Reklama
Wielu z nas pragnie życia głębszego, bo czuje, że to, co tu i teraz, to nie wszystko. Ale jakże często bywa, że na marzeniach się kończy, bo sięganie głębiej wymaga silnego charakteru, determinacji, rezygnacji z tego, co powierzchowne, wygodne, łatwe. Pragnienie takiego duchowego odrodzenia towarzyszy zazwyczaj ludziom, którzy oczekują od życia więcej niż tylko mieć, niż posiadać wszelakie dobra. Z czasem orientują się, że im głębiej sięga taka odnowa, tym większy pojawia się w jej efekcie życiowy dynamizm. Połączenie naszej silnej woli i mocy płynącej z łaski Bożej sprawia, że wchodzimy na drogę nazywaną odnową duchową. Jezus w rozmowie z Nikodemem mówi o konieczności narodzenia się dla królestwa Bożego, dla życia wiecznego (por. J 3, 3). To „rodzenie się na nowo” nie bierze swego początku skądkolwiek, ale zaczyna się w nas. Trzeba tylko szczerze tej duchowej przemiany z całych sił pragnąć, bo inaczej szybko dopadnie nas „paraliż duszy”. Człowiekowi czasem przydają się nawet „elektrowstrząsy sumienia”, by obudził się z jakiegoś życiowego letargu. To warunek konieczny, żeby życie znów ruszyło z miejsca. Stara sentencja mówi, że życie jest niczym rzeka, której nurtu nie da się zatrzymać. Można się temu nurtowi poddać i płynąć bezwolnie, dokądkolwiek poniesie albo... zacząć wiosłować, powalczyć o coś innego, a przynajmniej spróbować odmiany, byle nie popaść w duchową stagnację, w bierność, rezygnację...
Stąd na Niedzielę Zesłania Ducha Świętego podjęliśmy temat darów Ducha Świętego, które potrafią odnowić wiarę i udoskonalić życie, czyniąc je głębszym, harmonijnym i spełnionym. Zstąpienie Ducha Świętego na uczniów zgromadzonych w Wieczerniku nie było aktem jednorazowym i ograniczonym do wybranej grupki ludzi. Ono się dzieje nieustannie, wciąż się ponawia. A Duch Święty przekazuje temu, kto Go przyjmuje, dary bezcennej wprost wartości: mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, pobożności, wreszcie bojaźni Bożej. Na dodatek te dary, charyzmaty, nie pociągają za sobą żadnych zobowiązań. Są gratisowe, jak dziś się mawia. Ot, taki szczególny Boży wkład do zaangażowania się człowieka na rzecz wspólnoty. Duch Święty zaopatruje Kościół w to, co jest przydatne do zbawienia. A ponieważ Jego rysem charakterystycznym jest to, że „tchnie, kędy chce”, to pojawia się często w zupełnie nieoczekiwanych miejscach i wybiera nieoczywistych ludzi, działa w sposób tajemniczy i nieprzewidywalny. Szkoda tylko, że ludzie tak rzadko Go dostrzegają, bywa, że Go bagatelizują i uparcie postępują po swojemu, a w konsekwencji marnują życiową szansę na wewnętrzną, duchową przemianę i lepsze życie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Wielu ludzi właśnie na drodze Odnowy w Duchu Świętym, we wspólnotach charyzmatycznych odnajduje swoją ścieżkę ku Bogu. Czym jest więc owa charyzmatyczność? „To nie spontaniczność, to nie emocjonalność, to nie pobudzenie uczuć, które bardzo często są dalekie od Boga. Charyzmatyczność to nic innego jak poddanie się temu, co Duch Święty chce uczynić” – tłumaczy bp Piotr Wawrzynek, odpowiedzialny w Polsce za Ruch Odnowy w Duchu Świętym, w wywiadzie udzielonym naszemu tygodnikowi (s. 12-15). I choć grupy charyzmatyczne są w Polsce popularne, wciąż spotykają się z pewnym niezrozumieniem, a nawet z podejrzeniami o sekciarstwo. Nie ulega jednak wątpliwości, że Kościół potrzebuje dziś takiej właśnie ewangelizacji z „duchem”, czyli z większą gorliwością, odwagą, śmiałością – metodami, które odbiegają od tych, do których przyzwyczaiła nas kościelna codzienność. „Doświadczenie wspólnot charyzmatycznych pomaga też rozmawiać z młodymi, bo stare formy już nie działają” – dodaje bp Wawrzynek.
Nie znaczy to, oczywiście, że ruchy charyzmatyczne są jedyną receptą na odnowę Kościoła, ale niewątpliwie stanowią jedną z metod, które warto poznać bliżej, bez uprzedzeń czy stereotypowego myślenia. Bo ewangelizacja z Duchem Świętym z całą pewnością jest wartością dodaną, działaniem, które ożywia wspólnoty i pobudza do duchowej pracy nad sobą wielu spośród nas.

