Reklama

Wydarzenia z diecezji

„Studium teologii winno trwać całe życie”

Ks. Adam Łach, Michał Fordubiński
Edycja płocka 41/2003

„Studium teologii nie kończy się wraz z ukończeniem seminarium, lecz winno trwać całe życie” - mówił do studentów i profesorów płockiego Seminarium bp prof. Stanisław Wielgus. Najstarsza na Mazowszu uczelnia teologiczna zainaugurowała 23 września br. 409. rok swojej działalności.

Licznie przybyłych gości, wśród których znaleźli się przedstawiciele duchowieństwa z Biskupem płockim na czele, reprezentanci świata nauki, parlamentarzyści, przedstawiciele władz administracyjnych i samorządowych, członkowie organizacji społecznych oraz reprezentanci różnych instytucji, przywitał rektor Wyższego Seminarium Duchownego ks. prof. dr hab. Ireneusz Mroczkowski. Podkreślił on, że jest wśród obecnych „wielu wybitnych twórców i przyjaciół nauki”, która „powstaje zawsze dzięki pracy konkretnych ludzi, ale jest radością wielu wspólnot”.
Mówca podkreślił, że uczelnie powinny kształtować młodość, potrafiącą - jak patron Seminarium św. Stanisław Kostka - iść wytrwale do celu i „żywić nadzieję, która przenosi ponad śmierć, pokolenia, ustroje”. Ksiądz Profesor zauważył, że choć o ogromnej części młodzieży polskiej można powiedzieć, że jest „wspaniała, twórcza, pracowita i ambitna”, to jednak od lat narasta sytuacja kryzysu i ostatnio pojawiają się problemy, wobec których pedagog staje nieraz bezradny. Dlatego tak ważne jest przeprowadzenie programów badawczych oraz analizy procesu dorastania i wychowania młodzieży. Ksiądz Rektor zapewnił, że Seminarium jest gotowe włączyć się - głównie od strony etyczno-duchowej - w taki program i we współpracę „w dziele wzmacniania kondycji moralnej człowieczeństwa”.
W październiku br. przypada 25. rocznica wyboru na Stolicę Piotrową Jana Pawła II. Niewątpliwie srebrny jubileusz pontyfikatu nada szczególny charakter 409. rokowi akademickiemu w Wyższym Seminarium Duchownym. „Na początku nowego roku chcemy przypominać sobie najlepsze wzory i uczyć się Kościoła pokornego i proroczego, Kościoła osobistych wolnych wyborów, Kościoła prostych dróg i ostatecznych celów, Kościoła serdecznego i solidarnego z wszystkimi ludźmi, Kościoła, w którym każdy znajdzie swoje miejsce i swoje prawo; słowem: takiego, który otwiera przed ludźmi świat głębi i piękna, jest sposobem przeżycia Absolutu i zakotwiczeniem ludzkiego ducha; Kościoła, w którym doświadcza się ciepła, wsparcia i zachęty. Taki Kościół buduje Jan Paweł II”.
Następnie wicerektor WSD ks. dr Tadeusz Kozłowski dokonał immatrykulacji 22 studentów I roku. Wstępując w szeregi alumnów Wyższego Seminarium Duchownego, przyrzekli oni „całym sercem służyć Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie”, wypełniać gorliwie powierzone sobie zadania, przyczyniać się do umacniania braterstwa, wzrostu dobra duchowego i autorytetu Seminarium. Po złożeniu przyrzeczenia przez pierwszokursistów bp Stanisław Wielgus wręczył im indeksy i legitymacje studenckie.
Po immatrykulacji przemówił prodziekan Wydziału Teologicznego UKSW ks. prof. dr hab. Jan Decyk. Ksiądz Prodziekan przypomniał, że Seminarium płockie jest jednym z 10 seminariów złączonych z Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jednocześnie jest ono pierwszym seminarium, które ściśle złączyło się z UKSW na zasadzie afiliacji. Za przykładem Płocka idą obecnie seminaria w Ołtarzewie i w Gdańsku. Bogaty w swej strukturze Wydział Teologiczny UKSW ma na studiach dziennych w nowym roku 1600 studentów, w tym 420 kleryków.
Kolejnym punktem programu był wykład inauguracyjny. W tym roku referat pt.: Literackie zainteresowania biskupa płockiego Stanisława Łubieńskiego (1627-1640) wygłosił ks. dr Waldemar Graczyk - wykładowca historii Kościoła.
Na zakończenie uroczystości głos zabrał biskup płocki prof. dr hab. Stanisław Wielgus, który zwrócił uwagę na konieczność odpowiedniej formacji teologicznej kandydatów do kapłaństwa. „Współczesny świat zmienia się niesłychanie szybko - zauważył Ksiądz Biskup - i konieczne jest, byśmy przygotowywali teologów, umiejących reagować na te ciągłe zmiany. Jedną z ważnych spraw jest kwestia używanego przez teologów języka. Jeśli nie będzie on dostosowany do mentalności współczesnego człowieka, teologia będzie odbierana jako zbiór wprawdzie pobożnych, lecz niestety - komunałów”. Jak zaznaczył Ksiądz Biskup, zadaniem teologii jest wchodzenie w szeroko pojętą kulturę. „Cóż przyjdzie nam z tego, że będziemy prowadzić nawet najbardziej wysublimowane spekulacje teologiczne, jeśli nie znajdą one przełożenia na ludzkie życie. Chrześcijańska teologia powinna wchodzić w sztukę, architekturę, literaturę i inne dziedziny kultury”. Biskup płocki przypomniał również, że „dobra teologia musi być zakorzeniona w Piśmie Świętym, Tradycji Kościoła, a także musi być otwarta na realia współczesności”. Jak stwierdził, teolog powinien żyć tym, czego naucza, ponieważ teologia nie może stać się samym systemem intelektualnym opartym tylko o wiedzę. „Prawdziwa mądrość to synteza wiedzy, dobroci, uczciwości, moralności i wielu innych pozytywnych postaw” - mówił bp Stanisław Wielgus, zachęcając studentów i profesorów WSD w Płocku do pogłębiania studium teologicznego przez całe życie.
Po odśpiewaniu Gaudeamus igitur uczestniczący w uroczystościach inauguracyjnych udali się do kaplicy Dobrego Pasterza, gdzie pod przewodnictwem bp. Stanisława Wielgusa została odprawiona koncelebrowana Eucharystia, podczas której homilię wygłosił ks. Grzegorz Jendrzejewski - ojciec duchowny Seminarium. Nawiązał on do adhortacji apostolskiej Jana Pawła II Ecclesia in Europa, w której Papież mówi m.in. o stanie ducha ludzi ochrzczonych, którzy utraciwszy pamięć o dziedzictwie chrześcijańskim, żyją tak, jakby Boga nie było. Takie życie pustoszy wewnętrznie człowieka, rodzi w nim lęk przed przyszłością, uderza we wspólnotę - szczególnie w rodzinę. By żyć bez lęku i w solidarności z bliźnimi, musimy przyjąć osobowy dar nadziei, jakim jest Jezus Chrystus. „Taki dar daje nam Bóg na początku nowego roku akademickiego. Wspólnie przekroczmy próg nadziei, coraz bardziej jednocząc się z Chrystusem” - zachęcał ks. G. Jendrzejewski.
Oby nowy rok akademicki 2003/2004, 409. rok w historii Wyższego Seminarium Duchownego, był szczęśliwy i pomyślny: QUOD FELIX, FAUSTUM FORTUNATUMQUE SIT!

Szukała kogoś, kto pomoże usunąć ciążę. Dostała telefon do księdza

2019-09-09 10:35

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

Renata (imię zmienione) chciała usunąć ciążę. Pytała koleżanek czy mają kontakt do kogoś, kto może jej pomóc w dokonaniu aborcji. Zamiast tego, jedna z przyjaciółek dała jej numer telefonu do ks. Tomasza Kancelarczyka z Fundacji Małych Stópek. Ks. Tomasz jest organizatorem Szczecińskiego Marszu dla Życia. Co roku gromadzi na ulicach miasta kilkanaście tysięcy osób, a na co dzień prowadzi działalność pro life, o której opowiada w rozmowie z KAI.

Fundacja Małych Stópek

KAI: Czym zajmuje się Fundacja Małych Stópek?

Ks. Tomasz Kancelarczyk: Fundacja pomaga samotnym matkom, ale nie tylko tym, co już urodziły, także tym, które jeszcze nie urodziły. To też są mamy. Sprawa pani Renaty z Wielkopolski wcale nie jest wyjątkowa. Sytuacji, w których trafiają do nas kobiety na pograniczu życia i śmierci swojego nienarodzonego dziecka jest tak dużo, że musiałbym co kilka dni taką sprawą ujawniać i prosić o pomoc. Dzięki temu, że mamy stałych darczyńców Fundacji Małych Stópek, nie muszę za każdym razem prosić o finansowe wsparcie. Każda z tych historii jest inna ale wszystkie mają jeden wspólny mianownik: nieodpowiedzialność, brak osób, które objęłyby pomocą i troską kobietę, brak miłości najbliższych.

- Wracając do przypadku z Wielkopolski. Kobieta chciała usunąć ciążę. Pytała koleżanek czy mają kontakt do kogoś, kto może jej pomóc w dokonaniu aborcji. Zamiast tego, jedna z przyjaciółek dała jej numer telefonu do księdza?

- Dziewczyna dała ten numer mówiąc, że tam pomogą ci w przerwaniu ciąży. Gdy usłyszałem w telefonie "Dzień dobry" nie odpowiedziałem, jak mam w zwyczaju, "Szczęść Boże". Też odpowiedziałem „Dzień dobry”. W kolejnych zdaniach usłyszałem, że dzwoni do mnie kobieta z prośbą o pomoc w dokonaniu aborcji. Mnie też nie uprzedzono o tym telefonie, ale to nie był pierwszy taki przypadek. Zacząłem wypytywać o kontekst życia tej osoby, o ojca dziecka, o rodzinę. Usłyszałem wiele przykrych słów nie tylko na temat ojca dziecka, ale przede wszystkim rodziny. Były też słowa, które wypowiadano w jej stronę, ale nie nadają się do cytowania. „A gdybyś miała taką możliwość, że zamieszkasz poza domem, w którym nie chcą widzieć twojego dziecka, gdzie patrzą na ciebie wilkiem i obrzucają bluzgami? A gdybyś miała zapewniony byt i konkretną pomoc?” Nakreśliłem konkretnie, jak pomagamy w Fundacji. Wtedy całkiem zmienił się ton jej wypowiedzi. Rozmowa trwała blisko 40 minut. Zakończyła się ofertą: załatwię ci konkretnie taką pomoc.

- Co ksiądz zaoferował?

-To, co trzeba było. W takiej sytuacji trzeba zrobić jedno: zabrać taką osobę ze środowiska aborcyjnego. Jeżeli tego nie zrobimy, to nic nie zdziałamy. Możemy dużo gadać, moralizować. Możemy kreślić wizję przyszłości. Jeżeli ta osoba jest w otoczeniu osób, które nastają na życie dziecka i negatywnie odnoszą się do niej, to są małe szanse. Wtedy musi być bardzo odporna psychicznie. Dlatego zawsze proponuję wyrwanie ze środowiska aborcyjnego. Jakimś rozwiązaniem jest pokierowanie do domu samotnej matki, ale to nie zawsze się udaje. Dom samotnej matki nie jest wymarzonym miejscem dla takiej osoby, jak pani Renata. To jest bardzo dobre miejsce dla kobiet, które walczą o swoje dziecko i same poszukują miejsca do przeżycia. W tym przypadku zaproponowałem wynajęcie kawalerki. Zaproponowałem sumę potrzebną do zabezpieczenia jej bytu i tego, co będzie potrzebne dla jej dziecka na dwa lata. Tak, żeby dla niej wizja przyszłości była bezpieczna. Wyceniłem to na 25 tys. złotych. Niektórzy mówią, że dużo. Odpowiadam pytaniem czy życie dziecka za 25 tys. zł to jest tak dużo? Nieraz przy takich środkach jest bardzo trudno wynająć mieszkanie dla samotnej kobiety z dzieckiem. Wynajęcie mieszkania, pomoc finansowa na bieżące wydatki, wyprawka dla dziecka i 2 tysięcy pieluch na cały okres macierzyński to pomoc, którą należało zaoferować.

- Pomoc dla kobiety mogliście zaproponować, dzięki wsparciu ofiarodawców Fundacji Małych Stópek?

- Tak. Jeśli brakuje środków, to prosimy ofiarodawców, licząc na wsparcie. Za każdą historią kryje się życie dziecka. Poza wsparciem materialnym, ważne, żeby potem przy tej osobie był ktoś, kto będzie towarzyszył. Jeżeli po urodzeniu dziecka nie powróci do takiej osoby rodzina, to ona znajduje się sama. Bywa tak, że już jakiś czas po porodzie dzwoni do mnie z płaczem kobieta. Dziecko jest w żłobku i dzwonią, żeby zabrać je, bo gorączkuje. W pracy z kolei mówią jej, że jak wyjdzie, to już nie ma po co wracać. Nie ma osób towarzyszących: babci, dziadka, a najlepiej, żeby był mężczyzna. Jest ciężko.

- Ile jest takich sytuacji, w których pomagacie?

-Nie chcę mówić, że to dzięki nam. Najważniejsze, żeby zmieniło się serce kobiety, potem rodziny. Myślę, że konkretnych interwencji, gdzie przychodzimy z pomocą jest na pewno kilka w miesiącu. Oczywiście sytuacji, w których jest udzielana pomoc kobietom w trudnej sytuacji są setki. Kobiety same się do nas zgłaszają. Ważne więc, żeby grono obrońców życia, czyli Bractwa Małych Stópek powiększać - abyśmy mogli z odwagą rozmawiać z tymi kobietami i byśmy mogli mówić, że zapewnimy im pomoc bez uciekania się do wsparcia miejskich instytucji. Te kobiety nie chcą się ujawniać.

- Mówił ksiądz, że sytuacja w rodzinie zmienia się często po przyjściu dziecka na świat.

- Tak. Wielokrotnie bywało, że wracali ojcowie dzieci, przynajmniej z pragnieniem bycia przy dziecku. Rodziny również. Miałem wiele takich sytuacji, ale jedną, sprzed kilku lat, szczególnie wspominam. Dziadek dziecka, który wcześniej domagał się aborcji, trzymał dziecko i mówił z dumą "mój wnuk". Widziałem to na własne oczy. Kiedy widzę takie sytuację, to myślę sobie, że naprawdę warto walczyć o życie.

- Wasze magazyny są pełne pieluch i środków, które mogą wspomóc kobietę i jej małe dziecko. Czy to wystarcza?

- Cały czas te magazyny napełniamy. Jestem w trakcie zakupu następnych 60 tys. pieluch. To nie jest dużo. Poza tym chemia kosmetyczna, chusteczki, wózek, łóżeczko. A oprócz tego lokal, zamieszkanie, troska najbliższych. Rodziny to my nie zapewnimy… Dlatego tak ważne jest, żeby zajmowała się tym nie tylko Fundacja Małych Stópek. Jesteśmy w stanie zareagować na nieliczne przypadki. Wszyscy mamy być czujni, kochać życie od poczęcia i wychodzić z gotowością pomocy.

- Czy Fundacja sprawuje również patronat nad Domem Miłosierdzia w Poczerninie? - To dom prowadzony przez Caritas Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej. Wcześniej był tam Dom Samotnej Matki prowadzony przez siostry zakonne. Teraz jest to schronienie nie tylko dla kobiet w trudnej sytuacji, ale też mężczyzn wymagających pomocy i dachu nad głową. Dom wymaga remontu, również otoczenie tego domu – żeby kobiety z wózkami nie grzęzły w błocie.

- Działalność Bractwa Małych Stópek i Fundacji zaczęła się od Marszu dla Życia (w tym roku kilkanaście tysięcy osób przeszło ulicami Szczecina w manifestacji w obronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci; był to 17-sty marsz - przyp.red.). - My nie możemy maszerować raz do roku. To maszerowanie ma trwać nieustannie. Życie to wymusiło. Byliśmy kojarzeni z obroną życia, więc zgłaszały się do nas kobiety, które były w trudnej sytuacji. Musieliśmy się organizować, również formalnie. Stąd Fundacja, a skoro na organizatorów Marszu dla Życia mówiono "ekipa małych stópek", więc nazwa wydała się oczywista. Niektóre rzeczy wozimy na drugi koniec Polski. Na miejscu magazynujemy potrzebne rzeczy, organizujemy rozmowy wyspecjalizowanych osób z kobietami, które potrzebują pomocy. Zachęcamy wszystkich do pomocy, również tej materialnej. Więcej szczegółów na dlazycia.info.
Dziękuję za rozmowę.

- Rozmawiał: Piotr Kołodziejski

- Numer konta Fundacji: Fundacja Małych Stópek ul. Św. Ducha 9 70-205 Szczecin

- przelewy krajowe nr konta: 13 2030 0045 1110 0000 0231 0120 w tytule przelewu: DAROWIZNA CIĄŻA

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Min. Woś: nowe prawo umożliwiło wzrost ściągalności alimentów o 298,5 proc.

2019-09-17 15:47

dg / Warszawa (KAI)

– Wzrost ściągalności alimentów o 298,5% w czasie naszych rządów to efekt przyjętego założenia, że prawo jest skuteczne w działaniu. Jeśli jest wola polepszenia rzeczywistości, w której żyjemy to jest to możliwe. Skończyliśmy z „nie da się” – mówi KAI minister Michał Woś.

BOŻENA SZTAJNER

Jak podaje dzisiejszy Dziennik Gazeta Prawna "W I półroczu br. gminy wydały na świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego 584 mln zł, a dłużnicy zwrócili 227 mln zł. To oznacza, że wskaźnik zwrotów wyniósł 38, 8 proc.". Rekordowa jednorazowa spłata zaległych alimentów po zmianach w prawie padła w Płocku i wyniosła wyniosła 140 tys. zł.

– Cieszę się, że pracując w ministerstwie sprawiedliwości miałem okazję współpracować przy tworzeniu prawa, które tak szybko zaowocowało. Można się nabijać z hasła „a za PO”, ale ono jest po prostu prawdziwe. Ściągalność alimentów do roku 2015 rok rocznie wynosiła ok. 13 proc. Rodzice zaczęli płacić na dzieci i zwracać państwu do Funduszu Alimentacyjnego po zmianach w prawie, które wprowadziliśmy z ministrem Zbigniewem Ziobro. W ministerstwie sprawiedliwości przygotowaliśmy projekt zmian wprawie karnym, który zamienił przesłankę przestępstwa z „uporczywego” niepłacenia alimentów, na precyzyjnie wskazane niezapłacenie „trzykrotności zasadzonego świadczenia”, co w praktyce sprowadza się do trzymiesięcznego długu. Ale nie zależało nam na tym, żeby niepłacący alimentów masowo trafili do więzienia, dlatego jeśli w ciągu 30 dni po przesłuchaniu w prokuraturze dług zostanie zapłacony - bo o to nam chodzi - postępowanie jest umarzane. Nowe, dobre prawo okazało się być bardzo skuteczne w działaniu – podkreśla min. Michał Woś.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem