Reklama

Watykan: Polak będzie reprezentował UE przy Stolicy Apostolskiej

2016-10-10 12:43

st (KAI) / Watykan / KAI

pl.wikipedia.org

Ojciec Święty przyjął dziś listy uwierzytelniające od amb. Jana Tombińskiego, który będzie reprezentował Unię Europejską przy Stolicy Apostolskiej.

Amb. Jan Tombiński urodził się 4 października 1958 w Krakowie. Jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie uzyskał tytuły magistra germanistyki (1984) i historii (1985). Początkowo (1985–1987) pracował w bibliotece uniwersyteckiej na UJ, a później jako wykładowca w Instytucie Historii na tej uczelni.

W latach 1981–1984 był wiceprzewodniczącym Niezależnego Zrzeszenia Studentów na Uniwersytecie Jagiellońskim, po 13 grudnia 1981 działał w strukturach podziemnych NZS i przez pewien czas był też przewodniczącym samorządu studenckiego na UJ. W maju 1988 był członkiem redakcji podziemnego pisma „Przegląd Wiadomości Strajkowych”, wydawanego w Krakowie przez Komitet Strajkowy „Solidarności” Huty im. Lenina.

Od 1990 związany z polską dyplomacją. Do 1995 był zatrudniony w Ambasadzie RP w Pradze w Czechosłowacji i Republice Czeskiej, kolejno w randze II i I sekretarza, a następnie konsula i ministra pełnomocnego. W latach 1995–1996 był konsulem ministrem pełnomocnym w Ambasadzie RP w Lublanie w Słowenii, a następnie w latach 1996–1998 pełnił funkcję ambasadora RP w Słowenii, a do 1999 także w Bośni i Hercegowinie.

Reklama

W latach 1998–2001 pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Warszawie na stanowisku dyrektora Departamentu Europa. W latach 2001 – 2006 był ambasadorem RP w Paryżu we Francji. 1 lutego 2007 objął stanowisko Stałego Przedstawiciela RP przy UE, został z niego odwołany z dniem 31 sierpnia 2012. W tym samym roku powierzono mu funkcję ambasadora Unii Europejskiej na Ukrainie, którą pełnił do roku 2016.

Włada biegle językami angielskim, niemieckim, francuskim, słoweńskim, czeskim i ukraińskim. Jan Tombiński jest żonaty z dr Agnieszką Tombińską i ma dziesięcioro dzieci. Stolica Apostolska utrzymuje relacje dyplomatyczne z Unią Europejską od 13 grudnia 2007 roku.

Tagi:
Watykan ambasador

Reklama

Polacy ze wschodu wracają do Ojczyzny

2019-09-25 09:51

Rozmawia Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. 16-17

Jesteśmy wielkim, dumnym 60-milionowym narodem, a ponad 22 mln Polaków żyje poza Polską. Oni często są ambasadorami polskości – mówi Anna Schmidt-Rodziewicz, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełnomocnik Premiera ds. dialogu międzynarodowego

Artur Stelmasiak/Niedziela
Min. Anna Schmidt-Rodziewicz

ARTUR STELMASIAK: – Pani Minister zajmuje się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów m. in. sprawami Polonii. Który kierunek jest Pani najbliższy?

MIN. ANNA SCHMIDT-RODZIEWICZ: – Wschód, oczywiście. To jednak nie jest Polonia, ale Polacy na Wschodzie, którym zabrano ojczyznę. Często jeżdżę na Wschód, a szczególnie na Ukrainę, Litwę, Białoruś i do Rosji.

– To ma Pani wspólną pasję z min. Michałem Dworczykiem, który od lat zajmuje się wspieraniem Polaków.

– Dokładnie. Zanim objęłam funkcję w KPRM, byłam przewodniczącą sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, której wcześniej szefował min. Dworczyk, a w poprzedniej kadencji – min. Adam Lipiński. Poruszam się więc po ich śladach. W tamtym roku wybrałam się w daleką podróż, na spotkanie wielkanocne z Polakami na Syberii – do Irkucka i Władywostoku, to 50 km od granicy z Koreą Północną. Według danych konsularnych, przez 90 lat nie było tam żadnego przedstawiciela Rzeczypospolitej. W tym roku podczas wielkanocnej Mszy św. modliliśmy się wspólnie z Polakami w Pietropawłowsku na Kamczatce. Byłam pierwszym polskim politykiem, który tam dotarł. To było bardzo poruszające spotkanie.

– Odnoszę wrażenie, że jest Pani właściwą osobą na właściwym miejscu. Czy mam rację?

– Panie Redaktorze. Mój zawód – bycie posłem, a także angażowanie się w sprawy rodaków poza granicami naszego kraju są moją pasją i jestem w to emocjonalnie zaangażowana. Myślę, że to wielkie szczęście mieć możliwość łączenia pasji z pracą, szczególnie jeśli się jest członkiem rządu i ma się skuteczne narzędzia do realizacji tych celów. Czy można chcieć więcej?

– Gdzie obecnie jest najtrudniejsza sytuacja Polaków na Wschodzie?

– Wszędzie są różne problemy, ale chyba najgorzej mają Polacy na Białorusi. W ostatnim czasie odbyłam tam kolejną podróż, ale pierwszą jako członek rządu. Zaprosiłam swojego odpowiednika z rządu białoruskiego do Polski, by zobaczył, jak u nas traktuje się mniejszości narodowe, w tym białoruską. My nie robimy problemów ze szkołami czy nauką języka białoruskiego. Na Białorusi natomiast ciągle napotykamy ograniczenia w tej materii. O tym trzeba głośno mówić.

– Sytuacja na Białorusi się poprawia, pogarsza czy w ogóle się nie zmienia?

– Największy Związek Polaków na Białorusi, na czele z p. Angeliką Borys, od 2005 r. ciągle jest uznawany przez władze za nielegalny, choć strona polska – bez względu na opcję polityczną – przy każdej okazji podkreśla, że Warszawa uznaje właśnie tę organizację. Od pewnego czasu obserwujemy jednak delikatną odwilż, ustały represje wobec związku i pani prezes. Wcześniej dochodziło do zatrzymań, przesłuchań i rozpraw sądowych pod pretekstem łamania prawa białoruskiego, którego przecież nikt nie łamie. Teraz władze białoruskie „przymykają oko”.

– Pamiętam, jak rząd PO-PSL przesunął środki na Polaków i Polonię z Senatu do MSZ. Na tę zmianę bardzo narzekali Polacy z Białorusi, Ukrainy i Litwy. Czy teraz udało się ten błąd naprawić?

– Tak, te pieniądze wróciły do Senatu i została podniesiona kwota z 75 mln do 100 mln zł. Ale tych środków jest ciągle mało. Na pewno jednak jest lepiej, niż było, i mam nadzieję, że w kolejnych latach uda się te kwotę zwiększać. Jest wiele potrzeb.

– W Polsce widzimy bardzo dużą falę emigracji zarobkowej z Ukrainy. Czy z tą falą przyjeżdżają także Polacy?

– Polacy przyjeżdżają do nas głównie w ramach programu repatriacji. My ten proces odblokowaliśmy i staramy się jeszcze bardziej go udrażniać. Przypomnę miażdżący raport NIK z 2015 r., który wskazywał, że jeżeli mechanizm nie zostanie zmieniony, repatriacja nie skończy się w ciągu najbliższych 25 lat. Dane z MSZ mówią, że na Wschodzie może być ok. 10 tys. chętnych, ale im trzeba pomóc, stosując odpowiednie instrumenty finansowe. Nie wystarczy powiedzieć: przyjeżdżajcie, bo my tu na was czekamy. To za mało.

– To jak pomagamy?

– Musimy tworzyć narzędzia finansowe, bo stopa życia na Wschodzie jest dużo niższa niż w Polsce. Dla naszych rodaków problemem był fakt, za co i gdzie przyjechać. Osoby pracujące, w tzw. wieku produkcyjnym, były zapraszane przez samorządy, ale w o wiele trudniejszej sytuacji znaleźli się starsi Polacy. Im trzeba pomagać, bo trudniej się aklimatyzują. To dla nich stworzyliśmy już 2 ośrodki repatriacyjne i powstaje trzeci. Pierwszy taki ośrodek działa w Domu Polonii w Pułtusku, drugi – w Środzie Wielkopolskiej. Przyjmujemy tam ludzi, którzy nie mają się gdzie podziać. Nie mają zaproszenia od samorządu ani od rodziny, nie mają gotowego miejsca pracy ani mieszkania. Jest też duży pakiet pomocy finansowej na start. Czteroosobowa rodzina Polaków może otrzymać nawet 125 tys. zł, ponadto dach nad głową i pomoc w adaptacji przez pierwszych kilka miesięcy pobytu w Polsce. To bardzo dużo.

– A jaka sytuacja była za poprzednich rządów?

– Całe instrumentarium finansowe, zmiany ułatwiające przyjazd, przyspieszenie wydawania wiz repatriacyjnych oraz tworzenie ośrodków – to zmiany, które my wprowadziliśmy, w tej kadencji Sejmu.

– Ilu Polaków sprowadzamy do Polski?

– W 2018 r. sprowadziliśmy ok. 1000 osób – w tym będzie pewnie więcej. Cały czas jest przyrost, bo wreszcie są narzędzia finansowe na repatriację. Powołaliśmy specjalne stanowisko w MSWiA – pełnomocnika rządu ds. repatriacji w randze ministra, który osobiście odpowiada za ten proces.

– A zatem te 10 tys. uda się zapewne szybciej sprowadzić niż jak za PO, w ciągu 25 lat. A czy zmieniło się także nastawienie władzy wobec Polonii na Zachodzie?

– Oczywiście, że tak. Wszystkie najważniejsze ośrodki władzy mają specjalne stanowiska ds. Polonii i Polaków. Znowelizowaliśmy ustawę Karta Polaka, dzięki której stworzyliśmy most między Polską a Polonią na całym świecie. Wcześniej Karta Polaka dotyczyła tylko osób ze Wschodu, z terenu byłych republik Związku Radzieckiego, teraz mogą się o nią starać także przedstawiciele Polonii na Zachodzie. Do tej pory niewiele osób wie, że druga co do wielkości – po Polonii amerykańskiej – jest Polonia w Brazylii, która liczy aż 3 mln Polaków i osób polskiego pochodzenia. Obecnie w Brazylii jest bardzo duże zainteresowanie Kartą Polaka.

– Teraz zadam banalne pytanie, ale niestety, niektórzy je sobie stawiają: Dlaczego powinno nam zależeć na Polonii?

– Jesteśmy wielkim, dumnym 60-milionowym narodem, a ponad 22 mln Polaków żyje poza Polską. Z tego wielu naszych obywateli tu, w Polsce, nie zdaje sobie sprawy. Rodacy poza granicami są naszym dobrem narodowym i bezwzględnie musimy się o nich upominać. Oni często są ambasadorami polskości, a czasem wystarczy jedynie wzmocnić tę ich więź z ojczyzną, by się takimi ambasadorami stali.

– A jeśli chodzi o naszych rodaków na Wschodzie, to chyba mamy moralny obowiązek, naprawiamy winy naszych zaborców i okupantów. Wiele tych rodzin trafiło tam przecież za to, że kochali Polskę...

– Dokładnie tak. Część Polaków trafiło tam w wyniku zsyłek i rozłąki z ojczyzną za bycie Polakami, a druga część to ofiary zmiany granic po II wojnie światowej. Oni zostali z dnia na dzień pozbawieni swojej matki ojczyzny i dlatego, jak każda dobra matka, Polska musi się o swoje dzieci troszczyć, a także się o nie upominać.

– Zmieńmy temat. Pani Minister jest też posłem z Podkarpacia. A media ostatnio donoszą, że jako poseł zbyt często poróżuje Pani w rodzinne strony.

– To są nie tylko moje rodzinne strony, ale także mój okręg wyborczy. A przecież taka jest rola posła, by słuchał ludzi ze swojego terenu i był ambasadorem ich spraw tu, w parlamencie. Po to zostałam wybrana, aby wypełniać wolę suwerena – zabiegać o sprawy Podkarpacia i stale być z moimi wyborcami.

– Czyli dostało się Pani za to, że jest Pani gorliwym posłem i ministrem.

– Odnoszę wrażenie, że moja aktywność nie została uwzględniona przy opisywaniu moich podróży między Podkarpaciem a Warszawą. Najlepiej siedzieć w domu i nic nie robić. Nie jestem typem polityka, który na dwa tygodnie przed wyborami przypomina sobie o swoich wyborcach. Ja tam mam swoje biura poselskie i muszę spotykać się z ludźmi. Muszę też pracować w Warszawie. Za to mi płacą – wyborcy i polski rząd.

– To co się Pani udało zrobić dla Podkarpacia?

– Tę kadencję zamykam wynikiem ponad 250 mln zł. To kwota środków pozyskanych dla mojego okręgu wyborczego. Nic jednak nie dzieje się samo. Trzeba słuchać potrzeb mieszkańców Podkarpacia, a potem skutecznie w tych sprawach pukać do drzwi członków rządu.

– Jakiś przykład tych inwestycji...

– To długo tu posiedzimy... (śmiech). Rok temu premier Mateusz Morawiecki ogłosił program „Mosty+” i pierwszą inwestycją w ramach tego projektu będzie budowa mostu na rzece San w moim rodzinnym Jarosławiu. Wyborcy prosili mnie także o interwencję ws. remontu zniszczonej drogi krajowej 77, biegnącej przez powiat jarosławski. Gdy 1,5 roku temu odbyłam pierwszą rozmowę w tej sprawie z ministrem infrastruktury, inwestycja znajdowała się na 625. pozycji listy rezerwowej. Teraz jest w trakcie realizacji. To koszt ponad 50 mln zł. Na moją prośbę minister kultury objął finansowaniem utworzenie państwowej szkoły muzycznej II stopnia, aby zdolna młodzież mogła się kształcić za darmo. Za kilka dni Polska Spółka Gazownictwa otwiera w Jarosławiu nową placówkę, o którą zabiegałam ponad 2 lata. To 80 nowych miejsc pracy. Tego naprawdę jest dużo i trzeba za tym chodzić, bo z Warszawy nie widać, czego potrzebują mieszkańcy na południowo-wschodnich rubieżach Polski. Od tego są posłowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

MOPS w Częstochowie wstrzymał wsparcie finansowe dla schroniska dla bezdomnych mężczyzn

2019-12-14 20:15

Ks. Mariusz Frukacz

MOPS w Częstochowie zaprzestał współpracy z Caritas w prowadzeniu jedynego i najstarszego Schroniska dla Mężczyzn w Częstochowie. Władze miasta chcą bezdomnych mężczyzn przenieść do odległego Bełchatowa.

Archiwum Straży Miejskiej

„Informacja ta o tyle jest przykra że poszkodowanymi są bezdomni traktowani jak “towar”, który można przewozić z miejsca na miejsce bez rozmowy i odpowiedniego przygotowania. Podopieczni są zbulwersowani – osobiście ich rozumiem – bo po raz kolejny traktowani są przedmiotowo i na zasadzie “za ile” możemy pozbyć się problemu” - pisze ks. Marek Bator, dyrektor Caritas Archidiecezji Częstochowskiej w oświadczeniu zamieszczonym na stronie Caritas częstochowskiej.

„Jest już zimno a oni będą przewożeni do Bełchatowa – bo “za tyle są warci” !!!! Jesteśmy bezradni w decyzji Włodarzy Miasta oraz zaskoczeni formułą w której jest tyle niejasności i przebiegłych mechanizmów zarządzania- lub jego braku. Schronisko to niewielki dom w którym możemy dać schronienie 45 osobom. To ludzie schorowani, bez środków do życia – a średnia wieku mieszkańców to 60 lat. Chcą mieszkać w Częstochowie – bo to są Częstochowianie!!!!!!!!!” – pisze ks. Bator.

Dyrektor Caritas częstochowskiej w rozmowie z „Niedzielą” wyraził nadzieję, że zostaną podjęte rozmowy, które doprowadzą do właściwego rozwiązania sytuacji, respektującej godność osób bezdomnych.

Bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej skierował apel do władz miasta i MOPS-u w Częstochowie o wstrzymanie decyzji, zwłaszcza ze względu na zbliżające się święta Bożego Narodzenia i zimę.

„Zbliżają się święta. Niemal codziennie organizujemy spotkania dla ubogich i bezdomnych. W każdym mieście odbędą się wigilie dla potrzebujących. W tym kontekście szczególnie dziwi decyzja Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Częstochowie o zerwaniu współpracy z Caritas na prowadzenie Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn przy ul. Krakowskiej. W praktyce oznacza to konieczność wyprowadzenia z domu około 40 bezdomnych mężczyzn, głównie starszych i pochodzących z Częstochowy. Ze względów finansowych miasto proponuje im przeprowadzkę do ośrodka w Bełchatowie. Jedno z najstarszych przytulisk w mieście ma być zamknięte i to tuż przed rozpoczęciem zimy i przed świętami. Komuś zabrakło wyobraźni i serca! Proszę o modlitwę za mieszkańców tego przytuliska. Wielu z nich woli wrócić na ulicę niż jechać w obce miejsce. Wielu z nich w tym przytulisko znalazło nie tylko dach nad głową, ale miejsce pokoju i dochodzenia do zdrowia. Jeszcze bardziej proszę o modlitwę za władze miasta i MOPS-u o odłożenie tych decyzji i podjęcie rozmów i wszelkich możliwych działań, żeby ci ludzie mogli spędzić spokojnie święta i przeżyć kolejną zimę. Każde takie miejsce to dla nas wszystkich świadectwo naszego człowieczeństwa. Bóg stał się człowiekiem, abyśmy my, ludzie, byli bardziej ludzcy” - napisał bp Przybylski na swoim profilu na Facebooku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Adwentowa rozmowa z Maryją

2019-12-15 21:52

Agnieszka Bugała

pixabay

Myjemy okna, układamy rzeczy na półkach. Zamówiłyśmy pranie dywanów, może nowe zasłony? Wydatki zaplanowane, albo też nie, bo pensja jest tak malutka, że z góry wiadomo, iż nie na wszystko, co potrzebne wystarczy. No właśnie, kompleksy pustych portfeli, nie do końca suto zastawionych stołów i nie najdroższych prezentów wpychają się do naszych głów. I zaczynamy szukać rozwiązań: a może kredyt?

Zanim zaczniemy pożyczać, spróbujmy, choć może zabrzmi to bardzo mistycznie i nierealnie, usiąść z kartką papieru przed Maryją. Możemy zapalić świecę i w milczeniu, z sercem ściśniętym od braków, zaryzykować, że Ona zrozumie: dwie kobiety przy stole. Wyjmijmy nasz pusty portfel, długą listę zakupów i spytajmy Ją w zaufaniu, zawierzeniu i bezradności kobiety, co zrobić, skoro z próżnego to i Salomon...

Znam kobietę, która tak właśnie robi. Ona i jej bliscy znają też smak wigilii, gdzie na stole z 12 obowiązkowych dań było tylko jedno – w naszych czasach, nie wojennej zawieruchy. Jednak to jej zawierzenie i siadanie z Maryją do przygotowania świąt sprawia, że bieda nie podzieliła domowników, nie zasiała w sercach poczucia, że są gorsi. Byli razem. Byli blisko przy jednej zupie grzybowej i opłatku. I tak jest do dziś, choć ich materialna sytuacja nieco się poprawiła.

Może się zdarzyć, że zabraknie na wszystko. I usiądziemy skołowane, przerażone, bo jednak święta. Może się zdarzyć, że mąż, który zagląda do kieliszka zabierze i tę małą sumę, która miała wystarczyć. Czy wtedy Pan Jezus też przyjdzie?

Planowanie z Maryją – spróbujmy. Może się wtedy okaże, że nie potrzebujemy aż tak wiele? A jeśli dla nas wystarczy, to innym uda się pomóc? Warto, aby na liście prezentów – świątecznych podarunków, znalazła się blacha ciasta, np. dla ludzi w schronisku dla bezdomnych. Sprawdźmy, jest jeszcze na to czas, może przyda się tam nasza pomoc?

Boże Narodzenie, do którego się przygotowujemy, to chwila w dziejach świata, w którym Miłość zaryzykowała wszystko i oddała się ludziom. Trzeba, aby i nasza mała zdolność kochania ryzykowała wyznanie tej miłości innym ludziom. Zanim postawimy na stole pusty talerz – symbol otwartości na nieznanego wędrowca, poszukajmy potrzebujących. Bo symbol jeszcze nikogo nie nakarmił, nikomu nie pomógł, a do drzwi w wigilijny wieczór chyba nikt już znienacka nie puka, bo strach przed tym, że nikt nie otworzy jest zbyt wielki, aby go unieść tego wieczoru.

Usiądźmy z Maryją, Niepokalanie Poczętą. Ona najlepiej wie, jak czekać na Syna i jak Go powitać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem