Reklama

Polska

Prymas Polski: Jubileusz 1050. rocznicy chrztu impulsem do nawrócenia

Polsko, narodzie ludzi ochrzczonych, czy żyjesz wciąż nowością tego sakramentu? - pyta retorycznie prymas Wojciech Polak z okazji zbliżającego się Jubileuszu 1050. rocznicy chrztu Polski. Ogólnopolskie obchody Jubileuszu są zdaniem abp. Wojciecha Polaka szansą na odnowienie naszej świadomości chrzcielnej oraz okazją do zrobienia rachunku sumienia z ponad tysiąca lat obecności chrześcijaństwa na ziemiach polskich.

[ TEMATY ]

wywiad

prymas Polski

Grzegorz Gałązka

Abp Wojciech Polak

KAI: Chrzest był elementem, od którego zaczyna się historia Polski i jej chrześcijańskie dziedzictwo. Jan Paweł II, gdy przybył ze swą pierwszą duszpasterską wizytą do Francji, zadał przejmujące pytanie: "Najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem"? Czy takie pytanie ośmieliłby się Ksiądz Prymas postawić swojej ojczyźnie?

Abp Wojciech Polak: Nie odważyłbym się, gdyż różnice pomiędzy Polską a Francją są olbrzymie. Pytanie postawiłbym raczej tak: "Polsko, narodzie ludzi ochrzczonych, czy żyjesz wciąż nowością tego sakramentu?".

- A ludziom wierzącym postawiłbym pytanie: na ile zdajecie sobie sprawę, że sakrament chrztu jest wezwaniem do głoszenia Chrystusa. Na ile - jako chrześcijanie - jesteście w świecie solą i światłem?

- Ksiądz Prymas powiedział niedawno, że obchody 1050. rocznicy chrztu Polski są zarówno szansą, jak i wielkim duszpasterskim wyzwaniem dla Kościoła w Polsce. W czym się to przejawia?

- Zbliżający się Jubileusz to wielka szansa na odnowienie naszej świadomości chrzcielnej. Na odkrycie, co znaczy być człowiekiem ochrzczonym oraz jakie zobowiązania ze chrztu wynikają? A skoro sakrament chrztu otrzymujemy nieświadomie jako dzieci, to później winniśmy do niego dorosnąć. Ten problem pojawił się w Kościele, od kiedy wprowadzony został zwyczaj chrzczenia małych dzieci. W okresie chrześcijańskiej starożytności chrztu udzielano wyłącznie dorosłym, zazwyczaj po dłuższym i wymagającym przygotowaniu (katechumenat).

- Chrzest jest sakramentem, który wprowadza w nowe życie - włącza nas w Chrystusa i we wspólnotę Kościoła. Daje nowość życia, która wynika z wszczepienia w Jezusa. Z sakramentu chrztu wynika też odpowiedzialność za Kościół i jego misję. Powtórzę, zobowiązanie do udziału w apostolskiej misji Kościoła (w ewangelizacji) wynika bezpośrednio z chrztu, a nie ze święceń czy innych funkcji. Dotyczy to zarówno duchownych, jak i świeckich. Ta odpowiedzialność, w przypadku świeckich, wiąże się z wezwaniem, aby głosić Chrystusa poprzez świadectwo, także w sferze społecznej, publicznej, a nawet politycznej. Doskonale zostało to wyrażone w soborowej konstytucji „Gaudium et spes”, gdzie jest m.in. mowa o tym, by światłem Ewangelii oświetlać codzienne ludzkie drogi.

- Jaką rolę w tym zakresie winien odegrać Jubileusz 1050. rocznicy chrztu Polski, do którego się zbliżamy?

- Jubileusz jest pewnym impulsem. Chodzi o to, by każdy z nas zatrzymał się w drodze, sięgnął do historii własnego chrztu i zadał sobie pytanie: co winno zeń wynikać? A zacząć można od rzeczy bardzo prostych. Papież Franciszek w niedzielę Chrztu Pańskiego po raz kolejny zachęcał, aby każdy poznał datę swojego chrztu i ją obchodził. Bo jest to wydarzenie, które odcisnęło piętno na całym naszym życiu. Datę możemy znaleźć w rodzinnej parafii, tam gdzie byliśmy ochrzczeni. Ale nie chodzi tylko o przypomnienie sobie samej daty tego wydarzenia, chodzi o coś znacznie głębszego.
Mam nadzieję, że Jubileusz stanie się też ważnym impulsem dla każdej z naszych parafii. A stałym elementem duszpasterskiej pracy stanie się odtąd „katechumenat pochrzcielny”. Do tej pory bardzo solidnie był i jest prowadzony w ruchach i wspólnotach, znanych pod różnymi nazwami: neokatechumenat, deuterokatechumenat (taki prowadzi np. ruch oazowy). Teraz warto nim objąć wszystkich parafian. Trzeba nad tym pracować. Marzyłbym sobie, aby cała parafia była taką „wspólnotą wspólnot” odkrywających bogactwo chrztu świętego i żyjących nim, gdyż we wspólnocie można łatwiej przeżyć to, do czego nas chrzest zobowiązuje. Nazywa się to również wprowadzeniem w „mistagogię sakramentalną” - poprzez znaki, symbole i słowa docieramy do rzeczywistości niewidzialnej i tego wszystkiego, do czego to Boże obdarowanie i Boża łaska uzdalnia nas i zobowiązuje w życiu.

- Millennium chrztu Polski kard. Wyszyński wykorzystał jako motyw Wielkiej Nowenny, kilkuletniej katechezy Polaków, umocnionej jasnogórskimi ślubami...

- Prymas Wyszyński bardzo mocno akcentował, że dzieje Polski są dziejami ludzi ochrzczonych. Mówił, że jesteśmy 30-milionowym narodem ludzi ochrzczonych, a więc narodem chrześcijańskim.
Z kolei Jan Paweł II w słynnej gnieźnieńskiej homilii z 1979 r. mówiąc o chrzcie Polski, osadza go w historii zbawienia, mówi więc o nowym Wieczerniku. Warto też prześledzić wcześniejsze teksty kard. Wojtyły z okresu Soboru Watykańskiego, zwłaszcza list do „Tygodnika Powszechnego” pod znamiennym tytułem: „Millennium a Sobór”, w którym analizuje polskie millennium w kontekście obrad soboru i konkretnych jego dokumentów. Wyjaśnia, że chrzest powołuje nas do życia w wolności dzieci Bożych. Chrzest ujmuje więc jako sakrament Bożej wolności. Jest to wolność - jak mówił – „dana i zadana” człowiekowi. Nie tyle wolność „od” czegoś, co wolność „do” realizacji i wcielania w życie wartości ewangelicznych.
Inny ważny wymiar. Wielka Nowenna – w zamyśle kard. Wyszyńskiego - miała być wielkim impulsem do nawrócenia naszego społeczeństwa i narodu. Dziś, po 50 latach jakie upłynęły od uroczystości milenijnych, pytanie to staje przed nami ponownie. Bo gdy dziękujemy Bogu za to, co się wydarzyło przez 1050 lat od chrztu Polski, również winniśmy zauważyć te momenty, w których nie dorastaliśmy do łaski chrztu. Trzeba to sobie wyraźnie uświadomić i wyznać przed Bogiem. To droga ku naszemu nawróceniu.

- A jakie zbiorowe zaniedbania i grzechy – które winny złożyć się na jubileuszowy rachunek sumienia - miałby Ksiądz Prymas na myśli?

- Różne podziały, wszelkiego rodzaju sytuacje rozłamu i wzajemnych grupowych oskarżeń. Spójrzmy też na czas utraty niepodległości, kiedy ochrzczony naród zagubił to, co było jego jednością. Doprowadziło to do rozbicia wewnętrznego, z czego skrzętnie skorzystały ościenne mocarstwa. Okazaliśmy się wówczas słabi, dlatego, że byliśmy tak bardzo podzieleni.

- Na kolejnym, X Zjeździe Gnieźnieńskim, który odbędzie się niebawem, od 11 do 13 marca, planowany jest ekumeniczny rachunek sumienia Kościołów z Polski. Czy będzie to okazja do wzajemnego wyznania win i prośby o przebaczenie?

- Nie będziemy nawzajem wypominać sobie grzechów i win. Najpierw powiemy o wspólnych wartościach, które są owocem chrztu sprzed tysiąca lat - za które dziękujemy. Bo chrzest Polski był chrztem jednego, niepodzielonego Kościoła, który dopiero później uległ rozłamowi.
Natomiast katalog grzechów dotyczyć będzie tych, które wszyscy jako chrześcijanie popełniamy - niezależnie od wyznania. Będzie więc mowa o braku pojednania, braku wzajemnego zrozumienia czy braku dostatecznego świadectwa. Na szczęście nie mamy w polskiej historii takich momentów, za które winniśmy otwarcie przepraszać jedni drugich. Nie było tu pogromów jednych wyznań przez inne, nie mieliśmy „Nocy św. Bartłomieja”. Natomiast wszyscy możemy sobie zadać pytanie: czy byliśmy wystarczająco zaangażowani i odważni, czy wobec pobratymczych narodów dawaliśmy przykład chrześcijańskiego świadectwa? Czy potrafiliśmy wzajemnie się wspomagać, stawać w obronie zagrożonych i jasno bronić ludzkiej godności i życia?
Warto spojrzeć na homilię prymasa Józefa Glempa z 20 maja 2000 r., kiedy to wzorem Jana Pawła II dokonał publicznego rachunku sumienia. Przeprosił m.in. za akty kolaboracji niektórych księży w okresie w PRL, za życie duchownych ponad stan i uleganie nałogom oraz tolerowanie przejawów antysemityzmu.

- Organizowany pod patronatem Księdza Prymasa X Zjazd Gnieźnieński odbywać się będzie pod hasłem "Europa nowych początków. Wyzwalająca moc chrześcijaństwa". W kontekście "nowego początku", do którego wszyscy jesteśmy wezwani poprzez chrzest, będzie też mowa o Kościele. W jakim sensie?

- Jest to pewna przenośnia, nawiązująca do chrztu, który jest zawsze nowym początkiem. Ten "nowy początek" Kościoła widziałbym w perspektywie nauczania Franciszka, który mówi o potrzebie „duszpasterskiego nawrócenia” i pokazuje jego zasadnicze elementy w adhortacji "Evangelii gaudium". Od Kościoła w Polsce oczekiwałbym, aby stawał się bardziej misyjnym, bardziej wychodzącym do ludzi niż oczekującym aż sami przyjdą. Oczekiwałbym, aby nasz Kościół był bardziej otwartym na wszystkich zagubionych i poszukujących. „Duszpasterskie nawrócenie” papież Franciszek traktuje jako niezbędny warunek nowej ewangelizacji, która od czasów Pawła VI jest definiowana jako jedno z głównych zadań Kościoła.

- Statystyki pokazują, że systematycznie związanych z Kościołem jest 40% Polaków, a 60% stanowi rodzaj populacji misyjnej.

- Uświadamia to czas wizyty duszpasterskiej, kolędy. Zobaczymy ile drzwi będzie zamkniętych? To powinno być okazją do szukania kontaktu. Myślę, że wciąż jeszcze kolęda jest wielką szansą na duszpasterski dialog.
Widzę potrzebę wielu nowych form i działań ewangelizacyjnych, wychodzących do ludzi. Doskonałym przykładem był ubiegłoroczny kongres ewangelizacji wsi w Skrzatuszu. W okolicach Inowrocławia franciszkanie zorganizowali wieczory ewangelizacyjne, z którymi jeździli po wioskach. Młodzież przygotowała „teatr ognia”, byli terapeuci i ewangelizatorzy. Rozbijali obóz na kilka dni w danym miejscu.

- Papież Franciszek mówi też o potrzebie nawrócenia duchownych. Co powinni w swoim życiu zmienić polscy księża?

- Winniśmy bardziej przejąć się ewangelizacyjnym wyzwaniem stojącym przed Kościołem. Nie możemy biernie oczekiwać tylko na tych, co sami do nas przyjdą. Winniśmy wyjść do tych, którzy już nie przychodzą. Dlatego w maju organizuję tygodniowe rekolekcje ewangelizacyjne dla gnieźnieńskich księży. Podobne rekolekcje były już w Koszalinie, Lublinie czy Rzeszowie. Ich celem było „przebudzenie” czy wręcz nawrócenie ewangelizacyjne duchowieństwa. Głoszone są przez Wspólnotę Przymierze Miłosierdzia, przez dwóch brazylijskich ewangelizatorów. Chcemy, aby tą drogą dotarł do duchownych ewangeliczny entuzjazm, który wyzwoli księdza z pokusy wygodnictwa, lenistwa, rutyny, konserwowania tego co mamy dzisiaj, a zachęci do szukania nowych rozwiązań. Słowem, aby uczynił naszą posługę bardziej ewangeliczną, zaangażowaną i dynamiczną.

- To właśnie charakteryzuje pontyfikat Franciszka. Co Polska i nasz Kościół mogą zyskać na jego rychłej wizycie?

- Papież przyjeżdża w pierwszym rzędzie do młodych. Przygotowując młodych na to spotkanie, staramy się budzić ich odpowiedzialność za Kościół. W niemal każdej parafii powstaje jakaś nowa grupa. W archidiecezji gnieźnieńskiej mamy już ok. 450 wolontariuszy, którzy przyjmować będą młodzież, jaka przyjedzie do nas w tygodniu poprzedzającym ŚDM w Krakowie. Moją nadzieją jest to, że ci młodzi zostaną, nie rozpłyną się w chmurze tak jak papieski samolot. Zaangażują się i podejmą odpowiedzialność za Kościół. Może to być źródłem ożywienia, odnowy i nowego dynamizmu Kościoła.
A ogół polskich katolików zachęcałbym, aby wracali do tego, co papież nam powie. Aby pozostała nie tylko wspaniała atmosfera, ale byśmy chcieli wcielić w życie – także w życie Kościoła w Polsce - treść jego przesłania.

