Reklama

Epizod z małego miasteczka

Prezentowany artykuł to zapis subiektywnego odczucia, które zrodziło się wyniku obejrzenia wystawy, zorganizowanej w Brańsku przez Białostocki Instytut Pamięci Narodowej, poświęconej ratowaniu ludności żydowskiej podczas II wojny światowej. Nigdy nie przypuszczałem, że kiedykolwiek temat ten wywrze na mnie tak duże wrażenie. Znałem z literatury wiele przykładów związanych z tymi wydarzeniami, ale bezpośredni kontakt i możliwość rozmowy z ludźmi, którzy okazywali Żydom prawdziwe oblicze człowieczeństwa było czymś, co trudno jest ująć w ramy słowa. Dzisiaj wiem, że naród polski godnie spełnił swój chrześcijański obowiązek wobec swoich bliźnich.

Niedziela podlaska 7/2004

Brańsk, to czterotysięczne miasteczko leżące w południowo-zachodniej części woj. podlaskiego. W swojej kilkusetletniej historii doświadczane było przez wojny, epidemie oraz wiele innych przeciwności losowych. Za każdym razem udawało się mieszkańcom odzyskać siły do dalszej egzystencji. W przeszłości był to ośrodek starostwa grodowego, ważny węzeł handlowy i ostoja chrześcijaństwa. Prawdopodobnie w pierwszej połowie XVI w. miasto uzyskało przywilej „de non tolerandis Judaeis”, wynikiem czego Żydzi nie mogli osiedlać się w miasteczku na stałe. Pozwolenia nawet na czasowe zamieszkiwania wydawano niechętnie. W związku z tą sytuacją zamieszkiwali oni wsie w pobliżu Brańska, licznie odwiedzając miasto w czasie poniedziałkowych targów. Sytuacja zmieniła się po zajęciu Brańska przez Prusaków w początkach 1796 r. Ze względów fiskalnych władze pruskie usuwały ludność żydowską ze wsi i osiedlały ją w miastach. Pierwsze źródłowe informacje dotyczące ludności żydowskiej zamieszkującej Brańsk pochodzą z lat 1799/1800 i informują, że spośród 1145 mieszkańców 80 osób, to Żydzi. Od tego czasu ilość ludności żydowskiej systematycznie rośnie. Pod koniec XIX w. liczba ludności miasteczka wynosiła 4087, z czego 58,1% stanowili Żydzi. Rok przed wybuchem II wojny w Brańsku mieszkało 500 rodzin żydowskich przy ogólnej liczbie mieszkańców 4594.
Przez prawie półtora wieku żydzi i chrześcijanie wspólnie kształtowali gospodarkę, politykę i kulturę miasteczka. Obok siebie żyły społeczności odmienne, ale jakże bliskie. Z pewnością dochodziło pomiędzy nimi do konfliktów i sporów. Nie stanowiło to jednak zagrożenia dla żadnej ze stron. Wybuch wojny w 1939 r. miał być największym w dziejach narodu polskiego „egzaminem” dotyczącym współistnienia. Nigdy ludzkość nie poddana była tak drastycznej próbie, która miała odpowiedzieć na pytanie - ile jest wart człowiek dla drugiego człowieka?
Mieszkańcy Brańska i okolic przystąpili do „egzaminu” 2 listopada 1942 r. Tego dnia Niemcy rozpoczęli likwidację brańskiego getta. Pani mgr Janina Woińska miała wówczas 22 lata. Wybuch wojny spowodował, że musiała przerwać studia na kierunku farmaceutycznym w Wilnie. Przyjechała do Brańska i pracowała w aptece prowadzonej przez jej starszą siostrę. Nigdy nie przypuszczała, że będzie poddana testowi na człowieczeństwo. Po ponad sześćdziesięciu latach opowiedziała mi tę historię, którą przytaczam w oryginale:
„Dom, w którym mieściła się apteka był własnością bardzo porządnej żydowskiej rodziny o nazwisku Szapiro. «Stary» Szapiro uchodził za poważnego człowieka. Jego młodszy syn Lejbko zajmował się handlem, a starszy Fajwel był współwłaścicielem elektrowni w Bielsku Podlaskim.
Wieczorem 2 lub 3 listopada 1942 r. jestem w domu i w pewnej chwili ktoś dobija się do apteki. Nic nadzwyczajnego, ponieważ ludzie bardzo często przychodzili po lekarstwa. Patrzę, a to Lejbko. Zdenerwowanym głosem mówi: «Getto jest otoczone, Niemcy zabierają ludzi na samochody i gdzieś wywożą».
Przyszedł z prośbą, żeby jego rodziców wziąć do piwnicy w aptece. Ja mówię: «Panie, niech się pan zastanowi, co pan mówi, przecież my jesteśmy wygrodzeni w getcie. Przyjdą Niemcy, zrobią rewizję, my i rodzice pana zginą». Po chwili poszedł. Początkowo byłam tak przestraszona, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, co robię. W miarę upływu czasu zaczęłam racjonalnie, bez emocji analizować zdarzenie. Miałam pretensje do samej siebie jak mogłam tak bezdusznie potraktować człowieka. Minęło może pół godziny, znowu ktoś puka do drzwi. Patrzę, ponownie Lejbko, pytając czy mogą się ukryć w budynku gospodarczym. Odpowiedziałam, że mogą tam wejść, ponieważ ja za to nie odpowiadam. Ściana zewnętrzna budynku sąsiadowała z gettem i mogli wejść bez mojej wiedzy. Uzyskawszy aprobatę Lejbko poszedł. Wiedziałam, że to, co robię może narazić na przykre konsekwencje nie tylko mnie, ale także i moich współlokatorów. Nie mogłam postąpić inaczej. Człowiek, bliźni potrzebował pomocy. Kilka minut wstecz odmówiłam, teraz Opatrzność Boska pozwoliła mi naprawić mój błąd i raz jeszcze poddała próbie. Nie mogłam odmówić. Wyzwoliły się we mnie uczucia wyższego rzędu, które pozwoliły zachować się z godnością wobec drugiego człowieka.
W budynku gospodarczym drewno leżało poukładane w trzy szachty. Szapirowie, chowając się jedną szachtę wyrzucili i tam zrobili kryjówkę. Ukryli się Fajwel i Lejbko z narzeczoną. Rodziców ich, nie wiem, dlaczego nie było? Przebywali w kryjówce 6 dni. Przynosiliśmy im jedzenie oraz inne rzeczy potrzebne do przeżycia. Większość ludności żydowskiej z brańskiego getta została wywieziona do Treblinki.
W międzyczasie ks. Józef Chwalko, ówczesny wikariusz z Brańska, pojechał do jednej z rodzin mieszkającej na kolonii wsi Popławy w celu omówienia przejścia rodziny Szapiro do właściwego miejsce ukrycia. Opuszczając wieczorem 8 listopada kryjówkę w Brańsku Fajwel Szapiro próbował dać mi dolary. Oczywiście odmówiłam, mówiąc, że im a nie mnie potrzebne są pieniądze. Poszli na wyznaczone miejsce nad rzeką i tam spotkali się z właściwymi ludźmi, u których ukrywali się do końca wojny. Przeżyli wojnę. Resztę życia spędzili w USA.
Następnego dnia jestem w aptece, a moja współlokatorka, nauczycielka pani Maria Kulczycka poszła do budynku gospodarczego żeby zobaczyć jak to miejsce wygląda i czy nie ma widocznych śladów zdradzających pobyt Żydów. Po chwili wchodzi pani Maria, blada, wyostrzony wzrok. Widzę, że coś się stało. Pytam - Maryniu, co się stało? Odpowiada ściszonym, drżącym głosem - tam są Żydzi. Przeraziłam się i mówię gdzie!? Okazuje się, że jak ona poszła do naszego budynku gospodarczego, to tam wśród rozwalonego drzewa ukryła się inna rodzina żydowska. Przedostali się przez ścianę sąsiadującego z nami budynku. Pani Kulczycka bardzo się przestraszyła i dlatego w pierwszej chwili jej reakcja była taka, a nie inna. Nikt nie sądził, że ktoś się z getta uratował. Poszliśmy większą grupą żeby ocenić sytuację. Dowiedzieliśmy się, w jaki sposób uratowali się oni przed wywózką. Bogatsza o niedawne doświadczenia nawet przez myśl mi nie przeszło żeby ludziom tym nie pomóc. Nasza gosposia nosiła im różne rzeczy niezbędne do przeżycia. Zdarzenie miało miejsce w piątek nazajutrz po odejściu rodziny Szapiro. Dalsze losy niniejszej rodziny nie są mi znane, ponieważ moja rozmówczyni na ten temat nie udzieliła mi informacji.
W niedzielę po obiedzie pani Kulczycka poszła do państwa doktorostwa Cywińskich, a pani Kapówna, ks. Chwalko i ja byliśmy w domu. Wolny czas poświeciliśmy na uporządkowanie spraw rachunkowych. Nagle ktoś w bardzo ordynarny sposób wali do drzwi. Powiedziałam - zaraz ja mu stuknę i podeszłam z nastawieniem bojowym. Otwieram okienko i widzę głowę gestapowca. Krzyknął po niemiecku - otwierać! Nie musze mówić, jakie było moje wrażenie. Wyciągam blokującą sztabę i całe towarzystwo wpada do mieszkania. Gestapowiec i żandarmi rozpoczęli przeszukiwanie domu i budynku gospodarczego. Dwaj żandarmi z naszą gosposią przeszukują podwórko i budynki, a pani Kapówna, ja i ks. Chwalko jesteśmy w małym pokoiku pod «opieką» głównego gestapowca. Tłumaczem był Żyd, który tak oto mnie zapytał - «stary Szapiro powiedział, że jego synowie są u pani, a jeśli nie, to pani wie, gdzie oni są». Wszystko prawda. Zgłupiałam zupełnie. Żyd wydaje Żydów. Ojciec wydaje dzieci. Całe to zdarzenie jest również wyrokiem śmierci na mnie. Nie potrafię opisać słowami tego, co wtedy czułam. Miałam niewiele ponad 20 lat i wszystko wskazywało, że tylko tyle będę żyła. Wyzwolił się we mnie jakiś instynkt obrony i pytam panią Kapównę - «Niuńciu, czy ty coś wiesz o Szapirach?» Chciałam w ten sposób odciągnąć od meritum gestapowców. Pani Kapówna, kobieta o twardych rysach i surowym typie urody, stanowczym, prawie męskim głosem odpowiedziała - «Nic nie wiem o Szapirach». Zdenerwowany gestapowiec zarządził szczegółową rewizję. Mieszkanie w obecności pani Kapównej rewidowali żandarmi, a ja z głównym gestapowcem i Żydem tłumaczem udałam się ponownie do budynku gospodarczego. Budynek pobieżnie wcześniej przeszukano, ale bez skutku. Tłumacz żydowski wszedł do środka budynku gospodarczego i woła: «Lejbko! Fajwel!». Oczywiście nikt nie odpowiada. Jeden z gestapowców zauważył jakieś ślady i mówi, że tutaj ktoś był. Odpowiedziałam mu: «Dlaczego ja muszę ponosić jakiekolwiek konsekwencje za czyjś pobyt w tym budynku?». Żeby odpowiadać, to trzeba postawić tu strażnika. Nie sposób abym mogła dopilnować wszystkiego, a na dodatek ściana budynku sąsiaduje z gettem. Jeden z cywilów, który był razem z gestapowcem mówi do Niemca: «Ty jej nie pytaj, bo ona i tak ci nic nie powie».
Nas naprawdę Pan Bóg strzegł. W szopie znajdowała się sterta porąbanego drewna, pod którą schowane były walizki Szapirów, o czym ja w ogóle nie wiedziałam. Gdyby wpadły one w ręce Niemców nasz los byłby przesądzony. Teraz z perspektywy sześćdziesięciu lat opowiada się to lekko, ale wówczas naprawdę funkcjonowaliśmy na granicy psychicznej wytrzymałości.
Wychodzimy z budynku gospodarczego. Niemcy poszli przodem, a idący ze mną tłumacz żydowski mówi: «Ja wiem, że pani wie gdzie oni są. Lejbko jak sobie chce, ale Fajwel powinien wrócić do żony, która powiedziała, że co ma ich spotkać to niech ich spotka razem». Prosił żebym ja to Fajwlowi przekazała i poszedł.
Nie wiem dlaczego ten Żyd wydał 70 osób. Był on przewodniczącym «Judenrat» (Rady Żydowskiej). Nie mogę osądzać tego człowieka w negatywnym tego słowa znaczeniu. W tamtym okresie wydawało mi się i dzisiaj podtrzymam swoje stwierdzenie, iż sądził on z pewnością, że ich wywiozą do getta w Białymstoku. Nie myślał o najgorszym. On wierzył w inny los. Nie wyobrażam sobie, aby Żyd wydawał wielu Żydów na zagładę”.
Fragment przeżyć pani Woińskiej to jeden z wielu epizodów dotyczących heroicznej postawy Polaków w czasie ostatniej wojny. Nigdy nie zostanie określona żadna granica i miara poświęceń ludzi dla ludzi. Brańsk ma to szczęście, ponieważ mieszkają tu osoby, które od wielu lat zajmują się problemem Holocaustu i nie próbują prawdy historycznej retuszować.
Najbardziej do świadomości naszej przemawiają jednak dane liczbowe, dlatego też pozwolę sobie wprowadzić trochę statystki. Na terenach byłego województwa białostockiego około 80 osób otrzymało przyznany przez Izraelski Instytut Pamięci w Jerozolimie Yad Vashem medal „Sprawiedliwy wśród narodów świata”, z tej liczby 13 wyróżnionych pochodzi z Brańska i okolic, co stanowi ewenement na skalę całego kraju. Dzięki szczególnemu zaangażowaniu mgr. Zbigniewa Romaniuka, historyka z Brańska, liczba sprawiedliwych, a nie wyróżnionych medalem wzrosła o 45 nowych nazwisk.
Niech historycy na sympozjach i wszelkiego rodzaju spotkaniach spierają się na powyższy temat, niech ustalają fakty, weryfikują hipotezy, urealniają przypuszczenia. Zanim jednak nie będą mieli 100% pewności niech nie podają do publicznej wiadomości żadnych informacji, ponieważ krzywdy, jakie mogą wyrządzić głoszeniem nieprawdy pociągnął za sobą całą lawinę oskarżeń, pomówień i zarzutów. Ofiarami tych kalumnii będą najczęściej ludzie, którzy narażali własne życie. Czynili to z chrześcijańskiego obowiązku i potrzeby serca.
„Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”.

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wspomnienie o ks. Zbigniewie Zapaśniku

2022-01-28 16:14

Archiwum ks. Tobiasza Matkowskiego

Zapraszamy do lektury wspomnienia o zmarłym dziś ks. Zbigniewie Zapaśniku. Słowa te zostały przygotowane przez pochodzącego z Jaszkotla, ks. Tobiasza Matkowskiego.

Nasz Dobry Pasterz przyszedł na świat w domu Józefa i Melanii z dom. Dowgiałło dnia 10 stycznia 1944 roku w Jasiańcach, w województwie nowogródzkim, w powiecie lidzkim, w gminie Werenów. Po zmianach terytorialnych, jakie nastąpiły po roku 1945 miejscowość ta, znajduje się w granicach Białorusi. Ks. Zbigniew doskonale znał biedę, wielokrotnie przy spotkaniach opowiadał, jak sporą odległość musiał pokonywać, jeszcze jako dziecko, w celu zakupienia chleba. Te doświadczenia lat dzieciństwa niewątpliwie miały wpływ na formację zarówno duchową jak i ludzką, kształtując Jego kapłańskie serce, pełne wrażliwości na krzywdę i trudności życia.

CZYTAJ DALEJ

Prof. Szuster-Ciesielska: przejście SARS-CoV-2 w kierunku wirusa sezonowego może potrwać nawet 10 lat

2022-01-28 07:08

[ TEMATY ]

COVID‑19

COVID

pixabay

Przejście SARS-CoV-2 w kierunku wirusa sezonowego, powodującego objawy grypopodobne potrwa około 10 lat, a być może nawet dłużej – powiedziała PAP prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Jej zdaniem Omikron nie będzie ostatnim wariantem tego patogenu.

PAP: Czy wirus SARS-CoV-2 ewoluuje już w kierunku postaci łagodniejszej, przypominającej grypę sezonową lub nawet przeziębienie? Miałoby o tym świadczyć pojawienie się bardziej zaraźliwego, a mniej zjadliwego wariantu Omikron. Takie sugestie wysunęli nawet niektórzy eksperci Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

CZYTAJ DALEJ

Afryka: tysiące ludzi dotkniętych cyklonem Ana

2022-01-28 17:29

[ TEMATY ]

Afryka

cyklon

PAP

Burza tropikalna Ana w czterech krajach we wschodniej i południowej Afryce zakłóciła życie tysięcy ludzi. Madagaskar, Malawi, Mozambik i Zimbabwe zostały poważnie dotknięte pierwszym sezonowym cyklonem w regionie. „Robimy, co możemy, ufamy, że Jezus zatroszczy się o resztę” – powiedział papieskiej rozgłośni ks. Innocent Bizimana, salezjanin.

Według danych szacunkowych, w północnym i środkowym Mozambiku cyklon dotknął ok. 45 tys. osób, w tym 23 tys. kobiet i dzieci. Liczba ofiar wzrosła do 70. Wezbrana woda zniszczyła mosty, a osunięcia ziemi uszkodziły drogi. Zalane są liczne pola upraw, rolnicy stracili także zwierzęta hodowlane. Ana zniszczyła 10 tys. domów oraz spowodowała przerwy w dostawie prądu. Co najmniej 346 sal lekcyjnych (w 137 szkołach) i 12 ośrodków zdrowia zostało częściowo lub całkowicie zniszczonych. Ponad 27 tys. uczniów zostało pozbawionych możliwości kontynuowania nauki, a wielu ludziom brak jest dostępu do usług zdrowotnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję