Reklama

Maria Leonia Nastał - Służebnica Boża (1)

Adriana Śmigiel
Edycja przemyska 2/2004

Jaką drogą podążać do świętości? To pytanie zadaje sobie każdy z nas - człowiek XXI w. zagubiony na rozdrożach dróg. Odpowiedzi może nam udzielić służebnica Pańska Maria Nastał, w pozostawionych po sobie dziennikach i listach, w których czytamy:
„Zdaje mi się, że niemowlęctwo duchowe to najkrótsza droga ku niebu, że jest to posunięcie się o jeden szczebel wyżej niż droga dziecięctwa duchowego, a raczej zstąpienie o jeden szczebel niżej (T. II, 7). (...) Czuję się mniej niż dzieckiem, bo niemowlęciem, które samo niezdolne jest do niczego, zdane jest zupełnie na wolę tych, którzy nad nimi czuwają. Tak pragnę każdy akt życia wewnętrznego uzależnić od Boga, od mojej Matki Niepokalanej i od tych, którzy mi na ziemi zastępują Jezusa” (T. I, 43).
Ta niezwykła osoba, bliska ludziom, Bogu, Maryi - Matce Jezusa obchodziła 100-lecie swoich urodzin 8 listopada 2003 r. Życiem swoim udowodniła, że można stać się podobnym do Jezusa.
Siostra Leonia przyszła na świat w Starej Wsi - wiosce położonej na Pogórzu Dynowskim, w pobliżu małego miasteczka Brzozowa na Podkarpaciu. Myślę, że warto nadmienić, iż ta przepiękna i malownicza kraina, na której swoje pierwsze kroki stawiała mała Marysia, chlubi się przepiękną barokową bazyliką Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Należałoby również wspomnieć, że w pięknej i bogatej w architekturę bazylice znajduje się słynący cudami obraz Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. W rodzimej miejscowości s. Leonii znajdują się dwa klasztory. Pierwszy z nich to klasztor księży Jezuitów, którzy sprawują pieczę nad sanktuarium i prowadzą duszpasterstwo parafialne. Drugim szczególnym miejscem jest dom generalny i formacyjny Sióstr Służebniczek, założony przez bł. Edmunda Bojanowskiego, który poświęcił całe swoje życie służbie opuszczonym dzieciom, chorym, biednym i najbardziej potrzebującym.
Maria Nastałówna uwierzyła miłości odwiecznej już od początku swojej drogi ku świętości, jaką podążała przez swoje życie. Wędrówka ta była ciężka, wymagała dużo wyrzeczeń i trudu. Maria pochodziła z biednej rodziny małorolnych gospodarzy - Franciszka i Katarzyny Nastałów. Miała starszą siostrę Stefanię i młodszego brata Stanisława. Swoje dzieciństwo spędziła w trudnych warunkach materialnych pod zaborem galicyjskim. Doświadczyła biedy i niedostatku, który towarzyszył jej rodzinie. Ojciec małej Marysi, wskutek szerzącej się nędzy i braku podstawowych środków do życia, wyemigrował za chlebem do Ameryki. Przebywał tam 18 lat, chcąc utrzymać przy życiu rodzinę. Dwukrotnie odwiedził rodzimy kraj, ale na krótko. Obowiązek i ciężar wychowywania dzieci spoczywał na matce, która dzielnie radziła sobie z przeciwnościami losu. Dbała o życie religijne swoich dzieci przez rozmowę o Bogu, czytanie Pisma Świętego i wspólny pacierz. Głównym źródłem utrzymania całej rodziny było małe gospodarstwo rolne i pomoc ludziom w pracach domowych. Dobra i kochająca matka wywarła duży wpływ na ukształtowanie się wnętrza duchowego przyszłej Służebniczki, która podkreśliła to w pozostawionych po sobie dziennikach: „Bóg sam był od dzieciństwa moim wychowawcą. Pociągał mnie do siebie, wewnętrznie działał we mnie. Równocześnie jednak dał mi anioła opiekuńczego w mojej matce, która przykładem swoim i modlitwą zwracała mą duszę ku Stwórcy”.
Ogromną rolę w życiu Marysi odegrała również religijna atmosfera parafii starowiejskiej. Stanowiła zdrowy i mocny fundament życia moralnego Nastałówny. Duchowa opieka księży Jezuitów, którzy prowadzili duszpasterstwo na wysokim poziomie, akcje katolickie i charytatywne, praca Służebniczek wśród dzieci w ochronce i szkole, do której uczęszczała, stanowiły solidny filar jej życia moralnego: „W ochronce czułam się dziwnie onieśmielona. W czasie pogadanek nie spuszczałam oczu z Siostry, starając się zapamiętać wszystko i wszystko zrozumieć (...). Toteż po powrocie z ochronki opowiadaniom moim nie było końca” (T. I, 8).
Z usposobienia była żywym i energicznym dzieckiem, które nieraz wybuchało gniewem. Jednocześnie nie zapominała o pracy nad sobą, chcąc upodabniać się do Chrystusa. Rozwijała i poszerzała zdolności, w które wyposażyła ją natura. Była humanistką z uczuciową i wrażliwą duszą, kochającą to, co piękne i dobre, a odrzucającą zło. Muzyka i twórczość literacka była nieodłączną częścią jej życia. W jej wierszach, inscenizacjach i przedstawieniach teatralnych na plan pierwszy wysuwał się motyw Maryi i Chrystusa. To Im powierzała losy narodu polskiego, nawrócenie grzeszników, prace misyjne Kościoła świętego i samą siebie.
Taka mała... a wielka duchem - trzyletnia dziewczynka z nietypowym marzeniem: „Nie miałam jeszcze trzech lat, kiedy sąsiadka zbliżyła się do gromadki bawiących się dzieci i zapytała każde z osobna, czym które będzie w przyszłości. Ja będę panią, ja gospodynią - padają odpowiedzi. - A ja będę zakonnicą - odpowiedziałam twardymi zgłoskami (...) Nigdy w swoim życiu nie zmieniłam tego zdania, mimo prób ogniowych, przez jakie w życiu przejść musiałam” (T. I, 4). Ogromnym przeżyciem wewnętrznym tak wrażliwej osoby, była długoletnia walka z ojcem Franciszkiem, który za wszelką cenę próbował odwieść córkę od życia zakonnego, kategorycznie odmawiając udzielenia zgody na wstąpienie do klasztoru. Wszelkimi sposobami próbował odwrócić zainteresowania córki włączając ją w życie towarzyskie, które dla niej nie miało większej wartości. Skromna i posłuszna, w samotności przeżywała swoje rozterki, dzieląc się nimi jedynie z najbliższą koleżanką, pisząc do niej: „Tatuś nie chce się przychylić do mojego zamiaru. Ile razy wspomnę o tym, to się gniewa, nie tylko na mnie, ale mści się na biednej mamusi. (...) Nie mogę znieść cierpienia mamusi, nie mogę znieść niezgody w domu. Czekam na Pana...” (T. IX, 33-34). Na nieugiętą postawę ojca nie miały nawet wpływu interwencje ze strony sąsiadów. Franciszek nie potrafił pogodzić się z tym, że Bóg powołał Marysię do swojej służby na ziemi. Analogicznym przykładem cierpiącego ojca był renesansowy humanista - Jan Kochanowski. Podobnie jak Nastał, nie umiał pogodzić się z wolą Boga, która odebrała mu malutką córeczkę do służby w niebie. Los pokrzyżował plany życiowe obu ojców i zamiary względem dzieci.
Cierpliwość i całkowite zaufanie Bogu i Jego Matce pozwoliły przetrwać Leonii 8 lat ogromnych cierpień, które targały jej duszą zanim osiągnęła upragniony cel - z dniem 31 grudnia 1925 r. wstąpiła do klasztoru, uzyskując tak długo oczekiwane błogosławieństwo ojca. Nowy 1926 r. otwierał nową epokę w życiu Nastałówny: „Przez cały dzień tonęłam w szczęściu Bożym (...). Jakże szczęśliwą się czułam od tej pierwszej chwili. Przez 14 lat życia zakonnego towarzyszyło mi szczęście i najgłębszy spokój duszy, mimo oschłości, jakimi Bóg mnie nawiedzał całe lata” (T. I, 25).
Początkowy okres w życiu zakonnym to przygotowanie i wdrażanie się do prac apostolskich w tym zgromadzeniu. Służyły temu ćwiczenia duchowe, wykłady ascetyczno-teologiczne oraz szereg różnorodnych zajęć prowadzonych pod kierunkiem sióstr wychowawczyń. Potem nastąpiło przejście do nowicjatu. W swojej posłudze s. Leonia wykazywała się wielką odpowiedzialnością i sumiennością. W jej życiu duchowym zagościł ład, porządek i dokładność, za które była ceniona przez resztę nowicjuszek. Próbowały ją naśladować, lubiły z nią przebywać i rozmawiać.
Kolejnym istotnym etapem w biografii s. Leonii był wyjazd do Poznania, w trakcie którego opiekowała się i pomagała w nauce siostrom zdobywającym kwalifikacje na sześciotygodniowym kursie pedagogicznym. Do zasadniczych jej obowiązków należało administrowanie placówką i troska o życie duchowe powierzonej wspólnoty. Własnym przykładem uczyła otwartości na Boga i ludzi, uprzejmości, pracowitości, pokory i prostoty. Mawiała często: „Kochajmy Jezusa aż do szaleństwa (...) Miłość ku Bogu prowadzi do miłości bliźniego” (T. II, 13). Przypominała podopiecznym o obowiązku ciągłego doskonalenia się w życiu wewnętrznym. Zabiegała o dobrych spowiedników, konferencje ascetyczne i odpowiednią lekturę. Mimo wytężonej pracy umysłowej nie dyspensowała się od prac fizycznych.
Ascetyczne, pełne wiary życie nie uchroniło tak szlachetnej osoby od ciężkiej choroby - gruźlicy, z którą dzielnie walczyła do ostatnich dni swojej ziemskiej posługi. Pragnęła cierpieć z miłości do Jezusa: „Tak się cieszę na myśl o możliwości przejścia wkrótce do Boga, że już nic nie potrafi mnie chyba zmartwić (...) Niedługo już dobiję do przystani błogosławionej, a tam nie pragnę używania rozkoszy, ale miłości Jezusa” (T. III, 183-184).
Zmarła śmiercią świątobliwych 10 stycznia 1940 r. w Starej Wsi, gdzie została pochowana zgodnie ze swoją wolą na tutejszym cmentarzu. W 1979 r. nastąpiła ekshumacja zwłok z grobu i złożenie ich w specjalnie przygotowanej krypcie w domu macierzystym zgromadzenia w Starej Wsi. Obecnie trwa proces beatyfikacyjny „kwiatu polskiej ziemi o kryształowym sercu”.
W życiu potrafiła łączyć kontemplację z czynem w sposób elastyczny i naturalny. Hasłem życiowym s. Leonii było: Uwierzyłam odwiecznej miłości. Była niedoścignionym wzorem wszelkich cnót i wartości, bezgranicznie oddana Bogu i ludziom. Dla współczesnych ludzi jest wzorem do naśladowania, godna podziwu i należytego szacunku, gdyż o wielkości człowieka decyduje nie to, co posiada, ale to, co daje innym.

Reklama

Modlitwa ekspiacyjna na Jasnej Górze na Dzień Matki

2019-05-25 10:07

BPJG

Na Jasnej Górze, w przededniu Dnia Matki, odprawiona zostanie Msza św. ekspiacyjna za zniewagi Chrystusa i Maryi w znaku jasnogórskiej Ikony. Będzie to kolejne przebłaganie za akty profanacji wobec Eucharystii w kościołach i Matki Bożej w Jej wizerunkach. Modlitwie na jasnogórskim Szczycie w sobotę, 25 maja towarzyszyć będą słowa: „Mój Kościół, moja Matka”.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

- Chcemy wypraszać potrzebną odwagę i świadectwo wiary, aby bronić duchowej tożsamości narodu przez przyczynę naszej Matki i Królowej – podkreśla, zapraszając na spotkanie, abp Wacław Depo, przewodniczący Komisji Maryjnej Episkopatu Polski.

Metropolita częstochowski zauważa, że „w czasie, który obfituje w nasilające się ataki na wspólnotę wiary Kościoła, znaki sakramentalne i symbole, na więź z żywymi osobami-naszego Pana i Zbawiciela i Jego Matkę” trzeba nam mobilizacji i świadectwa.

Zachęca, aby w przeddzień Dnia Matki poprzez udział w Eucharystii na Szczycie jasnogórskim o godz. 13.00, przepraszać Boga za ostatnie profanacje i prowokacje wobec Wizerunku Matki Bożej Jasnogórskiej.

Abp Depo przypomina, że wobec nasilających się aktów profanacji, także Jezusa Eucharystycznego w naszych kościołach, ludzie wierzący nie powinni milczeć. - Nie czekajmy na rozwiązania prawne, bo przepisy są dziś interpretowane bardzo różnie i są szeroko otwarte na, jak słyszymy, wolność artystyczną albo wolność słowa, lub jakąś wolność demokratyczną. To są rzeczy, które pokazują, że właściwie dzisiaj bożek jest w wolności, a wartości tradycyjne, wpisane w kulturę naszego narodu, naszą tożsamość, są po prostu na marginesie, i na to nie możemy wyrażać zgody - podkreśla metropolita częstochowski. Dodaje, że „podjęte inicjatywy np. nowennowe przepraszania Boga, uświadamiają nam, że mamy odpowiedzialność w sumieniu”. - One muszą ciągle uwrażliwiać i wychowywać, bo inaczej staniemy się tylko społecznością, która stoi naprzeciwko siebie, wzajemnie się oskarża i zwalcza nawzajem – zauważa abp Depo.

Jego zdaniem nie może być mowy o „wolności bez granic”. - Myśmy się już dziś przyzwyczaili do tego, że gdzieś ludzie giną za wiarę, że są męczennicy np. w Iranie, czy gdziekolwiek indziej. Ludzie, którzy rządzą w globalnej skali mało to widzą i nie reagują, a to jest poszerzanie zła. Mamy do czynienia nie z zarazą, ale ze swoistym tsunami ateizmu, laicyzacji i na te właśnie zachowania nie może być naszej zgody - wyjaśnia abp Depo.

Abp Depo podkreśla, że dziś trzeba zachowania przez wierzących nie tylko prawdziwej pobożności, ale i odwagi wiary. Do takiego aktu metropolita częstochowski zalicza np. składanie zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa obrazy uczuć religijnych.

- Nie bójmy się takiej postawy deklarowania wprost podpisem i nawet numerami naszych dokumentów tożsamości. To jest świadectwo odwagi wiary. Myśmy za mało zestroili prawdziwą pobożność, choć jest to wielka cnota, z odwagą wiary. Prawdziwa więź religijna to nie tylko tradycja, przyzwyczajenie, ów święty nawyk, który każe nam chociażby przychodzić na Jasną Górę. Ale jest to ciągłe potwierdzanie, że wiara to jest coś wolnego, wolny wybór mojej więzi i mojego przywiązania, przynależności do Chrystusa i Jego Matki – podkreśla abp Depo.

Metropolita częstochowski podziękował wszystkim za podpisanie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa i zachęcił, „żeby takich świadectw wiary było jak najwięcej”. - Jest to nie tylko dla nas, ale i dla tych, którzy dzisiaj wzrastają w naszych środowiskach, dla naszych dzieci, dla przyszłych pokoleń – zauważa abp Wacław Depo.

W arch. częstochowskiej od niedzieli trwa nowenna przebłagalna za profanację Maryi w znaku jasnogórskiej Ikony. W każdej parafii zanoszony jest akt wynagradzający Niepokalanemu Sercu Maryi.

Msza św. odprawiona zostanie na jasnogórskim Szczycie w najbliższą sobotę, 25 maja o godz. 13.00.

W zorganizowanej grupie swój udział zapowiedzieli członkowie Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”, którzy przybędą na ogólnopolską pielgrzymkę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski głosował: to obowiązek i odpowiedzialność

2019-05-26 11:30

bgk / Gniezno (KAI)

„Udział w wyborach to nasza odpowiedzialność zarówno za Polskę, jak i Europę, której cząstką przecież jesteśmy” – powiedział dziennikarzom Prymas Polski abp Wojciech Polak po oddaniu głosu w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Mariusz Książek/Niedziela

Metropolita gnieźnieński głosował w lokalu wyborczym w budynku Szkoły Podstawowej nr 1 im. Zjazdu Gnieźnieńskiego w Gnieźnie. Jak podkreślił w krótkiej wypowiedzi dla mediów, udział w wyborach to wyraz „odpowiedzialności zarówno za Polskę, jak i Europę, której cząstką jesteśmy”.

Prymas wspomniał też o przesłaniu papieża Jana Pawła II, który w 1979 roku w Gnieźnie mówił o potrzebie duchowej jedności Starego Kontynentu, i który również w Gnieźnie wskazał, że bez tej duchowej jedności, zjednoczenie w innych wymiarach nie jest możliwe.

„Te słowa papieża ciągle nam przypominają, że i my jesteśmy za ten proces odpowiedzialni, że jesteśmy częścią tej europejskiej wspólnoty, stąd nie tylko warto, ale trzeba podejmować odpowiedzialność za nasz wspólny europejski dom” – stwierdził.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem