Piszę tych kilka przemyśleń w czasie szczególnym, którym jest początek września, ze względu na rozpoczęcie roku szkolnego. Od wielu miesięcy, od czasu objęcia władzy nad Polską przez obecny rząd, batalia o szkoły stała się jedną z centralnych batalii. Osią zasadniczą sporu jest kwestia wartości. Symptomatyczna jest sytuacja, w której edukacja zdrowotna, naznaczona elementami seksualizacji i ideologizacji, może być prowadzona w szkole dla jednego ucznia, podczas gdy religia w szkole może być prowadzona dla grupy minimum 7 słuchaczy. Przedmiot: edukacja zdrowotna (w dużej mierze oznacza to: seksualna) miał być wprowadzany na zasadzie konsultacji społecznych. Zobowiązują do tego demokracja, obywatelskość i wszystkie te puste hasła dźwięczące w przemowach polityków. Konsultacja zakończyła się ponad 650 dni temu i do tej pory nie ma z niej raportu ani żadnych ustaleń. Czy zatem trzeba szukać bardziej modelowego wyrazu despotyzmu albo po prostu „demokracji ludowej”, która kierowała się takimi samymi zasadami: puste hasła i dyktatorskie czyny?
Reklama
Sytuacja w polskiej szkole jest poruszająca i nie może być w żaden sposób bagatelizowana, jakkolwiek dla jednych patosem, a dla innych pustosłowiem jest przypomnienie przestrogi o przyszłości Rzeczypospolitej uzależnionej od wychowania młodzieży. Nie sposób jednak odmówić tym słowom racjonalności. Szkolna edukacja to kwestia przyszłości narodu, państwa i wszystkich czynników, które w te organy społeczne się wpisują. W tym także suwerenności. Jeśli przyjąć, że edukacja szkolna zawiera w sobie dwa podstawowe wektory – przekaz wiedzy i formację, to nietrudno zauważyć, że obie płaszczyzny są dzisiaj poważnie zagrożone. Obok tradycyjnych czynników wynikających z – nazwijmy to ogólnie – upadłej natury ludzkiej, ostatnie lata przyniosły zmasowane postacie ideologizacji. Jeszcze niedawno nie do pojęcia było to, by teorie zmiany płci mogły funkcjonować jako debata uniwersytecka. Ich miejsce można było sytuować obok debaty o astrologii czy pozyskiwaniu kamienia filozoficznego. Dziś słowa krytyki pod adresem teorii płci ignorującej biologię są traktowane jako myślozbrodnia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Obecnie pojawia się jeszcze jedno zagrożenie – związane ze sztuczną inteligencją. O skali problemu może świadczyć chociażby ostatni raport „naukowy” przygotowany na potrzeby promocji polskiej marki. Raport przygotowany z pomocą AI pod egidą pani profesor Uniwersytetu Ekonomicznego. W tym dokumencie zatwierdzone zostały położenie Katowic w centrum Polski, kuriozalne zwyczaje tradycji polskich, nieznanych w przeszłości ani w teraźniejszości. AI nie była w stanie policzyć polskich noblistów. Taki stan rzeczy budzi niepokój. Można zapytać: co będzie się działo, gdy grono szanowanych badaczek i badaczy będzie rozszerzać horyzonty badawcze na poziomie edukacji z pomocą sztucznej inteligencji?
Swoistą ironią jest fakt, iż w ostatnich latach cały impet wysiłków reform edukacyjnych szedł właśnie w kierunku rozwoju wiedzy, jej certyfikowania, umiędzynarodowienia i innych tego typu zabiegów. Efekty, które dzisiaj można dostrzec, są cynicznym zaprzeczeniem skuteczności tych wysiłków. Wydaje się, że pozostawiony własnemu rozumowi i rozumnej wiedzy absolwent szkoły peerelowskiej wygra ze współczesnym uczniem czy studentem odciętym od zasobów internetu i sztucznej inteligencji. Ale edukacja szkolna to także formacja, a zatem sfera wychowania do wartości. I tu pojawia się największy niepokój. Z jednej strony jest to temat ignorowany. Nie pamiętam, by w czasach prac nad reformą nauki polskiej pojawiały się głosy apelujące o formację młodych uczonych. Może dlatego w efekcie otrzymujemy dwujęzycznie, bełkotliwie przemawiających spikerów roszczących sobie pretensje do stopni i tytułów naukowych, którzy swoją ignorancję bezczelnie pokrywają arogancją. Może dlatego słyszy się o zmorze plagiatów. Może dlatego szerzą się nieuczciwość i marnowanie środków finansowych na bezsensowne, by nie powiedzieć: bezrozumne, tzw. projekty badawcze. Może dlatego także istnieje przyzwolenie – nauczycieli i rodziców – na tę ingerencję w żywą tkankę organizmu wspólnoty uczniów i nauczycieli, która dokonuje się i postępuje w polskich szkołach.
Początek września przypada po wspomnieniu narodzin Solidarności – wspólnoty ludzi sumienia, którzy mieli odwagę sprzeciwiać się złu, kłamstwu, absurdom ideologii wrogiej człowiekowi, często za wysoką cenę. O takich ludzi sumienia woła dzisiaj polska szkoła.
