Reklama

Prymas Polski o Wigiliach w domu rodzinnym i z dala od domu

2015-12-23 10:34

Rozmawiała Bernadeta Kruszyk (KAI / Przewodnik Katolicki) / Gniezno / KAI

Redakcja KatolickaTelewizji Polskiej

O Wigiliach w rodzinnym domu, pieszych powrotach z pasterski oraz samotnym Bożym Narodzeniu w konfesjonale opowiada Prymas Polski abp Wojciech Polak. Wywiad ukazał się w gnieźnieńskiej edycji „Przewodnika Katolickiego”.

Bernadeta Kruszyk: Zacznijmy od początku, czyli od rodzinnego domu. Był biały obrus, dwanaście potraw i kolędy?

Abp Wojciech Polak: Czy dwanaście nie wiem. Jakoś nigdy nie mogłem się tych wigilijnych potraw doliczyć. Tak samo nie potrafię powtórzyć kolejności ich podawania. To rodzinna tradycja, nad którą zawsze czuwały kiedyś moja śp. Babcia i śp. Ciocia, a dziś Mama i Siostra. Był oczywiście biały obrus i kolędy, ale najpierw modlitwa i odczytanie fragmentu Ewangelii o narodzeniu Jezusa. Później z reguły Ojciec mówił kilka słów. Wspominał mijający rok – to, co w nim było radosnego, a co bolesnego, wspominał tych, którzy odeszli. Łamaliśmy się opłatkiem i siadaliśmy do stołu. Drobne upominki pod choinką były, ale to dopiero po kolędach. Śpiewaliśmy je zawsze po wieczerzy. Moje rodzeństwo jest bardziej muzykalne niż ja, więc zdarzało się, że śpiewaliśmy nie tylko a capella, ale i z towarzyszeniem jakichś instrumentów.

B.K.: Którą kolędę śpiewał Ksiądz Prymas najchętniej?

Reklama

- Chyba „Bóg się rodzi”. Tak jest zresztą do dziś. Pamiętam, że w czasach kleryckich, na wykładach z teologii dogmatycznej, śp. ks. profesor Zenon Rubach posługiwał się tekstami kolęd jako przykładami. Pokazywał, jak różne są w swojej warstwie treściowej, jak wiele w nich tradycji i emocji. I tak właśnie jest. Niektóre dotykają przede wszystkim tej struny sentymentalnej, inne mają dużo głębszy przekaz, wskazują nam, czym jest w istocie przyjście Boga na świat. I taka jest właśnie kolęda „Bóg się rodzi”. Mówi nam przecież, że Słowo Ciałem się stało, że z miłości do nas „ma granice Nieskończony”.

B.K.: A pasterka?

- Na pasterkę oczywiście chodziliśmy. Nie przypominam sobie z lat dzieciństwa i młodości, bym któregoś roku pasterkę opuścił. Do kościoła parafialnego mieliśmy sześć kilometrów. Jeździliśmy pociągiem, a że w miejscowości, w której znajdował się kościół, czyli w Gniewkowie, mieszkali moi dziadkowie, była to dodatkowa okazja do rodzinnych odwiedzin. Byłem ministrantem, potem lektorem, więc dla mnie ta liturgia była szczególnie ważna i wyjątkowa, zwłaszcza w dzieciństwie. Pamiętam, że kościół był zawsze tak szczelnie wypełniony ludźmi, że stali dosłownie przy brzegach ołtarza, a my, ministranci, byliśmy ściśnięci w małym kąciku. Pamiętam też śpiew kolęd, gromki, radosny. A po pasterce wspólne powroty do domu. Pociąg już nie kursował, więc wracaliśmy pieszo, w grupach, całą wsią, najczęściej w śniegu, ale pamiętam też deszczowe Wigilie. Dla nas, najmłodszych był to niemały wyczyn – przejść tych sześć kilometrów w nocy, w mrozie, albo w deszczu.

B.K.: Dziś pewnie mało kto chodzi pieszo. Choć te powroty miały swój niepowtarzalny urok. Sama takie pamiętam.

- Były częścią Wigilii. Dziś w mojej rodzinnej wsi jest już kaplica. Powstała, gdy byłem już księdzem. Jest pięknie położona. Na skraju lasu. Czasami, gdy jestem w wigilijny wieczór u Rodziców, widzę spieszących na pasterkę ludzi. Odprawiana jest tam o 22.00. Kaplica zawsze jest pełna, rozświetlona, rozśpiewana.

B.K.: Wspomniał Ksiądz Prymas czasy kleryckie. Jak wyglądały Wigilie w seminarium?

- Jako klerycy spędzaliśmy święta w domu. Seminaryjna wigilia odbywała się zawsze nieco wcześniej, dzień lub dwa przed Bożym Narodzeniem, zawsze w dużej wspólnocie. Oprócz nas, naszych profesorów i moderatorów, sióstr i pracowników seminarium, z uwagi na to, że studiowali z nami niektórzy klerycy z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, uczestniczyli w niej także goście. Pamiętam m.in. śp. bp. Ignacego Jeża. Nasz biskup, kard. Józef Glemp, przyjeżdżał na nią wprost z Warszawy. Połamać się opłatkiem z prymasem Polski, złożyć mu życzenia – było to dla nas kleryków wielkie przeżycie.

Potem przyszło mi przeżyć jeszcze niejedną Wigilię w seminarium. Ale to kilka lat później, gdy wróciłem ze studiów i zacząłem pracę najpierw jako prefekt, a później rektor. Arcybiskup Henryk Muszyński wprowadził wówczas zwyczaj, że jeden rocznik zostaje na święta w seminarium i spędza Wigilię z profesorami i moderatorami. Przychodzili też księża pracujący w kurii i razem siadaliśmy do wieczerzy. Ksiądz Arcybiskup Muszyński lubił i zachęcał do śpiewania wszystkich zwrotek kolęd. Trzeba więc było postarać się o śpiewniki z jak najobszerniejszymi tekstami, no i się nauczyć.

B.K.: A pierwsza Wigilia po święceniach? Był Ksiądz Prymas wikariuszem w Bydgoszczy i sekretarzem bp. Jana Nowaka.

- Tak. Tę pierwszą kapłańską wigilię spędziłem w gronie księży i sióstr zakonnych, ale najpierw wspólnie z ludźmi samotnymi i potrzebującymi, których Ksiądz Biskup zawsze zapraszał na wieczerzę do sali parafialnej. Tak było w pierwszym roku. W drugim roku mieliśmy już tylko jedną wigilię – tę z osobami samotnymi.

B.K.: Samotność w wigilię jest chyba bardziej dotkliwa niż jakikolwiek inny brak.

- Wiem, że to truizm powtarzany co roku, ale w tę noc naprawdę nikt nie powinien być sam. Mamy taki piękny zwyczaj stawiania na stole dodatkowego nakrycia. Mam nadzieję, że wciąż jest w naszych rodzinach praktykowany. To nie jest miejsce puste. To jest miejsce wolne, czekające, symbolizujące naszą gotowość przyjęcia drugiego człowieka – może sąsiadki z dołu, może starszego pana, który do kościoła zawsze przychodzi sam. Gotowość przyjęcia nie z litości, nie z obowiązku, nie z egzaltacją, ale tak po prostu, z poczucia, że wszyscy dzielimy ten sam człowieczy los.

B.K.: Przeżył Ksiądz Prymas samotną Wigilię?

- Przeżyłem na studiach we Włoszech. Pomagałem wówczas w pracy duszpasterskiej w małej górskiej miejscowości Levigliani w diecezji Piza, w samym sercu toskańskich Alp Apuańskich. Nie było tam proboszcza na stałe. Mieszkał w sąsiedniej wsi. Był schorowany i nie mógł się już praktycznie poruszać. Cieszył się z pomocy. Po przyjeździe zadzwoniłem do niego z życzeniami i zapytałem, jak ten wieczór tutaj wygląda, co mam robić? On powiedział: zjedz coś, idź do konfesjonału i spowiadaj do pasterki. Zjadłem więc, co miałem, usiadłem do konfesjonału i tak siedziałem do późnego wieczora. Penitentów było niewielu. Gdzieś koło 21.00 zostałem sam w pustym kościele. Odmówiłem różaniec, pomodliłem się, a potem wyszedłem i chodziłem dookoła kościoła rozmyślając, że w domu są już pewnie po wigilii. A potem po pasterce na plebanię przyszedł tłum parafian, żeby złożyć mi życzenia i świętować Boże Narodzenie. I tak właśnie jest we Włoszech. Wreszcie opowiedziałem moim roześmianym parafianom o tym moim samotnym chodzeniu wokół kościoła i usłyszałem, że tak nie może być! I kolejne Wigilie spędzałem już zawsze z którąś z rodzin. We Włoszech nie ma opłatka ani naszych tradycyjnych potraw, ale jest zawsze uroczysta kolacja, a później często wspólne, radosne świętowania. Tam, gdzie mieszkałem była niedaleko wioska, która w czasie Bożego Narodzenia zmieniała się w wielką atrakcję turystyczną. Pięknie oświetlone, urokliwe uliczki, otwarte domy, ludzie posługujący się dawnymi narzędziami, żyjący jak przed wiekami. Widowisko niczym podróż w czasie. Jeździliśmy tam i spacerowaliśmy. Godzinę przed północą zawsze wracałem do konfesjonału.

B.K.: A dziś? Jak spędza wigilijny wieczór Prymas Polski?

- W naszej domowej wspólnocie, z siostrami franciszkankami, księdzem kapelanem i księdzem sekretarzem, gdy już wrócą z rodzinnych domów. W ubiegłym roku gościłem moich Rodziców i rodzeństwo. W tym roku najpewniej pojadę do nich. A później spotkam się z moimi diecezjanami na pasterce w katedrze.

Korzystając z okazji chciałbym złożyć wszystkim najlepsze życzenia. Robiąc krótką medytację nad Ewangelią, którą usłyszymy w Noc Bożego Narodzenia uderzyły mnie słowa Anioła: cieszcie się, dziś narodził się wam Zbawiciel. Słowo Zbawiciel nie należy do tych, którymi posługujemy się na co dzień, a przecież właśnie ono mówi nam o bardzo ważnej dla nas rzeczywistości. Mówi, że Bóg do człowieka wychodzi, że pragnie go objąć swoją miłością i miłosierdziem. Właśnie w Noc Betlejemską Bóg okazuje człowiekowi największe miłosierdzie. Pragnie być jednym z nas, pragnie nas wyzwolić z grzechu i dotknąć tego, co w nas zranione, co potrzebuje uzdrowienia i uleczenia. I chciałbym nam wszystkim życzyć, byśmy w tę Noc otworzyli się na Zbawiciela, byśmy przyjęli Boga, który się nad nami pochyla, doświadczyli czułości i miłości, jaka płynie w Jezusie od Ojca, byśmy dali się objąć Bożemu miłosierdziu.

Tagi:
prymas Polski wigilia

Prymas: spadek powołań to wezwanie do troski o rodzinę i duszpasterskie nawrócenie

2019-11-05 11:29

rozmawiał Tomasz Królak / Gniezno (KAI)

Demografia ma w spadku liczby powołanych swój istotny udział, ale z całą pewnością nie jest to jedyna przyczyna – mówi KAI abp Wojciech Polak. Prymas Polski skomentował fakt, że w tym roku do seminariów duchownych w naszym kraju zgłosiło się o ponad 120 kandydatów do kapłaństwa mniej niż w roku ubiegłym. Odczytuję w tym wezwanie do bardziej ewangelicznego stylu życia i do ewangelicznego stylu relacji w naszych wspólnotach, o konkretne duszpasterskie nawrócenie – stwierdza abp Polak.

Episkopat.pl

Tomasz Królak (KAI): W skali „rok do roku” w Polsce nastąpił spadek kandydatów do kapłaństwa aż o 20 procent. Pierwsza refleksja Księdza Prymasa?

Abp Wojciech Polak: – Na pewno trzeba sobie postawić pytanie o przyczyny tego spadku. Wiemy, że jest to problem złożony. Konieczna jest więc dogłębna i kompetentna analiza, która może stanowić punkt wyjścia do dalszych działań.
Z drugiej strony te dane są wezwaniem, abyśmy w naszych wspólnotach zintensyfikowali wołanie do Boga o nowe powołania, zgodnie przecież ze wskazaniem samego Jezusa Chrystusa: proście Pana żniwa, aby wyprawił robotników na żniwo swoje.

- Czy i na ile można taki stan tłumaczyć demografią? Jakie inne czynniki miały wpływ na ten spadek?

- – Tak, jak powiedziałem, to złożony problem. Oczywiście demografia ma w spadku liczby powołanych swój istotny udział, ale z całą pewnością nie jest to jedyna przyczyna. Postawiłbym pytanie o życie wiary współczesnych młodych ludzi, o nasze, a więc także moje, świadectwo życia wiarą w Kościele i w świecie. O świadectwo wiary naszych rodzin. O umiejętność i determinację w rozwiązywaniu trudnych czy gorszących spraw i sytuacji w życiu Kościoła. O samą obecność Kościoła i duchowości w życiu młodych ludzi. Wreszcie o nasze podejście do nich i to, na ile pomagamy im w odczytywaniu życia jako powołania.

- W skali ostatnich dwóch dekad spadek powołań do kapłaństwa wynosi aż 60 procent. Czym to tłumaczyć? Dopadła nas wolność, konsumpcja, chęć używania życia? Myślę tu zarówno o młodym pokoleniu, ale też i o rodzicach.

- – Powtórzę, konieczna jest pogłębiona diagnoza tych przyczyn. Nie da się na to pytanie odpowiedzieć jednym zdaniem. Jeśli miałbym spróbować, powiedziałbym, że analiza ostatnich dwóch dekad odsłania niewątpliwie różne problemy, z jakimi mierzą się nie tylko ludzie młodzi, a które mają u podstaw m.in. ogromne przemiany kulturowe jakie zaszły w tym czasie. Mówił o nich wielokrotnie papież Franciszek przestrzegając młodych przed uleganiem ułudzie tymczasowości, względności, nowych technologii.
Te dwie dekady to także czas wzmożonej emigracji i wyjazdów za pracą. Z drugiej strony to czas podniesienia stopy życiowej i zwiększonej konsumpcji, o której pan wspomniał, a jednocześnie pogłębiającej się obojętności na to, co pozamaterialne i duchowe.
Nie bez znaczenia są też napięcia w łonie samego Kościoła, zwłaszcza te najbardziej bolesne, związane ze skandalem pedofilii. To wszystko, łącznie z różnorakimi problemami wychowawczymi i rodzinnymi owocuje jeszcze większymi niż dotychczas obawami o podejmowanie decyzji wiążącej na całe życie.

- Czy te dane mogą wskazywać na to, że po latach „pełzającej sekularyzacji” (z naciskiem na „pełzającej”) proces ten zacznie przyspieszać i zaczniemy pod względem powołań zbliżać się do krajów Zachodu?

- – Nie jestem socjologiem więc trudno mi ocenić dynamikę tych przemian. W skali mikro, a więc z obserwacji we własnej archidiecezji, mogę powiedzieć, że zauważam nadal pewne falowanie, to znaczy, że wciąż jeszcze pojawiają się lata, w których nieco więcej osób zgłasza się do seminarium i te, w których jest ich mniej. Niewątpliwie jednak ogólna liczba, zarówno samych kandydatów, jak i księży, się zmniejsza. To stwarza realny problem, zwłaszcza przy dużej sieci małych parafii, z obsadzeniem każdej z nich i wymusza mianowanie jednego proboszcza dla kilku takich wspólnot.

- Czy spodziewa się Ksiądz Prymas, że podobne spadkowe procesy ujawnią się w corocznych badaniach dominicantes?

- – Dotychczasowe badania tego nie sugerują. Chodzi mi o samą tendencję. Opracowujący dane Instytut Statystki Kościoła Katolickiego nie wskazuje nam na tak zarysowany czy podobny proces.

- Wracam do najnowszych badań. Spadek liczby kandydatów do kapłaństwa o 20 procent zmusza do refleksji cały Kościół. Co to Kościołowi mówi o nim samym?

- – Odczytuję w tym wezwanie do troski o jakość życia kościelnego, o towarzyszenie rodzinom, bardziej odważne zaangażowanie w pracę z młodzieżą, ale w takim kluczu i z takim akcentem, jak to zostało wskazane choćby w czasie Światowych Dni Młodzieży w Panamie, czyli pomoc młodym w odczytywaniu powołania, o świadectwo bardziej ewangelicznego stylu życia i ewangelicznego stylu relacji w naszych wspólnotach, o konkretne duszpasterskie nawrócenie.

- Do jakich przemyśleń najnowsze dane powinny skłonić biskupów?

- – Oprócz ponownego otwarcia na młodzież, obecności z młodymi i wśród młodych, ukierunkowania naszej pracy duszpasterskiej w diecezjach na animowanie w parafiach choćby niewielkich grup dla młodych, którzy będą mieli szansę głębiej poznać siebie i postawić sobie pytania o życiowe powołanie, oprócz troski o liturgiczną służbę ołtarza, z której wciąż jeszcze w większości wywodzą się przychodzący do seminariów, wskazałbym na szansę, jaką daje przyjęty przez biskupów na ostatnim posiedzeniu Konferencji Episkopatu, nowy program przygotowania kandydatów do kapłaństwa, czyli nowe "Ratio istitutionis". Sama dynamika tego dokumentu, która m.in. wychodzi od konkretnych propozycji tworzenia kultury formacyjnej i powołaniowej jest niewątpliwie szansą nie tylko do przemyśleń, ale i do podjęcia odważnych decyzji i działań.
I warto chyba wciąż pamiętać, jak napisał w "Christus vivit" papież Franciszek, że „Pan nie może nie dotrzymać swej obietnicy (...) a jeśli niektórzy księża nie dają dobrego świadectwa – mówi papież – to z tego powodu Pan nie przestanie powoływać. Wręcz przeciwnie, podwaja stawkę, ponieważ nie przestaje troszczyć się o swój umiłowany Kościół”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata

Ks. Andrzej Supłat
Edycja szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem) 47/2001

1. W ostatnich godzinach życia Chrystus powiedział: " Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu" (J 18, 37). Za kilka godzin umierał na krzyżu jak przestępca, a nad głową miał "winę" wypisaną w trzech językach: "To jest król...". Ci, co stali pod krzyżem wyśmiewali się z tego tytułu. Tymczasem całe życie Jezusa od kołyski, stajenki aż po śmierć znaczone było tajemnicą godności królewskiej. Narodził się w Betlejem. Przybyli do Niego uczeni mędrcy, chodzący w glorii królów. Jako królowi, złożyli Mu dary. A kiedy schodził ze świata, też miał koronę na głowie, ale ta była koroną boleści, udręczenia, męki. Nawet ostatni fizyczny ślad przybity do krzyża - zawiera tę tajemnicę wyrażoną w słowach zapisanych na polecenie Piłata: "Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski".

2. Korona jest symbolem władzy. Niekoniecznie kojarzy się dobrze. Często przypieczętowywała ona niejedną niegodziwość, masakrę niewinnych i krzywdę wielu. Królem czterech stron świata kazał się nazywać w XXIII w. przed Chrystusem władca Akkadu - Sargon I. Faraonów egipskich mianowano królami Południa i Północy i synami bogów. Władcy starożytnej Asyrii, a później Persji nosili tytuły króla królów. Pamiętamy też długie tytuły nowożytnych cesarzy i królów. Kiedy spojrzeć na nie z odległości wieków, wszystkie wydają się małe, śmieszne i puste. Chrystus przyszedł oczyścić koronę, by nadać jej pełnię. Pokazał, że królować, znaczy służyć, być oddanym, szukającym, kochającym. Zupełnie jak pasterz idący na czele stada...

3. Najczęściej tak jest, że władcy pamiętają o obowiązku służby, który wynika z posiadanej władzy i noszonej korony. Później widzą w ludzie powód swojej udręki i kłopotów. Skąd my to znamy? Dobrze więc, że przy końcu roku kościelnego ukazuje się nam przykład Chrystusa Króla, o którym Prefacja mszalna mówi, że Jego królestwo jest królestwem "prawdy i życia, świętości i łaski, królestwem sprawiedliwości i pokoju". Kościół przypomina godność Chrystusa i powinność służenia każdemu. Po to, by przezwyciężać w sobie przejawy pychy. By oderwać się od swojego "królestwa" i dostrzec jeszcze inne wartości, które wypływają z wiary. A każdy chrześcijanin jest powołany do świętości, to znaczy do życia Błogosławieństwami.

4. "Chrystus Wodzem, Chrystus Królem, Chrystus, Chrystus Władcą nam!" - słowa tej pieśni śpiewa się w XXXIV Niedzielę w ciągu roku. Jest to uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Znak, że kończy się rok kościelny i niedługo zacznie się Adwent. Uroczystość tę ustanowił papież Pius XI w Roku Jubileuszowym 1925, wyznaczając jej obchód na niedzielę przed uroczystością Wszystkich Świętych. W nowym kalendarzu liturgicznym uroczystość Chrystusa Króla została przesunięta na ostatnią niedzielę roku kościelnego, aby podkreślić prawdę, iż Chrystus na końcu czasów przekaże Ojcu Niebieskiemu wieczne i powszechne królestwo. Ideę królewskiej godności Chrystusa można odnaleźć już w starych obchodach liturgicznych, jak Epifania czy Niedziela Palmowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Wyszyńskiemu zawdzięczamy wielki autorytet prymasostwa w Polsce

2019-11-22 07:45

archwwa.pl

Za nami pierwsza debata z cyklu "Myśląc z Wyszyńskim" inaugurująca przygotowanie do beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego.

Łukasz Krzysztofka

O tym, co mu zawdzięczamy i dlaczego nazywany jest Prymasem Tysiąclecia dyskutowali 21 listopada prof. Antoni Dudek, prof. Jan Żaryn i dr Ewa Czaczkowska.

Debata spotkała się z dużym zainteresowaniem zarówno starszych jak i młodszych słuchaczy, którzy wywpełnili salę konferencyjną i mieli wiele pytań do prelegentów.

Pierwszą debatę przygotowało środowisko Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Moderował ją odpowiedzialny za cały cykl spotkań pt. “Myśląc z Wyszyńskim” bp Piotr Jarecki, który jak wyznał – należy do ostatnich roczników księży wyświęconych w 1980 r. przez Prymasa Wyszyńskiego.

Łukasz Krzysztofka

Kard. Kazimierz Nycz inaugurując w Domu Arcybiskupów Warszawskich cykl “Myśląc z Wyszyńskim” podkreślił, że osoba Prymasa Tysiąclecia wciąż budzi zainteresowanie, czego potwierdzeniem może jest liczna obecność na tym spotkaniu. – Pragniemy dotknąć siedmiu tematów z życia, dzieła i świętości. Wokół nich chcemy odbyć rozmowę, która będzie się przeradzała w dialog i dyskusję, ale będzie też jakś formą refleksji i medytacji nad drogą świętości kard. Stefana Wyszyńskiego – tak metropolita warszawski nakreślił w swoim wprowadzeniu perspektywę całego cyklu pt. “Myśląc z Wyszyńskim”.

Łukasz Krzysztofka

Z postawionym w tytule spotkania pytaniem “Co zawdzięczamy kard. Wyszyńskiemu?” zmierzyli się jest historycy. Według prof. Antoniego Dudka, kluczem do zrozumienia tego jest pojęcie charyzmatycznego przywództwa. Jego zdaniem, pierwszą zasługą Prymasa Wyszyńskiego było to, że był charyzmatycznym przywódcą. “Ludzie potrzebują lidera, człowieka – symbolu – mówił, podkreślając zarazem, że kard. Wyszyński był przywódcą świadomym swojej roli, doskonale rozumiejącym brzemię odpowiedzialności jakie na niego spadło. Był całkowicie oddany i skoncentrowany na misji duszpasterskiej, ale jednocześnie uważnie śledził sytuację polityczną”.

Inną jego zasługą – według prof. Dudka – była umiejętność wykorzystania przywódczego charyzmatu do zawierania mądrego kompromisu. – To umiejętność dostrzeżenia, co w konkretnej sytuacji jest możliwe, co będzie lepiej służyło wspólnocie polskich katolikow – wyjaśnił prelegent podając przykłady zawartego w 1950 r. Porozumienia czy słynnego kazania na Jasnej Górze w sierpniu 1980 r., które zostało odczytane jako niewystarczające poparcie strajkujących. – Zabiegał o kompromis, bo rozumiał, że sytuacja była dramatycznyczna, rodził się potężny ruch wolnościowy, ale nie było jasne jaka bedzie reakcja Kremla i czy Polska nie podzieli losu Węgier lub Czechosłowacji – zaznaczył prof. Dudek.

Jego zdaniem, zasługą Prymasa Wyszyńskiego było także pokazywanie, iż w dążeniu do mądrego kompromisu istnieje nieprzekraczalna granica. Non possumus. Nie godził się na ingerencję władz państwowych w politykę personalną Kościoła i obsadzanie stanowisk kościelnych.

Z kolei dr Ewa Czaczkowska zwróciła uwagę, że kard. Wyszyński miał wizję prowadzenia Kościoła w czasach totalitarnych, wizję budowania więzi między Kościołem a narodem, a zarazem siłę i zdolności intelektualne, by przetworzyć tę wizję na program działania oraz siłę, by konsekwentnie wymagać realizacji tego programu. Prelegentka wskazała na program milenijny złożony z trzech elementów, jakimi były Jasnogórskie Śluby Narodu, Wielka Nowenna 1957-1966 i Milennium Chrztu Polski. W jej ocenie był to największy program duszpasterski w historii Kościoła i osiągnął dwa cele: zarówno w sensie narodowym jak i ocalenia wiary Kościoła w Polsce, nie tylko umożliwił jego przetrwanie ale także wzmocnienie.

– Prymas postawił na katolicyzm ludowy i formy z tym związane: pielgrzymki, wielkie celebracje. Wiedział, że jeżeli wiara ma się ostać wobec ateizmu to musi być to wiara prostego ludu, który jest gotów stanąć pod krzyżem i cierpieć – mówiła dr Czaczkowska. Zwróciła też uwagę, że Prymas Wyszyński prowadził Kościół w Polsce w sposób centralistyczny, wymagał jedności biskupów, jedności między duchowieństwem a biskupami a powolne wprowadzanie reform Soboru Watykańskiego II okazało się jedynym właściwym sposobem na tamte czasy. Była to odnowa dostosowana do warunków życia Kościoła.

W ocenie dr Ewy Czaczkowskiej kard. Wyszyńskiemu zawdzięczamy wielki autorytet prymasostwa w Polsce, udział w – jak się wyraziła – “budowaniu lobby”, które doprowadziło do wyboru Jana Pawła II na papieża. Wskazała też na zaufanie, jakie okazał ósemkom (Marii Okońskiej i założonemu przez nią Instytutowi Prymasa Wyszyńskiego) i proponowanym przez nie inicjatywom.

Prof. Jan Żaryn odpowiadając na tytułowe pytanie: Co zawdzięczamy Prymasowi Wyszyńskiemu? dodał, że “związał on dziedzictwo narodu z dziedzictwem katolicyzmu polskiego”. – On nas uczy polskości – podkreślił prelegent, dodając, że Prymas Tysiąclecia “zebrał to dziedzictwo i przeniósł w nowe tysiąclecie” poprzez narzędzia duszpasterskie, ale też socjologiczne. W jego ocenie, peregrynacja obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej jest niesamowitym “związaniem w jedno” całęgo narodu.

Po wystąpieniach historyków i ich dyskusji pytania mogli zadać przysłuchujący się debacie uczestnicy z sali. Pytali m.in o rolę Prymasa jako interrexa, jak również o to jak czerpiąc z nauczania kard. Wyszyńskiego wychowywać młode pokolenia? Były pytania o maryjność, o relacje kard. Wyszyńskiego z Janem Pawłem II, ale także o to czy znane są przypadki nawrócenia wśród funkcjonariuszy UB/SB inwigilujących Prymasa Wyszyńskiego.

Następne spotkanie w ramach cyklu “Myśląc z Wyszyńskim” odbędzie się w czwartek 19 grudnia o godz. 18.00 w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Wstęp wolny

Beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńkiego odbędzie się 7 czerwca 2020 r. w Warszawie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem