Ewa Melerska: Jak zrodziło się u Ciebie zamiłowanie do pisania opowiadań, książek?
Renata Czerwińska: Myślę, że otrzymałam to w genach po moich przodkach. Moja babcia Klara – od strony taty – bardzo lubiła pisać i tworzyła cudowne listy, które czytała cała rodzina. A dziadek Cesiek – ze strony mojej mamy – zawsze mówił, że lubi historię i historię świętą, czyli opowieści biblijne. W podstawówce miałam świetną polonistkę, p. Elżbietę Rutkowską, która u wszystkich uczniów usiłowała zaszczepić bakcyl pisania. A w życiu dorosłym ciągle pracuję ze słowem – piszę artykuły, sprawdzam teksty... I tak to musiało się skończyć.
Jakie wartości chciałabyś przekazać w swojej twórczości?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Moje książki powstają po to, żeby dawać ludziom nadzieję – zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Chcę pokazywać, że nie ma sytuacji bez wyjścia albo bez szans na rozwiązanie. W fabule przeplatam też osoby, które zmagają się z jakimiś problemami, niepełnosprawnością, trudami w codzienności. Na przykład w Dziwnych przypadkach kota Mruczysława pojawia się postać bardzo kreatywnego copywritera, który chodzi o kulach, a w Podróżach kota Mruczysława jest kot bohater w lekkim spektrum autyzmu, ale jest kimś wyjątkowym i ratuje Toruń. Sam tytułowy Mruczysław przyznaje się, że ma problemy z trawieniem niektórych produktów, np. laktozy. Czasami spotykam dzieci, które nie mogą czegoś jeść lub robić jak inni rówieśnicy, i chcę im pokazać, że wszyscy jesteśmy okej. Czasami dzieci doświadczają przykrości ze względu na swoją inność, ale przecież każdy, jest kochany przez Pana Boga i On go właśnie takim stworzył.
Czyli Twoje książki są wielowymiarowe. Dzieci mogą poczuć się akceptowane, rodzice dostają wskazówki, jak świat widzą młodsi...
Jedna z moich recenzentek napisała, że to książki familijne – zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Dzieci znajdą w nich ciekawe historie, poszukają zaginionych skarbów, odnajdą siebie, a dorośli dowiedzą się, jak dodawać skrzydeł swoim pociechom, albo że rola babci i dziadka jest bardzo ważna w dziecięcym życiu.
Zaczynałaś od pisania książek o świętych. Skąd pomysł na pisanie opowiadań skierowanych do dzieci?
Wcześniej napisałam dwie biografie świętych, później miałam dużą przerwę w pisaniu, ale bardzo chciałam do tego wrócić i się udało. Mój kolega podsunął mi pomysł o napisaniu opowiadania na konkurs literacki, później zaczęłam tę bajkę rozwijać – i tak powstała książka Dziwne przypadki kota Mruczysława. Teraz w książkach, które piszę, zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych, także pojawiają się święci. W poprzednich publikacjach – Święte księżniczki i Rycerze Jezusa – święci są nam bliscy i można tak jak oni odkrywać swoje talenty i relacje z Panem Bogiem. Z kolei u kota Mruczysława święci też robią swoje, np. sługa Boży Bernard z Wąbrzeźna wyprowadza bohaterów z trudnych tarapatów, a św. Rita w nieoczekiwany sposób ratuje nie tylko organy, ale i skarb bydgoski.
Reklama
W swojej twórczości przeplatasz wątki ze swojego regionu i diecezji...
Tak, wspominałam o bł. Jucie z Bielczyn, Ludwiku Makowskim. W pierwszej części Mruczysława pisałam o Zbrodni Pomorskiej albo o chłopcu o imieniu Leon, który otrzymał to imię nie po św. Leonie, tylko po kapłanie z toruńskich Wrzosów, ks. Leonie Dzieniszu. Rodzicom spodobało się, że był to proboszcz zaangażowany całym sercem w budowanie kościoła i wspólnoty. Cała opowieść o Mruczysławie, kocie detektywie, zakotwiczona jest w naszym regionie. Akcja dzieje się w: Wąbrzeźnie, Toruniu, Kowalewie Pomorskim, Ostromecku, Bydgoszczy. Chciałam tym pokazać, że nasz region jest bardzo ciekawy i że jest tu wiele do odkrycia.
Twoje książki pokazują wiarę w Boga i relację z Nim oraz postaci świętych w bardzo przystępny sposób. Święci nie są tylko osobami z obrazka czy ołtarza.
To prawda, wiara może przenikać naszą codzienność, prosimy Pana Boga, rozmawiamy z Nim, uwielbiamy Go, spotykamy świętych, są oni dla nas przykładem – bohaterami, ale też przyjaciółmi, którzy mogą nam pomagać.
Jak powstają postacie, o których piszesz? Czy są odbiciem osób, które Cię otaczają?
Reklama
Świętych było najłatwiej wybrać, ponieważ księżniczki musiały być szlachciankami, a co najmniej mieć „wyższe urodzenie”, jak nasza diecezjalna bł. Juta z Bielczyn; a u Rycerzy Jezusa dobór odbywał się przez świętych związanych ze św. Ignacym z Loyoli. U kota Mruczysława chciałam, żeby pojawiły się osoby zwariowane, pasjonaci. Tutaj bohaterowie są zróżnicowani, np. jeden ekstrawertyk, a drugi bardzo poukładany. Czasem jakaś osoba staje się inspiracją do rozdziału, np. rozdział o Bydgoszczy pisałam z myślą o koleżance z tego miasta, którą poznałam na Przystanku Jezus. Ma w sobie ogrom dobra, współczucia do innych osób – trudno mówić o „konflikcie” toruńsko-bydgoskim, kiedy znamy bydgoszczan o tak wspaniałym sercu.
Jakie reakcje dzieci lub dorosłych w odniesieniu do Twojej twórczości najbardziej zapadły ci w pamięć?
Moja koleżanka powiedziała mi kiedyś, że jej dzieci śpią z Księżniczkami i Rycerzami pod poduszką. Najbardziej jednak poruszyła mnie recenzja chłopca, który w moich książkach dostrzegł tych najmniejszych, których Pan Bóg prowadzi i którymi się opiekuje – pomaga im zwyciężać w życiu. Cieszę się, że te książki chcą czytać całe rodziny i że ludzie widzą w tych opowieściach ciepło, wdzięczność, wartości, przyjaźń, odpowiedzialność. Ktoś napisał, że są to historie, które „uczą patrzeć sercem”, a ktoś inny – że jest w nich ukazana wiara w małych gestach. Jedną z moich znajomych poruszyła scena, w której niewierzący policjant został zauważony i zaproszony do wspólnej rozmowy przez osoby wierzące – mógł on wtedy poczuć, że Pan Bóg naprawdę go kocha i jest przy nim. Myślę, że każdy z nas właśnie tego pragnie: być dostrzeżonym, przyjętym.
Czy masz jakieś marzenia związane z literaturą dziecięcą i przekazywaniem wartości chrześcijańskich?
Bardzo bym chciała, żeby były wydawnictwa, które chcą szerzyć takie treści. Jest wielu wierzących pisarzy, którzy szukają wydawców chętnych do publikowania powieści chrześcijańskich. Dotarcie do tych książek nieraz jest trudne, bo są wydawane w różnych wydawnictwach, trafiają do różnych księgarni albo odkładane są na najniższe półki i nawet nie wiemy o ich istnieniu. A tymczasem jest sporo osób, które są zainteresowane taką tematyką.
Więcej informacji na www.renataczerwinska.pl
Renata Czerwińska pisarka, dziennikarka toruńskiej edycji Niedzieli, pasjonatka fotografii i historii regionalnej
