Reklama

W hołdzie ofiarom niemieckiej prowokacji

Stanisława Maciak
Edycja podlaska 43/2003

W przeddzień 64. rocznicy wybuchu II wojny światowej Towarzystwo Miłośników Ziemi Sterdyńskiej uczciło pamięć ofiar niemieckiej prowokacji.

Oddział SS rozstrzelał 12 mieszkańców Paulinowa, Cegielni i Ratyńca Starego, w tym dwóch wysiedleńców z poznańskiego. Zginęli, ponieważ mimo grożących represji, udzielili pomocy ludności pochodzenia żydowskiego. W dniu 23 września 1942 r. zaczęto likwidować getto w Sterdyni, w którym przebywało 1000 osób. Zamordowano wtedy 359 Żydów (poza tym kilkunastu Polaków i jeńców radzieckich). Pozostałych wywożono do obozu zagłady w Treblince. Część Żydów zdołała zbiec przy likwidacji getta. Znaleźli oni schronienie w Paulinowie i pobliskim lesie. Noce spędzali w budynkach dworskich, do których wpuszczał ich stajenny - Franciszek Kierylak. Niemcy posłużyli się ohydną prowokacją. Do ukrywających się Żydów dołączył nazistowski agent udający francuskiego Żyda, zbiegłego z transportu „przesiedleńców” wiezionych do Treblinki. Prowokator do rozpoznania wykorzystał ukrywającego się Żyda - Szymela Helmana. Wysyłał go po żywność lub schronienie, a sam bacznie obserwował i notował, kto udziela pomocy. Można przyjąć, że Szymel nic nie wiedział o prowokacji. Z opowiadań świadków z tamtych lat wiem, że jeszcze wielu mieszkańców Paulinowa pomagało ukrywającym się Żydom, w tym także Szymelowi. Jednak, gdy Szymel otrzymał pomoc bez obecności prowokatora, żadna z osób pomagających nie zginęła podczas środowej tragedii.

Tragedia

W nocy z 23 na 24 lutego 1943 r. żołnierze niemieccy i policjanci w liczbie około 2 tys. ciasnym pierścieniem (jednego od drugiego dzieliło zaledwie kilkanaście kroków) otoczyli folwark i wieś Paulinów. Linia obławy wynosiła około 10 km i przebiegała od szosy Sterdyń - Sokołów Podlaski, drogą polną do lasu zembrowskiego, w lesie aż pod miejscowość Wymysły, przez Dąbrówkę i znów do szosy. Po dokonaniu blokady Paulinowa w środę, 24 lutego 1943 r., oddział SS z udziałem prowokatora przeprowadził rewizję w każdym domu. Prowokator wskazywał „winnych”, a oddział SS rozstrzeliwał. Najpierw zginął stajenny - Franciszek Kierylak, później małżeństwo Ewa i Józef Kotowscy. Małżeństwo Kotowskich zginęło w obecności córki Stanisławy i syna Stanisława, którego zatrzymano, gdy jechał konnym wozem do folwarku i Niemcy poprowadzili go ze sobą. W pobliskiej Cegielni rozstrzelano Aleksandrę Wiktorzak, Jana Siwińskiego i Franciszka Augustyniaka - zięcia J. Siwińskiego. Pozostałych tj. Stanisława Kotowskiego (syna małżeństwa Kotowskich), Stanisława Piwko, Zygmunta Drgasa, Mariana Nowickiego i Zygmunta Uziębło hitlerowcy rozstrzelali w zembrowskim lesie. Tam wywiązała się strzelanina i Niemcy przez pomyłkę postrzelali się między sobą. Dwóch żołnierzy niemieckich zginęło, a jeden został ranny. Pomordowanych Polaków pochowano w tzw. „lasku paulinowskim”, a zabitych Niemców wywieziono do Sokołowa Podlaskiego.
Po przejściu frontu rodziny przeniosły ciała swych bliskich na cmentarze w Sterdyni i Kosowie Lackim.

Reklama

Kapliczka - symbol pamięci, cierpienia i miłości

W 60. rocznicę tego tragicznego wydarzenia Towarzystwo Miłośników Ziemi Sterdyńskiej postanowiło upamiętnić ofiary niemieckiej prowokacji. Inicjatorem był Andrzej Sarna - członek Towarzystwa. W miejscowości Paulinów, w miejscu śmierci małżeństwa Kotowskich, wzniesiono drewnianą kapliczkę słupową z rzeźbą Jezusa Frasobliwego i mosiężną tablicę pamiątkową następującej treści: „Pamięci pomordowanych przez hitlerowców w dniu 23-24 lutego 1943 r. mieszkańców wsi Paulinów i Ratyniec. Augustyniak Franciszek - lat 40; Drgas Zygmunt - lat 23; Kierylak Franciszek - lat 53; Kotowska Ewa - lat 54; Kotowski Józef - lat 56; Kotowski Stanisław - lat 25; Nowicki Marian - lat 29; Piwko Stanisław - lat 40; Pogorzelski Wacław - lat 24; Siwiński Jan - lat 53; Uziębło Ludwik - lat 19; Wiktorzak Aleksandra - lat 58. 2003 r. Społeczność lokalna”.
Kapliczkę wykonali artyści ludowi Józef i Franciszek Pytlowie z miejscowości Dzięcioły Kolonia, a tablicę pamiątkową wykonał Włodzimierz Grużewski z Sokołowa Podlaskiego.

Uroczystość upamiętniająca pomordowanych

Uroczystość upamiętnienia ofiar niemieckiej prowokacji odbyła się w niedzielę 31 sierpnia 2003 r. W kościele pw. św. Anny w Sterdyni została odprawiona Msza św. w intencji pomordowanych. Sprawował ją ks. prał. Kazimierz Kuryłek, a kazanie wygłosił ks. Jan Terlecki - proboszcz parafii Sterdyń. Dalsza część uroczystości odbyła się w miejscowości Paulinów przy wzniesionej kapliczce, przy której wartę honorową pełnili harcerze i poczet Sztandarowy Gminnego Koła Związku Kombatantów RP i byłych Więźniów Politycznych w Sterdyni. Jan Rominkiewicz - prezes Zarządu Towarzystwa Miłośników Ziemi Sterdyńskiej - serdecznie powitał rodziny ofiar, Grzegorza Ciecierskiego - zastępcę prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, mieszkańców Paulinowa i wszystkich przybyłych na uroczystość.
Jan Rominkiewicz mówił między innymi: „Zginęli za miłość okazaną bliźniemu. Chcemy zachować ich w naszej pamięci, ofiarując im w sześćdziesiątą rocznicę mordu tę kapliczkę. Od tej chwili stanie się ona symbolem cierpienia i miłości. Symbolem naszej z nimi solidarności”.
Symbolicznego odsłonięcia kapliczki dokonały: Stanisława Witkowska (nazwisko rodowe Kotowska, świadek zbrodni) i Joanna Lewandowska (80-letnia siostra pomordowanych braci Zygmunta Drgasa i Mariana Nowickiego, która na uroczystość przyjechała aż z okolic Poznania). Kapliczkę poświęcił ks. Zbigniew Patej.
Urszula Woźniak - zastępca wójta Gminy Sterdyń odczytała list Przewodniczącego Rady Gminy w Sterdyni i Wójta Gminy.
Ludowe poetki Lucyna Maksimiak z Hołowienek i Marianna Bakońska z Chądzyna (członkinie TMZS) recytowały swoje wiersze i złożyły wiązanki kwiatów. Wiązanki kwiatów złożyły także rodziny pomordowanych. Zapłonęły znicze. Dla uczczenia pomordowanych M. Bakońska przedstawiła wiersz, którego fragment brzmi:

Krwią zapisana zbrodnia, którą znamy
Co tutaj się wydarzyła
Dziś tu kapliczkę w ofierze stawiamy
By pamięć o nich w nas żyła. (...)
Zbrodnicza ręka na spust nacisnęła
I z paru kroków salwę oddali
Niejedna z ofiar nawet nie jęknęła
Jedenaście ofiar zamordowali. (...)
Przyjmij do Królestwa tamte ofiary
O to Cię dzisiaj prosimy
I za ich dusze przed Tron Twój Panie
Modlitwę swą zanosimy. (...)

Podczas uroczystości głos zabrał również Grzegorz Ciecierski, zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, który mówił: „Dzisiejsza uroczystość pokazuje, że pamięć o tych, którzy oddali życie w imię wierności ogólnoludzkim ideałom i zasadom wypływającym z wyznawanej religii, jest najbardziej żywa wśród ich najbliższych, którzy z nimi żyli, mieszkali, pamiętają ich, bo wypływa z najbardziej serdecznych więzi. Jednak wszyscy mamy obowiązek, potrafimy i chcemy pamiętać o tej ofierze”. Zapewnił, że temu celowi służy działalność Instytutu Pamięci Narodowej. Instytut Pamięci Narodowej zajmuje się wyjaśnianiem zbrodni dokonywanych na Polakach, aby ci, co walczyli za Polskę i ogólnoludzkie wartości, którzy oddali swe życie za ojczyznę, mieli godne miejsce w naszej pamięci.
Podczas uroczystości głos zabrał również Henryk Kozłowski - prezes Gminnego Koła Związku Kombatantów RP i byłych Więźniów Politycznych w Sterdyni, który mówił: „Nie o taką Polskę walczyliśmy. To nie my w 1939 r. poszliśmy zdobywać ziemie Niemców tylko oni przyszli do nas i zgotowali nam 5-letnią gehennę - wypędzali z domów, palili miasta i wsie, bestialsko mordowali bezbronnych. Wojna jest rzeczą straszną (...)”. Na zakończenie swojej wypowiedzi poprosił zebranych o uczczenie minutą ciszy pamięci pomordowanych, co uczyniono.
W imieniu rodzin dotkniętych tragedią głos zabrała Stanisława Witkowska. Wzruszona, ze łzami w oczach, mówiła: „Widziałam, jak zabijali mojego ojca i matkę. Niemiec wyprowadził z domu ojca i strzelił mu w twarz. Tato jeszcze się rzucał, hitlerowiec poprawił następną kulą. Ja wpadłam do domu i krzyknęłam: «Mamusiu kochana, Tatusia zabili!» Niemiec odepchnął mnie z całej siły, aż upadłam na podłogę, a Mamę chwycił za kark i wyciągnął ją do sieni. Usłyszałam huk wystrzału. Padłam na kolana przed obrazem Matki Najświętszej i prosiłam tymi słowami o ocalenie: «Matko Cudowna, daj żebym przeżyła, żebym mogła powiedzieć swoim braciom i siostrom, jak to było». Niemiec wszedł, popatrzył na mnie i wyszedł. I tak przeżyłam. Moi rodzice wychowali do dorosłości ośmioro dzieci. Wszyscy byli nauczeni w domu, że nikogo nie można opuszczać w potrzebie. Przyszedł Żyd, Cygan, każdemu jeść trzeba było dać, bo każdy jest człowiekiem. Mama zawsze gotowała więcej niż potrzebowała nasza, przecież i tak liczna, rodzina, bo a nuż ktoś się trafi. I tak my byliśmy nauczeni. Przyszedł Żyd daliśmy mu chleba. Za dobre serce zginęli rodzice. Niemcy zabili również brata Stanisława, który stojąc na drodze patrzył, jak strzelają do rodziców. Brat Czesław uciekł. Jego też chcieli zabić”. Gdy tak wspominała rodzinną tragedię, niejednemu ze słuchaczy zakręciła się łza w oku. Kończąc uroczystość w Paulinowie, w intencji pomordowanych odmówiono tajemnicę Różańca.
Ostatnim punktem programu było spotkanie w Gminnym Ośrodku Kultury w Sterdyni. Tam, przy herbatce zebrani snuli wspomnienia o tragicznych wydarzeniach wojennych lat.

Reklama

Jego kapłaństwo to znak dla Kościoła

2019-05-28 13:07

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 22/2019, str. 7

Ks. Michał Łos FDP otrzymał święcenia diakonatu i prezbiteratu podczas jednej liturgii na sali oddziału onkologicznego. Nie musiał kłaść się krzyżem podczas uroczystości – jego krzyżem jest szpitalne łóżko

Decyzja o święceniach orionisty została podjęta błyskawicznie, bo jest on śmiertelnie chory. Za kilka tygodni jego stan może się tak pogorszyć, że przyjęcie sakramentu święceń mogłoby być niemożliwe. – Jego największym marzeniem było kapłaństwo. Chciał odprawić choć jedną Mszę św. – mówi Mariusz Talarek, przyjaciel ks. Michała.

Święcenia kapłańskie w szpitalu

30-letni kleryk o chorobie nowotworowej dowiedział się ponad miesiąc temu. Gdy jego stan okazał się bardzo ciężki, władze zgromadzenia złożyły do Ojca Świętego Franciszka prośbę o dyspensę z zapisów konstytucji Zgromadzenia Małego Dzieła Boskiej Opatrzności, a także o uchylenie wymaganego odstępu czasu między święceniami diakonatu i prezbiteratu. – To był kościelny ekspres. Dokumenty zostały złożone w Watykanie w poniedziałek 20 maja, a już w środę 22 maja mieliśmy papieski dokument – powiedział ks. Michał Szczypek, sekretarz polskiej prowincji orionistów.

Księża orioniści nie tracili czasu. W środę dostali papieską dyspensę, następnego dnia zorganizowali w szpitalu uroczystość złożenia wieczystych ślubów zakonnych, a w piątek – liturgię, podczas której biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk udzielił kl. Michałowi święceń diakonatu i prezbiteratu. – Choć nie ma przepisów, które regulują udzielanie tych święceń podczas jednej liturgii, to powołaliśmy się na bardzo jednoznaczny dokument z Watykanu. Papież Franciszek napisał, że udziela wszelkich koniecznych dyspens, aby Michał Łos przyjął święcenia kapłańskie – wyjaśnił ks. Szczypek.

Sala warszawskiego szpitala przy ul. Szaserów musiała zastąpić prezbiterium świątyni. święcenia odbywały się w obecności księży orionistów, rodziny i znajomych. Michał Łos przyjął sakrament święceń na leżąco. Gdy sprawował swoją upragnioną pierwszą Mszę św., również leżał na szpitalnym łóżku. – Zawierzam Panu Bogu ciebie, Michale, i wszystko, co sakrament święceń w tobie dokona. Proszę Boga, abyś był świadkiem Jego miłości – powiedział bp Solarczyk i dodał: – Największym znakiem miłości Boga jest dar życia. W różny sposób to realizujemy, a ty dzisiaj także niesiesz to orędzie.

Boża determinacja

Ks. Michał Łos w czerwcu br. skończy 31 lat. Jest magistrem teologii. Odbywał właśnie 2-letnie praktyki zakonne w parafii księży orionistów w Kaliszu, które zakończyłby się w przyszłym roku ślubami wieczystymi. Pomagał w parafii i uczył religii w szkole. – Ciężka choroba przerwała jego formację, ale dzięki zaangażowaniu wielu osób i decyzji papieża Franciszka został kapłanem. Jego trudna historia mówi nam, że przepisy są dla ludzi, a nie ludzie dla przepisów – podkreślił ks. Antoni Wita FDP, proboszcz parafii Opatrzności Bożej w Kaliszu. – Michał ze swoimi święceniami, które oglądało tysiące osób, jest jakimś znakiem dla nas wszystkich. Swoim cierpieniem i pragnieniem kapłaństwa dosłownie wszedł w misję Jezusa Chrystusa. Jego postawa ma bardzo mocny wymiar ewangelizacyjny, który może zaowocować w sposób dla nas nieprzewidywalny.

Neoprezbiter jest ciężko chory na raka. Po ludzku jego stan jest tak ciężki, że lekarze praktycznie rozkładają ręce. – W swoim cierpieniu jest bardzo pokorny i ufa Bogu. Z determinacją dziecka Bożego pragnął zostać kapłanem i tak się stało – powiedział Mariusz Talarek. Oby wielu tak bardzo chciało realizować swoje kapłańskie powołanie, jak on tego pragnie.

Ornat z Panamy

Po liturgii święceń i błogosławieństwie bp Solarczyk ukląkł przy łóżku ks. Michała, ucałował ręce kapłana i poprosił go o błogosławieństwo prymicyjne. O błogosławieństwo poprosili neoprezbitera księża orioniści oraz jego rodzina. W prezencie prymicyjnym biskup ofiarował ks. Michałowi swój ornat, w którym odprawiał Mszę św. Posłania na Światowych Dniach Młodzieży w Panamie w 2019 r. – Jest trochę używany – zażartował.

Książa orioniści na całym świecie modlą się o łaskę zdrowia dla ks. Michała. Dziękują wszystkim, którzy towarzyszyli w tej wzruszającej uroczystości za pośrednictwem transmisji w mediach społecznościowych. Śmiertelnie chory neoprezbiter pokazał, że kapłaństwo jest darem i wielkim cudem. – On jest dla nas wszystkich świadkiem wiary. Jest też ważnym symbolem dla polskiego Kościoła w trudnych czasach, gdy nie wszyscy księża z należytym szacunkiem podchodzą do swojego kapłaństwa – podkreślił ks. Szczypek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wspomnienie o Stanisławie Miłaszewskim (1886 - 1944)

2019-06-25 08:25

wikipedia.pl
Stanisław Miklaszewski

W czasie okupacji niemieckiej w Warszawie w dniu 9 października 1942 roku Stanisław Miłaszewski dokonał zapisu dokumentów, dotyczących rodziny Miłaszewskich, na rzecz swojego kuzyna Rafała, urodzonego w lipcu 1942 roku, syna Bohdana i Alicji Marii z Luchtów. Stanisław Miłaszewski z żoną Wandą zginęli w dniu 10 sierpnia 1944 roku w Powstaniu Warszawskim a wraz z nimi uległy zniszczeniu wspomniane dokumenty i inne pamiątki rodzinne. Natomiast zapis ocalał, przechowany przez moich Rodziców. Traktuję go jako testament duchowy Stanisława Miłaszewskiego i staram się ocalić od zapomnienia Jego twórczość i działalność na polu kultury.

Stanisław Miłaszewski urodził się w dniu 28 kwietnia 1886 roku w Warszawie. Wychowanek szkół zaboru rosyjskiego podjął w roku akademickim 1905/1906 studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, a następnie w 1906 roku przeniósł się do Lwowa, gdzie studiował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego. Działał tam w środowisku czasopisma „Nasz Kraj”, w którym w 1907 roku zadebiutował wierszem Sonet.

W latach 1904-1913 podróżował po Europie i kontynuował studia w dziedzinie filozofii i historii sztuki na Uniwersytetach w Liège (1904/1905), Monachium (1909), Rzymie (1910) i Paryżu (1912/1913). W 1911 roku, w wydawnictwie Gebethnera i Wolfa w Warszawie, opublikował swój pierwszy i jedyny tom poezji Gest wewnętrzny, wysoko oceniany przez skamandrytów, Jarosława Iwaszkiewicza, Juliana Tuwima oraz Kazimierza Wierzyńskiego, którzy potrafili z tej lektury wyciągnąć wnioski ważne dla Ich własnej twórczości.

W dniu 23 czerwca 1914 roku w Warszawie Stanisław Miłaszewski wziął ślub z młodą literatką Wandą Jentys, córką Tadeusza Jentysa, plenipotenta Ignacego Jana Paderewskiego. Była Ona autorką kilkunastu popularnych powieści, spośród których trzy, czyli Bogactwo (1950 w Londynie), Zatrzymany Zegar (1992 w Krakowie) oraz Czarna Hańcza (1997 w Suwałkach) zostały wznowione po II Wojnie Światowej.

W latach I Wojny Światowej oraz Wojny Polsko-Bolszewickiej 1920 roku Stanisław Miłaszewski uczestniczył w działaniach ochotniczej armii generała Józefa Hallera.

W dwudziestoleciu międzywojennym Stanisław Miłaszewski był przede wszystkim człowiekiem teatru. W latach 1923-1924 był kierownikiem literackim Warszawskich Teatrów Miejskich, a w latach 1924-1926 pełnił tę funkcję w Teatrze Narodowym. Był także, w latach 1918-1923, referentem teatralnym Ministerstwa Kultury i Sztuki. W latach 1927-1937 napisał dramaty Farys (1927), Don Kiszot (1928) i Bunt Absalona (1937). Dużym powodzeniem u publiczności cieszyły się również Jego farsy, takie jak Bal w obłokach (1930) i Piękne Polki (1931). Największym sukcesem teatralnym Stanisława Miłaszewskiego była inscenizacja Don Juana Tenorio José Zorilli w Jego tłumaczeniu w Teatrze Narodowym w 1924 roku. Stefan Żeromski, w ankiecie „Przeglądu Warszawskiego”, pisał o tym wydarzeniu, że ,,… szły do teatru tłumy nieprzebrane, które znalazły tam zagadnienie zbrodni i kary, sąd nad pewnymi problemami, recytację cudnego wiersza Miłaszewskiego i artystyczną wystawę. Teatr Narodowy powinien być właśnie świątynią dla takich tłumów”.

Stanisław Miłaszewski działał aktywnie w Związku Literatów, PEN-Clubie oraz Zjednoczeniu Polskich Pisarzy Katolickich, którego Prezesem był w latach 1937-1939. W 1935 roku otrzymał Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury, a następnie został, z mianowania, senatorem V kadencji. Jako senator uczestniczył w pracach Komisji Oświatowej.

Dzięki swojej aktywności w okresie międzywojennym Stanisław Miłaszewski był znaną postacią w środowisku literackim stolicy. Wspólnie z żoną Wandą prowadził salon literacki w mieszkaniu przy ul. Ordynackiej 6, a następnie ul. Koszykowej 6. W książce Wspominamy (1939) zebrali Oni swoje wspomnienia o wybitnych postaciach warszawskiego świata artystycznego, które gościli u siebie. Działalność tę kontynuowali Miłaszewscy również w okresie okupacji niemieckiej. Stanisław Miłaszewski działał w podziemnym PEN-Clubie i jako pełnomocnik Delegatury Rządu Polskiego organizował pomoc dla literatów. Pierwsza okupacyjna antologia poezji pt.: Antologia poezji współczesnej, wydana została w Warszawie w 1941 roku. Stanisław Miłaszewski oraz Jan Janiczek, ukrywający się pod wspólnym pseudonimem „Narcyz Kwiatek”, zebrali w niej wiersze autorów przebywających w kraju, w obozach jenieckich i na emigracji. We wrześniu 1944 w Glasgow ukazała się ta antologia w tłumaczeniu na język angielski pt. A Call from Warsaw. An Anthology of Underground Warsaw Poetry.

Stanisław i Wanda Miłaszewscy zginęli w Warszawie w dniu 10 sierpnia 1944 roku w kamienicy przy ul. Focha (obecnie Moliera 4), gdzie mieszkali i gdzie Stanisław Miłaszewski prowadził punkt werbunkowy do Powstania. Zostali pochowani w kwaterze powstańczej na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Jako ostatni zetknął się z Nimi Adolf Rudnicki, który pozostawił o Nich wspomnienie w opowiadaniu o podłożu autobiograficznym, zatytułowanym Moja czarna broda, opublikowanym w 1947 roku w tygodniku społeczno-literackim „Kuźnica”. Stanisław Miłaszewski ukazany jest w tym opowiadaniu jako wcielenie niezłomnego patriotyzmu.

Po II Wojnie Światowej, z inicjatywy Związku Literatów Polskich, jedna z ulic na osiedlu Pogodno w Szczecinie otrzymała nazwę Stanisława i Wandy Miłaszewskich.

W 1999 roku, z okazji X-lecia odrodzenia Senatu w III Rzeczypospolitej, Stanisław Miłaszewski został upamiętniony na tablicy poświęconej parlamentarzystom, którzy zginęli podczas II Wojny Światowej.

W 2008 roku Wydawnictwo Literackie w Krakowie, w serii Biblioteka Poezji Młodej Polski, opublikowało Poezje Stanisława Miłaszewskiego, które są pierwszą powojenną publikacją Jego twórczości. We wstępie pani prof. Anna Czabanowska-Wróbel z Uniwersytetu Jagiellońskiego przedstawiła znakomitą analizę twórczości Stanisława Miłaszewskiego. Książka obejmuje całość utworów tomu poezji Gest Wewnętrzny oraz wiersze tłumaczone z literatury francuskiej, rosyjskiej i szwedzkiej.

W latach 30-tych XX wieku Stanisław i Wanda Miłaszewscy często odwiedzali w Podkowie Leśnej swoich krewnych Jana i Marię (z d. Miłaszewską) Płodowskich, właścicieli willi „Znicz” przy ul. Akacjowej oraz fundatorów, w 1936 roku, Kaplicy Matki Boskiej przy kościele św. Krzysztofa. To z Ich inspiracji Stanisław Miłaszewski napisał poetyckie inwokacje, które umieszczono pod postaciami świętych na witrażach, autorstwa Jana Henryka Rosena, w kościele św. Krzysztofa w Podkowie Leśnej. Dzięki przychylności Księdza Proboszcza Wojciecha Osiala, w dniu 20 listopada 2011 roku, z okazji Jubileuszu 60-cio lecia erygowania parafii św. Krzysztofa w Podkowie Leśnej, Jego Eminencja Kardynał Kazimierz Nycz odsłonił w tym kościele tablicę upamiętniającą Stanisława Miłaszewskiego. W związku z tym warto przypomnieć jedną z inwokacji na witrażach poświęconą św. Julianowi.

Św. Julian Miłosierny - modlitwa pieszego pątnika:
„Jeśli cię na odludziu, w drodze noc zastanie,
A strach o wilczych ślepiach zewsząd cię osaczy,
Pomyśl o miłosiernym świętym - o Julianie,
Oświeci cię, dłoń poda i wyrwie z rozpaczy".

Przypominając dokonania literackie i społeczne Stanisława Miłaszewskiego warto wspomnieć, że 2015 roku powstał Związek Pisarzy Katolickich, który w swojej działalności nawiązuje do tradycji przedwojennego Zjednoczenia Polskich Pisarzy Katolickich. Obecnie Prezesem Związku jest pisarz i dziennikarz Miłosz Kamil Manasterski.

Opracował:
Rafał Miłaszewski
Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem