Reklama

Homilia na Święto Narodzenia NMP wygłoszona na Jasnej Górze 8 września

Chrystus ostateczną nadzieją człowieka

Ks. Jan Kowalski
Edycja częstochowska 39/2003

Niewiasta obleczona w słońce, z diademem z dwunastu gwiazd na głowie, z księżycem pod stopami, to świętująca z całym Kościołem swoje narodziny Maryja, Jezusowa Matka i ludzka duchowa Matka. Historia nie przekazała potomnym ani czasu, ani miejsca Jej narodzin. Można tylko przypuszczać, że miejscem Jej narodzin był Nazaret, choć swymi korzeniami rodowymi tkwi w Betlejem, w mieście pochodzenia Jej praojca Dawida, jak zapowiada Micheasz, prorok. Przecież gdy rzymski Imperator zarządza spis ludności swojego cesarstwa, Maryja udaje się wraz ze swoim małżonkiem Józefem właśnie do Betlejem, aby tam dać się zapisać, zgodnie z cesarskim zobowiązaniem. Każdy ma się bowiem zapisać „w mieście swoim”, tzn. w mieście, gdzie mają miejsce początki jego rodu, gdzie rozpoczyna się jego genealogia.
W odwiecznych planach Bożych nic nie dzieje się z przypadku. Skoro historia - i ta mierzona latami, dniami i godzinami, i ta mierzona wydarzeniami nadprzyrodzonymi - nie podaje miejsca narodzin Maryi, znaczy to, że nie jest to istotne w historii zbawienia ludzkości. Natomiast szczególne znaczenie ma Jej, Maryi, pochodzenie. Od niepamiętnych bowiem czasów prorocy wieszczą, że zapowiadany w raju i oczekiwany od wieków Zbawiciel ludzkości, który ją wyrwie z niewoli grzechu praojca Adama i z jego zniewalających skutków, będzie potomkiem Dawida. Co więcej, Bóg - Stwórca zapowiada nie tylko Zbawcę ludzkości, ale także i Jego Matkę, którą przewidział wcześniej „niż ziemia powstała,... gdy niebo umacniał,... gdy kreślił sklepienie nad bezmiarem wód,... gdy morzu stawiał granice, by wody z brzegów nie wyszły, gdy kreślił fundamenty pod ziemię” (Prz 8. 26-29).
Ale dopiero gdy nadeszła Pawłowa, Apostoła Narodów „pełnia czasów”, której treści nie łatwo odczytać, co ona oznacza, naprzód pojawiła się niewiasta, naprzód narodziła się Maryja. A potem? Potem Ona za sprawą Ducha Świętego dała życie cielesne Bożemu Synowi Jezusowi Chrystusowi, aby uwolnił człowieka z niewoli Adamowego grzechu, aby ten człowiek mógł się stać przybranym Synem swego Stwórcy (Gal 4, 4-5). Naprzód rodzi się Ona, Maryja. I naprzód Ona wypowiada przed Bożym Wysłannikiem Gabrielem „niech mi się stanie według słowa twego”, a potem rodzi się On, Jezus, Bóg-Człowiek, Druga Osoba Trójcy Świętej. Ale z Niej, z Maryi. Ona daje Mu ludzkie ciało. I z tej to, a nie z innej przyczyny Pan Jezus, jako Bóg i człowiek zarazem, może dokonać odkupienia ludzkości. Jako Syn Boży jest władny przebłagać swojego Ojca. Jako człowiek dokonuje tego w imieniu całej ludzkości i każdego poszczególnego człowieka.
Narodziny Maryi, takie niepozorne (nawet nie wiadomo w jakiej miejscowości) i Jezusowe, z Niej, z Maryi, też takie prozaiczne, gdzieś tam w kamiennej grocie, za Dawidowym miastem, na sianie, wśród zwierząt. Ale przecież jedne i drugie narodziny rewolucjonizują ówczesny cywilizowany świat, nadają historii nowy bieg, ważą na polityce, na kulturze i cywilizacji. A nadto te podwójne narodziny rzucają podwaliny pod nową religię, która nazywa się chrześcijaństwem; pod religię braterstwa, wolności i miłości.
Jakaż zatem różnica między tą rewolucją, której źródłem są narodziny Maryi, Jezusowej Matki, Matki Syna Bożego, i ludzkiej duchowej Matki, a choćby wielką rewolucją francuską przełomu XVIII i XIX wieku albo rewolucją październikową w Rosji w roku 1917. Te rewolucje oparte są na przemocy. Niosą nieszczęście milionom ludzkich istnień. Odbierają im życie, zakuwają w niewolę. A dzieje się tak dlatego, bo apokaliptyczny Smok, barwy ognia, wąż starodawny, który zwie się diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, źródło wszelkiego zła i nieszczęścia, prowadzi ustawiczną walkę z tym, co dobre, co sprawiedliwe, co niesie miłość (Ap 12, 3. 7. 9). Prowadzi walkę z Jej, Maryi Synem i z Jej przybranymi dziećmi.
Rewolucja zaś zapoczątkowana wraz z narodzinami Maryi i Jej Syna Jezusa niesie nie zniszczenie, nie niewolę, nie łzy i nieszczęścia, ale dobro i sprawiedliwość, ale miłość i wolność. Do wolności bowiem wyzwolił człowieka, każdego człowieka, Chrystus, Syn Maryi. Jej, Maryi i Jego, Jezusa, Królestwo jest Królestwem pokoju a nie walki, sprawiedliwości a nie krzywdy i przemocy. Jest Królestwem, w którym wszyscy są braćmi i wszyscy powinni być traktowani jako bracia. Obojętnie, czy w strukturach politycznych i społecznych, ktoś jest niewolnikiem czy człowiekiem wolnym.
Św. Paweł Filemonowi, człowiekowi wolnemu, każe traktować jak brata umiłowanego niewolnika Onezyma, który właśnie schronił się u Apostoła Narodów, bo jego właściciel źle się z nim obchodził. „Takim on jest - pisze św. Paweł - zwłaszcza dla mnie, ileż więcej dla Ciebie, zarówno w doczesności, jak i w Panu” (Flm 16). Bratem, bratem i wolnym w Panu.
Gdy rodzi się Maryja, a z Niej Jezus, w Imperium Rzymskim, tak na Zachodzie, tzn. w części Europejskiej z Rzymem jako stolicą, jak i na Wschodzie, tzn. w części azjatyckiej ze stolicą w Bizancjum, świat dzieli się na wolnych i niewolnych. Niewolnik nie ma żadnych praw. Można go sprzedać, można mu odebrać życie bez żadnych konsekwencji. Podobne prawo ma ojciec wobec własnych dzieci. Urzędnicy i rolnicy żyją w nędzy. Tylko wojskowi i właściciele wielkich latyfundiów są uprzywilejowani. Trzeba aż trzech wieków, aby cywilizowany świat pogańskiej kultury rzymskiej, pod wpływem Ewangelii, przynajmniej w części się odmienił; aby przemoc została opanowana; aby pojawiły się zarysy sprawiedliwości, poszanowania dla człowieka i jego godności. I aby chrześcijaństwo uznane zostało za religię na równi z innymi. A to wszystko dzięki tym i przez tych, którzy zawierzają słowom wypowiedzianym przez Maryję w Galilejskiej Kanie: „Zróbcie wszystko, cokolwiek Syn mój, Jezus, wam powie” (J 2. 5). Maryi zawierza naprzód gromadka dwunastu, a potem dziesiątki, setki i tysiące tych, którzy przyjmują chrzest i ewangelię Jej Syna i niosą ją aż na krańce ziemi. Rózgi sieką im plecy i ramiona, swoje głowy kładą pod katowski miecz, skazują ich na więzienia, a oni z radością niosą ewangelię Jezusa. Ewangelię Syna Tej, której narodziny Kościół przypomina corocznie 8 września. Objawienie Boże, które Jezus od swego Ojca przynosi, ewangelia Tego, od którego Ona, Maryja, pochodzi jako od Drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej, a On, Jezus, cieleśnie od Niej, z Niej bierze swe Ciało i z Niej się rodzi, nadaje nowy właściwy sens historii świata i ludzkości. Przecież ona, ta ewangelia, będzie leżeć u podstaw nowej historii i u podstaw wszelkich struktur na nią się składających.
W szczególny sposób Jezusowa ewangelia nadaje nowy sens Europie. Wraz z nią, wraz z ewangelią Jezusa Chrystusa, wkracza w dzieje kontynentu europejskiego religijna i duchowo-kulturalna potęga zdolna zneutralizować mity prehistorii, antyczny świat bożków. To właśnie wcielenie Boga w Jezusie Chrystusie, ale poprzez Maryję, poprzez Jej narodziny i poprzez Jej „niech mi się stanie”, nadaje Europie historyczną sygnaturę. Po raz pierwszy człowiek w Europie, i nie tylko zresztą w Europie, oceniany jest nie według przynależności narodowej, rasowej czy klasowej. Bowiem przed Europą i ludzkością całą stoi nowy wizerunek człowieka. Jego zaś początki tkwią w betlejemskim narodzeniu się Boga-Człowieka, poprzedzonym narodzeniem się Maryi, Jego ziemskiej Matki.
Z tych też narodzin, obok nowego wizerunku człowieka, jawią się w Europie zręby nowej kultury zapoczątkowanej życiem monastycznym, poczynając od św. Benedykta z Nursji, potem Świętych Cyryla i Metodego, a po nich całej plejady innych. Niosą oni Europie Krzyż i Ewangelię. To dzięki Krzyżowi i Ewangelii, to dzięki ich ewangelizacji rodzi się nowa cywilizacja i kultura rozwijana przez średniowieczne kolegia i uniwersytety i obejmuje wszystkie dziedziny ludzkiego życia. Te duchowe i te materialne.
Symbolem przepojenia duchem Ewangelii świata materialnego, świata ekonomicznego, przez tyle wieków opartego na rolnictwie, jest właśnie coroczne wspomnienie narodzin Maryi, którą przynajmniej polski rolnik nazywa Siewną Gospodynią. I niesie garść zboża do kościoła, aby je poświęcić i poświęcone wrzucić w ziemię. Bo on, polski rolnik wierzy i słusznie wierzy, że Ona, Maryja, ta Siewna Gospodyni uprosi przez Swego Syna u Stwórcy i Ożywiciela wszechrzeczy, u Ojca Niebieskiego, obfitość plonów, aby nikt w Polsce i w świecie nie głodował. Polski rolnik poprzez wieki zawierzał swój wysiłek Maryi. Czyni to także i dziś.
Choć Europa żyje jeszcze obecnie dziedzictwem kultury inspirowanej przez długie wieki przez chrześcijaństwo, przez Ewangelię, to przecież ze smutkiem trzeba stwierdzić, że odchodzi od niego. Takie jest przekonanie samego Jana Pawła II. Wyraża je w najnowszej adhortacji apostolskiej Ecclesia in Europa (Kościół w Europie). „Liczne niepokojące znaki, pisze on, pojawiły się na początku trzeciego tysiąclecia na horyzoncie kontynentu europejskiego, który choć jest pełen znaków i świadectw wiary, a jego społeczność niewątpliwie żyje w większej wolności i bardziej zjednoczona, odczuwa skutki spustoszenia, jakiego dawna i najnowsza historia dokonała w najgłębszych tkankach jego ludów, często rodząc rozczarowanie” (tamże, nr 7).
„Europa utraciła pamięć i dziedzictwo chrześcijańskie, czemu towarzyszy swego rodzaju praktyczny agnostycyzm i obojętność religijna, wywołująca u wielu Europejczyków wrażenie, że żyją bez duchowego zaplecza, niczym spadkobiercy, którzy roztrwonili dziedzictwo pozostawione im przez historię” - ubolewa Papież. Po prostu Europa zapomniała, że miały miejsce narodziny Tej i Tego, którzy nadali Europie nowe oblicze, oblicze kontynentu opartego na sprawiedliwości i miłości. Zapomina o Maryi i o Chrystusie, Jej Synu, który jest źródłem nadziei Europy.
Stąd lęk Europejczyka przed przyszłością. Obraz jutra jawi mu się jako bezbarwny i niepewny. Trawi go wewnętrzna pustka, utrata sensu życia. Zrodziło się niebezpieczne zjawisko kryzysów małżeńskich i rodzinnych, odradzanie się postaw rasistowskich, napięć międzyreligijnych, egocentryzmu izolującego jedne jednostki i grupy od innych, narzucanie powszechnej obojętności etycznej, gorączkowe zabieganie o własne interesy i przywileje, spychanie najsłabszych na margines, co zwiększa liczbę ubogich.
Taka jest Europa w oczach Jana Pawła II. Czy daleko jest on od prawdy? Przecież to wszystko dzieje się także na polskiej ziemi, na ojczystej ziemi Papieża. Ta Polska od wieków leży w Europie. Poniewierana jest kobieta Polska, bo każe się jej zabijać własne dzieci, poniewierany jest polski górnik, hutnik, polski robotnik. A polska szkoła? Uczy, ale niestety nie wychowuje człowieka. Najbardziej jednak sponiewierany jest polski rolnik. Ten, który mimo wszystko żywi i broni. Żywi, bo produkuje chleb. Broni, bo najwięcej w wojsku jest synów polskiego chłopa. Zwłaszcza gdy słyszy się z lewa i z prawa, jak otwierane są na oścież wszelkie furtki pozwalające na wykup jego warsztatu pracy, tzn. ziemi, na której pracuje. Czy to tylko propaganda, jak próbują mu to wmawiać politycy? Oby tak rzecz się miała. Ale rzeczywistość jest inna.
Polskiego rolnika opuścili wszyscy. Zresztą nie tylko jego, polską szkołę i polskiego lekarza. Nawet ze strony Kościoła słychać słabe, bardzo słabe głosy obrony. A szeregi bezrobotnych się powiększają. A korupcja rośnie. A politycy nabijają sobie kieszenie. Wobec tego - całkowita beznadzieja? Jest nadzieja. Jezus Chrystus, On jest nadzieją ludzkości. On jest nadzieją Europejczyka. On tak umiłował człowieka, że przejął we wszystkim, z wyjątkiem grzechu, ludzką naturę, stając się uczestnikiem ludzkiego życia. On zrodzony z Maryi Dziewicy. Z Tej, której narodziny Kościół tak uroczyście wspomina. Ten Kościół, który wezwany jest przez Chrystusa do podążania Jego drogą. Jego Jezusową, misyjną drogą. Kościół - to znaczy kto? To znaczy wszyscy, którzy do niego się przyznają i przez chrzest weń zostali wpisani: biskupi, kapłani, osoby konsekrowane, ale i osoby świeckie, a może przede wszystkim one. Wszyscy są zobowiązani do głoszenia ewangelii nawrócenia.
Jednak głoszenie nie wystarcza. Trzeba działać. Obecna sytuacja kulturowa, społeczna i religijna domaga się katolików dojrzałych w wierze i w moralności. Znających prawdy wiary i nimi żyjących. Znających zasady moralności, nimi żyjących i umiejących się upominać o ich realizację, jeśli one są łamane. Jeśli dotyczy to wszystkich, to i rolników także. Trzeba umieć się upominać o swoje. Ale mądrze, obiektywnie i słusznie. Tylko jak, jakimi środkami? Wydaje się, że nawet środki są mało ważne. Ważne jest poparcie autorytetu. A autorytet pozostał jeden - Kościół. Wprawdzie został on nadszarpnięty. Wprawdzie ze wszystkich stron próbuje się go podważyć, zohydzić. Ale jeszcze pozostał. Oby tylko jego ludzie sami go nie roztrwonili. Obyśmy my, katolicy, autorytetu nie roztrwonili. Chrystus jest Nadzieją na obecne trudne czasy. Ten zrodzony z Maryi Dziewicy. Ale także i Ona, Maryja świętująca dziś swoje narodziny. Do niej przeto Europejczyk i Polak, polski rolnik, polski nauczyciel, polski hutnik, górnik, wraz z Ojcem Świętym ucieka się w modlitewnym wołaniu.
Maryjo, Matko nadziei, bądź z nami na naszych drogach! Wspomóż nas w dawaniu świadectwa Jezusowi.
Spraw, byśmy z zapałem budowali świat bardziej sprawiedliwy. Okaż się Matką nadziei i czuwaj nad nami.
Królowo pokoju, czuwaj nad wszystkimi chrześcijanami, czuwaj nad młodzieżą, nadzieją przyszłego świata. Czuwaj nad ludźmi odpowiedzialnymi za narody. Maryjo, daj nam Jezusa. On jest nadzieją Kościoła, Europy i ludzkości. On jest nadzieją każdego Polaka.

Moje dziecko nie chce chodzić do kościoła

2019-07-10 09:40


Niedziela Ogólnopolska 28/2019, str. 10-13

„Nasze dziecko odwróciło się od Pana Boga i od Kościoła”.
Nikt nie zdoła policzyć, w ilu domach z ust rodziców, babć i dziadków da się usłyszeć tę bolesną skargę. Wychowywali swe latorośle, jak umieli, przynieśli do chrztu, przygotowali do I Komunii św., do bierzmowania – i oto nagle słyszą:
„Wypisuję się z Kościoła”, „Jestem niewierzący”, „Jestem dorosły, to moja sprawa, nie wtrącajcie się”.
Do tych deklaracji mogą jeszcze dochodzić agresja wobec Kościoła (czytaj: duchowieństwa), przystępowanie do sekt, życie bez sakramentalnego małżeństwa, związki homoseksualne...

©Cheryl Casey – stock.adobe.com

Joanna Krawczyńska, matka dorosłego syna

Problem się pojawił, gdy syn wyjechał na studia do dużego ośrodka akademickiego. Miałam nadzieję, że ten czas będzie dla niego etapem autentycznego rozwoju, także w wierze. że zaangażuje się w duszpasterstwo akademickie. Polecaliśmy mu z mężem wspólnotę, w której w czasach studenckich się poznaliśmy. W naszej rodzinie był to częsty temat wspomnień z okresu młodości – czasu pieszych pielgrzymek, ŚDM z papieżem Janem Pawłem II. Spodziewaliśmy się, że nasz syn znajdzie dla siebie wspólnotę, a tam... może przyszłą towarzyszkę życia. Tymczasem on nie odnalazł się w duszpasterstwie akademickim z różnych powodów. Próbował też sił w kościelnym wolontariacie, ale bez skutku. Gdy przyjeżdżał do domu, próbowałam go wypytywać, zachęcać, ale dostrzegłam, że te tematy zupełnie go nie interesują. Zaczęłam podejrzewać, że gdy zostaje na miejscu studiów na weekend, to w niedziele nie chodzi do kościoła. Aż któregoś dnia oświadczył, że nie pójdzie z nami w niedzielę na Mszę św., bo „on w Kościele nic dla siebie nie odnajduje i nie ma potrzeby tam chodzić”. Nie mogłam się z tym pogodzić, wciąż pytałam, co się stało – nasz syn, ministrant, lektor, absolwent szkoły katolickiej, odrzuca dziś Kościół. Gdzie popełniliśmy błąd? Może łatwiej by było, gdyby podał jakieś konkretne zarzuty, które można byłoby odeprzeć, podyskutować, wytłumaczyć...

Zaproponowałam, aby porozmawiał z zaprzyjaźnionym z księdzem, wiedziałam, że ma do niego zaufanie. Rozmawiali nawet niejeden raz. Początkowo udało się księdzu nakłonić naszego syna do odbycia spowiedzi. Ale po pewnym czasie wszystko wróciło.

Najpierw problem dusiłam w sobie, nie chciałam o tym mówić głośno. Nie było to trudne, gdyż syn rzadko przyjeżdżał. Zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia. Choć nie jest to mój grzech bezpośredni, czułam, że muszę go wyznać na spowiedzi. Spowiednik poradził mi, by synowi przypominać, że się za niego modlimy. Często się zdarza, gdy młodzi ludzie wyjeżdżają na studia, wydaje im się, że cały świat do nich należy. Po studiach, gdy pojawiają się problemy z pracą, z mieszkaniem, wracają i zaczynają szukać pomocy u Pana Boga. Ksiądz radził, by problem po prostu przeczekać i przemodlić.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sant’Egidio: tysiąc młodych Europejczyków odwiedzi Auschwitz

2019-07-18 09:01

mip (KAI/Sant’Egidio) / Oświęcim

Tysiąc młodych Europejczyków z 16 krajów weźmie udział w organizowanej 22 lipca przez Wspólnotę Sant’Egidio pielgrzymce pamięci do Auschwitz-Birkenau. Pielgrzymka odbędzie się w przededniu 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

Mazur/episkopat.pl
Auschwitz-Birkenau

Okazją do pielgrzymki będzie organizowana przez związany ze wspólnotą Sant’Egidio ruch Youth for Peace (Młodzi dla Pokoju) w dniach 19-21 lipca w Krakowie konferencja Global Friendship to Live Together in Peace.

Ruch gromadzi młodzież, która na co dzień jest zaangażowana w działania na rzecz dzieci w trudnej sytuacji, osób bezdomnych i starszych. - W czasach, które charakteryzują się odrodzeniem antysemickich i rasistowskich uprzedzeń, rozprzestrzenianiem się nietolerancyjnych haseł i postaw oraz wzrostem w całej Europie, zwłaszcza wśród młodzieży, ruchów nacjonalistycznych i ksenofobicznych, młodzież skupiona w tym ruchu organizuje spotkanie, którego celem jest promocja przesłania o jedności i pokoju – podkreślają organizatorzy spotkania.

- Młodzi ludzie, studenci i uczniowie szkół średnich, chcą pamiętać o horrorze drugiej wojny światowej oraz eksterminacji Romów i Sinti, przekonani, że nadal stanowią one decydujący punkt odniesienia dla przyszłości Europy i bez tej pamięci nie da się budować społeczeństw, w którym jest miejsce dla wszystkich – przekonuje Magdalena Wolnik z Sant’Egidio.

Uczestnicy spotkania wysłuchają świadectwa Lidii Maksymowicz, ocalałej jako dziecko z obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, ofiary nazistowskich eksperymentów medycznych. Sobotnia wizyta w muzeum-obozie Auschwitz i cichy marsz w obozie zagłady Birkenau, wraz ze złożeniem wieńców przy pomniku ofiar obozu koncentracyjnego, będą wyrazem zobowiązania do przeciwdziałania wszelkim formom przemocy i rasizmu. W spotkaniu weźmie też udział Marco Impagliazzo, profesor historii współczesnej i przewodniczący Wspólnoty Sant’Egidio.

Wspólnota Sant’Egidio powstała w 1968 r. w Rzymie z inicjatywy grupy licealistów z Andreą Riccardim na czele. Dziś należy do niej ponad 65 tys. osób w 73 krajach świata. Wspiera osoby bezdomne, a także dzieci ulicy, osoby starsze, chorych, więźniów, uchodźców oraz angażuje się w inicjatywy na rzecz pokoju. W Polsce działa w Warszawie, Poznaniu i Chojnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem