Reklama

Mamy do czynienia z autentycznym miejscem pochówku Jezusa

2017-04-14 17:02

Rozmawiała: Magdalena Dobrzyniak / Jerozolima / KAI

Fotolia.com

Jest w tym miejscu przedziwna siła spokoju i cisza – mówi o Bożym Grobie w Jerozolimie o. Narcyz Klimas OFM. Zakonnik, który od niemal 30 lat mieszka w Ziemi Świętej i pracuje jako archiwista franciszkańskiej Kustodii, poświęcił znaczną część naukowej działalności badaniom autentyczności Bożego Grobu. W rozmowie z KAI przyznaje, że najświętsze miejsce chrześcijaństwa wciąż budzi jego wzruszenie i zachwyt.

o. Narcyz Klimas OFM: – Kamień. Ten kamień, który widziałem i naprawdę go dotknąłem. Kiedyś byłem zdania, że jest 99 procent pewności, iż mamy do czynienia z autentycznym miejscem pochówku Jezusa. Dziś mówię, że pewność mamy na 100 procent. Ktoś, kto dotknął tego miejsca, nie ma żadnych wątpliwości, że jest ono święte.

KAI: Ale pielgrzymi, którzy przybywają do Bazyliki Grobu Bożego, dotykają marmurowej płyty, która osłania kamień grobu. Ojciec jest w uprzywilejowanej, wąskiej grupie tych, którzy go naprawdę widzieli.
– Ilekroć wchodzę do środka kaplicy, przypomina mi się moja Msza prymicyjna, którą odprawiałem na płycie grobu Pańskiego. Byłem pod tak wielkim wrażeniem tego miejsca, że zapomniałem o końcowym błogosławieństwie. Uczestnicy Mszy zawrócili mnie, a ja – nadal przejęty i wzruszony – udzieliłem tego błogosławieństwa... lewą ręką. Jestem leworęczny, ale zawsze pamiętam o tym, by błogosławić prawą ręką. Wtedy, pod wpływem oszołomienia i zachwytu nad tym, gdzie jestem, kompletnie o tym zapomniałem.

- Co się wydarzyło w tej kaplicy w październiku 2016 roku?

- – Dokładnie tego dnia ściągnięto marmurową płytę, której na co dzień dotykamy. Był wieczór, kiedy już zamykano bazylikę. Pielgrzymi nie mogli wejść do środka, obecni byli tylko przedstawiciele duchowieństwa prawosławnego, ormiańskiego i katolicy oraz koptowie. Wszyscy czekaliśmy. Najpierw przyszedł patriarcha grecki, potem przedstawiciel Kustodii Ziemi Świętej, następnie patriarcha ormiański i biskup koptyjski. Każdy z nich po kolei wchodził do grobu, mieli na głowach ochronne kaski, a my na zewnątrz kaplicy w ciszy czekaliśmy, co się stanie. To był pierwszy moment, kiedy zadrżało mi serce, bo miny osób wychodzących z grobu były niepewne, zmieszane. Oczekiwali, że zobaczą skałę. Nie zobaczyli jej i to było widać na ich twarzach.

- Rozczarowanie?

- – Rozczarowanie, że to nie jest to. Modliłem się wówczas: „Panie Boże, nie możesz mi tego zrobić!”. Dużą część mojej aktywności naukowej poświęciłem na udowadnianie, że mamy do czynienia z autentycznym Grobem Bożym. Potwierdzały to wszystkie źródła, do których dotarłem, a tymczasem widzę wielki zawód na twarzach osób, które ten kamień miały zobaczyć – i nie zobaczyły. Co się stało? Ostrzegano nas wcześniej, że Grecy prawosławni mogli wyciąć tę skałę, więc myślałem, że rzeczywiście tak się stało i miejsce jest autentyczne, tylko kamienia, na którym spoczywało ciało Jezusa, nie ma. Wróciliśmy do klasztoru, ale na drugi dzień zawołano nas znów. Pobiegliśmy do Bożego Grobu tak szybko, jak niewiasty w Ewangelii z Niedzieli Zmartwychwstania. Weszliśmy do środka – i rzeczywiście. Ten kamień tam był, odsłonięty z gruzów. I wciąż jest!

- Od jakiego czasu datuje się kult Bożego Grobu? Od samego początku?

- – Tak. Potwierdzenie tego mamy już w Ewangelii opisującej reakcje uczniów Jezusa, którzy na widok pustego grobu uwierzyli. To miejsce jest dla nich nadzwyczajne. Późniejsze ustne przekazy, potem zapisane w tekstach apokryficznych i judeochrześcijańskich, mówiły o odbywających się tam pielgrzymkach, rozwijającym się kulcie, a także niosły opis pamiątek.

- Jakie to są pamiątki?

- – Napisy. Znaleziono je, gdy remontowano wzgórze Golgoty w 1984 roku. Pochodzą one z I wieku po Chrystusie, datowane mniej więcej na okres, gdy powstawał Nowy Testament.

- To wielki paradoks, z którym trudno się pogodzić, że najświętsze miejsce chrześcijaństwa jest zarazem miejscem podziału i konfliktów między chrześcijanami różnych wyznań. Jak ten paradoks wytłumaczyć?

- – Wielkim pragnieniem wyłącznego posiadania tego miejsca. Tylko w ten sposób można to wytłumaczyć. Każdy chce mieć Boży Grób na własność, mieć swobodę sprawowania tam liturgii, udostępniania tego miejsca pielgrzymom. To stąd wzięła się zazdrość Greków, którzy przyszli do Ziemi Świętej razem z okupacją turecką i różnymi sposobami starali się wyrzucać franciszkanów z tych świętych miejsc.

- Dodajmy: nie zawsze godnymi sposobami.

- – Oczywiście. W grę wchodziły podstępy czy przekupstwo sułtana w Stambule. Wiek XIV, XV, do początku wieku XVI – w tym czasie głównymi gospodarzami Bożego Grobu byli franciszkanie, którzy nie zabraniali innym sprawować liturgii. Mamy czternastowieczne opisy, które mówią o dziewięciu różnych wspólnotach chrześcijańskich, które sprawowały w tym czasie liturgię w Bożym Grobie. Nie było żadnego problemu. Problem zaczął się, kiedy do Ziemi Świętej napłynęło duchowieństwo pochodzenia greckiego. Nie sprawiali i nie sprawiają kłopotów prawosławni narodowości arabskiej.

- Utrzymywane od XIX wieku status quo jest szczęśliwym rozwiązaniem tej sytuacji czy ciągle powodem napięć?

- – Ten kompromis nie jest szczęśliwy dla nas, bo większość praw w Bożym Grobie mają Grecy prawosławni. Wiele wieków walczyliśmy o to miejsce, dbaliśmy o nie, odnawialiśmy je, a dziś mamy tylko możliwość sprawowania Eucharystii w Bożym Grobie od 4.30 do 8.15 rano. Poza tym opiekę nad Bożym Grobem sprawują Grecy, którzy mają prawo kontrolowania pielgrzymów wchodzących do kaplicy, poza tym sprawują swoją liturgię o północy. Potem, od 2.30 do 4.30 do Bożego Grobu wchodzą Ormianie, którzy mają do dyspozycji jeszcze mniej czasu niż my.

- Ojciec mieszka w Ziemi Świętej od niemal 30 lat i z pewnością był świadkiem wielu ważnych chwil i wzruszeń osób, które pielgrzymowały do Bożego Grobu. Czy są takie, które szczególnie zapadają w pamięć?

- – Widziałem w Bożym Grobie prezydentów światowych mocarstw, królów, głów naszego państwa. Ci, którzy wierzą, przychodzą, by się pomodlić. Pozostali - by oddać szacunek religii, która zrodziła się w tym miejscu i jest wciąż żywa.

- Są też tysiące zwykłych pielgrzymów...

- – I na ich twarzach widać najpierw ogromne napięcie, silne pragnienie wejścia do Bożego Grobu, a nawet lęk, że to może się nie udać. To najwięcej, co pielgrzym może osiągnąć w Ziemi Świętej: wejść do Bożego Grobu i uczcić miejsce pochówku i zmartwychwstania Jezusa. Widzę tych ludzi, gdy wychodzą z kaplicy. W ich oczach jest radość, spokój i ulga, że cel został osiągnięty. Dlatego nie dziwię się św. Janowi Pawłowi II, który nie chciał stąd wyjeżdżać bez dotknięcia tego świętego miejsca. Mówimy: być w Rzymie i nie widzieć papieża. Podobnie jest tutaj. Być w Jerozolimie i nie dotknąć Bożego Grobu to tak, jakby stać się tylko zwykłym turystą, podziwiającym budynki z zewnątrz.
Jest w tym miejscu przedziwna siła spokoju. W samej bazylice bowiem nierzadko panuje zgiełk, ciasnota, ludzie się przepychają i niecierpliwią, a w Bożym Grobie jest absolutna cisza. To tak, jakbyśmy weszli w inny świat. Jakby nas coś wyrwało z kontekstu naszego życia, ze współczesnego świata.

- Jest pewnym cudem w dziejach świata, że to miejsce się zachowało pomimo burzliwej historii i przemian, które w Ziemi Świętej ciągle się dokonują.

- Tak, to jest prawdziwy cud. Przypomnijmy sobie kalifa Omara, który zajął Jerozolimę w VII wieku. On wszedł do Bożego Grobu, kiedy nadchodził czas modlitwy muzułmańskiej. Zwrócił się wtedy do patriarchy Sofroniusza, a ten wskazał mu na modlitwę właśnie to miejsce. Ale kalif Omar odpowiedział wprost: „Jeśli ja w tym miejscu się pomodlę, moi naśladowcy zabiorą wam to miejsce”. I wyszedł na zewnątrz, by pomodlić się przed bazyliką, tam gdzie dziś stoi meczet Omara, naprzeciwko naszej świątyni. Stało się więc tak, jak zapowiedział, że na pamiątkę jego modlitwy powstanie meczet. Gdyby pomodlił się w Bożym Grobie, dziś już tego miejsca byśmy nie mieli. Moglibyśmy wejść jako turyści i go zwiedzić, ale na pewno nie wolno by nam było się modlić.
Drugim takim cudem w historii było zburzenie Bożego Grobu przez kalifa al-Hakima. To burzenie rozpoczęto od góry i spadające w dół gruzy sprawiły, że półka skalna – grób Chrystusa się zachował. Ruiny ochroniły to miejsce. Potem przyszli krzyżowcy i odbudowali bazylikę.

- Naukowcy alarmują, że bazylika Bożego Grobu wymaga głębokich prac renowacyjnych. Jak stróżowie tego miejsca myślą o jego przyszłości?

- – Naukowcy trochę przesadzają. Słyszeliśmy wypowiedzi nie archeologów, ale architekta, inżyniera budowlanego, który patrzy na ten problem pod innym kątem. Stwierdzono na przykład, że budynek stoi na 15-metrowej warstwie gruzów. To nie jest prawdą. Tam jest półtora metra gruzu, a pod nim znajduje się twarda, lita skała, na której stoją kolumny. Trzęsienie ziemi oczywiście obróciłoby wszystko w perzynę, ale nie ma zagrożenia, że budynek bazyliki nagle się zawali. Zakładam, że ta przesada wypływa z dobrych intencji i chęci poruszenia świata, by odnowić posadzkę, by zejść w głąb i zobaczyć, jaka jest struktura budynku. Chodzi o mobilizację wspólnot opiekujących się Bożym Grobem, by pracowały i współdziałały dalej.

- Jest nadzieja, że tak będzie?

- – Tak. Jej potwierdzeniem jest wspólne Orędzie Wielkanocne zwierzchników Kościołów w Ziemi Świętej. Renowacja kaplicy Grobu Bożego i dalsze plany związane z odnowieniem bazyliki są w ich zgodnej opinii znakiem ducha ekumenizmu i jedności, do której wszyscy dążymy.

Tagi:
grób

Reklama

Asyż: kardynałowie Stanisław Dziwisz i Kazimierz Nycz pielgrzymowali do grobu św. Franciszka

2019-10-04 19:57

md / Asyż (KAI)

Kardynałowie Stanisław Dziwisz i Kazimierz Nycz uczestniczyli w narodowej pielgrzymce Włochów do Asyżu. Polscy hierarchowie modlili się w intencji papieża Franciszka oraz za kard. Franciszka Macharskiego, który był wielkim czcicielem Biedaczyny z Asyżu.


Św. Franciszek Borgiasz przedstawiany jest w ikonografii z trupią czaszką w diademie (obraz z klasztoru Jezuitów w Starej Wsi)

- Św. Franciszek z Asyżu jest patronem Italii i w dniu jego święta odbywa się narodowa pielgrzymka, podczas której Włosi powierzają jego opiece swój kraj. Modlą się także w intencji papieża Franciszka – powiedział kard. Stanisław Dziwisz.

- Dołączyliśmy do tej pielgrzymki, by u św. Franciszka modlić się za papieża, ale także w intencji drogiego nam kard. Franciszka Macharskiego, który żył duchowością Biedaczyny z Asyżu i gorliwie go naśladował – dodał.

Pielgrzymka do Asyżu jest wędrówką do źródeł Ewangelii, ponieważ – jak napisali włoscy biskupi w orędziu skierowanym do Kościoła w Italii – „Franciszek jest ikoną Chrystusa i sługą Kościoła”. „Pielgrzymka jest piękną okazją i prostym zobowiązaniem. Franciszek był błogosławieństwem dla swego czasu i na zawsze, już od 800 lat, jest błogosławieństwem dla Kościoła i dla ludzi pragnących pokoju i dobra” – podkreślili.

Do Asyżu w dniu swojego patrona przybyły tysiące pielgrzymów z Włoch. Mszę św. celebrowało kilkuset kapłanów i kilkudziesięciu biskupów. Przewodniczył jej arcybiskup Florencji, kard. Giuseppe Betori. Jutro polscy hierarchowie wezmą udział w szóstym konsystorzu zwołanym przez papieża Franciszka, podczas którego Ojciec Święty włączy do Kolegium kardynalskiego 13 nowych kardynałów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chrześcijanie nie obchodzą Halloween

Marcin Konik-Korn
Edycja małopolska 43/2008

Tytuł tego artykułu właściwie nie jest prawdziwy. Jest w nim zawarte pobożne życzenie. Chrześcijanie, niestety, coraz częściej obchodzą to „święto”, które ani nie jest świętem, ani też nie da się pogodzić z wiarą w Chrystusa. W naszym kraju Halloween jest nowym zwyczajem, jeszcze niezakorzenionym. Warto więc podjąć zawczasu starania o to, by móc kiedyś śmiało powiedzieć: „chrześcijanie nie obchodzą Halloween”

pixabay.com

Są takie elementy amerykańskiej popkultury, które raz za razem wdzierają się do niegdyś konserwatywnej kulturowo Polski. Wcześniej św. Mikołaj został zastąpiony przez zlaicyzowaną maskotkę Coca-Coli, następnie walentynki wyparły wspomnienie św. Walentego, a teraz Halloween próbuje młodemu pokoleniu wywrócić w głowie sens uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego.

Droga do piekła

Halloween to celtyckie, a zatem pogańskie święto. Związane było z obrzędami Samhain. W średniowieczu nadano mu nazwę All Hallows Eve - co znaczy - Wigilia Wszystkich Świętych. W skrócie Halloween. Halloween polegało na kontaktowaniu się z zaświatami, po to by odkryć przyszłość, nabrać mocy, zaspokoić potrzeby zmarłych. Zwyczaje te można porównać z obchodzonymi w naszej części Europy dziadami, tak dobrze zobrazowanymi przez Adama Mickiewicza w III części jego najważniejszego dramatu. Dziady jednak Kościół katolicki skutecznie wyrugował kilka wieków temu. W miejsce obrządków mających za cel kontakt z duchami, udało się wprowadzić kult zmarłych, polegający na czczeniu ich pamięci i modlitwie za nich. Dzięki temu od XII wieku w Kościele obchodzi się Dzień Zaduszny.
W XIX wieku zwyczaje Halloween dotarły wraz z emigrantami z Wysp Brytyjskich do Ameryki. Tam nabrały swojego kolorytu i komercyjnego charakteru. Smaczku (a może raczej niesmaczku) dodaje fakt, że w Nowym Jorku jest to dzień parad gejowskich. W XX wieku zmodyfikowana pogańska praktyka powróciła już nie tylko na Wyspy Brytyjskie, ale do całej Europy. Na ironię zakrawa fakt, że choć w niemal całej Europie udało się Kościołowi „ochrzcić” dziady, po 800 latach musi on ponownie walczyć o to, aby kult zmarłych nie miał okultystycznego charakteru. Tak to już jest, licho nie śpi.

Demonizowanie?

Wiele osób uśmiecha się pod nosem, kiedy poznaje stanowisko Kościoła na temat Halloween. Najczęściej ludzie używają argumentu: co złego jest w tym, że dzieci przebierają się za czarownice i diabliki? Albo: przecież to tylko zabawa, nie ma w niej nic złego. Problem polega na tym, że cała symbolika i atmosfera Halloween otwiera człowieka na rzeczywistość, o której gdyby człowiek wiedział, uciekałby, gdzie pieprz rośnie.
Taka oto dynia z zapaloną w niej świecą symbolizuje dusze błąkające się w postaci ogników. Tańce czarownic z diabłami i skrzatami przy ognisku (za te postaci przebierają się dzieci) mają za zadanie skontaktować człowieka z duchami. Wróżby mają na celu zajrzeć w zaświaty, by dowiedzieć się czegoś o nadchodzącej przyszłości.
Jak wiemy, wróżby to grzech śmiertelny przeciw Panu Bogu, który jest jedynym Panem Czasów. Nie wolno próbować wcielać się w Jego rolę i próbować odkrywać przyszłość, którą zaplanował. Otwieranie się zaś na duchy to zabawa z diabłem w chowanego, ale na takich zasadach, że jedynie człowiek szuka, a diabeł pozwala się znaleźć. Duchy istnieją. Z tym tylko, że dusze zbawione trwają w adoracji Boga, a nie zajmują się ziemskimi zabawami ludzi. Toteż kiedy wywołujemy duchy, możemy mieć pewność, że spotkamy albo duszę potępioną, albo demony. Bo choćby człowiek tę zabawę traktował zupełnie niepoważnie, to diabły odpowiadają na każde zaproszenie człowieka. Zresztą sama atmosfera Halloween bliższa jest naszym wyobrażeniom piekła niż nieba. Bo czy wyobrażamy sobie niebo jako miejsce, po którym hasają diabełki, potwory, kościotrupy i czarownice? A jeżeli nie, to po co bawić się w piekło? Czy zabawa w potępienie i przebieranie się za przyjaciół szatana jest miła Chrystusowi?
Wszyscy egzorcyści zwracają uwagę, że problemy opętań i schorzeń psychicznych na tle demonicznym zaczynają się niemal zawsze od niewinnych praktyk. Należą do nich: słuchanie obrazoburczej muzyki, wróżenie, kontaktowanie się z duchami, noszenie talizmanów czy też zabawa w piekło, diabły itp.

Marketingowe oszustwo

Najgorsze jest to, że sukces Halloween związany jest z zyskiem bardzo wielu osób. W okolicach Wszystkich Świętych można zarobić na zniczach i wiązankach. Wytwórcy zabawek i właściciele knajp pozazdrościli widać zysków i chcieliby również coś dla siebie uszczknąć. Stąd zależy im na zwiększaniu popularności Halloween. Jedni mogą dzięki temu sprzedać więcej upiornych strojów i zabawek, drudzy organizują imprezy w atmosferze horroru, podczas których wzrasta m.in. sprzedaż alkoholu.
Ludzie, którzy zarabiają w Polsce na Halloween, zwłaszcza jeżeli są ochrzczeni, sprzeniewierzają się wierze i tradycji dla pieniędzy. Sami ulegają marketingowemu oszustwu, że Halloween to tylko świecka zabawa, na której można zarobić kilka groszy, i organizują coś, co otwiera ich samych i innych ludzi na działanie szatana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kampania #KtoTyJesteś zachęcająca do nauki języka polskiego

2019-10-23 11:50

Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” poprzez prowadzoną kampanię społeczną #KtoTyJesteś zachęca do nauki języka polskiego dzieci mieszkające poza granicami kraju, pokazując radość płynącą z odkrywania swoich korzeni. Organizatorzy akcji udostępnili drugi spot promujący kampanię.

Kampania #KTOTYJESTEŚ prowadzona przez Fundację „Pomoc Polakom na Wschodzie” skierowana jest do Polaków mieszkających poza granicami kraju oraz do ich krewnych i przyjaciół w Polsce. Ma na celu uświadomienie rodzicom dzieci żyjących poza Polską, jak ważne jest przekazywanie młodemu pokoleniu języka ich przodków oraz edukacja w języku polskim.

Wraz z grupą ekspertów promujemy zalety wzrastania w dwujęzyczności i obalamy związane z tym mity oraz błędne przekonania.

Podpowiadamy też jak wspierać dzieci dwujęzyczne, aby w przyszłości mogły w pełni wykorzystać swój potencjał intelektualny i poznawczy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem