Reklama

Święto Ofiarowania Pańskiego - Matki Bożej Gromnicznej

2016-02-01 13:02

mo, ts, mip / Warszawa / KAI

www.parafiastarybialcz.pl

2 lutego Kościół katolicki obchodzi święto Ofiarowania Pańskiego. Czyni to na pamiątkę ofiarowania przez Maryję i Józefa ich pierworodnego syna, Jezusa, w świątyni jerozolimskiej. W polskiej tradycji jest to też święto Matki Bożej Gromnicznej. 2 lutego przypada także Dzień Życia Konsekrowanego. Siostry i bracia zakonni, podobnie jak Jezus w świątyni jerozolimskiej, ofiarowują swoje życie na wyłączną służbę Bogu.

Według Ewangelii Jezus, zgodnie z prawem żydowskim, jako pierworodny syn był ofiarowany Bogu w świątyni jerozolimskiej. Wtedy też starzec Symeon wypowiedział proroctwo, nazywając Jezusa "światłem na oświecenie pogan i chwałą Izraela". Dlatego święto to jest bogate w symbolikę światła.

W Jerozolimie, gdzie Ofiarowanie Pańskie obchodzone było już w IV w., odbywały się - zazwyczaj nocą - uroczyste procesje ze świecami. Liturgiczną datę święta wyznacza upłynięcie czasu oczyszczenia Maryi po urodzeniu dziecka.

W Kościele zachodnim święto zostało wprowadzone w VII w. W Rzymie w tym dniu odbywała się najstarsza maryjna procesja, której uczestnicy nieśli zapalone świece. Prawdopodobnie ta procesja do największego sanktuarium rzymskiego - bazyliki Matki Bożej Większej - nadała świętu Pańskiemu charakter maryjny, który z wolna zaczął przeważać.

Reklama

Od X w. pojawia się obrzęd poświęcenia świec, który jeszcze podkreśla i ubogaca symbolikę światła. Nawiązuje ona bezpośrednio do wielkanocnego paschału, który wyraża zwycięstwo nad śmiercią, grzechem i szatanem. Ofiarowanie Jezusa oznacza początek nowego przymierza i nowego kapłaństwa, w którym Syn Boży sam jest Świątynią, Kapłanem i Ofiarą. Treść tego święta podkreśla zamierzoną przez Boga powszechność zbawienia, które ma objąć nawet pogan.

W Polsce święto ma charakter zdecydowanie maryjny - stąd nazywane jest świętem Matki Bożej Gromnicznej. Tak jak Maryja wniosła Jezusa do świątyni jerozolimskiej, tak też przynosi światło wierzącym. W kościele dokonuje się poświecenia gromnic.

Zapalone gromnice daje się do rąk konającym. Na znak zawierzenia Maryi w czasie klęsk, szczególnie podczas burzy, w domach i gospodarstwach, również zapala się gromnice. Jako gromnice służą też świece chrzcielne, kiedy to w życie nowo ochrzczonej osoby wkracza światło wiary, która prowadzi przez życie.

Dzień Matki Boskiej Gromnicznej miał przez cale stulecia wielkie znaczenie w roku kalendarzowym na wsi. Wtedy pachołkowie i służące otrzymywali zapłatę za przepracowany rok i mogli zmienić chlebodawcę. Z maryjnym świętem łączyły się też przysłowia wyrażające radość na nadchodzącą wiosnę, jak np. „Gromnica – zimy połowica”, „Na Gromniczną mróz – chowaj chłopie sanie, szykuj wóz, czy „Na Gromniczną ciecze – to się zima wlecze”. W tym dniu pochmurne niebo zwiastuje dobry, obfity rok, zaś słoneczne - przeszkody i trudności.

Ponadto od początku lutego dni są coraz dłuższe. Stare porzekadło ludowe mówi, że o ile dzień zimowego przesilenia słonecznego 21 grudnia był najciemniejszy w roku, to na Nowy Rok „przybywa dnia na barani skok”, a na Trzech Króli już „na jeleni skok”. 2 lutego dzień jest już dłuższy o całą godzinę, a do 21 marca przybywa dnia szczególnie szybko.

2 lutego przypada w Kościele katolickim Dzień Życia Konsekrowanego. Siostry i bracia zakonni, a także członkowie instytutów świeckich, stowarzyszeń życia apostolskiego, pustelnicy, dziewice i wdowy podobnie jak Jezus w świątyni Jerozolimskiej, ofiarowują swoje życie na wyłączną służbę Bogu. Osoby konsekrowane odnawiają w tym dniu swoje śluby, a w kościołach zbierane są datki na rzecz zakonów klauzurowych.

Dzień Życia Konsekrowanego ustanowił w 1997 roku papież Jan Paweł II.

Tagi:
święto

Reklama

Święto młodych w Sandomierzu

2019-04-24 09:01

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 17/2019, str. 1, 5

Już po raz dwudziesty czwarty Niedziela Palmowa jest świętem młodych na całym świecie. Dzieci i młodzież z diecezji sandomierskiej łączyli się duchowo z Ojcem Świętym Franciszkiem i ze swoimi rówieśnikami na Placu św. Piotra w Rzymie. Spotkanie rozpoczęło się przy figurze Matki Bożej Niepokalanie Poczętej na Rynku Starego Miasta w Sandomierzu

Ks. Adam Stachowicz
Podczas spotkania członkowie KSM przeprowadzili konkurs na najpiękniejszą i najbardziej oryginalną palmę

Przed poświęceniem palm bp Krzysztof Nitkiewicz zauważył, że są one obok krzyża symbolem niedzieli rozpoczynającej Wielki Tydzień. – Palma to znak radości i triumfu. Krzyż przywołuje z kolei mękę i śmierć. Instynktownie wybieramy palmę, gdyż boimy się krzyża, chcielibyśmy go uniknąć, ominąć. Ale bez krzyża nie ma prawdziwej miłości, nie ma przejścia z wegetacji do życia, z przeciętności do heroizmu, ze śmierci do zmartwychwstania. Potrzebujemy miłości i mamy ją dawać innym. Bądźmy razem z Panem Jezusem w Wielkim Tygodniu, żeby nauczył nas kochać – powiedział Biskup.

Następnie poświęcił palmy i po odczytaniu Ewangelii zebrani udali się w procesji do kościoła pw. św. Józefa.

Iść za Chrystusem

Kulminacyjnym punktem świętowania była Eucharystia pod przewodnictwem Biskupa Ordynariusza. Z młodymi modlił się również bp Edward Frankowski oraz dekanalni duszpasterze dzieci i młodzieży, którzy przybyli z nauczycielami i rodzicami z całej diecezji. W uroczystości wziął udział Marcin Marzec, burmistrz Sandomierza.

Homilię wygłosił bp Edward Frankowski. Zwracając się do młodych, mówił: – Chcemy dziś powiedzieć, że Chrystus jest naszym Królem, naszym Panem i naszym Nauczycielem. Jezus do końca nas umiłował. Cierpiący, umierający i zmartwychwstały Chrystus wypełnił wszystko, czego nauczał. On też uczy nas, abyśmy w chwilach słabości z entuzjazmem, razem z Nim, odważnie szli Jego Drogą Krzyżową. Tak to uczynili uczestnicy Ekstremalnych Dróg Krzyżowych oraz maturzyści zebrani na pielgrzymce u tronu Matki Bożej Królowej Polski na Jasnej Górze – podkreślał kaznodzieja.

Młodzi młodym

Ostatnia część świętowania odbyła się Katolickim Domu Kultury im św. Józefa. Ks. Krzysztof Kwiatkowski, diecezjalny moderator Ruchu Światło-Życie, wraz z grupą młodzieży podzielili się wrażeniami oraz świadectwem z pobytu na Światowych Dniach Młodzieży w Panamie. Swoje wypowiedzi bogato zilustrowali zdjęciami i krótkimi filmikami. Zaprosili też zebraną młodzież, aby już dziś myślała i planowała, jak spowodować, by jak największa reprezentacja młodzieży z naszej diecezji znalazła się na kolejnym spotkaniu, które odbędzie się w 2022 r. w Portugalii.

Doroczny konkurs

Zwieńczeniem spotkania był przeprowadzony przez członków Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży konkurs na najpiękniejszą i najbardziej oryginalną palmę wykonaną przez młodzież z parafialnych grup duszpasterskich. – W konkursie wzięło udział 13 zespołów wykonujących palmy. Każda grupa otrzymała pamiątkowy dyplom, natomiast zwycięzcy i wyróżnieni nagrody rzeczowe. Pierwsze miejsce przypadło grupie KSM z Krzątki, kolejne młodzieży z Chmielowa i Połańca. Wyróżnieni zostali młodzi z parafii Klimontów, uczniowie ze Szkoły Katolickiej w Stalowej Woli oraz młodzież z parafii Kunów – informuje Natalia Łukawska z KSM.

Technika wykonania palm była bardzo różnorodna. Każda grupa również miała za zadanie zaprezentować palmę. – Robiliśmy palmę kilka godzin. Zaangażowała się cała nasza siódma klasa. Prosiliśmy również o pomoc nauczycieli oraz ks. Łukasza. Palma powstała z bibuły oraz gałązek bukszpanu – podkreślała Natalia Dąbrowska z parafii Osiek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sutanna utkana przez mamę

2019-05-21 13:10

Wysłuchała Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 21/2019, str. 24-25

Do kapłaństwa Bóg wybiera, kogo chce. Ale wybrany nie jest znikąd, ma swoją historię: mamę, tatę i dom. Korzenie i źródło. Jeśli korzeń był mocny – byle wiatr go nie wyrwie. Jeśli źródło czyste – łatwo napoi innych.
O rodzinnych domach oraz swoich mamach Agnieszce Bugale opowiadają bp Antoni Długosz i ks. Marek Dziewiecki

Bożena Sztajner

Janina Długosz
O swojej mamie Janinie mówi bp Antoni Długosz

– Mamusia miała na imię Janina, ale mówili do niej Janeczka. Miała zaledwie dwa lata, gdy zmarł jej tato. Owdowiała wcześnie babcia Frania nigdy nie wyszła powtórnie za mąż i sama wychowała pięcioro dzieci. Mama, najmłodsza z rodzeństwa, wybrała zawód fryzjerki. Czesała pięknie, pracowała chętnie i dużo nie tylko w domu, ale kilka razy w tygodniu odwiedzała domy żon właścicieli fabryk na terenie Częstochowy – otrzymywała duże wynagrodzenie za pracę. W 1940 r. poślubiła Józefa, mojego ojca. Podjęła obowiązki żony i nadal pracowała zawodowo, pomagała mężowi w utrzymaniu rodziny. Tak było do moich urodzin. Dziadek Jan Długosz odwiedził kiedyś rodzinę syna, chcąc się zorientować, jak spełnia swoje nowe zadania. Mamusia czesała znajomą, a ja wyrywałem się z rąk babci z płaczem, upominając się o... mamusię. Wtedy dziadek odwołał tatusia „na stronę” i oświadczył, że Janeczka nie powinna pracować zawodowo, bo to ojciec ma obowiązek zapracować na utrzymanie rodziny. Dziadek Jan cieszył się dużym autorytetem, dlatego tatuś, bez dyskusji, zabronił mamusi pracować. Od tej pory z pomocą babci Frani, która do końca życia mieszkała z nami, mama uczyła się sztuki gotowania. Pierwszą zupę grochową przesoliła, ale potem było już coraz lepiej. Każdego dnia czekały na nas rano śniadanie i po szkole smaczny obiad.

Więź z Panem Bogiem odczytywałem przez całe jej życie. Wyrazem postawy wiary była częsta modlitwa, a szczególnie świętowanie niedzieli. W sobotę kierowała kąpielą dzieci, przygotowywała produkty na niedzielny obiad, pomagała w czyszczeniu obuwia. W niedzielę po modlitwie całą rodziną jedliśmy śniadanie, a po nim szliśmy na Mszę św.

Od mamy uczyłem się przebaczania ludziom oraz pamięci o nieobecnych podczas wspólnego posiłku. Zawsze pamiętała, by sprawiedliwą ilość jedzenia odłożyć dla osoby nieobecnej, która nie mogła zasiąść do stołu z całą rodziną.

Ważnym miejscem dla niej była Jasna Góra. Zazwyczaj szła pieszo, pokonując 5 km, by odprawić nowenny, modlić się z racji różnych zdarzeń rodzinnego życia. Kiedy w trzeciej klasie zostałem ministrantem, budziła mnie wcześniej, gdy miałem dyżury służenia do Mszy św., bym mógł z jej pomocą jak najlepiej wywiązać się z tego zadania. Nie pozwalała na krytykowanie księży, zawsze stawała w ich obronie. Gdy powiedziałem, że chcę zostać księdzem, ucieszyła się i z pomocą swych starszych sióstr przygotowywała mi tzw. wyprawkę do seminarium. Głęboko przeżyła moje kapłańskie święcenia i prymicje... Na drugiej placówce, w której pracowałem z poważnie chorym proboszczem, bardzo często mnie odwiedzała, przywoziła smakołyki, a także wspierała mnie finansowo. Z ojcem kupili gry planszowe i piłkę dla moich ministrantów. Modliła się dużo, zwykle na różańcu. Nie uwierzyła, gdy otrzymałem nominację na biskupa. W rodzinie uchodziłem za pogodnego człowieka, dlatego gdy zadzwoniłem po ogłoszeniu nominacji, odpowiedziała: „Nie wygłupiaj się!”.

Archiwum rodzinne
Sabina Dziewiecka, Janina Długosz

Odkąd zmarła, ciągle czuję jej obecność. Widzę ją jak dawniej: siedzi w fotelu, a ja klękam przy niej, układam głowę na jej piersi, słyszę bicie serca, a ona obejmuje mnie swoimi ramionami...

* * *

Sabina Dziewiecka
O swojej mamie Sabinie mówi ks. Marek Dziewiecki

– Mama wstawała o piątej rano, by pójść pieszo na Mszę św. do kościoła oddalonego o 2 km od domu. Gdy się budziłem, zdążyła już zrobić zakupy i przygotować śniadanie dla mnie i dla młodszego brata. Pewnego ranka zobaczyłem, że wróciła z kościoła zmoknięta i zziębnięta. Zrobiło mi się jej tak żal, że nie mogłem powstrzymać łez. Poprosiłem, by odtąd nie chodziła codziennie na Mszę św., ale by dłużej spała, bo wtedy będzie bardziej wypoczęta. Mama mnie przytuliła, uśmiechnęła się i wyjaśniła, że właśnie wtedy ma siły, gdy zaczyna dzień od spotkania z Jezusem. Promieniowała przy tym taką mocą i pewnością siebie, że odtąd już nigdy nie zaproponowałem jej postu od Eucharystii.

Nauczyła mnie tego, co decyduje o dojrzałości mężczyzny: zaufania do Boga i szacunku do kobiet. Przy rodzicach czułem się nieskończenie ważny i całkowicie bezpieczny. Wiedziałem, że mogli mnie z jakiegoś powodu upomnieć, a nawet skrzyczeć, nie mogli tylko jednego: przestać mnie kochać. Tuż przed siódmymi urodzinami chciałem przekonać rodziców, że do szczęścia jest mi koniecznie potrzebna pewna zabawka. Mama cierpliwie tłumaczyła, że nie stać nas na zakup elektrycznego autka, a miał takie jeden z kolegów w mojej klasie. W wieku siedmiu lat byłem jednak całkiem podobny do niektórych dorosłych, tzn. zupełnie nie reagowałem na rozsądne argumenty. Oznajmiłem mamie, że nie podniosę się z chodnika, dopóki nie dostanę upragnionej zabawki. Po kilku minutach mama uległa... i kupiła. Wieczorem w czasie kolacji zauważyłem, że mama je suchy chleb i pije herbatę bez cukru. Gdy zapytałem o powód takiego zachowania, odpowiedziała: „Tłumaczyłam ci dzisiaj przed sklepem, że nie stać nas na kupno takiej zabawki, jednak nie chciałeś mnie posłuchać i dlatego przez tydzień będę musiała jeść suchy chleb, żeby zaoszczędzić pieniądze wydane na samochodzik dla ciebie”. W oczach stanęły mi łzy. Przez chwilę patrzyłem to na zabawkę, to na mamusię, to na suchą kromkę chleba w jej dłoniach. Uświadomiłem sobie, że żadne zabawki świata nie mogą mi dać takiej radości, jak jeden uśmiech mamusi czy jedno radosne spojrzenie tatusia. Rzuciłem się mamie w ramiona i zacząłem płakać. Powiedziałem, że też chcę przez tydzień jeść tylko suchy chleb i popijać herbatą bez cukru. Mama szepnęła mi do ucha, że mnie bardzo kocha, i mocno przytuliła. To była dla mnie lekcja panowania nad sobą i odróżniania tego, co jest mi potrzebne do szczęścia, od tego, co jest tylko chwilowym pragnieniem.

Od wczesnego dzieciństwa mama pomagała mi żyć w obecności Boga, ufać Mu nad życie i rozmawiać z Nim o wszystkim, co było dla mnie ważne. Wcześnie nauczyła mnie znaku krzyża i pacierza. Wieczorami czytała mi Biblię i z radością opowiadała o największej historii miłości w dziejach wszechświata: o miłości Boga do ludzi. I do mnie! Moja mama żyła w obecności Boga. Na dziesiątki sposobów zapewniała mnie codziennie o tym, że warto słuchać Boga bardziej niż samego siebie. Może czuła, że przyjdą takie miesiące, w których będę musiał podjąć decyzję o tym, czy pójść za moimi marzeniami, czy też za głosem powołującego mnie Boga? Umiała mnie kochać. Była w tym naprawdę genialna! Potrafiła być czuła i jednocześnie wymagająca, gdy tylko tego potrzebowałem. Jednym spojrzeniem, gestem czy słowem potrafiła mnie mobilizować do rozwoju i do pracy nad sobą. Kształtowała moje sumienie. Fascynowała mnie świętością, którą sama promieniowała na co dzień.

Na wieczną stronę istnienia obydwoje rodzice odchodzili spokojnie. Najpierw – w wieku 88 lat – odszedł tata. Pięć tygodni po jego śmierci mama zaczęła być coraz bardziej zamyślona. I zaczęła słabnąć w oczach. Po sześciu dniach zamyślenia dała mi znak, bym ją przytulił mocniej. I usnęła, po raz ostatni w doczesności. Najwyraźniej uznała, że z tamtej strony istnienia tata nie powinien tęsknić za nią dłużej niż sześć tygodni...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Opowiadali się za życiem

2019-05-27 07:16

Jolanta Kobojek

Ubrani na biało i z transparentami prolife maszerowali Alejami Najświętszej Marii Panny w niedzielę, 26 maja uczestnicy częstochowskiego Marszu dla Życia. Spotkanie rozpoczęło się w Archikatedrze Św. Rodziny Mszą św. pod przewodnictwem abp Wacława Depo, metropolity częstochowskiego. Trasę z kościoła Św. Zygmunta na Jasną Górę przemierzały przede wszystkim rodziny z dziećmi oraz członkowie wspólnot działających na terenie miasta.

Grzegorz Gadacz/Niedziela

Bożena Dziwińska przez przemaszerowanie główną arterią Częstochowy wraz z obrońcami życia, chciała podziękować Bogu za życie swojej córki: "Zachorowałam na raka. Przeszłam chemioterapię, radioterapię i wiele operacji. Nie dawano szans życia mojemu dziecku. Sugerowano aborcję. To, że Wiktoria żyje i normalnie się rozwija jest cudem". Mama idąca z 9-letnią córką w stroju komunijnym dodaje również: " Nie ma nic piękniejszego, jak matka dostaje od Boga dziecko. Nie ma nic piękniejszego, jak jego ręce na szyi".

Wielu uczestników Marszu bierze w nim udział corocznie. Monika i Mariusz Szczepanowscy, którzy długi czas oczekiwali na narodziny dziecka po raz pierwszy wędrowali z obrońcami życia przed kilkunastoma laty w Irlandii. "Pamiętam było zimno i pochmurno, a my w tym 1,5 km tłumie. Była wielka radość w sercach manifestujących za życiem, a później okazało się, że nasza radość jest jeszcze większa, bo krótko po tym marszu dowiedzieliśmy się, że już jesteśmy we trójkę i spodziewamy się narodzin Mikołaja" - zdradza Mariusz.

Uczestnicy przemarszu trzymali w rękach transparenty z napisami: "Każde poczęte dziecko ma prawo do życia", "Dzieci są super", "Każde dziecko darem nieba" czy "Życie jest święte". Państwo Banaszczykowie wędrujący z dwójką swoich synów przyszli przede wszystkim zamanifestować swoje poparcie dla wartości zdrowej rodziny: "Uważamy, że rodzina jest najważniejsza i na tym powinno budować się przyszłość, więc chcemy to demonstrować" - powiedziała Joanna. Jej mąż, Piotr dodał: "Zdrowa rodzina, to zdrowe społeczeństwo, a tego właśnie chcemy".

Zanim uczestnicy Marszu wyruszyli w kierunku Jasnej Góry, modlili się wcześniej w częstochowskiej Archikatedrze podczas Mszy św. sprawowanej przez ordynariusza archidiecezji, abp Wacława Depo. "Rodzina podobnie, jak wspólnota Kościoła ma to samo źródło - w miłości Boga, od którego pochodzimy, czyli obie te wspólnoty, Kościół i rodzina, mają tę samą genealogię pochodzenia od Boga" - wyjaśniał w homilii metropolita. "W świetle Słowa Bożego widzimy, że Kościół nie przestaje tej prawdy o rodzinie nauczać i o niej świadczyć, pomimo całego kryzysu, który dotyka rodzin i całych społeczności" - kontynuował abp Depo. W dalszej części rozważań ordynariusz częstochowski nawiązał także do "destrukcji, płynących z propagowania i wdrażania programów seksualizacji dzieci i młodzieży" mówiąc m. in.: "Programy te w imię pseudowolności, odrzucając Boga jako Stwórcę każą przyjąć nowy typ życia już nie rodzinnego, lecz tylko jakiejś grupy i to bez konsekwencji moralnych". Abp Depo swoje zamyślenie zakończył słowami: "Niech więc Święta Rodzina Jezusa Maryi i Józefa pomoże każdej naszej rodzinie wzrastać w prawdzie, nie ulegając pokusie kłamstw i łatwych dróg oraz wzrastać w łasce, która jest zawsze większa od zakłamań prawdy i od ciemności grzechu i śmierci".

Marsze dla Życia i Rodziny w Polsce organizowane są w celu publicznego świadectwa o podstawowej wartości życia ludzkiego od poczęcia oraz rodziny opartej na małżeństwie kobiety i mężczyzny, otwartym na przyjęcie i wychowanie dzieci. Pierwsza taka inicjatywa miała miejsce 4 czerwca 2006 r. w Warszawie. Później dołączały kolejne miasta w całej Polsce oraz poza granicami. Jak czytamy na stronie organizatorów, w tym roku obrońcy życia będą manifestować swoje wartości prorodzinne na ulicach prawie 150 miast.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem