Reklama

Bp Tyrawa: aby człowiek mógł czynić dobro, musi się poświęcić

2016-12-08 20:43

jm / Bydgoszcz / KAI

Katarzyna Cegielska
Bp Jan Tyrawa podczas uroczystości 25-lecia Radia Maryja w Bydgoszczy

„Człowiek, aby mógł czynić dobro, musi się poświęcić, musi ofiarować swoje życie” - powiedział biskup bydgoski Jan Tyrawa. W Bazylice Mniejszej św. Wincentego á Paulo w Bydgoszczy dziękowano 8 grudnia za 25 lat istnienia Radia Maryja.

Oto pełny tekst jego homilii:

Jubileusz 25-lecia „Radia Maryja” pozwala nam przeżywać zdumiewające prawdy. Uświadamia nam, że powstało 13 lat po wyborze kardynała Karola Wojtyły na papieża, 12 lat po Jego pierwszej pielgrzymce do Ojczyzny, za trzy lata obchodzić będziemy 40-rocznicę tego wydarzenia. I kiedy dziś dziękujemy Bogu za to Radio, za jego twórców z Ojcem Tadeuszem, za tych wszystkich, którzy je wspierają, to, Moi Drodzy, chciałbym przypomnieć jeszcze jedną ważną datę. Radio „Maryja” powstało 35 lat po zwolnieniu Prymasa Tysiąclecia z jego uwięzienia. Chciałoby się powiedzieć - zaledwie 35 lat, bowiem czytając Jego „Zapiski więzienne” czy „Pro memoria”, w których zapisywał wydarzenia, uwagi, spostrzeżenia czy wspomnienia innych osób, opisy zachowań ludzi i polityków, to jedno uderza w sposób jednoznaczny: nie przewidywano upadku panującego wówczas socjalistyczno-komunistycznego systemu, można powiedzieć, że w ogóle nie przewidywano, tak jakby miał istnieć na zawsze. Poważnie kreślono programy polityczne, w których po stronie władzy skreślano istnienie Kościoła, a przynajmniej widziano Go całkowicie podporządkowanego władzy, po stronie przeciwnej kreślono programy i próbowano namówić władzę na to, że jest możliwa współpraca Kościoła i państwa, tak jakby państwo należało tylko do jednej strony. Dla władzy państwowej myśl, dlaczego miałaby współpracować z Kościołem, była całkowicie niezrozumiała.

Zobacz zdjęcia: Rocznica Radia Maryja w Bydgoszczy

Z „Zapisków więziennych”, z „Pro memoria” jednoznacznie wynika, że Prymas Tysiąclecia nigdy z taką myślą się nie pogodził. Można powiedzieć, że nad istnieniem takiego czy innego systemu politycznego przechodził ponad, to Go w pewnym sensie nie interesowało. Dla Niego najważniejsze było to, że, niezależnie od takiego czy innego systemu, nie wolno było niszczyć Kościoła, nie wolno było niszczyć Ojczyzny budowanej od tysiąca lat na chrześcijańskiej tradycji, nie wolno było niszczyć wolności żadnego człowieka, jak i Narodu okupionej krwią poprzednich pokoleń, nie wolno było niszczyć historii i pamięci. I tu Stefan Wyszyński okazał się być wielki i silny, opatrznościowy i prorocki. Okazał się być nauczycielem.

Reklama

Moi Drodzy, przypatrzmy się tej postaci bliżej, bo warto, bo może właśnie także po to powstało Radio „Maryja”, aby o niej mówić.

60 lat temu, 28 października 1956 roku, Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński zwolniony został z odosobnienia (Rywałd, Stoczek Warmiński, Prudnik Śląski, Komańcza). Uwolnienie Prymasa Tysiąclecia dokonało się w szczególnej chwili, rozładowało ono narosłe do granic wytrzymałości napięcie społeczne, co mogło skończyć się podobną tragedią, jaka spotkała Naród Węgierski, Polska jej uniknęła. Największą troską kard. Stefana Wyszyńskiego było, aby nie dopuścić do sytuacji rozlewu krwi. Pamiętamy to szczególne spotkanie Papieża, dziś świętego Jana Pawła II z kard. Stefanem Wyszyńskim w dzień po inauguracji pontyfikatu. Papież mówił szczególnie emocjonalnie i wzruszająco: „Czcigodny i umiłowany Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, niecofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła”. Powiedzmy wprost: nie byłoby wielu innych zdarzeń, nie byłoby dzisiejszej wolności, nie byłoby Radia, dzięki któremu możemy dziś o tym mówić.

Z tą wypowiedzią Papieża współbrzmi treść telegramu Piusa XII z dnia 30 października 1956 roku: „Umiłowany Nasz Synu! Twoje nieugięte i niezłomne męstwo ducha, wśród wszelkich trudności i przeciwieństw, zabłysło jako piękny przykład do naśladowania. Dziękując przeto Niebu za przykład Twojego bezgranicznego oddania się Bogu, z całego serca błogosławimy Tobie, duchowieństwu i ludowi Bożemu Twoich archidiecezji oraz księżom biskupom i wszystkim wiernym całej Polski katolickiej. Żywimy niezłomną nadzieję, że Twój tak oczekiwany powrót (…) stanie się, za przyczyną Matki Zbawiciela, zapowiedzią prawdziwego dla Polski pokoju, opartego na sprawiedliwości, miłości i należnej Kościołowi wolności”.

W czym się wyrażała odwaga Prymasa Tysiąclecia, jego heroiczna nadzieja budowana na wierze, zaufaniu Matce Bożej? W „Zapiskach więziennych” kard. Stefan Wyszyński w czasie odosobnienia, najczarniejszej nocy stalinizmu, niebywałego triumfu służb specjalnych, zapisał prorocki tekst, który w czasie Stanu wojennego na nowo sobie przypomniano i traktowano jako wyrocznię. Tym bardziej, że w tekście tym mówi się o wronie, co skojarzone zostało ze skrótem, utworzonym ze słów: „Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego” – WRON.

Zapis z dnia 17 I 1954, niedziela. „Siadła wrona na czole wyniosłej jodły. Spojrzała władczo wokół i wydała okrzyk zwycięstwa. Tej wrzaskliwej zjawie wydaje się prawdziwie, że jodła zawdzięcza jej wszystko: swój byt, wysmukłą piękność, trwałą zieleń, siłę w walce z wichrami. Godnym podziwu jest ten tupet wrony. Wielka dobrodziejka stojącej cicho jodły. A jodła ani drgnie; zda się nie dostrzegać wrony; pogrążona w zadumie, wyciąga gałązki ramion swoich ku niebu. Znosi spokojnie wrzaskliwego gościa. Nic nie zmąci jej myśli, jej powagi, spokoju. Wszak tyle chmur już przeszło nad jej czołem, tyle ptaków przelotnych tu się zatrzymało. – Poszły, jak ty pójdziesz. Nie twoje to miejsce, nie czujesz się pewna i dlatego krzykiem nadrabiasz brak męstwa. To ja wyrosłam z ziemi i trwam korzeniami w jej sercu. A ty, wędrowna chmuro, co rzucasz cień smutku na złociste me czoło, jesteś igraszką wichrów. Trzeba cię spokojnie wycierpieć. Wykraczesz swoją nudną, bezduszną, jakże ubogą pieśń – i odpłyniesz. Cóż zdołasz krzykiem zdziałać? Ja pozostanę, by trwać w skupieniu, by budować swoją cierpliwością, by przetrwać wichry i naloty, by spokojnie piąć się wzwyż. Słońca mi nie przysłonisz, sobą nie zachwycisz, celu mej wspinaczki nie zmienisz. Był las, nie było was – i nie będzie was, będzie las. Bajka? Nie bajka!”.

W tym tekście łatwo wyczuć aluzję. Jodła uosabia tu rzeczywistość stworzoną przez Boga, w tym Polskę, Naród Polski, Boże prawo, które tą całą rzeczywistością rządzi. Wrona wszystkie obłędne ideologie, które rzekomo mają służyć człowiekowi, a które papież Leon XIII nazwał lekarstwem gorszym od choroby, powiedzmy wprost: komunizm. Była Polska, była Ojczyzna, nie było was i nie będzie was, a Polska, Ojczyzna będą istnieć dalej. Odfruniecie tak szybko, jak żeście przyszli.

Tym tekstem kard. Stefan Wyszyński odsłania swoją osobowość. Wyrażała się ona silną, niezachwianą wiarą w prawdę; w prawdę Boga i w prawdę całego porządku przez Boga stworzonego, a zatem prawdę człowieka i prawdę natury rzeczy. W prawdę w Opatrzność Bożą i wstawienniczą opiekę Najświętszej Maryi Panny. Ta prawda na pierwszym planie stawiała człowieka, jego niezbywalną godność oraz Naród, który dla kard. Stefana Wyszyńskiego był nie mniej stworzeniem samego Boga jak poszczególny człowiek. Stąd też był przedmiotem nie mniejszej troski, w tym przypadku chodziło o jego wolność, aby mógł spełniać swoje powinności, zwłaszcza religijną, swoje powołanie. Ta sama prawda określała miejsce i zadania Kościoła w Narodzie. Z tej perspektywy każdy system społeczny był dla kard. Wyszyńskiego nie do przyjęcia, jeśli w czymkolwiek pod tym względem uchybiał. I nic nie mogło się tu zmienić w odniesieniu do panującej od kilkunastu lat zbrodniczej ideologii. To wszystko było dla kard. Wyszyńskiego prawdą, a nie bajką. To prawda wiary miała w Nim taką moc.

Telegram Piusa XII ukazuje wielką życzliwość dla Prymasa Tysiąclecia, która cechowała kolejnych papieży: Jana XXIII i Pawła VI. Wyrażała się ona m.in. poprzez to, że kard. Wyszyński przy przyjeździe do Rzymu zawsze był witany na dworcu przez wysokich dostojników Watykanu. Tym powitaniom towarzyszyły tłumy (około tysiąca ludzi), zwłaszcza Polonia Rzymska. Bardzo szybko był przyjmowany na prywatnych audiencjach, a nawet Jan XXIII poprosił Prymasa w pewną niedzielę, aby towarzyszył mu podczas modlitwy „Anioł Pański” w oknie Pałacu Apostolskiego, tak jakby chciał Go pokazać całemu światu, co na ogół w ogóle się nie zdarzało.

Szczególnym okresem w życiu Prymasa okazał się czas Soboru Watykańskiego II, który stworzył okazję spotkania z przedstawicielami innych Kościołów, zwłaszcza z Episkopatem Niemiec Zachodnich. Te kontakty zbliżyły do siebie i można było wyjaśnić wiele nieporozumień, które także próbowały wygrać władze państwowe. Pamiętamy, że skończyło się to sławetnym „Listem Episkopatu Polski do Biskupów Niemieckich”, co na przyszłość stworzyło fundament pojednania. Rzym okazał się być miejscem spotkania kard. Stefana Wyszyńskiego z wysokimi dostojnikami władz państwowych (Zenon Kliszko), a później w Polsce nawet z Władysławem Gomułką. Spotkania te były przede wszystkim wyrazem dobrej woli Prymasa, chociaż przewidywał, że większych owoców one nie przyniosą. Ale podejmowane przy tej okazji pewne uzgodnienia czy nawet zobowiązania, były okazją, do której można się było odwoływać, chociaż i to także nie pomagało.

Moi Drodzy! Nie będę w tej chwili przypominał znanych faktów, jakie miały miejsce dzięki kard. Stefanowi Wyszyńskiemu; Wielką 9-letnią Nowennę przed obchodami Tysiąclecia Chrztu Polski, Peregrynację Kopii Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej (peregrynacja ta trwa do dzisiejszego dnia), Śluby Jasnogórskie, Nieustanną Modlitwę przed Obrazem Jasnogórskim w intencji Soboru. Nie chciałbym też poruszać spraw dotyczących ówczesnej polityki państwa w stosunku do Kościoła i zmagania się z tym ze strony Prymasa i całego Episkopatu; usuwanie nauczania religii ze szkół, próba kontroli urzędów kościelnych, ograniczanie możliwości Kościoła w pracy duszpasterskiej, powoływanie kleryków do służby wojskowej itp.

Chciałbym natomiast podjąć próbę ukazania duchowości Prymasa, Jego wnętrza, myśli, zwłaszcza myśl społeczną, która miała służyć nie tylko Kościołowi, ale i Narodowi. Okazją poznania tej sfery ducha Prymasa Tysiąclecia mogą być niewątpliwie Jego kazania, notatki, listy, jednym słowem Jego nauczanie. Spośród całej kolekcji kazań jedno zapewne wysuwa się na pierwszy plan, przez znawców określone zostało jako jedno z najpiękniejszych kazań ks. Prymasa. Ma ono wartość nie tylko historyczną, lecz wciąż aktualną. Dotyczy oceny zdarzeń historycznych.

Otóż w setną rocznicę Powstania Styczniowego ukazał się artykuł, który dezawuował znaczenie tego powstania. Jego treść oburzyła wielu Polaków, a nie tylko ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Powstanie to miałoby być nonsensowne, bowiem nie miało żadnych szans na zwycięstwo i spowodowało jedynie zniszczenia. W odpowiedzi kard. Wyszyński wygłosił w kościele św. Krzyża w Warszawie całe kazanie.

Punktem wyjścia było podkreślenie pewnego podobieństwa życia Narodu do jednostkowego życia poszczególnego człowieka. Tu trzeba przypomnieć, że Prymas Tysiąclecia rozumiał naród jako Boże stworzenie, to Bóg stworzył poszczególne narody, do których posłał Apostołów, aby prowadzić je ku zbawieniu. Można dyskutować nad jego rozumieniem i przytaczać takie czy inne teologiczne argumenty, ale jedno jest pewne; Naród to coś więcej niż zwykła suma poszczególnych jednostek, ma swój samodzielny byt, swoją autonomię, swoją historię, swój los, swoją godność i swoje prawa. I tak, jak w życiu każdego człowieka, tak tym bardziej w życiu Narodu, trzeba być ostrożnym z osądem historycznym, zwłaszcza odnośnie do Narodu, który żyje i ma żyć, nie zapominając o tym, że ostateczna ocena jego wartości, dziejowej użyteczności i miejsca pośród innych narodów należy do Boga.

Pierwszym krokiem, do jakiego Ksiądz Prymas zachęcał, aby móc właściwie ocenić, miało być milczenie, rozumiane jako zaduma i hołd składany wszystkim, również tym, którzy taką walkę podjęli. W tej zadumie każdy powinien postawić sobie pytanie, w jaki sposób on by się zachował, gdyby w odpowiedzi na najmniejszą nadzieję i pragnienie wolności usłyszał: „żadnych mrzonek”. Źle by skończył Naród, gdyby uwierzył w taki werdykt. Ksiądz Prymas zauważył, że wypowiada te słowa w świątyni, w której przed stu laty lud Warszawy wypłakiwał swoje bóle przed Bogiem i mógł to czynić jedynie w tym miejscu. Można różnie oceniać taką postawę: wielkie bóle, spazmatyczny płacz i do końca podeptaną godność, ale nie wolno potępiać. I mówił Prymas: „Historyczny epizod z 1863 roku możemy zsyntetyzować dopiero po stu latach, gdy stoimy tutaj, jako Naród żywy, gdy mimo wszystko… jesteśmy. Może krew wówczas przelana, dopiero dziś, po dziesiątkach lat, miała wydać swój owoc, jak ziarno po miesiącach mrozów, śnieżyc, wichrów i ulew, wyzłaca się czasu żniwnego”.

Prawda ta dotyczy życia Narodu. I pytał Prymas, kto potrafi określić dziejowe zjawisko, jakim jest Naród. Prawda, Polacy wspominają tyle powstań: Kościuszkowskie, Listopadowe, Styczniowe, Warszawskie i inne zrywy może nieudane, nieprzynoszące rezultatów. Podobne powstania i zrywy w dziejach innych narodów także nie zawsze były udane, natomiast zawsze były budzeniem zasypiającego ducha narodu, by powstał i żył, bowiem dzieje Narodu bardzo często buduje się z tego, co najdroższe.

Naród podobnie jak poszczególny człowiek, nie jest czymś podzielnym, lecz złożonością organizmu. Człowieka nie można rozebrać na cząstki, to nie coś podzielnego, lecz powiązanego, co się wzajemnie przenika. Cały ten splot bez ducha staje się garstką popiołu. Podobnie i Naród. Tworzą go prawa i obowiązki, kultura, dzieje działania i osiągania, dzieje tęsknoty i pragnień. Praca poszczególnych stanów i zawodów, mężczyzn i kobiet i coś, co nigdzie tak nie smakuje, jak w ojczystej ziemi, co na obczyźnie po prostu usycha. Trzeba żyć w Narodzie, z Narodem i dla Narodu. Trzeba mieć poczucie przedziwnej wspólnoty narodowej, aby rozumieć, co znaczy rzucić na służbę innym braciom, choćby ostatnią kroplę krwi. Dopiero wówczas zrozumie się ofiarnych duchów i to, że wolność wyrasta z ich krwi.

Właśnie o wolność chodziło i chodzi. Wystarczy, aby człowiek czuł się związany i skrępowany, wystarczy być tylko uczciwym człowiekiem, mieć poczucie honoru i osobistej godności, aby z niewolą nigdy nie móc się pogodzić, przeciwko niej się burzyć i szukać sposobów wydobycia się z niej. I żadną miarą nie da się tego wytłumaczyć, aby mogło być inaczej. I tak będzie za każdym razem, że każdy, kto w jakimś narodzie będzie próbował budować klatki, będzie wrogiem. Będzie budził opór, rewolucyjnego ducha od wewnątrz, w głębi osobowości człowieka. A w takiej sytuacji człowiek nie tyle widzi wroga takiego czy innego, on widzi wolność i pragnie wolności. Nie tyle kieruje się nienawiścią, co raczej miłością wolności. Ta jest jego prawem i obowiązkiem. Musi o nią walczyć; nie wolno go potępiać, trzeba oddać mu cześć. Miara krwi, jaką wylewa w obronie wolności, doprowadzony do rozpaczy i szaleństwa, jest zapewne także miarą tej wielkiej wagi prawa Narodu do wolności. Kto zatem będzie go potępiał za to, że nie umie pogodzić się z niewolą? Ta krew budzi sumienie Narodu, również i ku temu, aby nad tą krwią poczynić rachunek sumienia i umacnia do następnych prób odzyskania zagrożonej wolności. Tak się toczy życie człowieka i Narodu. I kończył Ks. Prymas: „Naród to splątanie, powiązanie niesłychanie bogate najrozmaitszych właściwości i nurtów duchowych, których rozparcelować się nie da. (…) Dlatego z głęboką czcią klękamy na śladach krwi naszych braci, którzy nie zawahali się oddać jej, abyśmy żyć mogli. Z głęboką czcią całujemy drogi tych bitew, na których ofiarność zda się w beznadziejny sposób walczyła o niewątpliwe prawo wolności. I nie car miał rację, gdy na Zamku Warszawskim odpowiadał butnie: «Porzućcie wszelki sny!» – tylko właśnie ci, co padali, obejmując miłośnie otwartą piersią ukrzyżowaną pierś Matki Polki. Tylko oni mieli rację! A my po stu latach wiemy to jeszcze lepiej”.

Od czasu Powstania Styczniowego historia się powtórzyła poprzez Powstanie Warszawskie, Żołnierzy Wyklętych, Solidarność, bo nie potrafiono dalej tak żyć. Podejmując się tego dzieła, nie kalkulowali, byli jednak posłuszni głosowi samego Boga, który mówił przez nich: „tak być nie powinno”. Posłuszni temu głosowi potrafili przelewać swoją krew. Nie wolno ich za to potępiać, lecz oddać wszelkie honory, a nie pytać, czy im się to opłacało. Ale pamiętajmy: jest jeszcze Bóg, który tych wszystkich, którzy niewinnie cierpieli, będzie wydobywał z piekła i sadzał po swojej Prawicy. Tych zaś, którzy to piekło tu, na tym świecie, sobie i innym zgotowali, ci, którzy próbują nam wmówić, że ścieżki zdrowia rzeczywiście służyły zdrowiu, w tym piekle zostawi, chyba, że się nawrócą. W tym sensie Bóg nie potrzebuje nikogo karać, jest miłosierny.

Prymas Tysiąclecia uczył nas swoim życiem dwóch uniwersalnych prawd: nie tyle walczył z kimś czy przeciw czemuś, natomiast stanowczo upominał się i żądał tego, co człowiekowi się należy; m.in. właśnie wolność i uszanowanie jego godności. Czynił swoje i nigdy nie musiał zmieniać swoich poglądów. Żądał wolności nie dla samej wolności. Wolność sama w sobie jest pusta i prędzej czy później wypełniona zostanie błazenadą. Człowiek ma być wolny po to, aby mógł czynić wolę Ojca, a Bóg nie nakazuje niczego, co by nie było dobre samo w sobie i Prymas to dobro czynił. Ale człowiek, aby mógł czynić dobro, musi się poświęcić, musi ofiarować swoje życie i to jest ta druga prawda. Bez ofiary, poświęcenia nie stworzy się żadnego życia; ani rodzinnego, ani narodowego czy państwowego. O tym nieustannie musimy pamiętać, podejmując trud wychowania młodego pokolenia. W dobie konsumpcjonizmu jest to nowe wyzwanie na miarę Patriotyzmu. Jeśli ktoś dzisiaj zastanawia się, bo nie wie, co to jest patriotyzm, to w nauczaniu Prymasa Tysiąclecia znajdzie odpowiedź: wychowanie młodego pokolenia do wolności, aby mogło czynić dobro, bo tylko takie życie ma sens, a nie ma dobra bez ofiary i poświęcenia, taki jest los człowieka. Jest to mądrość, która czyni człowieka bardziej człowiekiem, a niemożliwa do wymyślenia przez niego samego.

Moi Drodzy! Dziś, kiedy świętujemy Jubileusz 25-lecia Radia „Maryja”, ze zdumieniem stwierdzamy, jak wpisuje się Ono w historię naszego Narodu, w to „splątanie – jak pouczał Prymas Tysiąclecia – powiązanie niesłychanie bogate najrozmaitszych właściwości i nurtów duchowych, których rozparcelować się nie da”. A że niekiedy musi także walczyć o swoją wolność, to… powiedzmy, że dobrze mu to robi. Nie zapominajmy też o kard. Stefanie Wyszyńskim, bez którego ofiary nie byłoby tej wolności, jaką się cieszymy. Toczy się Jego proces beatyfikacyjny, niech modlitwa Radia „Maryja” przyczyni się także do szczęśliwego jego zakończenia.

Tagi:
Radio Maryja Bydgoszcz bp Jan Tyrawa

Reklama

Bp Tyrawa: szkoła otwiera drogi na świat

2019-09-02 16:37

jm / Bydgoszcz (KAI)

„Jeśli dzisiaj państwa europejskie są najbogatszymi na świecie w stosunku do Azji, Afryki, to właśnie dlatego, że zawdzięczają to m.in. szkole” – mówił w bydgoskim kościele Matki Boskiej Nieustającej Pomocy bp Jan Tyrawa.

Ks. Paweł Rytel-Andrianik / niedziela.pl

Ordynariusz diecezji bydgoskiej przewodniczył Mszy Świętej z okazji rozpoczynającego się roku nauki w Zespole Szkół Katolickich Pomnika Jana Pawła II w Bydgoszczy.

W homilii bp Jan Tyrawa nawiązał do przeprowadzonych w 2017 i 2019 r. na terenie diecezji bydgoskiej akcji wielkopostnych, których celem było zebranie środków na wybudowanie oraz dokończenie prac przy szkole w Czadzie. – Powstała ona w Doumougou, na dalekich peryferiach tego państwa, gdzie pracuje nasz misjonarz ks. Jakub Szałek. Powstała w miejscu, gdzie nie ma poczty, dobrych dróg i wielu innych udogodnień, o czym można było przeczytać w Przewodniku Katolickim – mówił biskup.

Co ta szkoła oznacza dla tamtej ludności, zwłaszcza dla dzieci? – pytał ordynariusz. – W tamtych warunkach tylko szkoła otwiera drogi wyjścia w świat. Dziecko, które nie ukończyłoby szkoły, właściwie nie ma żadnych możliwości, szans wyjechania poza swoją wioskę, bo kto je przyjmie, kto da pracę, a kiedy pojedzie do większego miasta nie będzie nawet potrafiło odczytać nazwy ulicy. Takie znaczenie ma szkoła – ona otwiera drogi wyjścia w świat, nie tylko w sensie wyjazdu – dodał.

Według biskupa Jana Tyrawy obecna sytuacja w Europie – rozwijająca się infrastruktura drogowa, dobre samochody, sklepy pełne towarów – jest owocem istnienia od czasów średniowiecza dobrych szkół na kontynencie oraz w Polsce. – To właśnie szkoła – ta katedralna, zakładana najpierw przy parafiach, a później fundowane przez Kościół uniwersytety, otworzyły ludziom drogę, nie tylko w kierunku, że mogli gdzieś pojechać, ale w ogóle, mogli podjąć trud, wysiłek i rozwijać naukę, technikę, doskonaląc w ten sposób swoje życie społeczne. Jeśli dzisiaj państwa europejskie są najbogatszymi na świecie w stosunku do Azji, Afryki, to właśnie dlatego, że zawdzięczają to m.in. szkole – podkreślił.

Nowy rok nauki w Zespole Szkół Katolickich Pomniku Jana Pawła II w Bydgoszczy rozpoczęło w 33 oddziałach około 600 uczniów, 73 nauczycieli oraz 11 osób pracujących w administracji. – Szkoła katolicka to obok kształcenia – kształtowanie, również w duchu nauczania i osobowości św. Jana Pawła II, który jest naszym patronem. W tym roku będziemy obchodzić setną rocznicę jego narodzin. Stąd jeszcze mocniej będziemy wczytywać się w jego teksty, organizować wydarzenia – powiedział dyrektor placówki ks. dr Waldemar Różycki. – Szkoła katolicka łączy w sobie wysoki poziom edukacji z rozwojem duchowym. Poza tym wyróżnia nas dawanie świadectwa o Panu Bogu, wartościach, które trudno realizować we współczesnym świecie – podsumował uczeń liceum Bartosz Tabin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oslo: uroczystość wręczenie Pokojowej Nagrody Nobla

2019-12-10 15:29

ts (KAI) / Oslo

Dzisiaj, gdy w Sztokholmie Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury będzie odbierała polska pisarka Olga Tokarczuk, w Oslo Pokojową Nagrodę Nobla odbierze premier Etiopii Abiy Ahmed. Norweski Komitet Noblowski przyznał nagrodę za „zdecydowane” zaangażowanie 43-letniego polityka w rozwiązanie konfliktu granicznego między Erytreą i Etiopią. W lipcu 2018 oba kraje podpisały układ pokojowy, oficjalnie kończący trwający od kilkudziesięciu lat spór.

fill/pixabay.com

Gotowość szefa rządu Etiopii do kompromisu odegrała decydującą rolę na drodze przełomu. stwierdza uzasadnienie przyznania nagrody. W ścisłej współpracy z prezydentem Erytrei Isaiasem Afwerk dzisiejszy laureat szybko opracował wytyczne dla porozumienia pokojowego. Ponadto premier Abiy także w innych regionach Afryki opowiadał się za pokojem i pojednaniem, uzasadniał Komitet Noblowski.

Do tegorocznego „pokojowego Nobla” były nominowane 223 osoby i 78 organizacji. Nagroda jest dotowana, jej wysokość wynosi milion szwedzkich koron (ok. 832. 000 euro). Spośród pięciu nagród Nobla jest to jedyna wręczana w Oslo, a nie w Sztokholmie. 10 grudnia jest datą śmierci fundatora Nagrody Alfreda Nobla (1833-1896).

Premier Etiopii jest synem muzułmanina z plemienia Oromo. Matka, prawosławna chrześcijanka, jako młoda dziewczyna wstąpiła do Kościoła luterańskiego. Według różnych mediów Abiy należy do Kościoła ewangelikalnego. Od pierwszych miesięcy rządów polityk ten ma opinię zdecydowanego reformatora. W Etiopii jest m.in. gorącym zwolennikiem szerokiej demokratyzacji życia oraz większego udziału kobiet w polityce.

W lutym 2018 r. mianował przewodniczącego Konferencji Biskupów Katolickich Etiopii, kardynała Berhaneyesusa Demerewa Souraphiela, szefem krajowej Komisji Pokoju i Pojednania. Celem komisji jest opracowanie wewnątrzpolitycznych konsekwencji wieloletniego konfliktu z sąsiedzką Erytreą. W styczniu premiera Abiya przyjął w Watykanie papież Franciszek. Tematami rozmowy, jak informowało biuro prasowe Stolicy Apostolskiej, były wkład Etiopii w stabilizację w Rogu Afryki oraz powrót do stosunków dyplomatycznych z Erytreą. Natomiast w etiopskim Kościele prawosławnym w 2018 r. Abiy okazał się wielką pomocą dla zakończenia trwającej przez ponad 25 lat schizmy.

Zdaniem kard. Souraphiela premier jest „człowiekiem jedności”. Już od pierwszych miesięcy rządów Abiy zawsze przypomina, że „ludzie muszą sobie nawzajem wybaczać, prowadzić do pojednania i pokojowo rozwiązywać konflikty”.

Szacuje się, że ok. 65 proc. mieszkańców Etiopii stanowią chrześcijanie, a ok. 34 proc muzułmanie. Większość chrześcijan to wyznawcy Etiopskiego Kościoła Prawosławnego (koptyjskiego). Kościół katolicki jest niewielką mniejszością, a należy do niego niecały 1 proc. spośród 92 mln mieszkańców kraju. Ostatnio w wielonarodowej Etiopii coraz częściej dochodziło do konfliktów między różnymi grupami etnicznymi. Obrońcy praw człowieka krytykują tez ograniczenia dla dziennikarzy, brak zasad państwa prawa oraz złe traktowanie ok. trzech milionów przebywających w kraju uchodźców.

Według przewodniczącego „missio Monachium”, Wolfganga Hubera, Pokojowy Nobel jest zapłatą za mozolną pracę szefa rządu Etiopii. Jego pracę należy w dalszym ciągu wspierać, gdyż sytuacja w regionie granicznym z Erytreą jest wciąż trudna. „Decydującym czynnikiem będzie tu Kościół katolicki Etiopii. Choć liczbowo niewielki, od początku towarzyszył procesowi pokojowemu”, zauważył szef monachijskiej „missio”.

Pokojowa Nagroda Nobla należy do najbardziej renomowanych wyróżnień na świecie. Pierwszymi jej laureatami byli w 1901 r. Szwajcar Henri Dunant, założyciel Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża oraz francuski pacyfista Frédéric Passy.

Nagroda nosi imię szwedzkiego chemika i wynalazcy Alfreda Nobla (1833-1896), który w swoim testamencie zapisał, że jego spadek ma tworzyć podstawę dla pięciu międzynarodowych nagród w dziedzinie fizyki, chemii, literatury, medycyny i pokoju. W 1968 r. została jeszcze dołączona nagroda w dziedzinie ekonomii. Zgodnie z życzeniem Nobla Nagroda Pokojowa powinna być przyznawana osobie, która najbardziej się zasłużyła w rozwijaniu braterstwa między narodami, lub organizowała kongresy pokojowe. Ponadto fundator zadecydował, że nagrody w czterech dziedzinach ma przyznawać szwedzki Komitet Noblowski, natomiast kandydata do Pokojowego Nobla ma wyszukiwać pięciu członków parlamentu norweskiego. Wysokość nagrody zależna jest od aktualnego stanu posiadania fundacji noblowskiej. Podczas pierwszej edycji nagrody było to 150 800 koron szwedzkich, w tym roku nagroda wynosi dziewięć milionów koron (ok. 3,8 mln zł).

Wśród najbardziej znanych laureatów Pokojowej Nagrody Nobla są: Nelson Mandela (1993), Barack Obama (2009), św. Matka Teresa z Kalkuty (1979), Albert Schweitzer (1952) i Lech Wałęsa (1983). W 2018 r. laureatami byli: iracka jazydka Nadia Murad i lekarz z Konga Denis Mukwege za ich wkład w działania przeciw przemocy seksualnej jako broni w wojnach i konfliktach zbrojnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Marx: Unia Europejska znajduje się w „trudnym momencie”

2019-12-11 14:40

tom (KAI/KNA) / Bruksela

UE znajduje się obecnie w „trudnym momencie” - uważa przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec, kard. Reinhard Marx. "Ma tendencję do skupiania się na interesach państw członkowskich, a nie na dobru wspólnym" - powiedział kard. Marx podczas debaty we wtorek wieczorem w Brukseli w której wzięli udział kard. Juan José Omella, arcybiskup Barcelony Barcelony i kard. Jozef De Kesel, arcybiskup Mechelen-Bruksela. Niemiecki purpurat zaapelował o przezwyciężenie "fazy interesów narodowych". „Projekt UE jeszcze się nie zakończył a koncepcja multilateralizmu nie należy jeszcze do przeszłości" - zaznaczył.

Marian Sztajner

Arcybiskup Monachium zaproponował także, aby w centrum dyskusji zamieścić kwestię "nowej moralności seksualnej rodziny". Dodał, że „życzyłby sobie jasnej odpowiedzi na tematy z nią związane, choć czasami jest to niemożliwe”. Jego zdaniem należy na nowo sformułować znaczenie tej moralności”. "Jestem na wpół optymistą, że może się to udać. Ważne jest uwzględnienie różnych sytuacji. Należy dostrzec istniejące zmiany jakie zaszły w tej dziedzinie" - powiedział kard. Marx.

Z kolei kard. Omella apelował o odpowiednie przyjmowanie uchodźców i zapewnienie im możliwości integracji. „Nie możemy zapominać, że jesteśmy krajem imigrantów” - powiedział hiszpański kardynał.

Natomiast kard. De Kesel pozytywnie ocenił obecność muzułmanów w Europie. "W kontekście świeckiego społeczeństwa są oni przede wszystkim ludźmi wierzącymi. Niemniej ważne jest, aby muzułmanie nauczyli się integrować w pluralistycznym społeczeństwie" - zaznaczył arcybiskup Mechelen-Bruksela.

Zdaniem kard. De Kesela dyskusja na temat aborcji, która toczy się w Belgii od dłuższego czasu, nie powinna być traktowana jako tylko kwestia religijna ponieważ ten problem dotyczy wszystkich ludzi i w tym kontekście musi być przedyskutowany.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem