Reklama

Ratownicy nie przerywają akcji w ruinach zasypanego przez lawinę hotelu

2017-01-22 16:39

wpolityce.pl

shotscreen/bbc

Od ponad doby ratownicy pracujący w ruinach zasypanego przez lawinę hotelu w Abruzji w środkowych Włoszech nie wydobyli żadnej żywej osoby. Media informują w niedzielę, że ekipy nie słyszą już głosów ludzi spod śniegu.

Bilans akcji ratunkowej, prowadzonej od czwartku, to dziewięć żywych wydobytych osób, 5 ofiar śmiertelnych i 23 zaginionych. Lawina zeszła w środę po południu w rezultacie trzęsienia ziemi w Abruzji.

Warunki pogodowe na miejscu katastrofy w niedzielę pogorszyły się. Utrzymuje się tam wysokie zagrożenie lawinowe.

Reklama

W wypowiedziach dla mediów przedstawiciele ekip ratunkowych i Obrony Cywilnej podkreślają, że prace w rumowisku prowadzone są z niemal chirurgiczną precyzją, by nie dopuścić do dalszego zawalenia się elementów konstrukcji, pod którymi są ludzie.

Nadzieje na odnalezienie żywych są coraz mniejsze, ale teren - jak się podkreśla - przekopywany jest z ogromną determinacją i tak szybko, jak pozwalają na to warunki.

Niektóre z wydobytych osób spędziły pod zwałami śniegu i resztek hotelu 58 godzin. Niedzielne gazety przytaczają ich wypowiedzi o tym, jak przeżyli oczekiwanie na nadejście pomocy. Kilka osób leżało w bardzo wąskich szczelinach, nie mogąc się podnieść. Jedna z kobiet obejmowała swojego kilkuletniego syna.

Trójka dzieci, która w chwili zejścia lawiny była w sali bilardowej, znalazła tam butelki wody i jedzenie. Inni, cierpiąc z pragnienia, ssali kawałki śniegu i lodu. Ludzie modlili się, wzywali pomocy i wołali swych zaginionych bliskich, dodawali sobie otuchy - pisze „La Repubblica”.

Karabinierzy, opisując wielkość lawiny, która zeszła na hotel, wyjaśnili, że ciężarem odpowiadała ona ładunkowi z czterech tysięcy tirów. W rejonie hotelu leży obecnie 120 tysięcy ton śniegu.

Tagi:
katastrofa Włochy

Co dalej z Czajką?

2019-11-05 13:08

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 45/2019, str. 6-7

Dzięki szybkiej interwencji rządu udało się uratować Wisłę przed wielką katastrofą ekologiczną. Warszawski ratusz obiecał, że naprawi kolektor do 15 listopada

Łukasz Krzysztofaka
W oczyszczalni Czajka oprócz kolektora nie działa także spalarnia osadów pościekowych

Sprawa Czajki trafiła także do prokuratury, a funkcjonariusze CBA przeszukali i zabezpieczyli dokumentację z warszawskiego ratusza i MPWiK. – Prokuratura Regionalna prowadzi wielowątkowe i rozwojowe śledztwo m.in. w sprawie zrzutu ścieków do Wisły. Na jej wniosek funkcjonariusze CBA prowadzą czynności m.in. w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy – poinformował prok. Jacek Mularzuk z Prokuratury Regionalnej w Warszawie. W toku postępowania przygotowawczego, w zakresie zrzutu ścieków do rzeki Wisły „badana jest kwestia spowodowania zagrożenia epidemiologicznego, zanieczyszczenia wody oraz zniszczenia w świecie roślinnym i zwierzęcym w znacznych rozmiarach”. Za ten czyn grozi nawet do 8 lat więzienia.

Podczas awarii rurociągu pod Wisłą ujawniło się wiele wad gigantycznie drogiej inwestycji oczyszczalni ścieków Czajka. Najważniejsze jednak, że katastrofa ekologiczna została powstrzymana, bo sytuacja, gdy ścieki nadal płynęły wprost do rzeki, była bardzo niebezpieczna dla środowiska i ludzi. – Od razu mówiliśmy, że mamy katastrofę ekologiczną. Przecież jakość 75 proc. różnych parametrów wody w Wiśle bardzo szybko się pogarszała – mówi Agnieszka Borowska, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

Dzięki szybkiej interwencji rządu udało się uniknąć katastrofy ekologicznej na większą skalę, ale budowa mostu pontonowego jest rozwiązaniem tymczasowym. – Jesteśmy umówieni z warszawskim Miejskim Przedsiębiorstwem Wodociągowym i Kanalizacyjnym, że do 15 listopada naprawi uszkodzony kolektor. Ten termin wydaje nam się optymalny, bo instalacja na moście pontonowym zmienia swoje położenie wraz z poziomem Wisły – mówi „Niedzieli” Sergiusz Kieruzel, rzecznik prasowy Państwowego Gospodarstwa Wody Polskie.

Groziła śmierć Wisły

Ścieki z lewobrzeżnej Warszawy były wpuszczane do Wisły przez prawie dwa tygodnie. Codziennie do rzeki trafiało prawie 300 tys. metrów sześciennych zanieczyszczeń od prawie 1 mln mieszkańców stolicy. Oznacza to, że na dobę w ramach „kontrolowanego zrzutu” wpuszczane były zanieczyszczenia o pojemności 100 basenów olimpijskich. – Spustoszenie na Wiśle jest bardzo duże. Gdyby taka sytuacja trwała przez wiele tygodni lub miesięcy, doprowadziłoby to do biologicznej śmierci rzeki aż do Bałtyku – mówił Henryk Kowalczyk, minister środowiska.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski początkowo bagatelizował sytuację. Mówił, że ścieki wróciły do stanu sprzed 2012 r., gdy rzeczywiście część nieoczyszczonych ścieków trafiała wprost do Wisły. Podczas konferencji prasowych atakował wszystkich, którzy mówili o katastrofie ekologicznej. – My od początku świadomie mówiliśmy o katastrofie. Do Wisły płynęły gigantyczne ilości ścieków z fekaliami, czyli azotu i fosforu, a to wywoływało w wodzie wielkie zapotrzebowanie na tlen – podkreśla Agnieszka Borowska.

Największe szkody ekologiczne powstały w zbiorniku włocławskim, gdzie te zanieczyszczenia stały praktycznie w miejscu. Tam ścieki osiadły na dnie, już uruchomiły inne procesy chemiczne i pogorszenie stanu ekologicznego. – Zanieczyszczenia, które dostały się do Wisły, sprawiły, że biocenoza królowej rzek będzie odradzać się przez kilka lat. Przecież do Wisły wpłynęło ok. 4 mln metrów sześciennych nieoczyszczonych ścieków bytowych i przemysłowych. Fekalia utworzyły ławicę na rzece, która była jak bomba azotowa – mówił w jednym z wywiadów Paweł Ciećko, główny inspektor ochrony środowiska.

Pompy z Holandii

Początkowo władze Warszawy bagatelizowały problem i odrzucały potrzebę pomocy wojska w budowie mostu pontonowego. Zmieniły zdanie dopiero po tym, gdy premier Mateusz Morawiecki podjął decyzję o budowie alternatywnego rurociągu, którym ścieki z lewobrzeżnej Warszawy zostaną przerzucone na prawy brzeg, aby trafiły do oczyszczalni Czajka. – W okolicy Warszawy jakość wody już bardzo się poprawiła, a raporty GIOŚ-u dobrze rokują. Problemem są jednak osady denne. Zamawiamy specjalne badania, czy będziemy mogli te osady ruszyć w ramach czyszczenia Wisły – mówi Sergiusz Kieruzel.

Błyskawiczna była praca żołnierzy. Cały most pontonowy powstał w trzy dni. – Dla nas to klasyczne ćwiczenia wojskowe. Żołnierze cieszą się podwójnie, bo udało im się zrealizować przeprawę zgodnie z wyznaczonym zadaniem, a przy okazji pomogli obywatelom i obronili Wisłę przed zagrożeniem – mówi mjr Dariusz Kurowski z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych.

Gdy na Wiśle zbudowano przeprawę pontonową rozpoczęła się operacja montażu skomplikowanego systemu przesyłu ścieków. Przy całości pracowało ok. 500 osób. – Gdy wojskowi stawiali most, my szukaliśmy odpowiednich rur. Jedna nitkę odkupiliśmy z KGHM-u, a drugą zawróciliśmy z granicy, bo była w drodze do Finlandii. KGHM odstąpił nam swoje rury i przedsiębiorstwo z Finlandii zgodziło się poczekać aż fabryka wyprodukuje im nowe rury, które zamówili. Spotkaliśmy się z wielką życzliwością w kraju i za granicą, bo wszyscy chcieli ratować Wisłę – mówi Sergiusz Kieruzel.

Szybka akcja budowy bajpasa jest ewenementem na skale światową. Państwowe Gospodarstwo Wody Polskie udowodniło swoją skuteczność i sprawność organizacyjną. Wybitni eksperci jednocześnie budowali bajpas dla warszawskich ścieków i projektowali go. – Problemem były też pompy, bo okazało się, że nigdzie w Polsce nie ma sprzętu do pompowania ścieków o tak wielkiej wydajności. Proszę sobie wyobrazić, że my musieliśmy zbudować konstrukcję, która co 1 sekundę wyrzuca 3 tony ścieków na wysokość 10 pietra – tłumaczy Kieruzel. – Takich pomp w Polsce nie było. Dwie kupiliśmy w Holandii, a trzecią pożyczyliśmy z Francji. Nasi eksperci przeprowadzili research najlepszego sprzętu w całej Europie, by jak najszybciej ratować Wisłę.

Awaria spalarni

Awaria kolektora prowadzącego do Czajki wywołała ożywioną dyskusję w Polsce. Minister środowiska zarządził inspekcję w oczyszczalniach ścieków w całej Polsce, ale szczególnie skontrolowane zostało warszawskie MPWiK. Okazało się, że kolektor nie jest jedynym zepsutym elementem. Najdroższa w Europie oczyszczalnia ścieków, jest również jedną z najbardziej awaryjnych inwestycji, a osady pościekowe z oczyszczalni ścieków Czajka zamiast do nowoczesnej spalarni są rozwożone po całej Polsce.

Spalarnia nie działa przynajmniej od grudnia 2018 r. i nikt wcześniej nie poinformował o tym opinii publicznej. W wyniku awarii 380 ton osadów dziennie jest wywożonych poza Warszawę, a mieszkańcy płacą za tą usługę 1,7 mln złotych miesięcznie. GIOŚ złożył w tej sprawie zawiadomienie do Centralnego Biura Antykorupcyjnego, a prokuratura wszczęła śledztwo.

Instalacja, która kosztowała 447 mln zł, od momentu uruchomienia w 2012 r. borykała się z licznymi usterkami. – Sprawdzamy wszystkie firmy wywożące osady do sześciu województw. Dotrzemy do każdego miejsca i każdego dokumentu, a nieuczciwe firmy muszą liczyć się z nowymi uprawnieniami Inspekcji Ochrony Środowiska – mówi Paweł Ciećko. – Czasy, w których nieuczciwi przedsiębiorcy zabierali osady z oczyszczalni i proponowali je rolnikom, już się skończyły, bo te osady zawierają to, co jest w ściekach najgorsze – dodaje Główny Inspektor.

Modernizacja i rozbudowa oczyszczalni Czajka kosztowała 3,7 mld złotych. Po kilku latach eksploatacji praktycznie połowa tej instalacji przestała działać. Na szczęście przed prawdziwą ekologiczną katastrofą Wisłę, środowisko naturalne i ludzi, którzy mieszkają na północ od Warszawy uratowały szybkie i skuteczne decyzje rządu. – Awaria pokazała, że są sytuacje, które przerastają logistycznie i organizacyjnie nawet tak duży samorząd jak ten warszawski. Tu niezbędna była interwencja instytucji państwowych, które były koordynowane przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Cieszymy się, że mogliśmy udowodnić swój profesjonalizm i skuteczność w ochronie królowej polskich rzek, bo od tego jesteśmy – podkreśla Sergiusz Kieruzel.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prof. Koseła: przestaliśmy myśleć o kapłaństwie jako o stanie poważnym

2019-11-12 12:16

ar / Warszawa (KAI)

Przestaliśmy myśleć o kapłaństwie jako o stanie bardzo poważnym. Zarówno księża, jak i świeccy stracili tę wizję umocowaną na Soborze Trydenckim – ocenił socjolog prof. Krzysztof Koseła, komentując spadek liczby seminarzystów w Polsce. Do polskich seminariów wstąpiło w tym roku 498 kandydatów do kapłaństwa, o 122 mniej niż w roku 2018 – wynika z danych uzyskanych przez KAI.

Ks. Paweł Kłys

Prof. Koseła zauważył, że przy okazji poszukiwania przyczyn spadku ilości kandydatów do kapłaństwa, należy na wstępie zadać pytanie o demografie – dlaczego rodzi się mniej dzieci oraz dlaczego młodzież jest mniej religijna. Jego zdaniem, zmieniła się polska mentalność - Ze społeczeństwa, w którym wartości katolickie były bardzo ważne, staliśmy się społeczeństwem, dla którego ważny jest duży samochód - stwierdził.

Socjolog podkreślił, że Kościół katolicki na Soborze Trydenckim wypracował pewną wizję kapłaństwa, jako dar szczególnego wybrania, szybsza droga do świętości. - Obecnie żyjemy w czasach, w których te idee się wytarły, zbladły. W rozumieniu kapłaństwa przez kapłanów, jak i w rozumieniu kapłaństwa przez ludzi świeckich. Myśląc „kapłan” społeczeństwo straciło poczucie, że jest to człowiek szczególnie wyróżniony – dodał.

Prof. Koseła odniósł się do opublikowanego niedawno artykułu, w którym pewien socjolog podał dane dotyczące księży łamiących celibat. – Te badania nie były wiarygodne, a jednak funkcjonowały jako coś oczywistego. To mówi wiele o myśleniu katolików, którzy zamiast zweryfikować informacje, przyjęli je jako coś oczywistego. Wydaje się, że nie są to trafne wyniki, ale sama reakcja na to wydarzenie, obrazuje w jaki sposób ludzie patrzą dziś na kapłaństwo. Podobnie było w kwestii pedofilii w Kościele. Wszyscy się zasmucili zamiast podnieść wielkie larum, że coś się załamało w Kościele. Przestaliśmy myśleć o kapłaństwie jako o stanie bardzo poważnym. Zarówno księża, jak i świeccy stracili tę wizję umocowaną na Soborze Trydenckim – powiedział.

Zdaniem socjologa, jest to główna przyczyna braku powołań do kapłaństwa. - Wybudowano wielkie gmachy seminaryjne. Teraz są one niemalże puste. Straciliśmy pewną idee świętości kapłaństwa. Nie jest to już stan do którego aspirują młodzi ludzie, aby pięknie przeżyć życie, tak jak to było dawniej – wyjaśniał.

- Oczywiście w porównaniu do tego co dzieje się np. we Francji, spadek powołań jest o wiele mniejszy, ale myślę, że należy przemyśleć jak wypracować nowe spojrzenie na kapłaństwo, jako naprawdę godny, poważny i piękny stan. Ludzie chcą uczestniczyć w czymś ważnym i pięknym – podsumował prof. Koseła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najświętsza Maryja Panna z Guadalupe

2019-12-11 20:58

O. Gabriel Garcia

Aztecy zaczęli się tam osiedlać w roku 1325. Tenochtitlan (obecnie miasto Mexico) było wyspą na jeziorze Texcoco. W listopadzie 1519 r. wraz ze swoim wojskiem zdobył je Hiszpan Hernan Cortes.

Graziako/Niedziela

Musiał jednak toczyć boje aż do 13 sierpnia 1521 r., nim zwyciężył ostatniego króla Azteków - Guatemoca. Azteccy mieszkańcy byli przerażeni tą klęską i zachłannością Hiszpanów. Między tymi dwoma narodami istniały olbrzymie różnice w kulturze, mowie, religii i zwyczajach. Trudno było znaleźć wspólny język. Zwycięzcy siłą zmuszali Azteków do przyjęcia wiary katolickiej. Byli jednak również i tacy misjonarze, którzy próbowali wprowadzić nową religię w sposób pokojowy i przy pomocy dialogu. 10 lat po hiszpańskim podboju miały miejsce objawienia Matki Bożej w Guadelupe. Przytaczamy tekst tubylca Nicana Mopohuna, przypisany Antoniemu Valeriane, jako najbardziej wiarygodny i dokładny oraz posiadający historyczną wartość.

Objawienie

9 grudnia 1531 r., w sobotni poranek, Dziewica ukazała się Juanowi Diego, tubylcowi z Cuauhtitlan, świeżemu konwertycie, ochrzczonemu krótko przed tym zdarzeniem. Juan Diego był w drodze na lekcję religii i gdy znajdował się w pobliżu wzgórza Tepeyac, doszedł go przepiękny śpiew ptaków. Nagle ptaki przestały śpiewać, a on usłyszał ze wzgórza głos wołający go po imieniu: „Juanito, Juan Diegnite”. Ujrzałem Panią o ponadnaturalnej piękności. Jej suknia błyszczała jak słońce. Głaz, na którym stały jej stopy, wyglądał jak z kamieni szlachetnych, a ziemia błyszczała jak tęcza. W tym pierwszym objawieniu Dziewica wyraziła Juanowi swe życzenie wybudowania kościoła na wzgórzu Tepeyaca. Juan Diego udał się natychmiast do biskupa - franciszkanina Juana de Zumarraga, by mu przekazać to, co się zdarzyło, lecz tenże nie uwierzył mu. Tubylec powrócił do domu smutny i zniechęcony. Tego samego dnia Juan Diego jeszcze raz wstąpił na wzgórze i spotkał tam Panią Nieba, która na niego czekała. Poprosiła go, by ponownie dotarł w następnym dniu do biskupa, by można było mu dokładnie przekazać życzenie. Wreszcie w następnym dniu, po długim oczekiwaniu, biskup przyjął go. Aby się przekonać, czy rzeczywiście mówi prawdę, skierował do niego wiele pytań i zażądał od niego przyniesienia znaku.

Juan Diego przekazał odpowiedź biskupa Pani, która prosiła go o przyjście ponowne w następnym dniu, by mogła przekazać mu znak. Jednakże Juan Diego nie stawił się w oznaczonym terminie na rozmowę z Panią Nieba, ponieważ poważnie zachorował jego wujek, musiał więc sprowadzić lekarza.

12 grudnia, we wtorek, Juan Diego udał się w drogę do Tlatelolco, aby sprowadzić kapłana, gdyż wujek chciał się wyspowiadać. Aby zdążyć do miasta, wybrał inna drogę, gdyż nie chciał zostać zatrzymanym przez Panią. Ona jednak spotkała go i Juan Diego opowiedział, co stało się z wujkiem. W odpowiedzi usłyszał, że nie ma się martwić stanem swego wujka, gdyż on wyzdrowieje. Uspokojony tymi słowami Juan Diego wypełnił życzenie Dziewicy i wspiął się na wzgórze, aby przynieść świeże róże. Dziewica uporządkowała kwiaty własnymi rękoma i złożyła w zagłębienie jego peleryny. On sam udał się ponownie do biskupa i na kolanach przekazał mu prośbę Dziewicy, rozpościerając swą pelerynę, pozwalając wypaść z niej różom. Nagle na pelerynie ukazał się obraz Dziewicy Matki Bożej. Biskup wraz z obecnymi osobami ujrzeli ten piękny i cudowny obraz. Dla Indian była to ogromna radość, jakby wybawienie. Objawienia, które miał Indianin, oraz obraz na pelerynie były znakami, że tubylcy zostali mocno włączeni do nowej wiary. W ciągu następnych 10 lat dokonało się około 8 milionów nawróceń.

Peleryna zrobiona jest z grubego lnu i z włókien maguey, na których utrzymują się silne, błyszczące kolory. Jej pierwsze naukowe badania zostały przeprowadzone w roku 1936. Niemiecki chemik, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii, Ryszard Kühn stwierdził, że farby te nie pochodzą ani z mineralnych, ani roślinnych, ani ze zwierzęcych materiałów.

W roku 1951 rysownik Carlos Salinas odkrył, że w oczach Dziewicy widać postać mężczyzny z brodą. Od tego czasu badało obraz wielu optyków i specjalistów. W roku 1956 doktor Javier Torroella, optyk i chirurg, wydał lekarskie orzeczenie, w którym potwierdził, że w oczach Dziewicy widać ludzką postać. Do dziś do dziewicy z Guadelupe pielgrzymowało ponad 20 milionów ludzi i w ten sposób Guadelupe stała się najczęściej odwiedzanym sanktuarium świata. Wszyscy: biedni i bogaci, intelektualiści i robotnicy, rolnicy i studenci, mężczyźni i matki zdążają tam z wielka miłością i wiarą, aby odwiedzić naszą Matkę Nieba w bazylice Guadelupe i powiedzieć jej głośno lub cicho: „Bądź pozdrowiona, Maryjo, pełna łaski...”.

Z niem. tł. B. Gniotowa

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem