Reklama

Pierwsza Dama RP wspiera projekt muzyczny polskiego misjonarza

2017-03-21 14:34

abd / Bouar / KAI

Benedykt Pączka/ Facebook.com
Brat Benedykt Pączka (w środku)

Pierwsza Dama RP, Agata Kornhauser-Duda wspiera "Symfonię afrykańską" - projekt polskiego misjonarza w RŚA, br. Benedykta Pączki. To kolejna inicjatywa polskiego zakonnika, który przed kilkoma miesiącami otworzył pierwszą szkołę muzyczną w tym kraju.

"Kupując nutę, wspierasz akcję i odkrywasz fragment symfonii. Im więcej osób wykupi nutkę, tym większy fragment symfonii będzie można odsłuchać. Aż do momentu w którym uzbieramy całą potrzebną kwotę - wtedy będzie można wysłuchać całej symfonii" - można przeczytać na stronie internetowej projektu, którego celem jest sfinansowanie rocznego funkcjonowania szkoły muzycznej, założonej przed br. Pączkę w środkowoafrykańskim mieście Bouar. Zamiast zwykłego zaproszenia do finansowego wsparcia placówki, polski kapucyn proponuje kupowanie kolejnych nut z "Afrykańskiej symfonii", której fragmenty pojawiają się sukcesywnie na stronie internetowej projektu. Całkowita kwota, którą chce zebrać, to ponad 533 tys. zł.

Autorem symfonii jest kompozytor Marcin Gumiela, prywatnie: przyjaciel polskiego misjonarza. Muzyczną inicjatywę wspiera także Pierwsza Dama RP, Agata Kornhauser-Duda. Jak mówi Piotr Gajda, koordynator projektu, wkrótce pojawią się szczegóły dotyczące zaangażowania Pierwszej Damy w muzyczną akcję polskiego misjonarza.

" To oczywiście nieoczekiwany prezent, który nie jest moją zasługą ale zasługą ludzi którzy mają na względzie dobro naszej szkoły muzycznej. Bardzo się cieszę że w gronie osób, które nas wspierają jest także pani Agata Kornhauser-Duda, która jak się dowiedziałam sama jest muzykiem i wie co to znaczy otrzymać formację muzyczną" - komentuje w rozmowie z KAI br. Benedykt Pączka, kapucyn.

Reklama

Pomysł stworzenia szkoły muzycznej w Bouar - pierwszej takiej placówki w Republice Środkowej Afryki, towarzyszył polskiemu misjonarzowi od dawna. Udało się go zrealizować 5 miesięcy temu.

"Możemy już się pochwalić kilkoma bardzo ważnymi rezultatami. Pierwsza sprawa to obecność dzieciaków: mamy ich 53. Myślałem że część się wykruszy ale widzimy każdego dnia, jak oni przybiegają na zajęcia. To rzeczywiście daje radość, oni chcą tego, nikt ich nie zmusza do przychodzenia i spędzania tu kilku godzin dziennie. Mamy takie osoby które pokonują 5 km w jedną i 5 km w drugą stronę" - opowiada Polak. Jak dodaje, na owoce działalności trzeba jeszcze poczekać, ale dużym atutem jest fakt, że szkoła muzyczna proponuje nie tylko podstawy wykształcenia muzycznego, ale też opiekę wychowawczą i duszpasterską skierowaną do dzieci i młodzieży. Najmłodszy spośród uczniów ma 6, a najstarszy 13 lat. Przed rozpoczęciem nauki wszyscy przeszli odpowiednie przesłuchania muzyczne.

" Zajęcia są prowadzone przez naszych miejscowych nauczycieli z RŚA oraz przez Annę Mara, która przyjechała do nas na 5 miesięcy z Polski. Przez 3 dni zajęcia mają wszystkie dzieci, a 2 dni są to czas zajęć indywidualnych, dla wybitnych dzieci, które wyróżniają się swoim talentem" - objaśnia zakonnik. Jak dodaje, propozycja zajęć instrumentalnych i wokalnych, nie tylko rozwija uczniów pod kątem muzycznym, ale też pomaga inaczej spojrzeć na - monotonne dotąd - życie i uczy odkrywania własnej wartości i sposobu wyrażania siebie.

Pytany o dalsze plany, br. Pączka zdradza, że chciałby zaplanować 4-letni cykl działalności placówki muzycznej. Do realizacji tego celu potrzebuje nie tylko środków finansowych, ale też nauczycieli muzyki, którzy zgodziliby się poświęcić kilka miesięcy na pracę z afrykańskimi uczniami. Pomysł wydaje się realny, bo już teraz muzyczna inicjatywa cieszy się rosnącym zainteresowaniem w Polsce.

"Już teraz zgłaszają się do nas szkoły muzyczne, które tutaj w Polsce chcą włączyć się w ten projekt. Np. poprzez nawiązanie kontaktu między polskimi uczniami i ich rówieśnikami w Afryce" - mówi wyjaśnia Piotr Gajda. Szczegóły dotyczące projektu pierwszej szkoły muzycznej w RCA można znaleźć na stronie www.tamtamitu.eu

Tagi:
prezydent misjonarz

Reklama

Kard. Filoni: każdy ochrzczony jest misjonarzem

2019-10-24 18:30

Łukasz Sośniak SJ/vaticannews.va / Watykan (KAI)

„Ojciec Święty przypomina, że bycie misjonarzem nie jest zarezerwowane wyłącznie dla osób specjalnie do tego powołanych i wyszkolonych. Dlatego nazwał obecny miesiąc misyjny «nadzwyczajnym»” – wyjaśnił kard. Fernando Filoni. „W każdym miejscu i czasie, jako chrześcijanie, mamy świadczyć o wierze” – przypomniał hierarcha.

Vatican News

Misjonarzami stajemy się poprzez nasze postawy. „Świadkiem Jezusa jestem np. wtedy, gdy wypełniam swoją deklarację podatkową. Mogę kombinować i oszukiwać, ale mogę też uczciwie płacić swoje zobowiązania” – powiedział prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. „Kolejnym sposobem realizowania potrzeby misji, jest po prostu modlitwa za bliźnich” – zaznaczył purpurat.

Ważne jest też to, jak traktujemy ludzi wokół nas, szczególnie przybyszów i obcych. „Niedawno spotkałem młodego człowieka z Maroka, którzy przeszedł na chrześcijaństwo. Zapytałem co sprawiło, że podjął taką decyzję. Odpowiedział: «To dzięki temu, jak zostałem przyjęty»” – powiedział kard. Filoni.

Nie można też być misjonarzem jeżeli nie kocha się swojej wiary. „Kiedy kocham Jezusa staję się twórczy. Rodzi się we mnie kreatywność w tym, jak głosić, jakich użyć narzędzi. Nie chodzi o misje w odległych krajach, ale o świadectwo wobec naszych bliskich, przyjaciół i współpracowników” – powiedział kard. Filoni.

Zdaniem hierarchy nie możemy być samolubami, którzy zamykają się w swoich czterech ścianach. „Nie wolno przekazać odpowiedzialności za misje tym, którzy są «trochę bardziej hojni», którzy lubią podróżować, mają specjalne powołanie, itd. Nie wolno nam zrzucać odpowiedzialności na innych” – stwierdził purpurat.

Warto wykorzystać to, że współczesny świat jest pełen podróżników. Wyjeżdżamy za pracą, na wakacje, w sprawach biznesowych, albo po to, by poznać obce kraje. „Niestety świadomość misyjna pozostaje prawie zerowa dla tej współczesnej kultury mobilnej, a powinna być dla chrześcijan na pierwszym miejscu” – zaznaczył kard. Filoni.

Okazją do ogłoszenia Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego była setna rocznica opublikowania przez Benedykta XV listu apostolskiego „Maximum Illud”.

Dokumentem tym pragnął on rozbudzić na całym świecie świadomość obowiązku głoszenia Ewangelii. Mottem wydarzenia są słowa: „Ochrzczeni i posłani: Kościół Chrystusa z misją w świecie”. „Chodzi o to, aby nasze domy i wspólnoty przekształcić w rzeczywistości ewangelizacyjne” – powiedział papież Franciszek na rozpoczęcie miesiąca misyjnego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Duka: to Jan Paweł II położył kres fałszywej tolerancji

2019-12-05 18:22

Krzysztof Bronk /vaticannews / Praga (KAI)

Jedną z przyczyn skandali seksualnych w Kościele jest osłabienie prawa kanonicznego, które w przeszłości funkcjonowało bardziej precyzyjnie i bezwzględnie – uważa kard. Dominik Duka, prymas Czech. Podkreśla on, że w przeszłości biskup nie miał trudności z rozwiązywaniem takich problemów. Kiedy na przykład okazywało się, że ktoś jest homoseksualistą – mówi kard. Duka - to natychmiast trzeba go było wydalić. Potem jednak w czasach rewolucji seksualnej i soboru wszystko to stało się bardziej dyskusyjne. Twierdzono, że nie można karać człowieka za to, na co nie ma wpływu. Było większe otwarcie, pozostawała tylko spowiedź i nikt sobie z tym nie radził – wspomina 77-letni kard. Duka. Podkreśla on, że przełom wprowadził dopiero Jan Paweł II, który w pewnym momencie jasno powiedział „dość”, położył kres tej fałszywej tolerancji i wskazał na potrzebę współpracy z policją i sądownictwem.

Vatican News / ANSA
kard. Dominik Duka, prymas Czech

Skandale seksualne to jeden z tematów obszernej rozmowy pomiędzy kard. Duką i czołowym czeskim reżyserem filmowym Jiřím Strachem, opublikowanej w miesięczniu Xantypa. Arcybiskup Pragi przypomina, że jeśli chodzi o wykorzystywanie nieletnich, to w czeskim Kościele wciąż są to przypadki marginalne. Od 1990 r. tylko w dziesięciu sprawach zapadły wyroki. Jiří Strach pyta się również o uwidaczniające się coraz bardziej rozbicie czeskiego Kościoła. Kluczową rolę odgrywa tu postać praskiego kapłana Tomáša Halíka, który publicznie krytykuje kard. Dukę i skupia wokół własnej osoby jego przeciwników. „Gdyby ktoś na planie filmowym przez cały czas mówił mi, że wszystko, co robię jest złe i nieustannie rzucał mi kłody pod nogi, to moim świętym prawem reżysera byłoby go wyrzucić. Czy arcybiskup Pragi nie może tego zrobić?” – pyta czeski reżyser. „Nie mogę sobie na to pozwolić i nawet nie chcę – odpowiada kard. Duka. Jeśli łączy cię z kimś kawał wspólnego życia, dużo z nim przeżyjesz, współpracujesz, to potem nie jest tak łatwo powiedzieć: zejdź mi z oczu!”.

Zdaniem arcybiskupa Pragi dzielenie Kościoła na dwa obozy świadczy o nieumiejętności prowadzenia dialogu, o brakach w postawie demokratycznej. Problemem dzisiejszego społeczeństwa jest straszna nienawiść. Jeśli ktoś mi nie pasuje, to wszystko będę robił przeciwko niemu. Jeśli nie wybraliście mojego kandydata, to nie będę z wami współpracował. Pod tym względem, zauważa kard. Duka, doszło do strasznego upolitycznienia życia społecznego, kulturalnego i religijnego.

Arcybiskup Pragi odniósł się również do stawianego mu często zarzutu, że za bardzo przyjaźni się czeskimi prezydentami. Przyznał, że z Milošem Zemanem zna się od dawna, wie dużo o jego życiu osobistym i problemach. „Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie utrzymujemy przyjacielskich relacji, choć niekiedy się nie zgadzamy” – powiedział Prymas Czech. Z Václavem Klausem odbył wiele dyskusji, również na tematy religijne. „Wzajemnie się szanujemy i w wielu sprawach się rozumiemy” – potwierdza kard. Duka. Sięgając natomiast do przyjaźni z Václavem Havlem, przypomina, że zawiązała się ona w komunistycznym więzieniu. Przywołuje też swe ostatnie spotkanie z byłym prezydentem, kiedy to w słowach na pożegnanie, Havel, który przez całe życie deklarował się jako agnostyk, przyznał się jednak do wiary w Boga. „Jaroslavie – mówił Vaclav Havel, zwracając się do kard. Duki, jego cywilnym, więziennym, a nie zakonnym imieniem – przecież to wiemy, On istnieje!”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem