Reklama

Polska

Prymas Polski o Wigiliach w domu rodzinnym i z dala od domu

O Wigiliach w rodzinnym domu, pieszych powrotach z pasterski oraz samotnym Bożym Narodzeniu w konfesjonale opowiada Prymas Polski abp Wojciech Polak. Wywiad ukazał się w gnieźnieńskiej edycji „Przewodnika Katolickiego”.

[ TEMATY ]

prymas Polski

wigilia

Redakcja KatolickaTelewizji Polskiej

Bernadeta Kruszyk: Zacznijmy od początku, czyli od rodzinnego domu. Był biały obrus, dwanaście potraw i kolędy?

Abp Wojciech Polak: Czy dwanaście nie wiem. Jakoś nigdy nie mogłem się tych wigilijnych potraw doliczyć. Tak samo nie potrafię powtórzyć kolejności ich podawania. To rodzinna tradycja, nad którą zawsze czuwały kiedyś moja śp. Babcia i śp. Ciocia, a dziś Mama i Siostra. Był oczywiście biały obrus i kolędy, ale najpierw modlitwa i odczytanie fragmentu Ewangelii o narodzeniu Jezusa. Później z reguły Ojciec mówił kilka słów. Wspominał mijający rok – to, co w nim było radosnego, a co bolesnego, wspominał tych, którzy odeszli. Łamaliśmy się opłatkiem i siadaliśmy do stołu. Drobne upominki pod choinką były, ale to dopiero po kolędach. Śpiewaliśmy je zawsze po wieczerzy. Moje rodzeństwo jest bardziej muzykalne niż ja, więc zdarzało się, że śpiewaliśmy nie tylko a capella, ale i z towarzyszeniem jakichś instrumentów.

B.K.: Którą kolędę śpiewał Ksiądz Prymas najchętniej?

Reklama

- Chyba „Bóg się rodzi”. Tak jest zresztą do dziś. Pamiętam, że w czasach kleryckich, na wykładach z teologii dogmatycznej, śp. ks. profesor Zenon Rubach posługiwał się tekstami kolęd jako przykładami. Pokazywał, jak różne są w swojej warstwie treściowej, jak wiele w nich tradycji i emocji. I tak właśnie jest. Niektóre dotykają przede wszystkim tej struny sentymentalnej, inne mają dużo głębszy przekaz, wskazują nam, czym jest w istocie przyjście Boga na świat. I taka jest właśnie kolęda „Bóg się rodzi”. Mówi nam przecież, że Słowo Ciałem się stało, że z miłości do nas „ma granice Nieskończony”.

B.K.: A pasterka?

- Na pasterkę oczywiście chodziliśmy. Nie przypominam sobie z lat dzieciństwa i młodości, bym któregoś roku pasterkę opuścił. Do kościoła parafialnego mieliśmy sześć kilometrów. Jeździliśmy pociągiem, a że w miejscowości, w której znajdował się kościół, czyli w Gniewkowie, mieszkali moi dziadkowie, była to dodatkowa okazja do rodzinnych odwiedzin. Byłem ministrantem, potem lektorem, więc dla mnie ta liturgia była szczególnie ważna i wyjątkowa, zwłaszcza w dzieciństwie. Pamiętam, że kościół był zawsze tak szczelnie wypełniony ludźmi, że stali dosłownie przy brzegach ołtarza, a my, ministranci, byliśmy ściśnięci w małym kąciku. Pamiętam też śpiew kolęd, gromki, radosny. A po pasterce wspólne powroty do domu. Pociąg już nie kursował, więc wracaliśmy pieszo, w grupach, całą wsią, najczęściej w śniegu, ale pamiętam też deszczowe Wigilie. Dla nas, najmłodszych był to niemały wyczyn – przejść tych sześć kilometrów w nocy, w mrozie, albo w deszczu.

Reklama

B.K.: Dziś pewnie mało kto chodzi pieszo. Choć te powroty miały swój niepowtarzalny urok. Sama takie pamiętam.

- Były częścią Wigilii. Dziś w mojej rodzinnej wsi jest już kaplica. Powstała, gdy byłem już księdzem. Jest pięknie położona. Na skraju lasu. Czasami, gdy jestem w wigilijny wieczór u Rodziców, widzę spieszących na pasterkę ludzi. Odprawiana jest tam o 22.00. Kaplica zawsze jest pełna, rozświetlona, rozśpiewana.

B.K.: Wspomniał Ksiądz Prymas czasy kleryckie. Jak wyglądały Wigilie w seminarium?

- Jako klerycy spędzaliśmy święta w domu. Seminaryjna wigilia odbywała się zawsze nieco wcześniej, dzień lub dwa przed Bożym Narodzeniem, zawsze w dużej wspólnocie. Oprócz nas, naszych profesorów i moderatorów, sióstr i pracowników seminarium, z uwagi na to, że studiowali z nami niektórzy klerycy z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, uczestniczyli w niej także goście. Pamiętam m.in. śp. bp. Ignacego Jeża. Nasz biskup, kard. Józef Glemp, przyjeżdżał na nią wprost z Warszawy. Połamać się opłatkiem z prymasem Polski, złożyć mu życzenia – było to dla nas kleryków wielkie przeżycie.

Potem przyszło mi przeżyć jeszcze niejedną Wigilię w seminarium. Ale to kilka lat później, gdy wróciłem ze studiów i zacząłem pracę najpierw jako prefekt, a później rektor. Arcybiskup Henryk Muszyński wprowadził wówczas zwyczaj, że jeden rocznik zostaje na święta w seminarium i spędza Wigilię z profesorami i moderatorami. Przychodzili też księża pracujący w kurii i razem siadaliśmy do wieczerzy. Ksiądz Arcybiskup Muszyński lubił i zachęcał do śpiewania wszystkich zwrotek kolęd. Trzeba więc było postarać się o śpiewniki z jak najobszerniejszymi tekstami, no i się nauczyć.

B.K.: A pierwsza Wigilia po święceniach? Był Ksiądz Prymas wikariuszem w Bydgoszczy i sekretarzem bp. Jana Nowaka.

- Tak. Tę pierwszą kapłańską wigilię spędziłem w gronie księży i sióstr zakonnych, ale najpierw wspólnie z ludźmi samotnymi i potrzebującymi, których Ksiądz Biskup zawsze zapraszał na wieczerzę do sali parafialnej. Tak było w pierwszym roku. W drugim roku mieliśmy już tylko jedną wigilię – tę z osobami samotnymi.

B.K.: Samotność w wigilię jest chyba bardziej dotkliwa niż jakikolwiek inny brak.

- Wiem, że to truizm powtarzany co roku, ale w tę noc naprawdę nikt nie powinien być sam. Mamy taki piękny zwyczaj stawiania na stole dodatkowego nakrycia. Mam nadzieję, że wciąż jest w naszych rodzinach praktykowany. To nie jest miejsce puste. To jest miejsce wolne, czekające, symbolizujące naszą gotowość przyjęcia drugiego człowieka – może sąsiadki z dołu, może starszego pana, który do kościoła zawsze przychodzi sam. Gotowość przyjęcia nie z litości, nie z obowiązku, nie z egzaltacją, ale tak po prostu, z poczucia, że wszyscy dzielimy ten sam człowieczy los.

B.K.: Przeżył Ksiądz Prymas samotną Wigilię?

- Przeżyłem na studiach we Włoszech. Pomagałem wówczas w pracy duszpasterskiej w małej górskiej miejscowości Levigliani w diecezji Piza, w samym sercu toskańskich Alp Apuańskich. Nie było tam proboszcza na stałe. Mieszkał w sąsiedniej wsi. Był schorowany i nie mógł się już praktycznie poruszać. Cieszył się z pomocy. Po przyjeździe zadzwoniłem do niego z życzeniami i zapytałem, jak ten wieczór tutaj wygląda, co mam robić? On powiedział: zjedz coś, idź do konfesjonału i spowiadaj do pasterki. Zjadłem więc, co miałem, usiadłem do konfesjonału i tak siedziałem do późnego wieczora. Penitentów było niewielu. Gdzieś koło 21.00 zostałem sam w pustym kościele. Odmówiłem różaniec, pomodliłem się, a potem wyszedłem i chodziłem dookoła kościoła rozmyślając, że w domu są już pewnie po wigilii. A potem po pasterce na plebanię przyszedł tłum parafian, żeby złożyć mi życzenia i świętować Boże Narodzenie. I tak właśnie jest we Włoszech. Wreszcie opowiedziałem moim roześmianym parafianom o tym moim samotnym chodzeniu wokół kościoła i usłyszałem, że tak nie może być! I kolejne Wigilie spędzałem już zawsze z którąś z rodzin. We Włoszech nie ma opłatka ani naszych tradycyjnych potraw, ale jest zawsze uroczysta kolacja, a później często wspólne, radosne świętowania. Tam, gdzie mieszkałem była niedaleko wioska, która w czasie Bożego Narodzenia zmieniała się w wielką atrakcję turystyczną. Pięknie oświetlone, urokliwe uliczki, otwarte domy, ludzie posługujący się dawnymi narzędziami, żyjący jak przed wiekami. Widowisko niczym podróż w czasie. Jeździliśmy tam i spacerowaliśmy. Godzinę przed północą zawsze wracałem do konfesjonału.

B.K.: A dziś? Jak spędza wigilijny wieczór Prymas Polski?

- W naszej domowej wspólnocie, z siostrami franciszkankami, księdzem kapelanem i księdzem sekretarzem, gdy już wrócą z rodzinnych domów. W ubiegłym roku gościłem moich Rodziców i rodzeństwo. W tym roku najpewniej pojadę do nich. A później spotkam się z moimi diecezjanami na pasterce w katedrze.

Korzystając z okazji chciałbym złożyć wszystkim najlepsze życzenia. Robiąc krótką medytację nad Ewangelią, którą usłyszymy w Noc Bożego Narodzenia uderzyły mnie słowa Anioła: cieszcie się, dziś narodził się wam Zbawiciel. Słowo Zbawiciel nie należy do tych, którymi posługujemy się na co dzień, a przecież właśnie ono mówi nam o bardzo ważnej dla nas rzeczywistości. Mówi, że Bóg do człowieka wychodzi, że pragnie go objąć swoją miłością i miłosierdziem. Właśnie w Noc Betlejemską Bóg okazuje człowiekowi największe miłosierdzie. Pragnie być jednym z nas, pragnie nas wyzwolić z grzechu i dotknąć tego, co w nas zranione, co potrzebuje uzdrowienia i uleczenia. I chciałbym nam wszystkim życzyć, byśmy w tę Noc otworzyli się na Zbawiciela, byśmy przyjęli Boga, który się nad nami pochyla, doświadczyli czułości i miłości, jaka płynie w Jezusie od Ojca, byśmy dali się objąć Bożemu miłosierdziu.

2015-12-23 10:34

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pole Pasterzy III

Ponad 200 osób uczestniczyło we wspólnym śpiewaniu kolęd w Dębnowskim Ośrodku Kultury, który wraz z Urzędem Miasta i Gminy w Dębnie, Biblioteką Publiczną, Poradnictwem Rodzinnym, Stowarzyszeniem „In Corde” i firmą „Konsum” Dębno był jednym z organizatorów spotkania „Pole Pasterzy”. Przy świątecznych stołach, choince, ale co najważniejsze – przy bożonarodzeniowym żłóbku mogliśmy podzielić się opłatkiem i złożyć sobie życzenia.

Swoją obecnością zaszczycił nas burmistrz Miasta i Gminy Dębno, który przybył na to spotkanie wraz z małżonką. Burmistrz Grzegorz Kulbicki pogratulował organizatorom i złożył życzenia świąteczno-noworoczne. Zaśpiewaliśmy kolędę Wśród nocnej ciszy, która wybrzmiała przepięknie na 200 głosów przy akompaniamencie skrzypiec. Wśród nas obecni byli także kapłani z obu naszych dębnowskich parafii na czele z proboszczem parafii Matki Bożej Fatimskiej – ks. kan. Robertem Szumowskim, a z parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła zaszczycili nas swą obecnością ks. Zbigniew Hul i ks. Andrzej Słowik. Po wspólnej modlitwie i błogosławieństwie podzieliliśmy się opłatkiem, składając sobie życzenia.

Wspólne kolędowanie

Spotkanie przebiegało w bardzo uroczystej atmosferze, śpiewaliśmy kolędy, pastorałki i piosenki świąteczne, które znamy i kochamy. Spotkanie miałam zaszczyt i przyjemność poprowadzić osobiście. W przerwach między śpiewaniem i graniem usłyszeliśmy fragment Ewangelii wg św. Łukasza (Łk 2,8-20), a także opowieść o Polu Pasterzy w Betlejem. Przypomnieliśmy słowa św. Jana Pawła II, które wypowiedział do rodaków 23 grudnia 1996 r. w Rzymie o wartości takich spotkań, o łamaniu się opłatkiem i dzieleniu białym chlebem. O tradycji i bogactwie pięknych polskich kolęd i pastorałek, które tworzą naszą historię narodową i chrześcijańską.

Każdy musi stać się dzieckiem

Wspomnieliśmy także kard. Stefana Wyszyńskiego, który tak pięknie tłumaczył, że „nazwa miasta Betlejem oznacza Dom Chleba”; mówił, że „w święta Bożego Narodzenia każdy, nawet najstarszy, musi stać się dzieckiem”.

Podczas kolejnej przerwy przypomniałam też słowa św. Jana Pawła II, który tłumaczył, że „wszystkie nasze starania o choinkę, potrawy wigilijne, ciasta, sianko nabiorą zupełnie nowego wymiaru i nowej treści, gdy otworzymy trochę szerzej serca i drzwi swojego domu, by zaprosić osobę, której grozi przeżywanie Wigilii samotnie. To ukazuje, ze w naszej «gospodzie» jest miejsce dla Jezusa i dla każdego, z kim On się utożsamia”.

Zaproszenie

Pod koniec spotkania zaprosiłam na V Dzień Zakochanych, Małżeństw i Narzeczonych w Dębnie, który w tym roku odbędzie się 16 lutego. Zapraszamy wszystkich, a szczególnie małżeństwa do udziału we Mszach św. z odnowieniem przyrzeczeń małżeńskich w obu naszych kościołach parafialnych. Potem na wspólny obiad w restauracji „Panorama” połączony z Balem dla Zakochanych, który tradycyjnie rozpoczniemy tańcem korowodowym polonezem. Już wkrótce pojawią się ogłoszenia i plakaty.

Muzycznie spotkanie poprowadził 23-osobowy zespół wokalno-instrumentalny „Hosanna”, który tworzą dzieci, młodzież i dorośli z Dębna i okolicy.

Podczas spotkania częstowaliśmy się smakołykami świątecznymi, które przygotowała lokalna firma „Konsum” (państwo Stanisława i Paweł Piotrowscy). Na stołach znalazły się więc pierożki, krokiety, gołąbki, czerwony barszczyk wykonany na produkcie wpisanym na Listę Produktów Tradycyjnych „Zakwas Buraczany z Dębna”, to wszystko w cenie 10 zł za osobę. Oprócz tego na stołach były domowe wypieki oraz kawa i herbata. Goście przepięknie zareagowali na hasło „Przynieś smakołyk i poczęstuj sąsiada”, co oznacza, żeby przynieś ze sobą owoce, wodę i domowe wypieki.

W drugiej godzinie spotkania poprosiłam wszystkich gości o powstanie z krzeseł i zaprosiłam do wspólnego tańca. Zademonstrowałyśmy z córką prosty układ taneczny dla wszystkich uczestników do piosenki pt. Kolędujmy wesoło. Zatańczyliśmy radosny taniec, co wywołało mnóstwo uśmiechów na twarzach uczestników i głośne brawa.

Wszystkim bardzo dziękujemy, to był piękny widok, kiedy ponad 200 osób świętowało narodziny Pana w radosnym tańcu. „...kolędujmy wesoło, niech radość będzie wokoło, niech serca nasze kolędują, Narodzenie Pana zwiastują...”.

W imieniu organizatorów bardzoserdecznie dziękujemy za obecność, życzliwość, wspólny piękny śpiew. Bogu niech będą dzięki. Z nadzieją na spotkanie w przyszłym roku.

CZYTAJ DALEJ

Liban: Polscy strażacy podsumowują działania z libańskimi służbami; w poniedziałek powrót do kraju

2020-08-09 16:23

[ TEMATY ]

Liban

wybuch

strażacy

AP/EPA/WAEL HAMZEH

Polscy strażacy zakończyli w niedzielę działania poszukiwawczo-ratownicze w Bejrucie. Funkcjonariusze podsumowują je wraz z libańskimi służbami. Do kraju wrócą w poniedziałek wieczorem; wyruszy po nich samolot z dodatkową pomocą dla stolicy Libanu.

W ten wtorek doszło do eksplozji w składach bejruckiego portu, gdzie od kilku lat przechowywano saletrę amonową, zmagazynowaną tam bez niezbędnych zabezpieczeń. Wybuch był tak silny, że było go słychać na Cyprze oddalonym od Bejrutu o 240 km. Jako przyczynę tragedii władze libańskie podały prace spawalnicze w składach, gdzie trzymano 2750 ton saletry amonowej (azotanu amonu) wcześniej skonfiskowanej przez władze.

Gotowość do natychmiastowego wyjazdu do działań ratowniczych w Libanie polscy strażacy zgłosili już następnego dnia. Samolot PLL LOT ze strażakami, zespołem medycznym, psami oraz sprzętem medycznym, lekami i środkami opatrunkowymi wystartował do Bejrutu w środę po godz. 23 z warszawskiego Lotniska Chopina. Na lotnisku w Bejrucie wylądował w czwartek po godz. 2.

W skład grupy strażaków weszło: 39 ratowników grup poszukiwawczych z Warszawy, Poznania, Łodzi, Nowego Sącza, czterech ratowników chemicznych oraz cztery psy. Grupą dowodził st. bryg. Mariusz Feltynowski, kierujący wcześniej działaniami ratowniczymi w czasie misji po trzęsieniach ziemi na Haiti i w Nepalu.

Razem ze strażakami poleciał 11-osobowy zespół medyczny z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. W jego skład weszli zarówno lekarze, jak i specjaliści ds. pomocy humanitarnej, którzy na miejscu zajmowali się m.in. oceną potrzeb i rozdziałem pomocy, w taki sposób, by trafiała ona do osób najbardziej potrzebujących.

Polska baza operacji ratowniczej usytuowana była w odległości 300 metrów od epicentrum wybuchu. W czwartek ratownicy dostali do dyspozycji strefę, w której mogli prowadzić działania operacyjne - nazwany roboczo "strefą J" obszar obejmował cywilny sektor poza samym portem. Z mapy ilustrującej podział stref wynika, że polskim strażakom przydzielono największy z obszarów. Obok Polaków zgodę na tak zaawansowane działania otrzymali tylko Francuzi. Działania, które zaczęto od rozpoznania sytuacji z użyciem psów ratowniczych i sprzętu do lokalizacji, prowadzono w dwóch zespołach od piątku do niedzieli.

Jak poinformowała na Twitterze straż pożarna, w niedzielę funkcjonariusze zakończyli działania poszukiwawczo-ratownicze. "Strażacy zwijają bazę operacji i w poniedziałek po południu wylecą do Polski" - czytamy. W następnym wpisie PSP dodała, ze Polscy strażacy podsumowują działania poszukiwawczo-ratownicze z libańskimi służbami.

W rozmowie z PAP rzecznik komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej st. kpt. Krzysztof Batorski poinformował PAP, że strażacy powinni wylądować w kraju w poniedziałek ok. godz. 19. Samolot, który po nich przyleci, przywiezie dodatkową pomoc dla stolicy Libanu, m.in. sprzęt medyczny i maseczki przekazane przez Ministerstwo Zdrowia.

Wtorkowa eksplozja pochłonęła co najmniej 158 ofiar, ok. 6 tysięcy osób zostało rannych. W centrum libańskiej stolicy w sobotę wybuchły gwałtowne protesty. Protestujący wtargnęli m.in. do ministerstwa spraw zagranicznych, domagając się ustąpienia i ukarania władz.(PAP)

autorka: Sonia Otfinowska

sno/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Jest Matką ufności i zawierzenia

2020-08-09 22:30

o. F. Salezy Nowak OFM / Biuro Prasowe Sanktuarium

W niedzielę 9 sierpnia w Kalwarii Zebrzydowskiej rozpoczął się tygodniowy odpust ku czci Wniebowzięcia NMP. Uroczystość rozpoczęła odprawiona w bazylice Eucharystia, której przewodniczył o. Gwidon Hensel OFM Wikariusz Prowincji OO. Bernardynów. Po Mszy św. wierni modlili się na dróżkach, uczestnicząc w Procesji Boleści Maryi.

Podczas celebracji ojciec Gwidon wygłosił homilię do zgromadzonych pielgrzymów. - Przychodzimy tutaj nie tylko po to, by wyrazić naszą cześć Maryi, nie tylko po to, by świętować, ale właśnie po to, by zanurzyć się w rezerwuarze łaski i miłosierdzia. Przychodzimy z całym ciężarem i bagażem naszej codzienności i grzechów, naszej niedoskonałości i słabości. Ten bagaż przynosimy tutaj, na Kalwarię, na tę szczególną górę, aby doznać i doświadczyć odnowienia łaski i mocy chrztu.

Kaznodzieja przywołał wydarzenie z życia Eliasza, o którym mowa w pierwszym czytaniu. - Prorok przychodzi w doświadczeniu swojej bezsilności, i staje wobec Boga, który nie objawia się w strasznych zjawiskach swojej mocy i potęgi, ale w swojej łagodności, w łagodnym szmerze. Bóg chce na tej górze objawić się w łagodnym szmerze Ducha Świętego, który przychodzi w naszej modlitwie, ale przede wszystkim w sakramentach.

Następnie odwołał się do fragmentu z Ewangelii: - Ewangelia pokazuje uczniów w godzinie słabości, którą w jakiś sposób prowokuje sam Mistrz, wysyłając ich wieczorem na jezioro (…) Jesteśmy tutaj po to, by jak Piotr usłyszeć na nowo słowa Jezusa: Przyjdź! Przyjdź po falach i odmętach.

Mówił, że pójście w stronę Mistrza wymaga odwagi ze strony uczniów. - Dziś wyruszymy z procesją współcierpienia. Chcemy pójść za Tą, która nigdy nie zwątpiła, chcemy pójść pod krzyż Chrystusa, przez dni i godziny samotności, przez doświadczenie zmartwychwstania, ale też doświadczenie rodzącego się Kościoła.

Ojciec Gwidon zwracał uwagę, że Maryja jest matką ufności i zawierzenia, dlatego chętnie idziemy za Nią, ponieważ nie zawahała się odpowiedzieć na wezwanie woli Bożej.

Kapłan przypomniał słowa zawierzenia Maryi, które towarzyszyły Polakom od ślubów Jana Kazimierza przez Śluby Jasnogórskie. Stwierdził, że wymagają one wierności ze strony składających przyrzeczenia. - Przypominamy sobie te słowa, bo one są drogą, którą musimy przejść, aby także dziś wobec burz i przeciwności przetrwać opierając się na ramieniu Tej, która pod krzyżem Chrystusa podtrzymywała cały Kościół w chwili zwątpienia i słabości.

Zakonnik zachęcał do bezgranicznego zaufania Maryi, która jest przewodniczką w oddaniu się Bogu. - Przychodzimy tutaj, by się modlić, by w tym modlitewnym trwaniu z Matką otworzyć się na Bożą siłę, na Jego tajemnicze, przemieniające działanie. Z prostotą i wytrwałością pielgrzyma niech nas prowadzi Ta, która tutaj króluje, uzdrawia i pociesza – zakończył kaznodzieja.

Po Mszy św. wierni modlili się w czasie Procesji Boleści NMP. Podczas drogi wysłuchali kazań opartych o nauczanie zawarte w Katechizmie Kościoła Katolickiego, a mówiące o Eucharystii jako źródle i szczycie życia chrześcijańskiego. Procesję zakończyły nieszpory przy Domku Matki Bożej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję