Reklama

Polska

Caritas Polska: aplikacja mobilna dla uchodźców z okazji Światowego Dnia Migranta

Caritas Polska na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy uruchamia aplikację mobilną dla obcokrajowców szukających schronienia w Polsce.

[ TEMATY ]

aplikacja

niekverlaan/pixabay.com

Aplikacja poinformuje użytkowników o tym, jaką pomoc prawną, medyczną i socjalną będą mogli otrzymać w Polsce. System geolokalizacji wskaże im najkrótszą drogę do celu.

15 stycznia w Kościele Katolickim obchodzony jest Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. To jedna z grup społecznych, dla której Caritas w Polsce od lat organizuje kompleksowe wsparcie. Pomoc w sześciu wyspecjalizowanych placówkach pomocy migrantom i uchodźcom Caritas otrzymuje rocznie ok 2000 osób. W obliczu wzrastającej liczby osób uciekających przed wojną i szukających schronienia na terenie Polski, Caritas wychodzi im naprzeciw, proponując innowacyjną formę pomocy.

Aplikacja pod nazwą „Pierwsze Kroki w Polsce” ma za zadanie pomóc nowo przybyłym w odnalezieniu się i adaptacji w Polsce. Będzie dostępna w językach arabskim, rosyjskim, angielskim i polskim. Aplikacja będzie obsługiwana przez systemy iOS oraz Android, co pozwoli korzystać z niej jak największej liczbie zainteresowanych.

Reklama

Dzięki aplikacji cudzoziemcy dowiedzą się m.in. jak zalegalizować swój pobyt w RP, jak działa system pomocy socjalnej, gdzie można skorzystać ze wsparcia oraz jakie są ich prawa na rynku pracy oraz w zakresie opieki medycznej.

"Jednymi z największych problemów migrantów i uchodźców są zagubienie i brak informacji. Dlatego chcieliśmy dać im praktyczne narzędzie, z którego zawsze będą mogli skorzystać w dostępnym dla siebie języku" – podkreślił ks. Marian Subocz, dyrektor Caritas Polska.

Caritas Polska przeprowadziła projekt w partnerstwie z Urzędem do Spraw Cudzoziemców oraz Caritas diecezji białostockiej, siedleckiej, lubelskiej, warszawskiej i zielonogórsko-gorzowskiej. Przedsięwzięcie zostało zrealizowane w ramach projektu „Nowy Dom Polska” z wykorzystaniem środków Funduszu Azylu Migracji i Integracji.

"…kiedy pomagamy najmniejszym i najsłabszym, którzy opuścili swą ojczyznę, wprowadzamy w życie Ewangelię – przypomina bp Krzysztof Zadarko, przewodniczący Rady KEP ds. Migrantów, Turystyki i Pielgrzymek, odwołując się do orędzie Papieża Franciszka na Światowy Dzieł Migranta i uchodźcy.

2017-01-12 11:39

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lepsze, bo polskie

Promowanie polskich produktów nie jest łatwe – tym bardziej że nie zawsze wiadomo, co jest polskim produktem.

Informacja, że 80 gr z każdej złotówki wydanej na produkty, które powstały w Polsce, pozostaje w naszej gospodarce, działa na wyobraźnię. Podobnie jak to, że gdy kupimy produkt importowany – pozostaje tylko 25 gr. Wniosek: gdybyśmy częściej kupowali to, co swojskie, w Polsce zostawałyby grube miliony.

Polacy coraz częściej zwracają uwagę na pochodzenie produktu, na co wskazują badania. Trzy czwarte ankietowanych deklaruje, że robiąc zakupy, na pierwszym miejscu stawiają jakość i cenę, ale równie chętnie wybraliby to, co polskie – gdyby nie mieli problemu z rozpoznaniem produktu. Z tym jest kłopot. Tymczasem sięganie w sklepie po produkty zagraniczne, a nie polskie, to jeden z powodów, że Polacy zarabiają mniej niż sąsiedzi z Zachodu.

Polska Rzecz

W sklepie internetowym Polska Rzecz (polskarzecz.pl) nie da się pomylić, bo tam można kupić tylko polskie produkty. Marek Szafraniec, właściciel sklepu, handluje tylko takimi towarami i szczyci się tym, bo w ten sposób praktykuje patriotyzm gospodarczy, a nie tylko o nim mówi. Dane o 80 gr, które zostają, zna – i był to powód, że założył taki właśnie sklep.

– Sprzedawanie i kupowanie polskich produktów opłaca się gospodarce i nam wszystkim. To do nas wraca – zaznacza. Obieg jest zamknięty. Może z tego wypłynąć tylko coś dobrego. Niestety, sam zna tylko kilka innych sklepów.

Sklep Szafrańca, działający od półtora roku w podwarszawskiej miejscowości, jest rodzinny, w ofercie ma artykuły biurowe, szkolne, kosmetyki, zabawki i chemię gospodarczą. Ponad tysiąc produktów, a ofertę stara się rozszerzać. Wiele rzeczy z oferty właściciele sami wykorzystują w domu. Panu Markowi zależy, by te produkty promować. – Produkty, którymi handlujemy, muszą być dobre. Skoro chcemy promować to, co polskie, muszą takie być – podkreśla.

Wspieram Rozwój

Tomasz Dziewulski prowadzi portal internetowy Wspieram Rozwój (wspieramrozwój.pl), który promuje – i pomaga rozpoznać – to, co polskie. „Czy wiesz, że Pudliszki, Wedel, Żubrówka, Winiary, Zelmer, produkowane w Polsce, to już nie są polskie marki? Zarabiają na nich zagraniczne koncerny. A z drugiej strony czy wiesz, że Gino Rossi, House, Sante, Kruger&Matz, Cece of Sweden to marki należące do Polaków, i to do nich trafiają pieniądze, kiedy je kupujesz?” – napisał na swoim portalu.

Dziewulski nie ma złudzeń: Polacy nie dają sobie rady z identyfikowaniem polskich produktów, trzeba im pomóc. Stworzył aplikację Polskie Marki – narzędzie do sprawdzenia pochodzenia towarów, wykrywania, co jest polskie, a co nie.

Towarzysząca jej baza danych nie nadąża jednak za rzeczywistością, podobnie jak sama aplikacja. Autor stara się, w miarę możliwości, na bieżąco ją uzupełniać; w najbliższym czasie zamierza poprawić archaiczną dziś aplikację.

Kod 590

Ale po co aplikacja, skoro jest kod produktu? Pierwsze cyfry kodu – 590 miałyby wskazywać, które z produktów są wytwarzanie w Polsce. Liczba znalazła się nawet w nazwie corocznego kongresu na temat patriotyzmu gospodarczego, odbywającego się w podrzeszowskiej Jasionce.

Kierowanie się kodem może być jednak złudne.

Prefiks może oznaczać, że produkt wyprodukowano w Polsce, ale niekonieczne w polskiej firmie; może go mieć również dystrybutor produktu zarejestrowanego w Polsce, który z produkcją nie ma nic wspólnego.
Dlatego niedawna kampania „Wybieram 590” raczej dezinformowała, niż informowała.

– Wiele osób myśli, że odnajdując na towarze kod 590, ma sprawę z głowy, bo ustaliło, że to wyrób polski. Tymczasem kod mówi tylko o miejscu rejestracji. Każda większa firma zagraniczna jest zarejestrowana w Polsce i może korzystać z kodu – mówi Mateusz Perowicz ze stowarzyszenia Klub Jagielloński.

Tydzień marek

Jest jeszcze inny problem, na który zwraca uwagę Janusz Szewczak, analityk gospodarczy: to, że PKB w Polsce w połowie jest tworzone przez firmy zagraniczne, jest efektem wyprzedania dużej części polskiego majątku produkcyjnego. Dziś polskie firmy nie wytwarzają wielu produktów. – Trzeba ten rynek odzyskiwać, wrócić do polskiej produkcji – podkreśla. – Polskie firmy produkowały na ogół dobre produkty. Problemem były marketing, dostępność, cena itd.

To, że Polacy coraz bardziej kierują się pochodzeniem produktu, musi cieszyć. – Zmusza to sieci handlowe, które przechwytują ogromną część zysku z handlu, żeby oznaczać polskie produkty na półkach, by przyciągały wzrok – mówi Janusz Szewczak.

Nie zawsze wzrok przyciąga to, co powinno. Kilka miesięcy temu Klub Jagielloński interweniował w sprawie promocji sieci Lidl. Produkty promowane w akcji „Tydzień polskich marek”, np. woda Żywiec Zdrój, Ptasie Mleczko i czekolada Wedla, wafelek Prince Polo, wyroby Krakusa i Sokołowa, należą już do zagranicznych koncernów.

Od 0 do 100

Niezłym narzędziem do ustalenia, który produkt jest polski, jest stworzona w Klubie Jagiellońskim aplikacja Pola. – Jest ona odpowiedzią na przekłamania dotyczące pochodzenia produktów – mówi Mateusz Perowicz, który odpowiada w klubie za rozwój Poli. – Także te dotyczące prefiksu 590.

Pola, darmowa aplikacja na smartfony, po zeskanowaniu kodu kreskowego dostarcza informacji dotyczących producenta. I rozwiewa wątpliwości, czy firma opiera się na polskim kapitale, ma tu swoją produkcję, tworzy miejsca pracy, czy jest częścią obcego koncernu. Każdemu producentowi Pola przypisuje od 0 do 100 punktów. Za polski kapitał i miejsce produkcji w Polsce – odpowiednio 35 i 30 punktów; mniej za tworzenie miejsc pracy w Polsce i rejestrację firmy w Polsce. Producenci mogą otrzymać maksymalnie 100 punktów.
Nie ma ich zbyt wielu – dodajmy.

Zabierz Polę

„Pola pomoże Ci odnaleźć polskie wyroby. Zabierając Polę na zakupy, odnajdujesz produkty «z duszą» i wspierasz polską gospodarkę” – czytamy na stronie www.pola-app.pl . Ponad 2 lata po udostępnieniu Poli aplikacja ma ponad 400 tys. użytkowników.

Także dlatego jej twórcy postanowili wprowadzić swoje oznaczenie: „Polski produkt – 100 pkt Pola”, przeznaczone dla produktów, które uzyskały w ich algorytmie 100 punktów. Byłby to – zapewniają jego twórcy – pierwszy znak towarowy, którego pojawienie się na etykiecie jest poparte analizą producenta. I byłby formą promocji polskich produktów.

Dobry przykład

Janusz Szewczak widzi w tym względzie wielką rolę edukacyjną rządu, stowarzyszeń handlowych i producenckich. – Każdy autorytet, każdy rodzic może uczyć dzieci. Pamiętajmy, że to jest wspólny interes, można dawać dobry albo zły przykład – zaznacza.

– Rośnie świadomość tego, że wszystko, co wpływa do budżetu, jest tym, co my do niego wkładamy – zwraca uwagę Mateusz Perowicz. Czyli m.in. kupujemy produkty, z których dochód w największym stopniu pozostaje w Polsce.

Fakt, że idzie to opornie, nie wynika z lenistwa. Na produktach nie ma odpowiednich informacji, a jeśli są, to często wprowadzają w błąd. – Ludzie nie mają świadomości, czy to, co chcą kupić, jest produktem polskich rąk, kapitału itp. Fenomenem przez lata była Nivea, uchodząca za polski krem, a od dawna nim niebędąca – zaznacza Mateusz Perowicz. Trzeba ludziom ułatwić wybór i sprawić, żeby droga do decyzji była jak najkrótsza – wtedy skupią się na wyborze tego, co polskie.

CZYTAJ DALEJ

Nie żyje Paweł Królikowski

2020-02-27 13:54

[ TEMATY ]

zmarły

aktor

Paweł Królikowski

wikpedia.org

Aktor miał 58 lat. Zmagał się z chorobą neurologiczną. Przed laty wycięto mu tętniaka mózgu. W grudniu 2019 roku ponownie trafił do szpitala. Do śmierci nie opuścił placówki.

Informację potwierdziła w rozmowie z PAP Ewa Leśniak ze Związku Artystów Scen Polskich.

Jak podaje portal Onet.pl, Paweł Królikowski po operacji i powrocie do zdrowia przez pewien czas był jurorem w programie "Twoja twarz brzmi znajomo". Z powodu choroby musiał jednak zrezygnować z obowiązków zawodowych.

W kwietniu 2020 roku Paweł Królikowski skończyłby 59 lat. Zostawił żonę oraz piątkę dzieci.

Przeczytaj także: Na szczęście trzeba pracować
CZYTAJ DALEJ

Indie: fanatyk hinduski został chrześcijaninem

2020-02-28 19:40

[ TEMATY ]

chrześcijanin

Indie

hinduski fanatyk

Internet

Niladri Kanhara

Były członek radykalnego ugrupowania hinduistycznego Rashtriya Swayamsevak Sangh (RSS), 53-letni obecnie Niladri Kanhara od kilku lat jest chrześcijaninem.

Wcześniej był jednym z tych, którzy w stanie Orissa bezcześcili kościoły i znęcali się nad wyznawcami Chrystusa, i to jeszcze przed pamiętnymi pogromami w tym wschodnioindyjskim stanie w sierpniu 2008. Później zaczął pokutować, nawrócił się i dziś to on jest prześladowany z powodu swej wiary.

Niladri pochodzi z miasteczka Phiringia w dystrykcie Kandhamal w Orissie, zamieszkanego przez 90 rodzin hinduskich. Jest to główna kolebka skrajnie prawicowej grupy nacjonalistycznej RSS. Jak sam wspomina, w 1980 ukończył 6. klasę szkoły w Chokapadzie – Tiakali Block, bedącej aśramem [rodzaj klasztoru hinduistycznego], założonym przez nieżyjącego już przywódcę VHP Swamiego Laxamananandę. Tamtejsi nauczyciele „wbijali mi do głowy od dzieciństwa truciznę nienawiści”. „Nauczyłem się nienawidzić i torturować chrześcijan w myśli idei przewodniej szkoły: «Aby uratować hinduizm, trzeba wyeliminować chrześcijan z Kandhamalu»” – powiedział były radykał.

Przyznał, że gdy został szefem VHP i RSS, znęcał się nad wieloma chrześcijanami, groził Ghar Wapsi, czyli zmuszaniem nowo nawróconych wyznawców Chrystusa do ponownego przejścia na hinduizm oraz zbezcześcił wiele kościołów. W 2005 jego żona Usharani miała widzenia Boże. „Zakazała mi jeść mięso i pić alkohol. W tym czasie zachorowało pięcioro naszych dzieci. Chodziłem do świątyni i składałem «puja» [rytualne prośby o przychylność bóstw – KAI], poświęciłem kozy i wydałem mnóstwo pieniędzy” – wspominał Kanhara.

Tymczasem pewnego dnia odwiedził go ks. Pavitra Mohomo Kata i powiedział jego żonie: „Jeśli wierzycie w Boga, wasza córka się uratuje”. Sam Niladri nienawidził duchownego, bo był chrześcijaninem, ale – dodał –

„Jezus Chrystus uzdrowił moją córeczkę dzięki nieustannym modlitwom pastora”.
Jego koledzy byli wściekli, gdy dowiedzieli się o zdarzeniu, i porwali jego syna Bantu, „aby dać nauczkę ojcu” oraz pobili jego samego i pastora.

Niladri Kanhara jako chrześcijanin zaangażował się entuzjastycznie w odwiedzanie rodzin potrzebujących pomocy i w modlitwy, mimo nieustannie otrzymywanych gróźb. Kilka osób doświadczyło różnych korzyści dzięki sile jego modlitwy, przede wszystkim uzdrowień zarówno fizycznych, jak i duchowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję