Reklama

Franciszek: prześladowania ceną za świadectwo wiary

2016-05-02 12:55

st (KAI) / Watykan / KAI

Grzegorz Gałązka

Duch Święty daje nam siłę, abyśmy byli świadkami Jezusa również pośród prześladowań, tych wielkich, kiedy trzeba oddać swoje życie i mniejszych – kiedy stajemy się ofiarami plotek i krytyki – powiedział Ojciec Święty podczas dzisiejszej Eucharystii w Domu Świętej Marty.

Komentując pierwsze dzisiejsze czytanie (Dz 16,11-15), mówiące o chrzcie Lidii i całego jej domu papież zauważył, że krótko przed niedzielą Pięćdziesiątnicy liturgia szczególnie podkreśla działanie Ducha Świętego.

„Ta kobieta coś poczuła w swoim wnętrzu, co kazało jej powiedzieć: «To prawda! Zgadzam się z tym, co mówi ten człowiek, który daje świadectwo o Jezusie Chrystusie. To prawda, co on mówi!». Któż poruszył serce tej kobiety? Kto jej powiedział: «Słuchaj, bo to prawda?» To właśnie Duch Święty, który pozwolił tej kobiecie odczuć, że Jezus jest Panem; że w słowach Pawła jest zbawienie; sprawił, że ta kobieta usłyszała świadectwo. Duch daje świadectwo o Jezusie. Za każdym razem gdy odczuwamy w sercu, że coś nas przybliża do Jezusa, to wówczas Duch Święty w nas działa” – powiedział Franciszek.

Następnie papież zauważył, że w dzisiejszej Ewangelii (J 15,26-16, 4a) Jezus zachęca uczniów, aby się nie gorszyli, bo świadectwo niesie za sobą prześladowania. Od małych prześladowań plotek, krytyk po wielkie prześladowania, których pełna jest historia Kościoła, które prowadzą chrześcijan do więzienia czy nawet do ofiary ze swego życia. Zresztą Pan Jezus mówi wyraźnie: „Wyłączą was z synagogi. Owszem, nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu” (J 16,2).

Reklama

„Chrześcijanin, z mocą Ducha Świętego, daje świadectwo, że Pan żyje, że Pan zmartwychwstał, że Pan jest wśród nas, że Pan celebruje z nami swoją śmierć, zmartwychwstanie, za każdym razem gdy zbliżamy się do ołtarza. Chrześcijanin daje też świadectwo, wspomagany przez Ducha Świętego w swoim codziennym życiu, poprzez swój styl działania. Jest to nieustanne świadectwo chrześcijanina. Ale wiele razy to świadectwo powoduje ataki, prowokuje prześladowania” – stwierdził Ojciec Święty.

Papież zauważył, że Duch Święty, który pozwolił nam poznać Jezusa jest tym samym, który nas pobudza, aby dać Go poznać innym, nie tyle słowami, ile poprzez świadectwo życia.

„Warto prosić Ducha Świętego, aby wszedł do naszego serca, abyśmy dawali świadectwo o Jezusie; powiedzieć Jemu: Panie, abym się nie oddalił od Jezusa. Naucz mnie tego, czego nauczał Jezus. Przypomnij mi to, co powiedział i czynił Jezus a także pomóż mi nieść świadectwo tych rzeczy... Niech światowość, rzeczy łatwe, to co pochodzi wręcz od ojca kłamstwa, księcia tego świata, grzech, nie oddalają mnie od tego świadectwa” – zakończył swoją homilię Franciszek.

Tagi:
Franciszek

Papież Franciszek pielgrzymuje do Bułgarii

2019-04-25 12:34

Alina Petrowa-Wasilewicz i Krzysztof Tomasik (KAI) / Sofia

Franciszek w dniach 5-7 maja udaje się z wizytą apostolską do Bułgarii i Macedonii, krajów, w których prawosławni przeważają i w których katolicy są niewielką mniejszością. Hasło bułgarskiej pielgrzymki „Pacem in terris” – „Pokój na świecie”, nawiązuje do encykliki św. Jana XXIII pod tym samym tytułem. W Macedonii zaledwie dziesięciogodzinnemu pobytowi Ojca Świętego będzie przewodzić werset z Ewangelii św. Łukasza: „Nie bój się, mała trzódko”. Będzie to 29. podróż zagraniczna papieża Bergoglio. Papieska wizyta nie jest tylko "wewnętrzną sprawą" Kościoła katolickiego w Bułgarii, ale dotyczyć będzie także prawosławnych, przedstawicieli innych wyznań i niewierzących – wszystkich Bułgarów.

Grzegorz Gałązka

Druga wizyta papieża

Wizyta Franciszka odbędzie się siedemnaście lat po pielgrzymce Jana Pawła II, który przebywał tam w dniach 23-26 maja 2002 r. Wówczas było to przede wszystkim potwierdzenie obecności Kościoła katolickiego w Bułgarii, który dwanaście lat po wyjściu z totalitarnej komunistycznej opresji powoli i mozolnie leczył swoje rany. Zarazem był to kolejny ważny krok ku odbudowywaniu zaufania ze strony miejscowego prawosławia, wreszcie historyczne przypomnienie Bułgarom, że są w Europie – a ich wschodnia duchowość i tożsamość kulturowa są cennym elementem wspólnego chrześcijańskiego dziedzictwa kontynentu. Na papieża oczekiwali w szczególności bułgarscy katolicy. Przyjazd Jana Pawła II był dla nich nie tylko wielkim przeżyciem, ale przede wszystkim hołdem głowy Kościoła katolickiego dla męczeństwa, jakie Kościół tego kraju przeszedł podczas totalitarnej komunistycznej nocy. Najbardziej dobitnym tego wyrazem ze strony papieża była beatyfikacja trzech kapłanów bułgarskich – męczenników z okresu komunistycznych prześladowań religijnych. Byli to księża asupmcjoniści: Piotr (Petyr) Wiczew, Paweł Dżidżow i Jozafat Sziszkow.

Mały, dynamiczny Kościół

Katolicy w Bułgarii, w odróżnieniu od sąsiedniej Rumunii czy Serbii, zawsze stanowili mniejszość wyznaniową. W liczącej niewiele ponad siedem milionów mieszkańców Bułgarii jest ich około 60 tys., stanowią więc zaledwie niecały procent ogółu populacji. Według danych spisu powszechnego z 2011 roku niemal 60 proc. Bułgarów określiło się jako wyznawcy prawosławia, 22 proc. nie zadeklarowało swej przynależności religijnej, 9 proc. określiło się jako ateiści, 8 proc. jako muzułmanie, 0,9 proc. – protestanci.

Ściśle ze sobą współpracującą Międzyobrzędową Konferencję Biskupów tworzą: bp Christo Projkow, zwierzchnik liczącej ok. 10 tys. wiernych diecezji obrządku bizantyjsko-słowiańskiego, bp Georgi Jowczew – ordynariusz diecezji sofijsko-płowdiwskiej i bp Petko Christow – ordynariusz diecezji nikopolskiej. Każda diecezja liczy średnio od 20 do 25 parafii, a w niektórych miastach istnieje od dwóch do czterech, a nawet więcej kościołów katolickich.

Największe skupiska katolickie nie są w Sofii, ale głównie w Płowdiwie i leżących nieopodal miasteczku Rakowski oraz wioskach Bełozem, Duwanlij i Żitnicy. W diecezji północnej katolicy są bardziej rozproszeni – mieszkają w Ruse, Plewen, Belene, wioskach Asenowo, Bardarski Geran, Orjachowo. Co ciekawe, do dzisiaj bułgarscy katolicy mówią specyficznym dialektem nazywanym "katoliszkim", czyli "językiem katolickim". Bp Georgi Jowczew, ordynariusz diecezji sofijsko-płowdiwskiej, który mając 31 lat został biskupem, jest jednym z trzech biskupów pochodzących z dzielnicy Rakowskiego, Sekirowa. Z humorem mówi, że w Bułgarii żeby zostać biskupem trzeba spełnić warunki, tzw. trzech "s". Kandydat musi być obdarzony "sapientia" - "mądrością", "sanctus" – świętością i pochodzić z "Sekirowo". Nie są to słowa bez pokrycia – dwóch jego poprzedników również pochodziło z Sekirowo.

Znaczna część osób, które chodzą do kościoła katolickiego, ma korzenie prawosławne lub jako dorośli podjęli konwersję. Są do tego intensywnie przygotowywani. Najczęściej są to osoby z wyższym wykształceniem. W samym 2018 r. przeszło do Kościoła katolickiego osiem dorosłych osób, wśród których był m. in. profesor uniwersytetu i znany krytyk filmowy. Jak zauważa bp Christo Projkow, w ostatnich latach przed upadkiem komunizmu prawdziwym fenomenem był fakt, że wielu intelektualistów zbliżyło się do Kościoła katolickiego obrządku wschodniego jak choćby filozof i religioznawca prof. Władimir Gradew oraz profesor literatury klasycznej Ana Nikołowa. Oboje z Uniwersytetu Sofijskiego im. Św. Klemensa z Ochrydy. "Oni i do dziś praktykują i dzięki nim zbliżyło się do Kościoła wielu innych naukowców. Oni chcą być katolikami, ale pozostać w bułgarskiej tradycji i obrzędowości. Dlatego wybierają Kościół obrządku wschodniego, bo Bułgarzy identyfikują się z tradycją Kościołów na Wschodzie" – wyjaśnia bp Projkow.

"Dla Bułgarów jest to bardzo trudne, gdyż dla nich być Bułgarem to być prawosławnym. Wyznanie i narodowość wyznaczają ich tożsamość. Uważają, że przechodząc na katolicyzm, utracą część bułgarskiej tożsamości. Tym bardziej, że lubią manifestować swoją bułgarskość, m. in. wywieszając narodowe flagi na domach, kultywują narodowe pieśni i tańce, darzą szacunkiem swój język i alfabet – cyrylicę, której twórcami byli święci Cyryl i Metody" – mówi proboszcz sofijskiej parafii katedralnej pw. św. Józefa, polski kapucyn o. Jarosław Babik.

Kościół bułgarski ma nieliczne, ale własne bułgarskie powołania. Jest kilka nowicjuszek u sióstr eucharystynek oraz kilku kleryków w seminariach duchowych, kształcących się za granicą, głównie w Rzymie, ale także na Słowacji i w Polsce. W sumie w Bułgarii jest 40 księży i 117 osób konsekrowanych – 78 zakonnic i 39 zakonników. Wśród nich są polscy kapucyni, zmartwychwstańcy, pasjoniści, salezjanie i asumpcjoniści. W parafiach powstały lub po latach terroru zostały odnowione wspólnoty ruchów zrzeszających świeckich: Trzeci Zakon św. Franciszka, Ruch Focolari, Trzeci Zakon św. Dominika, Droga Neokatechumenalna, Wspólnota Sant' Egidio. Ich członkowie bardzo ożywiają życie parafialne, angażują się w formację wiernych, pomagają księżom w pracy duszpasterskiej.

Co roku w sierpniu ojcowie kapucyni organizują w wiosce Bełozem zloty młodzieżowe, w których bierze udział ok. 250 osób z całej Bułgarii, łącznie z prawosławnymi. Młodzież modli się, słucha chrześcijańskiego rocka i szuka odpowiedzi na najważniejsze pytania, które stawiają sobie ludzie w tym wieku. Parafia św. Franciszka z Asyżu w 4,5-tysięcznym Bełozem liczy 700 osób. "U nas między większością prawosławną, Romami i nami panuje religijna tolerancja i nie mamy żadnych problemów" – zapewnia o. Ełko Terzijski, który całą swoją formację kapłańską odbył w Polsce. W 2009 r. przyjął święcenia kapłańskie i jest pierwszym kapucynem – Bułgarem od zakończenia II wojny światowej. Parafialna Caritas prowadzi stołówkę dla ubogich. Dziennie wydaje ok. 70 obiadów oraz zaopatruje w żywność biedne rodziny.

Stałym problemem bułgarskiego Kościoła są finanse. Wspólnota katolicka, tak jak większość obywateli kraju, jest uboga. Zakaz wstępu na wyższe uczelnie w czasach komunistycznych doprowadził do tego, że katolicy są jedną z najuboższych grup wyznaniowych w Bułgarii. Wierni nie są w stanie finansować Kościoła. Utrzymują się dzięki solidarności organizacji zagranicznych, takich jak Kirche in Not czy Renovabis, ale są też lokalni biznesmeni, którzy wspomagają konkretne projekty.

Państwo w ogóle nie pomaga katolikom. W efekcie przyjętego w 2018 r. nowego prawa wyznaniowego tylko muzułmanie i prawosławni mogą liczyć na dotacje państwowe, zaś katolicy, protestanci, żydzi, Ormianie, są dyskryminowani, ponieważ ich liczba nie przekracza 1 proc. obywateli, a tylko powyżej tego poziomu można otrzymać państwową dotację. Bp Projkow zwraca uwagę, że ustawa dyskryminuje tradycyjne bułgarskie wyznania religijne, w tym Kościół katolicki i uważa, że powinny one być proporcjonalne do liczby członków danej wspólnoty, niezależnie od jej wielkości. Problemem są także obiekty, które w czasach komunistycznych zagrabiło państwo, a obecnie, na mocy ustawy o zwrocie mienia kościelnego, powróciły zdewastowane do dawnych właścicieli. Księża diecezjalni i zakonnicy muszą je remontować, tracąc cenny czas, który powinni przeznaczyć na ewangelizację.

Ponadto bułgarskie duchowieństwo zaangażowane jest w prowadzenie katechizacji dzieci, młodzieży i dorosłych. W bułgarskich szkołach odbywają się lekcje religii, ale są one fakultatywne. Dzieci rodzin chrześcijańskich uczą się Biblii, z rodzin muzułmańskich – Koranu, a z rodzin ateistycznych – mają zajęcia z etyki.

W misji Kościoła dużą rolę odgrywają środki przekazu. Dzięki internetowi można ewangelizować, pomagać ludziom w drodze do nawrócenia, a Kościół jest dobrze zadomowiony w tej międzynarodowej sieci. Swoje strony mają zarówno poszczególne diecezje, jak i wiele parafii, liczni świeccy są obecni na portalach społecznościowych. Ponadto Kościół prowadzi własne programy w radiu i telewizji i korzysta z nich z okazji ważnych świąt i dla przedstawienia swego stanowiska w istotnych sprawach społecznych.

Wobec problemów społecznych

Franciszek przyjedzie do Bułgarii w gorącym czasie politycznym przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Choć sytuacja ekonomiczna w kraju jest lepsza, a bezrobocie, w porównaniu z poprzednimi latami, spadło, to jak zwraca uwagę bp Projkow nie można twierdzić, że życie zwykłych ludzi jest odczuwalnie lepsze, a drożyzna zmalała. "Jest wielu bardzo biednych ludzi, obszar ubóstwa nie skurczył się w sposób odczuwalny. Brakuje klasy średniej, za to jest grupa bardzo bogatych ludzi – rozwarstwienie jest ogromne" – zaznacza bp Projkow. Bułgaria jest najuboższym krajem Unii Europejskiej. Ubóstwo i nierówności społeczne dotykają przede wszystkim najmłodszych i najstarszych członków społeczeństwa, zwłaszcza należących do mniejszości etnicznych bądź mieszkający na prowincji, często praktycznie odciętej od większych ośrodków. Na ich potrzeby odpowiada Caritas Bułgarii. Niedaleko Sofii od lat pracuje centrum dla samotnych matek i niepełnosprawnych, po stolicy krąży ambulans, udzielający pomocy narkomanom. Wiele parafii prowadzi kuchnie dla ubogich.

Mówiąc o sprawach społecznych bp Projkow zwraca uwagę przede wszystkim na rodzinę, która – jak zauważył – poddana jest dziś bardziej niż kiedykolwiek przedtem, „twardym próbom”. „Jesteśmy świadkami ataków ze wszystkich stron” – ubolewa dodając, że m.in. próbuje się odrzucić tożsamość i godność rodziny, sprowadzając ją do zwykłego współżycia partnerów. Jednocześnie zaznacza, że opinia publiczna nadal postrzega rodzinę jako związek mężczyzny i kobiety, czego przykładem była dyskusja i odrzucenie ratyfikacji Konwencji Stambulskiej, a tutejsze ustawodawstwo nie uznaje za małżeństwa związków osób tej samej płci.

Inne problemy to liczne rozwody i coraz większe wpływy sekularyzacji, szerzącej się szczególnie wśród młodych, która podważa podstawy nierozerwalności małżeństwa, a nawet samą potrzebę zawierania go. Prawo bez większych przeszkód dopuszcza aborcję, reklamuje się środki antykoncepcyjne. Pragnąc zaradzić tej sytuacji, Kościół katolicki organizuje kursy przygotowania do małżeństwa, okresowe spotkania rodzin, katechizację dorosłych i spotkania formacyjne dla młodzieży.

Ponadto duża część społecznych problemów jest wspólna dla wszystkich krajów europejskich: konsumpcjonizm, relatywizm moralny, hedonizm, brak poczucia podstawowych wartości w życiu ludzkim; ale są też problemy typowo „bułgarskie”, odziedziczone po reżymie komunistycznym, np. powszechna nieznajomość religii i to nawet wśród tych, którzy uważają się za chrześcijan.

Relacje z prawosławiem

Relacje katolików z prawosławnymi zależą od konkretnego środowiska. W życiu codziennym wśród świeckich panuje otwartość i życzliwość. Także z księżmi prawosławnymi relacje są pozytywne, szczególnie w małych miejscowościach i na wioskach. "Na tym poziomie jest wiele kontaktów i współpraca w realizacji wspólnych projektów kwitnie, np. w Caritas na rzecz ubogich" – zaznacza bp Projkow.

Jeśli chodzi o hierarchię, wszystko zależy od konkretnego biskupa. Biskup sofijski Polikarp jest wobec katolików otwarty i serdeczny. Podobnie patriarcha Bułgarskiego Kościoła Prawosławnego Neofit (Dimitrow) jest życzliwy. Gdy był biskupem Ruse często gościł u tamtejszego ordynariusza diecezji nikopolskiej, bp Petko Christowa. Z kolei z niektórymi innymi hierarchami prawosławnymi kontakt jest trudny. Najbardziej niechętny katolikom jest biskup płowdiwski Nikołaj. Zdaniem bp. Jowczewa wśród prawosławnych można spotkać bardzo często postawy gorliwych i fanatycznych "zelotów", szczególnie wśród hierarchów i w środowiskach zakonnych. "Moim zdaniem nie można ich nazwać autentycznymi chrześcijanami prawosławnymi. To oni nawołują, żeby papież nie odwiedzał soboru Aleksandra Newskiego, żeby patriarcha Neofit nie spotykał się z Ojcem Świętym, żeby nazywać go tylko biskupem Rzymu, a nie broń Boże, Ojcem Świętym. Są fundamentalistyczne grupy prawosławnych, na szczęście nieliczne, które zamierzają protestować przeciwko papieskiej wizycie" - mówi bp Jowczew.

Bułgarski Kościół Prawosławny jest od dawna znany ze swej postawy antyekumenicznej, a zwłaszcza antykatolickiej. W 1995 r. wystąpił ze Światowej Rady Kościołów i Konferencji Kościołów Europejskich na znak sprzeciwu wobec nadmiernej – jego zdaniem – protestantyzacji i upolitycznienia obu tych instytucji, a także wprowadzania tam takich elementów jak kapłaństwo kobiet czy uleganie ideologii feminizmu w teologii. BKP przez wiele lat sprzeciwiał się przyjazdowi Jana Pawła II do Bułgarii a gdy w maju 2002 r. mimo wszystko na zaproszenie władz świeckich odwiedził ten kraj, Patriarchat Bułgarski starał się pomniejszyć rangę tego wydarzenia, zaś niektórzy hierarchowie dopuścili się nawet niechętnych gestów wobec delegacji watykańskiej.

"Jeśli chodzi o kontakty na poziomie hierarchii, to z naszej strony decyzje muszą być podejmowane kolegialnie przez Synod naszego Kościoła. W dialogu teologicznym oraz ruchu ekumenicznym nasz Kościół nie bierze udziału. Dotyczy to nie tylko katolików, ale także innych Kościołów chrześcijańskich. Nasi wierni, wykształceni teologicznie, wiedzą, kto ma sukcesję apostolską, a kto nie. I oczywiście w naszych relacjach jest wielka wartość, bo katolicy mają zachowaną sukcesję apostolską" - mówi bp. Gerazym, sekretarz generalny Świętego Synodu Biskupów BKP. Z drugiej strony podkreśla, że Bułgarzy są tolerancyjni i nigdy nie dochodziło do gorących sporów na tle religijnym. "Miejscowi katolicy są po prostu swoi, dlatego nie ma żadnego problemu w relacjach między wiernymi obu naszych Kościołów. Znam taką wioskę Nowo Dełczewo na południu kraju, w której są dwie cerkwie. Jedna jest prawosławna, druga unicka i cała społeczność żyje od pokoleń zgodnie, nie ma tam napięć na tle wyznaniowym" – mówi bp Gerazym.

Ekumenizm życia

Jak zauważa bp Projkow, gdy do Bułgarii docierają wpływy z Zachodu dotyczące etyki i moralności, destabilizacji małżeństwa i rodziny, które nie są akceptowane, wówczas spontanicznie powstaje wspólny front sprzeciwu, w który angażują się wszyscy chrześcijanie.

"Wypracowują wspólne stanowiska i ich bronią. Tak było z próbą legalizacji eutanazji. W Bułgarii eutanazja została odrzucona po protestach wiernych z różnych Kościołów. Podobnie ze związkami jednopłciowymi. Mocny front sprzeciwu powstał także wobec prób ratyfikacji Konwencji Stambulskiej, zmobilizowali się wówczas wierni ze wszystkich wspólnot religijnych i ostatecznie została odrzucona" – mówi bp Projkow.

Hierarcha z uznaniem mówi o współpracy z chrześcijanami innych Kościołów. Z protestantami, których liczbę ocenia się na ponad 100 tys. stosunki są bardzo dobre. Najlepiej między sobą porozumiewają się osoby świeckie, które organizują różne akcje charytatywne na rzecz ubogich. Jedną z najważniejszych inicjatyw ekumenicznych jest coroczny Marsz na rzecz Życia i Rodziny. Jest to inicjatywa obywatelska Kościołów: katolickiego, ewangelickiego i prawosławnego, która odbywa się od 2016 r. w pięciu największych miastach Bułgarii: Sofii, Płowdiwie, Warnie, Burgas i Ruse i jest chrześcijańską odpowiedzią na "paradę równości". Jego głównymi organizatorami są dr Bogdan Penew, koordynator marszu z ramienia Kościoła katolickiego, lider prawosławnych, Nikołaj Kolew i ewangelik Iwajło Tinczew, prezes antyaborcyjnego Stowarzyszenia Wybór Życia. Zaprojektowali plakaty, tiszerty, na facebooku zrobili kampanię. Marsz z udziałem ponad 2,5 tys. osób, który co roku szeroko relacjonowany jest w mediach, organizuje federacja trzech organizacji "Społeczeństwo i wartości", która chce bronić małżeństwa i rodziny a łączą je chrześcijańskie wartości. Federacja bardzo aktywnie protestowała także przeciwko ratyfikacji Konwencji Stambulskiej. Skutecznie, gdyż nie została ona ratyfikowana przez Bułgarię.

Katolicy mają bardzo dobre relacje także z wyznawcami islamu, którzy po części są etnicznymi Bułgarami i nazywani są pomakami. Część z nich to Turcy. Mieszkają w Rodopach, w Smoljan, w Silistrze nad Dunajem, Razgrad i innych miejscowościach. "To pokojowo nastawiona grupa, jest ich około miliona. Tuż przed upadkiem komunizmu miał miejsce ponury epizod przymusowej zmiany przez komunistyczny rząd imion i nazwisk bułgarskich muzułmanów, co spowodowało wielkie napięcie i część z nich wyjechała do Turcji. Po 1989 r. wrócili do Bułgarii i są ludźmi, z którymi można spokojnie koegzystować" – mówi bp Projkow.

Oczekiwania

"Wizyta w naszym kraju jest oczekiwana i będzie dobrze przyjęta, zarówno przez władze państwowe, jak i samorządowe. Przewidziane jest także spotkanie papieża z Synodem naszego Kościoła. Postaramy się odwzajemnić jego świeży i serdeczny stosunek do wszystkich ludzi" – mówi bp Gerazym.

Dla Eleny Penew, profesora Uniwersytetu Sofijskiego im. św. Klemensa z Ochrydy i członkini dominikańskiej fraterni św. Katarzyny Aleksandyjskiej, pielgrzymka papieża będzie impulsem nie tylko dla Kościoła w Bułgarii, ale i dla całego kraju, w tym niewierzących. "Franciszek robi na nich wrażenie, umie przemawiać do ludzi prostym i jasnym językiem" – zaznacza.

Historia bułgarskiego katolicyzmu

Katolicy w Bułgarii zawsze byli mniejszością. W roku 865 bułgarski władca, książę Borys I, przyjął chrzest z rąk patriarchy Konstantynopola. Decyzję podjął po długim okresie wahania i pod naciskiem potężnego sąsiada – Imperium Bizantyjskiego. Wcześniej książę prowadził korespondencję z patriarchą Konstantynopola i papieżem Mikołajem I. Ostatecznie Bułgaria związała się z chrześcijaństwem wschodnim, przejmując sztukę, liturgię i duchowość od sąsiadów (ale kultywując liturgię w staro-cerkiewno-słowiańskim), zaś wspólnota katolicka była nieliczna i skupiona w kilku miastach. Jednym z nich było miasteczko Cziprowci i kilka okolicznych wiosek, gdzie w XIV w. osiedlili się górnicy i hutnicy z Saksonii, a także Sofia i Weliko Tyrnowo, gdzie istniały kolonie kupców z Dubrownika. Budowali oni kościoły i dbali o to, żeby mieć stałą opiekę duszpasterską. Gdy pod koniec XIV w. królestwo bułgarskie dostało się w niewolę Imperium Ottomańskiego, kontakty z Rzymem były utrudnione. Rozpoczęła się głęboka, trwająca 500 lat izolacja Bułgarii od reszty Europy.

Kolejna grupa katolików pojawiła się na terenach bułgarskich pod koniec XVI w. Przekazy historyczne mówią o konwersjach w Równinie Dunaju i w Bułgarii południowej, gdzie żyje większość tzw. katolików paulicjańskich. Byli oni potomkami paulicjan, których herezja powstała w VII w. w Armenii. Część z nich została zesłana jeszcze w czasach panowania Imperium Bizantyjskiego do Tracji i nad Dunaj, na obecne ziemie bułgarskie. Dotarł do nich franciszkanin z Bośni Piotr Solinatus (1565-1623). Dzięki jego pracy ewangelizacyjnej paulicjanie przyjęli katolicyzm. Choć nieliczna, wspólnota katolicka istotny sposób przyczyniła się do rozwoju kultury narodowej. Biskup Petyr Parczewicz (1612-1674) był wybitnym dyplomatą, zabiegającym na europejskich dworach (także polskim) o wyzwolenie swojego kraju. W Wenecji na zamówienie katolików wydano pierwszą drukowaną książkę, młodzi Bułgarzy studiowali w Rzymie. W tym okresie utrwalił się zwyczaj, który przechował się przez stulecia – katolicy pisali po bułgarsku łacinką. Ten zaczątek renesansu kultury zakończył się tragicznie. W 1688 r. w Cziprowci i okolicznych wsiach wybuchło powstanie przeciw okupantom tureckim. Powstanie zostało krwawo stłumione – ludność bestialsko wymordowana, uprowadzona w jasyr, tylko nielicznej grupie udało się przeprawić przez Dunaj i osiedlić w Banacie na dzisiejszym pograniczu węgiersko-serbskim. Kościół katedralny w Cziprowci został zrównany z ziemią. Nastąpił okres stagnacji i kryzysu. Dopiero w 1841 r. włoscy ojcowie kapucyni założyli placówkę misyjną w Płowdiwie. Po latach nieobecności pierwszym biskupem sofijsko-płowdiwskim został o. Andrea Canova.

Gdy w XIX w. zaczęła krystalizować się świadomość narodowa Bułgarów, zaczęli oni dążyć do utworzenia narodowej, niezależnej od patriarchy Konstantynopola, Cerkwi narodowej. W 1860 r. część prawosławnych o sympatiach prozachodnich, przystąpiła do unii z Rzymem, która została zerwana po porwaniu przez agentów rosyjskich pierwszego prymasa abp. Josifa Sokołskiego. Rok wcześniej w mieście Kukusz w Macedonii także została zawarta unia z Rzymem. Potomkowie unitów z Kukusz osiedlili się w Bułgarii po krwawym stłumieniu powstań przeciw tureckiej okupacji, które wybuchły na początku XX w.

Normalne warunki rozwoju wspólnot katolickich zostały stworzone dopiero po wyzwoleniu Bułgarii w 1878 r. Choć byli nieliczną grupą, traktowaną z rezerwą przez prawosławnych rodaków, księża, zakonnicy i zakonnice katoliccy zakładali szkoły, szpitale, jadłodajnie. W niewielkim 6-milionowym kraju prowadzili dziewięć kolegiów na najwyższym poziomie europejskim, przyczyniając się do europeizacji opóźnionego cywilizacyjnie kraju, od lat 20. ub. wieku wydawali regularnie pismo "Istina", książki i broszury.

Wspólnota katolicka okrzepła duchowo i organizacyjnie w latach 20. i 30. XX w. dzięki wsparciu abp. Angelo G. Roncallego, ówczesnego delegata apostolskiego w Bułgarii, późniejszego papieża Jana XXIII, który tu pracował w latach 1925-1935. To on nawiązał kontakty z rozproszonymi unitami, unormował ich status w Kościele i skonsolidował wiernych obu obrządków. Do dziś czują się oni jednością i parafianie kościoła obrządku łacińskiego w Sofii uczestniczą we Mszy grekokatolickiej w świątyni pw. Zaśnięcia Bogurodzicy, wierni znają oba obrządki, katechizują i pracują w obu parafiach.

W czasie swojej posługi abp Roncalli nieraz powtarzał, że Kościół wzrasta najintensywniej na glebie nasączonej krwią męczenników. Czas męczeństwa nadszedł wraz z nastaniem reżimu komunistycznego, a większość jego ofiar papież Jan XXIII znał osobiście. W latach komunizmu zamknięto szpitale i szkoły katolickie, skonfiskowano mienie kościelne. Pokazowe procesy księży, zakonników i świeckich, przetoczyły się w latach 1949-1953. Bp diecezji nikopolskiej Ewgeni Bosiłkow (1900-1952) został oskarżony o „szpiegostwo na rzecz Watykanu” i zamordowany w sofijskim więzieniu, a informacja o jego śmierci została potwierdzona przez władze bułgarskie dopiero w 1975 roku. Bp Bosiłkow został ogłoszony w 1998 r. pierwszym katolickim błogosławionym bułgarskim. Bp diecezji sofijsko-płowdiwskiej Iwan Romanow zmarł w więzieniu kilka miesięcy po swoim procesie. Dla bułgarskich katolików rozpoczął się czas biernego oporu i heroizmu. Pozbawieni księży, przekazywali wiarę w ukryciu, z niezrozumiałym dla reszty rodaków uporem.

Podczas swej wizyty Jan Paweł II beatyfikował trzech innych zamordowanych w okresie komunistycznym kapłanów bułgarskich. Byli to księża asupmcjoniści: Piotr (Petyr) Wiczew, Paweł Dżidżow i Jozafat Sziszkow.

Alina Petrowa-Wasilewicz i Krzysztof Tomasik

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. prof. Krzysztof Pawlina: seminaryjna formacja księży nie wystarcza

2019-04-24 12:55

Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Życie pokazuje, że seminaryjna formacja księży nie wystarcza; "Dzisiaj mentalność młodzieży zmienia się tak szybko, że młody człowiek, który przyszedł do seminarium, po sześciu latach już młodych ludzi nie rozumie" - mówi w rozmowie z KAI ks. prof. Krzysztof Pawlina, rektor Papieskiego Wydziału Teologii w Warszawie.

Archiwum PWTW
Uczelnie dzisiaj bardzo często przekazują tylko informacje, nie interesują się formacją człowieka – mówi ks. prof. Krzysztof Pawlina

Ks. prof. Krzysztof Pawlina: Badania pokazują, że młodzi ludzie szukają duchowości, że jest w nich dostrzegalna tęsknota za Bogiem, a z drugiej strony jest ich coraz mniej w Kościele, jakby ten Kościół nie był dla nich miejscem spotkania z Bogiem. Dlatego uznałem, że warto przemyśleć, jak przygotować albo „przebudować” część duszpasterzy po to, żeby tę tęsknotę za Bogiem młodzi mogli zrealizować. Bo najwidoczniej coś z nami, duszpasterzami, jest nie tak, skoro nie potrafimy znaleźć wspólnego języka albo nie potrafimy być dobrymi świadkami, a może nie mamy właściwych narzędzi. To pokazuje konieczność dobrego przygotowania duszpasterzy do profesjonalnej pracy z młodzieżą, która stanowi przecież specyficzną, niejednorodną i ciągle zmieniającą się grupę.

KAI: Nieprzypadkowo zbiega się to chyba z niedawnymi Światowymi Dniami Młodzieży, synodem o młodych czy publikacją adhortacji „Christus vivit”…

- Tak, nasza Szkoła Duszpasterzy Młodzieży jest po prostu odpowiedzią Papieskiego Wydziału Teologicznego, a więc uczelni papieskiej, na głos i prośbę samego papieża. Adhortacja sama nie przełoży się na życie. Miałem jeszcze jedną motywację – w ubiegłym roku na rzymskiej Salezjanie [Uniwersytet Salezjański - przyp. KAI] uczestniczyłem w sympozjum na temat młodzieży. Około 600 uczestników, w większości ze szkół salezjańskich. Wygłosiłem tam referat, a podczas tego kilkudniowego pobytu przyszła mi do głowy myśl, że w Polsce nie ma ośrodka akademickiego zajmującego się duszpasterstwem młodzieży. Ta myśl dręczyła mnie, aż uznałem, że nasza uczelnia może to zrobić.

- A formacja seminaryjna nie wystarcza do bycia dobrym duszpasterzem, również młodzieży?

- Życie pokazuje, że nie wystarcza. Dzisiaj mentalność młodzieży zmienia się tak szybko, że młody człowiek, który przyszedł do seminarium, po sześciu latach już młodych ludzi nie rozumie. Nam się tylko wydaje, że ich rozumiemy i mamy jakieś propozycje, które odpowiadają na ich zapotrzebowania. Po drugie, uważam, że ogólne przygotowanie seminaryjne jest dziś niewystarczające do pracy z młodzieżą. Młodym trzeba zaproponować coś więcej niż tylko duszpasterstwo, jakie mamy dzisiaj w parafii. To, co kiedyś może pomagało ludziom zbliżyć się do Pana Boga, dla młodego pokolenia dziś bywa po prostu nudne. Jeśli się dzisiaj do młodego człowieka nie wyjdzie z takim narzędziem, które go dotyka, to Kościół może sobie opowiadać wiele rzeczy, ale to nie będzie dla młodych przystępne.

- Wielu z nas, duszpasterzy, ma takie przekonanie, że mamy Ewangelię, dobrą nowinę, i to jest niezmienny skarb w Kościele, który wystarczy tylko głosić. Jednak młode pokolenie ma inne podejście. Dla dzisiejszej młodzieży prawdziwe jest to, co użyteczne, co działa. Ewangelia w takim bezpośrednim dotknięciu tak szybko nie działa. I tu następuje rozejście się dwóch dróg – księży, którzy mówią: „nie przejmujmy się, róbmy swoje, kiedyś to zadziała” i pokolenia młodych ludzi, którzy mówią: „to nie działa, chyba nie jest prawdziwie, więc zostawmy to”. Nie wystarczy posiąść prawdę, trzeba jeszcze wiedzieć, co z nią zrobić. To jest zadaniem duszpasterzy w pracy z młodzieżą i to jest zadanie naszej Szkoły Duszpasterzy: co zrobić z Ewangelią, żeby to, co jest skarbem, skarbem się ujawniało?

- Myśli Ksiądz, że duszpasterze będą tu chętnie przychodzić? Skoro, jak Ksiądz zauważył, uważają, że dobrze sobie radzą?

- Jest wielu ludzi w Polsce, wielu księży, którym zależy na młodym pokoleniu. Są też ludzie, którzy ciągle się czegoś uczą. Większości chyba rzeczywiście wystarcza to, co wynieśli np. ze studiów. I szkoda. Bo dzisiaj świat tak się zmienia, że w każdej dyscyplinie ktoś, kto przestaje pracować, przestaje w ogóle czuć, co się dzieje w życiu. Dzisiaj, żeby czuć życie, trzeba się ciągle rozwijać, trzeba się uczyć. Nasza szkoła nie jest tylko dla pasjonatów, ale też jest głosem sumienia dla tych, co nic nie robią. Bo dzisiaj powinno nas zaboleć, że młodzi ludzie zostawiają Kościół i nie chcą słuchać duszpasterzy. Pomijam problemy moralne czy skandale, które się pojawiły ostatnio, to nie one decydują o ciekawości i skuteczności Ewangelii. One mówią czasem o naszej biedzie. Uważam natomiast, że jest wielu księży w Polsce, którzy szukają sposobu, jak skutecznie dotrzeć do młodych. Dla nich ta szkoła może być wielką pomocą.

- Co będzie w niej atrakcyjnego? Czego ci duszpasterze nie znajdą w podręcznikach?

- To nie jest szkoła z wykładami, to jest szkoła z warsztatami. Dlatego nie chcę przyjąć wielu ludzi. Zależy mi na dwóch małych grupach warsztatowych, gdzie chętni będą uczyć się relacji z ludźmi, będą mogli przepracować samego siebie, żeby nie być tylko jakimś liderem czy coachem, ale człowiekiem Boga. Dlatego oprócz warsztatów psychologicznych będzie także część modlitewna. Ona z kolei nie będzie polegała na uczeniu się jakichś formuł, a będzie wprowadzeniem w taką modlitwę, którą nasz absolwent może zaproponować młodym ludziom. I trzeci taki filar, na którym opiera się Szkoła Duszpasterzy, to po prostu „oprzyrządowanie” w języku przepowiadania. Język, który młodzież dzisiaj zna, pochodzi często ze świata wirtualnego, z mass mediów. Natomiast kazania, które my głosimy, wydają się im często jakby nie z tego świata. Stąd język i sposób przepowiadania są bardzo ważne. Również w kwestii spowiedzi młodych ludzi dzisiaj. Kolejna rzecz, która dotyczy życia duchowego: jak je w ogóle prowadzić? Jak towarzyszyć w tym młodemu człowiekowi? Duszpasterz w naszej szkole zdobędzie narzędzia do pracy z młodymi ludźmi, żeby móc im efektywnie i rozwojowo służyć.

- Co duszpasterze wyniosą z warsztatów psychologicznych?

- Będzie na nich poruszona kwestia budowania relacji, ale również odkrywania potrzeb młodego człowieka, odkrywania emocji i odpowiadania na nie. Nie zabraknie też problemów trudnych i delikatnych – młode pokolenie dzisiaj gubi sens życia, wielu młodych ludzi jest w depresji, rośnie liczba samobójstw. Dlaczego? Bo świat, w którym żyją, przestał być ciekawy i nie widzą szerszych horyzontów. Jak dostrzec takie niepokojące stany u młodych, jak im pomóc, gdzie skierować?

- Kim są prowadzący?

- Są wśród nich biskupi i księża, którzy już mają doświadczenie, prowadzą dobre duszpasterstwa młodzieży; są psychologowie; są osoby prowadzące np. dominikańską Szkołę Kaznodziejstwa z Łodzi, jest ekipa portalu Stacja7.pl, która również przygotowywać będzie do przepowiadania. Nie zabraknie okazji do wymiany doświadczeń z osobami, które osiągnęły już konkretne sukcesy, są profesjonalistami. Jeszcze raz zaznaczę – to nie będzie teoretyczna, a bardzo praktyczna szkoła.

- A czy w tej szkole też jest jakaś przestrzeń dla świeckich liderów wspólnot?

- Na razie nie. Rozpoczynam od księży, ale nie wykluczam, że na listy rezerwowe zapiszę siostry zakonne albo ludzi świeckich. Księża są priorytetem, bo oni dzisiaj potrzebują pomocy. Księża potrzebują pomocy, żeby młodzieży pomóc.

- Ksiądz od lat naukowo zajmuje się m.in. religijnością młodych.

- Badam kondycję religijną młodego pokolenia, ich cele życiowe. Mam pewne rozeznanie, kim młodzi ludzie są, piszę o młodych ludziach i do młodych ludzi. I pomyślałem, że w końcu warto coś dla nich zrobić w praktyce. Ta szkoła pośrednio jest właśnie dla młodych ludzi, formujemy księży dla nich. Oczywiście łatwiej byłoby mi napisać książkę niż stworzyć szkołę. Jest to produkt autorski zespołu z Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie. Zdobyta teoretyczna wiedza i doświadczenie stanowią pewną bazę dla tej szkoły, ale my tu nie chcemy księżom mówić, kim młodzież jest, tylko jak sprawić, by Jezus był ich przewodnikiem życia, żeby młodzi ludzie załapali sens. To jest o tyle ważne, że środowisko wiary może być takim środowiskiem zastępczym, gdy młodzi ludzie nie mają żadnej bezpiecznej i rozwojowej przestrzeni dla siebie.
Chciałbym, żeby młodzi zobaczyli, że są księża, którzy prowadzą ich nie tylko na poziomie horyzontalnym, ale prowadzą ich głębiej, bo oni tego potrzebują. Młodzi księża też muszą sobie powiedzieć, że jeśli chcą swoje kapłaństwo ofiarować, to trzeba się zdecydować na stracenie swojego czasu. Bo dzisiaj młodych ludzi najbardziej pociąga duszpasterz, który po prostu dla nich jest, towarzyszy im, siedzi i z nimi rozmawia, a oni wiedzą, że mogą do niego przyjść. Tak jak Chrystus w tabernakulum który jest obecny 24 godziny na dobę i każdy, kto chce, może do Niego przyjść. Takiego duszpasterza ja chciałbym mieć jako młody człowiek. Takiego księdza, do którego się idzie ze wszystkim: po radę, po towarzyszenie, żeby się czymś podzielić.
Myślę, że te wszystkie akcje ogólnopolskie, ogólnoparafialne, są ważne wtedy, kiedy istnieje więź osobista z Bogiem. I my się bardzo często nastawiamy na jakieś fajerwerki, gubiąc tę podstawową tkankę - budowanie relacji ludzko-boskich. I tutaj jest bardzo potrzebne inne spojrzenie, że dziś nie potrzeba happeningów - potrzeba człowieka dla człowieka. Księdza, duchownego dla człowieka, który się uczy życia. Dlatego dziś taka potrzeba zrozumienia, że efektywność dla duchowości nie opiera się na czymś zewnętrznym, ale na czymś wewnętrznym. I to wewnętrzne zrozumienie, co się powinno zrobić, jest dla tej szkoły zasadnicze.

- Tymczasem starsi, również księża i duszpasterze, często narzekają na młodych, wskazują jako odnośnik swoje czasy...

- Młodzi ludzie się gubią. Ale to nie znaczy, że oni są źli. Brakuje wskazań, kierunków. I jak teraz prowadzić duszpasterstwo, które nie jest narzucaniem, ale towarzyszeniem? Jak tworzyć spotkania, które są propozycją, a nie naganianiem ludzi do czegoś? Dziś też młodzi ludzie potrzebują wspólnot. I my jako duchowni musimy wiedzieć, że nie chodzi tylko o wspólnotę dla sympatycznego spędzania czasu i zagłuszania samotności, ale wspólnoty kościelnej, eklezjalnej – wspólnoty, która żyje dla Boga i żyje Bogiem. Budowanie wspólnoty na chwałę Boga jest czymś więcej niż zorganizowaniem gry w piłkę albo pogranie na gitarze. Jeśli któremuś z księży chodzi właśnie o takie pełne oddania życie kapłańskie, to ta szkoła jest propozycją, jak rozwinąć takie pragnienie w sobie, utrzymać je i realizować.

- Jest psychologia, jest kwestia języka, kaznodziejstwo. A jak z liturgią?

- Jednym z elementów tej szkoły są pewne formy modlitewne i liturgiczne. Widzimy, że są ośrodki, które są bardzo mocne liturgicznie, gdzie przyciąga ludzi modlitwa kontemplacyjna, modlitwa liturgiczna ze śpiewem, który wprowadza pewien klimat. I taką propozycję pokażemy. Ale jestem na tyle realistą, że nie da się tego w pełni zrobić w każdej parafii. Bo do tego trzeba mieć zaplecze, trzeba mieć ludzi. Chcę pokazać księżom, że taki sposób bycia Kościołem staje się miejscem, do którego ludzie przychodzą. Kościół buduje Kościół. Jest na pewno dziś problem kontemplacji, liturgii, która wprowadza w życie i kazań będących prawdziwym pokarmem dla ducha. Młodzi ludzie chętnie wchodzą w coś, czego świat nie daje, a świat nie daje ciszy, nie daje piękna liturgii i nie daje pięknego słowa. To są elementy, które wprowadzają w inną przestrzeń. I jeśli to się potrafi organizować, to ktoś, kto przychodzi do Kościoła, odnajduje się bliżej Boga, w innym świecie. I tego chcielibyśmy nauczyć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bielawa: „Paczka dla Aleppo”

2019-04-25 12:48

ako / Bielawa / KAI

W Bielawie zakończyła się zbiórka pieniędzy na pomoc najbardziej potrzebującym w dotkniętej wojną Syrii. Po raz pierwszy oddział Caritas przy parafii Wniebowzięcia NMP włączył się w akcję Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie -„Paczka dla Aleppo”. Zebrano 5 tys. złotych.

Archiwum Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie
Krajem, w którym rozgrywa się największy dramat humanitarny ostatnich lat, jest Syria

Chrześcijanie powinni pomagać chrześcijanom – wskazał ks. dr Daniel Marcinkiewicz, opiekun bielawskiego Caritas: - Wraz z wolontariuszami wpadliśmy na pomysł, żeby w Wielką Sobotę zebrać fundusze na Aleppo, na rodziny chrześcijańskie, które bardzo potrzebują naszej pomocy. Jesteśmy świadomi, że chrześcijanie powinni pomagać chrześcijanom – mówił ks. Daniel Marcinkiewicz.

„Paczka dla Aleppo” to akcja Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Ma na celu zbiórkę pieniędzy na najpotrzebniejsze produkty w Syrii.

Podczas akcji zebrano 5 tys. zł. Poprzez Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie pieniądze zostaną przekazane na zakup potrzebnych produktów w Syrii. - Chcemy zaprosić ks. prof. Waldemara Cisło i przekazać symboliczny czek, dla tych najbardziej potrzebujących – powiedział ks. Marcinkiewicz.

Również w Wielką Sobotę wolontariusze Oddziału Caritas działającego przy parafii Wniebowzięcia NMP w Bielawie wydali blisko 200 paczek żywnościowych najbardziej potrzebującym.

Parafialny Oddział Caritas w Bielawie od 20 lat prowadzi działalność charytatywną. Organizuje liczne akcje, a zebrane fundusze przeznacza na pomoc osobom najbardziej potrzebującym z terenu całego miasta. Opiekunem lokalnego Caritas jest ks. dr Daniel Marcinkiewicz.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem