Reklama

Wyjście z ciemności - o chrzcie w pierwszych wiekach Kościoła mówi z ks. prof. Józef Naumowicz

2016-03-10 14:01

Rozmawiała Alina Petrowa-Wasilewicz (KAI) / Warszawa / KAI

Z. P. Cywiński

O chrzcie w pierwszych wiekach, katechumenacie, chrzcie małych dzieci, konsekwencjach przyjęcia sakramentu przez władców europejskich, w tym Mieszka - mówi w rozmowie z KAI ks. prof. Józef Naumowicz.

Alina Petrowa-Wasilewicz, KAI: Nowe życie, przejście z ciemności do światłości - tak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa określano chrzest. Jak to wyglądało w praktyce?

Ks. prof. Józef Naumowicz: W pierwszych wiekach chrześcijaństwa chrzczono przede wszystkich dorosłych - osoby, które decydowały się na przyjęcie nowej wiary. Jak wiemy, poza Żydami byli to poganie - Rzymianie, Grecy, przedstawiciele ludów, zamieszkujących Imperium Romanum. Ci dorośli przyjmowali chrześcijaństwo w sposób bardzo dojrzały - decydowali o chrzcie, przyjęciu Chrystusa, rozpoczęciu nowego życia. Chrzest dorosłych był poprzedzony dłuższym przygotowaniem. Nawracający się poganin musiał po pierwsze, poznać chrześcijaństwo i trwało to kilka - kilkanaście lat, po drugie musiał uporządkować swoje życie. Nieraz łączyło się to ze zmianą zawodu, ktoś rzeźbił bóstwa pogańskie czy uprawiał niemoralny zawód, musiał też uporządkować związki i dostosować swoje życie do zasad chrześcijańskich.

- Czas przygotowań nazywano katechumenatem.

- Katechumenatem, czyli słuchaniem katechez, Ewangelii, zasad chrześcijańskich. Katechumenat miał też tzw. bliższe przygotowanie. Jeżeli ktoś czuł, że dojrzał do tego kroku, przychodził na rozmowę do biskupa czy innego duchownego i przed Wielkim Postem wpisywał się na listę tych, którzy na Wielkanoc mają przyjąć chrzest. Przez cały Wielki Post trwały już bardzo intensywne przygotowania, nie tylko katechezy, wykład "Ojcze nasz" i "Credo", czyli wyznania wiary, były przeprowadzane kilkakrotne skrutinia, czyli egzaminy - rozmowy sprawdzające, czy ktoś jest przygotowany, ma odpowiednie wiadomości, dotyczące prawd wiary i moralności. Po aprobacie na Wielkanoc, bo był to najczęstszy termin, kandydat przyjmował chrzest. Były i inne terminy, na Zesłanie Ducha Świętego, a w razie konieczności, chrzczono w zwykłe dni.

- Dlaczego w Wielkanoc?

- Gdyż wiązano ten sakrament ze zmartwychwstaniem, z nowym życiem, jakie zaczynał katechumen. To sakrament wtajemniczenia, nie tylko poznania, ale też wejście w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, bo chrzest powoduje śmierć dla grzechu, człowiek oczyszcza się ze wszystkich grzechów i odradza się do nowego życia duchowego, w łączności z Bogiem. W życiu człowieka dokonuje się tajemnica przejścia ze śmierci do życia, naśladując Jezusa.
Ważne w życiu Kościoła pierwszych wieków było to, że jeżeli do wspólnoty wchodziła jakaś liczna grupa ludzi świetnie przygotowanych, świadomych swojego chrześcijaństwa, to takie wspólnoty się odradzały. One nie były tak liczne jak dziś i jeśli otrzymywały zastrzyk potencjału ludzi, to one po ich chrzcie otrzymywały nową dynamikę. Dziś przy różnych okazjach - zwłaszcza Wielkiejnocy, wracamy do tajemnicy chrztu. Ale w pierwszych wiekach świadomość ważności chrztu w życiu wyznawcy Jezusa była o wiele większa niż dzisiaj.

- Dziś powiedzielibyśmy, że było to chrześcijaństwo z wyboru...

- Tak, dlatego, że dorosły decyduje się, przygotowuje, pamięta.

- Nieraz było to połączone z podjęciem ryzyka, bo były okresy spokojne, ale też czasy prześladowań, chrześcijanom groziło męczeństwo.

- Stąd ważność decyzji, godzenie się na dramatyczne konsekwencje, włącznie z utratą życia.
Rzecz jasna, nie było tak, że człowiek po długim przygotowaniu nie popełniał grzechu, ale świadomość decyzji była o wiele większa - pamiętali, jakie były konsekwencje ich wyboru, jakim trzeba być człowiekiem i jakie zobowiązania z tego płyną.

- Kiedy zaczęto chrzcić dzieci, jakie rozumowanie doprowadziło do tego? Nieraz jest to krytykowane, słychać głosy, że "ktoś za mnie zdecydował, ja nie miałem nic do powiedzenia"? Dlaczego Kościół odszedł od chrześcijaństwa z wyboru i przeszedł do chrzczenia małych dzieci.

- Do IV wieku przeważnie chrzczono dorosłych, tych, którzy się nawracają. Po edykcie cesarza Konstantyna w 313 r. chrześcijaństwo zaczęło jeszcze szybciej się rozpowszechniać. Gdy chrzest przyjmował cały dom, tak jak dom Korneliusza w Dziejach Apostolskich, czyli głowa rodziny, jej członkowie, włącznie z niewolnikami, chrzczono także dzieci. Chrześcijańscy rodzice albo chrzczą dzieci, albo już w dzieciństwie zapisują je do katechumenatu i ten katechumenat, czyli przygotowanie do chrztu, trwał całą młodość. I dopiero kiedy przychodził czas decyzji, osoba ta przyjmowała sakrament. Wszyscy wielcy autorzy do IV wieku urodzili się w rodzinach chrześcijańskich lub mieszanych. Matka św. Augustyna, św. Monika, była gorliwą chrześcijanką, ojciec poganinem. Ale gdy synowi groziła śmierć, Monika przygotowała go do chrztu, a gdy odzyskał zdrowie, przełożyła chrzest żeby jako dorosły świadomie go przyjął. I tak się stało.
Bazyli Wielki urodził się w rodzinie gorliwych chrześcijan, ale przyjął chrzest dopiero po studiach, chociaż w czasie studiów chodził do kościoła na liturgię Słowa i mówił, że zna tylko dwie drogi: do kościoła i na uczelnię. Ale nie był ochrzczony. Natomiast w V wieku, sto lat po decyzji Konstantyna, Cesarstwo staje się w większości chrześcijańskie, rodziny stają się chrześcijańskie i teraz rodzina podejmuje decyzję w imieniu dziecka, ale też zobowiązuje się, że doprowadzi je do świadomej wiary.

- Rodzice równocześnie zobowiązują się do wychowania dziecka w odpowiedni sposób, katechumenat przechodzi w ich ręce i robią to we współpracy z Kościołem.

- Tak, i dlatego przed każdym chrztem kieruje się najpierw pytania do rodziców i chrzestnych, czy będą wychowywać dziecko w wierze. To stara tradycja, pochodząca z pierwszych wieków. Tak jak wówczas, gdy przychodził do wspólnoty poganin, ktoś z ochrzczonych musiał za niego poręczyć, wprowadzić. Ta instytucja utrzymała się do dziś, są nimi obecnie rodzice chrzestni i jest to znak, że cała wspólnota jest odpowiedzialna za wprowadzenie dziecka w świat wiary, że bierze ten obowiązek na siebie.

- Jakie były argumenty, by chrzcić małe dzieci, bo chyba nie tylko z powodu wysokiej śmiertelności?

- W końcu IV w., kiedy większość staje się chrześcijańska, biskupi, np. Bazyli Wielki, który przyjął sakrament jako osoba dorosła, nawołuje żeby nie odkładać chrztu i chrzcić jak najwcześniej. Gdyż jest to tak wielki dar, że dziecko powinno otrzymać go jak najwcześniej, by móc ten dar rozwijać w młodości. Dzieciństwo i młodość to czas najlepszy dla formacji i jeśli dziecko otrzyma te dary, gwarantuje mu to lepszy rozwój duchowy, niż gdyby czekało dwadzieścia, trzydzieści lat. Przypomnijmy, że na Wschodzie do dziś utrzymuje się zwyczaj połączenia chrztu i bierzmowania.

- Dlaczego?

- To pierwotna praktyka Kościoła - jeżeli chrzczono dorosłych to i bierzmowano, bo bierzmowanie było wejściem w dojrzałość chrześcijańską. Ktoś mając 30-40 lat był dojrzały. Przy chrzcie stosowano więcej namaszczeń, czyli dodatkowe namaszczenie, które na Zachodzie zostało rozdzielone - w dzieciństwie przyjmuje się chrzest, człowiek staje się dzieckiem Bożym, a gdy osiągnie się dojrzałość fizyczną, emocjonalną, intelektualną, człowiek jeszcze raz przyjmuje namaszczenie i to jest znak przyjęcia Ducha Świętego, czyli świadomego już przyjęcia chrześcijaństwa. To rozdzielenie jest typowe dla Kościoła katolickiego.
Chrzest jest więc darem, który jak najwcześniej należy przyjąć i dzięki niemu rozwijać życie duchowe. Tak jak z pokarmem fizycznym nie czekamy, a podajemy w odpowiednim czasie, podobnie jest z sakramentem chrztu. Podobnie jest z Komunią św. - nie czekamy, aż człowiek osiągnie dojrzałość, udzielamy je ośmio- dziewięcioletniemu dziecku. Chrzest otwiera drogę do innych sakramentów, umożliwia rozwój, gdyż poganin może się jedynie modlić.

- W późniejszych wiekach chrześcijanie, którzy odłączali się od Kościoła katolickiego zarzucali katolikom, że chrzest przyjmują osoby nieświadome doniosłości tego wydarzenia. Jak można odpowiedzieć na ten zarzut?

- Zwrócić uwagę, że tak jak katolicy w tych Kościołach wychowuje się ściśle w duchu zasad wiary i chrzest jest niemal automatycznie przyjmowany. W Kościele powszechnym o nie odkładaniu chrztu na później apelowali pisarze chrześcijańscy argumentując, że z wielkim darem nie należy zwlekać. Zalążek życia Bożego, jaki otrzymujemy w czasie chrztu, ma się w nas rozwijać. Ale gdy upowszechnił się chrzest dzieci, równolegle z tym weszła do praktyki wiernych częsta spowiedź. Od V-VI wieku zanika katechumenat, czyli dłuższe przygotowanie do chrztu, a rozpowszechnia się częsta spowiedź.

- Ale były też nadużycia, związane z chrztem dorosłych. Skoro chrzest gładził grzechy, wielu uznawało, że sobie pożyje byle jak, a potem ochrzci i zapewni sobie niebo. Tak zrobił cesarz Konstantyn Wielki.

- To także zdecydowało o tym żeby chrzcić dzieci. Wiele osób uważało, że w młodości mogą się wyszumieć, a dopiero w podeszłym wieku przyjąć chrzest i rozpocząć wzorowe, bogobojne życie. Ostatecznie zwyciężyła koncepcja, że miłosierny Bóg jest gotów nam wszystko przebaczyć i trzeba podjąć ryzyko i przyjmować chrzest jak najwcześniej.

- Jak starożytni pisarze chrześcijańscy ukazywali chrzest, jakich metafor używali?

- Zachowały się katechezy chrzcielne dwojakiego rodzaju - przygotowujące do chrztu i one dotyczą zasad moralnych i prawd wiary, natomiast po chrzcie przez tydzień już ochrzczeni przychodzili do kościoła, przyjmowali Komunię św. i dopiero wówczas słuchali katechez o samym chrzcie i o Eucharystii. Co miało miejsce w tzw. białym tygodniu i zachowało się do dziś wobec dzieci, które przyjęły I Komunię św. Tych katechez mistagogicznych, a więc wtajemniczających, wprowadzających w sakramenty chrztu i Eucharystii, np. św. Augustyna, św. Ambrożego, zachowało się bardzo dużo i one dopiero ukazują człowiekowi, który przyjął Jezusa, wiarę, bo tylko on może pojąć, choćby intelektualnie, wartość, wagę, tajemnicę chrztu i Eucharystii.
Pisarze zaś czerpali metafory z Pisma Świętego, np. ze św. Pawła, śmierć i zmartwychwstanie. Pamiętajmy, że w pierwszych wiekach dorosłych chrzci się w baptysteriach - budowlach przy kościołach, w których są baseny chrzcielne i katechumeni zanurzali się całkowicie lub częściowo, do kolan czy pasa, a byli nadzy. Wchodzono po schodkach od strony zachodniej i odbywała się ceremonia, nieraz biskup czerpał z wody chrzcielnej i polewał głowę. Po wyjściu z basenu nowo ochrzczony otrzymywał białe szaty i odwracał się na wschód - w kierunku światłości, gdyż Chrystus jest światłem na oświecenie pogan, jak mówi starzec Symeon w swoim kantyku, był porównywany do wschodzącego słońca.
Obmycie, odrodzenie i oświecenie umysłu, to kolejne porównania i tropy. Wszelkie przywracanie wzroku ociemniałym lub uzdrowienie oczu w interpretacji Ojców Kościoła obrazuje chrzest, gdyż człowiek zaczyna więcej widzieć. Światłość, narodzenie, oczyszczenie - to są najczęstsze nazwy, obrazujące wewnętrzną, duchową rzeczywistość. A także wszczepienie młodej oliwnej gałązki w stary pień - tak samo i my jesteśmy wszczepieni w życie Jezusa.

- W tym roku obchodzimy 1050. rocznicę chrztu Mieszka I. Czym był chrzest władcy? Europejscy władcy, począwszy od Franków, po kolei przyjmowali chrzest.

- Władcy państwa Franków jako pierwsi przyjęli chrzest z rąk katolickiego biskupa. Wcześniej, na początku IV w. władca Armenii przyjmuje chrzest i od tego momentu rozpoczyna się proces chrystianizacji kraju. Później Gruzja, Etiopia i Konstantyn - wszyscy są ochrzczeni w pierwszej połowie IV wieku. Konstantyn, choć przyjął sakrament na łożu śmierci, dał jednak najbliższym, rodzinie, dworowi, poddanym, przykład. Prześladowane wcześniej chrześcijaństwo teraz odzyskuje wolność, zaczyna swobodnie działać, rozwijać się. Chrzest władcy daje impuls do upowszechniania chrześcijaństwa. I we wszystkich tych przypadkach nie liczy się, czy Konstantyn Wielki, władcy Armenii, Gruzji czy Etiopii przeprowadzili polityczną kalkulację, ważna była osobista decyzja władcy.

- Historycy najczęściej twierdzą coś odwrotnego - że właśnie były to kalkulacje polityczne, dynastyczne, itd. Ale Mieszko wybrał tego jedynego, najmocniejszego Boga. Zaczynało się więc od nawrócenia władcy.

- Tak, już w średniowieczu Tietmar czy inni historycy piszą, że decydujący był wpływ jego żony, czeskiej księżniczki Dobrawy. Władca Czech zgodził się na małżeństwo córki z władcą pogańskim i warto zwrócić uwagę, że w kontrakcie nie był postawiony warunek, że Mieszko ma się nawrócić. Księżniczka przybyła do Polski w 965 r. i już w Wielkim Poście następnego roku odbył się chrzest jej męża. Przypuszcza się, że jej osobisty wpływ był bardzo mocny. Nawiasem mówiąc, nie znamy jej imienia. Znana jest jako Dobrawa, czyli 'dobra', istnieje interpretacja, że jej imię wiąże się z kolorem włosów - dębowego, lub z jej bardzo mocną, przypominającą dąb, postawą. Niezależnie od szczegółów nie ulega wątpliwości, że państwo Mieszka weszło dzięki temu do pierwszej ligi europejskiej i że stało się to dzięki osobistemu nawróceniu władcy. Wtedy był to gest wielkiej odwagi, on wiedział, że ma przeciwników, że nie wszyscy przyjmą jego decyzję, bo wielu nie zaakceptuje faktu, że wyrzekł się swoich bogów. Był to gest odwagi, za którą szło jego osobiste przekonanie.
Przypomnijmy, że w Polsce niedługo potem nastąpiła reakcja pogańska, w Rzymie Julian Apostata próbuje przywrócić pogaństwo. W wielu krajach, w których władcy przyjmują chrzest, pogaństwo jest na tyle silne, że po 50, nawet 100 latach, następuje reakcja.

- Było to także przeciw establishmentowi...

- Rzeczywiście, to nie była prosta i łatwa decyzja. Jej podjęcie i realizacja musiały wynikać z wewnętrznego przekonania, stąd determinacja wypływająca z osobistego nawrócenia. W przeciwnym razie władca nie potrafiłby przekonać swojego narodu.

- Jakie były najważniejsze konsekwencje dla państw i jednostek płynące z przyjęcia chrześcijaństwa?

- Z Dobrawą przybywają kapłani, ludzie ukształtowani przez kulturę łacińską, którzy zaczynają ewangelizować swoje otoczenie. Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa Polska wchodzi w obręb zachodniej kultury łacińskiej, która rozwija się już od wielu wieków, uzyskuje dostęp do tradycji greckiej, rzymskiej i żydowskiej. Wchodzi więc w krąg najstarszych, najwyżej rozwiniętych kultur europejskich. Po drugie - zaczyna czerpać z wartości samego chrześcijaństwa, czyli praw człowieka, wypływających z zasady miłości, przebaczenia, szacunku dla życia, małżeństwa. Małżeństwo uznawane było za święte i nierozerwalne, prawa żon były chronione, mordowanie dziewczynek, nierzadkie w schyłkowym okresie Imperium czy w Skandynawii, było potępione.
To pojęcia całkowite nowatorskie dla ówczesnego świata, choć do dzisiaj walczymy z naszymi grzechami i próbujemy te zasady wprowadzać, ale oni zaczęli. Dostęp do dziedzictwa całego kontynentu oraz ochrona człowieka - to wielki skarb, otrzymany wraz z darem chrztu. I warto przypominać o wielkiej roli kobiet w przyjmowaniu i rozpowszechnianiu chrześcijaństwa. Polski przykład potwierdza, że była nie do przecenienia.

Tagi:
chrzest Chrzest Polski

Dobrawa – Matka Chrzestna Polaków

2019-04-14 12:00

Bernadeta Kruszyk / Gniezno (KAI)

„Dobrawa była córką księcia Bolesława Srogiego, a jednocześnie prawnuczką św. Ludmiły, bratanicą św. Wacława, siostrą Bolesława Pobożnego, późniejszego władcy Czech. Taka genealogia niewątpliwe zaważyła na osobowości księżniczki, a przez to przygotowała ją do roli Matki Chrzestnej Polaków” – mówi historyk Kościoła ks. dr Łukasz Krucki z Gniezna.

pl.wikipedia.org
Dobrawa

Ks. dr Łukasz Krucki: – Dąbrówka, a może jednak lepiej Dobrawa, była kobietą, o której, jak na czasy średniowiecza, zachowało się stosunkowo dużo wiadomości. Chociaż nie potrafimy podać dokładnej daty jej urodzenia, to jednak wiemy, że pochodziła z czeskiego rodu książęcego Przemyślidów, władającego Czechami od końca IX w. Była córką księcia Bolesława Srogiego, a jednocześnie prawnuczką św. Ludmiły, bratanicą św. Wacława, siostrą Bolesława Pobożnego, późniejszego władcy Czech, Strachkwasa-Christiana, zakonnika w klasztorze św. Emmerama w Ratyzbonie, następnie biskupa elekta praskiego mającego objąć stolicę biskupią po św. Wojciechu oraz Mlady-Marii, początkowo mniszki w Rzymie, później opatki klasztoru Benedyktynek przy kościele św. Jerzego na praskich Hradczanach. Taka genealogia niewątpliwe zaważyła na osobowości księżniczki, a przez to przygotowała ją do roli „Matki Chrzestnej Polaków”. Zaowocowała również koneksjami, które wraz z książęcym małżonkiem potrafiła umiejętnie spożytkować w celach chrystianizacyjnych państwa Polan. To dowodzi konsekwencji działania księżniczki, której polska tradycja przydała wiele imion: Dobrawa, Dubrowka, Dobrawka, Dąbrówka…

KAI: Skąd ta różnorodność imion?

– Najprościej można stwierdzić, że jest to wynik odmiennych zapisów kronikarskich. W różnych okresach dziejopisowie w rozmaity sposób zapisywali jej imię. Praktyka ta niosła jednak ze sobą niejednoznaczne odniesienia etymologiczne. O ile imię Dąbrówki należałoby wywodzić od dąbrowy, czyli boru dębowego, o tyle miano Dobrawki czy też Dobrawy od określenia „dobra”, a więc „życzliwa”. Za tą ostatnią wersją przemawiają zresztą fragmenty kroniki Thietmara, który właśnie w ten sposób tłumaczy znaczenie słowiańskiego imienia pierwszej chrześcijańskiej żony Mieszka I.

- Małżeństwo z Mieszkiem podyktowane było względami politycznymi. Chodziło o wprowadzenie młodego państwa polskiego na szersze europejskie wody, ale także o zyskanie możnego sojusznika…

– Niewątpliwie był to czynnik istotny. Poprzez zawarcie małżeństwa z Dobrawą Mieszko zyskiwał pomoc militarną Czechów potrzebną w czasie walk z niemieckim margrabią Wichmanem oraz jego sojusznikami, Wieletami. Polański książę zapewnił również bezpieczeństwo swojemu księstwu od południa. Pamiętać jednak należy, że oprócz czynników politycznych i militarnych Mieszko zyskiwał coś jeszcze. Wsparcie w dziele chrystianizacyjnym. To z Czech przyszli do Polski pierwsi misjonarze. Pamiątką tego do dziś pozostaje chociażby słownictwo kościelne w znacznej mierze zaczerpnięte od naszych południowych sąsiadów np. kościół czy ksiądz. Zatem te owoce kontaktów z Czechami okazały się o wiele trwalsze niż chwilowy sojusz militarny.

– Czy wiadomo, jak wyglądało przybycie Dobrawy do nowej ojczyzny?

– Najstarszy zapis rocznikarski odnoszący się do naszych dziejów, a zawarty w „Roczniku kapitulnym krakowskim” (tzw. dawnym) stwierdza, że w 965 r.: „Dubrouka ad Mesconem venit”, czyli „Dobrawa przybywa do Mieszka”. Niestety, tylko tyle. Niemniej fakt przybycia czeskiej księżniczki do kraju Polan u potomnych wzbudzał wiele emocji i zaciekawienia. Nic zatem dziwnego, że Jan Długosz, piszący w drugiej połowie XV w., w swoich „Rocznikach czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego” pokusił się, aby starannie ten moment przedstawić. Wykorzystując fantazję, jak i niekwestionowany talent literacki, skreślił we wspomnianym dziele następujące słowa: „Dziewicę Dąbrówkę odprowadziło wraz ze swatami księcia Mieczysława wielu możnych i rycerzy czeskich wielkim kosztem i wielką okazałością; wiozła ze sobą posag i wyprawę rzadkie i niepospolite, aby były równe i godne zarówno teścia, jak i zięcia; wyszli naprzeciw niej książę Mieszko ze swoimi baronami i dostojnikami polskimi, jako też wszystkie stany i wjazd jej przyjęto wspaniale i z dostojną czcią; dla uczczenia jej przybyły do Gniezna z rozkazu księcia najdostojniejsze matrony i dziewice polskie, przystrojone w klejnoty, złoto, srebro i inne ozdoby […]” (Księga II, do 1038, Warszawa 1962, s. 242). Taki tryumfalny wjazd Dobrawy chyba na długo pozostał w świadomości Polaków.

– Jakie Gniezno zobaczyła? Może spróbujmy to sobie wyobrazić?

– W czasie gdy Dobrawa przybyła do Mieszka państwo Polan przechodziło transformację organizacyjną. Kośćcem polańskiej państwowości stawały się grody wznoszone w Wielkopolsce: Gniezno, Poznań, Ostrów Lednicki, Grzybowo i Giecz. Wśród wspomnianych szczególna rola przypadła Gnieznu, najlepiej ufortyfikowanemu, pełniącemu do połowy lat 60. X w. rolę głównego sanktuarium pogańskich Polan. Sytuacja zmieniała się po 966 r., gdy Mieszko przyjął chrzest. Wówczas pogański gród należało „schrystianizować”. W tym celu podjęto zakrojone na szeroką skalę prace budowlane, które szybko przekształciły pierwotny gród wzniesiony ok. 940 r. w potężny ośrodek obejmujący dodatkowy człon z częścią „sakralną”, a więc zabudowaniami kościelnymi, w tym pierwotną rotundą, na fundamencie której później wznoszono kolejne kościoły katedralne archidiecezji gnieźnieńskiej. Sam gród gnieźnieński ulokowany na Wzgórzu Lecha, otoczony jeziorami i bagnami, stanowił miejsce bezpieczne, które z czasem jeszcze bardziej rozbudowywano oraz dodatkowo fortyfikowano wysokimi wałami sięgającymi nawet 12 metrów, co w tym czasie czyniło z Gniezna gród nie do zdobycia.

– Po ślubie słuch o Dobrawie jakby zanika. Wiemy, że urodziła dwójkę dzieci. Co jeszcze wiadomo?

- – Małżeństwo Mieszka i Dobrawy trwało 12 lat. Zawarte w 965 r. przetrwało do śmierci Dobrawy, czyli do 977 r. W tym czasie na świat przyszła dwójka dzieci książęcej pary – Bolesław zwany Chrobrym, który objął po ojcu tron i w 1025 r., tuż przed śmiercią, został koronowany na pierwszego króla Polski oraz Świętosława-Sygryda, także nosząca koronę i to aż dwóch państw skandynawskich, Szwecji i Danii. Co zaś się tyczy samego związku Mieszka i Dobrawy to rzeczywiście niewiele wiadomo. Niemniej trwanie tego stadła małżeńskiego przypadło na czas bogaty w wydarzenia polityczne i kościelne: powstanie biskupstwa w Poznaniu, walki z Wichmanem, później z Hodonem, zakończone przyłączeniem Pomorza Zachodniego do Polski, działania Mieszka podejmowane na rzecz wzmocnienia opozycji antycesarskiej w Rzeszy, czy też układy sojusznicze zawierane ze Szwedami i Duńczykami. Można przypuszczać, że we wspomnianych przedsięwzięciach Dobrawa nie tylko stała przy mężu, ale również go wspierała.

– W prezbiterium katedry gnieźnieńskiej znajduje się płyta upamiętniająca Matkę Chrzestną Polski. Ignacy Kraszewski twierdził, że właśnie na Wzgórzu Lecha została pochowana. Faktycznie jednak nie znamy ani daty śmierci Dąbrówki, ani miejsca jej pochówku.

– Wspomniana przez Panią płyta jest wyrazem tradycji, o której jeszcze wcześniej aniżeli Kraszewski wspominał Edward Raczyński w dziele „Wspomnienie Wielkopolski”. Dziś trudno określić czy jest to miejsce pochówku księżnej zmarłej w 977 r., czy też nie. Wśród historyków toczą się dyskusje na ten temat. Obok Gniezna wysuwany jest też Poznań, w którym później złożono doczesne szczątki jej męża i syna. W Gnieźnie niewątpliwie pozostała żywa pamięć o „Matce Chrzestnej Polaków”, która nie zmarnowała żadnej możliwości, by pozyskać młode państwo polskie dla Chrystusa i Jego Ewangelii.

– Dziękuję za rozmowę

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Żywy Bóg na Dworcu Głównym

2019-11-13 11:47

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 46/2019, str. 1

Delikatna, szklana monstrancja z wizerunkiem Maryi tulącej i całującej Syna – w otwartych ramionach Matki kustodium z białą Hostią: Jezus eucharystyczny – to będzie centrum kaplicy na Dworcu Głównym we Wrocławiu, której otwarcie zaplanowano na koniec roku

Archiwum
Projekt kaplicy na wrocławskim Dworcu Głównym

Kaplica zostanie wpisana do prowadzonej przez Stowarzyszenie „Communita Regina della Pace” modlitwy o pokój na świecie.

Autorem projektu kaplicy św. Katarzyny Aleksandryjskiej jest biuro projektowe inż. Andrzeja Gacka. Monstrancję wymyślił i wykona gdański artysta Mariusz Drapikowski – znany na całym świecie autor „12 Gwiazd w Koronie Maryi Królowej Pokoju”.

Dworcowa kaplica funkcjonowała do stycznia 2010 r., wtedy odprawiono w niej ostatnią Mszę św. Po rewitalizacji dworca, w miejscu po niej urządzono komisariat policji. Starania o powrót kaplicy na dworzec trwały od 2012 r. Ks. Jan Kleszcz, proboszcz parafii pw. św. Jerzego Męczennika i Podwyższenia Krzyża Świętego we Wrocławiu-Brochowie i duszpasterz kolejarzy archidiecezji wrocławskiej, od siedmiu lat, krok po kroku, nie ustaje w zbudowaniu na dworcu miejsca modlitwy – dla kolejarzy i podróżnych. Dzięki porozumieniu zawartemu w 2016 r. między PKP SA a Kurią Metropolitalną Wrocławską prace na dworcu wreszcie mogły się rozpocząć. – Pomysł jest prosty: wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu w nowej kaplicy i konfesjonał z dyżurującymi kapłanami – mówi ks. Jan Kleszcz.

Prace w miejscu przeznaczonym na kaplicę już trwają, a w pozyskiwanie środków na realizację przedsięwzięcia włączyło się wiele osób. Aktywnie kwestują młodzi z brochowskiej parafii pod opieką ks. Arkadiusza Krzeszowca.

Chętni do włączenia się w budowę kaplicy mogą kupić cegiełki albo dokonywać wpłat na konto. Inicjatywa jest tak ważna, że warto mieć w niej swój udział, nawet, gdybyśmy swoją wpłatą przyczynili się do sfinansowania choćby kawałka podłogi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież odwiedził ośrodek zdrowia dla bezdomnych przy placu św. Piotra

2019-11-15 18:55

pb / Watykan (KAI)

Papież Franciszek odwiedził ośrodek zdrowia dla bezdomnych i ubogich przy placu św. Piotra. Został on czasowo umieszczony w lewym skrzydle kolumnady otaczającej plac z okazji III Światowego Dnia Ubogich, obchodzonego w niedzielę 17 listopada. Ojciec Święty przybył tam w ramach swej inicjatywy „piątków miłosierdzia”, którą podjął w czasie Jubileuszu Miłosierdzia.

Vatican News

Do tego „polowego” ośrodka zdrowia przychodzą dziesiątki ludzi ubogich, by skorzystać z porad lekarzy różnych specjalności. Oprócz lekarzy internistów przyjmują tam przez tydzień kardiolodzy, diabetolodzy, dermatolodzy, reumatolodzy, specjaliści chorób zakaźnych, ginekolodzy oraz okuliści. Oferowane są także kliniczne analizy, badania USG oraz szczepienia przeciw grypie.

Niespodziewana wizyta papieża została przyjęta oklaskami zdumionych zebranych. Franciszek z każdą z obecnych osób się przywitał i zamienił kilka słów. Towarzyszący mu abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji przedstawił papieżowi lekarzy.

Według komunikatu Biura Prasowego, papież uznał tę inicjatywę Papieskiej Rady za bardzo cenną i podziękował całemu personelowi medycznemu i paramedycznemu, który pracuje tam jako wolontariusze, niekiedy biorąc w tym celu urlop, by pomóc potrzebującym.

Po krótkiej modlitwie z zebranymi Franciszek zakończył swą wizytę.

Przeczytaj także: Otwarto watykańską noclegownię, która „szokuje pięknem”
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem