Olimpiada Teologii Katolickiej

2019-10-23 22:52

Agata Pieszko/inf.org.

W imieniu Wydziału Katechetycznego Kurii Metropolitalnej Wrocławskiej, zachęcamy wszystkie szkoły do wzięcia udziału w XXX Olimpiadzie Teologii Katolickiej „Dumni z Ewangelii i z Polski".

mat.org.

Etap szkolny olimpiady należy przeprowadzić 20 listopada 2019 r., natomiast zgłoszenia udziału należy dokonać do 10 listopada 2019 r. drogą elektroniczną. Formularz zgłoszenia oraz wszelkie niezbędne informacje można znaleźć na stronie: OTK.

Po zgłoszeniu, szkoły otrzymają od Wydziału Katechetycznego komplet materiałów potrzebnych do przeprowadzonego etapu szkolnego. Organizatorzy informują, że do etapu diecezjalnego zostają zakwalifikowani uczestnicy Olimpiady, którzy zdobyli co najmniej 50% punktów w etapie szkolnym.

-Regulamin

-Harmonogram olimpiady.

Zapraszamy wszystkich katechetów, nauczycieli oraz uczniów do wzięcia udziału w XXX Olimpiadzie Teologii Katolickiej, która będzie miała swój finał w 2020 r. w Przemyślu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem