To była jedna z tych sprzeczności, które tak często nękają demokrację. 17 marca przywódcy Kościoła i grupy pro-life z zadowoleniem przyjęli głosowanie szkockiego parlamentu w Edynburgu w sprawie zakazu eutanazji i wspomaganego samobójstwa. Zaledwie dzień później byli zszokowani głosowaniem Izby Lordów w Westminsterze w sprawie dekryminalizacji aborcji aż do momentu narodzin.
Zestawienie tych dwóch głosowań, w tak krótkim odstępie czasu, uwypukliło sprzeczne sygnały, jakie obecnie docierają do społeczeństwa, które instynktownie kieruje się dobrymi intencjami, ale brakuje mu moralnego konsensusu. Oba głosowania na swój sposób odzwierciedlały myślenie utylitarne i nastąpiły po debatach, w których rozważano kwestie wolności osobistej, ale nie poświęcano zbyt wiele uwagi głębszym kwestiom etycznym.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Na razie projekt ustawy o wspomaganym samobójstwie nie znajduje się już na porządku dziennym obrad w Szkocji, a równoległy projekt ustawy, który ma zezwolić na takie rozwiązanie w całym Zjednoczonym Królestwie, raczej nie doczeka się uchwalenia w Pałacu Westminsterskim w maju – po tym, jak na wniosek ekspertów medycznych i grup zajmujących się osobami niepełnosprawnymi zgłoszono 1150 poprawek. Praktyka ta jest już jednak dozwolona w dwóch autonomicznych regionach Wielkiej Brytanii – na Wyspie Man i Jersey – a zwolennicy eutanazji są zdeterminowani, by ją kontynuować. Zaproponowanie nowych przepisów jest tylko kwestią czasu.
Tymczasem liberalizacja prawa aborcyjnego wydaje się obecnie prawdopodobna. Ustawa dekryminalizująca aborcję, o ile pomyślnie zakończy całą drogę parlamentarną, zapewni Wielkiej Brytanii jedno z najbardziej ekstremalnych praw na świecie – dożywotnie więzienie za zabicie dziecka dzień po urodzeniu, ale żadnej kary za zabicie go dzień wcześniej. Ustawa ta została dodana do szerszego, wspieranego przez rząd projektu ustawy o przestępczości przez posłankę rządzącej Partii Pracy i po raz pierwszy zatwierdzona latem ubiegłego roku bez konsultacji społecznych po 46-minutowej dyskusji. Aborcja jest już dozwolona w Wielkiej Brytanii do 24. tygodnia ciąży, a kobiety mogą zamawiać tabletki poronne pocztą. Najnowsze dane pokazują, że w 2023 r. przeprowadzono rekordową liczbę 299 614 aborcji, co stanowi wzrost o 10% w porównaniu z rokiem poprzednim.
Nawet w tym negatywnym klimacie sumienni ustawodawcy, w tym niegdyś wykluczeni katolicy, którzy obecnie stanowią co najmniej 10% w obu izbach brytyjskiego parlamentu, ciężko pracują, aby przeciwstawić się tym tendencjom. I choć wszystkie główne Kościoły publicznie sprzeciwiają się wspomaganemu samobójstwu, to niektórzy uważają problem aborcji za sprawę przegraną.
Reklama
Anglikańska arcybiskup Canterbury Sarah Mullally, formalnie intronizowana 25 marca, wykorzystała swoje członkostwo w Izbie Lordów, aby wypowiedzieć się przeciwko aborcji przed niedawnym głosowaniem. Zauważyła, że „nieskończona wartość ludzkiego życia” jest „fundamentalną zasadą chrześcijańską” leżącą u podstaw brytyjskiego systemu prawnego. Jednak 15 z 26 biskupów, którzy są członkami Izby, nie pofatygowało się, by wziąć udział w debacie.
Jedna z doświadczonych parlamentarzystek katolickich zapewniła mnie, że będzie kontynuować walkę. Przyznała jednak, że brak jasnych priorytetów moralnych otworzył drzwi rozwiązaniom utylitarnym – w kulturze, którą kard. Józef Glemp określił kiedyś jako kulturę „trochę za życiem, trochę za śmiercią”.
– Dzisiejszy świecki nacisk na osobistą autonomię – moje prawa, mój wybór, moje ciało – jest obecnie powszechnie akceptowany, a społeczeństwo jest podatne na manipulacyjny język dotyczący troski i współczucia – powiedziała baronessa Nuala O’Loan, była komisarz policji i doradczyni małżeńska, która straciła nienarodzone dziecko w wyniku zamachu bombowego w Irlandii Północnej w 1977 r. I dodała: – Choć to, co mówimy jako katolicy, może zostać odrzucone, to jednak nasz głos wciąż niesie się w społeczności ustawodawczej – i wciąż dociera do ludzi, którzy mogą nie używać języka świętości, ale nadal wierzą, że pewne wartości powinny być chronione.
Autor jest korespondentem brytyjskiego tygodnika katolickiego The Tablet oraz współpracownikiem Catholic News Service w Waszyngtonie.
