Reklama

„Marana tha, Przyjdź, Panie Jezu!” (1)

Ks. Daniel Brzeziński
Edycja płocka 48/2003

Nowy rok liturgiczny rozpoczynamy Adwentem, szczególnym czasem, w którym wołanie z Apokalipsy św. Jana Apostoła o rychłe przyjście Chrystusa przemawia do naszej świadomości bardziej niż w innych okresach roku kościelnego.
Sam termin adventus w starożytnym Rzymie oznaczał oficjalny przyjazd, odwiedziny urzędnika państwowego po objęciu urzędu. W znaczeniu religijnym adwent był corocznym przybywaniem bóstwa do świątyni. Filokalus, autor słynnego kalendarza chrześcijańskiego z IV w., użył słowa „adwent” na określenie dnia wstąpienia Konstantyna na tron cesarski. W chrześcijaństwie nazwa „adwent” stała się terminem oznaczającym przyjście Chrystusa na ziemię: zarówno to pierwsze przyjście, w ludzkim ciele, 2000 lat temu, jak i powtórne przyjście w chwale, przy końcu świata. Od V w. adwent oznacza również czas przygotowania poprzedzający uroczystość Bożego Narodzenia.
Zgodnie z nowym, posoborowym Kalendarzem Rzymskim z 1969 r., Adwent rozpoczyna się od pierwszych nieszporów I Niedzieli Adwentu, która przypada 30 listopada lub jest najbliższa tego dnia, kończy się natomiast 24 grudnia przed pierwszymi nieszporami uroczystości Narodzenia Pańskiego. Adwent w liturgii rzymskiej obejmuje cztery niedziele. Zauważmy, że nie zawsze muszą to być cztery pełne tygodnie: IV Niedziela Adwentu może przypadać 24 grudnia, tak jak na przykład zdarzyło się w roku 2000 i wtedy Adwent trwa zaledwie trzy tygodnie.
Mówimy, że Adwent to czas radosnego oczekiwania na przyjście Chrystusa. A zatem, skoro jest to oczekiwanie radosne, to dlaczego w okresie Adwentu dominuje fioletowy kolor szat liturgicznych, a podczas niedzielnych Mszy św. opuszcza się hymn Chwała na wysokości Bogu?
Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w historii liturgii. Otóż Adwent kształtowały dwie tradycje: gallikańska i rzymska. Pierwsza z nich istniała na terenach dzisiejszej Hiszpanii i Francji. Tam właśnie już od IV w. obchodzono specjalny okres przygotowania do uroczystości Bożego Narodzenia. Przeżywano go jednak tak jak Wielki Post: Adwent posiadał charakter pokutny i ascetyczny. Pierwotnie w liturgii gallikańskiej Adwent byt czasem przygotowania na uroczystość Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego. Trwał trzy tygodnie i rozpoczynał się 17 grudnia. W wieku V okres ten przedłużono do czterdziestu dni na wzór Wielkiego Postu i rozpoczynano 11 listopada, czyli we wspomnienie św. Marcina z Tours (+397), a kończono w wigilię Bożego Narodzenia. Stąd wzięła się nazwa Adwentu: Quadragesima sancti Martini (Czterdziestnica św. Marcina). W wiekach VIII i IX, szczególnie w niektórych zakonach, przyjęły się jeszcze inne terminy rozpoczynania Adwentu: 30 października, 24 września, a nawet 14 września, czyli w święto Podwyższenia Krzyża. Adwent gallijski kształtował się pod wpływem misjonarzy iroszkockich, którzy w wiekach VI i VII na terenach ówczesnej Europy szczególnie mocno podkreślali nieuniknione powtórne przyjście Chrystusa w dniu Sądu Ostatecznego. Przeżywanie Adwentu w konsekwencji przybrało formę pokuty i przygotowania na powtórne przyjście Chrystusa na ziemię, chociaż III Niedziela Adwentu, od pierwszego słowa łacińskiej antyfony mszalnej Gaudete (Radujcie się) zwana jest niedzielą radości, a jej liturgia jest sprawowana w pogodnym, różowym ornacie, a nie - jak w pozostałe niedziele Adwentu - w szatach koloru fioletowego.
Tradycja rzymska pochodzi z wieku VI. Wydaje się, że jeszcze za czasów papieża Leona Wielkiego (+ 461) przygotowanie do Bożego Narodzenia w Kościele zachodnim nie było znane. Gdy wprowadzono Adwent w Rzymie, początkowo obejmował on sześć niedziel. Od czasów papieża Grzegorza Wielkiego (+ 604) skrócono go do czterech niedziel. Rzymska liturgia adwentowa raczej nie posiadała elementów mówiących o powtórnym przyjściu Zbawiciela na ziemię. Była radosnym oczekiwaniem na uroczystość Bożego Narodzenia, bez praktyk pokutnych, ze śpiewem Alleluja czy Te Deum laudamus.
W średniowieczu obydwie te tradycje łączą się. Do liturgii rzymskiej przedostaje się wiele elementów kultury i liturgii franko-germańskiej, m.in. pokutne i eschatologiczne rozumienie Adwentu. Stąd bierze się Adwent: rzymski w swojej liturgicznej strukturze i gallikański w swojej ascezie.

Liberalny dziennik portugalski: chrześcijaństwo najbardziej zwalczaną religią na świecie

2019-04-24 20:27

mz (KAI/Publico) / Lizbona

Liberalny dziennik lizboński "Público" zwraca uwagę, że chrześcijaństwo jest obecnie najbardziej zwalczaną religią na świecie. Nawiązując do wielkanocnych zamachów na Sri Lance gazeta podkreśla, że choć terroryzm dotyka głównie wyznawców islamu, to jednak celowe prześladowania ze strony decydentów politycznych uderzają dziś w wyznawców chrześcijaństwa.

Bożena Sztajner/Niedziela

"Najwięcej aktów terrorystycznych, w których giną ludzie, dokonuje się w państwach muzułmańskich. Z kolei zaplanowane zwalczanie religii prowadzone jest z największą siłą wobec chrześcijaństwa. Programowo zwalczają je liczące się kraje świata, jak Arabia Saudyjska czy Chiny" – odnotował dziennik.

W tym kontekście wskazał na Afrykę i Azję jako kontynenty, na których chrześcijanie są obecnie najbardziej prześladowani. "Wielu dyktatorów, a także radykalnych organizacji atakuje tam chrześcijan, postrzegając ich niekiedy jako przedstawicieli świata zachodniego" – czytamy w gazecie.

Według najnowszych ustaleń w wyniku przeprowadzonych w Niedzielę Wielkanocną 21 kwietnia zamachów w Sri Lance zginęło co najmniej 359 osób, w większości chrześcijan a ponad 500 zostało rannych. W obu tych grupach było prawie 40 cudzoziemców. Terroryści-samobójcy dokonali serii ataków na dwa kościoły katolickie i jeden protestancki oraz na cztery luksusowe hotele. Po zamachach władze kraju oskarżyły o ich przeprowadzenie miejscową organizację islamistyczną National Thowheeth Jana'ath (NTJ), wskazując, że sprawcy korzystali z pomocy zagranicznej siatki terrorystycznej. 23 bm. odpowiedzialność za ataki wzięło na siebie Państwo Islamskie (IS).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Ryś o kard. Dziwiszu: zawsze mogłem na niego liczyć

2019-04-26 14:22

maj / Łódź (KAI)

- Jako krakowski biskup pomocniczy, wiedziałem, że zawsze mogę na niego liczyć, że w każdej sytuacji znajdę w nim oparcie– tak o współpracy z kard. Dziwiszem w Krakowie mówi abp Grzegorz Ryś. Zwraca też uwagę, że kard. Dziwisz jest nieocenionym źródłem wiedzy o Janie Pawle II i jak nikt inny potrafi mówić o tym, jaki był i jak przeżywał wiarę. Jutro, 27 kwietnia, kard. Stanisław Dziwisz kończy 80 lat.

BP KEP

- Ten rodzaj wiedzy, jaki Ksiądz Kardynał ma o Ojcu Świętym Janie Pawle II jest jakimś niezwykłym bogactwem. 40 lat spędzili ze sobą. Kard. Dziwisz potrafi, jak nikt inny, pokazywać papieża jako osobę, od strony jego prywatnie przeżywanej wiary, modlitwy osobistej – zwraca uwagę abp Ryś.

W tym kontekście wspomina, że to, co ze świadectw kard. Dziwisza najbardziej zapadło mu w pamięć to relacja, że Jan Paweł II przez całe życie nie opuścił Godziny Świętej, czyli, że w każdy czwartkowy wieczór spędzał godzinę na modlitwie myślnej przy Panu Jezusie.

Metropolita łódzki wyraża nadzieję, że kard. Dziwisz jeśli chodzi o wspomnienia o Janie Pawle II nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Przypomniał o oczekiwanej, obiecanej przez niego publikacji Dzienników 27 lat pontyfikatu.

Apb. Ryś wspomina też kard. Dziwisza jako jego współpracownik – mianowany przez niego na rektora seminarium w Krakowie a następnie z jego inicjatywy – na biskupa pomocniczego krakowskiego.

- „Wierność Księdza Kardynała” – to pierwsze słowa, które przychodzą mi na myśl na opisanie tej współpracy. Miałem pewność, że zawsze mogę na niego liczyć, ze zawsze znajdę w nim oparcie. To dla biskupa pomocniczego, zwłaszcza początkującego – jest niesłychanie ważne – mówi abp Ryś.

- Robiliśmy w Krakowie różne rzeczy. Nie wszystkie były jakoś powszechnie akceptowane, jak np. Echo Asyżu, mocno krytykowane przez wielu publicystów katolickich. – Wielu z nich „harcowało” wtedy po mnie. Pamiętam wtedy taką wypowiedź Księdza Kardynała: „proszę nie harcować po biskupie Rysiu. Ja jestem biskupem w Krakowie i to ja jestem patronem Echa Asyżu. Beze mnie to się nie dzieje” – wspomina abp Ryś.

- Tak było zawsze. Jako biskup miałem ogromne poczucie oparcia o biskupa diecezji . Co nie oznacza, że nie było między nami jakichś różnic zdań, czy nawet czasami sporów. Tym bardziej budzi mój ogromny szacunek, że przy tych różnicach mieliśmy absolutne poczucie wspólnej pracy i jedności w działaniu. A ja miałem poczucie takiego oparcia, jakiego każdemu życzę – podkreśla metropolita łódzki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem