Reklama

10 lat temu Benedykt XVI kontemplował Boskie Oblicze w Manoppello

2016-09-01 07:00

Włodzimierz Rędzioch

Włodzimierz Rędzioch
Chusta z Manoppello - Boskie Oblicze

W dniu 1 września 2006 r. Benedykt XVI odwiedził jako pierwszy papież sanktuarium w Manoppello we włoskim regionie Abruzji, gdzie przechowywana jest chusta z wizerunkiem Chrystusa, która do 1527 r. była czczona przez wieki w Bazylice św. Piotra. W Polsce historia tej niezykłej chusty znana jest głównie dzięki niemieckiemu dziennikarzowi Paulowi Badde, dawnemu rzymskimu korespondentowi gazety “Die Welt”, a obecnie korespondentowi telewizji EWTV. Badde dowiedział się o istnieniu welonu z Manoppello od prof. Heinricha Pfeiffera, niemieckiego jezuity, który doszedł do wniosku, że welon z Manoppello jest prawdziwą relikwią Oblicza Chrystusa. Badde zaczął wtedy swoje dziennikarskie śledztwo, którego rezultatem była seria artykułów w wielu czasopismach oraz książka opublikowana również w naszym kraju (“Boskie Oblicze. Całun z Manoppello”, Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne). Badde przesyłał informacje o rezultatach swoich studiów również kard. Ratzingerowi - ówczesnemu prefektowi Kongregacji Nauki Wiary. To wyjaśnia fakt, dlaczego Benedykt XVI pragnął złożyć „niespodziewaną” wizytę w zagubionym w Abruzji sanktuarium, o którego istnieniu do tej pory nikt prawie nie wiedział.

Manoppello znajduje się na terenie diecezji Chieti, gdzie duszpasterzem jest abp Bruno Forte, znany włoski teolog, ceniony również przez dawnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary – to on towarzyszył Benedyktowi XVI w jego wizycie w sanktuarium Boskiego Oblicza. Z okazji 10. rocznicy nawiedzenia w Manoppello przez Benedykta XVI Paul Badde przeprowadził rozmowę z abpem Forte, która została opublikowana przez agencję Catholic News Service. Warto przypomnieć historyczą wizytę Papieża, cytując abp. Forte, który odpowiedział na pytania niemieckiego dziennikarza.

Arcybiskup wspomniał przede wszystkim chwile, kiedy Benedykt XVI klęcząc przez Chustą koncentrował swój wzrok na tym niezwykłym Obliczu, zachwycony wizją a jednocześnie intensywnie medytując nad przesłaniem, które Ono przekazuje. “To było – wyznał abp Forte - jak uczestniczenie w dialogu, w którym cisza była bardziej wymowna niż jakiekolwiek słowo".

Dziennikarz poprosił abp. Forte, by wyjaśnił dlaczego – jak kiedyś stwierdził – ma “moralną pewność”, że chusta z Manoppello jest chustą (sudarion) z pustego grobu Jezusa, o którym pisze św. Jan w swej Ewangelii: “Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu (J 20, 6-7)”. W odpowiedzi Arcybiskup wyjaśnił, że “płótna”, o których pisze św. Jan, to całun przechowywany w Turynie, a "soudarion" to chusta z Manoppello. Jego “pewność moralna” wynika z wielu danych, a przede wszystkim z historii tego niezwykłego przedmiotu. Abp Forte przypomniał, że “chusta przechowywana była początkowo w Jerozolimie, jako cenna pamiątka Zbawiciela, następnie została przeniesiona do miejscowości Camulia w Kapadocji, gdzie była czczona przez długi czas, aż do okresu obrazoburstwa, kiedy to w obawie przed zniszczeniem została zabrana najpierw do Konstantynopola, a następnie do Rzymu. Tu chusta dotarła na początku VIII w. i była przechowywana w Bazylice św. Piotra jako cenna relikwia. Kiedy w 1506 r. rozpoczęto budowę nowej, wspaniałej bazyliki, welon był przechowywany w bezpiecznym miejscu, po czym kard. Giampietro Carafa, były arcybiskup Chieti i gubernator Rzymu (przyszły papież Paweł IV), ukrył go prawdopodobnie w roku 1527, gdy Rzym został splądrowany przez landsknechtów Karola V. Czy było bezpieczniejsze miejsce niż klasztor poza granicami Państwa Kościelnego w jego diecezji? Jadąc z Rzymu Manoppello jest w istocie pierwszym miastem w diecezji Chieti i chusta trafiła w końcu do tutejszego klasztoru Kapucynów, chociaż najpierw była przez pewien czas przechowywana w bezpiecznych rękach w prywatnym domu. Kiedy w 1640 r. zdecydowano się wystawiać ją publicznie, było ryzyko, że kapituła bazyliki watykańskiej będzie chciała ją odzyskać. Aby temu zapobiec o. Donato da Bomba pisząc wówczas kronikę wydarzeń zaczyna ją od kłamstwa, a mianowicie stwierdza, że chusta czczona w Manoppello trafiła tu w 1506 r., a co za tym idzie nie może być chustą Weroniki z bazyliki watykańskiej! Dzięki temu kłamstwu, wypowiedzianemu z pobożnych intencji, ten becenny znak pasji Zmartwychwstałego pozostał w Abruzji”.

Reklama

Następnie Badde spytał abp. Forte o związki Całunu Turyńskiego z chustą z Manoppello. Arcybiskup powiedział, Całun znany jest na całym świecie i czczony od wieków. Dlatego chusta Świętego Oblicza uznawana jest za “nowość”, tym bardziej, że jej autentyczność nie była potwierdzana wiarą Ludu Bożego. W rzeczywistości tak nie jest, o czym świadczy historia chusty. Poza tym te oba przedmioty idealnie do siebie pasują – trapistka Blandina Paschalis Schlömer zidentyfikowała dziesięć punktów na Całunie i na Świętym Obliczu, które doskonale do siebie pasują, co świadczy, że były one razem w Grobie Świętym w Jerozolimie. “Dlatego – stwierdził abp Forte - Całun Turyński i Welon z Manoppello ukazują w sposób niewytłumaczalny i tajemniczy tę sama Osobę, raz martwą, raz żywą - Jezusa Chrystusa, naszego Pana”.

Badde spytał następnie, jakie znaczenie miała “prywatna” wizyta Benedykta XVI w sanktuarium Świętego Oblicza w Manoppello. W odpowiedzi abp Forte przypomniał, że Papieżowi towarzyszyło trzystu dziennikarzy prasowych i około siedemdziesięciu ze stacji telewizyjnych z całego świata, dzięki czemu “cały świat mógł się dowiedzieć o Boskim Obliczu, co przyciągnęło do Manoppello rzesze pielgrzymów”. Dla arcybiskupa jako duszpasterza ważne jest to, że “wizyty wiernych prawie zawsze połączone są ze spowiedzią i uczestnictwem w Eucharystii, a to oznacza spotkanie głęboko osobiste i zmieniające życie ze zmartwychwstałym Chrystusem. I to jest wspaniałym darem dla nas wszystkich!”.

W czasie rozmowy Paula Badde z abp. Bruno Forte wyjawiono, że 17 września przybędzie do Manoppello grupa 70 prawosławnych biskupów – jest to dowód na to, jak bardzo Chusta ze Świętym Obliczem łączy katolików i prawosławnych.

Tagi:
Benedykt XVI rocznica Manoppello

Twarz z Manoppello

2014-07-22 12:47

Ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 30/2014, str. 28-29

Wakacyjny cykl „Niedzieli” nosi tytuł: „Dotykamy śladów Boga”. Inspiracją w naszej wędrówce jest hasło przyświecające pracy duszpasterskiej w bieżącym roku: „Wierzę w Syna Bożego”. Czteroletni cykl duszpasterski: „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie. Przez wiarę i chrzest do świadectwa” nawiązuje do 1050. rocznicy chrztu Polski, którą będziemy obchodzić w 2016 r. Naszą wiarę chcemy umacniać, dotykając relikwii Chrystusa. Wyjątkowym przewodnikiem jest tu książka Grzegorza Górnego i Janusza Rosikonia pt. „Świadkowie Tajemnicy. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych”. W tym tygodniu dziennikarz „Niedzieli” zabiera nas do Manoppello, gdzie spojrzymy w Oblicze Jezusa.

Margita Kotas

Jeden z najbardziej znanych i czczonych obecnie świętych – św. Ojciec Pio mawiał: „Święte Oblicze w Manoppello to z pewnością największy cud, jaki mamy”. Właśnie w Manoppello, w nawie głównej trzynawowej neoromańskiej świątyni, umieszczony jest relikwiarz wykonany w 1946 r. z litego srebra z dodatkiem złota i szlachetnych kamieni przez Nazzarena Jottiego. Trzy postaci na jego trzonie wyobrażają wiarę, nadzieję i miłość. Pod nimi znajduje się płytka z podobizną św. Mikołaja z Bari, a po obu stronach – figurki: św. Michała Archanioła i św. Franciszka z Asyżu.

W przeszklonym prostokątnym otworze relikwiarza znajduje się coś o wiele bardziej cennego od złota czy srebra. Coś, co nie jest świętą Hostią, niemniej jednak przez wszystkich odwiedzających i wpatrujących się w to miejsce jest traktowane prawie tak samo jak Najświętszy Sakrament. To tajemnicza tkanina o szerokości 17 cm i długości 24 cm, która od roku 1638 przechowywana jest w tym kapucyńskim kościółku. Jak głosi podanie, w 1506 r. nieznany nikomu pielgrzym podarował zawiniątko Leonellemu, mieszkańcowi Manoppello. Był to specyficzny welon, rodzaj chusty. Znajduje się ona właśnie w owym relikwiarzu. Na obu jej stronach bez trudu można dostrzec spokojną męską twarz z otwartymi oczyma. To słynna na cały świat Chusta z Manoppello, która traktowana jest przez wierzących jako cudowny wizerunek zmartwychwstałego Chrystusa.

Co możemy zobaczyć

O. prof. Heinrich Pfeiffer, jezuita, który jest jednym z najlepszych znawców Chusty z Manoppello, jak również Całunu Turyńskiego, chyba najbardziej trafnie ją opisał: „Ta niezwykle cienka tkanina jest więcej niż przezroczysta. Bez trudu można czytać nawet gazetę umieszczoną w pewnej odległości za tym welonem. Wizerunek w najmniejszym stopniu nie przeszkadza w czytaniu (…). W promieniach ultrafioletowych obraz znika całkowicie. Dowodzi to, że nie mamy do czynienia z malowidłem, czyli z dziełem wykonanym przez artystę za pomocą farb naniesionych jakimś narzędziem na materiał. Przy użyciu soczewki szukałem na każdej nitce welonu śladów farby. Nie znalazłem żadnej bryłki. Trzeba zatem wyciągnąć wniosek, że obraz jest wynikiem jakiejś wewnętrznej zmiany zaistniałej w nitkach. Sprawia ona, że odbijają one światło w taki sposób, iż ludzkie oko dostrzega kolory.

Kolory zmieniają się w zależności od pozycji tkaniny w stosunku do światła oraz pozycji oglądającego. Przechodzą od brunatnego przez szary do czerwonego. Oczy na welonie są brunatne, wargi wykazują lekko czerwone zabarwienie. Źrenice obojga oczu zdają się być lekko nierówne. Włosy jawią się niczym świetliste cienie włosów naturalnych. Wydaje się, że cały wizerunek na welonie jest świetlistym cieniem całkowicie oświeconego i przezroczystego oblicza. Żadna fotografia nie oddaje naprawdę wyglądu oryginału” (cyt. za: Grzegorz Górny, Janusz Rosikoń, „Świadkowie Tajemnicy. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych”, Rosikon Press, Warszawa 2012, s. 242).

Owa chusta jest wykonana z bisioru, materiału niezwykle cennego nie tylko w starożytności, również tej bliblijnej, ale także w dzisiejszych czasach. Niekiedy bisior bywa nazywany tkanym złotem lub morskim jedwabiem. Dlaczego? Otóż materiał na bisior uzyskuje się z wydzieliny niektórych małży. By uzyskać ok. kilograma tej cennej substancji, potrzeba wyłowienia ponad tysiąca małży. Bisior jest niezwykle cienki. Wygląda prawie jak hologram. Przepuszcza światło i w zależności od jego natężenia zmienia zabarwienie. Jest ogniotrwały i nie rozpuszcza się w wodzie. No i najważniejsze – nie da się na nim malować. To jest po prostu niemożliwe.

Rola skromnej zakonnicy

Wydaje się, że włoskie miasteczko Manoppello nie byłoby znane, gdyby nie osoba skromnej niemieckiej trapistki – s. Blandiny Paschalis Schlömer, która obecnie mieszka nieopodal sanktuarium Świętego Oblicza i prawie każdego dnia przychodzi do świątyni, by wpatrywać się w wizerunek Chrystusa. Jako siostra zakonna stała się specjalistką w wykonywaniu mozaik. Interesowała się też Całunem Turyńskim. W latach 70. XX wieku zajęła się szczególnie ikonami. Można powiedzieć, że przypadkowo dowiedziała się o istnieniu relikwii z Obliczem Chrystusa, przechowywanej w mieście położonym między wysokimi masywami górskimi Gran Sasso i Majella a wybrzeżem Adriatyku.

Chusta stała się przedmiotem wieloletnich i dociekliwych badań s. Blandiny. Udało się jej zainteresować swoimi odkryciami znamienitych ekspertów od Całunu Turyńskiego – jezuitów o. Wernera Bulsta i wspomnianego już o. Heinricha Pfeiffera. W 1991 r. za pomocą przezroczy naturalnej wielkości niejako „nałożyła” na siebie oblicza z Całunu Turyńskiego i z Chusty z Manoppello i stwierdziła, że jest to twarz tej samej Osoby. Turyńska relikwia ukazuje obraz twarzy zmarłego Chrystusa. Welon z Manoppello natomiast to twarz zmartwychwstałego Pana. Byłaby to chusta położona na całunie, w który został owinięty Jezus po złożeniu do grobu.

Tak opisuje ją niemiecki dziennikarz Paul Badde w książce „Boskie Oblicze. Całun z Manoppello”, wydanej w 2005 r.: „Twarz brodatego mężczyzny z lokami na skroniach i złamanym, wąskim nosem. Mężczyzna ma rzadką, młodzieńczą brodę. Na środek czoła opada mały kosmyk. Kiedy się dokładniej przyjrzeć, widać, że skóra wokół ust na policzkach i czole ma intensywnie różowy odcień świeżo zadanych ran. Na obrazie nie widać szyi ani uszu, które znikają pod włosami. Z szeroko otwartych oczu emanuje niewytłumaczalny spokój. W czarnych punkcikach źrenic włókna wydają się osmolone, jakby wysoka temperatura przypaliła nici”.

Kontemplować Oblicze Pana

I tak świat zaczął się interesować czymś, co do tej pory było znane relatywnie wąskiemu gronu ludzi. Na temat Chusty z Manoppello napisano od tamtego czasu wiele książek i tysiące poważnych naukowych opracowań oraz artykułów. Powstały też programy telewizyjne i radiowe.

Po śmierci św. Jana Pawła II ówczesny kard. Joseph Ratzinger w czasie Mszy św. na rozpoczęcie konklawe powiedział: „Bóg objawił nam swoje Oblicze”. Potem zaś już jako papież podczas wizyty w Manoppello mówił: „Kiedy modliłem się przed chwilą, myślałem o dwóch apostołach, którzy spotykają Pana i pytają: Nauczycielu, gdzie mieszkasz? Tego samego dnia zrozumieli, że znaleźli Mesjasza (…). Jednak dopiero po spotkaniu Zmartwychwstałego apostołowie (…) staną się Jego niezmordowanymi głosicielami i świadkami aż po męczeństwo. By zobaczyć Ojca, trzeba poznać Chrystusa”.

Dzisiaj to spotkanie z Chrystusem zmartwychwstałym w sposób szczególny dokonuje się w Manoppello. Ci, którzy tam przybywają, mają okazję w skupieniu kontemplować i przekonać się o tym, że rozpoznali prawdziwe Oblicze Chrystusa.

Podczas swojej wizyty Benedykt XVI podniósł sanktuarium Świętego Oblicza do godności bazyliki. Wiąże się to z przywilejem odpustu zupełnego, który można tam uzyskać w określonych dniach roku: w święta związane z Boskim Obliczem (trzecia niedziela maja i 6 sierpnia), w święta papieskie (22 lutego – święto katedry św. Piotra i 29 czerwca – uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła), 19 kwietnia (dzień wyboru panującego papieża), 29 września (dzień konsekracji kościoła) i 22 września (dzień wyniesienia kościoła do godności bazyliki).

Dzieje relikwii

Poczynając już od starożytności chrześcijańskiej, najpierw w Edessie, a potem w Konstantynopolu czczono tajemniczy wizerunek twarzy Pana Jezusa. Sądzono, że to Jego prawdziwe Oblicze. Po pewnym czasie wizerunek znalazł się w Rzymie. Nazywano go Chustą Weroniki lub po prostu Weroniką (łacińsko-grecka zbitka słów „vera eikon” oznacza „prawdziwy obraz” lub „prawdziwa ikona”). Prawdopodobnie w XVI wieku, podczas prowadzenia prac remontowo-budowlanych przy bazylice watykańskiej, relikwia została skradziona i przewieziona do Manoppello. Dowodem na to mają być puste ramy z dwiema zbitymi kryształowymi szybami, w których do XVI wieku ją przechowywano.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zagłodzony w imię prawa: rozpoczęła się eutanazja Vincenta Lamberta

2019-05-20 15:35

vaticannews.va / Reims (KAI)

Dziś rano francuscy lekarze zaprzestali podawania pożywienia i wody 42-letniemu Vincentowi Lambertowi. Od 2008 r., po wypadku na motorze, jest on sparaliżowany i żyje w stanie minimalnej świadomości lub, jak mówią inni, w stanie wegetatywnym. Nie jest jednak podłączony do respiratora ani innych urządzeń podtrzymujących go przy życiu. „Vincent czuje wszystko. Płakał, gdy poinformowaliśmy go o decyzji lekarzy” – mówią rodzice mężczyzny, którzy do końca sprzeciwiali się jego eutanazji.

Batalia o prawo do życia Vincenta Lamberta trwa od 2013 r., kiedy to po raz pierwszy lekarze chcieli zaprzestać go karmić i poić. Zdecydowanie sprzeciwili się temu jego rodzice, którzy cały czas walczą o prawo do życia dla swego syna. Za eutanazją opowiada się jego żona Rachela, twierdząc, że wobec mężczyzny stosowana jest uporczywa terapia.

Tej opinii sprzeciwiło się m.in. 77-francuskich lekarzy, specjalizujących się w opiece nad chorymi z uszkodzeniem mózgu, przypominając, że Lambert samodzielnie oddycha i nie jest podłączony do respiratora ani do żadnej innej maszyny podtrzymującej życie. Nie znajduje się też w fazie terminalnej, nie jest w śpiączce, tylko w stanie minimalnej świadomości, zachował zdolność przełykania, reaguje na bodźce, rusza oczami, płacze, odczuwa ból. Jedyne co otrzymuje to pożywienie za pomocą sondy żołądkowej i płyny w kroplówkach.

Te zabiegi z punktu widzenia klinicznego i etycznego nie mogą być uznane za uporczywą terapię. Potwierdza to dokument watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary z 1 sierpnia 2007 r., podkreślając, że „podawanie pokarmu i wody, także metodami sztucznymi, jest zasadniczo zwyczajnym i proporcjonalnym sposobem podtrzymania życia. Jest ono więc obowiązkowe w takiej mierze i przez taki czas, w jakich służy właściwym sobie celom, czyli nawadnianiu i odżywianiu pacjenta. W ten sposób zapobiega się cierpieniom i śmierci, które byłyby spowodowane wycieńczeniem i odwodnieniem”.

Wczoraj przed kliniką w Reims, gdzie przebywa mężczyzna manifestowało kilkaset osób, domagając się odstąpienia lekarzy od decyzji o jego zagłodzeniu. Z podobnym apelem jego rodzice wystąpili do prezydenta Francji, ten jednak nawet nie odpowiedział na ich list. Także francuscy biskupi zdecydowanie potępili decyzję lekarzy o zakończeniu dalszej terapii, wskazując, że „wytacza to drogę do legalizacji eutanazji”. W tej sprawie głos zabrał także Papież Franciszek przypominając, że do każdego życia trzeba podchodzić z szacunkiem. Apelował zarazem, by „każdy chory był zawsze szanowany w swej godności i leczony w sposób odpowiedni do jego stanu zdrowia, przy zgodnym wsparciu rodziny, lekarzy i innych pracowników służby zdrowia, z wielkim szacunkiem do życia”. Na Twitterze apelował dziś: „Módlmy się za tych, którzy są ciężko chorzy. Strzeżmy zawsze życia, daru Boga, od początku do naturalnego kresu. Nie ulegajmy kulturze odrzucenia”.

– Rano Vincenta odłączono od sondy żywieniowej i kroplówek, zaczęto podawać mu leki uśmierzające. Skandalem jest to, że rodzicom nie pozwolono dziś pożegnać się z synem – mówi Jean Paillot, adwokat rodziców Lamberta. Wskazuje, że na oczach świata dokonuje się właśnie pierwsza legalna eutanazja w historii Francji. Jedno z ostatnich nagrań z sali szpitalnej pokazuje matkę, która mówi do Vincenta „nie płacz, jestem przy tobie, jest też tato” i głaszcze syna na pożegnanie, bo zakazano jej go przytulić.

Z kolei arcybiskup Reims przypomina, że mimo usilnych próśb rodziców nie zgodzono się na przeniesienie pacjenta do placówki specjalizującej się w tego typu przypadkach. W podobnym stanie w całej Francji jest obecnie ok. 1500 pacjentów. „Gra toczy się o honor ludzkości, która nie może pozwolić na to, by jeden z jej członków umarł z głodu i pragnienia – mówi abp Eric de Moulins-Beaufort. - Przyzwolenie na jego śmierć, ponieważ terapia zbyt dużo kosztuje czy też jego życie ma mniejszą wartość, oznacza koniec naszej cywilizacji”.

Vincent Sanchez, który jako lekarz prowadzący zdecydował o zakończeniu terapii Lamberta poinformował, że nie wiadomo, jak długo mężczyzna będzie konał. Organizacje pro-life biją na alarm, że coraz mocniej przepycha się mentalność eutanazyjną i śmierć głodowa Lamberta staje się kolejnym alarmującym znakiem dla konieczności obrony życia. Przed 14 laty w Stanach Zjednoczonych w podobny sposób została zagłodzona Terry Schiavo. Po odłączeniu od sondy żywieniowej kobieta umierała przez 13 dni.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Spotkanie z samym sobą i z Bogiem

2019-05-22 07:32

Anna Majowicz

W trzecią sobotę maja w Centrum Duszpasterskim Archidiecezji Wrocławskiej po raz pierwszy we Wrocławiu odbyła się ,,Bibliodrama pod 4".

Anna Majowicz
Podczas pierwszej bibliodramy pod 4

To inicjatywa pięciu osób, które łączy miłość do Pisma Świętego: Andrzeja, Emanueli, Magdaleny, Sabiny i ks. Zbigniewa. Chociaż pochodzą z Wrocławia i okolic, poznali się podczas międzynarodowego certyfikowanego kursu dla liderów bibliodramy zorganizowanego przez Polskie Towarzystwo Bibliodramy w Częstochowie.

- Bardzo się cieszę, że udało się stworzyć dobrą grupę, która otworzyła się na nową jakość przeżywania słów Boga i doświadczania Jego obecności. Mam nadzieję, że będziemy mogli w ten sposób służyć kolejnym osobom, które tak jak my w świetle Pisma Świętego pragną poznawać i uczyć się rozumieć sens różnych wydarzeń swojego życia - mówi lider bibliodramy Andrzej Cwynar, który razem z Emanuelą poprowadził pierwszy warsztat.

- Dzisiejsze spotkanie to doświadczenie Boga, który przychodzi. Boga, który jest jakąś tajemnicą i który objawia się poprzez spotkanie z drugim człowiekiem. To jest doświadczenie bardzo mi bliskie w bibliodramie - mówi ks. Zbigniew Kowal.

Bibliodrama to spotkanie z innymi, z biblijnym tekstem odczytywanym w grupie, ale przede wszystkim to spotkanie z samym sobą i z Bogiem. 

- To moje drugie doświadczenie bibliodramy i muszę przyznać, że było dla mnie zupełnie nowe. Na początku warsztatu ciężko było mi się wyluzować, ale z czasem bariery zniknęły. Poczułam, że otwieram się na słowo Boże. Mało tego! Wzbudziło ono we mnie niespodziewane uczucia i sposób przeżywania emocji. Dziękuję za to spotkanie i już wiem, że wezmę udział w kolejnych - mówi Joanna Prorok.

Serdecznie zapraszamy na kolejną biblidramę, która w Centrum Duszpasterskim Archidiecezji Wrocławskiej odbędzie się 15 czerwca.

Zapisy na stronie: https://www.bibliodramapod4.pl/

Temat bibliodramy zgłębimy już wkrótce w papierowym wydaniu naszego tygodnika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem