Reklama

Wiara

Całun Turyński to Ewangelia napisana ciałem Jezusa

Całun to pierwsza Ewangelia, napisana przez samego Jezusa Jego własnym ciałem - powiedziała prof. Emanuela Marinelli, badaczka Całunu Turyńskiego. W rozmowie z KAI przedstawiła ona zarówno historię badań nad tą szczególną relikwią, jak i jej znaczenie dla wiary w mękę i zmartwychwstanie Pana Jezusa.

[ TEMATY ]

całun turyński

Grzegorz Gałązka/ East News

Prof. E. Marinelli: Osobiście zainteresowałam się tym tematem, ponieważ 40 lat temu ówczesny szef Służby Naukowej Policji w Zurychu prof. Max Frei-Sulzer, botanik i ekspert w dziedzinie pyłków, zidentyfikował na Całunie ślady pyłków roślin, które nie występują w Europie. Na 58 gatunków pyłków znalezionych na tym płótnie 38 pochodziło z roślin, nie występujących na naszym kontynencie, ale obecnych na Bliskim Wschodzie. Na przykład jedną z nich można spotkać tylko w Chinach, Jordanii i Izraelu, na bardzo ograniczonym terenie. Był to botaniczny dowód na pochodzenie Całunu z okolic Jerozolimy. A ponieważ sama specjalizuję się w naukach przyrodniczych i geologicznych, ten dowód naukowy mnie zafascynował i wówczas rozpoczęłam prowadzenie badań.

KAI: Jak po tylu latach podsumowałaby Pani to, co Całun mówi o męce i śmierci Jezusa?

- Istnieje całkowita zbieżność między tym, co zostało utrwalone na Całunie a tym, co opisuje Ewangelia, choć Całun podaje więcej szczegółów. Np. w Ewangelii czytamy, że Jezus został ubiczowany. Płótno daje dowody, że Jezusowi wymierzono ok. 120 uderzeń biczem. To było biczowanie inne od tego, jakie otrzymywali wzdłuż drogi ci, którzy nieśli krzyż, dużo obfitsze i bardziej okrutne. Bicz był zakończony kawałkami kości albo ołowiu, które rozrywały skórę. Wiemy z Ewangelii, że po ubiczowaniu Piłat chciał Jezusa uwolnić, przewidział dla niego jedynie ciężką karę. Ostatecznie jednak, po jej wymierzeniu, Chrystus został także ukrzyżowany.

- Potem nałożono Mu koronę cierniową. Także tu Ewangelie nie podają szczegółów, jak ona wyglądała, artyści zaś przedstawiają ją jako małą obręcz wokół skroni. W rzeczywistości Jezus został ukoronowany jako król Judei, miał więc na głowie rodzaj królewskiej mitry, jakby kask z cierni, które zadały Mu ok. 50 ran.
Następnie niósł patibulum, czyli poprzeczną belkę krzyża. Wielokrotnie pod nią upadał: Jego twarz nosi ślady wielu obrzęków na czole i policzkach. Był torturowany przez swoich oprawców. Widzimy, np. że z jednej strony wyrwano mu brodę. Jego twarz i kolana noszą ślady ziemi wymieszanej z krwią. To dowód, że upadał.
Chrystus został ukrzyżowany za pomocą gwoździ, ale Całun pokazuje, że aby mogły one podtrzymywać całe ciało, zostały wbite w nadgarstki, a nie w dłonie. To dlatego, że pod stopami nie było kawałka drewna, który podpierałby ciało, tak często pokazywanego przez artystów. Stopy były przygwożdżone bezpośrednio do krzyża. Ciało utrzymywało się na nim za pomocą gwoździ. Nawet myśl o tym jest czymś strasznym: ciało wiszące na gwoździach.
Wreszcie ostatnia z ran. To rana w boku. Wiemy, że zadano ją po śmierci, i że z niej, jak widzimy to na Całunie, wypłynęły krew i osocze. Wewnątrz klatki piersiowej doszło wcześniej do krwotoku wewnętrznego wokół serca. Kardiologowie mówią, że Jezus zmarł wskutek ataku serca: w następstwie bardzo silnego okrzyku bólu Jego serce się zatrzymało. Po śmierci Jego ciało wisiało jeszcze ok. 2,5 godz. na krzyżu, aby zesztywniało.
Św. Jan mówi, że widział krew i wodę wypływające z rany w boku i nie jest to opis symboliczny. Niektórzy chcą czytać Ewangelię jako opowieść symboliczną, tymczasem ona jest bardzo konkretną relacją, niemal kroniką. A Całun, jak mówił watykanista Horacio Petrosino, jest obrazem Kalwarii.
Z kolei badacz ks. Giulio Ricci nazwał Całun “piątą Ewangelią” zapisaną krwią. Możemy powiedzieć, że Całun to pierwsza Ewangelia, napisana przez samego Jezusa Jego własnym ciałem.

- Czy Całun jest też świadectwem zmartwychwstania?

- Tak. Jest kroniką tego wydarzenia, nad którą należy medytować, bo to, o czym opowiada Ewangelia, dzięki Całunowi możemy zobaczyć na własne oczy i to w sposób, który naprawdę porusza. Zobaczyć te wszystkie rany, ogrom cierpienia i zrozumieć, że Bóg dobrowolnie wybrał to wszystko, by zmazać nasze grzechy - wobec tego nie można pozostać obojętnym.
Obraz ciała, który widzimy na Całunie, pozostaje wielką tajemnicą, bo pochodzenia tego obrazu nie można wyjaśnić inaczej, jak tylko w ten sposób, że ciało wygenerowało promieniowanie, rodzaj światła. Sam obraz jest odbiciem, które powstało na materiale wskutek działania światła.
Pewne dziecko powiedziało, że na Całunie Jezus zrobił sobie “selfie”. Urocze porównanie.

- Czy wiemy, jak dokładnie powstał ten obraz ciała widoczny na Całunie?

- Ciało pozostawiło ten ślad w sposób niewytłumaczalny. To, że obraz powstał pod wpływem światła, potwierdzili także naukowcy z centrum badań ENEA Frascati, posługujący się laserem generującym promienie ultrafioletowe. Obliczyli oni, że aby uzyskać obraz taki, jak ten, który widnieje na Całunie, należałoby użyć energii co najmniej 10 tys. laserów.
Dla nas, wierzących, nie ma nic dziwnego w uznaniu, że to cud zmartwychwstania wywołał to wielkie światło, podobnie jak działo się to podczas przemienienia Jezusa na górze Tabor, kiedy, jak mówi Ewangelia, “twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło”. Ale dla osoby niewierzącej Całun pozostaje przedmiotem wielkiej fascynacji. Znam osoby, które pochylając się nad nim, zbliżyły się do wiary lub odnalazły ją z powrotem.

- A zatem czy na Całun Turyński należy patrzeć przez pryzmat nauki czy wiary?

- Najprostszą drogą jest spojrzenie naukowe. Gdybyśmy, dzięki badaniom naukowym i danym historycznym, nie przekonali się wpierw, że Całun jest autentyczny, moglibyśmy uwierzyć w coś, co nie jest prawdziwe. Przekonani o jego prawdziwości możemy natomiast spojrzeć na niego także z punktu widzenia wiary, która pomaga zrozumieć nam ten obraz.
Dla osoby niewierzącej pozostaje on nierozwiązaną tajemnicą, bo żadne ciało nie może pozostawić śladów takich, jak to. Jednakże wierząc, że Jezus zmartwychwstał, możemy zrozumieć, że świadectwo Całunu przekracza śmierć, że pokazuje nam cierpienie i mękę Jezusa, ale daje też pewność zmartwychwstania i pomaga nam w spojrzeniu na nasze własne życie i śmierć.
Autentyczność Całunu mogą uznać także ateiści. I wiemy, że to się zdarzało. Na początku XX w. znany biolog z Paryża Yves Delage, który deklarował się jako agnostyk, analizując zdjęcia, które dowodziły, że na Całunie znajduje się negatyw ciała, uznał, że Całun należał do Jezusa z Nazaretu.
Podobnie w grupie amerykańskich naukowców, badających Całun w 1978 r., złożonej z katolików, protestantów, żydów i ateistów, wszyscy byli przekonani o autentyczności Całunu i o tym, że okrywał on ciało Jezusa z Nazaretu - postaci historycznej, która naprawdę istniała.

- Czy to znaczy, że za prawdziwością Całunu przemawiają nie tylko badania naukowe, ale też fakty historyczne?

- Tak. W swojej najnowszej książce przedstawiłam źródła islamskie, które poświadczają, że w Edessie w dzisiejszej południowo-wschodniej Turcji był przechowywany całun ze śladami ciała Chrystusa. Są to niepodważalne źródła, gdyż źródła chrześcijańskie posądza się, że wymyślili je chrześcijan dla swej własnej wygody.
Opatrzność Boża ocaliła Całun w muzułmańskim sułtanacie w Edessie, podczas gdy w pobliskim Konstantynopolu wielu chrześcijan niszczyło ikony, odwołując się do biblijnego fragmentu mówiącego o tym, że Boga nie należy przedstawiać za pomocą żadnych wizerunków. Całun przetrwał, bo na terenie sułtanatu muzułmanie pozwolili chrześcijanom oddawać mu cześć, jako że oni sami czcili Jezusa jako wielkiego proroka.
Jest też wiele innych przykładów, choć pozostają w historii okresy, w których nie znamy losów Całunu.

- A jak odpowiadać tym, którzy wątpią w jego prawdziwość?

- Z pewnością Całun okrywał ciało zmarłego przez ok. 36-40 godzin. Koniec tego kontaktu z ciałem nastąpił bez jakiegokolwiek ruchu. Widać to po śladach krwi. Także ślady aragonitu, znalezionego na Całunie, są takie same, jak te pochodzące z grot w Jerozolimie, podobnie jak pyłki kwiatów. To wszystko razem świadczy o autentyczności, żaden artysta ani fałszerz nie byłby w stanie stworzyć przed wiekami przedmiotu, którego do dziś nie potrafimy skopiować.
Wiemy też, że obraz ciała pojawił się na materiale później niż ślady krwi. Krew pochodzi z ran osoby, która była zawinięta w płótno. Ran, które się otworzyły ponownie pod wpływem kontaktu z płótnem nasączonym pachnącymi olejkami.
To także świadczy o najgodniejszym pochówku. Ktoś, kto został skazany na śmierć przez ukrzyżowanie, powinien spocząć w zbiorowym grobie.
Ostatnio na płótnie znaleziono ślady DNA osoby pochodzącej z Indii. Może to znaczyć, że bela materiału, z którego pochodzi całun, została sprowadzona z tamtych stron.
Wiemy, że w popołudnie święta Jom Kippur najwyższy kapłan ubierał się w szaty z lnu pochodzącego z Indii. Takie szaty były dostępne w Świątyni Jerozolimskiej. Być może Józef z Arymatei właśnie tam kupił ten najwyższej jakości materiał z myślą o pochówku tego, którego nazywał Mesjaszem.
Wszystkie te elementy po kolei eliminują możliwość fałszerstwa.

- Uznawszy autentyczność Całunu, czy nie trzeba być osobą wierzącą, by zrozumieć jego przesłanie?

- – Piękne jest to, że Całun przemawia do każdego serca. Papież Franciszek powiedział bardzo piękną rzecz: że musimy pozwolić, by to Całun na nas patrzył. To znaczy, że powinniśmy w ciszy medytować przed tym płótnem, przez które patrzy na nas sam Chrystus. Z kolei św. Jan Paweł II mówił, że Całun jest niezwykłą i tajemniczą relikwią, świadkiem Paschy: męki, śmierci i zmartwychwstania. Świadkiem niemym, ale zarazem zaskakująco wymownym.
Kiedy patrzymy na Całun, w każdym z nas otwiera się przestrzeń medytacji nad tym, co znajduje się poza śmiercią. Nad tym, że po śmierci Jezusa przyszło światło zmartwychwstania, które fascynuje i przyciąga także niewierzących.
Kiedyś zaprosiła mnie z wykładem pewna niewierząca kobieta, którą interesował ten temat ze względów naukowych. Na zakończenie powiedziała mi: nie byłabym w stanie wyjść z tej konferencji taką, jaką na nią przyszłam. Opowieść o wynikach przeprowadzonych analiz Całunu podbiła także jej serce.
Nie dalej jak wczoraj po konferencji podeszła do mnie kobieta, która powiedziała: przyszłam tu tylko po to, by towarzyszyć mojej znajomej. Przed laty utraciłam wiarę, od dawna nie chodzę do kościoła, ale tutaj dziś Jezus na mnie czekał i wiem, że muszę powrócić do wiary.
Te świadectwa są piękne i pokazują, jak ważne jest to, by starać się zrozumieć to, co mówi nam Całun.

- Pani Profesor, czy po tylu latach badań naukowych, Całun Turyński pomaga Pani w głębszym przeżywaniu tajemnicy paschalnej?

- Oczywiście. Całun bardzo pomaga w wierze, bo jako ludzie potrzebujemy tego, co oddziałuje na zmysły. Kiedy umrze osoba nam bliska, zachowujemy jej zdjęcie. Ja np. mam przy sobie zdjęcie mojego ojca, który zmarł przed laty. Lubię na nie patrzeć, by lepiej go zapamiętać.
Całun pomaga w tym, by nie zapomnieć o Tym, który tak wiele dla nas dokonał. Pomaga też w medytacji nad tym tak ważnym wydarzeniem, które zmieniło historię i które pokazuje, że śmierć nie jest końcem naszej wędrówki, ale oznacza początek podróży jeszcze piękniejszej.
Mnie, tak jak innym osobom wierzącym, Całun pomaga we wzrastaniu w wierze. Także przyjmowanie Komunii Świętej z myślą o tej krwi i tym ciele, które widnieje na Całunie, pogłębia refleksję. Od 40 lat dzielę swoje życie z Osobą z Całunu, który w Wielkim Tygodniu staje się mi jeszcze bliższy. Benedykt XVI mówił wręcz, że dla niego Całun jest ikoną Wielkiej Soboty.

2017-04-13 20:47

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Włochy: miliony wiernych na całym świecie modliły się wirtualnie przed Całunem Turyńskim

2020-06-20 10:02

[ TEMATY ]

całun turyński

www.wikipedia.org

W trudnych dniach największego nasilenia pandemii koronawirusa, gdy wymuszona kwarantanna unieruchomiła w domach miliony ludzi na całym świecie, doszło do niezwykłego wydarzenia o zasięgu globalnym. Otóż w różnych krajach 11 kwietnia modlono się on-line przed wizerunkiem Całunu Turyńskiego, przy czym – jak twierdzi watykański dziennik „L’Osservatore Romano” – uczestniczyli w tym nie tylko wierzący, ale nawet osoby dalekie od wiary. Według pisma było to jedno z największych wydarzeń medialnych w okresie „zamknięcia się” świata z powodu pandemii.

W Wielką Sobotę 11 kwietnia po południu metropolita Turynu i papieski kustosz Całunu abp Cesare Nosiglia przewodniczył adoracji tej niezwykłej relikwii chrześcijańskiej. Z tej okazji została ona wystawiona publicznie niejako „pozaprogramowo”, gdyż wcześniej tego nie planowano. Nabożeństwo adoracyjne transmitowały watykańskie środki przekazu, włoska Mondovisione i sieci społecznościowe na całym świecie.

Sam arcybiskup przyznał, że ogólnoświatowa transmisja tej uroczystości była inicjatywą oddolną, dodając, że być może było to pierwsze przedsięwzięcie medialne o takim zasięgu. Oznajmił, że otrzymał tysiące listów i przesłań od ludzi każdego wieku, zdrowych i chorych, którzy prosili go, „aby w chwili tak wielkich trudności, jak obecne, można było pomodlić się w Wielkim Tygodniu przed Całunem, aby wybłagać od Chrystusa zmarłego i zmartwychwstałego, który na tym Świętym Płótnie ukazuje się nam w sposób tak prawdziwy i konkretny, łaskę pokonania tego zła, jak uczynił to On sam, ufając dobroci i miłosierdziu Boga”.

O rozmiarach i zasięgu wydarzenia wielkosobotniego świadczą ujawnione obecnie liczby. Okazuje się, że na YouTubie i Facebooku nabożeństwo śledziło 2,3 mln ludzi, do czego trzeba dodać niemożliwą do ustalenia z całą pewnością ilość telewidzów, którzy oglądali transmisje w różnych zakątkach na całym świecie. Nadzwyczajne wystawienie Całunu i towarzyszące temu nabożeństwo były więc jeszcze jedną okazją do przekonania się, że to Święte Płótno nie jest tylko przedmiotem badań naukowych, ale także, a może nawet przede wszystkim rzeczywistością, która może pomóc wspierać modlitwę osobistą.

Jest o tym przekonany przewodniczący Diecezjalnej Komisji ds. Całunu Turyńskiego prał. Roberto Gottardo. „Czas pandemii sprzyjał zwracaniu się do Świętej Tkaniny, gdyż widzimy w niej podobieństwo między tym, co przeżył Jezus, a tym, co przeżywaliśmy my: zamknięci tak, jak On był zamknięty, osamotnienie tak, jak On był pozostawiony sam sobie. Łatwo mogliśmy przekonać się na własnej skórze o tym, co Pan pokazuje nam za pomocą obrazu na Całunie” – oświadczył kapłan.

Jego zdaniem siła oblicza i ciała, odciśniętych na tkaninie, „przypominają o istocie naszej wiary chrześcijańskiej, którą przeżywa się przed obliczem”. A Całun ukazuje i twarz, i ciało – zaznaczył ks. Gottardo. Zwrócił uwagę, że wierzymy nie „w jakieś odległe i nieznane bóstwo, ale jest to nasza modlitwa przed szczególnym obliczem – Jezusa”.

Po zniesieniu części ograniczeń powróciły również do normalnego rytmu pielgrzymki do katedry turyńskiej, w której od wieków przechowywana jest ta szczególna relikwia, przed która trwa ciągła modlitwa i do której nie ustaje napływ pątników.

Dyrektor Muzeum Całunu, przylegającego do kościoła, prof. Nello Balossino uważa, że najbardziej do tego Płótna przyciąga to, że „jest tam utrwalone cierpienie i śmierć, ale również nadzieja i siła, toteż każdy, kto znajdzie się przed nim, zaczyna się modlić o pomoc, aby mógł stawić czoła kłopotom, problemom i trudnościom”. Według profesora do tego obrazu ludzie zbliżają się także sercem. „I nasze serce odczytuje znaki, które widzą oczy, w sposób szczególny, jedyny, który naprowadza mnie do stwierdzenia, że istnieje nie jeden Całun, ale jest ich tyle, ile osób na niego spogląda” – powiedział dyrektor Muzeum. Jego zdaniem gorąca modlitwa w tragicznych chwilach kwarantanny nie zostanie zapomniana, gdy wrócimy do normalności. Podkreślił, że „gdy się stało przed Całunem, trudno jest, aby efekt tego z czasem zanikł”.

O sile modlitwy przed tym wizerunkiem można się było przekonać także 4 maja, gdy przypada święto Całunu. Ocenia się, że w tym dniu wyłącznie za pośrednictwem internetu i telewizji modliło się przed nim ponad milion osób. Sprawowanej wówczas Mszy św. towarzyszyły wirtualnie wielkie rzesze ludzi.

Tak jak w przeszłości również obecnie Całun stanowi cenną pomoc duchową – twierdzi Gian Maria Zaccone, dyrektor Międzynarodowego Centrum Syndonologii w Turynie. Jako historyk z wykształcenia przytoczył jedno z tysięcy świadectw z przeszłości o stanie duszy poruszonej głęboko modlitwą w tym miejscu. „W 1627 biskup Agassino Solaro z Moretty napisał traktat, w którym pytał o cuda Calunu. Ktoś mógłby zapytać, czy wskrzesza on z martwych. Nie wiem tego, stwierdził biskup, ale jestem pewien, że wiele zmarłych dusz zmartwychwstały w świetle Całunu” – zacytował Zaccone wypowiedź sprzed prawie czterech wieków.

Syndonolożka Emanuela Marinelli zwróciła uwagę na podobieństwa między ideą Całunu jako żagla, który chwytamy na morzu w czasie burzy a tuniki Jezusa, której dotknęła chora kobieta. Ucieleśniają one koncepcję ludzkości, która – dręczona bólem podstępnej i niespodziewanej pandemii – rozpaczliwie szukała pocieszenia płynącego z tego obrazu człowieka bólu, przebitego gwoździami krzyża, ale który jest w stanie szerzyć pokój i nadzieję. „I to właśnie się wydarzyło: w miesiącach naszej izolacji od świata otrzymaliśmy wsparcie, spoglądając na Całun w czasie tego nadzwyczajnego wystawienia go w Wielką Sobotę” – powiedziała Marinelli. Dodała, że oczywiście „nasza wiara nie opiera się na tym, ale jest to wielka pomoc, która pozwala też rozważać miłosierdzie Boga, które przez Jezusa możemy oglądać zamkniętymi oczyma, jakbyśmy nie chcieli widzieć grzechów świata".

Nową okazją do adorowania Calunu będzie przewidziane na przełom tego i przyszłego roku europejskie spotkanie młodych, organizowane przez Wspólnotę Taizé właśnie w Turynie.

CZYTAJ DALEJ

Mława: 300. rocznica śmierci twórcy Gorzkich Żali

2020-07-10 14:52

[ TEMATY ]

Gorzkie żale

Zdjęcia: Grażyna Kołek/Niedziela

Droga krzyżowa z Lourdes Marii de Haykod

Mława w diecezji płockiej obchodzi 300. rocznicę śmierci ks. Wawrzyńca Stanisława Benika – twórcy popularnego nabożeństwa Gorzkich Żali.

Ks. Benik mieszkał i pracował w tym mieście. Zaplanowano koncerty i sympozjum dla dorosłych oraz grę edukacyjną dla młodego pokolenia.

Z inicjatywami dotyczącymi 300. rocznicy śmierci ks. Wawrzyńca Stanisław Benika (1674-1720) wystąpiło Towarzystwo Miłośników Twórczości Tekli Bądarzewskiej w Mławie. W planach są m.in. koncerty muzyczne.

Dla dzieci i młodzieży przygotowano escape room, dzięki któremu młody odbiorca mógł poznać strukturę nabożeństwa Gorzkich Żali oraz postać samego autora. Planowane jest też sympozjum poświęcone ks. Benikowi. Główna uroczystość rocznicowa odbędzie się w Mławie 4 października. Mszy św. z tej okazji będzie przewodniczył biskup płocki Piotr Libera.

Z towarzystwem przy jubileuszu współpracuje parafia św. Stanisława BM w Mławie, gdzie pracował ks. Benik oraz Diecezjalny Instytut Muzyki Kościelnej „Musicum” w Płocku.

„Gorzkie Żale autorstwa ks. Benika nadały pasyjny charakter Wielkiemu Postowi. Nie ma lepszego miejsca do uhonorowania tej postaci niż Mława, gdzie misjonarz pracował do śmierci 23 kwietnia 1720 roku i gdzie został pochowany” – mówi ks. Marcin Sadowski, dyrektor „Musicum”.

Zaznacza, że Gorzkie Żale były bardzo popularne w przeszłości i do dziś jest odprawiane w każdej parafii. Wiele osób nie wyobraża sobie bez nich Wielkiego Postu.

„Najpiękniejsza część poświęcona Matce Bożej oddaje ból Maryi patrzącej na cierpiącego Syna. To nabożeństwo miało wpływ na ukształtowanie się takiego charakteru Wielkiego Postu jaki znamy” – podkreśla duszpasterz.

Ks. Wawrzyniec Stanisław Benik (1674-1720) jest twórcą jednego z najpopularniejszych nabożeństw Wielkiego Postu - Gorzkich Żali. Jest to nabożeństwo rdzennie polskie. Nie powstało w diecezji płockiej – ks. Benik przygotował je, kiedy pracował w Warszawie, w 1707 roku, w kościele św. Krzyża. Pierwowzór został wykonany w 1698 roku – była to przeróbka łacińskiej pasji „Fasciculus myrrhae” z 1697 r.

Później ks. Benik został przeniesiony do Mławy w diecezji płockiej, gdzie Misjonarze św. Wincentego a Paulo podjęli pracę duszpasterską na terenie parafii św. Stanisława BM. Ks. Benik od 1713 roku był proboszczem mławskiej parafii, tam też, prawdopodobnie w marcu 1713 roku, Gorzkie Żale zabrzmiały w diecezji płockiej po raz pierwszy.

CZYTAJ DALEJ

Początki łacińskiej liturgii w diecezji. Powstaje Kronika

2020-07-10 21:06

[ TEMATY ]

kronika

łacińska liturgia

MJscreen, M. Procyk

Fragment kroniki w wersji elektronicznej.

Niedawno pisaliśmy na łamach „Niedzieli” o jubileuszu 10-lecia celebracji Mszy Świętych w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego i duszpasterstwa wiernych związanych z tradycyjną liturgią w diecezji bielsko-żywieckiej, które zostały zwieńczone Mszą św. 20 czerwca w kościele św. Barbary w Mikuszowicach Krakowskich. A jak wyglądały początki? Zostały one przedstawione w wersji elektronicznej „Kroniki Duszpasterstwa’’, która wkrótce zostanie przeniesiona do wersji książkowej.

W Kronice zanotowano między innymi, że w kwietniu 2010 r. biskup Tadeusz Rakoczy – ówczesny ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej wyraził zgodę na celebrację Mszy św. według Mszału papieża bł. Jana XXIII. Długo wyczekiwane wydarzenie w diecezji – pierwsza Msza św. w nadzwyczajnej formie obrządku rzymskiego odbyła się w niedzielę 20 czerwca w kaplicy domu katechetycznego przy parafii św. Maksymiliana w Bielsku-Białej Aleksandrowicach o godz. 15.15.

W ten sposób opisano tę pierwszą Mszę św: „Uroczystość została poprzedzona serią wykładów naszego księdza celebransa i zarazem opiekuna ks. dr. Grzegorza Klai, które poruszały kilka istotnych kwestii pomocnych w odpowiednim przygotowaniu się do przeżywania tej formy rzymskiej Liturgii. Po spotkaniach osoby, które wyraziły taką chęć, miały okazję nauczyć się ministrantury. Msza św. została odprawiona w kaplicy kościoła pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego w Bielsku-Białej o godzinie 15.15. We Mszy św. uczestniczyło ok. 60 wiernych, co dobrze rokowało na przyszłość duszpasterstwa. W czasie kazania nasz duszpasterz przyrównał Liturgię do sieci, w którą Kościół na polecenie Chrystusa łowi tysiące dusz. Wezwał nas także, aby wierni pozwolili porwać się Bogu. Po Mszy odbyło się spotkanie na którym można było wymienić myśli, a także lepiej się poznać”.

W Kronice zanotowano również, że przygotowanie wiernych do żywego uczestnictwa we Mszach św. odbywało się przez setki godzin wykładów. Zaprezentowano miejsca celebracji Mszy św. w NFRR w kolejnych latach. Pisano również o pielgrzymkach i wyjazdach duszpasterstwach oraz o innych zagadnieniach związanych z Mszą św. w NFRR.

Materiały i zdjęcia zebrane przez jedną z uczestniczek duszpasterstwa, Marię Procyk, będą wykorzystane do Wielkiej Księgi – Kroniki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję