Reklama

Czy katolik, to znaczy bez ambicji?

O uczestniczeniu ludzi wierzących w życiu publicznym i uświęcaniu przez pracę rozmawiamy z ks. Stefanem Moszoro-Dąbrowskim z Prałatury Opus Dei.
Edycja warszawska (st.) 29/2001

ELŻBIETA RUMAN: - Czy katolik, człowiek wierzący, powinien angażować się w politykę, brać udział w życiu społecznym?

KS. STEFAN MOSZORO-DĄBROWSKI: - Oczywiście. Ewangelia jest takim mocnym wezwaniem do tego, żeby pracować, uczestniczyć w życiu swojego środowiska. Można by wyliczyć po kolei różne przypowieści: od przypowieści o talentach do tekstu o dobrym Samarytaninie, pokazujące nam jak należy troszczyć się o świat i drugiego człowieka. Cała Ewangelia jest wezwaniem do odpowiedzialności za świat, który został nam powierzony. W żaden sposób chrześcijaństwo nie jest odwróceniem się plecami do tego świata, jest stałą pracą Kościoła, aby przypominać o tym, i budzić ludzi do tego zaangażowania. Chrześcijaństwo zawsze budowało cywilizacje.

- Jednak w odbiorze społecznym katolik, jest to człowiek z "wygaszonymi ambicjami".

- Być może są katolicy trzymający się na uboczu, ale nie jest to obraz zgodny z Ewangelią, z tym, czego oczekuje Pan Jezus. On stawia nam wysokie wymagania, zachęca do wypłynięcia na głębię (duc in altum!) i trzeba mieć ambicje, by temu sprostać. Świat dla nas został stworzony i to my mamy go opanowywać, przemieniać w prawdziwie Boże Królestwo. Nie można chować się w cieniu, kryć ze swoimi poglądami. Mamy być apostolscy, mamy głosić Chrystusowe zbawienie! To właśnie ludzie świeccy mają ten wielki obowiązek siania wiary wszędzie tam, gdzie się znajdują, nie tylko w zaciszu swojego domu, ale też w miejscu pracy, na urlopie, podczas wolnych chwil na służbowych wyjazdach i w trakcie spotkań z przyjaciółmi.

- Wołanie o pójście za Chrystusem najczęściej jednak odbieramy jako głos przypominający nam o potrzebie pogłębienia życia duchowego.

- Jeżeli taki jest odbiór, to znaczy, że mamy dużo do zrobienia... że nasze nauczanie jest jeszcze mało czytelne. Prawdziwa praca nad sobą widoczna jest w owocach, oczywiście, zgodnie z powołaniem. Nie można jednak myśleć, że świętość sprowadza się do jakiegoś samodoskonalenia... Trzeba pamiętać, że zawsze zbliżenie się do Pana Boga owocuje później w służbie wobec bliźniego.

Ojciec Święty w dokumencie Novo millennio ineunte zachęca nas do tego, aby mieć "fantazję miłosierdzia", a więc, aby zastanowić się na progu nowego tysiąclecia, jakie mamy nowe pomysły, żeby ta nasza służba była bardziej realna i namacalna. Nie możemy zadowalać się "wirtualną świętością"

- Tak więc katolik powinien modlić się, przyjmować sakramenty a jednocześnie np. brać udział w pracy istniejących na naszym terenie stowarzyszeń, zakładać nowe, zajmujące się zaniedbanymi sferami życia społecznego, no i oczywiście starać się znaleźć na listach wyborczych do parlamentu...

- Przypomnijmy sobie pytanie, jakie Bóg zadał Kainowi: " Gdzie jest brat twój?". To jest pytanie, które Pan Bóg kieruje do każdego człowieka: co robisz dla innych, co robisz dla swoich braci? To właśnie ludzie żyjący wiarą, świadomi miłości Bożej, powinni brać odpowiedzialność za kształt naszego kraju, za jego gospodarkę, finanse, edukację i kulturę. Tak w urzędach centralnych, jak i np. w radach rodziców istniejących w szkołach. By podać jeszcze inny przykład - jak ważny jest wkład ludzi wierzących w świat mody, pokazywanie, że być modnie ubranym nie oznacza iść na kompromis z bezwstydnością.

- Mówi Ksiądz o angażowaniu się ludzi świeckich w politykę, a przecież zajmujący się nią twierdzą, że polityka jest sztuką kompromisu. Czy człowiek wierzący może być "człowiekiem kompromisu"?

- Zajmowanie się polityką stwarza cały wachlarz różnych możliwości. W niektórych przestrzeniach pewnie jest to sztuka kompromisu, ale w innych sytuacjach będzie to aktywne działanie. Chrześcijanin musi być człowiekiem kompromisu, by żyć przykazaniem miłości - kochać każdego człowieka, niezależnie od jego poglądów. Jednak ta sama miłość wymaga wierności pewnym prawdom i podejmowania wszelkich decyzji - również tych dotyczących głosowań na sali sejmowej - zgodnie z tym, w co wierzy, zgodnie z właściwie ukształtowanym sumieniem. I tu są granice kompromisu, a często kompromis po prostu jest niemożliwy, bo oznacza zdradę wobec miłości.

- Zbliżają się kolejne wybory parlamentarne. Jest obowiązkiem ludzi wierzących wziąć w nich udział. Czym kierować się oddając głosy - bo jak wiadomo tzw. program wyborczy jest sprawą bardzo ulotną? Czy wiarogodny jest np. taki kandydat, który na swoich plakatach pokazuje się z Ojcem Świętym, albo z którymś z księży biskupów?

- Wiadomo, że nie można posługiwać się Kościołem. Mamy służyć Kościołowi, a nie wykorzystywać Kościół dla własnych korzyści. Używanie w politycznej kampanii wizerunków Ojca Świętego jest też nielojalne względem niego. Z drugiej strony kampanie wyborcze dziś są bardzo trudne i nie można do końca potępić tych, którzy próbują sobie pomóc tą drogą. Trzeba jednak mieć nadzieję, że z każdym rokiem większa jest dojrzałość polityczna i że dziś o wyborze kandydata nie będzie decydowało jego zdjęcie z Ojcem Świętym.

Dziś uczestniczenie w polityce wymaga ciągłego uczenia się, wymaga - jak mówi Ojciec Święty - pewnej fantazji, żeby pokazać, że wartości, które człowiek ma w sercu są dla niego ważne też na co dzień i że będzie je promował w działalności społecznej i politycznej.

- W Opus Dei, którego Ksiądz jest członkiem mówi się, że dzisiaj człowiek wierzący musi być przede wszystkim bardziej ludzki. Co to znaczy?

- Chrześcijanin powinien brać pod uwagę prawdę o człowieku zawartą w Objawieniu. Człowiek jest bardziej ludzki, kiedy czuje się odpowiedzialny za świat, który został mu powierzony. Jest to tak nasza - coraz lepsza - praca, jak i nasz wkład w życie społeczne. To znaczy też dbałość o to, aby struktury, w których żyjemy były zdrowsze, bardziej ludzkie, szanujące godność człowieka i promujące jego rozwój.

Dbałość o zapewnienie swojej rodzinie jak najlepszych warunków materialnych łączyć z nauką Kościoła o ubóstwie. Jako pielgrzymi przez świat mamy być wolni od fascynacji światem materialnym. Posiadać potrzebne dobra, ale nie oddawać im serca - ono jest dla Boga i dla naszych braci ludzi. Kochać świat, ale nie jako zniewalającą nas rzeczywistość, tylko jako wspaniałe dzieło Boże i pole do naszego wzrastania w miłości. No i trzeba pamiętać, że bogactwo nie ułatwia drogi do nieba. Tu opowiem jedną z moich ulubionych anegdot: Pewien biedak umarł i poszedł do nieba. Po paru latach umarł też jego pracodawca, człowiek ogromnie bogaty - również dostał się do nieba. Jednak jego przyjęcie w niebie było jak wielka uczta, wszyscy się cieszyli, aniołowie skakali z radości, nie można było nie zauważyć, że pojawił się ktoś bardzo ważny. Biedak zaczął się smucić. Zauważył to św. Piotr i wezwał go na rozmowę. O co chodzi? - zapytał. Mnie tu zawsze uczono - odpowiedział biedak - że wszyscy są równi, jednak mnie tak nie przyjmowaliście! - To jest nieporozumienie - odpowiedział św. Piotr. Zrozum, biedaków przyjmujemy tu bardzo często, a bogacz zdarza się raz na tysiące.

My chrześcijanie powinniśmy być bardzo współcześni, dbać o swoje wykształcenie, nie poprzestawać na szkołach, które kiedyś skończyliśmy, ale korzystać z każdej chwili, aby podnosić swoje kwalifikacje. Interesować się nowymi odkryciami, poznawać zdobycze techniki. Dobrze np. jeśli mąż stara się zapewnić żonie wszelkie nowoczesne urządzenia potrzebne jej w pracy domowej - ona ma wtedy więcej czasu dla dzieci, może też poświęcić się innym działalnościom, którym obecność mądrej wierzącej kobiety nadaje właściwy kształt.

Czytając Ewangelię widzimy jak Pan Jezus dbał o jakość swoich wypowiedzi. Jego przypowieści są po prostu piękne. Zauważamy, że zwracał uwagę na zasady dobrego wychowania: "Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg, (...) Nie dałeś mi pocałunku ( ...) Głowy nie namaściłeś mi oliwą (Łk 7, 36-50). Jego ubranie było tak dobrej jakości, że rzymskim żołnierzom zależało na tym, aby go nie niszczyć - rzucali o nie kości.

I w tym również mamy Go naśladować. Chrześcijańskie ubóstwo, to nie nędza, bylejakość i dziadostwo. Mamy zachęcać do Chrystusa również swym zadbanym wyglądem, pełnym uprzejmości zachowaniem, uśmiechem i staranną mową. Porządkiem i dbałością o miły wygląd wszystkiego, co nas otacza. To jest sposób apostołowania - pokazywać, że wiara jest atrakcyjna, pokazywać jak mówi św. Paweł "bonus odor Christi" - miłą woń Chrystusa.

To właśnie Kościół katolicki łączy pozytywne spojrzenie na świat z przypomnieniem, że nie są to rzeczy ostateczne, że są wartości nieprzemijające...

Uświęcenie pracy, uświęcenie przez pracę, to droga do świętości dla współczesnego człowieka - nauczał założyciel Opus Dei, bł. Josemaria Escriva de Balaguer. Jak należy to zrobić, jak może uświęcać pracę np. bankier czy polityk?

Pewien ksiądz z Meksyku opowiadał taką anegdotę: Ulicami Meksyku szedł kapłan, ubrany "na krótko" - tzn. bez sutanny, ale w koloratce - i nagle poczuł uderzenie w plecy. Odwrócił się i zobaczył bandytę z bronią w ręku. Kiedy przestępca zobaczył księdza, zaczął go przepraszać, chowając broń: "Ojczulku, przepraszam, nie wiedziałem, że to ksiądz! Usprawiedliwiał się, opowiadając, jak ciężkie ma życie, a ksiądz usiłował mu przypomnieć o istnieniu siódmego przykazania. Widząc, że jego nauki trafiają w próżnię wyciągnął papierosy - miał tę męczącą słabość - częstując również złodzieja. Ten spojrzał na kapłana ze zgorszeniem: "Proszę księdza, ja w Wielkim Poście nigdy nie palę!!!".

Nie możemy być hipokrytami, kraść, kłamać, oszukiwać, a w święta udawać wierzących. Na pierwszym miejscu jest uczciwość, względem siebie, w stosunku do bliźnich i w odniesieniu do Pana Boga. Są sytuacje, w których to bycie uczciwym jest bardzo trudne, w każdym zawodzie zdarzają się sytuacje, w których czerpanie osobistych korzyści wiąże się z rezygnacją z wyznawanych wartości. Jednak pójście za Chrystusem wymaga potwierdzania tej decyzji wiele razy w ciągu każdego dnia, często właśnie w miejscu pracy - tam przecież spędzamy najwięcej czasu.

Uświęcanie pracy polega na oddawaniu jej każdego dnia Panu Jezusowi, pamiętając o tym, że nie wypada oddawać Mu źle wykonanej, byle jakiej czy nieuczciwej pracy. Każda godzina owocnego siedzenia przed komputerem, każde 45 minut profesjonalnie przygotowanego wykładu, każda chwila uczciwie wykonanej pracy staje się chwilą modlitwy, która przybliża nas do naszego Ojca. Pracować dobrze, tak gotując obiad, jak i przygotowując międzynarodową sesję, pamiętając o tym, że pracujemy dla Boga.

Tak bankierzy - dysponując kapitałem - jak i politycy, podejmując ważne decyzje, mają ogromne możliwości czynienia dobra i służenia innym. Mając kontakt z wieloma ludźmi mogą dawać dobry przykład, jednocześnie ogromnie dużo zła mogą przynieść siejąc zgorszenie. Tak więc, im wyżej w hierarchii społecznej człowiek jest ustawiony, tym większa jest jego odpowiedzialność za ludzi, którzy mu podlegają, tym większe też są stawiane mu wymagania i tym bardziej prawym i uczciwym powinien być człowiekiem. Założyciel Opus Dei mówił: "Nie wystarczy być uczciwym człowiekiem, trzeba też na takiego wyglądać" .

- Czyli chrześcijanin powinien być człowiekiem ambitnym, uczciwym, dobrze wykształconym, zadbanym...

- Człowiekiem, który stara się czynić maksymalnie dużo dobra innym, który rozwija i dobrze wykorzystuje talenty dane mu przez Boga, który właściwie wykorzystuje kapitał, który otrzymał. Oczywiście, jak naucza Pan Jezus, osądzeni zostaniemy nie ze względu na nasz wygląd czy ubranie albo stanowisko, ale tylko ze względu na nasze dobre uczynki - i tu mogą być bardzo wielkie niespodzianki. Chrześcijaństwo to nie "etyka sukcesu", czyli jak to w praktyce niestety często wychodzi "sukces bez etyki!".

Jednak nauczanie podczas Mszy św. niedzielnych skupia się raczej na przypominaniu o rozwoju życia duchowego, pogłębianiu modlitwy, a nie o tym, że to chrześcijanie powinni "wziąć ster w swoje ręce".

Sądzę, że w dziedzinie społecznej Kościół naucza bardzo wiele. Katechizm Kościoła Katolickiego często o tym mówi, że to ludzie świeccy są odpowiedzialni za kształt rzeczywistości tak społecznej jak i rodzinnej, że nikt nie zastąpi rodziców w wychowaniu młodych ludzi, tak na dzieci Boże, jak i dobrych obywateli swojego kraju.

Mamy być "światłem na świeczniku" i "miastem wybudowanym na górze", aby nasze życie było czytelne, abyśmy dawali dobre świadectwo. Każdy chrześcijanin - szczególnie w dzisiejszym świecie - musi być czytelnym znakiem, wyjaśniającym, o co właściwie chodzi w tym potopie słów, wydarzeń. Musi pokazywać, dokąd świat zmierza, jaki jest sens ludzkiego życia, i przede wszystkim, co to znaczy iść za Chrystusem.

Chrześcijanin musi stale prowadzić swoją "kampanię wyborczą", aby swoim życiem wskazywać na najlepszego kandydata, Autora jedynego sensownego programu na całe ludzkie życie, Jezusa Chrystusa.

- Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Przytulanka z Czańca w rękach papieża Franciszka

2019-12-13 18:00

rk / Czaniec (KAI)

Jedna z ręcznie wykonanych przytulanek, które powstają w Czańcu na Podbeskidziu, trafiła w ręce papieża Franciszka. Podczas niedawnej audiencji w Watykanie kilkudziesięciocentymetrową podobiznę patrona – św. Franciszka z Asyżu – wręczył Ojcu Świętemu zaprzyjaźniony z czaniecką firmą „Ruah” pallotyn, który tego dnia był na Placu Świętego Piotra wraz z pielgrzymami ze Stowarzyszenia „Razem Łatwiej” z Czechowic-Dziedzic.

ruah.eu
Przytulanki świętych z podpeskidzia

Słynne lalki-przytulanki z Czańca prezentują świętych oraz postaci biblijne. Wykonywane ręcznie przytulanki wiążą się ze specjalnym projektem ewangelizacyjnym obejmującym zajęcia edukacyjne, rekolekcje i inne działania na rzecz rodziny. W ten sposób powstała Fundacja „Podaruj radość”.

„Naszym celem jest przekazywanie wartości chrześcijańskich poprzez zapoznawanie dzieci m.in. z historiami życia świętych, wykonując przy tym praktyczne zadania” – wyjaśniła jedna z inicjatorek przedsięwzięcia Kamila Drzewiecka.

Sama przyznała, że ogromny wpływ na projekt miał właśnie papież Franciszek, którego zobaczyła z bliska podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 r., kiedy pracowała tam jako wolontariuszka.

„Czułam się jak na prywatnej audiencji, te parę sekund było zarezerwowane tylko dla mnie. To zwykłe, niezwykłe spotkanie zapoczątkowało ogromne zmiany w moim życiu – ukochanej córki niebieskiego Króla” – napisała na stronie internetowej Fundacji. Wyjaśniła, że zdecydowała się napisać list do papieża Franciszka, podzielić się z nim swoim doświadczeniem wiary i opowiedzieć o jej pomyśle, by ewangelizować dzieci poprzez przytulankę świętego. W odpowiedzi przesłanej z Watykanu dowiedziała się, że Ojciec Święty poleca ją Sercu Jezusowemu, „wypraszając łaskę wiary i dziecięcej ufności na drodze kroczenia za Chrystusem”. Papież zachęcił też do działania i podjęcia ryzyka.

Projekt samych przytulanek świętych to dzieło Barbary Biegun, która po śmierci syna, porzuciła karierę zawodową i poświęciła się rodzinie. Dziś nie tylko projektuje kolejne przytulanki, ale także prowadzi warsztaty dla rodzin po stracie dziecka.

W zespole „Ruah” pracują jeszcze 4 inne kobiety – zajmują się m.in. szyciem przytulanek i pisaniem dołączonych do nich żywotów konkretnych świętych.

Przytulankę przekazał papieżowi podczas środowej audiencji generalnej, 11 grudnia, br. Sławomir Narloch SAC. Wcześniej podobne prezenty od „Ruah” otrzymali m.in. kard. Konrad Krajewski, o. Adam Szustak OP czy o. Leon Knabit OSB.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: opieka nad starszymi, to nie tylko leczenie chorób

2019-12-14 16:42

Łukasz Sośniak SJ/vaticannews.va / Watykan (KAI)

„Ludzie starsi, szczególnie ci z niepełnosprawnością i zaburzeniami umysłowymi, mogą się czuć odrzuceni i niepotrzebni. Potrzebują naszej miłości i troski, aby poczuli, że są częścią wspólnoty” – powiedział bp Nöel Simard z Quebecu, członek Papieskiej Akademii Życia. Hierarcha bierze udział w sympozjum poświęconym opiece i zdrowiu psychicznemu osób starszych, które od dwóch dni trwa w Watykanie.

maxlkt/pixabay.com

Duchowość i religia są ogromną pociechą dla osób w podeszłym wieku, ponieważ niosą ze sobą możliwość odnalezienia sensu życia i cierpienia. „Nie można pozbywać się cierpienia przez pozbycie się osoby cierpiącej. Wyzwaniem jest pomóc jej w odnalezieniu radości w ostatnich latach życia” – powiedział bp Simard.

„Żyjemy dziś w świecie, w którym uważa się, że cierpienie nie ma sensu. Dlatego czasami chcemy eliminować nie tylko cierpienie, ale i osobę cierpiącą. Tymczasem, jeżeli tylko możemy, powinniśmy się starać przynieść światło i nadzieję osobom żyjącym z niepełnosprawnością i zaburzeniami umysłowymi. Jeżeli stworzymy im warunki komfortu, miłości i współczucia, ich życie zmieni się na lepsze – powiedział Radiu Watykańskiemu powiedział bp Nöel Simard. – Należy pamiętać, że opieka nad osobami w podeszłym wieku to nie tylko zapewnienie świadczeń medycznych, ale przede wszystkim troska o całego człowieka, obdarowanie ich swoją obecnością. Dlatego uważam, że duchowość w opiece nad osobami w podeszłym wieku jest sprawą podstawową. Bardzo istotne jest tworzenie sieci relacji, aby staruszkowie nie czuli się samotni. Poruszyła mnie ostatnio postawa mojego kuzyna, który każdego dnia przygotowuje dla swojej rodziny posiłki. Przy okazji robi to dla starszych sąsiadów. Przynosi im tym samym nie tylko jedzenie, ale także swoją obecność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem