Reklama

Homilia abp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego KEP podczas celebracji Wielkiej Pokuty

2016-10-19 19:59

BP KEP / Jasna Góra / KAI

episkopat.pl

Każdy z nas jest tutaj wezwany, aby przeprosić Boga za grzechy indywidualne i społeczne – powiedział abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w homilii na Jasnej Górze, podczas celebracji Wielkiej Pokuty, 15 października br.

Publikujemy treść homilii:

Żeś jak lód stopił grzechy moje. Wielka Pokuta   W dniu dzisiejszym na Jasnej Górze trwa „Wielka Pokuta”, czyli przebłaganie za wszystkie grzechy popełnione w naszej Ojczyźnie. Każdy z nas jest tutaj wezwany do tego, aby przeprosić Boga za grzechy indywidualne i społeczne. Przez „Wielką Pokutę” pragniemy zmienić bieg historii każdego z nas i naszej Ojczyzny.   „Całe życie ludzi, czy to jednostkowe, czy zbiorowe, przedstawia się jako walka, i to walka dramatyczna, między dobrem i złem, między światłem i ciemnością. Co więcej, człowiek odkrywa, że jest niezdolny zwalczać skutecznie o własnych siłach napaści zła... Ale sam Pan przyszedł, aby człowieka uwolnić i umocnić, odnawiając go wewnętrznie” (Gaudium et spes, 13). Tylko w tym kontekście napięć i konfliktów, właściwych upadłej naturze ludzkiej, można podejmować refleksję nad grzechem osobistym i społecznym. Nam pokutą indywidualną i społeczną.    1. POKUTA INDYWIDUALNA   Grzech ma zasadniczo i istotowo charakter osobisty i osobowy. Jest to zawsze określony czyn osobowy, który - jako niezgodny z prawem moralnym - sprzeciwia się woli Boga. Grzech jest więc w najszerszym tego słowa znaczeniu niesprawiedliwością. W ślad za tą niesprawiedliwością idzie zerwanie więzi z Bogiem.   a. nawrócenie

W celu przywrócenia zerwanej więzi z Bogiem potrzebna jest nam pokuta, która - po pierwsze -  zakłada nawrócenie. Zakłada nawrócenie czyli nic innego jak przemianę ducha, która ma skierować nas ku Bogu. Są to zresztą dwa podstawowe elementy nauki płynącej z przypowieści o synu marnotrawnym, zagubionym i odnalezionym. Zakłada ono zastanowienie się nad sobą i decyzję powrotu do Ojca. Pojednanie nie jest możliwe bez przyjęcia tych podstawowych dla nawrócenia postaw.   Kiedy syn marnotrawny otrzymał przypadającą mu część majątku a potem „odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie”, dopiero głód i niedostatek w obcej krainie zmusił go do refleksji.   „Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników.   Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.   Lecz ojciec rzekł do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić” (Łk 15,17-24).

Reklama

Syn marnotrawny zaczyna się zastanawiać i uświadamia sobie, że pomylił się i że w domu ojca było mu znacznie lepiej. Dziedzictwo, które otrzymał od ojca, było pewnym zasobem dóbr materialnych; jednakże ważniejsza od tych dóbr była godność syna w domu ojca. Utrata owych dóbr, musiała mu uświadomić także tę utraconą godność. Nie myślał o niej w przeszłości, kiedy domagał się od ojca swojej części majątku, ażeby pójść w świat. I zdaje się nie uświadamiać sobie tego nawet i teraz, kiedy mówi do siebie: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę!” Mierzy siebie miarą tych dóbr, które stracił, których „nie ma”, podczas gdy najemnicy w domu jego ojca „mają”. Słowa te świadczą przede wszystkim o jego stosunku do dóbr materialnych, ale pod powierzchnią tych słów kryje się świadomość zmarnowanego synostwa.   I wtedy przychodzi decyzja: „Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem, uczyń mnie choćby jednym z najemników” (Łk 15, 18 n.). Te słowa odsłaniają głębiej sprawę najistotniejszą. W synu marnotrawnym poprzez sytuację „materialną”, w jakiej się znalazł na skutek własnej lekkomyślności, dojrzało poczucie utraconej godności. Kiedy decyduje się pójść z powrotem do domu rodzinnego i prosić ojca o przyjęcie - już nie na prawach syna, ale na prawach najemnika - zdaje się działać ze względu na głód i nędzę, w jaką popadł, jednakże motyw ten jest przeniknięty świadomością głębszej utraty; być najemnikiem w domu własnego ojca, to z pewnością głębokie upokorzenie i wstyd. Uświadamia sobie, że nie ma prawa do niczego więcej, jak do stanu najemnika w domu swojego ojca. W centrum świadomości syna marnotrawnego znalazło się poczucie utraconej godności, tej, która wynikała ze stosunku syna do ojca. I z tak podjętą decyzją wyrusza w drogę.   b. Skrucha   Pierwszy warunek pokuty, jakim jest nawrócenie zakłada drugi a jest nim skrucha. Pokuta oznacza również skruchę. Mówi o tym upomnienie Jezusa: „Jeśli brat twój... żałuje, przebacz mu! I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: «Żałuję tego», przebacz mu!”.   Skrucha jest prawdziwą przemianą duszy ludzkiej. Przepięknym echem tego rodzaju skruchy jest psalm 51 Miserere:   „Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości, w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość! Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego! Uznaję bowiem moją nieprawość, a grzech mój jest zawsze przede mną. Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przed Tobą, [...]   Odwróć oblicze swe od moich grzechów i wymaż wszystkie moje przewinienia! Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego!” (Ps 51,3-6.11-12).   Tego rodzaju prośba - w sposób świadomy lub nieuświadomiony - wznosi się do Boga przed każdą spowiedzią ze skruszonego serca penitenta.   „Rzetelne wyznanie grzechów ponadto zaprawia penitenta do pokory, do uznania własnej słabości, a jednocześnie do uświadamiania sobie konieczności Bożego przebaczenia oraz ufności w to, że łaska Boża może przemienić życie. [...] Nie zapominajmy, że bardzo wiele nawróceń i wiele prawdziwie świętych egzystencji rozpoczęło się w konfesjonale! Pokuta i słowa: «Odpuszczam ci grzechy», stanowią wreszcie prawdziwą lekcję miłości i nadziei, dzięki której wzrasta pełne zaufanie do Boga Miłości, objawionego w Jezusie Chrystusie, odpowiedzialność i zaangażowanie w nieustanne nawracanie się” (Benedykt XVI, W kwestii zła w człowieku i historii ostatnie słowo należy do Boga. Przemówienie do uczestników kursu dla spowiedników zorganizowanego przez Penitencjarię Apostolską – 25.03.2011).   c. Czynienie pokuty   W trzecim wreszcie znaczeniu pokuta jest przejściem od postawy nawrócenia i skruchy w gest ujawniający się na zewnątrz: jest to czynienie pokuty. Czynić pokutę - do czego nakłaniał Jan Chrzciciel - znaczy przede wszystkim przywrócić harmonię zburzoną przez grzech; zmienić kierunek postępowania kosztem ofiary.   Ojcowie Kościoła domagali się odbywaniu ciężkiej pokuty jeszcze przed otrzymaniem rozgrzeszenia. Nie wchodziła przy tym w grę żadna idea „zrównoważenia” zła grzechu. Przebaczenie grzechów jest absolutnie darmowym darem Boga. Pokuta - której istotę stanowił ból odsunięcia od Komunii świętej, wstyd oddzielenia od wspólnoty oraz liczne posty i modlitwy - miała grzesznikowi dopomóc do osiągnięcia autentycznego żalu za grzechy oraz miała leczyć rany, jakie każdy grzech pozostawia po sobie w duszy człowieka. Nawet najcięższa pokuta nie zrównoważy zła grzechu ani nie wysłuży Bożego przebaczenia. Boże przebaczenie całkowicie przekracza zasługi moich czynów (a nawet wyczynów) pokutnych. Nigdy bym nie mógł pojednać się z Bogiem, gdyby On sam - suwerennym aktem swojego miłosierdzia - nie zechciał przygarnąć mnie do siebie (por. O. Jacek Salij, Na czym polega pokuta?, w: Idziemy, 1.04.2007 ).   Święty Tomasz z Akwinu, pisał, że pokuta za grzechy ma dwa cele. Po pierwsze, pomaga mi zrozumieć zło mojego grzechu. My często nie dostrzegamy niczego nagannego w naszych grzechach i dopiero dzięki pokucie możemy oprzytomnieć i całym sercem uznać dezaprobatę, jaką dla mojego grzechu żywi Bóg. Drugim celem pokuty jest zniszczenie w sobie złych nawyków, jakie się we mnie ukształtowały w wyniku grzesznego życia. Inaczej mówiąc, drugim celem pokuty jest leczenie ran, które pozostawił w nas nasz grzech.   Pokuta chrześcijańska jest wtedy autentyczna, gdy wypływa z miłości, a nie jedynie z lęku. Gdy polega na poważnym wysiłku ukrzyżowania „starego człowieka”, aby mógł się narodzić „nowy" za sprawą Chrystusa. Gdy będzie naśladowaniem Chrystusa, który będąc niewinny wybrał drogę ubóstwa, cierpliwości, surowości i drogę życia pokutnego (Adhortacja Reconciliatio et penitentia, 26).   „Żaden czyn cnoty nie może być skuteczny, jeśli z niego nie ma pożytku także dla innych... Więc, pomimo że przechodzisz dzień na czczo, pomimo, że śpisz na twardej ziemi, sypiesz popiół i wciąż wzdychasz; jeśli nie czynisz dobra innym, nie robisz niczego wielkiego” (św. Jan Chryzostom).   2. POKUTA WSPÓLNOTOWA   a. Grzech - w swoim podstawowym znaczeniu - jest zawsze aktem konkretnej osoby, aktem wolności pojedynczego człowieka, nie zaś całej grupy czy wspólnoty. Ale jednocześnie grzech indywidualny dotyka innych ludzi i szkodzi równocześnie życiu społecznemu, wprowadzając i potęgując w nim nieład, osłabiając jego jedność. A zatem grzech indywidualny posiada zawsze wymiar społeczny. Dzieje się tak, dlatego że wola każdego człowieka jest uwarunkowana społecznie, a także dlatego, że grzech wywiera wpływ na same struktury społeczne, które w ten sposób są „jakby naznaczone przez grzech człowieka i stają się przeciwne Ewangelii”. Ten społeczny aspekt grzechu ujawnia, że grzech nie jest jedynie zwykłym złamaniem jakiegoś prawa, ale że staje się on barierą w postępie ludzkości.

Suma grzechów osobistych, popełnionych przez wiele osób, tworzy grzeszne struktury społeczne i sytuacje grzechu. Grzech społeczny jest czymś więcej niż prostą sumą grzechów osobistych, jest jakby nową „ quasi-antywartością”. Podobnie jak dobro wspólne nie jest prostą sumą dóbr indywidualnych, ale nową „ quasi-jakością”.

Nigdy nie wolno przeciwstawiać grzechu społecznego grzechowi osobistemu, mówiąc, że są grzechy osobiste (indywidualne), które popełnia pojedynczy człowiek, i są jednocześnie grzechy społeczne, których podmiotem jest społeczność. Grzech osłabia społeczeństwo w jego podstawach, gdyż wnika w struktury społeczne oraz hamuje i utrudnia rozwój ludzkiej wspólnoty. W ten sposób stosunki społeczne ogarnięte przez grzech stają się okazjami do grzechu i pokusami. Skłaniają one do grzechu, ale nie zmuszają do niego i nie są grzechem same w sobie. Niesprawiedliwe warunki społeczne i sytuacje permisywne mogą być nazywane grzesznymi - grzechami społecznymi, grzechami strukturalnymi - tylko przez analogię. To człowiek grzeszy, a nie struktura.

Pojęcie „grzech społeczny” ma przynajmniej potrójne znaczenie. Po pierwsze, grzech każdego człowieka dotyczy w jakiś sposób innych, ponieważ narusza ludzką solidarność; wpływa mniej lub bardziej wyraźnie na całą rodzinę ludzką. W takim znaczeniu każdemu grzechowi można przypisać charakter społeczny.

Po drugie, niektóre grzechy są skierowane wprost przeciwko bliźniemu. Są one wyraźnym zaprzeczeniem miłości bliźniego w przypadku, kiedy grzesznik bezpośrednio krzywdzi innych przez swoje wykroczenia. Istnieje wiele tego rodzaju wykroczeń. Są to czyny popełnione przeciwko sprawiedliwości bądź to w odniesieniach osoby do osoby, bądź osoby do wspólnot, bądź też wspólnoty do osoby, czyny przeciwko prawom osoby ludzkiej, poczynając od prawa do życia, nie wyłączając prawa nie narodzonych, czyny przeciwko nietykalności fizycznej, czyny przeciwko wolności drugiego człowieka, zwłaszcza przeciwko najwyższej wolności, jaką jest wolność wyznawania wiary w Boga i wielbienia Go. Nadto czyny przeciwko godności i czci bliźniego.

Społeczny może być też grzech popełniony czynem lub zaniedbaniem ze strony przywódców politycznych, ekonomicznych, związkowych, jeśli mając po temu władzę, nie angażują się z roztropnością w dzieło ulepszania czy przemiany społeczeństwa według wymogów i możliwości na danym etapie dziejów, a także ze strony pracowników, którzy nie dopełniają obowiązku obecności i współpracy w budowaniu przedsiębiorstwa dobrobytu dla nich, dla rodzin i dla całego społeczeństwa.

Po trzecie, skutki grzechu społecznego niszczą relacje pomiędzy różnymi wspólnotami ludzkimi. Stosunki te często nie są zgodne z zamysłem Boga, który pragnie, aby na świecie panowała sprawiedliwość, wolność i pokój wśród jednostek, grup i narodów. Przykładem grzechu społecznego - w takim rozumieniu - może być walka klas, która zawsze stanowi zło społeczne, albo uporczywe przeciwstawianie się bloków państw innym blokom, jednego narodu - innemu narodowi, jednych grup - innym grupom w łonie tego samego narodu.   Ten społeczny wymiar grzechu może przybrać również postać sprzężenia zwrotnego. Z jednej strony grzech niszczy struktury społeczne, z drugiej zaś strony stosunki społeczne skażone grzechem stanowią pokusę dla nowego zła. A więc nie tylko jednostka popełniająca zło moralne wpływa destrukcyjnie na społeczność, ale i społeczność żyjąca niezgodnie z zasadami moralnymi emanuje swym złym wpływem na jednostkę. Jednostka przyjmuje chore oceny i kryteria, jakimi kieruje się określona społeczność czy grupa.   Niektóre społeczeństwa posuwają się jeszcze dalej, stwarzając taki system gospodarczy, w którym człowiek pozostaje w stałej i daleko posuniętej zależności od pracodawcy. Stawia się przy tym przed człowiekiem takie zadania, których nie jest on w stanie wykonać, lub stwarza się mu takie warunki życia i konstruuje takie ustawodawstwo, że nie jest on w stanie żyć uczciwie czy wręcz dochodzi do przekonania, że życie uczciwe jest niemożliwe albo co najmniej nie ma sensu.   W takich warunkach człowiek ulega stopniowej, systematycznej i niemal niedostrzegalnej demoralizacji, staje się niezdolny do skutecznego zwalczania o własnych siłach agresji zła. Żyje więc w ciągłym grzechu lub co najmniej w ciągłej świadomości przekraczania prawa i w ciągłym lęku przed odpowiedzialnością. Nie mogąc zachować norm moralnych, a przynajmniej nie posiadając możliwości ich jasnego rozeznania, popada w stan obojętności wobec grzechu, zatraca odpowiedzialność moralną.

A jednocześnie trzeba podkreślić to, że chociaż grzech sięga głębi człowieka i przenika struktury społeczne, a przez to uniemożliwia skuteczne budowanie wspólnoty ludzkiej, nie jest on jednak w historii zbawienia czymś najważniejszym, czymś, co ma zwyciężyć. Na stwierdzeniu faktu grzechu nie kończy się biblijne orędzie o grzechu. Słowo Boże nie tylko uczy, że grzech jest, że człowiek może zgrzeszyć, ale także tego, że Bóg chce i może człowieka wyzwolić z grzechu. Odkupienie jest synonimem miłości potężniejszej niż grzech, niż śmierć. Tej miłości nie może udaremnić żaden grzech ani żadna niewierność jednostek, narodów czy całej ludzkości. Ta miłość odnosi ostateczne zwycięstwo w dziejach ludzkiego grzechu, dlatego też Kościół - głosząc naukę o grzechu - mówi jednocześnie o Bogu przebaczającym i wskazuje drogę powrotu do Niego.   Dlatego też Kościół nawołuje czasami do pokuty społecznej, przypominając nam, że pokuta indywidualna nie wystarcza. Są grzechy zbiorowe, gdy ludzie publicznie grzeszą. A więc potrzebna jest pokuta publiczna za publicznie popełniane grzechy, za które odpowiada społeczeństwo, bo je pochwala, nie protestuje przeciwko nim, nic nie czyni w tym kierunku, aby nie działa się niesprawiedliwość, różne zbrodnie, zupełne lekceważenie Pana Boga. Nikt się na to nie oburza. Na tym polega społeczny grzech. Chociaż ja tego nie czyniłem, nie powiedziałem, jednak potrzeba by wszyscy razem odpowiadali za społeczne zło i publicznie czynili pokutę. Taka pokuta może być denerwująca dla innych. Ale pokutowanie, które byłoby przez nas społecznie czynione, jest właśnie potrzebne, aby ci, którzy się zupełnie nie denerwują i z największym spokojem Pana Boga obrażają, zaczęli się denerwować, i stracili ten „spokój grzechu”. Musimy się modlić, aby ktoś zdobył się na taką pokutę (Ks. Woźny).   b. Pokuta społeczna nie ma nic wspólnego z grzechem pokoleniowym. W niektórych grupach charyzmatycznych i środowiskach związanych z celebrowaniem Mszy świętych z modlitwą o uzdrowienie względnie nabożeństw o uzdrowienie pojawiła się myśl o tzw. „grzechach pokoleniowych” i „uzdrowieniu międzypokoleniowym”.   U podstaw mówienia o grzechu pokoleniowym leży przekonanie, że grzechy przodków wywierają wpływ na życie obecnie żyjących członków ich rodziny. Wpływ ten może mieć wymiar duchowy i cielesny, wyrażać się np. w postaci jakiejś choroby, może też być powodem kłopotów w dziedzinie psychiki i niepowodzeń w życiu małżeńskim czy rodzinnym. Obciążenie grzechem dziedziczonym po przodkach - według zwolenników tej teorii - domaga się uwolnienia człowieka, które dokonuje się w modlitwie o uzdrowienie lub przez egzorcyzm.   W tej materii Kościół od samego początku naucza, że grzech jest zawsze czymś osobistym i wymaga decyzji woli. Podobnie jest z karą za grzech. Każdy osobiście ponosi karę za swój grzech. Wyraźnie pisze o tym św. Paweł w Liście do Rzymian, że „każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu” (Rz 14,12). Człowiek nie ponosi kary za niepopełniony czyn, np. za grzech prapradziadka. Zadośćuczynić i pokutować trzeba za swoje własne grzechy (zob. KKK 1459).   Jedynym grzechem, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenie jest grzech pierworodny, co wyraźnie podkreślił Sobór Trydencki w Dekrecie o grzechu pierworodnym. Jednakże grzech pierworodny „w  żadnym potomku nie ma charakteru winy osobistej” (KKK 405).   „Reinkarnacja grzechu” czy też „przechodzenie” grzechu na kolejne pokolenia, o którym nauczają zwolennicy „uzdrowienia międzypokoleniowego”, nie ma żadnego  uzasadnienia ani w Piśmie św., ani w Tradycji i nauczaniu Kościoła. Tego typu bezpodstawne idee są natomiast bardzo niebezpieczne dla życia duchowego wiernych i samej doktryny Kościoła. Propagowanie ich prowadzi do pewnego rodzaju „uspokajania” czy „wyciszania” sumień przez przerzucanie odpowiedzialności za swoje błędy, grzechy, za popełnione przez siebie zło na poprzednie pokolenia. Zwalnia to wierzącego z postawy czujności, co staje się źródłem dalszych jego grzechów. Tymczasem chrześcijanina powinna cechować postawa nieustannego czuwania, o której poucza św. Piotr: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając, kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!” (1P 5,8); (por. Grzech pokoleniowy i uzdrowienie międzypokoleniowe. Problemy teologiczne i pastoralne. Opinia teologiczna Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski, Warszawa, 5.10.2015).   ZAKOŃCZENIE   „Kim byłem i jakim byłem? Czy choć jeden mój czyn był dobry, a jeśli nie czyn, to słowo, a jeśli nie słowo, to pragnienie? Ty zaś, Panie, jesteś dobry i miłosierny, a dłoń Twoja przyszła z pomocą pogrążonemu w otchłani śmierci i wygarnęła z dna mego serca bezmiar zepsucia. Rzecz cała polegała na tym, że nie chciałem teraz tego, czego chciałem przedtem, a pragnąłem tego, co było Twoją wolą.   Będę Cię kochał, Panie, i dzięki Ci składał, i wyznawał imię Twoje, ponieważ odpuściłeś mi tyle złych i niegodziwych uczynków moich. Łasce Twojej i miłosierdziu Twojemu przypisuję to, żeś jak lód stopił grzechy moje. Łasce Twojej przypisuję i to, że wielu złych rzeczy nie popełniłem; czegóż bowiem nie byłem zdolny uczynić ja, skoro ukochałem nawet taki występek, który mi żadnej korzyści nie przynosił. I wyznaję, że wszystko zostało mi odpuszczone - i to zło, jakie popełniłem z własnej chęci, i to, czego dzięki Tobie nie popełniłem.

Któż z ludzi świadom swojej własnej słabości śmie własnym siłom przypisywać czystość i niewinność swoją, aby mniej kochał Ciebie, jak gdyby mniej mu było potrzebne miłosierdzie Twoje, przez które darowujesz grzechy nawracającym się ku Tobie?... Niech raczej tym więcej Ciebie miłuje, ponieważ widzi, że kto mnie z tak wielkiej niemocy grzechów moich uwolnił, ten jemu w tak wielką niemoc grzechów nie pozwolił się uwikłać” (św. Augustyn: Wyznania IX, l, 1; II, 7, 15).

Tagi:
Jasna Góra pokuta abp Stanisław Gądecki

Pokuta. Pokuta. Pokuta

2019-07-24 11:33

Joanna Szałata, Wspólnota Rodzin „Domus Mariae”
Edycja szczecińsko-kamieńska 30/2019, str. 2-3

1 lipca w Gietrzwałdzie z inicjatywy Szczecińskiej Wspólnoty Rodzin „Domus Mariae” pod patronatem i przy błogosławieństwie abp. Andrzeja Dzięgi miało miejsce wyjątkowe wydarzenie – I Narodowy Dzień Pokuty za grzechy wobec Życia, Dzieci i Rodziny

Archiwum prywatne
Uczestnicy I Narodowego Dnia Pokuty za grzechy wobec Życia, Dzieci i Rodziny

POKUTA 2033 (takie jest ogólne hasło) jest 14-letnim przygotowaniem się Polaków do obchodów jubileuszu męki, śmierci, zmartwychwstania i wniebowstąpienia naszego Pana Jezusa Chrystusa, które będzie miało miejsce w 2033 r. Zatem za 14 lat będziemy obchodzili okrągłą rocznicę 2000 lat naszego odkupienia.

Biorąc pod uwagę tak okrutne grzechy, jakich się my – Polacy – dopuściliśmy w przeszłości, nie można się do tego jubileuszu przygotować inaczej, jak przez pokutę i nawrócenie. Przebłaganie i wynagrodzenie Bogu i Matce Najświętszej za nasze narodowe grzechy, za pychę, wszelkie niegodziwości, profanację i obrażanie Boga musi się wiązać ze zgiętymi kolanami i ofiarą, bowiem pokuta zawiera:

– uświadomienie sobie i nazwanie grzechu, zobaczenie ogromu wyrządzonego zła i wszystkich jego konsekwencji; – wzbudzenie w sobie prawdziwego, szczerego żalu za grzechy, za wyrządzoną krzywdę, skruchę i błaganie o przebaczenie;

– mocne postanowienie poprawy i podjęcie bardzo konkretnych kroków w pracy nad sobą, realną przemianę i zerwanie z grzechem;

– szczerą spowiedź;

– zadośćuczynienie, wynagrodzenie Bogu i bliźniemu za krzywdy, czyli rzeczywistą naprawę życia i prawdziwe nawrócenie;

I Narodowy Dzień Pokuty za grzechy wobec Życia, Dzieci i Rodziny koncentrował się wokół rozważań z pierwszej stacji Drogi Krzyżowej: wyrok. Całemu wydarzeniu przewodniczył filozof i teolog, ks. prof. Tadeusz Guz z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który w czasie Drogi Krzyżowej, homilii oraz popołudniowej konferencji wygłosił bardzo głębokie i przejmujące rozważania.

Polacy – naród wybrany przez Boga, przez wieki wierny Chrystusowi i Ewangelii, zawsze oddany Kościołowi katolickiemu i przytulony do Maryi wychodził zwycięsko z każdej niewoli zewnętrznej i wewnętrznej. Często płacił bardzo wysoką cenę za swoje nieprawości i zdradę, ale na kolanach powracał do Ojca, wielokrotnie całując ślady własnej krwi.

Dzisiaj wydaje się przechodzić czas wyjątkowej próby. Stoi w obliczu tak diabolicznego ataku na życie, dzieci i rodzinę, jakiego świat chyba jeszcze nigdy nie doświadczał. Dlatego wyjątkowo potrzebna jest nam pilnie interwencja Boga Wszechmogącego, w Trójcy Świętej Jedynego, i pomoc Matki naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Ewangelia i nasze doświadczenia dziejowe zapewniają nas, że sami z siebie nic uczynić nie możemy i jak mówił kard. August Hlond: „Jeśli przyjdzie zwycięstwo, to przyjdzie przez Maryję”. Dlatego to Gietrzwałd – miejsce jedynych, potwierdzonych przez Kościół objawień Maryi na polskiej ziemi i wydarzeń, które od 1877 r. przyniosły Polsce niepodległość, a milionom Polaków nawrócenie – stał się miejscem POKUTY 2033.

Ks. Łukasz Kadziński, opiekun i moderator Wspólnoty Rodzin „Domus Mariae”, rozpoczynając Drogę Krzyżową, podkreślił: – I my, jako grzesznicy, przychodzimy tutaj, aby czynić pokutę, i nic więcej. Nie akcje, nie jakieś eventy chrześcijańskie, wielkie wydarzenia. Przyszliśmy tu, aby czynić pokutę, aby zgiąć nasze kolana przed Panem, wiedząc, że tylko pokutą jesteśmy w stanie wybłagać Jego miłosierdzie i łaskę.

Ks. prof. Tadeusz Guz zauważył, że: „także dzisiaj wielu wrogów Boga objawionego w Panu Jezusie z Nazaretu – z wewnątrz i spoza Polski – chce uczynić z Polakami katolikami to samo, co tamten niemiecki zaborca. Ale najpierw sądzą oni, że trzeba nam zohydzić Pana Boga, Matkę Najświętszą, krzyż Pański, Kościół wraz z sakramentami świętymi, duchowieństwem konsekrowanym i sakramentalnymi małżeństwami – jako kolebkami polskich rodzin, parafii, gmin – oraz całym narodem i państwem”.

Rozpoczęte 1 lipca uroczystości przygotowujące Polaków do obchodów jubileuszu odkupienia, zanurzając każdego w przelanej na krzyżu Najświętszej Krwi naszego Pana i Boga, dają głęboką ufność i nadzieję na realne, rzeczywiste i prawdziwe nawrócenie naszego narodu. Tak nam dopomóż Bóg i Maryja zawsze Dziewica.

Na to wyjątkowo ważne wydarzenie Wspólnota Rodzin „Domus Mariae” zorganizowała pielgrzymkę autokarową, w której wzięła udział 50-osobowa grupa osób nie tylko ze Szczecina, ale i ze Świnoujścia, Dębna, Gryfina, Przybiernowa, Bielska-Białej, Wrocławia, a nawet z Bawarii.

Kilkudziesięciuosobowa grupa, która pozostała w tym dniu w Szczecinie, w łączności z pątnikami z Gietrzwałdu, przeżywała Mszę św. w NFRR, Nabożeństwo Pokutne oraz Drogę Krzyżową w kościele pw. św. Brata Alberta na Głębokim.

Konferencji można wysłuchać na www.pch24.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy należy się bać wątpliwości w wierze?

2019-08-06 09:21

Ks. Artur Stopka
Niedziela Ogólnopolska 32/2019, str. 16-17

Wątpliwości i trudności w wierze dotykają wielu ludzi. Okazuje się, że doświadczają ich nawet papieże i święci. Jak trzeba na nie reagować? Jest się czego obawiać?

romaset – stock.adobe.com

Na pewnym internetowym forum młoda, dwudziestoletnia kobieta podzieliła się tym, co ją gryzie. „Wszystkie wątpliwości w wierze, które miałam przez te lata, spychałam podświadomie gdzieś w głąb siebie i w końcu wyszły ze mnie. (...) Wątpliwości mam cały czas. Gdy jakoś uspokoję jedne, zaraz następują drugie” – opisała swoją sytuację, skarżąc się na natrętne myśli, które nurtują ją nawet w czasie odmawiania modlitw. Dodała coś jeszcze: „Bardzo się boję. Chciałabym utrzymać moją wiarę”. To nie jest sytuacja odosobniona. Wielu katolików wpada w panikę, gdy dotykają ich wątpliwości dotyczące ich wiary. Obawiają się, że ją tracą.

Czy lęki związane z wątpliwościami w wierze są uzasadnione? Katechizm Kościoła Katolickiego nie bagatelizuje sprawy. Zajmuje się nią w części poświęconej pierwszemu przykazaniu Dekalogu. Ale zwraca uwagę, że wątpienie dotyczące wiary może być dobrowolne i niedobrowolne. Wyjaśnia, że istotą dobrowolnego wątpienia dotyczącego wiary jest lekceważenie tego, co Bóg objawił i co Kościół podaje do wierzenia, albo odmowa uznania tego za prawdziwe. Natomiast wątpienie niedobrowolne „oznacza chwiejność w wierze, trudność w przezwyciężaniu zarzutów związanych z wiarą lub też niepokój spowodowany jej niejasnością”. Niebezpieczne jest wątpienie dobrowolnie podtrzymywane, bo może prowadzić do „duchowego zaślepienia”. Dobrowolność trwania w wątpliwościach ma więc fundamentalne znaczenie przy rozstrzyganiu ich szkodliwości i zagrożenia, które niosą dla wiary.

Zmagania

Ks. Dariusz Piórkowski SJ zwrócił uwagę, że Pismo Święte nie przemilcza tematu wątpliwości w wierze. To ważne spostrzeżenie. Nie chodzi tylko o postawę św. Tomasza Apostoła, który zasługuje raczej na określenie „wątpiący” niż „niewierny”. Właśnie „wątpiącym” nazywa go hymn Liturgii Godzin. Tomasz nie odrzucał możliwości wiary w Zmartwychwstanie, jednak potrzebował czegoś, co go upewni, że ta wiara ma sens.

Obok św. Tomasza Apostoła można znaleźć w Nowym Testamencie inne osoby, które zmagały się z wątpliwościami w wierze. Nie zabrakło wśród nich kogoś tak znaczącego jak św. Jan Chrzciciel, który przecież wskazał na Jezusa jako oczekiwanego Mesjasza. Jednak gdy znalazł się w więzieniu, nabrał tak poważnych wątpliwości, że posłał do Niego swoich uczniów ze zdumiewającym jak na niego pytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” (Łk 7, 19). Chciał mieć pewność, że się nie pomylił w swej wierze.

Wątpliwości w wierze ujawnił też wobec Jezusa ojciec chłopca chorego na epilepsję. Gdy opisywał skutki dolegliwości, które spotykały jego dziecko, powiedział bez szczególnego przekonania: „Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam” (Mk 9, 22). Nie negował, że Chrystus ma moc, aby uleczyć jego chorego syna, ale nie wierzył w to bezwarunkowo.

Jak je przezwyciężyć

Wszystkie wymienione biblijne sytuacje pokazują, że Bóg nie odrzuca ludzi, którzy z jakiegoś powodu doświadczają trudności w wierze, lecz chce im pomóc w jej umocnieniu. Wszystkie przytoczone przykłady z Pisma Świętego pokazują osoby, które swoich wątpliwości nie podtrzymują dobrowolnie, nie chcą w nich trwać, lecz szukają sposobu, aby je przezwyciężyć. Więcej – zdają sobie sprawę, że nie zdołają tego osiągnąć wyłącznie dzięki własnym siłom. Zarówno Jan Chrzciciel, Tomasz Apostoł, jak i ojciec chorego chłopca szukali pomocy przede wszystkim u Boga. Szczególnie dobitnie wyrażał tę postawę ojciec syna chorego na epilepsję. Jego okrzyk: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” (w. 24) jest równocześnie wyznaniem wiary i przyznaniem się do wątpliwości. Jest też żarliwą modlitwą o Boże wsparcie w pokonywaniu problemów z wiarą.

Cytowana wcześniej młoda kobieta na internetowym forum napisała, że przez wiele lat pojawiające się wątpliwości w wierze starała się ignorować, nie podejmowała próby zmierzenia się z nimi, spychała je „gdzieś w głąb siebie”. W rezultacie doszło do ich nagromadzenia i swego rodzaju „wybuchu”, który sprawił, że poczuła się nie tylko bezradna, ale wręcz zagrożona w swej wierze. Zaczęła ostatecznie szukać pomocy, o czym świadczy jej wpis w internecie.

Pokonanie tak nawarstwionych wątpliwości wymaga wiele czasu, cierpliwości i odwagi, a przede wszystkim otwartości na Boże działanie. Gromadzone latami potrzebują nie tylko argumentów i wyjaśnień, ale również gotowości ich przyjęcia. Tego raczej nie da się osiągnąć w atmosferze lęku przed utratą wiary. Niezbędna jest ufność i nadzieja, że Bóg znajdzie sposób, aby człowieka wyrwać z mnożących się pytań i nieporozumień.

Jest się zbyt małym

Dominikanin o. Jacek Salij, analizując w książce „Pytania nieobojętne” kwestię: „Czy wiara dopuszcza wątpliwości?”, wprowadził wyraźne rozróżnienie między „wątpliwością” a „zwątpieniem”. „O ile wątpliwość dotyczy sfery poznania, a w swojej postaci pozytywnej prowadzi do prawdy – o tyle zwątpienie jest czymś głębszym, jest ono kryzysem w samym środku ludzkiej osoby” – wytłumaczył. Podkreślił też, że nie nazywa zwątpieniem zwykłych trudności w wierze „czy nawet nawałnicy ciemności, w której jednak człowiek stara się nie utracić łączności z Bogiem żywym”.

Papież Benedykt XVI pytany przez Petera Seewalda, jak poradzić sobie z trudnościami w wierze, odpowiedział: „W pierwszym rzędzie nie odrzucając podstawowej pewności wiary; przekonania, że poniekąd jest się w niej zakotwiczonym; przeświadczenia, że jeśli czegoś się nie rozumie, to nie dlatego, że jest błędne, tylko że jest się zbyt małym”. Opowiedział, że w przypadku niektórych spraw było tak, iż stopniowo w nie wrastał. „To zawsze pozostaje darem, gdy nagle dostrzeże się coś, czego się przedtem nie widziało. Czuje się, że trzeba pokory, a gdy słowa Pisma nie przemawiają, cierpliwości, aż Pan je otworzy” – stwierdził.

Papież Franciszek już w pierwszym roku swego pontyfikatu przyznał, że także on miał wątpliwości dotyczące wiary. „Któż ich nie doświadczył?” – zapytał 30 października 2013 r. podczas środowej audiencji generalnej w Watykanie. „Wszyscy doświadczyliśmy zagubienia, niepewności, wątpliwości, wszyscy to przeżyliśmy” – powiedział i dodał: „Ja także”. Wyjaśnił, że „to stanowi część naszej wiary i nie powinno nas dziwić, bo jesteśmy ludźmi”.

Lęk nie pomaga

Do tematu wrócił w listopadzie 2016 r. Podczas katechezy powiedział: „Oczywiście w pewnych chwilach wszystkich nachodzą wątpliwości! Wątpliwości dotyczące wiary, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, to znak, że chcemy poznać lepiej i dogłębniej Boga, Jezusa i tajemnicę Jego miłości względem nas”. Stwierdził, że stawianie sobie pytań o naszą wiarę jest pewnym dobrem, ponieważ w ten sposób jesteśmy pobudzeni do jej pogłębienia, ale mocno podkreślił, że wątpliwości zawsze muszą zostać przezwyciężone. „Nie czyńmy wiary abstrakcyjną teorią, gdzie mnożą się wątpliwości” – apelował.

Również w tym roku poruszył kwestię wątpliwości w wierze. W kwietniu podczas spotkania z dziećmi i młodzieżą w rzymskiej dzielnicy Monteverde zachęcał, aby nie bać się wątpliwości i kolejny raz przyznał, że sam miał ich wiele, np. w obliczu katastrof. „Jak z tego wyszedłem? Nie sam, nie można samemu uporać się z wątpliwościami; dlatego ważne jest, by zawsze mieć przyjaciół” – tłumaczył i udzielił rady, która może się wydawać zdumiewająca: „Jeśli macie wątpliwości, złośćcie się na Jezusa, powiedzcie Mu: ja w to nie wierzę; to także piękna modlitwa”.

Lęk nie pomaga pozbyć się wątpliwości w wierze. Utrudnia przyznanie się do nich i ich przezwyciężenie. Zamyka nie tylko na ludzi, którzy mogą pomóc, ale przede wszystkim na Boga, który człowieka zmagającego się z trudnościami w wierze nie tylko nie odrzuca, ale bardzo chce mu pomóc. Tak jak pomógł Janowi Chrzcicielowi, Tomaszowi Apostołowi i wielu innym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: kolejne dwie osoby zabite w strzelaninie

2019-08-17 16:33

vaticannews.va / Waszyngton, Rzym (KAI)

W ubiegły czwartek 15 sierpnia w Montgomery w stanie Alabama w wyniku ran postrzałowych zmarło dwóch studentów, a 3 inne osoby zostały ranne. Z kolei w Filadelfii w dwóch osobnych incydentach rannych zostało 6 policjantów i 5 cywilów.

summerphoto/fotolia.com

Nieznane są motywy strzelaniny w Alabamie. Dwie ranne osoby wciąż znajdują się w szpitalu w stanie krytycznym, życie trzeciej nie jest zagrożone. W Filadelfii ranni zostali funkcjonariusze oddziału prowadzającego operację antynarkotykową, podczas której doszło do wymiany ognia. Kilka ulic dalej nieznany napastnik zranił 5 osób, w tym 16-letniego chłopca.

Temat łatwego dostępu do broni staje się ważnym elementem politycznej kampanii w Stanach Zjednoczonych. Jak wygląda ten problem w praktyce, wyjaśnia w wywiadzie dla Radia Watykańskiego Mattia Diletti, wykładowca nauk politycznych na uniwersytecie Sapienza w Rzymie.

- Temat powrócił w centrum debaty politycznej w ostatnich kilku latach nie tylko dlatego, że masakry zdarzają się cyklicznie, ale także dlatego, że zmieniło się podejście opinii publicznej. Bardziej niż kiedykolwiek istnieje tendencja do żądania reformy przepisów zarówno na szczeblu federalnym, jak i stanowym oraz zapewnienia, że przynajmniej niektóre rodzaje broni nie będą dostępne w publicznej sprzedaży – mówi Mattia Diletti. – Mamy rok wyborów, więc oczywiście dla Donalda Trumpa kwestia ta jest delikatna, ponieważ z jednej strony w swoim obozie ma potężne lobby zajmujące się bronią, które finansuje jego kampanię wyborczą oraz kampanie wielu amerykańskich kongresmenów, a z drugiej strony jest też kwestia związana z kulturą amerykańską. Część elektoratu wierzy w wartość samoobrony, dlatego kupuje broń i jest to niemal kwestia ich tożsamości. Naprzeciw mamy pozbawiony konkretnej formy, ale dość szeroki ruch wzywający do konkretnych reform, który w większości przypadków wspiera kandydatów z Partii Demokratycznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem