Opowiadanie o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia odzwierciedla przekonanie, że każde cierpienie i choroba stanowią karę za grzech. Wybrzmiewa to również w pytaniu uczniów Jezusa, które do Niego skierowali: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?”. Skoro jest kalectwo, musi być ktoś, kto jest tego winny, na skutek popełnionego grzechu. W ten sposób dociekania nad przyczynami cierpienia i niepełnosprawności zamieniają się w oskarżenia pod adresem cierpiących lub ich bliskich. Bólu, jaki z tego wynika, mocno doświadczył starotestamentowy Hiob. Przecież Elifaz, Bildad i Sofar przybyli do Niego jako przyjaciele, ale rychło przeobrazili się w surowych oskarżycieli. Takie podejście znalazło też wyraz w pytaniu zadanym Jezusowi przez Jego uczniów. Co więcej, ono wciąż odżywa w zetknięciu się z ludźmi, którzy cierpią i są niepełnosprawni. Widząc ich albo spotykając się z nimi, ulegamy tej samej pokusie, co przyjaciele Hioba i uczniowie Jezusa. Wynika ona z założenia, że każdy, kto cierpi, cierpi za grzechy swoje albo innych ludzi.
Jezus stanowczo prostuje to spojrzenie, które przysparza cierpiącym tak wiele bólu: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże”. Otrzymujemy odpowiedź, która stanowi pointę Księgi Hioba: istnieje cierpienie niewinnych, lecz jego sens jest znany tylko Bogu. Spotkanie Jezusa i Jego uczniów z niewidomym od urodzenia nie było całkowicie przypadkowe. Doszło do niego, aby jeszcze raz ukazać i potwierdzić Boską tożsamość Jezusa. „Jak długo jestem na świecie – powiedział – jestem światłością świata”. Przywrócenie wzroku niewidomemu to nie tylko nadzwyczajny uczynek miłosierdzia, lecz także znak, który wskazuje, kim naprawdę jest Jezus. Jedni świadkowie owego znaku zareagowali zdziwieniem, drudzy niedowierzaniem, a jeszcze inni, a mianowicie faryzeusze, oburzyli się, że uzdrowienie miało miejsce w szabat. I wśród nich jednak powstał rozłam, ponieważ część zadała słuszne pytanie: „Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?”. Tak, uzdrowienie niewidomego od urodzenia nie może być dziełem człowieka, musi być dziełem Boga! Również niewidomy dobrze rozeznał to, co się wydarzyło. Wobec nacisków faryzeuszy stwierdził: „Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić”. Ani znak uzdrowienia, ani wyznanie uzdrowionego nie przekonało jednak wrogów Jezusa. Nadal trwali w przekonaniu, że kalectwo to skutek grzechów: „Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?”. Nie dadzą się przekonać ci, którzy zamknęli się i trwają w ciasnej skorupie zastarzałych stereotypów, w których nie ma miejsca dla Boga i Jego życiodajnej mocy.
Pójście za Jezusem i naśladowanie Go wymaga radykalnego zerwania z takim sposobem myślenia i życia, który przysłania Boga, a nawet Go zaciemnia. W Liście do Efezjan św. Paweł Apostoł przypomina chrześcijanom, że przeszli daleką drogę: Niegdyś bowiem „byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości”. Różnica między dawnym, pogańskim, a obecnym, chrześcijańskim, życiem jest jak różnica między sytuacją człowieka wtedy, kiedy był niewidomy, i wtedy, kiedy odzyskał wzrok. Okres Wielkiego Postu sprzyja temu, żeby przez nawrócenie i pokutę wyjść z ciemności, czyli zerwać ze wszystkim, co grzeszne i złe, aby z pomocą Jezusa Chrystusa wejść w światłość i rozpocząć życie odnowione przez dar Jego miłosierdzia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