- Specyfiką poprzedników Księdza Prymasa było odważne wzywanie do nawrócenia społecznego i piętnowanie licznych grzechów i wad obecnych w życiu publicznym. Prymas August Hlond wydał w 1932 r. słynny list o potrzebie gruntownej naprawy państwa, kard. Wyszyński kontynuował tę linię w zupełnie innych warunkach. Jak dziś Ksiądz Prymas postrzega sytuację ojczyzny? Co go boli, a co cieszy?

- Te wielkie wyzwania podejmowane przez prymasów były związane z przełomowymi sytuacjami, jakie przeżywała ojczyzna.
KAI. Ale nie tylko, np. w 1932 r. była to mocna reakcja prymasa Hlonda na patologie ówczesnej demokracji: partyjniactwo, brak szacunku dla wartości i radykalizację skrajnych opcji, co groziło zburzeniem pokoju społecznego.

- Dziś taki głos przysługuje nie tyle prymasowi, co całej Konferencji Episkopatu Polski. Mam nadzieję, że w ramach obchodów jubileuszowych wszyscy biskupi podejmują taką refleksję. Najlepszą okazją do apelu o nawrócenie społeczne będzie uroczystość 3 maja na Jasnej Górze. Nastąpi tam narodowy akt zawierzenia Matce Bożej, także z udziałem prezydenta. Pamiętamy, że kiedy 3 maja 1966 r. kard. Wyszyński stanął na Jasnej Górze, wzywał m.in. do przebaczenia i pojednania. W kontekście listu z 1965 r. pytał: „Przebaczycie”? A dwumilionowy tłum zgromadzony pod Jasnogórskim Szczytem odpowiadał: „Przebaczamy!”.

- O co należałoby zaapelować w tym roku na Jasnej Górze, na zakończenie ogólnopolskich uroczystości jubileuszowych?

- O miłość społeczną, abyśmy Polskę razem budowali, a nie niszczyli. Apelować też koniecznie trzeba o pojednanie i o przebaczenie, o przezwyciężenie podziałów w ojczyźnie, o aksjologiczny wymiar polskiej demokracji.

- Co Księdza Prymasa dziś najbardziej w Polsce niepokoi?

- Szanując zdobycze demokratycznego państwa, życie społeczne winno toczyć się w dialogu i w dyskursie - przy wzajemnym, elementarnym szacunku. Mimo głębokich różnic należy szukać spoiwa, które łączy. A jako chrześcijan winna nas cechować miłość, także do inaczej myślących i do nieprzyjaciół. Jest to principium, o którym mówił Chrystus. Miłość nieprzyjaciół – czy mówiąc dzisiejszym językiem: „wrogów politycznych” - jest tą podstawą, bez której nie można mówić o prawdziwym chrześcijaństwie.

- Kościół – jak przypominał Jan Paweł II - jest sumieniem demokracji. W wolnej Polsce często z tego prawa korzystał. Jak powinien to realizować w sytuacji dzisiejszych napięć i problemów? Niektórzy zarzucają Kościołowi, że jego głos jest za mało słyszalny.

- Jeżeli Kościół w wolnej Polsce zajmował stanowisko wobec rzeczywistości politycznej, dotyczyło to głównie fundamentów związanych z ochroną ludzkiego życia, praw rodziny czy innych zagrożonych praw ludzkich, np. prawa do sprzeciwu sumienia. Obecna sytuacja niesie inne wyzwania. Dzisiejsze problemy nie wiążą się z zagrożeniem człowieka czy jego życia. Zagrożone stają się kwestie związane z realizacją pewnych swobód zawodowych, np. poprzez usuwanie ludzi z zajmowanych funkcji, ale nie ma to znamion zagrożenia podstawowych praw człowieka. I myślę, że dużo trudniejsza jest jednoznaczna ocena takich sytuacji. Natomiast, jeśli będziemy mieli kiedykolwiek do czynienia z zagrożeniem ludzkiej godności czy z prześladowaniem człowieka, wtedy głos Kościoła powinien być mocny.

- Tymczasem mamy do czynienia z dość poważnym sporem o kształt naszej demokracji. Dotyczy on pytania, na ile ci, którym naród w wyborach powierzył mandat sprawowania władzy, mogą bez przeszkód realizować swoją wolę, a na ile winni liczyć się ze zdaniem mniejszości? Jest to spór o pewne subtelne granice. Gdzie należałoby je postawić w świetle społecznego nauczania Kościoła?

- Granicą dobra i woli zarówno większości, jak i mniejszości - w świetle nauczania Kościoła - jest dobro wspólne całej społeczności. Mówiłem o tym podczas zaprzysiężenia prezydenta Dudy, 6 sierpnia ub. roku, odwołując się do encykliki „Laudato si`” Franciszka. Przypomniałem, że to dobro wspólne jest miarą demokracji, a nie dobro tej czy innej partii. Dobro wspólne nie może być utożsamiane z dobrem partii. W pojęciu dobra wspólnego należy widzieć dobro każdego człowieka. Dobro wspólne państwa budowane jest w oparciu o zasadę pomocniczości, co ogranicza kompetencje władz centralnych. Dobro wspólne zakłada troskę o pokój społeczny oraz staranie, aby wykluczać to wszystko, co może powodować społeczne frustracje i rodzić przemoc. Jest to świadomość odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale też za innych. I o tym Kościół zawsze będzie przypominać!

- Dziękuję za rozmowę.

2016-01-19 10:06

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prymas Polski: Kard. Wyszyński swym pasterskim posługiwaniem kształtował ducha naszego narodu

Prymas Tysiąclecia nie tylko podziwiał – jak sam mówił - wspaniały w swej przeszłości naród, ale swym pasterskim posługiwaniem kształtował ducha naszego narodu. Ze Stolicy Prymasów w Gnieźnie wielokrotnie nam przypominał, że mamy kochać Naród, jego dzieje, zdrowe obyczaje, jego język i kulturę. Dodawał zaraz jednak, że jako chrześcijanie pamiętamy o tym, że Bóg jest Ojcem wszystkich narodów - mówił 28 stycznia Prymas Polski abp. Wojciech Polak podczas homilii na Mszy św. w warszawskiej katedrze, sprawowanej w ramach przygotowania do beatyfikacji kard. Wyszyńskiego

Każdego 28. dnia miesiąca od listopada 2019 do maja 2020 w archikatedrze warszawskiej zaplanowano przygotowanie pastoralne do beatyfikacji Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, prymasa Polski.

Jako datę cyklicznych spotkań w archikatedrze specjalnie wybrano 28 dzień miesiąca, aby w ten sposób nawiązać do daty śmierci kard. Stefana Wyszyńskiego 28 maja 1981 r. Niewykluczone, że w przyszłości, jeśli tak zdecyduje papież, będzie to dzień liturgicznego wspomnienia Prymasa Wyszyńskiego. Dotychczas, co miesiąc 28. dnia w stołecznej archikatedrze wierni modlili się o jego beatyfikację, a teraz proszą Boga o owoce tej beatyfikacji.

Poniżej pełna treść homilii Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka:

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia,

1. Od początku swej publicznej działalności, wzywając do nawrócenia i do wiary w Ewangelię, Jezus przyciągał do siebie rzesze ludzi. Byli wśród nich i tacy, którzy – jak przedstawia nam już na początku Ewangelista Marek – zdumiewali się Jego nauką. Widzieli bowiem, że to, czego Jezus naucza, co ukazuje im, i co im objawia, jakże różne jest od tego, co do tej pory wielokrotnie już słyszeli. Dostrzegali więc – jak wspomni święty Marek – że uczy ich jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Byli przy tym świadkami nie tylko tego, czego Jezus ich uczył, co do nich mówił i do czego ich zachęcał.

Widzieli również, w jaki sposób działał, a raczej, w jaki sposób to, co im mówił, znajdowało potwierdzenie i odbicie w konkretnym ludzkim życiu. Gdy więc Jezus wypędzał złe duchy czy uzdrawiał, sami rozpoznawali – jak wówczas mówili sami do siebie – że to nowa jakaś nauka z mocą. Dlatego tam, gdzie Jezus przychodził, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych, a wielu z nich dosłownie – jak zapisze Ewangelista – cisnęło się do Niego, aby samemu się Go dotknąć.

W tym wszystkim doszło już nawet i do tego, że Jezus tak był zajęty, że nawet nie mógł się posilić. Wciąż – jak przedstawia nam również dzisiejszy fragment Ewangelii według świętego Marka – tłum ludzi siedział wokół Niego. Nie może nas więc dziwić, że Maryja i krewni Jezusa, chcieli Go zobaczyć. Chcieli Mu w ten sposób jakoś pomóc, a nawet – widząc rosnącą falę tego wszystkiego, co się z Nim i wokół Niego dzieje – wybrali się – zauważy wprost święty Marek – żeby Go powstrzymać. Tak zatroskani, przyszli do Niego. Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie. A Jezus, głosząc Ewangelię Bożą i przyciągając rzesze ludzi do siebie, nie tylko uspokaja, niepokojących się o Niego najbliższych.

Nie tylko więc jakoś mówi im, że wszystko z Nim dobrze. Nie tylko jakoś zapewnia ich, że wszystko idzie przecież w dobrym kierunku. Ludzie otwierają swoje serca i pociągnięci Jego słowem, schodzą się do Niego, towarzyszą Mu i przecież tak chętnie Go na razie słuchają. Wykorzystując jednak nadarzającą się i tym razem taką właśnie sytuację, sam Jezus poszerza perspektywę. Swoim bliskim i wszystkim siedzącym dookoła Niego mówi, że w istocie to, co Boże, przekracza naturalne więzy krwi, pochodzenia czy rasy. Nie zamyka się w dziejach i historii jednego narodu czy grupy wybranych ludzi. To, co Boże jest uniwersalne, jest powszechne, w każdym czasie i dla każdego.

Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką. Tak zawiązuje się nowa rodzina, w której centrum jest Bóg, jest Jezus i Jego Ewangelia. Tylko to „zwycięża świat” w życiu człowieka – powie nam w jedynym ze swych kazań wygłoszonych z gnieźnieńskiej stolicy prymasów Polski Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński – co się w nim z Boga narodziło, co jest w nim Boże, co odrodziło się z wody i z ducha, co pozwoliło wejść do nowej rodziny dzieci Bożych, i co ostatecznie nas wciąż wzywa – jak mówił Prymas Tysiąclecia – aby żyć według łaski, którą otrzymaliśmy, według daru Chrztu Świętego.

2. Umiłowani w Panu Siostry i Bracia! Wskazując na rodzinę dzieci Bożych, Jezus mówi nam o pełnieniu woli Bożej. Chodzi więc o to, aby chcieć tego, czego chce sam Bóg. Chodzi o to, aby kierować się w życiu wolą Pana Boga. Chodzi o to, aby Bogu zaufać i zobaczyć, że to, czego On pragnie, jest we wszystkim dla naszego dobra. Oczywiście, takie zaufanie nie wyklucza nigdy, i nie może wykluczać naszych ludzkich zmagań i poszukiwań.

Nie wyklucza naszych pytań, cierpliwego poznawania i odkrywania woli Bożej, a także nabywania w życiu umiejętności jej odczytywania, i – jak radził nam jeszcze Prymas Tysiąclecia – z daru woli, wypielęgnowania w nas samych rozumnej i dobrej woli (…) Nam, Polakom – zauważył jeszcze wtedy bardzo trafnie nasz Pasterz – najbardziej bowiem potrzeba ludzi z dobrą i mocną wolą. Oprócz wody Chrztu – tłumaczył – wymaga to krwi trudu i ofiary na każdy dzień, aż do męczeństwa. Wymaga więc cierpliwego przełamywania siebie, pokonywania naszych własnych oporów i ograniczeń.

Wymaga otwierania najpierw siebie na to, czego chce i w naszym życiu sam Bóg. Wymaga odważnego i mężnego dorastania do Bożych zamiarów i nie zniechęcania się w ciągłym powracaniu i nawracaniu się ku temu, co jest Jego wolą. Myślę, że tak we wszystkim odczytywał swe życie i swe pasterskie posługiwanie sam Prymas Tysiąclecia. Tak, choćby, rozumiał właśnie swoje pasterskie posłanie i posługiwanie w Gnieźnie i w Warszawie. W swym liście na ingres na stolice biskupie w Gnieźnie i w Warszawie wyznawał bowiem, że schylając pokornie i z ufnością głowę swoją przed tą mocną wolą Bożą, idę do Gniezna i do Warszawy z tą samą uległością i gotowością służenia wam Dobrą Nowiną, z jaką szło tym utartym szlakiem apostolskim tylu moich poprzedników.

Wiemy, że niełatwy był to wówczas szlak posługi, bo przecież jego pasterskie posługiwanie dotyczyło pracy w dwóch oddalonych od siebie archidiecezjach. A jednak sam Prymas dostrzegał – jak mówił – że Stolica Apostolska wczuła się w te głębokie nurty dziejowe narodu i dlatego związała latorośl odradzającej się z gruzów Warszawy z krzewem winnym – Gnieznem, aby nowa Polska – jak mówił – nadal budowała z żywych i wybranych kamieni, na fundamencie apostołów i proroków, gdzie głównym kamieniem węgielnym sam Jezus Chrystus.

Aby Polska budowała na wodzie chrztu świętego i na męczeńskiej krwi świętego Wojciecha. I choć dziś, już przecież w nowej rzeczywistości i w nowych realiach, dzięki posłudze Prymasa Tysiąclecia i jego następców, ta warszawska latorośl z początków jego pasterskiego posługiwania, przekształciła się – jak wiemy i widzimy - w naprawdę dorodny, pełen własnego dynamizmu i życia, krzew winny, to jako pasterz Świętowojciechowego Kościoła, przygotowując się wraz z wami, Drodzy Siostry i Bracia, tutaj, w katedrze warszawskiej, do radosnego dnia uroczystej beatyfikacji Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego, biorąc teraz za swoje jego słowa, chciałbym wam powtórzyć, że tutaj przywiozłem ducha Gniezna, ducha Wojciechowego, jako pocałunek pokoju.

Tak bowiem mówił wtedy Prymas Tysiąclecia, gdy przybywając w początkach lutego 1949 roku, po swym gnieźnieńskim ingresie właśnie tutaj, do Warszawy, przypominał, że przecież tam, u stóp świętego Wojciecha w Gnieźnie, jeszcze raz sam zrozumiał, jak wspaniały jest w swej przeszłości nasz naród. Nie jest on narodem od wczoraj – tłumaczył wówczas zebranym w warszawskiej prokatedrze – choć jest dziwienie młodym ludem. Jak Chrystus – Ojciec przyszłego wieku, tak i naród, gdy z Chrystusem, Ojcem przyszłych wieków – żyje. Dostojeństwo dziejów narodu – dodał jeszcze – czuje się w Gnieźnie. Jest to wciąż dla nas niezasłużony dar i wielkie zobowiązanie. Dar, który nas zobowiązuje.

3. Siostry i Bracia w Chrystusie Panu! Prymas Tysiąclecia nie tylko podziwiał – jak sam mówił - wspaniały w swej przeszłości naród, ale swym pasterskim posługiwaniem kształtował ducha naszego narodu. Ze Stolicy Prymasów w Gnieźnie wielokrotnie nam przypominał, że mamy kochać Naród, jego dzieje, zdrowe obyczaje, jego język i kulturę. Dodawał zaraz jednak, że jako chrześcijanie pamiętamy o tym, że Bóg jest Ojcem wszystkich narodów. I choć to prawda, że pewnie bardziej – jak sam zauważył – trzeba nam kochać to, co Naród sam przez wiarę wykształtował, to jednak mamy też szanować oraz pielęgnować i to, co skądinąd do nas przyszło dobrego.

Rozeznawał bowiem, że w swej Opatrzności Bóg nas związał wspólnym darem ojczystej mowy i ojczystej kultury, i wszyscy – jak w zadumie dodawał – tworzymy piękną łąkę, przyozdobioną wspaniałym kwieciem. I właśnie dlatego z szacunku do własnego narodu, z miłości i szacunku dla jego dziejów, dla jego historii i tradycji, musi wypływać również nasz szacunek i nasze otwarcie na innych. Albowiem Ojciec Niebieski – mówił Prymas Tysiąclecia – ma najrozmaitsze dzieci, i to całe miliardy, a każde swoje dziecko woła po imieniu i o każdym pamięta.

Dla Niego biskup biały, czarny czy żółty, Polak, Murzyn czy Chińczyk – to jedno. Wszak to są Jego umiłowane dzieci, odkupione tą samą, bezcenną Krwią Chrystusa. Trzeba zatem żyć w pokoju i budować pokój. Trzeba darzyć się nawzajem szacunkiem i o wzajemny szacunek zabiegać. Trzeba wyzbywać się uprzedzeń i niszczącej nas nienawiści. Nie do twarzy Narodowi polskiemu – mówił ze Wzgórza Lecha w Gnieźnie Prymas Tysiąclecia – wszelki gwałt i przemoc. To nie godzi się z naszą kulturą narodową (…) Jesteśmy narodem, który miłuje wolność. To jest dla nas właściwa atmosfera, którą zdolni jesteśmy utrzymać.

Trzeba tylko zrozumieć ducha naszego Narodu, to, co jest mu potrzebne, co Naród ceni, co uszanuje i przyjmuje z uległością, gdy zajdzie tego potrzeba. Ale wszelka przemoc, gwałt i dyskryminacja są obce naszej duchowości i naszej kulturze narodowej. Przyrzekaliśmy w Ślubach Jasnogórskich walczyć o to, aby Polska wolna była od krzywd społecznych, wyzysku i dyskryminacji.

4. Umiłowani Siostry i Bracia! Usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu z jak wielką radością sprowadził Dawid Arkę Bożą do Miasta Dawidowego. Oczekując na wyniesienie na ołtarze Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego, i my, w ciągu tych miesięcy wspólnej modlitwy i rozważania jego pasterskiego nauczania, zbliżać się będziemy do radosnego dnia beatyfikacji.

Sprowadzenie Arki Pana do Jeruzalem, stało się źródłem błogosławieństwa, którym Dawid obdarzył lud w imieniu Pana Zastępów. Niech to nasze duchowe przygotowanie do beatyfikacji Kardynała Stefana Wyszyńskiego będzie już dziś dla nas wszystkich źródłem łaski i Bożego błogosławieństwa. Wchodząc w rozwarte ramiona (…) murów katedry Świętego Jana Chrzciciela – wołał Prymas Tysiąclecia – wznośmy oczy duszy naszej aż do tronu Bożego, gdzie Chrystus króluje po prawicy Ojca. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Dar Papieża Franciszka dla Jasnej Góry

2020-02-27 17:06

[ TEMATY ]

Częstochowa

Jasna Góra

papież Franciszek

odpust zupełny

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Jasna Góra otrzymała od Papieża Franciszka przywilej odpustu zupełnego „in perpetuo”. Oznacza to, że sanktuarium ma od teraz ten przywilej na zawsze, a nie wyłącznie w czasie konkretnych rocznic i jubileuszy.

To odpowiedź Stolicy Apostolskiej na prośbę paulinów, którzy skierowali ją ze względu na pobożność wiernych i ze względu na dobro duchowe milionów pielgrzymów przybywających do częstochowskiego klasztoru.

Uzyskiwanie odpustów w sanktuariach to przywilej wielu miejsc na świecie, otrzymywany przy okazji rocznic i jubileuszy. Odpust zaś dany przez Stolicę Apostolską na sposób stały, czyli bez konieczności ponawiania, to już wyróżnienie szczególne: „Niniejszy dokument jest ważny «in perpetuo» czyli ma wieczystą moc bez potrzeby wysyłania jakiegokolwiek pisma apostolskiego w postaci breve pomimo jakichkolwiek przeciwności” – mówił przekazując specjalną bullę ks. prał. Krzysztof Nykiel, regens Penitencjarii Apostolskiej.

O. Arnold Chrapkowski generał zakonu paulinów wyjaśnił, że otrzymanie odpustu czyli darowania kary doczesnej za grzechy, to zachęta do korzystania z wielkiego bogactwa Kościoła: „Nie chodzi o miejsce, jako zbiór budynków, przestrzeń, ale chodzi przede wszystkim o tych wiernych, którzy na tym szczególnym miejscu za pośrednictwem Bożej Matki zanoszą swe modlitwy do Boga, jest to przede wszystkim troska o ducha każdego, który tu przybywa”.

Odpust można uzyskać pod zwykłymi warunkami, ale należy też: nawiedzić Jasną Górę lub w wyjątkowych sytuacjach np. choroby, pomodlić się przed Obrazem Maryi Jasnogórskiej, zanieść wezwanie o wierność Polski jej chrześcijańskiemu powołaniu oraz o nowe powołania kapłańskie i w obronie rodziny.

Generał paulinów podkreśla, że jest to również wyjątkowy dar Papieża Franciszka dla zakonników jako docenienie ich posługi, zwłaszcza w konfesjonale, ale i zachęta do jeszcze większej hojności w dostępie do mocy Bożego Miłosierdzia.

CZYTAJ DALEJ

Papież przekazał bułgarskiej Cerkwi cenne relikwie

2020-02-27 20:39

[ TEMATY ]

relikwie

cerkiew

Bułgaria

papież Franciszek

Vatican Media

Papieska pielgrzymka do Bułgarii

Franciszek przekazał relikwie św. Klemensa, papieża i męczennika, oraz św. Potyta, męczennika patriarsze Prawosławnego Kościoła Bułgarii.

„To wielkie błogosławieństwo dla naszego Kościoła, a zarazem duchowy pomost między Kościołem Bułgarii i Kościołem Rzymu”
– stwierdził patriarcha Neofit, przyjmując relikwie z rąk nuncjusza apostolskiego w Bułgarii. Relikwie świętych będą przechowywane w starożytnej Cerkwi Mądrości Bożej, która powstała jeszcze w czasach niepodzielonego Kościoła.

Zgodnie z tradycją obydwaj święci są mocno związani ze starożytną Sardicą, która dziś nosi nazwę Sofia. Św. Klemens uważany jest za pierwszego biskupa tego miasta, a św. Potyt za pierwszego sofijskiego męczennika. Należy do grona 10 najważniejszych świętych tego miasta, a jego imię związane jest z wieloma cudownymi uzdrowieniami.

CZYTAJ DALEJ
Projekt Niedzieli na Wielki Post
#ODKUPIENI

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję