Kiedyś, gdy zarzucano Janowi Pawłowi II, że za dużo podróżuje i przez to zaniedbuje sprawy watykańskie, papież odpowiedział: „Mogę podróżować, bo w Watykanie jest kard. Ratzinger, a w Rzymie kard. Ruini”. Świadczy to najlepiej o tym, jak wielką rolę w pontyfikacie Jana Pawła II odegrał ten włoski purpurat, który przez kilkanaście lat, począwszy od 1991 r., był wikariuszem dla diecezji rzymskiej oraz przewodniczącym Konferencji Episkopatu Włoch (CEI). Był najbliższym współpracownikiem papieża i jedną z najbardziej wpływowych osobistości Kościoła we Włoszech.
Opowiadał mi kiedyś, że po raz pierwszy spotkał Jana Pawła II w 1984 r. Był wtedy jednym z wiceprzewodniczących komitetu przygotowującego kongres Kościoła włoskiego w Loreto, do którego papież przywiązywał wielką wagę. Został na kolacji i podczas długiej rozmowy z papieżem zdał sobie sprawę, że zna on dogłębnie sytuację włoską, a przede wszystkim zorientował się, iż podzielali przekonania na temat tego, czego potrzebowały wtedy Włochy i Kościół we Włoszech. W ciągu lat współpracy papież uznał, że to właśnie Ruiniemu powinien powierzyć najważniejsze urzędy w Kościele we Włoszech i w Rzymie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Jana Pawła II łączyły z Ruinim również osobiste doświadczenia z czasów młodości. Don Camillo, jak go wszyscy nazywali, urodził się w regionie Emilia-Romania, który jest uważany za najbardziej „czerwony” region Włoch ze względu na wielkie wpływy partii komunistycznej. To właśnie tutaj, już po zakończeniu wojny i upadku faszyzmu, komunistyczni partyzanci dokonywali samosądów i egzekucji na domniemanych wrogach. Wśród nich było również wielu kapłanów. Ruini, podobnie jak Wojtyła, poznał dwa totalitaryzmy XX wieku, dlatego rozumiał, że komunizm i jego wizja człowieka jest nie do pogodzenia z chrześcijaństwem. Uważano go więc, tak jak Jana Pawła II, za antykomunistę.
Wielkim dziedzictwem, które kard. Ruini zostawił Kościołowi we Włoszech, ale nie tylko, jest tzw. Projekt Kulturalny. Zrodził się on, gdy w 1994 r. rozwiązano Demokrację Chrześcijańską – DC, włoską partię chadecką. Ruini był przekonany, że katolicy powinni brać aktywny udział w życiu politycznym i społecznym, ale dążył do zjednoczenia wspólnoty katolickiej kulturowo, nie politycznie. Zdawał sobie sprawę, że utrata wpływów w tej dziedzinie nieodwracalnie zaszkodziłaby misji duszpasterskiej Kościoła. Kardynał Ruini identyfikował się ze słowami Jana Pawła II: „Wiara, która nie staje się kulturą, jest wiarą nie w pełni przyjętą, nie w całości przemyślaną, nie przeżytą wiernie”. Uważał, że wiara musi się stać wiarą wcieloną w etos ludu, a w centrum zainteresowania Kościoła umieścił relacje między wiarą i kulturą, wyzwania antropologiczne, zdolności chrześcijaństwa do kształtowania debaty publicznej. Dziś kwestie te stały się jeszcze bardziej palące ze względu na postępującą sekularyzację.
Kardynał był bardzo zaangażowany w kwestie etyczne – był obrońcą proklamowanych przez Jana Pawła II tzw. wartości nienegocjowalnych, dlatego często atakowały go środowiska liberalno-lewicowe. Na krytykę odpowiedział kiedyś: „Lepiej być irytującym niż nieistotnym”, czyli lepiej głosić Ewangelię bez kompromisów, ponieważ Kościół nie może zdradzić samego siebie, próbując przypodobać się światu, i w ten sposób popadać w nieistotność.
Kardynał Ruini, wraz z kard. Ratzingerem byli prawdziwymi protagonistami kultury epoki Jana Pawła II. Szkoda, że to jego dziedzictwo zostało zapomniane w ostatniej dekadzie. Trzeba mieć nadzieję, że Leon XIV wznowi Projekt Kulturalny, może już w skali całego Kościoła.
