Reklama

Akt Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana

2016-10-27 10:58

Marcin Przeciszewski / Warszawa / KAI

TOMASZ LEWANDOWSKI

Uroczystego Aktu Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana dokonają Polacy 19 listopada w sanktuarium w Łagiewnikach, a nazajutrz we wszystkich świątyniach w Polsce. Akt ten nie jest intronizacją Chrystusa Królem Polski, jak postulowały niektóre ruchy intronizacyjne, lecz uznaniem Jego panowania nad całym światem i poddania się Jego prawu.

"Ogłaszanie Chrystusa Królem Polski byłoby aktem politycznym i oznaczałoby pomniejszenie Jego godności i ograniczenie Jego posłannictwa, Jego panowania i władzy" - stwierdza komunikat Zespołu KEP ds. Ruchów Intronizacyjnych z 15 września 2016 r.

Trochę historii

Idea intronizacji, przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana jest rozwinięciem aktu poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu, wynikającego z objawień francuskiej wizytki z Paray-le-Monial, św. Małgorzaty Marii Alacoque (1647-1690). Święta ta była mistyczką, której Pan Jezus w wielu objawieniach przedstawiał swe Serce, kochające ludzi i spragnione ich miłości.

Reklama

Szybko rozwijający się kult Najświętszego Serca Pana Jezusa został uznany oficjalnie w 1765 r. przez Klemensa XIII. Beatyfikował ją Pius IX (1864), kanonizował Benedykt XV (1920). Jest nazywana świętą od Serca Jezusowego.

11 czerwca 1899 r., w przededniu Roku Jubileuszowego 1900, Leon XIII dokonał poświęcenia całego rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Oznaczał on poddanie się władzy królewskiej Jezusa Chrystusa i uznanie Go za swojego Pana. W encyklice "Annum sacrum” - o poświęceniu się ludzi Najświętszemu Sercu Jezusowemu, papież ten wyjaśniał, że „Serce Boże jest symbolem i żywym obrazem nieskończonej miłości Jezusa Chrystusa, która nas pobudza do odwzajemniania się również miłością. Dlatego jest rzeczą najzupełniej odpowiednią poświęcenie się temu Najświętszemu Sercu”. Dodawał, że „poświęcenie zaś takie nie jest niczym innym, jak oddaniem się Jezusowi Chrystusowi, ponieważ wszelki objaw czci, hołdu i miłości względem Bożego Serca odnosi się w rzeczywistości do osoby samego Chrystusa”.

Idea poświęcenia Najświętszemu Sercu Jezusowemu szybko dotarła do Polski i nawiązano do niej na początku odbudowy niepodległej Polski. Po raz pierwszy aktu oddania Polski Najświętszemu Sercu dokonał prymas kard. Edmund Dalbor na Jasnej Górze 27 lipca 1920 r., w przeddzień Cudu nad Wisłą. Rok później akt ten został odnowiony przez cały Episkopat – z udziałem tysięcy wiernych – w krakowskiej bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Rozwinięciem idei zawierzenia świata Sercu Jezusowemu było ustanowione przez Piusa XI w 1925 r. święto Jezusa Chrystusa Króla. Sensem tego nowego święta, jak wyjaśniał papież w encyklice "Quas primas", było uznanie panowania i władzy Chrystusa zarówno w życiu osobistym chrześcijan jak i całych społeczności. Miało ono służyć odnowie wiary, także w przestrzeni publicznej, która szczególnie – zdaniem papieża - narażona jest na wypieranie zeń wartości i zasad chrześcijańskich. Ustanowienie święta Chrystusa Króla traktował więc jako „lekarstwo na zagrożenia niesione przez coraz powszechniejsze prądy laicyzacyjne, zaprzeczające panowaniu Chrystusa nad ludami”. W związku z tym Pius XI zachęcał – jak brzmiało ulubione jego hasło do: „Instaurare omnia in Christo”, czyli odnowy wszystkiego w Chrystusie.

W 1969 r. papież Paweł VI podniósł święto Chrystusa Króla do rangi uroczystości, a więc najwyższej wagi obchodu liturgicznego w Kościele, postulując czcić Chrystusa jako Króla Wszechświata.

Święto Chrystusa Króla od samego początku było uroczyście obchodzone w Polsce. W 1927 r. powstał w Poznaniu komitet budowy pomnika Najświętszego Serca Pana Jezusa, który miał być także monumentem wdzięczności za odzyskaną niepodległość. Pomnik ten uroczyście odsłonięto 30 października 1932, w święto Chrystusa Króla. W uroczystościach wzięli udział liczni poznaniacy pod przewodnictwem kardynała Augusta Hlonda. Pomnik zburzyli Niemcy zaraz po wejściu do miasta w 1939 r., wysadzając go w powietrze. A figurę Chrystusa przetopiono na kule armatnie. Obecnie, od kilku lat trwają starania o odbudowę tego pomnika i postawienie go ponownie w godnym miejscu stolicy Wielkopolski.

Objawienia mistyczki z Krakowa

Objawienia Rozalii Celakówny, krakowskiej mistyczki żyjącej w l. 1901 - 1944, pracującej jako pielęgniarka w szpitalu św. Łazarza, przypadły na ostatnie lata przed wybuchem II wojny światowej. Ich treścią było propagowanie kult Serca Jezusa oraz idei aktu intronizacji ze strony Polski i innych narodów.

Wizjonerka pisała dosłownie, że "ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić Intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek. Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną". Opisując swe prywatne objawienia Celakówna nawiązywała jednocześnie do objawień św. Marii Małgorzaty Alacoque.

Wiosną 1939 r. Rozalia zapisuje znamienne słowa: "Wielkie, ogromne są grzechy Narodu Polskiego. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten Naród za grzechy i zbrodnie, a przede wszystkim za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski: jeżeli uzna mnie za Króla i Pana swego w całym tego słowa znaczeniu, tzn. musi przyjść w Polsce panowanie Chrystusa przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym Państwie z Rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów, zupełnym zwrotem ku Mnie".

Jak rozumieć te słowa? Celakówna pisze wyraźnie, że "Intronizacja nie jest tylko formułką zewnętrzną, ale ona ma się odbyć przede wszystkim w każdej duszy”. A ma być przede wszystkim wynagrodzeniem za popełniane grzechy. W swych objawieniach postrzega postać Chrystusa cierpiącego za grzechy ludzkości. W uroczystość Zesłania Ducha Świętego w 1939 r. ujrzała następujący obraz: „Widziałam Pana Jezusa w postaci Ecce Homo poranionego bardzo, na Jego Głowie korona cierniowa głęboko wbijająca kolce w skroń. Ubrany był w płaszcz szkarłatny, rana Jego Serca Boskiego głęboko otwarta. […] Na obliczu Pana Jezusa malował się głęboki smutek. Pan Jezus dał odczuć mej duszy, jak bardzo boli Go obojętność dusz szczególnie Jemu poświęconych, tj. kapłanów i dusz zakonnych".

Zainteresowanie treścią prywatnych objawień Celakówny, dzięki jej kierownikowi duchowemu oblatowi paulińskiemu o. Zygmuntowi Dobrzyckiemu zaczęło rozwijać się już w czasach wojny, wówczas w wąskich kręgach krakowskich inteligentów. Objawienia Celakówny propagował także ówczesny generał paulinów o. Pius Przeździecki. Na skutek rozwijającej się tej formy pobożności, kard. Adam Sapieha zatwierdził w 1946 r. Dzieło Osobistego Poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu, utworzone przez grupę świeckich z Krakowa. Koła Dzieła powstały szybko w kilku polskich miastach.

Inspirowany tym Episkopat, z inicjatywy prymasa Wyszyńskiego podjął decyzję o zawierzeniu Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Jezusowemu, co - po trzech latach duchowych przygotowań - nastąpiło 28 października 1951 r. W święto Chrystusa Króla uroczysty akt intronizacji czyli poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Jezusa dokonany został we wszystkich katedrach i kościołach parafialnych. W specjalnym orędziu Episkopat podkreślał jego znaczenie, tłumacząc: „przez to uroczyste poświęcenie Narodu wyrażamy niezłomną wolę, by wszystkie dziedziny życia naszego, zarówno prywatne jak publiczne, były urządzone według zasad Jezusa Chrystusa". 25 lat później w 1976 r., w ostatnią niedzielę roku kościelnego w kościołach ponowiono akt oddania Narodu Sercu Pana Jezusa.

Zainteresowanie objawieniami Celakówny zdecydowanie wzrosło w latach dziewięćdziesiątych, po otwarciu jej procesu kanonizacyjnego na terenie Archidiecezji Krakowskiej w 1996 r. przez ks. kard. Franciszka Macharskiego. Proces Rozalii Celakówny na szczeblu diecezjalnym został zakończony w 2007 r. i dokumenty przekazano do Rzymu.

W okresie tym powstaje oddolnie, początkowo bez aprobaty władz kościelnych, szereg ruchów intronizacyjnych, odwołujących się do objawień krakowskiej mistyczki. Jednak dokonywana przez nie płytka interpretacja objawień Rozalii wywołała wiele zamieszania. Słowa Celakówny brzmiące: "musi przyjść w Polsce panowanie Chrystusa przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym Państwie z Rządem na czele" bywały interpretowane są jako domaganie się intronizacji Chrystusa na Króla Polski, co miało być dokonane nie tylko przez władze kościelne ale i polityczne. Przedstawiciele ruchów intronizacyjnych twierdzili, że dokonane już akty poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa nie są wypełnieniem postulatów wynikających z objawień Celakówny, lecz że chodziło jej o co innego, o uznanie Chrystusa Królem Polski.

Ks. Władysław Kubik SJ wicepostulator jej procesu beatyfikacyjnego wyjaśnia w sposób jednoznaczny, że w swoich pismach Celakówna odwoływała się co prawda do konieczności intronizacji Serca Jezusowego w życiu osobistym i społecznym, ale nigdy nie proponowała, aby dokonać intronizacji Chrystusa na Króla Polski. "A mówiąc o Intronizacji zawsze miała na uwadze przede wszystkim Intronizację Najświętszego Serca Pana Jezusa z jednoczesnym wezwaniem do uznania Chrystusa naszym Królem i Panem" - dodaje.

Z objawień Celakówny nie wynika więc propozycją jakiejś " kościelno-państwowej" intronizacji, lecz wskazują one na to, że wszyscy Polacy, włącznie z władzami państwa winny uznawać panowanie, "królowanie" Jezusa.

Korekta ze strony Episkopatu

W wyniku powstałego zamieszania, sprawą intronizacji w ostatnich latach zajęła się Konferencja Episkopatu Polski. Powołała w tym celu w 2013 r. specjalny Zespół ds. Ruchów Intronizacyjnych pod przewodnictwem biskupa opolskiego Andrzeja Czai.

Podczas spotkania Zespołu 10 czerwca 2014 roku - wyjaśnia bp Czaja w rozmowie z KAI - zrodziła się myśl o przygotowaniu aktu uznania Chrystusa Królem w uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w 2016 roku, w ramach obchodów jubileuszu 1050. rocznicy Chrztu Polski. Dodaje, że wtedy nie było jeszcze wiadomo o papieskiej inicjatywie ogłoszenia Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia.

Ważnym momentem w dalszym procedowaniu sprawy - jak wyjaśnia biskup - było studyjne seminarium naukowe pt. "Intronizacja Jezusa Chrystusa. Zamysł i interpretacja idei", w listopadzie 2014 roku. W dyskusji podnoszona była myśl o potrzebie uroczystego aktu zawierzenia Polski Jezusowi Królowi Wszechświata.

Następnie, podczas 368. Zebrania Plenarnego KEP, 12 marca 2015 roku, biskupi uznali za słuszne oddanie Ojczyzny Chrystusowi Królowi Wszechświata. Zespół ds. Ruchów Intronizacyjnych KEP otrzymał wówczas mandat do podjęcia oficjalnego dialogu z przedstawicielami kilku bardziej aktywnych ruchów intronizacyjnych i do ewentualnego stworzenia z nimi nieformalnego „zespołu mieszanego”. Uczestniczyło w nim 10 biskupów oraz przedstawiciele: Wspólnot dla Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa, Rycerstwa Jezusa Chrystusa Króla, Stowarzyszenia „Róża” i Fundacji Serca Jezusa, Ruchu Obrony Rzeczypospolitej „Samorządna Polska”, Stowarzyszenia „Ruch Intronizacji Jezusa Chrystusa Króla Polski”. A także reprezentanci środowisk inteligencji katolickiej oraz reprezentantka wspólnot i grup Polonii amerykańskiej, kanadyjskiej i australijskiej.

Pierwsze posiedzenie „zespołu mieszanego” miało miejsce na Jasnej Górze 4 maja 2015 r. Przedstawiciele poszczególnych ruchów - wyjaśnia bp Czaja - prezentowali stanowisko i oczekiwania środowisk intronizacyjnych. Biskup podkreśla, że niemal w każdym z nich pojawiał się apel o dokonanie aktu intronizacyjnego i ogłoszenie Chrystusa Królem Polski. Przedstawiciele ruchów intronizacyjnych domagali się też korekty listu pasterskiego Episkopatu nt. królowania Jezusa Chrystusa z listopada 2012 r., w którym biskupi napisali, że "od momentu przyjścia Chrystusa urzeczywistnia się w świecie Królestwo Boże" (...) Natomiast "myślenie jednak, że wystarczy obwołać Chrystusa Królem Polski, a wszystko się zmieni na lepsze, trzeba uznać za iluzoryczne, wręcz szkodliwe dla rozumienia i urzeczywistniania Chrystusowego zbawienia w świecie". Konstatowali więc, że "nie trzeba Chrystusa ogłaszać Królem, wprowadzać go na tron. (...) Trzeba natomiast uznać i przyjąć Jego królowanie, poddać się Jego władzy".

W efekcie dyskusji - jak informuje bp Czaja - przedstawiciele ruchów intronizacyjnych odstąpili od domagania się uznania Chrystusa Królem Polski. Określono wspólny cel: "Nie ogłaszać Chrystusa Królem, bo Nim już jest, lecz uznać Go Królem i poddać się Jego prawu!" Wyjaśnia dalej, że "w takim rozumieniu aktu oddania się Jezusowi ujawniło się podobieństwo do tego, o czym od dawna mówią i praktykują środowiska oazowe i charyzmatyczne, czyli uznać Jezusa Panem i Zbawicielem", co ma już w Polsce kilkudziesięcioletnią tradycję. Jednym z gorących orędowników uznania Jezusa Panem i Zbawicielem był sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki i było to praktykowane we wspólnotach Ruchu " Światło-Życie".

Ustalono, że dokonanie tego typu aktu miałoby charakter zbawczy, zgodnie z zapewnieniem św. Pawła w Liście do Rzymian (10, 9-10): „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia”.

Na kolejnym spotkaniu "zespołu mieszanego" 10 października 2015 r. na Jasnej Górze przedstawiciele ruchów intronizacyjnych przekazali oficjalną prośbę do pasterzy Kościoła, "aby w liście zapowiadającym program przyszłego roku liturgicznego w Polsce, zechcieli zawrzeć zapowiedź polskiego, narodowego aktu uznania i przyjęcia królowania Jezusa Chrystusa oraz poddania się pod jego władzę". Została ona zaaprobowana przez Konferencję Episkopatu. Ostateczną formułę "Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana", biskupi zatwierdzili 16 kwietnia br. na 372. zebraniu plenarnym.

Ustalono, że uroczysta proklamacja Aktu odbędzie się w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach w sobotę 19 listopada br. – w przeddzień uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Następnego dnia akt ten zostanie odnowiony we wszystkich świątyniach katolickich w Polsce.

A w liście pasterskim z 11 października br. - poprzedzającym Jubileuszowy Akt - biskupi wyjaśniają, że "zasadniczym celem dokonania aktu jest uznanie z wiarą panowania Jezusa, poddanie i zawierzenie Mu życia osobistego, rodzinnego i narodowego we wszelkich jego wymiarach i kształtowanie go według Bożego prawa".

Zapowiadają, że będziemy wówczas modlić się m.in. słowami: „Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem. W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu. (...) Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia. (...) Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju”.

I po raz kolejny w cytowanym liście przypominają, że "nie trzeba Chrystusa intronizować w znaczeniu wynoszenia Go na tron i nadawania Mu władzy ani też ogłaszać Go Królem. On przecież jest Królem królów i Panem panów na wieki. Natomiast naszym wielkim zadaniem jest podjęcie dzieła intronizacji Jezusa w znaczeniu uznawania Jego królewskiej godności i władzy całym życiem i postępowaniem".

Tagi:
Jezus Chrystus Chrystus Król akt

W cieniu Dobrego Pasterza

2019-10-22 13:00

Ks. Wojciech Kania
Edycja sandomierska 43/2019, str. 4-5

Historia figury Chrystusa Dobrego Pasterza, która od lat stoi na dziedzińcu wewnętrznym sandomierskiego seminarium, mogłaby posłużyć za scenariusz filmu. Jej losy są niezwykle burzliwe i ciekawe. To w jej cieniu wzrastały pokolenia przyszłych kapłanów. Z racji na przypadający w roku 2020 jubileusz sandomierskiego seminarium w ostatnim czasie została poddana renowacji


Modlitwa w intencji powołań w trakcie inauguracji roku akademickiego

Dziedziniec wewnętrzny, gdzie znajduje się figura Chrystusa Dobrego Pasterza, pierwotnie należał do klasztoru Sióstr Benedyktynek, który decyzją zaborczego rządu rosyjskiego został zlikwidowany w roku 1903. Budynki po kasacji zakonu miały zostać przeznaczone na urzędy powiatowe. Aby tak się nie stało, ówczesny hierarcha – bp Aleksander Zwierowicz wystarał się o przekazanie ich przez władze na potrzeby seminarium.

Jak mówi ks. dr Piotr Tylec, dyrektor Biblioteki Diecezjalnej: – W Bibliotece Diecezjalnej w Sandomierzu zachowały się archiwalne zdjęcia wirydarza, na których widać, że w miejscu, gdzie obecnie stoi figura, znajdowała się zakonna studnia. Do studni prowadziło zadaszone przejście z budynku, aby podczas niepogody siostry czerpiące wodę ze studni nie mokły. W momencie, kiedy budynki zostały przekazane seminarium duchownemu, podjęto decyzję o rozbudowaniu gmachu poklasztornego przez dobudowę północnego skrzydła. Najprawdopodobniej podczas tych prac studnia została rozebrana i zasypana. Po ukończeniu budowy wirydarz wymagał zagospodarowania i urządzenia, dlatego pojawił się pomysł, aby w jego centralnym miejscu ustawić figurę Dobrego Pasterza. Miała ona upamiętnić 1600. rocznicę wydania edyktu mediolańskiego.

Były to ważne obchody dla Kościoła w Polsce. Edykt wydany w 313 r. przyznawał mieszkańcom Cesarstwa Rzymskiego prawo do wolnego wyznawania wiary. Dzięki temu chrześcijanie mogli publicznie sprawować kult, budować świątynie i nie byli prześladowani. Na terenie zaboru rosyjskiego Kościół był skrępowany licznymi restrykcjami, które zaostrzyły się jeszcze bardziej po powstaniu styczniowym. Niewielka odwilż nastąpiła na początku XX wieku w związku z kryzysem władzy carskiej po przegranej wojnie rosyjsko-japońskiej. Dlatego Polacy będący pod zaborami oczekiwali przyznania pewnych swobód. Stąd obchody 1600. rocznicy edyktu mediolańskiego miały bardzo jasną wymowę. Biskup Marian Ryx wydał okolicznościowy list pasterski, wyznaczając w diecezji główne obchody jubileuszu na dzień Zesłania Ducha Świętego.

– Ówczesny rektor seminarium ks. Paweł Kubicki, który był najbliższym współpracownikiem biskupa, zasugerował, aby upamiętnić rocznicę wystawieniem figury Chrystusa na seminaryjnym wirydarzu. Wykonanie figury zlecono warszawskiej firmie braci Łopieńskich – dodaje ks. P. Tylec.

Łup wojenny

Przygotowana figura Chrystusa Dobrego Pasterza miała do Sandomierza przypłynąć prawdopodobnie Wisłą, jednak dostarczenie jej okazało się niemożliwe. Przeszkodził w tym wybuch I wojny światowej. Gdy wojska rosyjskie zaczęły na froncie ponosić klęskę, co spowodowało duże braki finansowe w armii, wówczas Rosjanie dokonywali grabieży w trakcie odwrotu z Warszawy. W wyniku tego jako łup wojenny została zabrana „sandomierska” figura Dobrego Pasterza.

Trafiła do Petersburga. Być może dzięki temu ocalała, bo Sandomierz był miejscem bardzo krwawej bitwy, która rozegrała się w dniach 8-14 września 1914 r. W czasach wojennej zawieruchy część budynków seminaryjnych była zajęta najpierw przez wojska rosyjskiego zaborcy, a następnie austriackiego.

Wreszcie w domu

Po zakończeniu działań wojennych i odzyskaniu przez Polskę niepodległości władze kościelne diecezji sandomierskiej podjęły działania mające na celu odnalezienie i sprowadzenie do Sandomierza zaginionej figury Chrystusa Dobrego Pasterza. Starań tych podjął się bp Marian Ryx, kiedy na mocy układu pokojowego podpisanego w Rydze w roku 1921 Rosja zobowiązała się zwrócić Polsce zrabowane dobra kultury. Niestety, nie udało się odzyskać wszystkich zrabowanych dzieł sztuki, ale wśród odnalezionych skarbów znalazła się rzeźba z pracowni Łopieńskich. Po niełatwej drodze figura Dobrego Pasterza w roku 1926 trafiła wreszcie na przygotowane dla niej miejsce na dziedzińcu sandomierskiego seminarium.

Jej uroczyste poświęcenie zaplanowano na październik. Dokonano tego na zakończenie konferencji dziekanów, która odbywała się w Sandomierzu w dniach 19-20 października 1926 r. W protokole sprawozdawczym z konferencji zanotowano: „Zjazd zakończono piękną ceremonią – poświęcenie posągu Dobrego Pasterza w Sandomierzu, której dokonał J. E. Pasterz diecezji w obecności wszystkich Ks. Dziekanów, Ks. Profesorów i Alumnów Seminarium”.

Wymowa postumentu

Sandomierski Chrystus Dobry Pasterz doskonale wkomponowuje się w krajobraz wewnętrznego dziedzińca. Wokół niego biegną ogrodowe alejki, po których często spacerują alumni oraz profesorowie seminarium. Figura budzi ciekawość nie tylko ze względu na fascynującą historię, ale przede wszystkim ujmuje wyrazistością przekazu.

Twarz Chrystusa wpatrzonego w trzymaną na ręce i tuloną do serca małą owieczkę ukazuje wielkie zatroskanie oraz miłość. Wielu kapłanów odwiedzających mury Alma Mater z różnymi grupami chętnie robi przy figurze pamiątkowe zdjęcie, opowiadając o historii Dobrego Pasterza, jak również o niepisanej tradycji mycia figury po pozytywnie zdanym przez cały rocznik absolutorium z języka łacińskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek przybył do Tajlandii

2019-11-20 07:50

tom (KAI) / Bangkok

Franciszek przybył do Tajlandii. O godz. 12.03 (6.03) Airbus 330 „Giovanni Battista Tiepolo” włoskich linii lotniczych Alitalia z papieżem wylądował na lotnisku w Bagkoku. Motto wizyty w Tajlandii, która potrwa do 23 listopada związana jest z 350. rocznicą utworzenia pierwszego wikariatu apostolskiego w tym kraju brzmi: „Uczniowie Chrystusa, uczniowie misjonarze”. Jest to 32. podróż zagraniczna papieża Bergoglio w trakcie której odwiedzi jeszcze Japonię w dniach 23-26 bm.

episkopat.pl

U stóp schodów samolotu papieża powitał członek Rady Koronnej, który ofiarował mu wieniec z kwiatów. Franciszek przywitał się z reprezentantami tajlandzkich władz, z arcybiskupem Bangkoku kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij i biskupami. Ojciec Święty pozdrowił grupę dzieci w tradycyjnych strojach. Oddano honory wojskowe.

Na płycie lotniska była też grupa wiernych z flagami watykańskimi i tajlandzkimi.

Podczas ceremonii powitania papieżowi towarzyszyła jako tłumacz jego 77-letnia kuzynka Ana Rosa Sivori. Urodzona w Argentynie salezjanka mieszka i pracuje w Tajlandii od ponad 40 lat.

Z lotniska Franciszek udał się do nuncjatury apostolskiej w centrum Bangkoku, która jest jego rezydencją w czasie pobytu w Tajlandii.

W pierwszym dniu wizyty nie przewidziano żadnych oficjalnych wydarzeń z udziałem papieża.

Oficjalny program pielgrzymki rozpocznie się 21 bm. W stolicy Tajlandii Bangkoku papież spotyka się m.in. z 92-letnim Sathit Maha Simaramem Najwyższym Patriarchą Buddyjskim w świątyni Wat Ratchabophit i królem Maha Vajiralongkornem „Rama X”.

Ponadto papież w Bangkoku spotka się z biskupami kraju, kapłanami katolickimi i zakonnikami, przedstawicielami innych kościołów i religii, a także chorymi i niepełnosprawnymi. Na Stadionie Narodowym papież odprawi Mszę św. Natomiast pod koniec wizyty w Tajlandii, w piątek wieczorem czasu lokalnego, w katedrze w Bangkoku planowana jest Msza św. z udziałem młodych katolików. W sobotę rano Franciszek odleci do Japonii.

Oficjalnym tłumaczem papieża będzie jego kuzynka Ana Rosa Sivori.

Okazją dla papieskiej wizyty w Tajlandii jest 350-lecie istnienia Kościoła katolickiego w tym królestwie. Wśród 69 milionów mieszkańców Tajlandii żyje tylko 300 tys. katolików. Poza Tajlandczykami na spotkaniach z papieżem oczekiwani są też w Bangkoku katolicy z krajów sąsiedzkich Laosu i Kambodży.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Weszły w życie przepisy zwalczające nielegalne adopcje

2019-11-20 13:50

ar, lk, Ministerstwo Sprawiedliwości / Warszawa (KAI)

Weszła w życie nowelizacja, zgodnie z którą za nielegalne lub przeprowadzone z obejściem prawa adopcje dzieci, grozi do 5 lat pozbawienia wolności. Zmiana ta ma pomóc w zwalczaniu procederu oddawania dzieci do nielegalnych adopcji za pieniądze.

Agnieszka Bugała

Po tym, jak nowe prawo zwalczające nielegalne adopcje 16 października 2019 r. jednogłośnie przyjął Sejm, a dwa dni później bez poprawek Senat, 25 października przepisy o karach za nielegalne adopcje podpisał Prezydent RP. Dziś weszły one w życie.

Dziecko nie może być przedmiotem transakcji. - Stawiamy dobro dzieci na pierwszym miejscu. Zapełniamy lukę w prawie, która pozwalała na groźny proceder nielegalnych adopcji. Podejmujemy zdecydowaną walkę z szarą strefą adopcyjną – podkreślał Sekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Michał Wójcik, który nadzorował prace nad ustawą.

Do tej pory odpowiedzialność karna groziła jedynie za organizowanie nielegalnych adopcji na szeroką skalę. Można za to trafić do więzienia na okres od 3 miesięcy do 5 lat. Dlatego konieczne były zmiany w prawie.

Nowelizacja Kodeksu karnego powoduje, że bezkarne nie pozostaną również „pojedyncze” nielegalne adopcje. Karę poniesie zarówno matka, jak i osoba przyjmująca dziecko. Nowy przepis stanowi, że kto odda lub przyjmie dziecko do adopcji z pominięciem odpowiedniego postępowania sądowego (np. poprzez fałszywe wskazanie ojcostwa), może trafić do więzienia nawet na 5 lat.

Taka sama kara będzie grozić osobie, która zatai przed sądem, że oddała dziecko za pieniądze lub inną korzyść. Jeśli to zatai, narazi się na 5 lat więzienia. Jeśli nie zatai – sąd uzna, czy doszło do transakcji, która wyklucza możliwość adopcji, czy jedynie do nieznaczącej gratyfikacji.

Chodzi o to, by nie przekreślać adopcji w przypadkach, gdy matka przyjmie od przyszłych rodziców adopcyjnych drobny prezent, np. pieluszki czy mleko dla niemowlęcia.

Zdaniem ministerstwa sprawiedliwości, nie można tolerować sytuacji, w której bezpieczeństwo dziecka w wielu aspektach życiowych, psychologicznych i prawnych jest zagrożone. A takie są konsekwencje bezprawnych adopcji. Groźne zjawisko rozszerzyło się do tego stopnia, że państwowe ośrodki zajmujące się znajdowaniem rodzin dla samotnych dzieci alarmowały o istnieniu w Polsce szarej strefy adopcyjnej.

Według szacunkowych ocen, w Polsce może dochodzić rocznie nawet do 2 tys. przypadków handlu dziećmi, przy około 3 tys. legalnych adopcji. Część dzieci nielegalną drogą trafia za granicę.

Nowe regulacje uderzą w szarą strefę adopcyjną, przeciwdziałając ogromnemu ryzyku dla dzieci. Legalni rodzice adopcyjni są sprawdzani w państwowych ośrodkach, przechodzą szkolenia, muszą spełniać odpowiednie wymogi prawne i etyczne. W szarej strefie nie obowiązują natomiast żadne zasady, rządzi jedynie pieniądz.

Nowe rozwiązania mają umożliwić skuteczne ściganie uczestników groźnego procederu. Będą też miały skutek prewencyjny: surowe kary powinny odstraszyć od zawierania bulwersujących transakcji, w których dziecko jest „żywym towarem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem