Siódma rano. Wszyscy na stanowiskach, jak w blokach startowych. W poniedziałek pracujemy na czas. To mało powiedziane – goniąc się z czasem. W piątek do drukarni wysyłamy jedynie część numeru, zwykle na większym luzie. W poniedziałki do druku oddawana jest ta „gorąca” część Niedzieli, obejmująca m.in. strony informacyjne, a podczas weekendu na świecie i w samym Kościele dzieje się ciekawie, wiele, coraz więcej, bywa, że dramatycznie. Stąd ta gonitwa. Trzeba zdążyć z najświeższymi newsami, trzeba często elastycznie zareagować na to, co się wydarzyło, i jeśli istnieje taka konieczność – wymienić rozkładówkowe teksty na nowe, a czas w poniedziałek nieubłaganie nas goni.
Nieustanny ruch materii
Reklama
Terminy wypuszczania kolejnych leg gazety są nieprzekraczalne, robimy więc, co w naszej mocy, by ich nie przekraczać, ale bywa i tak, że zdarza się mały obsuw czasu, kontrolowany poślizg. Niekontrolowany groziłby wypadnięciem z kolejki do druku, a to pociągnęłoby za sobą perturbacje w kolportażu i opóźnienia w dostarczeniu tygodnika do odbiorców na czas. Znów ten czas. Niby oswojony przez lata, ale rodzący napięcie. To część składowa naszej pracy – napięcia. Na szczęście szybko potrafimy je rozładować. Praca redakcji to system naczyń połączonych, a właściwie sztafeta z przekazywaną pałeczką, takie redakcyjne „podaj dalej”. Kiedy jedni kończą swą pracę, drudzy ją rozpoczynają... chociaż nie, to nie jest adekwatny opis tego procesu. Tak naprawdę nie ma tu miejsca na jakikolwiek i czyjkolwiek bezruch. Zmienia się tylko intensywność ruchu poszczególnych działów, trybików. Redakcja przypomina raczej piec hutniczy, którego się nie wygasza. Ruch materii jest nieustanny, płynący w rytm kolejnych numerów pisma, kolejnych tygodni. Bo nasz czas odmierza się tygodniami i numerami kolejnych wydań. Dopiero był 1., już jest 14., za chwilę pojawi się 52., i znów 1.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Na początku było... kolegium
Praca u podstaw nad wydaniem ogólnopolskim rozpoczyna się zwykle we wtorki podczas „burzy umysłów”, jak lubi nazywać kolegium redaktor naczelny. Niech no kto przyjdzie bez pomysłu na artykuł, to... Spokojnie, żyć delikwent będzie – ks. Jarosław Grabowski, choć wymagający, aż tak srogim szefem nie jest, ale każdy projekt jest w cenie i nie dość, że nieprofesjonalnie, to zwyczajnie głupio byłoby pojawić się bez niego. Kolektywnie i na kilka miesięcy do przodu wypracowywane są wiodące tematy numerów – lepiej w razie potrzeby przesunąć coś w czasie niż „szyć” materiał na ostatnią chwilę. Swoje projekty zgłaszają też kierownicy poszczególnych działów, ale kolegium nie byłoby tym, czym jest, gdyby inni nie próbowali namieszać im w ich materii. To idealny czas, żeby się nie tylko wzajemnie inspirować, ale i twórczo pospierać, gdy trzeba. To uroki pracy zespołowej, a tak naprawdę jej kwintesencja. Cecha dobrze działającego zespołu. Wielogłos nie oznacza braku harmonii, choć z pewnością łatwiej jest osiągnąć konsensus dwóm redaktorkom stanowiącego integralną część Niedzieli dodatku Bliżej Życia z Wiarą czy zespołowi Niedzieli Częstochowskiej. Przyjemności kolegium pozbawieni są tylko nasi redaktorzy prowadzący dziewiętnastu edycji diecezjalnych, ale że opiekują się kilkoma z nich naraz, zapewniam, że atrakcji im nie brakuje.
Baby posłał Bóg
Reklama
Czego nie dopowie się na kolegiach, to dopracuje się za kulisami – u sekretarzy redakcji. U kogo zamówić tekst, bo autor zaplanowany na kolegium jednak nie da rady, na ile znaków i jaki wyznaczyć termin – to już ich problem. Kontakt z autorami, pilnowanie terminów, telefony ponaglające, ale i te z krytycznymi uwagami do redakcji – również. Pierwsze czytanie nadesłanych tekstów, adiustacja, zmiany tytułów, nadanie leadów – a jakże – również są na barkach dwóch pań sekretarzy, które naprzemiennie prowadzą wydania Niedzieli, w tych „wolnych” tygodniach zajmując się szlifowaniem planów dalekich. Ale że na stanowiska te powołane są dwie kobiety, to nie ma takiego ciężaru, którego by nie udźwignęły ;-). Generalnie załogę tygodnika w większości stanowią baby i to jest z pewnością wartość dodana, choćby ze względu na naszą skrupulatność.
Wielkie litery i wielka teologia
A propos skrupulatności – ta niezwykle pożądana jest w dziale korekty, dokąd artykuły trafiają po przejściu przez ręce redaktora naczelnego i sekretarzy. A tu same kobiety, które z wrodzoną sobie pieczołowitością pochylają się nad materią pisaną i wyłapują wszystko co niepoprawne. Bywa, że i w tekście teologa błąd wypatrzą, bo lata doświadczenia robią swoje. Przede wszystkim jednak panie korektorki nadążać muszą za zmianami językowymi, które w ostatnim czasie przypominają małą rewolucję, i to przede wszystkim dzięki nim i ich mrówczej pracy autorzy mogą spać spokojnie. I co jeszcze ważne, żaden nawał pracy naszym paniom nie jest straszny: ani nakładające się na siebie w okresie przedświątecznym numery, ani dodatki specjalne – nic nie złamie ich ducha. Westchną, owszem, i wykonają swoją pracę – dobrze jak zawsze.
Jak ważny jest dział korekty w naszej redakcji, niech świadczy fakt, że wszyscy pracujący w Częstochowie redaktorzy w niej właśnie terminowali, rozpoczynając swą przygodę ze słowem. To najlepsza szkoła.
Nie kołem, a w kółko łamanie
Reklama
„Skład, nie łamanie” – nasi redaktorzy techniczni mają rację, gdy upominają się o właściwe nazywanie tego, czym się zajmują. Na próżno. Przyjęło się w redakcji to potoczne „łamanie” i na nic ich protesty. Nie znaczy to, że my, redaktorzy, nie doceniamy ich pracy. Doceniamy. Doceniamy jeszcze mocniej w chwili takiej jak ta, gdy wraz z jubileuszowym numerem świątecznym wchodzimy w nowy layout – nowy układ graficzny. To do nich należy cała strona techniczna realizacji przygotowanej makiety wydania. Zastanawiam się, który moment pracy nasi techniczni lubią najbardziej – poza zwalnianiem stron do drukarni, rzecz oczywista. Chyba to jest komunikat sekretarzy: przestawimy strony :-). Nie ma numeru, żebyśmy „przestawki” nie zarządziły, ale dwoje naszych fotoskładowiczów wydania ogólnego, w tym jeden męski rodzynek, znosi to z godnością. Nie wiem, czy podobne niespodzianki urządzają swoim „łamaczom” redaktorzy naszych wydań diecezjalnych, ale z pewnością większa liczba stron Niedzieli ogólnopolskiej daje nam większe pole do popisu.
Klasyka, kreska, a może fotka
Czego czytelnik nie doczyta, to „doobejrzy” na ilustracjach. To domena działu graficznego złożonego z samych artystycznie utalentowanych pięciu kobiet. To one dwoją się i troją, by dobrze zilustrować artykuły, a przy tym, jeszcze przed czytelnikami, zadowolić redaktora naczelnego i sekretarz prowadzącą numer, a łatwe to nie jest. Wiadomo, każdy ma własny gust, a o gustach się nie dyskutuje. Niełatwy to kawałek chleba, bo praca to, podobnie jak pisanie tekstów, ocenna, ale w przypadku grafiki ocena przychodzi łatwiej, a na pewno szybciej. Choćby na czwartkowych tzw. ściankach, podczas których oglądamy roboczo rozwieszone w korytarzu rozkładówki przygotowywanej Niedzieli. Odrębny, karkołomny, rozdział pracy naszych graficzek stanowi przygotowanie okładek – wiadomo, okładka sprzedaje numer, więc praca nad nią jest szczególnie trudna i wymagająca. Bywa, że ta jedna jedyna zostaje wybrana z kilkunastu przedstawionych propozycji, więc wielką zaletą jest w tym zawodzie pokora. Wielki szacunek dla Was, dziewczyny.
Mistrzowie „drugiego planu”
I w końcu przychodzi ten moment: zatwierdzony numer pozostaje po stronie drukarni. I co? Fajrant? Nic z tego. Jeden numer zamknięty, ale startuje już drugi. Ten zamknięty trzeba zareklamować i sprzedać. Jego zajawki, prezentacje trafiają na stronę internetową i do mediów społecznościowych. Z chwilą gdy numer jest już wydrukowany, zaczyna się jego kolportaż. Pakowanie, wysyłka pocztowa. Kierowcy ruszają w trasę do parafii rozsianych po Polsce. Tu, na miejscu, też ruch jak w mrowisku, choć pozornie może wyglądać jak przybiurkowy bezruch. Telefony dzwonią. Łącza się grzeją. Dział IT czuwa nad serwerami i siecią redakcyjną. Księgowość z zarządem Instytutu NIEDZIELA analizują słupki, wpatrują się w cyferki – w końcu one w świecie słowa drukowanego też się liczą. My liczymy na kolejne 100 lat. Z Czytelnikami. Wszak jesteśmy z Wami i dla Was!
