Reklama

„Bo nikt nas nie chciał nająć...” (Mt 20, 7)

Niedziela warszawska 41/2003

1.

Od kilku lat jednym z największych problemów ogólnopolskich jest bezrobocie. Problem natury, co prawda, gospodarczo-ekonomicznej, lecz jego następstwa, zgubne niestety prawie wyłącznie, dają o sobie znać w większości obszarów naszego życia: wpływa na atmosferę życia rodzinnego, powoduje perturbacje w wychowaniu dzieci, nie pozwala się spełniać człowiekowi w jego zamiłowaniach zawodowych, a co najważniejsze - rodzi całe mnóstwo najrozmaitszych przestępstw, od drobnych kradzieży poczynając, na coraz liczniejszych morderstwach kończąc.
Zjawisko bezrobocia, choć nam szczególnie daje się we znaki, nie jest fenomenem ani specyficznie polskim, ani wyjątkowo charakterystycznym dla naszych czasów. Tysiące, a w skali ogólnoświatowej miliony ludzi traciło pracę, gdy zwłaszcza w XIX stuleciu maszyny zaczęły zastępować człowieka. Kolejne reformy gospodarcze, a niekiedy krwawe strajki i rewolucje były powodowane zjawiskiem bezrobocia.
Bezrobocie to, jak wiadomo, niedobrowolne pozostawanie bez pracy, mimo że chciałoby się pracować. Skazani na bezrobocie słusznie czują się pokrzywdzeni, bo człowieka nie tylko obowiązuje ustanowione przez Boga prawo pracy. Z woli samego Stwórcy człowiek ma również prawo do pracy. Bezrobocie jest niezawinioną niemożnością korzystania z prawa do pracy. W przeciwieństwie do świadomie unikających pracy, nie zasługujących wskutek tego ani na współczucie, ani na pozytywne oceny, bezrobotni zdają się być przedmiotem troski, choć w stopniu może nie zawsze wystarczającym, zwłaszcza ze strony władzę sprawujących. Bezrobocie nazywa się inaczej społeczną klęską.

2.

W naszym „oglądaniu świata poprzez Biblię” pragniemy zastanowić się dziś właśnie nad problemem tak rozumianego bezrobocia w Piśmie Świętym. Otóż okazuje się, ku pewnemu zaskoczeniu, że nie jest to wcale problem biblijny. W najbardziej szczegółowych konkordancjach biblijnych Starego Testamentu jest po kilka kolumn tekstów mówiących o pracy, o ludziach pracujących, ale nie ma nawet jednego tekstu o bezrobociu, w całym zaś Nowym Testamencie znajduje się tylko jedna jedyna przypowieść o bezrobociu (Mt 20,1-16).
Przynajmniej dwie racje zdają się wskazywać na to, że mamy w tej przypowieści do czynienia z ludźmi rzeczywiście szukającymi pracy. Po pierwsze, o każdej porze dnia można było ich zastać bez żadnego zajęcia na rynku: tak było wczesnym rankiem, tak było o godzinie trzeciej, podobnie o szóstej, dziewiątej i jedenastej. Takie place wypełnione ludźmi oczekującymi na jakieś dorywcze zajęcie można spotkać w niejednym kraju do dzisiaj. Jest takich ludzi zawsze gromadka, jeśli nie na publicznych placach, zwanych inaczej rynkami, to przynajmniej przed wejściem do Urzędu Pracy, czyli przed tak zwanym „Pośredniakiem”.
Po drugie to, że ludzie z przypowieści sami oświadczają, że nikt nie chciał ich nająć. To bardzo ważny szczegół, owo narzekanie, bo na rynkach gromadzili się też przygodni gapie oraz różni „biznesmeni” i ciągle wiecujący politycy oraz wędrowni filozofowie. Jeśli nawet tacy byli na placu z przypowieści ewangelicznej, to wśród nich znaleźli się z pewnością i tacy, którzy rzeczywiście szukali pracy, prawdziwi bezrobotni. Trudno nawet podejrzewać - nic w relacji Ewangelisty na to nie wskazuje - że szukającym ludzi do pracy ci zgromadzeni na rynku stawiali warunki nie do przyjęcia i że byli wskutek tego tylko pozornie bezrobotnymi. Godzili się na wszelkie propozycje zapłaty. Należy zresztą przypuszczać, że po każdym kolejnym zaciągu do pracy pojawiała się nowa grupa bezrobotnych. Oni byli rzeczywiście bezrobotnymi.
Nikt nie chciał ich nająć. To dość znamienne sformułowanie. Nie jest powiedziane, że w ogóle brakowało pracy, tylko że nikt nie chciał ich nająć. Czy była może w tym także ich, bezrobotnych, jakaś wina? Chyba trudno tu mówić o ich winie, ale jakoś jest tak do dzisiaj, że nie cieszą się najlepszą opinią rzetelnych i wydatnych pracowników ci, co szukają zajęcia właśnie przed Urzędami Pośrednictwa Pracy. Nie każdy pracodawca chce takich ludzi zatrudniać.
A może o „niechceniu” przyjmowania do pracy decydowały względy ekonomiczne? Może zakład pracy usprawniał się, doskonalił technologicznie i taką samą produkcję, ilościowo i jakościowo, można było wykonywać przy zredukowanym zatrudnieniu? Może więc owi pracodawcy nie tyle nie chcieli, co raczej nie mogli, nie powinni nawet przyjmować więcej ludzi do pracy?
W tym miejscu rodzi się jednak, aktualne do dzisiaj, pytanie: kto za taki stan rzeczy powinien ponosić odpowiedzialność? Kto ma obowiązek zatroszczyć się o ulżenie doli bezrobotnych oraz ich rodzin? Pytania zdają się mieć charakter retoryczny: oczywiście, że władzę sprawujący. Warto by było, żeby pamiętali, iż co jakiś czas są obalane w naszych państwach rządy, nie troszczące się należycie o rozwiązanie problemu bezrobocia.
Specjalnie nie dziwi nas to, że właścicielowi winnicy zabrakło rąk do pracy. Nadszedł czas winobrania. Sprawa jest poważna; chodzi o zebranie w możliwie krótkim czasie owoców całorocznej, wytężonej pracy. Dlatego właściciel winnicy sam, osobiście, a nie przez zarządcę winnicy, udaje się na poszukiwanie ludzi do pracy. Wzrasta gwałtownie zapotrzebowanie na ludzi, którzy będą zatrudnieni przy zbieraniu winogron. Tak jest do dzisiaj. Z Polski też jesienią każdego roku wyjeżdża wiele ludzi do pracy w winnicach obcych krajów. Nic się pod tym względem nie zmieniło, tyle że na samym znalezieniu pracy zarabiają dodatkowo biura różnych pośredników, nie zawsze uczciwych zresztą.

Reklama

3.

W drugiej części przypowieści Mateuszowej o bezrobotnych, najmowanych do pracy w winnicy, pojawia się problem wynagrodzenia za ich pracę. Polegał ten problem na „niesprawiedliwym” potraktowaniu pracujących przez cały dzień, bo otrzymali taką samą zapłatę jak ci, którzy byli zatrudnieni jedynie przez kilka godzin. Zdobyli się owi dłużej pracujący na nie lada odwagę: zaczęli szemrać przeciw gospodarzowi. A czynili to nie dyskretnie, po cichu, między sobą, lecz publicznie wyrażali swoje niezadowolenie, zmuszając niejako właściciela winnicy do równie publicznej reakcji, w której znalazły się takie oto, również retoryczne, pytania: „Czyż nie zgodziłeś się ze mną na jednego denara? (...) Czyż nie mam prawa rozporządzać moimi dobrami tak jak mi się podoba? Albo czy wypada, byś ze złością patrzył na to, że jestem dobry?” (Mt 20,13.15). Mamy chyba prawo przypuszczać, że po takim dialogu, jakby z litości przyjętymi do pracy, właściciel winnicy nie przedłuży im już umowy o pracę na dni następne. I tak oto pojawi się znów problem zażegnanego na krótko ich dotkliwego bezrobocia.
Dziś też ciężko pracujący krzywym okiem patrzą na zasiłki dla bezrobotnych, którzy nie pracując, otrzymują pieniądze, choć, co prawda, nie takie same jak pracujący i zapewne bez satysfakcji, która byłaby ich udziałem, gdyby mieli poszukiwaną pracę. Dziś też Francuzi, Szwajcarzy, Hiszpanie czy Niemcy krzywym okiem patrzą na pracujących w ich winnicach cudzoziemców, tyle że z braku własnych rąk do pracy nie mogą zmienić tego stanu rzeczy.

* * *

Bezrobocie zawsze prowadziło - i tak jest do dzisiaj - do niezadowolenia i społecznych rozruchów. Ale Biblia, powtórzmy to raz jeszcze, tylko jeden jedyny raz wspomina o tym niepokojącym i groźnym zjawisku społecznym. Chciałoby się powiedzieć, że było jeszcze za wcześnie na pojawienie się tego rodzaju problemów.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Trójjedyna miłość

Niedziela Ogólnopolska 24/2017, str. 33

[ TEMATY ]

Trójca Święta

"Trójca Święta", Andriej Rublow

Po uroczystości Zesłania Ducha Świętego wchodzimy dzisiaj na swoisty szczyt prawd wiary, którym jest uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Mogłoby się wydawać, że tajemnica Trójjedynego Boga dosięga jakiegoś zenitu dla umysłu i serca ludzkiego. Tak sądząc, zapominalibyśmy jednak o tym, że Trójjedyna Miłość objawia się wyłącznie przez równie niedościgłą tajemnicę Jednorodzonego Syna Bożego, który w mocy Ducha Świętego spełnił ofiarę z Siebie samego jako dar z miłości.

Pierwsze czytanie wyraźnie podkreśla, że Stare Przymierze nie objawia wewnętrznej tajemnicy Boga. Niemniej jednak ludzie Starego Przymierza mają niezwykłe wyczucie tajemnicy Boga. I choć są „ludem o twardym karku”, to odwołując się do wolności i Bożego Miłosierdzia, mają nadzieję „uczynienia ich Bożym dziedzictwem” (por. Wj 34, 9).

Wiara w Boga Nowego Przymierza zostaje pogłębiona przez postać Jezusa Chrystusa i działanie Ducha Świętego. To przez Niego człowiek i świat zostali „stworzeni na nowo” i przyjęci do uczestnictwa w życiu Boga. To połączenie wiary w Jedynego Boga Izraela z Osobą i misją Jezusa Chrystusa oraz posłannictwem Jego Ducha nie narusza w niczym transcendencji Boga Ojca i wnika w to, co najgłębsze w Bogu.

Jezus, który objawia swym życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem „miłość Boga Ojca”, działa w jedności i mocy Ducha Świętego. To Jego ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego Krwi – jak podkreśla św. Paweł Apostoł. To przez Chrystusa w Duchu Świętym, którego otrzymaliśmy, możemy wołać do Boga: „Ojcze!”. A więc nie jesteśmy już niewolnikami tego świata, lecz domownikami Boga samego. Św. Jan Paweł II w swoim liście apostolskim „Novo millennio ineunte” podprowadza nas do głębi tej niezwykłej tajemnicy, pisząc: „Jezus jest «Nowym Człowiekiem», który wzywa odkupioną ludzkość do udziału w Jego Boskim życiu”.

Jednak dopiero odczytany dzisiaj fragment Ewangelii według św. Jana ukazuje nam nieskończony horyzont miłości Bożej. Jest to bowiem ta sama tajemnica Miłości Trójjedynego Boga, który „odwiecznie miłuje Syna”, a jednocześnie posyła Go na świat, aby w zwyczajności życia ludzkiego, zwłaszcza przez cierpienie i śmierć, uratować ludzi od zagłady i potępienia. Jeśli więc ktoś nie rozpoznaje tej najwyższej Prawdy, sprzeciwia się jej – pozbawia się jednocześnie łaski i miłości Boga, która jest z nią związana, i sam siebie osądza.

Bez Prawdy Trójjedynego Boga nie miałby sensu żaden fragment rzeczywistości chrześcijańskiej, jak: wiara, modlitwa, miłość, sakramenty, etyka, życie moralne, śmierć czy nieśmiertelność... To w tej Prawdzie, ogarniającej całego człowieka, wszelka „teoria teologiczna” przekłada się na tajemnicę istnienia ludzkiego i życie praktyczne. Trójjedyna Miłość stanowi więc Początek, Sens i Cel wszelkiej rzeczywistości stworzonej, a zwłaszcza: człowieka...

Polecamy „Kalendarz liturgiczny” – liturgię na każdy dzień
Jesteśmy również na Facebooku i Twitterze

CZYTAJ DALEJ

Boga poznaje się raczej sercem niż rozumem

2020-06-07 11:44

Małgorzata Pabis

W Niedzielę Najświętszej Trójcy Mszę św. w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach sprawował ks. kan. dr Jerzy Jastrzębski, diecezjalny asystent Akcji Katolickiej w Archidiecezji Warszawskiej. Kapłan sprawował Eucharystię w intencji rychłej beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego.

Na początku homilii ks. Jastrzębski powiedział, że w Bożej logice 1 +1+1 nie równa się 3, a...1. Zauważył: - Dziwna jest ta boska matematyka. I dodał, że tylko sam Bóg może pozwolić nam się poznać jako Ojciec, Syn i Duch Święty. - Boga poznaje się raczej sercem, niż rozumem – podkreślił.

„Co dla zmysłów niepojęte, niech objawi wiara w nas” – mówił. Jak wyjaśniał, Trójca Święta to wspólnota trzech osób i Bóg zaprasza nas do tej wspólnoty. Przypomniał, że Bóg lubi trójcę i to Jego ukochana cyfra. Wyjaśniając tę wielką tajemnicę, wskazał na przykład wody, która występuje w trzech stanach – jako para, stan ciekły i stały, czyli lód. - Ta sama woda w trzech postaciach istnienia, ale do każdej mamy inną relację. Podobnie jest z Trójcą Świętą – wskazał i dodał, że tajemnicy Trójcy Świętej nie można pojąć rozumem, ale sercem. - Popatrz na obraz Pana Jezusa Miłosiernego. Zdroje łask wypływają właśnie z serca. On pragnie, abyśmy przyjęli Jego miłość, a potem oddali się Mu bezgranicznie – podkreślił.

Jak mówił ks. Jastrzębski, Bóg czeka na naszą miłość. I stawiał pytania: - Czy oddasz mu swoje serce? Jak długo będziesz kazał mu czekać? Kaznodzieja przypomniał postać św. Siostry Faustyny oraz opowiedział o roli bł. ks. Michała Sopoćki i św. Jana Pawła II w rozwoju kultu Bożego Miłosierdzia. - Bóg, który kocha trójcę, potrzebował i tu wspólnoty trzech osób – zaznaczył.

Kapłan wskazał także wstawienników na czas pandemii, który przeżywamy; Matkę Bożą Łaskawą, Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego oraz św. Jana Pawła II. Przypomniał, że dziś miała się odbyć beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia. - Mamy jednak okazję, by dłużej i głębiej się do niej przygotować – powiedział i dodał, że kard. Wyszyński w trudnych czasach, w jakich przyszło mu żyć, pokazał , jak pięknie kochać Boga, Matkę Najświętszą i ludzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję