Reklama

"Parafia w ogniu"

O bombie, komórkach i parafianach księdza PiGi

MAŁGORZATA MIKOŁAJCZAK
Edycja zielonogórsko-gorzowska (Aspekty) 30/2000

Proszę się nie obawiać. To nie będzie artykuł o pożarach, zamachach czy innych nadzwyczajnych wydarzeniach, chyba że... Chyba że za niezwykłe zechcemy uznać te, które od 13 lat mają miejsce w parafii świętego Eustorgiusza w Mediolanie. Ale po kolei. Zacznijmy od proboszcza parafii, księdza PiGi [czyt. pidżi] Perini.

Był rok 1986. Parafia, w której pracował don PiGi, znajdowała się w ubogiej, a przy tym dość niebezpiecznej dzielnicy Mediolanu. Na sześciu krótkich niedzielnych Mszach św. gromadziło się w sumie niewiele ponad czterystu wiernych, raczej "niedzielnych" katolików. Homilie nie mogły być ani długie, ani zbyt poruszające, a godziny Mszy musiały odpowiadać nawykom parafian. Jak być pasterzem tych ludzi? - pytał zatroskany proboszcz. - Co zrobić, aby ożywić parafię? Odpowiedź przyszła na modlitwie. Powierz Panu swe dzieło, a spełnią się Twoje zamiary - przeczytał PiGi w Księdze Przysłów (Prz 16,3) . Jak opowiada, wcale nie było mu łatwo: Musiałem zrezygnować ze swoich planów i włożyć je w ręce Pana, dać je Panu. Tak jednak uczynił, a owoce pojawiły się niebawem. W czerwcu 1986 r. proboszcz spotkał ojca Valeriena Gaudet, kapłana pochodzenia kanadyjskiego, który jako pierwszy przeniósł do Włoch doświadczenie Odnowy Charyzmatycznej. Ten opowiedział mu o parafii św. Bonifacego na Florydzie, szczególnie ożywionej dzięki działaniu Ducha Świętego. W tym samym mniej więcej czasie w jego ręce trafił artykuł zatytułowany Parafia w ogniu, który opowiadał o tej niezwykle dynamicznej wspólnocie, tętniącej prawdziwie żywym, chrześcijańskim życiem. Po przeczytaniu artykułu don PiGi zadecydował: pojadę na Florydę, na własne oczy zobaczę, jak możliwe jest takie dzieło.

Parafia św. Bonifacego, którą odwiedził, zorganizowana była w system komórek parafialnych (czyli "grup domowych"). Ten system, zaczerpnięty z Korei (z parafii zielonoświątkowej), zaadaptowany został dla Kościoła katolickiego przez ojca Michaela Eiversa. Poza ogólnymi spotkaniami w kościele wierni dodatkowo gromadzą się w małych grupkach. Tam wspólnie się modlą, dzielą Słowem Bożym, posługują charyzmatami. To jednak nie wszystko. Są też inne "sekrety" św. Bonifacego: nieustająca adoracja (przez pięć dni wierni non-stop czuwają przed Najświętszym Sakramentem, ustalane są stałe "dyżury"); gościnność; postawa służby; otwartość na ewangelizację; lektura Pisma Świętego; chrzest w Duchu Świętym; dziesięcina; modlitwa uwielbienia i wreszcie - postawa pasterza jako reprezentanta Jezusa. Taki właśnie "system" doprowadził do przebudzenia amerykańskiej parafii.

W kolejnym roku trzy osoby z mediolańskiej wspólnoty wraz z kapłanem udały się na coroczne Seminarium o Systemie Komórek Parafialnych na Florydę. Wrócili pełni entuzjazmu i wiary, że to, co dzieje się w Ameryce, jest możliwe także w ich włoskiej parafii. Zorganizowano kurs liderów (osób prowadzących komórki), a następnie założono pierwsze komórki. Uczestnicy grup przeszli seminaria Odnowy w Duchu Świętym (w parafii co roku organizowane są dwa takie seminaria), a następnie przyjęli chrzest w Duchu Świętym. Tak się zaczęło.

A jak jest dzisiaj? Obecnie we wspólnocie istnieje ponad 116 komórek, świeccy żywo uczestniczą w liturgii i innych, kościelnych wydarzeniach, parafia tętni życiem, a ewangelizacja przynosi wspaniałe owoce. Parafianie nie chcą jednak zatrzymywać dla siebie tego, co dzieje się u nich. To dlatego od jedenastu lat organizują międzynarodowe seminaria poświęcone systemowi parafialnych grup domowych. Zapraszają na nie katolików z całego świata, zarówno księży, jak i świeckich. Mediolańczycy niezwykle gościnnie i serdecznie przyjmują wszystkich, a przykład ich życia działa równie przekonująco, jak wygłaszane konferencje ( oto przykładowe tematy nauczań: "Komórka - miejscem świętości, wspólnotą pośredniczącą między rodziną a Kościołem", "Komórka: czym jest, jak żyje", "Biblia a komórki", "Jak liturgia może odnowić parafię?", " Nasza propozycja: bomba ewangelizacyjna"). W tym roku w seminarium uczestniczyło przeszło 300 osób, m.in. z Singapuru, Tajlandii, Jamajki, Etiopii, Czech, Niemiec, Francji, Belgii, Szwajcarii. Także z Polski przyjechało sporo świeckich i księży (naszą diecezję reprezentowali księża: Andrzej Burzyński oraz Sławomir Marciniak). Na zaproszenie gospodarzy przybył kardynał Martini, ojciec Eivers oraz - odpowiedzialny za Nową Ewangelizację - ojciec Tom Forrest.

Ci, którzy spotkali się z systemem parafialnych komórek, wielokrotnie podkreślają gruntowną przemianę, jakiej dokonują komórki w łonie Kościoła. Jak to możliwe, że dzięki tak małym strukturom tyle się dzieje? Na czym tak naprawdę polega sekret bomby, dzięki której Słowo Boże rozprzestrzenia się z taką mocą? Odpowiedź jest prosta. Mediolańczycy bardzo poważnie traktują testament Chrystusa. Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu (Mk 16, 15, por. też Mt 28, 18-20), powiedział Jezus przed swoim odejściem do Ojca. Ten nakaz, jak podkreślają, jest ważny po wszystkie czasy. To główne i szczególne zadanie, zarówno dla Kościoła, jak i dla każdego chrześcijanina.

Często jednak pojawia się pytanie: jak głosić Dobrą Nowinę? Być może - zastanawiają się mediolańscy parafianie - utraciliśmy zapał do głoszenia Chrystusa, właściwy pierwotnym chrześcijanom, dlatego że porzuciliśmy naturalne, zaprojektowane przez Boga środowisko dzielenia się Chrystusem. Tym środowiskiem jest OIKOS. Nazwa pochodzi z języka greckiego i oznacza tych, z którymi mamy najbliższy kontakt: rodzinę, sąsiadów, przyjaciół, ludzi, z którymi pracujemy. Autentyczne świadectwa biblijne i historyczne wyraźnie mówią, że pierwotny Kościół wzrastał właśnie dzięki naturalnym środkom ewangelizacji OIKOS. Regułę, którą znajdujemy w tym Kościele, można streścić następująco: Zacznij się dzielić tą cząstką Jezusa, która stała się Twoim udziałem. Tak czynili apostołowie i - jak pamiętamy - Pan przymnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia (Dz 2, 47b). Jesteśmy posłani, aby dawać innym Dobrą Nowinę - największy skarb, jaki posiadamy. Jednak warto pamiętać, że nawet najbardziej oddane działanie nie może nic zdziałać bez pomocy Ducha Świętego. To On porusza i otwiera serca. Parafianie z kościoła św. Eustorgiusza proponują "bombę ewangelizacyjną": na początku modlitwę za osobę, której chcemy opowiedzieć o Chrystusie, następnie postawę służby, która prowadzi do budowania mostów, nawiązywania przyjaźni (ludzie najpierw patrzą, kim jesteśmy, zanim zaczną słuchać, co mówimy), później dzielenie się wiarą, objaśnianie (zaradzanie wątpliwościom, obawom, mylnym wyobrażeniom), wreszcie - wezwanie do zawierzenia Chrystusowi, zaproszenie do komórki i włączenie w życie parafii. Na takiej właśnie "bombie" opierają się komórki. Nie są one jednak, jak mogłoby się wydawać, jedynie systemem. Komórka bowiem to droga nawrócenia osobistego, miejsce ciągłej przemiany i otwarcia na działanie Ducha Świętego. To także styl życia, w którym najważniejsze jest przyjęcie podstawowej misji Kościoła: głoszenia Ewangelii. Ci, którzy spotkali Chrystusa, którzy doświadczyli Jego miłości i sami zakochali się w Nim, nie mogą o tym nie mówić. Żyjąc w świetle i nadziei, są zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się [...] uzasadnienia tej nadziei (1 P 3,15b). Tak właśnie czynią mediolańczycy z parafii św. Eustorgiusza. Głoszą, służą, wzrastają. A Pan błogosławi ich dziełu.

Reklama

Kard. Sarah: jeśli chcesz podźwignąć Kościół, padnij na kolana!

2019-03-18 16:41

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Nie bójmy się tego powiedzieć: Kościół potrzebuje dziś głębokiej reformy, która dokona się przez nasze nawrócenie – uważa kard. Robert Sarah. Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zabrał głos na temat trwającego obecnie kryzysu Kościoła.

Bożena Sztajner/Niedziela

Postrzega go z perspektywy zwyczajnych wiernych i ogromnej rzeszy porządnych księży. Kolejne odsłony słabości Kościoła zachwiały wiarą katolików i rzuciły cień podejrzenia na wszystkich kapłanów. Kard. Sarah chce im przywrócić ufność i pokój. Nie wątpcie, trwajcie przy nauczaniu Kościoła, bądźcie wytrwali w modlitwie, w Kościele zawsze będzie dość światła dla każdego, kto szuka Boga – pisze afrykański purpurat.

Nie lekceważy on jednak aktualnego kryzysu. „Kościół – zauważa - miał być miejscem światła, a stał się kolebką ciemności”. To co się w nim dzieje, postrzega w bardzo radykalnych kategoriach, zapożyczonych od papieża Franciszka. Ujawniane dziś skandale widzi przez pryzmat ewangelicznych wydarzeń: zdrady Judasza i zaparcia się Piotra. Twierdzi, że od dawna żyjemy tajemnicą Judasza. Zdrada dokonująca się dzisiaj, została przygotowana i spowodowana przez wiele innych zdrad, mniej widocznych, bardziej subtelnych, ale równie głębokich. Zarzuciliśmy modlitwę i pogrążyliśmy się w nurcie aktywizmu. Wstydziliśmy się Jezusa, Jego objawienia i nauczania moralnego. Aby błyszczeć przed światem, zakwestionowaliśmy prawdę objawioną i pozbawiliśmy moralność jej znaczenia. Niektórzy kapłani kwestionują znaczenie celibatu, roszczą sobie prawo do życia prywatnego, co jest sprzeczne z misją kapłana. Inni posuwają się tak daleko, że chcą mieć prawo do zachowań homoseksualnych – wylicza kard. Sarah.

Podkreśla on, że kryzys ten ma przede wszystkim charakter duchowy, jest kryzysem wiary. Diabeł natomiast chce byśmy starali się go rozwiązać jak kryzys instytucji tylko ludzkiej. „Jeśli chcesz podźwignąć Kościół, padnij na kolana” – pisze prefekt watykańskiej kongregacji, podkreślając, że to właśnie modlitwa musi być pierwszą odpowiedzią na zaistniałą sytuację. Tego kryzysu nie da się przezwyciężyć ludzkimi siłami. Kard. Sarah przestrzega też przed podziałami, tworzeniem frakcji w Kościele. Przyznaje, że biskupi i kapłani są niedoskonali, mają swoje słabości. Prosi jednak wiernych, by nimi nie gardzili, choć jak podkreśla, powinni od nich wymagać katolickiej wiary i sakramentów życia Bożego.

Kard. Sarah pisze o tym we wstępie do swego nowego książkowego wywiadu „Le soir approche et déjà le jour baisse” (Ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił), który w środę 20 marca trafi do francuskich księgarń. Poprzednie dwa („Bóg albo nic” oraz „Moc milczenia”) okazały się światowymi bestsellerami. Tym razem prefekt watykańskiej kongregacji skupia się na duchowym kryzysie współczesnego świata. Wyznaje, że książka ta jest „krzykiem jego duszy”. „Jestem wam winien, chrześcijanie, jedyną prawdę, która zbawia – pisze afrykański purpurat. – Już niebawem stanę przed wiekuistym Sędzią. Cóż Mu powiem, jeśli nie przekażę wam prawdy, którą sam otrzymałem? My biskupi powinniśmy drżeć na myśl o naszym milczeniu, które obarcza nas winą, o milczeniu, które czyni nas wspólnikami, o naszym milczeniu, by przypodobać się światu” – dodaje kard. Sarah.

We wstępie do nowej książki wskazuje on również na szczególną rolę miłości do Następcy Piotra. Nie przypadkiem dedykuje tę pozycję dwóm papieżom: „Benedyktowi XVI, niezrównanemu w staraniach o odbudowę Kościoła, i Franciszkowi, wiernemu synowi św. Ignacego”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Duka: to Jan Paweł II położył kres fałszywej tolerancji

2019-12-05 18:22

Krzysztof Bronk /vaticannews / Praga (KAI)

Jedną z przyczyn skandali seksualnych w Kościele jest osłabienie prawa kanonicznego, które w przeszłości funkcjonowało bardziej precyzyjnie i bezwzględnie – uważa kard. Dominik Duka, prymas Czech. Podkreśla on, że w przeszłości biskup nie miał trudności z rozwiązywaniem takich problemów. Kiedy na przykład okazywało się, że ktoś jest homoseksualistą – mówi kard. Duka - to natychmiast trzeba go było wydalić. Potem jednak w czasach rewolucji seksualnej i soboru wszystko to stało się bardziej dyskusyjne. Twierdzono, że nie można karać człowieka za to, na co nie ma wpływu. Było większe otwarcie, pozostawała tylko spowiedź i nikt sobie z tym nie radził – wspomina 77-letni kard. Duka. Podkreśla on, że przełom wprowadził dopiero Jan Paweł II, który w pewnym momencie jasno powiedział „dość”, położył kres tej fałszywej tolerancji i wskazał na potrzebę współpracy z policją i sądownictwem.

Vatican News / ANSA
kard. Dominik Duka, prymas Czech

Skandale seksualne to jeden z tematów obszernej rozmowy pomiędzy kard. Duką i czołowym czeskim reżyserem filmowym Jiřím Strachem, opublikowanej w miesięczniu Xantypa. Arcybiskup Pragi przypomina, że jeśli chodzi o wykorzystywanie nieletnich, to w czeskim Kościele wciąż są to przypadki marginalne. Od 1990 r. tylko w dziesięciu sprawach zapadły wyroki. Jiří Strach pyta się również o uwidaczniające się coraz bardziej rozbicie czeskiego Kościoła. Kluczową rolę odgrywa tu postać praskiego kapłana Tomáša Halíka, który publicznie krytykuje kard. Dukę i skupia wokół własnej osoby jego przeciwników. „Gdyby ktoś na planie filmowym przez cały czas mówił mi, że wszystko, co robię jest złe i nieustannie rzucał mi kłody pod nogi, to moim świętym prawem reżysera byłoby go wyrzucić. Czy arcybiskup Pragi nie może tego zrobić?” – pyta czeski reżyser. „Nie mogę sobie na to pozwolić i nawet nie chcę – odpowiada kard. Duka. Jeśli łączy cię z kimś kawał wspólnego życia, dużo z nim przeżyjesz, współpracujesz, to potem nie jest tak łatwo powiedzieć: zejdź mi z oczu!”.

Zdaniem arcybiskupa Pragi dzielenie Kościoła na dwa obozy świadczy o nieumiejętności prowadzenia dialogu, o brakach w postawie demokratycznej. Problemem dzisiejszego społeczeństwa jest straszna nienawiść. Jeśli ktoś mi nie pasuje, to wszystko będę robił przeciwko niemu. Jeśli nie wybraliście mojego kandydata, to nie będę z wami współpracował. Pod tym względem, zauważa kard. Duka, doszło do strasznego upolitycznienia życia społecznego, kulturalnego i religijnego.

Arcybiskup Pragi odniósł się również do stawianego mu często zarzutu, że za bardzo przyjaźni się czeskimi prezydentami. Przyznał, że z Milošem Zemanem zna się od dawna, wie dużo o jego życiu osobistym i problemach. „Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie utrzymujemy przyjacielskich relacji, choć niekiedy się nie zgadzamy” – powiedział Prymas Czech. Z Václavem Klausem odbył wiele dyskusji, również na tematy religijne. „Wzajemnie się szanujemy i w wielu sprawach się rozumiemy” – potwierdza kard. Duka. Sięgając natomiast do przyjaźni z Václavem Havlem, przypomina, że zawiązała się ona w komunistycznym więzieniu. Przywołuje też swe ostatnie spotkanie z byłym prezydentem, kiedy to w słowach na pożegnanie, Havel, który przez całe życie deklarował się jako agnostyk, przyznał się jednak do wiary w Boga. „Jaroslavie – mówił Vaclav Havel, zwracając się do kard. Duki, jego cywilnym, więziennym, a nie zakonnym imieniem – przecież to wiemy, On istnieje!”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem