Reklama

Franciszek

Rewolucja czułości - Franciszek na Kubie

Pod hasłem: "Misjonarz miłosierdzia" odbyła się w dniach 19-22 września wizyta apostolska Franciszka na Kubę. Była ona pierwszym etapem 10 podróży apostolskiej tego pontyfikatu. Papież odwiedził Hawanę, Holguín, El Cobre i Santiago de Cuba. Z Kuby udał się do Stanów Zjednoczonych, gdzie weźmie m.in. udział w VIII Światowym Spotkaniu Rodzin w Filadelfii.

[ TEMATY ]

Franciszek

Kuba

Franciszek na Kubie i w USA

Grzegorz Gałązka

Na Placu Rewolucji w Hawanie za sprawą papieża Franciszka zakrólował Chrystus

Apelował o to, by Kościół mógł służyć narodowi kubańskiemu „w warunkach wolności”. Przekonywał do służby konkretnemu człowiekowi, a nie ideologiom. Tłumaczył, że Bóg pragnie Kościoła ubogiego. Podkreślił potrzebę umiejętności wspólnego działania z ludźmi innych przekonań i ideologii, w tym komunistycznej, na rzecz dobra wspólnego. Przestrzegł przed popadaniem w poprawność polityczną.

Przede wszystkim jednak zachęcił „do przeżywania rewolucji czułości”, polegającej na „otwieraniu oczu i serc na innych”. „Nasza rewolucja musi obejmować czułość, radość, która staje się zawsze bliskością, która zawsze staje się współczuciem i prowadzi nas do zaangażowania się, aby służyć, w życiu innych” - mówił Ojciec Święty.

Wolność, pokój i nadzieja

Reklama

Zgromadzeni na lotnisku w Hawanie wierni od pierwszych chwil entuzjastycznie witali Następcę św. Piotra, wznosząc okrzyki „Chrystus żyje!”. Witając papieża prezydent Raúl Castro wyraził wdzięczność za pośrednictwo Stolicy Apostolskiej w przywróceniu relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Natomiast Franciszek poprosił go o przekazanie jego bratu Fidelowi "uczuć szczególnego uznania i szacunku".

Papież nawiązał do przypadającej w tym roku 80. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych między Republiką Kuby a Stolicą Apostolską, wspomniał "niezapomniane" podróże apostolskie swoich poprzedników: św. Jana Pawła II i Benedykta XVI. "Wiem, że ich wspomnienie wzbudza wdzięczność i miłość w narodzie i we władzach Kuby" - powiedział i dodał: "Chcemy dzisiaj odnowić te więzy współpracy i przyjaźni, aby Kościół nadal towarzyszył i dodawał otuchy narodowi kubańskiemu w jego nadziejach i w jego troskach, w warunkach wolności oraz ze środkami i przestrzeniami niezbędnymi do niesienia orędzia o Królestwie aż na egzystencjalne krańce społeczeństwa".

Wskazując na geograficzne położenie Kuby, która jest archipelagiem, papież podkreślił, że kraj ten może być traktowany jako "klucz" między północą a południem, między wschodem a zachodem. "Jej naturalnym powołaniem jest bycie miejscem spotkania, aby wszystkie ludy spotykały się w przyjaźni" - powiedział Franciszek i przytoczył słowa św. Jana Pawła II, który w 1998 r. podczas ceremonii powitania w Hawanie zaapelował aby „Kuba otworzyła się ze wszystkimi swymi wspaniałymi możliwościami na świat i aby świat otworzył się na Kubę”. Nawiązując do normalizacji stosunków między Kubą i Stanami Zjednoczonymi Franciszek podkreślił, że jest to znak zwycięstwa kultury spotkania i dialogu nad kulturą konfrontacji.

Reklama

Na trasie przejazdu do centrum Hawany papieża witało entuzjastycznie ponad 100 tys. Kubańczyków.

Służba nie jest ideologią

"Ten, kto chciałby być wielkim, niech służy innym, a nie posługuje się innymi!" - wezwał Franciszek podczas Mszy św. 20 września na placu Rewolucji w Hawanie, w której uczestniczyło pół miliona osób. Zaznaczył, że służba nigdy nie jest ideologiczna, jako że służy się nie ideom, ale osobom".

W homilii nawiązał do fragmentu Ewangelii mówiącym o sprzeczce uczniów Jezusa o to, kto z nich jest ważniejszy. Zwrócił uwagę, że pytanie: „Kto jest najważniejszy?” jest wyryte w sercu i towarzyszy człowiekowi przez całe życie i na różnych jego etapach jesteśmy wzywani do udzielenia na nie odpowiedzi. "Dzieje ludzkości zostały naznaczone sposobem odpowiadania na to pytanie" - przypomniał Franciszek i dodał, że najlepszą odpowiedź na nie daje Jezus: „Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”.

Tłumacząc czym jest służba bliźniemu, zaznaczył, że "służenie oznacza w większości troskę o kruchość", troszczenie się o słabych w rodzinach, społeczeństwie, narodzie. "Jezus proponuje spoglądanie właśnie na twarze cierpiące, bezbronne i udręczone oraz wzywa konkretnie do kochania ich miłością, która kształtuje się w działaniach i decyzjach, miłością, która przejawia się w różnych zadaniach, do których wypełniania jesteśmy wezwani jako obywatele" - mówił Ojciec Święty. Zachęcił do służby, która służy innym i przestrzegł przed pokusą „służby”, która służy „sobie” rodząc dynamikę wykluczenia. "Na mocy powołania chrześcijańskiego wszyscy jesteśmy wezwani do służby, która służy i do pomagania sobie wzajemnie, aby nie ulegać pokusom «służby, która służy sobie». Wszyscy jesteśmy wezwani, pobudzani przez Jezusa do noszenia wzajemnie swych brzemion z miłości" - powiedział Franciszek.

Papież wezwał kubańskich katolików, "lubiących święto, przyjaźń i dobre rzeczy", którzy "wędrują, śpiewają i wielbią", aby mimo ran byli otwarci i kroczyli z nadzieją. "Dziś wzywam was, abyście dbali o to powołanie, abyście troszczyli się o te dary, którymi Bóg was obdarzył, szczególnie jednak chcę was prosić, abyście troszczyli się i służyli ułomnościom swych braci" - zaapelował papież i przestrzegł przed zwodniczymi projektami, które mogą wydawać się kuszące, a które jednak nie są zainteresowane obliczem konkretnego człowieka. "Ten, kto nie żyje, aby służyć, nie zasługuje, aby żyć” - powiedział na zakończenie Franciszek.

W czasie Mszy św. Ojciec Święty udzielił I Komunii św. pięciu dzieciom, jako "znak nadziei i rozwoju Kościoła kubańskiego".

Przed Mszą św. 40 minut papież przejeżdżał między sektorami entuzjastycznie witany przez zgromadzonych. W ich dłoniach powiewały flagi Watykanu i Kuby. Co chwila papamobil zatrzymywał się, Franciszek podchodził do ludzi, witał się z nimi i ściskał trzymane w ramionach rodziców dzieci.

We Mszy św. uczestniczyli m.in. prezydent Raúl Castro z przedstawicielami rządu, prezydent Argentyny Cristina Kirchner.

Podczas modlitwy Anioł Pański papież zwrócił się z apelem o pokój i pojednanie w Kolumbii. W Hawanie od końca 2012 r. trwają rozmowy pokojowe między kolumbijskim rządem a rebeliantami z FARC. Niestety, nie mogło dojść do spotkania negocjatorów z papieżem podczas wizyty, stąd Franciszek skorzystał z okazji i w przemówieniu wezwał do zakończenia rozmów. "W tej chwili czuję się w obowiązku skierować swoją myśl ku umiłowanej ziemi Kolumbii, świadom kluczowej doniosłości obecnego momentu, w którym dzięki ponowionym wysiłkom i kierowani nadzieją, jej synowie próbują budować społeczeństwo w pokoju. Niech ta krew przelana przez tysiące niewinnych ludzi w ciągu całych dziesięcioleci konfliktu zbrojnego, złączona z Krwią Jezusa Chrystusa na Krzyżu, wspiera wszystkie wysiłki, podejmowane, także na tej pięknej wyspie, w celu ostatecznego pojednania" - powiedział papież.

U braci Castro

Po Mszy św. Franciszek odwiedził w jego domu przywódcę rewolucji kubańskiej (El Máximo Lider), Fidela Castro. Rozmowa miała charakter nieformalny, trwała około pół godziny i odbyła się bez obecności kamer telewizyjnych. Obecna była małżonka, dzieci oraz wnuki. Z 89-letnim dziś Fidelem Castro w marcu 2012 r. spotkał się w Hawanie Benedykt XVI. Dwukrotnie spotkał się też z nim i rozmawiał św. Jan Paweł II. Po raz pierwszy odbyli oni długą rozmowę w Watykanie w 1996 r., a następnie podczas historycznej podróży papieża na Kubę – w styczniu 1998 r. Fidel Castro ze względu na zły stan zdrowia w 2006 r. zrezygnował z przywództwa w kraju. Jego rezydencja zamieniona jest na klinikę - twierdzą dziennikarze.

Po południu Franciszek złożył kurtuazyjną w Pałacu Rewolucji – siedzibie prezydenta Kuby, a zarazem kwaterze głównej tamtejszej partii komunistycznej. Castro ofiarował papieżowi krzyż zrobiony z wioseł imigrantów, którzy przemierzają Morze Śródziemne. Jest to kolejne dzieło kubańskiego artysty Alexisa Leyva Machado, które otrzymał Franciszek. Wcześniej podczas wizyty kubańskiego prezydenta w Watykanie Ojciec Święty otrzymał obraz inspirowany słynną wizytą papieża na Lampedusie, który przedstawia człowieka modlącego się pod krzyżem sporządzonym z drewna pochodzącego z wraków łodzi, którymi przeprawiali się emigranci. Spotkanie trwało około godziny.

Bóg pragnie Kościoła ubogiego

Po spotkaniu z prezydentem Franciszek przybył do katedry pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Hawanie na spotkanie z duchowieństwem i osobami konsekrowanymi. W drodze z Pałacu Rewolucji entuzjastycznie witały go rzesze wiernych. Papież-jezuita zatrzymał się także na chwilę w stołecznym kościele swoich współbraci - jezuitów pw. Najświętszego Serca Jezusa i św. Ignacego z Loyoli. Tam czekała na niego duża grupa wiernych.

Witając Ojca Świętego w katedrze kard. Jaime Ortega y Alamino zaznaczył, że cechą charakterystyczną tamtejszego duchowieństwa jest ubóstwo, przyczyniające się do jego solidarności i braterstwa. Poprosił Franciszka o umocnienie zgromadzonych w zaangażowaniu i nadziei swoim apostolskim błogosławieństwem.

Następnie świadectwo złożyła zakonnica Yailena Ponce Torres, należąca do zgromadzenia sióstr miłosierdzia. Mówiła o swojej posłudze pośród osób niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo w domu zarządzanym przez Ministerstwo Zdrowia Publicznego. Nie kryła pierwotnych oporów wewnętrznych, ale i odkrycia z czasem radości, jaką daje posługiwanie najsłabszym, rozpoznając w tej posłudze obecność Boga. Zaznaczyła, że podobną posługę pełnią także inne zakony świadcząc miłość miłosierną względem chorych, dzieci, osób starszych, niepełnosprawnych, uznając godność każdego człowieka. Stanowi ona nieodłączną część Dobrej Nowiny, jakiej świadkiem jest Kościół na Kubie – podkreśliła zakonnica.

Papież powiedział, że choć przygotował już tekst, przekazał go kard. Ortedze. Sam natomiast postanowił powiedzieć spontanicznie o proroctwie życia zakonnego. Nawiązując do słów arcybiskupa Hawany zatrzymał się na słowie „ubóstwo”, którego nie zna świat, bo pogardza ubóstwem. Duch świata nie docenia bowiem słów Jezusa, który uniżył się, aby być jednym z nas. Zauważył, że dobra domagają się właściwego zarządzania, bo otrzymaliśmy je od Boga.

Papież przypomniał słowa św. Ignacego, że ubóstwo jest murem i matką życia konsekrowanego. Zauważył, że bogactwo nas ogałaca z tego, co najważniejsze – ducha ubóstwa. Zacytował słowa starego kapłana, który stwierdził, że jeśli ktoś gromadzi bogactwa, to jego życie nie opiera się na Bogu, ale na towarzystwie ubezpieczeniowym.

Franciszek wyraził też uznanie za pracę charytatywną Kościoła i jego troskę o najbardziej zapomnianych, w tym dzieci nienarodzone.

Zachęcił kapłanów do świadczenia miłosierdzia, zwłaszcza w konfesjonale, naśladując Jezusa, bowiem tam gdzie jest miłosierdzie, tam jest także duch Jezusa. „Niech Pan obdarzy nas swoimi łaskami ubóstwa i miłosierdzia, bo tam znajdujemy Jezusa” – zakończył swoją improwizowaną homilię Ojciec Święty.

W przekazanej homilii papież wskazał na pokusę indywidualizmu jako poważne zagrożenie życia kapłańskiego i podkreślił w niej, że duchowni nie powinni bać się konfliktów i dyskusji w Kościele, które są niezbędne i świadczą o dynamizmie życia Kościoła. "Biada tym wspólnotom, w których nie ma ani «tak», ani «nie»! Są one jak te małżeństwa, w których już się nie dyskutuje, bo nie ma już zainteresowania i nie ma już miłości" - napisał Franciszek.

Budujcie kulturę spotkania

Przed sąsiadującym z katedrą Centrum Kultury Ks. Felixa Vareli odbyło się spotkanie Franciszka z kubańską młodzieżą. Ojciec Święty zachęcił ją do odważnego marzenia o rzeczach wielkich. Podkreślił potrzebę umiejętności wspólnego działania z ludźmi innych przekonań, innych ideologii, w tym komunistycznej, na rzecz dobra wspólnego. Przestrzegł przed nienawiścią, niezdolnością do spotkania i rozmawiania ze sobą. "Bowiem nienawiść społeczna zabija duszę" - zaznaczył.

Inne słowo, nad którym zatrzymał się papież, to „nadzieja”, która nie jest optymizmem, lecz umiejętnością poświęcania się dla przyszłości. Jest ona płodna, dając życie, przyjaźń społeczną.

Franciszek powiedział także o występującym w Europie problemie bezrobocia młodzieży. Naród, który nie troszczy się o to, by dać pracę młodym nie ma przyszłości – stwierdził. Stanowczo potępił kulturę odrzucenia młodych, dzieci, starców, apelując o budowanie kultury spotkania.

W przekazanym młodym Kubańczykom orędziu papież wskazał na potrzebę wyższej nadziei pochodzącej z wiary w Chrystusa. "Drodzy młodzi Kubańczycy, jeśli sam Bóg wszedł w naszą historię i stał się człowiekiem w Jezusie, jeśli wziął na swe barki naszą słabość i grzech, nie lękajcie się nadziei, nie lękajcie się przyszłości, ponieważ Bóg stoi z wami, wierzy w was, pokłada w was nadzieje" - zaapelował papież wskazując na trzy idee podtrzymujące żywą nadzieję: potrzebę pamięci i rozeznania, spotkania i dialogu oraz solidarności.

Aresztowania opozycjonistów

Nie doszło do spotkania znanych krytyków komunistycznego reżimu z Franciszkiem - donosiły kubańskie kręgi opozycyjne. Internetowy portal "Diario de Cuba" poinformował, że dwie działaczki opozycji Berta Soler i Martha Beatriz Roque zostały 19 września zatrzymane przez służby bezpieczeństwa, gdy udawały się do budynku nuncjatury apostolskiej w Hawanie, która jest rezydencją papieża w czasie jego pobytu w stolicy Kuby.

Wcześniej otrzymały one ustne zaproszenie od jednego z pracowników nuncjatury - poinformowała rzecznika ruchu na rzecz praw człowieka, znanych jako „Damy w bieli” (Damas de Blanco).

Do aresztowań doszło również przy okazji niedzielnej Mszy św. na palcu Rewolucji w Hawanie. Dwie czołowe działaczki "Dam w bieli" zostały zatrzymane, gdy rozdawały materiały informacyjne - donosi "Diario de Cuba". Zwraca on uwagę, że Franciszek w swojej homilii powiedział, że swoje słowa kieruje także do tych Kubańczyków, których z różnych przyczyn nie spotkać podczas wizyty.

Natomiast inne ugrupowanie opozycyjne. ruch obywatelski Patriotyczna Unia Kuby (UNPACU) poinformował, że aresztowano 26 aktywistek "Dam w bieli" w Santa Clara, gdy chciały pojechać na papieską Mszę św. w Hawanie.

Ponadto na krytycznych wobec komunistycznego reżimu blogach pojawiły się informacje, że zablokowano telefony komórkowe wielu dysydentów, aby nie mogli się między sobą komunikować.

Miłość Jezusa leczy z poprawności politycznej

Do Holguín Franciszek przyjechał 21 września rano. Z lotniska przejechał papamobile na Plac Rewolucji. Wzdłuż całej trasy papieża witały rzesze ludzi. Liczące 250 tys. mieszkańców Holguín, czwarte co do wielkości miasto na Kubie gościło papieża po raz pierwszy. Przed Mszą z udziałem 150 tys. wiernych, na której obecny był prezydent Castro, Franciszek przez pół godziny jeździł w papamobile wśród zgromadzonych wiernych.

W homilii papież nawiązał do obchodzonego w Kościele święta apostoła i ewangelisty św. Mateusza i jego nawrócenia. Przypomniał, że Mateusz był celnikiem ściągającym podatki od Żydów, aby przekazać je Rzymianom i dlatego uważany był za grzesznika a ludzie traktowali go jak zdrajcę, który łupi swój naród.

Mówiąc o nawróceniu apostoła papież zwrócił uwagę, że "Jezus spojrzał na Mateusza oczami pełnymi miłosierdzia i to spojrzenie otworzyło mu serce, wyzwoliło go, uzdrowiło, dało mu nadzieję, nowe życie, podobnie jak Zacheuszowi, Bartymeuszowi, Marii Magdalenie, Piotrowi, a także każdemu z nas". "Jest to nasza historia osobista" - stwierdził Franciszek i zachęcił, aby "w swych domach lub w kościele każdy z nas uczynił chwilę milczenia, aby wspomnieć z wdzięcznością i radością tamte okoliczności, tamtą chwilę, w której miłosierne spojrzenie Boga spoczęło na naszym życiu".

"Jego miłość nas uprzedza a Jego spojrzenie wychodzi przed nasze potrzeby" - powiedział papież i wezwał byśmy pozwolili aby spoglądał na nas Jezus. "Pozwólmy, aby Jego spojrzenie przemierzało nasze ulice, pozwólmy, aby Jego spojrzenie przywracało nam radość i nadzieję" - zachęcał papież.

Podkreślił, że dla Mateusza i dla każdego, kto poczuł spojrzenie Jezusa, jego współobywatele nie są tymi, z których „się żyje”, których się wykorzystuje i nadużywa. "Spojrzenie Jezusa rodzi działalność misyjną, posługi, oddania się. Jego miłość leczy naszą krótkowzroczność i pobudza nas do patrzenia dalej, abyśmy nie popadali w pozory lub w poprawność polityczną" - wyjaśniał Franciszek.

Papież zachęcał dalej, abyśmy pozwolili, by "Pan spoglądał na nas w modlitwie, w Eucharystii, w spowiedzi, w naszych braciach, szczególnie tych, którzy czują się porzuceni, bardziej samotni". "I nauczmy się patrzeć tak, jak On patrzy na nas. Dzielmy Jego czułość i Jego miłosierdzie z chorymi, więźniami, starcami lub z rodzinami przeżywającymi trudności" - wezwał Franciszek.

Z wielkim uznaniem mówił o Kościele na Kubie, który "pracuje z wysiłkiem i poświęceniem, aby zanieść wszystkim, także do najodleglejszych miejsc, słowo i obecność Chrystusa". Szczególne podkreślił rolę tzw. „domów misyjnych”, które z powodu braku świątyń i kapłanów pozwalają wielu osobom, by mieć miejsce modlitwy, słuchania Słowa, katechezy i życia wspólnotowego.

Na zakończenie papież zawierzył Kubę Matce Bożej Miłosierdzia z El Cobre, aby "«Jej oczy miłosierne» spoglądały zawsze uważnie na każdego z was, na wasze domy, rodziny, na osoby, które mogą czuć, że nie ma dla nich miejsca".

Pod koniec liturgii głos zabrał ordynariusz diecezji Holguín, bp Emilio Aranguren Echeverría. Zapewnił, że tamtejszy Kościół chce służyć jak dobry samarytanin, wyciągając dłoń ku tym, którzy tego potrzebują. - Władze kraju wiedzą, że Kościół nie prosi dla siebie, ale zabiega o to, co jest potrzebne do wypełnienia jego misji - wskazał hierarcha.

Po południu papież pobłogosławił miasto z Loma de la Cruz („Pagórek krzyża”) - punktu widokowego na miasto na szczycie wzgórza o wysokości 261 metrów nad poziomem morza, 6 kilometrów na północ od Holguin, gdzie od 1790 r. stoi krzyż.

Zawierzenie Matce Bożej z El Cobre

Wieczorem Franciszek przybył do Santiago di Cuba. Najpierw w seminarium św. Bazylego Wielkiego spotkał się z kubańskimi biskupami, a następnie wraz z nimi modlił się w pobliskim sanktuarium Matki Bożej Miłosierdzia w El Cobre.

Papież złożył kwiaty przed figurką i odmówił modlitwę, którą przed trzema laty odczytał Benedykt XVI: "Dziewico Miłosierdzia z Cobre, Patronko Kuby! Bądź pozdrowiona, Maryjo, pełna łaski! Pomnóż naszą wiarę, ożywiaj nadzieję, pomnażaj i umacniaj w nas miłość. Chroń nasze rodziny, strzeż młodzież i dzieci, pocieszaj tych, którzy cierpią. Bądź Matką wiernych i pasterzy Kościoła, wzorem i gwiazdą nowej ewangelizacji. Matko pojednania! Zgromadź Twój lud rozproszony po świecie. Uczyń z narodu kubańskiego dom dla braci i sióstr, aby ten lud otworzył szeroko swój umysł, swoje serce i swoje życie na Chrystusa, jedynego Zbawiciela i Odkupiciela”.

Papież złożył też w darze srebrną wazę z różami, wykonanymi ze srebra i ceramiki. Tym gestem naśladował Kubańczyków, którzy składają Matce Bożej Miłosierdzia z El Cobre wiązankę kwiatów.

Sanktuarium Matki Bożej Miłosierdzia el Cobre to najbardziej znane miejsce pielgrzymek na Kubie. Papież Benedykt XV ogłosił Maryję z El Cobre patronką wyspy. O Matce Bożej Miłosierdzia z El Cobre pisał w "Starym człowieku i morze" mieszkający na Kubie Ernest Hemingway. W darze dla sanktuarium złożył swój medal literackiej Nagrody Nobla.

Hołd kubańskim kobietom

Do El Cobre Franciszek wrócił nazajutrz, by w sanktuarium Matki Bożej odprawić Mszę św. Obecny był na niej prezydent Castro, zgodnie ze swą zapowiedzią sprzed kilku miesięcy, że weźmie udział we wszystkich Mszach, jakie papież odprawi na Kubie.

W homilii papież podkreślił, że kubańska ojczyzna narodziła się i rozwijała w cieple kultu do Matki Miłosierdzia i przypomniał, że Kubańczycy sto lat temu poprosili papieża Benedykta XV, aby ogłosił Pannę Miłosierdzia patronką Kuby. „Maryja jest czczona jako Matka Miłosierdzia i stąd strzeże Ona naszych korzeni, naszej tożsamości, abyśmy nie zagubili się na drogach beznadziejności” - powiedział Franciszek. Przypomniał, że „dusza ludu kubańskiego wykuwała się wśród bólu, niedostatków, które nie zdołały zagasić wiary, tej wiary, która przeżyła dzięki licznym babciom, które robiły wszystko, co w ich mocy, w codziennym życiu domowym, aby zachować żywą obecność Boga”.

Franciszek oddał hołd kubańskim babciom, matkom i innym osobom, które „dzięki czułości i miłości były znakami nawiedzenia, męstwa, wiary dla swych wnuków, w swych rodzinach”. „Podtrzymywały otwartą małą szczelinkę jak ziarno gorczycy, przez którą Duch Święty nadal towarzyszył tętnu tego ludu” - powiedział papież.

Przypomniał, że z pokolenia na pokolenie, dzień po dniu, jesteśmy zapraszani do odnawiania swej wiary. „Jesteśmy zapraszani do przeżywania rewolucji czułości jak Maryja, Matka Miłosierdzia. Jesteśmy zapraszani do «wyjścia z domu», do otwierania oczu i serc na innych. Nasza rewolucja musi obejmować czułość, radość, która staje się zawsze bliskością, która zawsze staje się współczuciem i prowadzi nas do zaangażowania się, aby służyć, w życiu innych” - mówił Ojciec Święty. Dodał, że „nasza wiara wyprowadza z domu na spotkanie innych, aby dzielić z nimi radości i cierpienia, nadzieje i frustracje. Nasza wiara wyprowadza z domu, aby odwiedzić chorego, więźnia, tego, który płacze i tego, kto umie się także śmiać ze śmiejącymi się, cieszyć się radościami sąsiadów”.

Franciszek zaprezentował program Kościoła, który jak Maryja „chce być Kościołem, który służy, który wychodzi z domu, który wychodzi z swoich świątyń, ze swych zakrystii, aby towarzyszyć życiu, podtrzymywać nadzieję, być znakiem jedności, Kościołem wychodzącym z domów, aby przerzucać mosty, obalać mury, siać pojednanie, być Kościołem, który umie towarzyszyć we wszystkich «krępujących» sytuacjach naszego ludu, zaangażowanym w życie, kulturę, społeczeństwo, nie chowając się, ale krocząc wraz z naszymi braćmi”.

Pod koniec Mszy metropolita Santiago de Cuba, abp Dionisio García lbánez poinformował, że przybyli na nią członkowie małych wspólnot katolickich, które licznie powstały w miastach i wioskach, niemających kościołów. Ewangelizują w nich głównie misjonarze świeccy. Są oni „prawdziwymi protagonistami nowej ewangelizacji na Kubie” - wskazał hierarcha. Poprosił Franciszka o otwarcie Roku Maryjnego, który potrwa do 24 września 2016 r., z okazji setnej rocznicy ogłoszenia Matki Bożej Miłosierdzia patronką Kuby. Obiecał, że w tym sanktuarium, „domu wszystkich Kubańczyków”, w którym „bije serce Kuby”, będą wznoszone modlitwy za papieża i jego posługę.

Życie rodzinne szkołą człowieczeństwa

W katedrze w Santiago de Cuba Franciszek spotkał się z rodzinami. Wchodząc do świątyni witał się z wiernymi, błogosławił dzieci, cierpliwie pozował z nimi do zdjęć.

Abp Dionisio García lbánez podkreślił, że rodzina jest jedną z najbardziej cenionych przez Kubańczyków instytucji, dlatego tak niepokojące są czynniki zagrażające jej jedności, dobrobytowi i znaczeniu. Młode rodziny pragną mieć dzieci, ale staje się to problematyczne ze względu na znaczną emigrację, zwłaszcza młodzieży, rozdzielenie ze względu na pracę, trudności materialne, brak mieszkań, czego wynikiem jest duży spadek przyrostu naturalnego i rodzinnej stabilizacji. - Nasz kraj się starzeje, narażając w ten sposób swą przyszłość. Znajdujemy się pod tym względem w ślepej uliczce. Nasze rodziny pragną umocnienia Twoim przesłaniem otuchy i nadziei - wskazał hierarcha. W związku z obchodzonym 500-leciem Santiago de Cuba, poprosił Franciszka o błogosławieństwo dla tego miasta.

„Dziękuję rodzinom kubańskim, dziękuję Kubańczykom za to, że przez wszystkie te dni czułem się jak w rodzinie, za to, że czułem się jak w domu. To spotkanie z wami jest jak «wisienka na torcie»” - powiedział papież na wstępie swojego przemówienia.

Nawiązał do fragmentu Ewangelii mówiącego o pierwszym publicznym wystąpieniu Jezusa podczas wesela w Kanie Galilejskiej. „Każde święto rodzinne, a szczególnie wesele, jest dla starszych: rodziców i dziadków, okazją do zbierania owoców swojej pracy wychowawczej i radości” - powiedział Franciszek i dodał, że dla młodych jest czasem nadziei na przyszłość i dziękczynienia za otrzymaną od rodziców miłość.

Ojciec Święty zwrócił uwagę, że odwiedzanie domów i rodzin zajmowało ważne miejsce w życiu Jezusa, który „rozpoczyna swe życie w rodzinie, w łonie ogniska domowego i na to łono naszych ognisk rodzinnych nieustannie wkracza i w nich uczestniczy”.

Papież podzielił się osobistym wspomnieniem, gdy był arcybiskupem Buenos Aires i wiele rodzin opowiadało mu, iż jedyną chwilą, jaką miały, żeby być razem, była zazwyczaj wieczorna kolacja, gdy wracano z pracy, gdy najmłodsi skończyli zajęcia szkolne. „Była to szczególna chwila w życiu rodzinnym” - zaznaczył papież i zwrócił uwagę na niebagatelne znaczenie takich codziennych spotkań w każdej rodzinie, kiedy „nie ma miejsca na «maski», jesteśmy tymi, kim jesteśmy i w taki czy inny sposób jesteśmy wezwani do szukania tego, co najlepsze u innych, dlatego wspólnota chrześcijańska nazywa rodziny Kościołem domowym, gdzie odkrywamy konkretną i czynną miłość Boga”.

Franciszek zwrócił uwagę, że w wielu dzisiejszych kulturach zanikają wspólne chwile rodzinne, nierzadko wszystko zmierza do samotności i izolacji - „bez rodziny, bez ciepła ogniska domowego życie staje się puste, zaczyna brakować relacji, które podtrzymują nas w chwilach nieporozumień, karmią nas w codzienności i pobudzają do walki o pomyślność”. Następnie podkreślił, że życie rodzinne jest wielką szansą, ponieważ ratuje współczesnego człowieka od podziałów i umasowienia. „W obu przypadkach osoby zamieniają się w jednostki odizolowane, którymi łatwo manipulować i sterować. Społeczeństwa podzielone, rozerwane, rozdzielone lub w najwyższym stopniu umasowione są następstwem zerwania więzi rodzinnych, gdy traci się relacje, które tworzą nas jako osoby, które uczą nas bycia osobami” - powiedział papież i podkreślił, że rodzina jest „szkołą człowieczeństwa, która uczy wkładania serca w potrzeby innych, bycia wrażliwym na życie innych”.

„Nie ma rodzin doskonałych” - zastrzegł Ojciec Święty i zachęcił do troski o rodzinę. „Troszczmy się o swe rodziny, będące prawdziwymi przestrzeniami wolności, troszczmy się o swe rodziny - prawdziwe ośrodki człowieczeństwa” - wezwał papież, wskazując na wagę Eucharystii w życiu rodzinnym, która jest „ucztą rodziny Jezusa”.

Na zakończenie papież poprosił o modlitwę w intencji VIII Światowego Spotkania Rodzin w Filadelfii i październikowego zgromadzenia Synodu Biskupów w Watykanie, „abyśmy umieli coraz bardziej odkrywać Emanuela, Boga, który żyje pośród swego ludu, czyniąc z rodzin swoje ognisko domowe”. Udzielił też błogosławieństwa wszystkim kobietom spodziewającym się dziecka.

W prezencie od kubańskich rodzin Franciszek otrzymał kopię figury Matki Bożej Miłosierdzia z El Cobre. Po modlitwie przed figurą św. Jakuba, ściskając wyciągnięte do niego ręce, patrona miasta, wyszedł na plac przed świątynią.

Zgromadzone tam dziesiątki tysięcy ludzi entuzjastycznie powitały papieża, który zapewnił ich, że czuje się tu jak w domu. Powiedział, że tak jak dziadkowie są „żywą pamięcią” społeczeństwa, tak dzieci są jego przyszłością. Społeczeństwo, które się troszczy o dziadków i o dzieci ma zapewnioną pomyślność - dodał Franciszek, po czym udzielił błogosławieństwa.

Żegnany przez prezydenta Castro papież odleciał do Waszyngtonu. Tym samym zakończyła się trzecia już papieska podróż na Kubę - po św. Janie Pawle II w 1998 r. i Benedykcie XVI w 2012 r.

2015-09-23 08:07

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kard. Dolan: papież okrążył Statuę Wolności i Ellis Island

[ TEMATY ]

Franciszek

kard. Dolan

Franciszek na Kubie i w USA

BostonCatholic / Foter.com / CC BY-ND

Podczas swej niedawnej wizyty w Nowym Jorku papież przeleciał obok Statuty Wolności i Ellis Island - wyspy, na którą przybywali imigranci z innych części świata. Ujawnił to kard. Timothy Dolan w artykule na łamach tabloidu „New York Post”.

Gdy 26 września rano Franciszek leciał helikopterem na lotnisko im. Kennedy’ego, poprosił pilota, by okrążył Statuę Wolności i Ellis Island. - Był wyraźnie poruszony na widok tych dwóch symboli naszego miasta - stwierdził arcybiskup Nowego Jorku, który towarzyszył papieżowi w czasie jego 38-godzinnej wizyty.

Przyznał, że Franciszek przyjechał jako obcy. - Oczywiście my go znaliśmy. Był nazywany „papieżem gwiazdą”, a przez minione dwa i pół roku był prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalną osobą na Ziemi. Ale on tak naprawdę nie znał nas. Jego wizyta była okazją do osobistego spotkania z bliska, by ten pasterz mógł poznać swą owczarnię, a owczarnia mogła poznać jego. Uważam, że taki był pierwszorzędny cel tej podróży - być bliżej ludzi, jego ludzi, jak chciałby każdy dobry ksiądz i pasterz - napisał kard. Dolan.

Bardzo ważne były przemówienia papieża w Kongresie, na forum Narodów Zjednoczonych i w Białym Domu, zaś jego wizytę zainspirował udział w Światowym Spotkaniu Rodzin w Filadelfii. - Ale jeżdżąc fiatem ze spotkania na spotkanie, nieustannie zarzucał mnie pytaniami o Nowy Jork i jego mieszkańców. W czasie lotu helikopterem mogłem mu pokazywać: „To jest Staten Island. To jest Brooklyn i Queens. Tam jest New Jersey”. Był zaskoczony liczbą mostów, nad którymi lecieliśmy, ale jako dawny nauczyciel wykorzystał to, by przypomnieć mi, że „Kościół musi być właśnie takim mostem [prowadzącym] do ludzi”. Z mojego siedzenia koło niego we fiacie i papamobile mogłem patrzeć na falę setek tysięcy ludzi i zapewnić go, że naprawdę jest pontifexem, budowniczym mostów - wspomina metropolita nowojorski.

- Gdziekolwiek pojechaliśmy, stawało się jasne, że to, co papież Franciszek mówi i robi brzmi w bardzo osobisty sposób. A jeśli była obecna osoba na wózku inwalidzkim, chory, dziecko, osoba starsza, ktoś, kogo świat mógłby uważać za w jakiś sposób słabego, to papież najpierw do niej podchodził. I nie jest to część strategii wizerunkowej, nikt nie doradzał mu, że byłby to dobry sposób działania. To naturalna część tego, kim jest i ludzie to w nim wyczuwają - zauważył kard. Dolan.

CZYTAJ DALEJ

Człowiek uzależniony

Uzależnienie to choroba umysłu, ciała i ducha. Największym problemem uzależnionego nie są wódka, hazard czy narkotyki, lecz brak zgody na własne życie.

Mało było w historii naszego kraju okresów tak sprzyjających rozwojowi jak ten, w którym żyjemy. Przyzwyczailiśmy się do niepodległości. Prawo decydowania o sobie na arenie międzynarodowej jawi nam się dziś jako oczywistość. Wraz z odzyskiwaniem podmiotowości przez naszą ojczyznę wdarła się jednak w nasze granice z siłą tsunami antykultura konsumpcji i użycia.

Potwór

Kredyty, zakupomania, seksualizacja wtargnęły na początku lat 90. ubiegłego wieku w nasze tu i teraz i utworzyły krainę „tysiąca jezior”. W każdym z nich czyha na nas nieco inny, ale w swej istocie podobny potwór z Loch Ness. Sam w sobie oryginalny i egzotyczny, w dotyku miły i bardzo dużo obiecujący. Złota rybka przy nim ze swoimi trzema życzeniami to uboga krewna. Potwór, który wkroczył do owych jezior i milionów serc, zamienił nasze życie w użycie, a nasze być w ciągłą potrzebę mieć. Dlaczego mu się to udało?

Niewolnicy

„Wszystko Ci dam, tylko padnij i złóż mi pokłon”. Czym było owo „wszystko” wówczas, na Pustyni Judzkiej? I co mógł zaproponować Szatan samemu Bogu? To jasne, że ta pokusa musiała być odparta. Co innego dziś, gdy gama dóbr i możliwości jest tak szeroka, a ścieżka użycia, proponowana przez ojca kłamstwa, tak obiecująca. Ten, który zna nasze słabości i na nie liczy, umie tak ruszyć strunami naszego ego, byśmy uznali, że nie kiedyś, po śmierci, ale dziś należy nam się spełnienie życzeń „wszystkiego najlepszego”. Mamy mentalność rozpieszczonego dziecka: „Chcę mieć wszystko natychmiast i od razu, dużo i na bogato”. Ta postawa biorcy, konsumenta żyjącego ponad stan, wiecznie nie dość dojrzałego człowieka to bardzo czule i z pietyzmem hodowana roślina, która jak chwast oplata nasze serca.

Świat żeruje dziś na naszych uzależnieniach, i to nie tylko tych starych jak historia Noego, czyli pijaństwa czy cudzołóstwa. To fakt, że seksoholizm jest dziś wielkim problemem, na pewno większym niż kiedykolwiek wcześniej. Statystyki rozwodów, konsumpcja pornografii, przemoc na tle seksualnym wyraźnie tego dowodzą. Pijemy także bardzo dużo. Sprzedaż alkoholu obecnie to blisko dziesięciokrotność tego, co kupowano w Polsce 100 lat temu. Pijemy bez opamiętania. Alkohol stał się towarem traktowanym na równi z innymi produktami spożywczymi. Można go kupić wszędzie, choćby na stacjach benzynowych, o każdej porze dnia i nocy, nawet bladym sierpniowym świtem. Kosztuje niewiele i jest wszędzie. Dla uzależnionych alkohol jest narkotykiem. Mimo to jest w pełni legalny, a nawet oficjalnie reklamowany. Jest zawsze w pierwszej trójce głównych sprawców zgonów. To dlatego podpisuję się pod apelami o abstynencję, i to nie tylko w sierpniu. Abstynencja alkoholowa to doskonały sposób na poprawę zdrowia i szansa na rozwój w wielu dziedzinach życia, zwłaszcza dla najmłodszych abstynentów. Obecnie uzależnienia to jednak nie tylko alkohol.

Kingsajz dla każdego

Jednym z najbardziej powszechnych, toksycznych i darmowych uzależnień jest pornografia. Strzał dopaminy, który towarzyszy oglądaniu pornografii, jest prawie tak duży jak przy spożyciu amfetaminy. O ile spożycie białego proszku daje nam ten zastrzyk na kilka, kilkanaście minut, to tkwienie w pornografii utrzymuje podwyższony stan hormonu przyjemności przez cały czas korzystania z tego bodźca. Powodem jest błędne odczytanie przez mózg stymulacji jako nadziei na prokreację i podtrzymanie gatunku. Ta euforia uzależnia. Masturbacja i pornografia stały się dziś towarem codziennego użytku dla tysięcy młodych ludzi. Łatwość dostępu i darmowość potęgują to uzależnienie, przez co czynią z młodych ludzi niewolników własnych żądz.

Pornografia nie ma nic wspólnego z prawdą o intymnej relacji między dwojgiem kochających się ludzi. Ma za to wiele wspólnego z przemocą, łatwością, gigantomanią, użyciem. Aktorzy i aktorki są jak Ken i Barbie z koszmarnego snu. Wszystko tu jest idealne i wyolbrzymione, i na pstryknięcie palca, czyli kliknięcie. Prasa młodzieżowa, film, przemysł muzyczny wtórują macherom od przemysłu porno w podsycaniu apetytów na użycie, bo to się opłaca. Antykoncepcja i aborcja kosztują, ale dają iluzję bezkarnego posmakowania wszystkiego. Trudno przewidzieć, jak będzie wyglądał świat rządzony przez tych, którzy od 7. roku życia byli narażeni na kontakt z pornografią. Dziś nie trzeba umieć pisać, żeby dostać się w takie zakamarki internetu, gdzie każda perwersja ma swoje katalogi klipów wideo, często za darmo i w full HD.

Mieć, jeść, kupować...

Kolejną plagą dzisiejszej filozofii użycia jest uzależnienie od zakupów, hazardu i kredytów. W Warszawie, w Stowarzyszeniu Integracji Społecznej Klub Poznańska 38, wystartował pierwszy mityng wspólnoty 12-krokowej Anonimowi Zadłużeni (spotkania we wtorki o godz. 18). Niewątpliwie żyjemy ponad stan. Kupujemy setki zbędnych rzeczy, otaczamy się nimi. Popadamy w gadżetomanię i w system wymiany na nowszy model. To moda, która wciąga i uzależnia. Coraz częściej rozmowy między kolegami w szkole, w pracy, na wakacjach przestają dotyczyć tego, kim jesteśmy, co robimy, co czytamy, a zmieniają się w targowisko próżności, w pokaz gadżetowej mody: smartwatche, telefony, airPodsy i co tam jeszcze. Bombardowanie promocjami, zdrapkami, okazjami też robi swoje. Nawet karty z systemem lojalnościowym mogą sprawić, że kupujemy więcej i głupiej, niezgodnie z potrzebami. Wchodzisz po masło i mleko, a wychodzisz z marketu z koszykiem pełnym wszystkiego. Niewątpliwie także hazard z różnymi swymi odmianami, jak zakłady bukmacherskie czy wirtualne kasyna w telefonach, jest coraz większym problemem.

Wszystko może nas uzależnić – nawet tak pozytywna i trwała wartość jak praca. Pracoholizm sprawia, że czując się społecznie użyteczni, tracimy kontakt z rodziną, sobą samym i przestajemy się dziwić 18-godzinnym dniem i 7-dniowym tygodniem pracy. Jedzenie i lęk przed jedzeniem, bulimia, obżarstwo, anoreksja – to kolejne sposoby na nałogowe poprawianie swojego samopoczucia. Nie chcę czuć tego, co czuję. Muszę dostarczyć sobie swojego narkotyku znieczulającego, a czy to będą praca ponad siły, dwadzieścia pączków czy amfetamina, to już mało ważne. Ksiądz Marek Dziewiecki w swojej właśnie wchodzącej na rynek książce Człowiek uzależniony podaje trafną definicję tego zjawiska. Wyjaśnia, że człowiek uzależniony to ktoś ślepo zakochany w swoim śmiertelnym wrogu. Owo zakochanie sprawia, że jesteśmy w stanie poświęcić wszystko i wszystkich, nawet siebie, by móc wpaść w ramiona kochanek. I nie ma znaczenia, że dawno przestały nas one głaskać i tulić, a zaczynają dusić i niszczyć. Zniewolony umysł i zraniony duch tego nie zauważają.

Ból

Czy człowiek uzależniony jest w sytuacji beznadziejnej? Program Ocaleni, który od 2 lat prowadzę w Telewizji Polskiej (wtorek, TVP1, godz. 22.30), pokazuje, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że z każdym, nawet najbardziej podstępnym uzależnieniem możemy wygrać. Jaka jest do tego droga? Po pierwsze, muszę sam uznać, że potrzebuję pomocy. Zwykle, by tak się stało, potrzebny jest ból. Czasami ból ponad siły, ale ból własny, odczuwany przez chorego, a nie ból czy błagania jego bliskich. Człowiek ślepo zakochany w śmiertelnym wrogu zmierza ku zatraceniu, nie bacząc na miłość i cierpienia bliskich. Jeśli przestaniemy brać na siebie konsekwencje jego nałogu, prędzej czy później dopadną go one i ciężko mu będzie oszukiwać samego siebie, że „ogarnia” i daje radę. To dlatego pierwszy z dwunastu kroków anonimowych alkoholików i innych wspólnot pracujących na tym programie mówi o bezsilności. Tylko wtedy, gdy ją uznam, w moim życiu możliwy jest szczęśliwy ciąg dalszy. Możliwy, ale niepewny, gdyż wychodzenie z uzależnienia to długotrwały proces naprawiania swojej teraźniejszości i zadośćuczynienia za przeszłość.

Nadzieja

Jest nadzieja dla każdego. Niezmiernie jednak ważne jest uznanie tego, że twoim problemem nie są narkotyk, alkohol, hazard czy seks, lecz jest nim fakt, że nie godzisz się na siebie i swoje życie. Że uciekasz przed życiem w użycie, że wolisz iluzję niż codzienne konfrontowanie się z trudem życia i gamą niechcianych uczuć. Jeśli jednak zgodzisz się na ten oczywisty fakt, że potrzebujesz pomocy, i wskrzesisz w sobie wiarę, choćby tak niewielką jak ziarenko gorczycy, to wtedy Ten, który przyszedł na świat, by nas ocalić, ocali i Ciebie. Nie wyręczy Cię w niczym, co jest w Twojej mocy, ale da Ci wsparcie tam, gdzie nie masz mocy. Gdy będziesz wybierać miejsce, do którego zapukasz po pomoc, oprócz kratek konfesjonału, miej w sobie pewność, że osoba uzależniona choruje równie mocno ciałem, umysłem, jak i duszą. Tak jak z próchnicą górnej szóstki nie idę na Jasną Górę, lecz do dentysty, podobnie w obliczu uzależnienia mam szukać specjalistów, grup wsparcia, klubów abstynenta. Ostatecznie Tym, do kogo odwołują się owi specjaliści, a których skuteczność działań jest weryfikowana tysiącami ocalonych, jest miłujący Bóg. Ten, który wymyślił ciebie z miłości i do miłości, do wolności, a nie do zniewoleń i upokorzeń.

CZYTAJ DALEJ

Otwarcie wystawy PKWP „Pomagamy w każdym czasie”

Pierwsza wystawa plenerowa w Polsce pokazująca działalność Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie i przybliżająca sytuację chrześcijan we współczesnym świecie została wczoraj otwarta w Krakowie. Odzwierciedla ona projekty pomocy humanitarnej, które od ponad 70 lat są realizowane na całym świecie.

– Głównym hasłem Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie jest pojednanie i solidarność. Po II wojnie światowej nasz założyciel, ojciec Werenfried van Straaten, wykazał się determinacją niesienia pomocy egzystencjalnej. W okresie PRL-u Stowarzyszenie pomagało Polakom. Dzisiaj to Polacy pomagają na wschodzie – mówi Sebastian Banasiewicz z Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Wystawę „Pomagamy w każdym czasie” można zobaczyć na krakowskich Plantach wzdłuż Franciszkańskiej 3, idąc w stronę ul. Wiślnej. Będzie dostępna przez miesiąc od 3 sierpnia do 3 września. Wystawa przedstawia kampanie pomocowe prowadzone przez PKWP m.in.: „S.O.S. dla Ziemi Świętej”, „Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym”, „Maseczkę dla misjonarza”, czy „Chleb dla Syrii”.

PKWP

– Jesteśmy wdzięczni za wsparcie i objęcie wystawy patronatem honorowym przez krakowskiego metropolitę abpa Marka Jędraszewskiego oraz prof. Jacka Majchrowskiego, Prezydenta Miasta Krakowa. Razem z Fundacja Grupy PKP chcemy zaprezentować naszą działalność, kampanie i infografiki o aktualnej sytuacji prześladowanych chrześcijan na świecie – mówi Sebastian Banasiewicz. Otwarcie wystawy odbyło się w poniedziałek 3 sierpnia o godz. 11:00. Później mieszkańcy Krakowa zostali zaproszeni do regionalnego biura PKWP – „Pól Dialogu” przy ul. Stradomskiej 6.

PKWP w obliczu coraz większych trudności, przed jakimi stanęły wszystkie wspólnoty na świecie, pomaga prześladowanym oraz misjonarzom, którzy stracili podstawowe środki do życia. PKWP pomaga księżom w podstawowej posłudze: sprawowaniu sakramentów, nauczaniu wiary, opiece nad chorymi i starszymi, pomocy ubogim i odwiedzaniu więźniów. Wsparcie finansowe PKWP obejmuje szeroki zakres działań w krajach Bliskiego Wschodu, Europy Środkowej i Wschodniej, Ameryki Łacińskiej, Azji i Afryki. W odpowiedzi na epidemię koronawirusa PKWP przeznaczyło 5 mln euro na wsparcie dla księży i sióstr zakonnych, służących najbardziej narażonym na niebezpieczeństwo społecznościom.

– PKWP jest również źródłem informacji o aktualnej sytuacji chrześcijan na świecie. W Libanie lokalna waluta straciła już 80 proc. wartości. W Bejrucie już ponad milion ludzi nie stać na artykuły pierwszej potrzeby. Apelujemy już dzisiaj do wspólnoty międzynarodowej o wsparcie, bo inaczej pod koniec roku libańskie dzieci będą umierać z głodu na ulicy – twierdzi Sebastian Banasiewicz z PKWP.

Wydarzenie na Facebooku o wystawie „Pomagamy w każdym czasie”:

Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję