Reklama

Abp Gądecki w Gnieźnie: każdy z nas jest uczniem i jednocześnie misjonarzem

2016-04-24 12:19

bgk / Gniezno / KAI

Episkopat.pl

„Każdy z nas, niezależnie od swojej funkcji w Kościele i stopnia wykształcenia, winien być aktywnym ewangelizatorem” – mówił dziś w Gnieźnie abp Stanisław Gądecki. Metropolita poznański przewodniczył uroczystej sumie odpustowej ku czci św. Wojciecha – głównego patrona Polski.

Msza św. koncelebrowana przez biskupów z Polski i zagranicy, z udziałem pielgrzymów i młodych przybyłych do Gniezna wraz z symbolami Światowych Dni Młodzieży, stanowiła centralny punkt dwudniowych uroczystości patronalnych ku czci św. Wojciecha. W tym roku odbywają się one w łączności z 1050. rocznicą Chrztu Polski, której obchody odbyły się niedawno w Gnieźnie, na Ostrowie Lednickim i w Poznaniu. Przypominając o jubileuszu metropolita poznański wskazał na tych, dzięki którym wiara na ziemiach polskich się umacniała – Dobrawę, bp. Jordana i św. Wojciecha.

Pierwsza – mówił abp Gądecki – „z pewnością przyczyniła się do rozwoju początków chrześcijaństwa w Polsce”. W jej orszaku ślubnym – dodał – przybyli na ziemie polskie chrześcijańscy duchowni. Ponadto tradycja przypisuje jej założenie kościołów św. Trójcy i św. Wita w Gnieźnie oraz kościoła Panny Marii na Ostrowie Tumskim w Poznaniu. „Dzięki niej Polanie mogli podjąć decyzje trudne, ale niezbędne dla ich duchowego postępu” – stwierdził przewodniczący KEP.

Wspomniany bp Jordan to drugi – zdaniem arcybiskupa poznańskiego – z głównych ewangelizatorów Polski Piastów, który „pozostaje dla nas przykładem pasterza i ewangelizatora wielu”.

Reklama

I wreszcie św. Wojciech, dla którego ewangelizacja również była głównym zadaniem. Dzięki odwadze takich ludzi jak on – tłumaczył kaznodzieja – „chrześcijaństwo przyniosło naszej ojczyźnie nowy system wartości, trudny do pogodzenia tak z filozofią grecką, jak i z rzymskim poczuciem sprawiedliwości. Moralności umiaru – charakterystycznej dla greckiego rozumu – chrześcijaństwo przeciwstawiło bezinteresowną miłość. Rzymskiemu prawu siły – przeciwstawiło służbę bliźniemu. Kultowi sukcesu – ducha ofiary” – wyliczał.

„A czego Chrystus domaga się od nas dzisiaj?” – pytał dalej przewodniczący KEP i odpowiedział, że niczego innego, jak tej samej gruntownej ewangelizacji. Potrzebujemy jej – tłumaczył – z tej prostej przyczyny, że świętość nie jest przekazywalna genetycznie. Każdy z nas musi zdobywać ją od nowa i na własny rachunek.

„Takiego wysiłku domaga się dzisiaj współczesna sytuacja duchowa Polaków” – stwierdził abp Gądecki, wskazując za papieżem Franciszkiem na dręczące współczesnego człowieka niepokoje, smutek rodzący się z wygody i konsumpcjonizmu, pogoń za powierzchownymi przyjemnościami.

„Ta sytuacja domaga się stosownej odpowiedzi z naszej strony, bo kto pragnie żyć jak chrześcijanin, ten nie ma innej drogi jak szukanie dobra drugiego człowieka” – mówił metropolita poznański przypominając, że na mocy chrztu świętego ewangelizacja jest misją każdego z nas.

„Każdy z nas – niezależnie od swojej funkcji w Kościele i stopnia wykształcenia – winien być aktywnym ewangelizatorem. Sam Jezus pragnie, by każdy z nas głosił codziennie Dobrą Nowinę nie tylko słowem, ale przede wszystkim życiem przemienionym przez Bożą obecność. Misjonarzami zaś stajemy się w takiej mierze, w jakiej spotkaliśmy się z miłością Boga w Chrystusie” – podkreślił przewodniczący KEP dodając, że nasza osobista niedoskonałość nie może stanowić w tym względzie żadnej wymówki.


Publikujemy tekst homilii abp. Stanisława Gądeckiego:

1050. rocznica Chrztu Mieszka I każe nam dzisiaj podjąć refleksję nad dawną i nową ewangelizacją. Dawną (nierozerwalnie złączoną z trzema osobami, które przybyły do nas z Czech) oraz nad nową ewangelizacją, której autorami jesteśmy my sami. A zatem, najpierw o dokonaniach ewangelizacyjnych Dąbrówki, biskupa Jordana i świętego Wojciecha. Pierwsza z tych osób, Dobrawa, była córką Bolesława I Srogiego, księcia czeskiego z dynastii Przemyślidów. W Pradze usłyszałem, że tak Ona, jak i jej siostra, były wychowankami szkoły klasztornej benedyktynek w Regensburgu. Z tej racji jej duchowość chrześcijańska była rzetelnie uformowana. Kiedy - po klęskach poniesionych w walce z Wieletami - książę Mieszko zawarł sojusz obronny z czeskim księciem Bolesławem I Srogim, przypieczętowaniem tego sojuszu miało się stać małżeństwo Dobrawy z Mieszkiem - spotkanie chrześcijanki z poganinem.

Józef Ignacy Kraszewski - w swojej powieści „Lubonie” - w następujący sposób opisuje przyszłą żonę Mieszka w momencie jej przybycia do Poznania: „Polańscy panowie mogli się teraz przyjrzeć kniahini, którą każdy ciekaw był nie tylko zobaczyć, lecz odgadnąć. Nie zdawało się to trudnym. Na pierwsze wejrzenie Dubrawka, nadto będąc dumna, by się ukrywała z czymkolwiek, wydawała się z wesołym usposobieniem, odwagą i męskim niemal charakterem. Mieszko przy niej zdawał się do odgadnięcia trudniejszym. Śmiała się ochoczo i głośno, wyzywała żarty i oświadczała wręcz, że zabawy i pląsy lubiła bardzo. Polańskim panom nawykłym do bojaźliwych niewolnic zahukanych kniahini wydawała się jakby nową całkiem istotą. Dla dzikich nieco ludzi miała urok ta śmiałość czeskiej niewiasty, stającej od razu niemal na równi z mężczyznami, okiem, mową i odwagą” (Józef Ignacy Kraszewski, Lubonie, Poznań 2015, 213).

Dwa niezależne od siebie źródła przypisują Dobrawie istotną rolę ewangelizacyjną, polegającą na nawróceniu Mieszka na chrześcijaństwo - niemiecka Kronika Thietmara i polska kronika Gala Anonima. Pierwszym źródłem jest niemiecka Kronika Thietmara z Merseburga, urodzonego dwa lata przed śmiercią Dobrawy. Według tej Kroniki czeska księżniczka starała się zdobyć - nawet za cenę łamania postów - wpływ na męża, aby nakłonić go do przyjęcia chrześcijaństwa, co jej się w końcu udało. „Pracowała więc nad nawróceniem swego małżonka i wysłuchał jej miłościwy Stwórca. Jego nieskończona łaska sprawiła, iż ten, który Go tak srogo prześladował, pokajał się i pozbył na ustawiczne namowy swej ukochanej małżonki jadu przyrodzonego pogaństwa, chrztem świętym zmywając plamę grzechu pierworodnego. I natychmiast w ślad za głową i swoim umiłowanym władcą poszły ułomne dotąd członki spośród ludu i w szatę godową przyodziane, w poczet synów Chrystusowych zostały zaliczone” (Thietmar, Kronika, 56).

Z kolei piszący na początku XII wieku Gall Anonim przekazuje w swojej Kronice, że Dobrawa zgodziła się na ślub z Mieszkiem tylko pod tym warunkiem, że przyjmie on chrzest: „Mieszko objąwszy księstwo zaczął dawać dowody zdolności umysłu i sił cielesnych [...] W końcu zażądał w małżeństwo jednej bardzo dobrej chrześcijanki z Czech, imieniem Dąbrówka. Lecz ona odmówiła poślubienia go, jeśli nie zarzuci owego zdrożnego obyczaju i nie przyrzeknie zostać chrześcijaninem. Gdy zaś on [na to] przystał, że porzuci ów zwyczaj pogański i przyjmie sakramenta wiary chrześcijańskiej, pani owa przybyła do Polski z wielkim orszakiem [dostojników] świeckich i duchownych, ale nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż powoli a pilnie zaznajamiając się z obyczajem chrześcijańskim i prawami kościelnymi, wyrzekł się błędów pogaństwa i przeszedł na łono matki-Kościoła” (Gall Anonim, Kronika, I, 5). Bez względu na to, czy wiadomości przekazane przez obie wspomniane tu Kroniki należą do anegdot opowiadanych na dworze Mieszka (Dariusz Sikorski, Kościół w Polsce za Mieszka I i Bolesława Chrobrego, Poznań 2011, 94), trzeba podkreślić, że Dobrawa z pewnością przyczyniła się do rozwoju początków chrześcijaństwa w Polsce. W jej orszaku ślubnym przybyli na ziemie polskie chrześcijańscy duchowni; być może również Jordan, pierwszy polski biskup. Ponadto tradycja przypisuje jej założenie kościołów św. Trójcy i św. Wita w Gnieźnie oraz kościoła Panny Marii na Ostrowie Tumskim w Poznaniu. To dzięki niej Polanie mogli podjąć decyzje trudne, ale niezbędne dla ich duchowego postępu: „Z tą panią nową - pisał Kraszewski - jechała wiara nowa, rozpoczynało się życie jakieś nowe, którego przeczucia niepokoiły. Niewiasty płakały, mężowie stali sparci na kijach, zadumani. Starcy przebiegali tłumy z pieśnią żałosną. Czuli wszyscy, iż dzień ten zapowiadał życie odmienne. Jakże? Nikt nie śnił naówczas, wiedzieli tylko, że ze starym rozbrat wziąć było potrzeba, a z nim zrosło się wszystko, co najdroższym było” (Józef Ignacy Kraszewski, Lubonie, Poznań 2015, 210). To także dzięki Dobrawie: „pierwsi Piastowie konsekwentnie dążyli do ugruntowania wiary chrześcijańskiej. Jako władcy czuli się bowiem odpowiedzialni za zbawienie swoich poddanych” (prof. Krzysztof Ożóg, Gdyby Polska nie przyjęła chrztu...). Ich działanie przypominało zasady zawarte w testamencie świętego Stefana, króla Węgier: „Jako panującemu z łaski Bożej przystoi nam, by trudy szerzenia wiary chrześcijańskiej podejmowane przez władzę królewską były rozleglejsze i bardziej usilne niż starania prowadzone przez możnych” (Testament świętego Stefana. Przestrogi i statuty, 42). Z tego tytułu Dobrawę ze wszech miar można nazwać „Matką Chrzestną” Polaków. Może też być ona przykładem dla osób zaangażowanych w ewangelizację indywidualną.

Drugim - po Dobrawie - głównym ewangelizatorem naszego kraju był biskup Jordan. Również on przyszedł z Czech i pochodził z szeregu tych, o którym mówią Dzieje Apostolskie: „gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc (dynamin) i będziecie moimi świadkami (esesthe moi martyres) w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8). . Żadne ze źródeł historycznych nie wymienia kraju pochodzenia Jordana. Sam Jordan i jego towarzysze najprawdopodobniej należeli do zakonu św. Benedykta. Kraszewski w powieści Lubonie tak opisuje jego sylwetkę: „Ksiądz Jordan był kapłanem już z apostolstwem obeznanym, od młodości w tej pracy zahartowanym. Opowiadał on ewangelię i po dzikich zakątkach, kędy się promień światła nie wcisnął nigdy jeszcze, i tym możnym, na wpół nawróconym, co światło czyste obracali na swój użytek, czyniąc z niego przewrotnego sługę. Wiedział już, jak mówić było potrzeba do tych, co nigdy nie słyszeli, i do tych, co słyszane źle rozumieli. Mąż był cierpliwości niezmordowanej i niewyczerpanej, mocy ducha niezmożonej, wesela przy tym wewnętrznego pełen i spokoju. Wielka prostota i dobroć łączyły się w nim z rozumem jasnym. Wiedział on, że oddając się na usługi Mieszkowi i krajowi, do dawnej wiary przywiązanemu, będzie miał wiele trudności do zwyciężenia, nie nagłych a przechodzących, ale powracających i upartych. Uśmiechało mu się to jednak, że będzie pasterzem trzody nowej i przez siebie samego stworzonej” (Józef Ignacy Kraszewski, Lubonie, Poznań 2015, 197-198).

Gdy w roku 968 - dekretem papieża Jana XIII - zostało erygowano biskupstwo poznańskie, Jordan został jego pierwszym biskupem. Było to zasługą Mieszka I i jego żony Dobrawy, którym pomocą służyła Mlada-Maria, siostra Dobrawy, przebywająca w Rzymie w latach 965-967. Powstanie biskupstwa poznańskiego miało nastąpić w Rzymie kilka dni po koronacji Ottona II, za zgodą jego ojca cesarza Ottona I podczas tamtejszego synodu (prof. T. Jasiński). Sam papież miał osobiście udzielić Jordanowi sakry. Dlatego w Rocznikach czeskich (Annales Bohemici) pod datą 968 czytamy: „Polonia cepit habere episcopum” („Polska poczęła mieć biskupa”). Thietmar nazywa go „biskupem poznańskim” i pisze: „Additus est his confratribus Brandeburgiensis aecclesiae I. pastor Thiethmarus ante hos unctus et Iordan episcopus Posnaniensis I” („Do rzędu tych duchownych pasterzy wcielony został ponadto pierwszy biskup Brenny Thietmar, konsekrowany dawno przed nimi, oraz pierwszy biskup poznański Jordan” - Kronika, 22). Większość uczonych utrzymuje jednak, że Jordan był biskupem misyjnym bez żadnej określonej diecezji, obejmującym swą działalnością całą Polskę w jej ówczesnych i przyszłych granicach.

„Iordan, primus eorum antistes, multum cum eis sudavit, dum eos ad supernae cultum vineae sedulus verbo et opere invitavit” („Ich pierwszy biskup Jordan wiele się z nimi napocił, zanim, niezmordowany w wysiłkach, nakłonił ich słowem i czynem do uprawiania winnicy Pańskiej” (Thietmar, Kronika, 56). Nie było w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ bycie „świadkiem” Chrystusa często bywa związane z cierpieniem. Przypominają się tu słowa z Dziejów Apostolskich: esesthe moi martyres, tj. „będziecie moimi świadkami”, będziecie moimi męczennikami (Dz 1,8). Jeśli Jordan umarł w 982 roku, albo - opierając się na Spominkach gnieźnieńskich (Mon. Pol. Hist. III, s. 42) - w roku 984, tzn. że jego duszpasterskie „poty” trwały ok. 14 lat. Pozostaje on dla nas przykładem pasterza i ewangelizatora wielu.

Ewangelizacja była też głównym zadaniem św. Wojciecha. Wystarczy spojrzeć na wymowę pomnika wzniesionego dla niego i jego brata na ruinach rodzinnego grodu w Libicach. Obaj bracia mocnym i zdecydowanym krokiem idą z Ewangelią w ręku w przyszłość.

Idąc tak zdecydowanie do przodu, Wojciech przeżył po drodze wielkie tragedie rodzinne. Zmagał się z przeszkodami w swoim apostolskim posługiwaniu a na koniec przyjął śmierć męczeńską, bo nie chciał się wyrzec głoszenia Dobrej Nowiny. Zdawał sobie sprawę z tego, że do jego zadań należało budzenie sumienia ludzkiego na prawdę i Boga. Od samego początku była to dla niego praca niełatwa, jeśli autor Żywota I tak charakteryzuje ówczesnych Czechów: „Przeważna część jego ludności, opanowana błędami niewiary, czci stworzenie zamiast Stwórcy, [...] Wielu zaś chrześcijan z imienia żyje jak poganie, co sprawia, że ich zbawienie narażone jest na niebezpieczeństwo” (Kapanariusz, Vita I).

Dostrzegając chorobę ducha u swoich rodaków, biskup Wojciech nie wahał się publicznie nazwać tego po imieniu, co zresztą stało się przyczyną jego wygnania z Pragi. Zdawał sobie sprawę z tego, że do zasadniczych obowiązków stróża Ludu Bożego należy ostrzeganie go przed wrogiem; pies, który nie szczeka, nie nadaje się na stróża. Bez kompromisów niósł więc Ewangelię swoim współczesnym, w tym także naszym rodakom, nie zniechęcając się niepowodzeniami. Umiał ponosić nawet bardzo poważne, ziemskie klęski bez załamywania się na duchu, dla tego jednego zwycięstwa w wieczności. „Niemałe też złożył dowody odwagi, męskiej wytrwałości i gorącej a niezłomnej wiary” (Tempore illo, 7). W konsekwencji poniósł śmierć męczeńską a jego krew stała się kamieniem węgielnym budowli Kościoła i Państwa na ziemiach piastowskich, przynosząc tysiącletnie owoce. [„Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12,24)].

Dzięki odwadze ludzi takich jak św. Wojciech chrześcijaństwo przyniosło naszej ojczyźnie nowy system wartości, trudny do pogodzenia tak z filozofią grecką, jak i z rzymskim poczuciem sprawiedliwości. Moralności umiaru - charakterystycznej dla greckiego rozumu - chrześcijaństwo przeciwstawiło bezinteresowną miłość. Rzymskiemu prawu siły - przeciwstawiło służbę bliźniemu. Kultowi sukcesu - ducha ofiary. Taką właśnie Ewangelię przyniósł nam z Czech św. Wojciech.

A czego Chrystus domaga się od nas dzisiaj? Dzisiaj, kiedy od czasów Dąbrówki, Jordana i św. Wojciecha minęło już ponad 1050 lat? Niczego innego jak ewangelizacji. My dalej potrzebujemy tej samej gruntownej ewangelizacji. Potrzebujemy z tej prostej przyczyny, że świętość nie jest przekazywalna genetycznie, podobnie zresztą jak wiedza szkolna nie jest przekazywalna z ojca na syna. Każde pokolenie musi przejść od początku do końca cały cykl szkolny. Każdy z nas musi zdobywać świętość od nowa i na własny rachunek.

Takiego wysiłku domaga się dzisiaj współczesna sytuacja duchowa Polaków. „Wielkim niebezpieczeństwem współczesnego świata, z jego wieloraką i przygniatającą ofertą konsumpcji, jest smutek rodzący się w przyzwyczajonym do wygody i chciwym sercu, towarzyszący chorobliwemu poszukiwaniu powierzchownych przyjemności oraz wyizolowanemu sumieniu. Kiedy życie wewnętrzne zamyka się we własnych interesach, nie ma już miejsca dla innych, nie liczą się ubodzy, nie słucha się już więcej głosu Bożego, nie doświadcza się słodkiej radości z Jego miłości, zanika entuzjazm czynienia dobra. To niebezpieczeństwo nieuchronnie i stale zagraża również wierzącym. Ulega mu wielu ludzi i stają się osobami urażonymi, zniechęconymi, bez chęci do życia. Nie jest to wybór życia godnego i pełnego; nie jest to pragnienie, jakie Bóg żywi względem nas; nie jest to życie w Duchu rodzące się z serca zmartwychwstałego Chrystusa” (Evangelii gaudium, 2).

Ta sytuacja domaga się stosownej odpowiedzi z naszej strony, bo kto pragnie żyć jak chrześcijanin, ten nie ma innej drogi jak szukanie dobra drugiego człowieka. Św. Paweł woła: „Biada mi [...], gdybym nie głosił Ewangelii!” (1Kor 9,16).

Dlatego na mocy otrzymanego chrztu świętego - uczy papież Franciszek - każdy z nas stał się uczniem, a jednocześnie misjonarzem. Każdy z nas - niezależnie od swojej funkcji w Kościele i stopnia wykształcenia - winien być aktywnym ewangelizatorem. Sam Jezus pragnie, by każdy z nas głosił codziennie Dobrą Nowinę nie tylko słowem, ale przede wszystkim życiem przemienionym przez Bożą obecność. Misjonarzami zaś stajemy się w takiej mierze, w jakiej spotkaliśmy się z miłością Boga w Chrystusie.

Kto prawdziwie doświadczył miłości Boga, ten nie potrzebuje wiele czasu, by zacząć Go głosić. Nasza osobista niedoskonałość nie może stanowić w tym względzie wymówki stosownie do słów św. Pawła: „Nie [mówię], że już [to] osiągnąłem i już się stałem doskonały, lecz pędzę, abym też [to] zdobył, [...] pędzę ku wyznaczonej mecie” (Flp 3,12.14); (por. Evangelii gaudium, 120).

Zakończmy nasze dzisiejsze rozważanie najstarszym znanym tekstem polskiej autorki, tj. modlitwą księżny Gertrudy Mieszkówny (1025-1108), napisaną przez nią w XI wieku: „Nawróć mnie, Panie, do siebie i oddal ode mnie wszelki zły nawyk. Spraw abym znienawidziła swoje złości, a umiłowała twoje dobro. Daj mi, abym chciała i mogła żyć w sposób prawy i dawać innym dobry przykład, aby wszyscy, poznający we mnie dobroć Twoją widzący moje nawrócenie i uwolnienie, chwalili Imię Twoje Święte, które jest błogosławione na wieki” (Modlitewnik Gertrudy Mieszkówny, Warszawa 2016, 162).

Tagi:
Gniezno św. Wojciech

Otrzymali relikwie swojego patrona

2019-05-28 13:40

Marek Zygmunt
Edycja świdnicka 22/2019, str. 3

Podczas tegorocznych uroczystości ku czci św. Wojciecha bp Ignacy Dec otrzymał w Gnieźnie od prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka relikwie św. Wojciecha, o które zabiegała wałbrzyska parafia pod jego wezwaniem

Marek Zygmunt
Okadzenie relikwii św. Wojciecha

Dnia 7 maja br. Ksiądz Biskup choć przewodniczył uroczystości, to jednak na jego prośbę do kościoła wniósł je proboszcz tej wspólnoty ks. kan. Stanisław Wójcik. Od dłuższego czasu zawsze 23. dnia każdego miesiąca sprawowane jest tutaj specjalne nabożeństwo do św. Wojciecha. Teraz wierni będą się modlili już przy jego relikwiach.

– Byłem przekonany, że to właśnie pasterz naszej diecezji wniesie je do świątyni, ale w zakrystii powiedział, iż to ja mam tego dokonać, co uczyniłem z wielkim wzruszeniem – wyznał na początku Mszy św. Ksiądz Proboszcz, który świętował wraz ze swoimi kolegami kursowymi jubileusz 45-lecia przyjęcia święceń kapłańskich. Tą Eucharystią uczczono również 22. rocznicę erygowania parafii oraz 2. konsekracji kościoła. Oprócz jego kolegów seminaryjnych koncelebrowali ją również: ks. inf. Józef Strugarek, dziekani wałbrzyskich dekanatów ks. prał. Jan Gargasewicz, ks. kan. Wiesław Rusin oraz pochodzący z tej wspólnoty ks. Piotr Kopera SAC, proboszcz parafii pw. św. Franciszka z Asyżu.

W homilii Ksiądz Biskup podkreślił, że dzięki św. Wojciechowi mógł zaistnieć w Polsce Kościół, a dzięki niemu państwo polskie. Kaznodzieja wskazał, że państwo polskie nie ma historii przedchrześcijańskiej, tylko była ona konsekwencją tego, że polskie plemiona przyjęły chrzest. To była droga do uzyskania państwowości. A decydujące znaczenie dla narodzenia się państwa polskiego miało utworzenie metropolii w Gnieźnie. Tak mówią mądrzy historycy, którzy nie są zideologizowani.

Św. Wojciech, wielki pasterz, oddał życie właśnie za to, w co wierzył, za to Kogo głosił. A św. Stanisław bronił owczarni przed wilkami, których nie brakowało i dzisiaj nie brakuje. Św. Stanisław zostawił nam zobowiązanie, byśmy nie lękali się być odważnymi, bronili naszych braci i sióstr przed wilkami, którzy dzisiaj na nas szczekają, atakują. Nie chowajmy głowy w piasek. Możemy się bronić, a przede wszystkim modlić się. To jest też wielka obrona owczarni przed wilkami. Niech Chrystus Pan prowadzi nas jako Dobry Pasterz, a my idźmy za Nim, bo On ma słowo życia wiecznego i nas doprowadzi tam, gdzie jest niebieskie Jeruzalem – apelował bp Ignacy Dec.

Przed błogosławieństwem delegacja parafian nie tylko podziękowała Księdzu Biskupowi za przewodniczenie uroczystości, stałą życzliwość dla tej wspólnoty, ale i złożyła mu serdeczne życzenia z okazji zbliżającej się 50. rocznicy przyjęcia przez niego święceń kapłańskich. A po Mszy św. wierni mogli oddać hołd relikwiom św. Wojciecha.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: tuż przed Bożym Narodzeniem odbędzie się beatyfikacja abp. Fultona J. Sheena

2019-11-21 20:39

kg (KAI) / Peoria

W sobotę 21 grudnia w katedrze pw. Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej w Peorii, stan Illinois w Stanach Zjednoczonych, odbędzie się beatyfikacja abp. Fultona J. Sheena na zakończenie obchodów setnej rocznicy jego święceń kapłańskich. Obrzędowi przewodniczyć będzie w imieniu papieża kard. Angelo Becciu, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Przyszły błogosławiony żył w latach 1895-1979, zasłynął jako znakomity mówca i kaznodzieja a w latach 1951-69 był czynnym biskupem, w tym przez 3 lata stał na czele diecezji Rochester.

Fred Palumbo / Wikipedia
abp. Fulton J. Sheen w 1952 r.

Wiadomość o beatyfikacji ogłosił 18 listopada „z wielką radością i wdzięcznością” podczas Mszy św. w katedrze w Peorii miejscowy biskup Daniel R. Jenky, powołując się na pismo z Watykanu. Ujawnił, że 6 marca br. dowiedział się, że 7-osobowy zespół ekspertów lekarskich, działający przy Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, uznał jednogłośnie cud przypisywany wstawiennictwu sługi Bożego, wymagany do ogłoszenia go błogosławionym. W lipcu br. Franciszek zatwierdził tę decyzję, co bezpośrednio otworzyło drogę do beatyfikacji.

Uroczysta Msza św. beatyfikacyjna rozpocznie się o godz. 10 rano czasu miejscowego w katedrze pw. Niepokalanego Poczęcia Maryi, „w tej samej, w której sto lat temu [przyszły arcybiskup] Sheen przyjął święcenia kapłańskie” – powiedział z zadowoleniem bp Jenky. Tam też, w marmurowym grobowcu spoczywają obecnie doczesne szczątki kandydata na ołtarze.

Wspomniany cud dotyczy niewytłumaczalnego z naukowego punktu widzenia uzdrowienia Jamesa Fultona Engstroma, który urodził się martwy 16 września 2010. Jego rodzice – Bonnie i Travis Engstromowie natychmiast zaczęli się modlić za przyczyną abp. Sheena, zachęcając też innych do szukania wstawiennictwa u niego. Dokładnie w chwili, gdy lekarze ze szpitala św. Franciszka w Peorii mieli ogłosić śmierć chłopca, jego delikatne serce zaczęło bić w rytmie, typowym dla noworodków. Do tego czasu przez 61 minut chłopczyk nie miał tętna. Wzruszona matka opowiedziała o tym w 2011 w katedrze w Peorii przed wielkim portretem abp. Sheena obok ołtarza.

Mimo złych rokowań co do przyszłości malca, łącznie z przewidywaniami, iż prawdopodobnie będzie on niewidomy i nie będzie mógł chodzić, zaczął się on normalnie rozwijać. Obecnie 8-latek lubi zjeść udka kurczaka, oglądać „Gwiezdne wojny” i jeździć na rowerze.

Dekret o uznaniu uzdrowienia ukazał się mniej więcej w tydzień po przeniesieniu prochów arcybiskupa z Nowego Jorku do katedry w Peorii. „To naprawdę wspaniałe, jak Bóg nadal tworzy cuda” – skomentował bp Jenky dokument papieski.

Peter (Fulton) John Sheen urodził się 8 maja 1895 w El Paso w stanie Illinois jako najstarszy z czterech synów w średniozamożnej rodzinie rolniczej. Rodzice byli bardzo pobożni i w tym duchu wychowali swoje dzieci, które odznaczały się dużą inteligencją. Przyszły biskup ukończył studia w St. Paul oraz na uniwersytetach w Waszyngtonie i Lovanium, na którym jako pierwszy Amerykanin uzyskał w 1923 Nagrodę im. Kard. J. Merciera za najlepszą rozprawę filozoficzną. Święcenia kapłańskie przyjął 20 września 1919, po czym pracował duszpastersko w swej rodzimej diecezji Peorii i jako wykładowca w Waszyngtonie.

Szybko zasłynął jako znakomity kaznodzieja, rekolekcjonista, nauczyciel i wychowawca. W latach 1930-50 wygłaszał wieczorne pogadanki religijne w radiu, a w latach 1952-57 w telewizji. W szczytowym okresie jego audycji słuchało i oglądało ponad 30 mln Amerykanów. Pod wpływem jego nauk nawróciło się wiele sławnych osobistości, w tym działacze komunistyczni, agnostycy, aktorzy, np. producent samochodów Henry Ford II czy skrzypek i kompozytor Fritz Kreisler.

W 1948 na ks. Sheena zwrócił uwagę ówczesny arcybiskup Nowego Jorku kard. Francis Spellman. Na jego wniosek Pius XII mianował 28 maja 1951 (sakra – 11 czerwca) 56-letniego kapłana biskupem pomocniczym archidiecezji. Wkrótce potem rozpoczął on cykl cotygodniowych programów telewizyjnych pt. „Life is Worth Living”, cieszących się ogromną popularnością. Biskup mówił na żywo na różne tematy. Cykl ten trwał w latach 1951-57 i 1961-68.

21 października 1966 Paweł VI przeniósł go na stolicę biskupią Rochester, którą kierował prawie 3 lata – do 6 października 1969. Gdy hierarcha na własną prośbę ustąpił z tego urzędu, papież Montini obdarzył go godnością arcybiskupa. Mimo przejścia na emeryturę był nadal bardzo aktywny, pozostał znakomitym mówcą, którego nauki i kazania przyciągały tłumy. Zachowało się wiele nagrań z jego wystąpień. Napisał 66 książek, z których co najmniej 9 ukazało się też po polsku, i wiele artykułów. Tempa życia nie zwolnił nawet wtedy, gdy okazało się, że jest chory na serce. Podczas swej wizyty w Nowym Jorku w październiku 1979 św. Jan Paweł II nazwał arcybiskupa Sheena „wiernym synem Kościoła”. Zmarł on 9 grudnia tegoż roku w swej nowojorskiej kaplicy przed Najświętszym Sakramentem.

Jego zwłoki złożono w krypcie pod głównym ołtarzem katedry św. Patryka w Nowym Jorku, skąd 27 czerwca br., na prośbę jego bratanicy Joan Sheen Cunningham przewieziono je do nowego grobowca w katedrze w Peorii.

W 2002 rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. 28 czerwca 2012 roku Benedykt XVI zatwierdził dekret o heroiczności cnót arcybiskupa, a 5 lipca 2019 Franciszek podpisał wspomniany dekret uznający cud za wstawiennictwem sługi Bożego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wilno: uroczystości pogrzebowe uczestników powstania styczniowego

2019-11-22 18:07

kos / Wilno (KAI)

Z udziałem prezydentów Litwy Gitanasa Nausėdasa i Polski Andrzeja Dudy, w Wilnie odbyły się uroczystości pogrzebowe 20 uczestników powstania styczniowego. Trumny ze szczątkami poległych zostały złożone w odnowionej kaplicy na wileńskiej Starej Rossie. Pochowani w niej zostali m. in. Konstanty Kalinowski, przywódca powstania na Litwie oraz gen. Zygmunt Sierakowski, jeden z dowódców insurekcji. Uroczystości poprzedziła Msza św. sprawowana w archikatedrze wileńskiej pw. św. Stanisława i św. Władysława przez abp. Gintarasa Grušasa, metropolitę wileńskiego.

Mszę św. koncelebrowali polscy, litewscy, białoruscy i łotewscy biskupi oraz księża i kapelani wojskowi. Obecni byli m.in. abp Tadeusz Kondrusiewicz, metropolita archidiecezji mińsko-mohylewskiej na Białorusi oraz biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek. Eucharystię poprzedził apel wojskowy.

Podczas uroczystości pogrzebowych pochowani zostali: Konstanty Kalinowski, gen. Zygmunt Sierakowski, Bolesław Kołyszko, ks. Rajmund Ziemacki, Julian Leśniewski, Albert Laskowicz, Józef Jabłoński, Aleksander i Józef Rewkowscy, Karol Sipowicz, Jan Bieńkowski, Jan Marczewski, Edward Czapliński, Mieczysław Dormanowski, Ignacy Zdanowicz, Tytus Dalewski, Henryk Makowiecki, Władysław Nikolai, Kazimierz Syczuk i Jakub Czechan.

Trumny ze szczątkami zostały złożone przed ołtarzem katedry. Dwie z nich, gen. Zygmunta Sierakowskiego i Konstantego Kalinowskiego zostały okryte czerwonymi flagami z odwzorowaniem pieczęci powstania styczniowego, na której znalazły się Orzeł Biały, Pogoń oraz św. Michał Archanioł. Przed rozpoczęciem Mszy św. wieńce przy trumnach przywódców powstania złożyli prezydenci Polski i Litwy.

W homilii abp. Gintaras Grušas przypomniał, że powstanie styczniowe było walką prowadzoną nie tylko za „naszą i waszą wolność”, ale także walką o godność. Podkreślił, że wolność należy do wartości, które chrześcijaństwo ceni najwyżej. – Walka o wolność nigdy nie jest zbyteczna – powiedział.

Metropolita wileński przywołał postacie gen. Zygmunta Sierakowskiego, ks. Antoniego Mackiewicza oraz słowa Konstantego Kalinowskiego, bohaterów powstania styczniowego. Podkreślił, że pozostawione przez nich świadectwa „są głębokim przesłaniem silnej wiary w sens walki”. – Nadziei, która przewyższa wydarzenia teraźniejszości, świadectwem spojrzenia w przyszłość, której sami nie doświadczyli – przekonywał.

Arcybiskup wskazywał, że często podkreślamy zasługi przywódców powstania, jednak nie można zapomnieć o innych jego uczestnikach, „którzy zginęli albo zostali deportowani”. – Wszyscy oni stali się kamieniem węgielnym naszej wolności. Ich śmierć miała sens, dziś musimy im podziękować za wolność – zachęcał abp Gintar Grušas.

Kaznodzieja podkreślił, że „nadzieja jest transcendentną Bożą cnotą, która pozwala wytrwać we własnych decyzjach pomimo trudów, prześladowań, a nawet pomimo groźby śmierci”. Przywołał fragment Listu do Filipian: „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować”. – Dziękując tym żołnierzom za poświęcenie życia za naszą wolność i dokonując ich chrześcijańskiego pochówku módlmy się o miłosierdzie Boże dla nich – zaapelował.

Przed błogosławieństwem głos zabrał bp Józef Guzdek, który podkreślił, że „są czyny, których ocena mimo zmieniających się okoliczności jest zawsze pozytywna”. – Należą do nich walka o wolność i sprawiedliwość. Od wybuchu powstania styczniowego minęło już ponad 150 lat, a my nadal pamiętamy o jego uczestnikach – powiedział. Ordynariusz Wojskowy zwrócił uwagę, że „wspólna modlitwa w obecności najwyższych władz państwowych świadczy o tym, że ten powstańczy czyn oceniamy jednoznacznie, pozytywnie”. – Naszych przodków połączyła walka o wolność i sprawiedliwość. Walczyli pod wspólnymi sztandarami „W imię Boga za naszą i waszą wolność” – powiedział.

Dodał, że „wspominając przeszłość i zjednoczenie wokół idei walki o wolność miejmy coraz większą świadomość wspólnej odpowiedzialności za przyszłość i harmonijną współpracę naszych narodów”. – Razem pielęgnujmy i rozwijajmy gen wolności, który został zaszczepiony w każdym z nas, a pogłębiony wraz z przyjęciem chrześcijańskiej wiary, wszak „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1). Obyśmy tej wolności nigdy nie utracili. Niech Maryja, Matka Miłosierdzia z Ostrej Bramy, wyprasza u Boga potrzebne łaski! Niech nam Bóg błogosławi! – powiedział.

Abp Kondrusiewicz przypomniał, że powstańcy byli przedstawicielami różnych narodów i wyznań, ale wszyscy walczyli z caratem o wolność swoich narodów. Przywołał postać Konstantego Kalinowskiego, „syna narodu białoruskiego, przywódcę ruchu narodowo-wyzwoleńczego, publicystę i poetę oraz szlachetnego człowieka, który wyróżniał się niezwykłą siłą ducha i był jednym z przywódców powstania”. – Konstanty Kalinowski należy do naszej historii jako ten, który uświadamiał sobie, że Białorusini są osobnym narodem, mającym prawo do samostanowienia. W nim i jego współtowarzyszach widzimy swoisty altruizm, oddanie i uświadomienie własnej godności – powiedział. Dodał, że choć powstanie nie odniosło spodziewanego zwycięstwa, to odcisnęło swój wkład w historii narodów.

Zwierzchnik katolików na Białorusi zwrócił uwagę, że dzisiejsze uroczystości nie są rozdrapywaniem ran, ale „okazją do spojrzenia i zrozumienia konsekwencji braku miłości bliźniego i poszanowania praw człowieka otrzymanych od Boga”. – Symboliczne, że pogrzeb szczątków powstańców odbywa się w Wilnie – mieście miłosierdzia Bożego. Swoimi modlitwami towarzyszymy poległym powstańcom i polecamy ich dusze miłosiernemu Bogu – powiedział.

Prezydent Litwy Gitanas Nausėdas podkreślił, że odnalezienie powstańców i ich ponowny pochówek jest okazją „do ponownego spojrzenia w przeszłość” i „przemyślenia XIX-wiecznej historii Litwy i całego regionu”. – Pozwoli lepiej zrozumieć jej złożoność i godniej uplasować powstanie w naszej pamięci historycznej – powiedział. Dodał, że idee za które walczyli powstańcy są aktualne do dziś a ich ofiara nie była daremną.

Prezydent Andrzej Duda powiedział, że uroczystość jest uczczeniem bohaterów powstania styczniowego. – Spotkaliśmy się pod znakiem Orła Białego, Pogoni i św. Michała Archanioła – godłami Polski, Litwy i Rusi, które widnieją na pieczęci Rządu Narodowego. Zryw 1863 roku skierowany był przeciwko imperium carów, które zniszczyło nasze wspólne państwo i zniewoliło nasze narody – podkreślił.

Jak zauważył powstanie styczniowe „było ostatnim akordem tej przepięknej symfonii różnych kultur, języków i wyznań, jaką niegdyś rozbrzmiewała dawna Rzeczpospolita”.

Zwrócił uwagę, że odnalezieni przez archeologów powstańcy styczniowi zostali wrzuceni przez Rosjan do zbiorowych dołów śmierci, a ich ręce były skrępowane. – Dobrze znamy ten charakterystyczny barbarzyński obyczaj, kontynuowany „od białego do czerwonego caratu”. Dodał, że „wszyscy oni – zarówno ci sprzed 150 lat, jak też ci sprzed 70 lat – są dla naszych narodów bohaterami wolności”.

– W osobach bohaterów, którzy dziś otrzymują wreszcie należny im godny pochówek, składamy hołd wszystkim uczestnikom zrywu 1863 roku. Był to wspólny bój wielu narodów dawnej Rzeczypospolitej – powiedział. Zauważył, że „upamiętniamy naszych historycznych bohaterów, ale robimy to, myśląc nie o przeszłości, lecz – ze względu na wspólną przyszłość”. – Łączy nas wspólnota doświadczeń i wartości, z których najważniejszą jest – dla nas wszystkich – wolność. Łączy nas również dzień dzisiejszy: partnerska współpraca, aspiracje i dążenia. Wreszcie, łączy nas właśnie przyszłość: aby była ona dobra i pomyślna, musimy opierać się na zasadzie solidarności, przyjaźni i wzajemnej pomocy – zaapelował.

Prezydent Duda zakończył swoje wystąpienie apelem o jedność krajów regionu. – Jedność narodów Europy Środkowej to niezbędny, niezawodny i najmocniejszy fundament i gwarancja wolności, suwerenności, siły i niepodległości naszych państw. I głęboko, mocno wierzę, że właśnie w tym duchu będziemy nadal działać, razem budując szczęśliwą Europę Środkową Wielu Narodów – powiedział.

Głos zabrał także Ihar Pietryszenko, wicepremier Białorusi, który wyraził wdzięczność za umożliwienie uczestniczenia w uroczystości Białorusinom. – Jestem przekonany, że kaplica na Rossie stanie się miejscem, gdzie będą przychodzić Polacy, Litwini, Białorusini, aby mogli oddać hołd swoim bohaterom – powiedział.

Po zakończeniu Mszy św. spod katedry wileńskiej wyruszył kondukt pogrzebowy. Procesja przeszła ulicami Wilna na cmentarz na Starej Rossie. Kondukt przeszedł przez Ostrą Bramę. Przejściu przez miasto towarzyszyły pieśni śpiewane w językach litewskim, polskim i białoruskim. Powstańcom styczniowym w ich ostatniej drodze towarzyszyli prezydenci Polski i Litwy, przedstawiciele rządów, m.in. premier Polski Mateusz Morawiecki, parlamentarzyści z Polski, Litwy, Łotwy, Ukrainy i Białorusi, wojskowa asysta honorowa, duchowni oraz mieszkańcy Wilna. Przemarszowi towarzyszył dźwięk dzwonów kościołów wileńskich.

Po przybyciu na cmentarz, trumny ze szczątkami dowódców i uczestników powstania styczniowego zostały wniesione do kaplicy na Starej Rossie, gdzie nastąpiło ostatnie pożegnanie. Wejściu na cmentarz towarzyszyły salwy honorowe oddane na cześć bohaterów powstania styczniowego.

Następnie odbyło się poświęcenie krypt odnowionej kaplicy, modlitwy oraz umieszczenie w krypcie przez żołnierzy kompanii honorowej trumienek ze szczątkami powstańców.

***

W latach 1863–1864 na placu Łukiskim w Wilnie władze carskie dokonały z rozkazu generał-gubernatora Michaiła Murawjowa serii egzekucji przywódców i uczestników powstania styczniowego. Pierwszy śmierć poniósł ks. Stanisław Iszora (3 czerwca 1863 r.). Generała Zygmunta Sierakowskiego ps. „Dołęga”, przywódcę powstania styczniowego na Żmudzi, stracono 15 czerwca 1863 r. Konstantego Kalinowskiego zamordowano zaś z wyroku zaborczych władz 22 marca 1864 roku. Wyrok na nim wykonano jako na ostatnim z grupy kilkudziesięciu skazańców. Ciała powstańców Rosjanie ukryli, choć w powszechnej świadomości mieszkańców Wilna trwała pewność co do złożenia ich na Górze Giedymina, na której od czasów cara Mikołaja I znajdowało się więzienie.

Pochówki powstańców zostały odkryte w 2017 r. w trakcie prowadzenia prac archeologicznych. Powstańców odnaleziono złożonych bez trumien i ze związanymi rękoma. Badania genetyczne potwierdziły tożsamość pogrzebanych tam bohaterów powstania styczniowego. Odnaleziono szczątki 20 powstańców.

Uroczystościom pogrzebowym towarzyszy wystawa „Przebudzenie. Historia powstańców odnalezionych na Górze Giedymina”, prezentująca zdjęcia, archiwalia oraz fotografie z prac archeologicznych, podczas których zostały odnalezione szczątki powstańców styczniowych. Zaprezentowane zostały przedmioty znalezione przy szczątkach: medaliki, krzyżyki, guziki, klamra oraz obrączka ślubna Zygmunta Sierakowskiego z napisem na stronie wewnętrznej: „Zygmund Apolonija 11 Sierpnia/30 Lipca 1862 r.”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem