Reklama

Prezydent Kolumbii z Pokojową Nagrodą Nobla

2016-10-07 13:15

wpolityce.pl

YouTube.com
Juan Manuel Santos, prezydent Kolumbii

Prezydent Kolumbii Juan Manuel Santos został tegorocznym laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Norweski Komitet Noblowski przyznał to wyróżnienie za zawarcie porozumienia pokojowego z partyzantką FARC.

Juan Santos zdecydował się zakończyć konflikt, który kosztował dziesiątki tysięcy istnień ludzkich, i rozpoczął proces odbudowy społeczeństwa. To też uznanie dla narodu kolumbijskiego, który mimo cierpień i naruszeń praw człowieka, zdecydował o rozpoczęciu procesu pokojowego — odczytano w uzasadnieniu wyboru prezydenta Kolumbii.

Reklama

Zwycięzcę wskazał powoływany przez norweski parlament pięcioosobowy Komitet Noblowski. Do Pokojowej Nagrody Nobla zgłoszono w tym roku aż 376 kandydatur, w tym 228 osób i 148 organizacji. Nagrodę, przyznawaną od 1901 r., w ubiegłym roku otrzymał Tunezyjski Kwartet na rzecz Dialogu Narodowego.

Tydzień noblowski rozpoczął się w Sztokholmie w poniedziałek od ujawnienia werdyktu komitetu Instytutu Karolinska, przyznającego Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny. We wtorek Komitet Noblowski Królewskiej Szwedzkiej Akademii Nauk przyznał Nobla z fizyki, w środę przyznał zaś nagrodę z chemii. Kolejna nagroda przyznana zostanie w poniedziałek 10 października w Sztokholmie, gdy poznamy laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii. To jedyna dodatkowa nagroda, o której nie wspomina w swoim testamencie Nobel.

Tagi:
nagroda Nobla

Mężczyzna, który "naprawia" kobiety - rozmowa z laureatem Pokojowej Nagrody Nobla

2019-06-04 16:49

tom (KAI) / Watykan

Dr. Denis Mukwege jest ginekologiem i laureatem Pokojowej Nagrody Nobla w 2018 r. Lekarz z Demokratycznej Republiki Konga (DRK) otrzymał nagrodę za zbudowanie i prowadzenie szpitala Panzi w Bukavu na wschodzie kraju. Od chwili utworzenia placówki w 1999 r. skorzystało tam z pomocy ponad 85 tys. kobiet, mających poważne problemy zdrowotne, w przeszło 60 proc. wywołane przez przemoc na tle seksualnym. Doktor Mukwege nie tylko próbuje leczyć rany fizyczne kobiet, ale także mówi światu o zbrodni gwałtu jako "narzędzia wojny i konfliktów zbrojnych".

wikipedia.org

W ubiegłym tygodniu 64-letni lekarz, który jest synem pastora Kościoła zielonoświątkowego, spotkał się w Watykanie z papieżem Franciszkiem. „Papież bardzo dobrze zna problemy mojego kraju” - powiedział w wywiadzie dla "Vatican News" i dodał: „Dba o słabych, biednych. On jest człowiekiem Boga. Spotkanie z nim jest zachętą dla naszej pracy na rzecz osób bezbronnych”.

Dr. Mukwege wyraził gotowość współpracy z Watykanem w sprawie pokoju, sprawiedliwości i poszanowania integralności stworzenia. „Absolutnie! Dlatego tu też jestem. Choćby patrząc na to, co robi Watykan, w kwestii poszanowania ludzkiej godności, co jest bardzo ważne. U nas, w Demokratycznej Republice Konga, życie ludzkie nie ma już żadnej wartości. Ludzie giną z banalnych powodów" - powiedział lekarz.

Przypomniał, że DRK jest krajem chrześcijańskim. „Powinno się więc uczyć ludzi, jaką wartość ma miłość i faktu, że zostaliśmy stworzeni na obraz Boga. Tymczasem tracimy godność, jaką powinniśmy mieć. Dlatego musimy połączyć siły, musimy współpracować z ludźmi wierzącymi w Boga, którzy wierzą w tę wartość, którą Bóg daje człowiekowi!" - zaapelował.

Mukwege wyznał, że nie jest szczęśliwy z tego, że powszechnie nazywany jest mężczyzną, który „naprawia kobiety”. „Niestety, to zostało mi dane, ponieważ te kobiety nie otrzymują często właściwej pomocy, której im udzielamy! Tym kobietom naprawdę potrzebny jest szacunek. A to oznaczałoby, że należy im się równouprawnienie. Cały czas robimy różnicę między mężczyzną a kobietą, co prowadzi do tego, że kobieta jest uważana za gorszą istotę. Czyniąc to, torujemy drogę do procesu, który prowadzi do jej zniszczenia - i całkowicie zapominamy, że są nam, mężczyznom równe, że są naszym odpowiednikiem, że Bóg stworzył je zgodnie ze swoim obrazem” - zaznaczył dr. Mukwege.

Lekarz przyjechał do Watykanu z pastorem ks. Nicolasem, z którym współpracuje a którego parafia prężnie działa zwłaszcza dzięki zaangażowaniu kobiet.

„Myślę, że w naszym kongijskim społeczeństwie nie będzie postępu, chyba że damy kobiecie miejsce, na które zasługuje. Kobiety są wszędzie, na rynku, w polu, w transporcie i handlu. Są niesamowicie żywotne. Niestety, chociaż akceptuje się ich pracę, to nie pozwala się z nimi dzielić owocami ich pracy. To błąd, który popełniamy! W Kongu, w Afryce, na świecie, kobieta w końcu potrzebuje swojego należnego jej miejsca” - powiedział.

Za swe zaangażowanie na rzecz poszkodowanych kobiet i demaskowania zbrodni wojennych wielokrotnie grożono mu śmiercią a w październiku 2012 czterej uzbrojeni napastnicy napadli na jego dom, wzięli jako zakładniczkę jego córkę i usiłowali go zabić. Udało mu się uniknąć śmierci, ale na kilka miesięcy musiał opuścić kraj i swój szpital, który został w tym czasie całkowicie splądrowany. Powrócił tam w styczniu następnego roku, owacyjnie witany przez miejscową ludność, zwłaszcza byłe ofiary, które aby opłacić swój przejazd, sprzedawały owoce i warzywa. „Jestem ginekologiem. Dużo pracuję, często jestem na sali operacyjnej, leczyłem matki, potem ich córki, a teraz wnuczki - uważam ich sytuację za niedopuszczalną i dlatego wyszedłem poza szpital i próbowałem uświadomić światu, co dzieje się w Demokratycznej Republice Konga” - powiedział.

Przypomniał rok 1994 i ludobójstwo do jakiego doszło w Rwandzie. Ponad milion ludzi uciekło w tym czasie do DRK. Uzbrojone grupy rebeliantów przyjechały razem z nimi. Rezultatem tego było to, co niektórzy nazywają „afrykańską wojną światową”. Ponad sześć milionów zginęło z powodu masakr lub głodu i ponad 200 tys. stało się ofiarami gwałtów.

„W tej chwili, kiedy rozmawiamy, w DRK są cztery miliony wewnętrznych migrantów. I nie mam tu na myśli ludzi, którzy mieszkają w obozach dla uchodźców i są tam karmieni, ale ludzi, którzy są całkowicie pozostawieni samym sobie. Uciekli ze swoich wiosek i nie znaleźli nigdzie ani bezpiecznych miejsc ani pomocy. Więcej ukrywają się gdzieś, aby umrzeć. Do tego mamy setki tysięcy zgwałconych kobiet. Jest to naprawdę bardzo poważna sytuacja" - powiedział dr. Mukwege.

Tylko połowę swojego czasu pracy lekarz spędza na sali operacyjnej, drugą połowę poświęca działaniom na rzecz praw człowieka. „Myślę, że będę tak robił jeszcze tylko przez jakiś czas. Mam szczerą nadzieję, że pewnego dnia Kongijczycy i wszyscy, którzy nam towarzyszą w swoich modlitwach i działaniach, będą mogli powiedzieć: `Kongo jest krajem pokoju, w którym dzieci mogą wzrastać w pokoju, bez strachu przed śmiercią. gdzie mogą chodzić do szkół itd`. Tą nadzieją wszyscy żyjemy” - zaznaczył.

Zwrócił uwagę, że wciąż za mało mówi się „sprawach kobiet". „Świat musi wstać i powiedzieć: `Nie możemy pozostać obojętni, gdy ludzka godność jest deptana!` Nie mamy jeszcze takich działań" - powiedział.

Fakt, że w jego ojczyźnie trwa nieustanna wojna i przemoc, w opinii laureata Nagrody Nobla, dotyczy wyłącznie bogactwa zasobów naturalnych jakie posiada DRK. „Więc to nie jest wojna plemienna, nie dajmy się oszukać! To nie jest wojna religijna i nie jest wojną o ziemię. To jest po prostu wojna o eksploatację bogactw naturalnych, które dał nam Bóg ” - zaznaczył.

W ostatnim czasie dr. Mukwege wiele jeździ po Afryce. "I co widzimy. Najpierw w danym kraju niszczy się wszystko. A potem, kiedy wszystko jest zepsute, to co się dzieje? Przede wszystkim emigrują młodzi, a wraz z nimi powstaje fala, której nie można powstrzymać murami i drutem kolczastym. Na to wszystko mielibyśmy rozwiązanie. Pierwszym rozwiązaniem jest pokój. Drugim rozwiązaniem jest kształcenie tych młodych ludzi na miejscu, wtedy będą wprowadzać innowacje w swoim domu i nie będą już zainteresowani przemierzaniem pustyń, aby w jakikolwiek sposób dotrzeć do Europy ” - powiedział.

Z mocą podkreślił, że jego kraj „bardzo cierpi”. „Każdy, kto ma dziś smartfona, ma w rękach produkt kongijski, co pokazuje, że są rozwiązania. Nie chodzi o to, aby to, co posiadamy zachowywać tylko dla siebie, możemy i powinniśmy dzielić się ze wszystkimi, ale w uczciwy sposób, sprawiedliwe, tak, że ludzie w Kongu będą mogli żyć, pracować i zarabiać na życie w swojej ojczyźnie. Jeśli dziś toczy się wojna o złoża naturalne, paliwa kopalne, nie możemy się dziwić, że młodzi ludzie opuszczają strefy wojny i szukają bezpieczeństwa gdzie indziej" - zaznaczył dr. Mukwege.

Jego zdaniem każdy, kto widział cierpienie zgwałconych kobiet z bliskiej odległości, nie może zapomnieć tego widoku. Operował kobiety po gwałcie z kulami w pochwie albo których narządy zostały spalone. „To jest bardzo mocne. Musiałbym nie być człowiekiem, aby nie czuć emocji. To mnie dotyka, dotyka tego, co jest dla nas najświętsze, dotyka naszego samego człowieczeństwa. Jeśli naprawdę niszczysz kobiety, jeśli zobaczysz, jakim barbarzyństwem są całkowicie zniszczone dzieci, to ten kto nic nie czuje na ich widok, ma problemy z samym sobą, z rodzajem i sposobem widzenia innych ludzi” - zaznaczył.

Jego zdaniem, aby walczyć z przemocą seksualną i pomóc Kongo w budowaniu przyszłości, należy przede wszystkim głośno krzyczeć na ten temat. „Myślę, że to nie wystarczy, jeśli krzyczę sam. Potrzebuję innych ludzi, którzy też krzyczą. Im bardziej Kongijczycy i przyjaciele Konga będą razem głośniej krzyczeć „dosyć!”, tym szybciej zostaniemy wysłuchani. Jestem pewien, że pewnego dnia wołanie o naszym dramacie, zostanie wysłuchane" - zapewnił dr. Mukwege.

"Mężczyzna, który naprawia kobiety" prowadzi także kampanię przeciwko bezkarności zbrodni łamania praw człowieka we wschodnim Kongu. Mówi nie tylko o przywróceniu „sprawiedliwości”, ale także "naprawie sądownictwa".

„To jest mój apel dzisiaj: troszczmy się o pokój bez którego nie będzie sprawiedliwości. Kiedy mówimy o sądownictwie bardzo ważne jest to, aby ludzie zrozumieli, że nie jest to tylko represja. Sądownictwo może również naprawiać, może zapewnić, że przemoc nie powtórzy się! Jeśli nie ma sprawiedliwości, wszystko pęka. Wtedy całe społeczeństwo upada" - powiedział laureat Pokojowej Nagrody Nobla w rozmowie z Vatican News.

Urodzony 1 marca 1955 w Bukavu we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga jako trzecie z dziewięciorga dzieci pastora zielonoświątkowego Denis Mukwege odbył studia lekarskie w swej ojczyźnie i we Francji. Z wykształcenia jest ginekologiem położnikiem, specjalizującym się zwłaszcza w leczeniu i prowadzeniu kobiet, które padły ofiarami gwałtów, przede wszystkim zbiorowych. Dochodziło do nich i dochodzi na wielką skalę w czasie tzw. Drugiej Wojny Kongijskiej, rozpoczętej w 1998 i trwającej do dzisiaj, mimo kilku zawartych porozumień o przerwaniu ognia i zaprowadzeniu pokoju.

Noblista jest dyrektorem ds. medycznych założonego przez siebie w 1999 szpitala Panzi w swym mieście rodzinnym. Placówka ta szybko stała się znana w całym kraju i poza jego granicami z leczenia ofiar przemocy seksualnej a on sam światowym ekspertem w tej dziedzinie.

We wrześniu 2012 na forum ONZ w Nowym Jorku Mukwege potępił panującą w jego kraju bezkarność za masowe gwałty, krytykując zarazem miejscowy rząd i inne kraje za to, że nie podejmują dostatecznych wysiłków, aby zakończyć „tę niesprawiedliwą wojnę, wykorzystującą przemoc wobec kobiet i gwałty jako strategię wojenną”.

Mukwege jest laureatem wielu nagród krajowych i międzynarodowych, m.in. Nagrody Praw Człowieka ONZ w 2008, Nagrody im. A. Sacharowa w 2014 i Nagrody Prawa do Życia w 2013. Od tegoż roku był kilkakrotnie zgłaszany także do Pokojowego Nobla, którego ostatecznie przyznano mu w 2018 „za wysiłki mające na celu zaprzestanie stosowania przemocy seksualnej jako narzędzia wojny i konfliktów zbrojnych”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: biskupi przeciwni in vitro dla lesbijek i samotnych kobiet

2019-09-17 15:28

pb (KAI/tv5monde.com/aleteia.org) / Paryż

Na kilka dni przed parlamentarną dyskusją nad ustawą bioetyczną, która m.in. rozszerza możliwość zapłodnienia pozaustrojowego na pary lesbijskie i samotne kobiety, francuscy biskupi katoliccy zorganizowali 16 września konferencję na ten temat w Kolegium Bernardynów w Paryżu. Wyrazili na niej swój sprzeciw wobec proponowanych rozwiązań i poparli zaniepokojonych nimi obywateli, którzy 6 października zamierzają uczestniczyć w manifestacji organizowanej w stolicy Francji.

Prylarer/pixabay.com

Nowy przewodniczący Konferencji Biskupów Francji abp Eric de Moulins-Beaufort zauważył, że duża część polityków i parlamentarzystów pozostaje „ślepa na wyzwania” związane z tym, co chcą przegłosować, gdyż „są zafascynowani obietnicami techniki medycznej i techniki prawnej”. Przestrzegł przed „prokreacją wydaną na łup manipulacji medycznej”, ale też przed „majsterkowaniem przy pochodzeniu”, gdyż projekt ustawy zmienia również zasady ustalania rodowodu dziecka. Metropolita Reims wskazał na ryzyko „liberalnej eugeniki”, „rynku” prokreacyjnego, nierówności między dziećmi znającymi swoich rodziców a tymi, którzy nie będą mogli ich poznać, a także przed „poszerzaniem ram eksperymentów na embrionach” ludzkich.

Abp de Moulins-Beaufort wsparł także obywateli zaniepokojonych projektem ustawy i zamierzających dać temu wyraz poprzez uczestnictwo 6 października w manifestacji organizowanej przez 20 stowarzyszeń, w tym La Manif pour tous, która przed kilku laty wyprowadziła na ulice kilka milionów Francuzów w proteście przeciwko legalizacji „małżeństw” jednopłciowych. Przyznał wręcz, że mają oni obowiązek to zrobić. Zaznaczył jednocześnie, że to nie Kościół organizuje tę demonstrację, gdyż nie jest to kościelny sposób działania i że sam nie weźmie w niej udziału.

Episkopat zawarł swe stanowisko w formie pytań do parlamentarzystów w książce „Bioéthique, quel monde voulons-nous ?” (Bioetyka: jakiego świata chcemy?), autorstwa abp. Pierre’a d’Ornellas’a, odpowiedzialnego w konferencji episkopatu za tę dziedzinę, który również przemawiał w Kolegium Bernardynów. Odwołując się do słynnego zdania zdania Martina Luthera Kinga: „I have a dream” (Mam marzenie), metropolita Rennes stwierdził, on także ma marzenie w kwestiach bioetycznych, które żywi się wiarą w Boga. Wyznał, że marzy o bioetyce „przepełnionej szacunkiem dla godności ludzkiej prokreacji”, o „bioetyce oświeconej, która w sposób odpowiedzialny korzysta z techniki” i która „nie wspiera gigantycznego rynku prokreacyjnego”.

- Czy skręcamy w dobrą drogę, gdy pozwalamy na rozwój liberalnej eugeniki, która wydaje się uzasadniona, bo pozwala na nią technika? Czy skręcamy w dobrą drogę, gdy nieprzedyskutowana decyzja polityczna zobowiązuje do niepewnych i pospiesznych zmian w ludzkim rodowodzie? Czy rewolucja w prawie o pochodzeniu proponowana przez ministra sprawiedliwości jest skrętem w dobrą stronę na przyszłość, gdy to prawo ustala, że nie jest już prawdą, iż kobieta, która rodzi jest matką, gdy w małżeństwie ma ona dziecko dzięki technice wspomaganego rozrodu z kimś trzecim - dawcą [spermy]? - pytał abp d’Ornellas.

Głos zabrał także arcybiskup Paryża Michel Aupetit, z zawodu lekarz, który mówił o ewolucji roli medycyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Parlament Ekwadoru odrzucił legalizację aborcji!

2019-09-18 14:36

We wtorek 17 września 2019 r. Zgromadzenie Narodowe odmówiło przyjęcia poprawek do Zintegrowanego Kodeksu Karnego (COIP), pomiędzy którymi była legalizacja aborcji eugenicznej oraz na skutek przemocy. Za zmianami opowiedziało się jedynie 65 deputowanych, a 6. wstrzymało się od głosu. Ekwadorskie Zgromadzenie Narodowe liczy 137 członków. Dla przyjęcia zmian koniecznych było 70 głosów.

Wynik był dla wielu dużym zaskoczeniem, ponieważ wcześniej wydawało się, że zmiany te zostaną zaaprobowane z przewagą ok. 20 głosów. Za odrzuceniem tych zamian głosowali niektórzy posłowie z prawie wszystkich ugrupowań, co było wielkim zaskoczeniem.

Ostatecznie do ich przyjęcia zabrakło 5 głosów! Prawo zabraniające aborcji w Ekwadorze pozostało nie zmienione!

Mobilizacja obrońców życia była bardzo duża. Bardzo stanowczo wypowiadali się ekwadorscy biskupi, mobilizując wiernych. Obrońcy życia z Guayaquil, największego miasta Ekwadoru, gdzie obecnie wędruje Ikona Częstochowska „Od Oceanu do Oceanu” postanowili z wielką modlitwą zabrać Ją ze sobą przed Zgromadzenie Narodowe do stolicy Quito. Ludzie byli przeciwni tym zmianom, ale w większości przekonani, że zostaną wprowadzone, więc prosili Matkę Boża o cud. Towarzyszył im ks. Leon Juchniewicz, polski misjonarz od ponad 30 lat pracujący w Ekwadorze, a obecnie kustosz wędrującej Ikony.

Ikona Częstochowska „Od Oceanu do Oceanu” została bezpiecznie ustawiona za barierkami, tuż koło wejścia do Parlamentu. Wszyscy wchodzący do środka patrzyli Jej w Oczy. Trwała wielka modlitwa na całym świecie.

Niepokonane Zwycięstwo, jak nazywają tę Ikonę prawosławni, znowu zwyciężyło! Aborcja w Ekwadorze pozostała nielegalna, uratowanych zostało tysiące, najczęściej bardzo ubogich dzieci.

Na plac przed Parlamentem przyjechały tłumy. Krzykliwa grupa feministek została zamknięta w osobnym sektorze, a i tak po ogłoszeniu wyniku głosowania stały się tak agresywne, że musiała interweniować policja.

Ks. Leon prosi, aby podziękować Polakom, którzy przyłączyli się do modlitwy w intencji Ekwadoru oraz wszystkim agencjom prasowym, które upowszechniły nasz apel. Przede wszystkim Jasnej Górze, która modliła się przed Cudownym Wizerunkiem w czasie Różańca i Apelu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem