Reklama

Rząd Beaty Szydło wygrał bitwę w Strasburgu, ale to tylko rozwścieczyło jego przeciwników

2016-01-20 08:50

Stanisław Janecki/wpolityce.pl

P. Tracz / KPRM

Następnym krokiem może być nie tylko pokazowy sąd nad rządem PiS w instytucjach UE, ale też atak na złotego i próby naruszenia ekonomicznego bezpieczeństwa Polski.

Premier Beata Szydło odniosła 19 stycznia 2016 r. w Brukseli błyskotliwe zwycięstwo. Ale to była tylko pierwsza bitwa. Będą następne: znacznie lepiej przygotowane i trudniejsze. A to dlatego, że przeciw nowym polskim władzom są dwie najliczniejsze frakcje w europarlamencie: chrześcijańscy demokraci (EPP) oraz socjaliści i demokraci (S&D). Rząd PiS ma też przeciwników pośród czwartej co do wielkości frakcji (liberałowie – ALDE), piątej (lewica i zielona lewica – GUE/NGL) oraz szóstej (zieloni i pacyfiści – Greens/EFA). Wygrana bitwa pokazała ponadto, że Polska jest ważnym państwem UE, postrzeganym jako istotny gracz, na którego z uwagą patrzą politycy z innych krajów. A skoro chadecy, socjaliści, liberałowie, lewica oraz zieloni postrzegają rządy PiS jako „niebezpieczną zarazę”, zrobią wiele, żeby się ona nie rozprzestrzeniła.

Prawo i Sprawiedliwość dla poprawnej, zglajszachtowanej, wykorzenionej z wartości i tchórzliwej Unii jest znacznie niebezpieczniejsze niż Fidesz Viktora Orbana. Węgry z wielu względów nie będą liderem regionu i przy całym szacunku nie są też państwem ciężkiej kategorii, choćby dlatego, że liczą niecałe 10 mln mieszkańców i są stosunkowo niewielką gospodarką. Węgry Orbana można było okładać, ale bez przesadnej gorliwości i przekonania, bo chodziło o przedstawienie z karaniem mające funkcję prewencyjną. Tym bardziej z Węgrami nie zawsze walczono na noże, że przez cały czas istniały dobre kontakty między najważniejszymi politykami Fideszu a istotnymi osobistościami niemieckiej chadecji, z Angelą Merkel na czele. To dawało Węgrom osłonę przed linczowaniem oraz nie zablokowało napływu tam niemieckich inwestycji. Polska jest zdecydowanie poważniejszym zawodnikiem, jeśli chodzi o rolę w UE, o wpływ na kierunek ewolucji Unii oraz ze względu na zaraźliwość polskiego przykładu.

Reklama

Europosłowie, a przede wszystkim najważniejsi unijni politycy poznali Beatę Szydło i przekonali się, że łatwo z nią nie będzie. Ale to nie oznacza, że zrezygnują z naciskania na Polskę i reedukowania jej władz. Po prostu lepiej się przygotują na następne starcie i spróbują boleśniej ukąsić, bo w gruncie rzeczy debata na forum europarlamentu niczym specjalnym Polsce nie groziła. Ale nie zrezygnują - z powodów, o których już wspomniałem oraz z poczucia upokorzenia i porażki, szczególnie dotkliwej dla chadeków i liberałów, a osobiście dla byłego premiera Belgii Guya Verhofstadta. Odegrać będą się też próbowali politycy PO, bo debata w europarlamencie była ich pokazową klęską. Odegrać na PiS, ale też odwojować straty w stosunku do Nowoczesnej Ryszarda Petru. Wizerunkowo już nic więcej PO nie straci, bo jest na dnie, a atakując PiS na forum europejskim jej politycy będą chcieli odwojować twardy elektorat, który był wyjątkowo zniesmaczony stylem porażki 19 stycznia w Strasburgu. Zniesmaczony był też przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, któremu zdecydowanie łatwiej przyjdzie po cichu wspierać partię przez siebie współtworzoną i przez kilkanaście lat jej kierowaną, niż rządzący PiS. Wroga, a przynajmniej bardzo niechętna PiS koalicja działająca w instytucjach UE nie jest ani słaba, ani chętna do odbierania kolejnych lekcji pokory.

Po tym, co się wieczorem 19 stycznia wyrabiało na portalach Agory oraz po tym, co się znalazło następnego dnia w druku w „Gazecie Wyborczej” widać, że także w mediach zwalczających PiS i jego rząd będzie wielka wojenna mobilizacja. I dotyczy to także innych mediów, obecnie opozycyjnych oraz tych liberalno-lewicowych w Europie i w USA, które od końca października mają wręcz obsesję na punkcie PiS i Jarosława Kaczyńskiego. One czują się stroną politycznej konfrontacji i są gotowe zrobić nawet więcej niż politycy. Poza tym mediami jest łatwiej niż politykami sterować z ukrycia, choćby narzędziami finansowymi oraz na zasadzie wzajemnych usług ludzi powiązanych z sobą poprzez grupy interesów i różne nieformalne zależności. Po strasburskim zwycięstwie premier Beaty Szydło nie będzie więc dłuższego okresu spokoju czy choćby zawieszenia broni. Będzie przygotowanie do kolejnego, tym razem już znacznie poważniejszego ataku. Bo też te wszystkie siły mają dużo do stracenia. A poza tym muszą udowodnić, że są skuteczne, i to tak jak były skuteczne w całym ostatnim 25-leciu. Jeśli okazałyby się marnymi i słabymi graczami, różni ukryci mocodawcy mogliby sobie poszukać nowych narzędzi i lepszych bojowników. Szczególnie dotyczy to mediów.

Przede wszystkim mogą zostać uruchomione narzędzia finansowe, na przykład atakowanie złotego i gry na jego osłabienie. Wspierający przeciwników rządów PiS George Soros już pokazywał (na początku lat 90.), że potrafi zaatakować nawet tak potężną walutę jak brytyjski funt i to angażując wielką na owe czasy sumę 10 mld dolarów. O atak na swoją walutę w następnych latach oskarżały Sorosa także władze Malezji. To Soros wypowiedział wojnę prezydentowi USA George’owi W. Bushowi, twierdząc, że usunięcie go z urzędu jest „sprawą życia i śmierci”. A takich Sorosów, angażujących się w niszczenie nieprawomyślnych rządów oraz polityków i realizowanie niejasnych celów długofalowych, jest przecież znacznie więcej, tylko mniej się afiszują niż pierwszy „dobroczyńca” postkomunistycznej Europy. Jeśli doszłoby do połączenia działań różnych „dobroczyńców” z niektórymi instytucjami europejskimi, także unijnymi oraz jeszcze większego ostrzału medialnego, to, co widzieliśmy dotychczas może się wydać mało znaczącą i niezbyt dotkliwą przygrywką. Oczywiście nie musi tak wcale być, ale lepiej być przygotowanym na najgorszy wariant.

Najbardziej drażliwy jest w tym wszystkim udział Polaków czy też działających w naszym kraju instytucji, firm, fundacji, stowarzyszeń itp. Na razie robią rzeczy paskudne i szkodliwe, ale dające się tłumaczyć w kategoriach walki politycznej. Gdyby doszło do otwartego szkodzenia Polsce, rujnowania jej waluty, osłabiania gospodarki czy zagrożenia szeroko rozumianego bezpieczeństwa trzeba by to zupełnie inaczej nazwać i inaczej na to reagować. Niestety nie brakuje ludzi tak opętanych nienawiścią do PiS i Jarosława Kaczyńskiego, że gotowych szkodzić własnemu krajowi. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale granica cały czas się przesuwa. Tym bardziej więc trzeba uznać, że 19 stycznia doszło tylko do pierwszej potyczki, swego rodzaju rekonesansu. Może ona ostudzić zamiary sił wrogich Polsce pod obecnymi rządami, ale może je tylko rozzuchwalić i zmobilizować. Lepiej być tego świadomym.

Tagi:
premier

Reklama

Prezydent i premier pozdrawiają uczestników „Polski pod Krzyżem”

2019-09-14 16:10

tk, maj / Warszawa (KAI)

Słowa solidarności i pozdrowień od prezydenta i premiera przekazano uczestnikom Mszy św. sprawowanej we Włocławku podczas ewangelizacyjnego wydarzenia „Polska pod Krzyżem. W przesłaniu do zgromadzonych premier Mateusz Morawiecki przytoczył słowa Jana Pawła II, że nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego bez Chrystusa.

Prezydent.pl

Kapelan prezydenta, ks. Zbigniew Kras przypomniał, że Andrzej Duda dwukrotnie modlił się na tamie we Włocławku – miejscu wyłowienia zamordowanego przez SB ks. Jerzego Popiełuszki. Przypomniał, że zbliża się 35. rocznica śmierci kapłana-męczennika.

Ks. Kras powiedział, że prezydent, „tak zwyczajnie, nie na pokaz, dla siebie samego”, często przychodzi do kaplicy pałacu prezydenckiego, by pomodlić się przed krzyżem zawieszonym nad ołtarzem.

W odczytanym podczas Mszy św. przesłaniu premier Mateusz Morawiecki przytoczył słowa Jana Pawła II, że nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego bez Chrystusa. „Wierzę, że ta uroczystość umocni jej uczestników, przyniesie nowe siły w codziennym życiu osobistym, zawodowym, społecznym” – napisał premier.

W wydarzeniu „Polska pod Krzyżem” zorganizowanym na lotnisku w Kruszynie pod Włocławkiem uczestniczy kilkadziesiąt tysięcy osób. To zaproszenie wszystkich Polaków do osobistego nawrócenia i powrotu do Pana Boga – mówił KAI Maciej Bodasiński z fundacji Solo Dios Basta. - Chcemy odnowić swoją wiarę u jej źródeł, pod krzyżem, tam, gdzie wszystko się zaczęło - dodaje.

Zdaniem organizatorów modlitewnego spotkania, kryzys, którego doświadczamy obecnie w Kościele, ma swoje korzenie w upadku wiary. - Gdybyśmy wszyscy byli wierzący to świat wokół nas byłby inny, Kościół byłby inny. Rezygnując z żywej wiary dopuszczamy do naszej rzeczywistości zło – mówi Maciej Bodasiński.

Organizatorzy spotkania „Polska pod Krzyżem”, postrzegają je jako kontynuację swoich poprzednich inicjatyw – „Wielkiej Pokuty” i „Różańca do Granic”, choć świadomość, że wydarzenia te układają się w pewną całość przyszła dopiero po pewnym czasie.

O godz. 15 zebrani modlili się będą Koronką do Miłosierdzia Bożego, po czym rozpoczęła się Msza św. pod przewodnictwem biskupa włocławskiego Wiesława Meringa. Liturgii towarzyszą uroczyście wniesione relikwie Krzyża Świętego.

O godz. 17.30 przewidziana jest konferencja, podczas której zostanie m.in. odtworzona homilia ks. Dolindo Ruotolo.

O godz. 20.15 rozpocznie się Droga Krzyżowa. Następnie, ok. godz. 22, rozpocznie się druga – nocna – część spotkania. Będzie to wielogodzinna Adoracja Najświętszego Sakramentu zakończona niedzielną Eucharystią o godz. 3 nad ranem

Modlitwa taka zorganizowana zostanie w ponad 800 miejscach w całej Polsce a także w Australii, Kanadzie, Irlandii, Anglii, USA, Belgii, Holandii, Austrii, czy Kazachstanie. Do organizatorów dotarło również zgłoszenie z Jerozolimy czy Medjugorie.

Organizatorzy proszą również m.in. o ofiarowanie postu i cierpienia w intencji duchowych owoców wydarzenia.

Całość spotkania „Polska pod Krzyżem” można śledzić online na stronie tvp.info oraz vod.tvp.pl. Droga Krzyżowa transmitowana będzie przez TVP1 oraz Polskie Radio, od godziny 20:15 do 22:15.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Stanisław Kostka - patron dzieci i młodzieży

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 37/2002

Jastrow/pl.wikipedia.org



W komnacie, gdzie Stanisław święty zasnął w Bogu,

na miejscu łoża jego stoi grób z marmuru.

Taki, że widz niechcący wstrzymuje się w progu,

myśląc, że Święty we śnie zwrócił twarz do muru

i rannych dzwonów echa w powietrzu dochodzi...

I wstać chce, i po pierwszy raz człowieka zwodzi.

Nad łożem tym i grobem świeci wizerunek

Królowej Nieba, która z Świętych chórem schodzi

i tron opuszcza, nędzy śpiesząc na ratunek.

Palm wiele, kwiatów wiele aniołowie niosą,

skrzydłami z ram lub nogą wstępując bosą.

Gdzie zaś od dołu obraz kończy się ku stronie,

w którą Stanisław Kostka blade zwracał skronie,

jeszcze na ram złoceniu róża jedna świeci:

niby że, po obrazu stoczywszy się płótnie,

upaść ma, jak ostatni dźwięk, gdy składasz lutnię.

I nie zleciała dotąd na ziemię - i leci...

(Cyprian Kamil Norwid)

Doroczną pamiątkę św. Stanisława Kostki kościół w Polsce obchodził wcześniej 13 listopada. Od 1974 r. święto to obchodzimy 18 września jako święto patronalne dzieci i młodzieży, by na progu nowego roku szkolnego prosić dla nich o błogosławieństwo i potrzebne łaski.

Stanisław Kostka urodził się w październiku 1550 r. w Rostkowie, w wiosce położonej około 4 kilometrów od Przasnysza, na Mazowszu, w diecezji płockiej. Ojcem Stanisława był Jan Kostka, od 1564 r. kasztelan zakroczymski, a jego matką była Małgorzata z domu Kryska z Drobnina. Obie rodziny Kostków i Kryskich były w XVI w. dobrze znane.

Stanisław Kostka miał trzech braci i dwie siostry. Oto co Stanisław powiedział o swojej rodzinie: "Rodzice chcieli, byśmy byli wychowani w wierze katolickiej, zaznajomieni z katolickimi dogmatami, a nie oddawali się rozkoszom. Co więcej postępowali z nami ostro i twardo, napędzali nas zawsze - sami jak i przez domowników - do wszelkiej pobożności, skromności, uczciwości, tak żeby nikt z otoczenia, z licznej również służby, nie mógł się na nas skarżyć o rzecz najmniejszą" .

Św. Stanisław swoje pierwsze nauki pobierał w domu rodzinnym. Jego nauczycielem przez pewien czas był Jan Biliński. W domu rodzicielskim przebywał do 14. roku życia. Następnie Stanisław razem ze swym bratem Pawłem rozpoczęli studia u jezuitów we Wiedniu, lecz gdy nowy cesarz Maksymilian w 1565 r. zabrał jezuitom konwikt, musieli przenieść się na stancję. Do jezuickiej szkoły w Wiedniu uczęszczało wówczas około 400 uczniów, a regulamin tej szkoły streszczał się w jednym zdaniu: "Taką pobożnością, taką skromnością i takim poznaniem przedmiotów niech się uczniowie starają ozdobić swój umysł, aby się mogli podobać Bogu i ludziom pobożnym, a w przyszłości ojczyźnie i sobie samym przynieść także korzyść". Do pobożności miała zaprawiać studentów codzienna modlitwa przed lekcjami i po lekcjach, codzienna Msza św., miesięczna spowiedź i Komunia św. Początkowo Stanisławowi nauka szła trudno, ale pod koniec trzeciego roku należał już do najlepszych. Władał płynnie językiem ojczystym, niemieckim i łacińskim; uczył się też języka greckiego.

Trzy lata pobytu w Wiedniu to był dla Stanisława okres rozbudzonego życia wewnętrznego. Stanisław znał tylko drogę do kolegium, do kościoła i do domu. Swój wolny czas poświęcał na lekturę i modlitwę. Zadawał sobie pokuty i biczował się. Mimo sprzeciwu i próśb brata i kolegów nie zaprzestawał praktyk pokutnych. Intensywne życie wewnętrzne, nauka i praktyki pokutne tak bardzo osłabiły organizm chłopca, że bliski był śmierci. Zapadł w niemoc śmiertelną w grudniu 1565 r. Kiedy św. Stanisław był już pewien śmierci, a nie mógł otrzymać Wiatyku, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić katolickiego kapłana, wtedy św. Barbara, patronka dobrej śmierci, do której się zwrócił, w towarzystwie dwóch aniołów nawiedziła jego pokój i przyniosła mu ów Wiatyk. W tej również chorobie objawiła się Świętemu Matka Najświętsza i złożyła mu na ręce Boże Dzieciątko. Od Niej to doznał cudownego uleczenia z poleceniem by wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Nie było to rzeczą łatwą dla Stanisława, gdyż jezuici nie mieli zwyczaju przyjmować kandydatów bez woli rodziców, a on na nią nie mógł liczyć. Po wielu trudnościach i zmaganiach Stanisław został przyjęty do jezuitów najpierw na próbę, gdzie zadaniem jego było sprzątanie pokoi i pomaganie w kuchni, po pewnym jednak czasie, wraz z dwoma innymi kandydatami udał się Stanisław do Rzymu i na skutek polecenia prowincjała z Niemiec przełożony generalny przyjął go do nowicjatu. Rozkład zajęć nowicjuszów przedstawiał się następująco: modlitwa, praca umysłowa i fizyczna, posługi w domu i w szpitalach, dyskusje na tematy życia wewnętrznego i o sprawach kościelnych, konferencje mistrza nowicjatu i przyjezdnych gości. Stanisław czuł się szczęśliwy, że wreszcie osiągnął swój życiowy cel.

Przełożeni pozwolili Stanisławowi w pierwszych miesiącach 1568 r. złożyć śluby zakonne. Wielkim wydarzeniem w życiu św. Stanisława było przybycie 1 sierpnia w uroczystość Matki Bożej Anielskiej (dziś tę uroczystość obchodzimy 2 sierpnia) św. Piotra Kanizjusza, który zatrzymał się w domu nowicjatu i wygłosił dla nich konferencję. Po tej konferencji Stanisław powiedział do kolegów: "Dla wszystkich ta nauka świętego męża jest przestrogą i zachętą, ale dla mnie jest ona wyraźnym głosem Bożym. Umrę bowiem jeszcze w tym miesiącu". Koledzy zlekceważyli sobie jego słowa. Jeszcze 5 sierpnia jeden z ojców zabrał Stanisława do bazyliki Najświętszej Maryi Panny Większej na doroczny odpust. Za kilka dni było święto Wniebowzięcia Matki Bożej. 10 sierpnia Stanisław napisał list do Matki Bożej i ukrył go na swojej piersi. Prosił by mógł odejść z tego świata w uroczystość Wniebowzięcia Maryi. Jego prośba została wysłuchana. W wigilię Wniebowzięcia Stanisław dostał silnych mdłości i zemdlał. Wystąpił na nim zimny pot i poczuł dreszcze, z ust zaczęła sączyć mu się krew. O północy zaopatrzono go Wiatykiem. Przeszedł do wieczności tuż po północy 15 sierpnia 1568 r., mając zaledwie siedemnaście lat.

Wieść o jego pięknej śmierci rozeszła się lotem błyskawicy po całym Rzymie. Wbrew zwyczajowi zakonu jezuitów ciało Stanisława przyozdobiono kwiatami. W dwa lata potem, gdy otwarto grób św. Stanisława, znaleziono jego ciało nietknięte rozkładem. W 1605 r. papież Paweł V zezwolił na zawieszenie obrazu św. Stanisława w kościele św. Andrzeja w Rzymie i na zawieszenie przy nim lamp, jak też wotów. Papież Klemens X w 1670 r. zezwolił jezuitom na odprawianie Mszy św. i na odmawianie pacierzy kapłańskich ku czci św. Stanisława. W 1674 r. ten sam papież ogłosił św. Stanisława Kostkę jednym z głównych patronów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Te wszystkie fakty Stolica Apostolska uznała jako akt beatyfikacji. Św. Stanisław Kostka jest pierwszym Polakiem, który dostąpił chwały ołtarzy w Towarzystwie Jezusowym. Rok 1714 był rokiem, w którym papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, ale samego aktu kanonizacji dokonał papież Benedykt XIII dopiero w 1726 r. wraz ze św. Alojzym Gonzagą. W 1926 r., w 200. rocznicę kanonizacji odbyła się uroczystość sprowadzenia do Polski małej części relikwii św. Stanisława. W tych jubileuszowych uroczystościach wziął udział sam prezydent państwa, Ignacy Mościcki. Ciało św. Stanisława spoczywa w kościele św. Andrzeja Boboli w Rzymie w jego ołtarzu po lewej stronie.

Ku czci św. Stanisława Kostki wzniesiono w Polsce wiele świątyń, wśród nich piękną katedrę w Łodzi. Najpiękniejszy kościół pod wezwaniem św. Stanisława znajduje się w Nowym Jorku. Św. Stanisław Kostka należy do najpopularniejszych polskich świętych. Przed cudownym obrazem św. Stanisława w obecnej katedrze lubelskiej modlił się w 1651 r. król Jan II Kazimierz.

W naszej diecezji doroczną uroczystość odpustową ku czci św. Stanisława Kostki przeżywa wspólnota parafialna w Jerzyskach, gdzie proboszczem jest ks. Zenon Bobel.

U początku nowego roku szkolnego i akademickiego starajmy się prosić św. Stanisława Kostkę, który jest patronem dziatwy i młodzieży, aby wstawiał się on za nami i wypraszał potrzebne nam wszystkim łaski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kambodża: młodzi zafascynowani rodzicami św. Teresy z Lisieux

2019-09-17 18:37

vaticannews.va / Phnom Penh (KAI)

Pomimo ogromnych różnic kulturowych i wielkiego dystansu czasowego małżeństwo świętych Zelii i Ludwika Martin przemówiło do katolików Kambodży z wielką mocą. Rodzice Teresy z Lisieux ukazują piękno i moc rodziny, która ma czas na Boga i stawia Go w centrum swego życia. Zwraca na to uwagę bp Olivier Schmitthaeusler, zwierzchnik Kościoła katolickiego w tym azjatyckim kraju. To właśnie z jego inicjatywy odbyła się tam peregrynacja relikwii małżeństwa Martin.

Karolina Mysłek

Francuski biskup misyjny podkreślił, że Kambodża potrzebuje dziś jasnych wzorców. Rodzina została tam bowiem dogłębnie rozbita przez krwawe rządy komunistycznej dyktatury.

- Rodziny poszukują dziś wzorców. Pamiętajmy, że społeczeństwo Kambodży jest dość młode, ponad 60 proc. mieszkańców to młodzi poniżej 20 roku życia. I oni szukają wzorców, ale nie mogą ich znaleźć u rodziców, którzy doświadczyli dyktatury, żyli w czasach ludobójstwa lub zaraz po nim, kiedy po prostu trzeba było przeżyć, odtworzyć na nowo rodzinę, powracając do wartości religijnych i kulturalnych. Robili, co się dało, z dnia na dzień. Dziś natomiast rodziny są nastawione na wpływy XXI w., kiedy matki muszą pracować, dzieci wychowują się u dziadków – mówi Radiu Watykańskiemu wikariusz apostolski Phnom Penh. – Rodzina Martin ukazuje nam natomiast inny model. Podczas tej peregrynacji staraliśmy się poznawać jej codzienne życie. Rodzina jak wiele innych, a przy tym niezwykła, bo znalazła swe szczęście i moc w miłości Boga. Postawili Boga w centrum swego życia, potrafili przyjąć każde życie, które dał im Pan, z Bogiem stawiali czoła różnym próbom. Myślę, że dla młodych katolików w Kambodży jest to silna zachęta, by założyć rodzinę katolicką, która żyje z Panem i Go kocha.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem