Reklama

Niedziela Częstochowska

Abp Mokrzycki na Jasnej Górze: trzeba zwyciężać zło dobrem

„Przybyliśmy tutaj w trudnym czasie, jaki przeżywają wierni w Ukrainie. Wojna rujnuje kraj pozostawiając zgliszcza i ruiny. Zabiera szczęście tysiącom rodzin opłakującym stratę mężów, ojców i synów” – mówił abp Mieczysław Mokrzycki metropolita lwowski, który 14 czerwca w kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze przewodniczył modlitwie Apelu Jasnogórskiego.

[ TEMATY ]

Jasna Góra

abp Wacław Depo

apel

abp Mieczysław Mokrzycki

Michał Janik/Niedziela TV

W modlitwie wzięli udział m.in. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, ks. Andrzej Legowicz, sekretarz arcybiskupa metropolity lwowskiego, wierni z parafii pw. Zesłania Ducha Świętego z Czerwonogradu (dawniej Krystynopola) na Ukrainie z ks. proboszczem Mikołajem Leskiw, o. Marian Waligóra – przeor Jasnej Góry, Lidia Dudkiewicz redaktor naczelna tygodnika katolickiego „Niedziela”.

W swoim rozważaniu zwracając się do Maryi abp Mokrzycki powiedział m. in. „Przybywamy do Ciebie, aby prosić, byś powróciła do nas w swym jasnogórskim znaku zwycięstwa. Czekają na Ciebie ludzie potrzebujący znaku jedności”.

Mariusz Książek

„Dawniej nazywano Cię, Maryjo, Matką Bożą Bełzką a dzisiaj Czarną Madonną z Jasnej Góry i tego nie zmieni granica, która nas dzieli ani układy polityczne” – kontynuował abp Mokrzycki.

Reklama

Metropolita lwowski podkreślił, że „tam, gdzie jest zło, tam nie ma Boga, bo On jest Najwyższym Dobrem. Tam, gdzie jest nienawiść, tam nie ma Boga, bo On jest Miłością. Tam, gdzie jest wojna, tam nie ma Boga, bo On jest Pokojem. Tam, gdzie jest kłamstwo, tam nie ma Boga, bo On jest Prawdą”.

Arcybiskup przypomniał, jak ważne jest „zwyciężać zło dobrem, nienawiść miłością, wojnę pokojem, kłamstwo prawdą”.

Metropolita lwowski przypomniał również znaczenie ślubów, których dokonał we Lwowie w 1656 r., przed obrazem Matki Bożej Łaskawej król Jan Kazimierz – Wówczas potrzebny był ten znak jedności – przypomniał abp Mokrzycki.

Reklama

Podczas Apelu jasnogórskiego wierni modlili się szczególnie o pokój na Ukrainie. Na zakończenie Apelu Jasnogórskiego abp Mieczysław Mokrzycki i abp Wacław Depo udzielili wspólnie błogosławieństwa.

Mariusz Książek

Po błogosławieństwie abp Wacław Depo dokonał poświęcenia wraz z abp. Mieczysławem Mokrzyckim kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej dla parafii w Czerwonogradzie na Ukrainie.

Akt ten dokonał się m. in. po 635 latach od przeniesienia obrazu Matki Bożej Częstochowskiej z bełskiego Zameczku na Jasną Górę do Częstochowy, kiedy w 1382 r. książę Władysław Opolczyk wywiózł cudowny obraz Czarnej Madonny (Matki Boskiej Częstochowskiej) z Bełza na Jasną Górę oraz w 325 rocznicę założenia miasta Czerwonograd (dawniej Krystynopol).

Pełny tekst modlitwy abp. Mokrzyckiego

ROZWAŻANIE – APEL JASNOGÓRSKI – 14.06.2017

W trudnym czasie dziejowej zawieruchy, kiedy Polska pogrążona była w wojnie, nazwanej później Potopem Szwedzkim, król Jan Kazimierz przybył do Lwowa. To miasto wówczas było wolne, a w lwowskiej katedrze gromadzili się ludzie przed przynoszonym na nabożeństwa Twoim Maryjo obrazem, nazwanym Matką Bożą Łaskawą - Śliczną Gwiazdą Miasta Lwowa. Zniszczone królestwo potrzebowało wsparcia i znaku jednoczącego cały Naród. Król wybrał Ciebie Maryjo i ogłosił Królową Korony Polskiej. We Lwowie podtrzymujemy pamięć o tym wydarzeniu i jesteśmy dumni, że mimo upływu wieków i zmian jakie nastąpiły po II Wojnie Światowej, ciągle gromadzimy się przed Twym wizerunkiem, mając w świadomości, że to Ty z dawna jesteś naszą Królową.

Na Dalekim Wschodzie opowiadana jest legenda o królu, który miał jedną córkę, dziedziczącą po swoim ojcu całe królestwo. Myśląc o przyszłości król szukał dla niej dobrego kandydata na męża. W trosce o dobro córki i królestwa, postawił kandydatowi jeden warunek. Miał przynieść perłę, ładniejszą od najpiękniejszej perły w zbiorach królewskich.

Wielu rycerzy przybywało i przedstawiało swoją perłę, lecz żadna z nich nie była piękniejsza od posiadanej przez króla. Pewnego dnia na królewskim dworze zjawił się nieznany rycerz, który wzbudził sympatię króla. Nie spełniał jednak warunku – nie miał perły.

I chociaż wydawał się dobrym kandydatem na męża, król nie mógł podarować mu ręki swej córki, gdyż nie spełniał znanego wszystkim wymogu. Pewnego dnia rycerz stanął przed królem i poprosił aby ten zaczekał trzy dni, a on przywiezie mu najcenniejsza perłę, piękniejszą od tych jakie znajdują się w królewskim skarbcu.

Król przystał na przedstawione warunki i z niecierpliwością oczekiwał jego powrotu. Po trzech dniach oczom króla i jego dworzan ukazał się następujący obraz. Za jadącym na koniu rycerzem szedł wielbłąd, a na nim siedziała kobieta. Była już stara, pochylona, o siwych włosach i pomarszczonej twarzy. Gdy przybył na miejsce zeskoczył z konia i podszedł to kobiety, której z ogromną miłością i czułością pomógł zejść z wielbłąda. Następnie uchwycił ją za rękę i poprowadził do króla, mówiąc: „Oto moja najpiękniejsza perła. Oto moja matka!”

To wschodnie opowiadanie pasuje bardzo do wydarzenia sprzed ponad sześciuset lat, gdy książę Władysław Opolczyk wyruszając z zamku w Bełzu zabrał ze sobą obraz Matki Syna Bożego i ofiarował klasztorowi na Jasnej Górze. To była jego drogocenna perła, która mimo wieków nie utraciła swojego piękna, a podziwiana przez pokolenia stała się znakiem jedności dla naszego Narodu.

Wówczas nazywano Ciebie Matką Bożą Bełzką, a dzisiaj Czarną Madonną z Jasnej Góry. I tego nie zmieni granica jaka nas dzieli, ani układy polityczne. Dlatego w tę godzinę Apelu wołamy: „Witaj, przez którą jaśnieje radość. Witaj, dla której klątwa odpuszczona. Witaj, która Adama podnosisz z upadku. Witaj, która od łez uwalniasz Ewę”.

Nasza Matko i Królowo przybyliśmy tutaj w trudnym czasie jaki przeżywają Twoi wierni w Ukrainie. Wojna rujnuje kraj pozostawiając zgliszcza i ruiny, zabiera szczęście tysiącom rodzin opłakującym stratę mężów, ojców i synów. Pośród nas żyją okaleczeni na froncie, którzy z wielkim bólem i goryczą powtarzają często, że zazdroszczą tym, co zginęli.

I w takim czasie przybywamy do Ciebie aby prosić byś powróciła do nas w swym jasnogórskim znaku zwycięstwa i zapraszamy dzisiaj do Czerwonogradu, zwanego kiedyś Krystynopolem, skąd jest bardzo blisko do Bełza, z którego wyruszyłaś przed wiekami w drogę i tutaj się zatrzymałaś. Tam czekają na Ciebie ludzie potrzebujący znaku jedności. Dlatego wraz z pielgrzymami z Czerwonogradu pokornie proszę: „Serdeczna Matko, opiekunko ludzi, niech Cie płacz sierot do litości wzbudzi. Wygnańcy Ewy do Ciebie wołamy, zlituj się zlituj, niech się nie tułamy” i niech mamy Matkę z bełzkiego zamku i Jasnej Góry, abyśmy pamiętali, że tam gdzie jest zło, tam nie ma Boga, bo On jest najwyższym Dobrem! Tam gdzie jest nienawiść, tam nie ma Boga, bo On jest Miłością! Tam gdzie jest wojna, tam nie ma Boga, bo On jest Pokojem! Tam gdzie jest kłamstwo, tam nie ma Boga, bo On jest Prawdą!

Prowadź nas abyśmy zrozumieli i zachowali taką drogę wiary i tak ja Ty zwyciężali zło – dobrem; nienawiść – miłością; wojnę – pokojem; kłamstwo – prawdą.

Maryjo, nasza Matko! Pozwól, że w twoim domu podziękuję Ojcom Paulinom za ofiarowaną dzisiaj naszemu Kościołowi kopię Twego obrazu. To jest ta drogocenna perła, którą zabieramy ze sobą do naszego domu, do Krystynopola – Czerwonogradu. Czynimy to po sześciuset trzydziestu pięciu latach od przeniesienia obrazu z Bełza do Częstochowy, w trzystulecie koronacji, w trzysta dwudziestą piątą rocznicę założenia miasta Krystynopol i w stu lecie objawień Fatimskich.

Powracając z Twoim wizerunkiem powtarzamy słowa modlitwy: „Pomnij o Najdobrotliwsza Panno Maryjo, że od wieków nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy przyzywa i o przyczynę prosi”. Pełni ufności i wiary w Twoją opiekę powitamy Ciebie 12 lipca w Czerwonogradzie. Przejdziemy z Tobą ulicami miasta i wprowadzimy Cię do świątyni, prosząc abyś uczyniła ją naszym Ain Karim, skąd popłynie wdzięczna modlitwa za wielkie rzeczy jakie uczynił nam Wszechmogący.

Jasnogórska i bełzka Pani w tę godzinę Apelu, wraz ze wszystkimi pielgrzymami zgromadzonymi w tej kaplicy oraz tymi łączącymi się poprzez radio i telewizję, proszę wstawiaj się za nami u Twego Syna Jezusa Chrystusa, aby błogosławił Polskę i Ukrainę, zachowując nasze narody od głodu, ognia i wojny.

Matko Syna Bożego przyjmij nasze: jestem, pamiętam i czuwam, które niech połączy nas w modlitwie, wzajemnym poszanowaniu i jedności wiary, nadziei i miłości. Amen.

2017-06-14 23:07

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Maj miesiącem kapłaństwa

2020-05-28 18:57

[ TEMATY ]

Jasna Góra

jubileusz kapłaństwa

Krzysztof Świertok/BPJG

Swoją 25. rocznicę święceń kapłani z archidiecezji częstochowskiej świętowali na Jasnej Górze.

O. Samuel Pacholski witając przybyłych zaznaczył, że to nie tylko dziękowanie za ten przeżyty czas, ale także i proszenie – o wierność Bogu i opiekę Maryi. 

Arcybiskup Wacław Depo już na samym początku Eucharystii wskazał dwa słowa, które należy uwypuklić: wdzięczność i zobowiązanie. Wdzięczność za miłość, którą zostaliśmy obdarowani i zobowiązanie, które woła o wierność miłości i łasce. W homilii została przywołana adhortacja apostolska Jana Pawła II o Kościele w Europie – przestroga przed współczesnymi trendami tzw. pełzającej sekularyzacji. Pasterz przypomniał słowa papieża, o tym, że łatwiej jest dzisiaj deklarować się jako agnostycy, poszukujący niż jako wierzący. – Niewiara jest czymś naturalnym dla człowieka, podczas gdy wiara wymaga uwierzytelnienia społecznego – podkreślał arcybiskup.

– Dzisiaj mamy podnieść głowę do góry, dlatego, że jesteśmy zawierzający Bogu, a nie tylko pochłonięci własnymi słabościami (…) Po to prosimy Ducha Świętego o Jego dary. Nie bójmy się wzywać Ducha Świętego, by nas odnowił, to On uzdalnia nas do odważnego zawierzenia Bogu we wszystkim – te słowa metropolity częstochowskiego zapadły w pamięć. 

Kapłani archidiecezji częstochowskiej dziękujący za 25 lat posługi:

Ceglarek Roman

Galec Marek

Karczewski Andrzej

Kłos Paweł

Kołodziejczyk Jacek

Leśniewski Stefan

Marciniec Jacek

Pisarek Roman

Rajczyk Robert

Smuga Krzysztof

Woźniak Mariusz

Wylaź Szczepan

CZYTAJ DALEJ

Abp Nossol o kard. Wyszyńskim: Był wielki w tym, że usiłował zrozumieć ludzi myślących inaczej

2020-05-28 10:19

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Archiwum rodziny Michnowiczów z Tomaszówki

kard. Stefan Wyszyński

- Miałem do niego zaufanie. Wiedziałem, że komu jak komu, ale jemu zależy na Kościele w Polsce, na wprowadzaniu reformy soborowej, na pojednaniu. Był wielkim człowiekiem a jego wielkość polegała również na tym, że usiłował zrozumieć ludzi myślących inaczej – tak o kard. Stefanie Wyszyńskim mówi abp Alfons Nossol, biskup senior diecezji opolskiej. Abp Nossol w rozmowie z KAI dzieli się wspomnieniami związanymi z Prymasem, opowiada o jego realizmie we wprowadzaniu reformy soborowej, o stosunku do ekumenizmu oraz roli, jaką odegrał w procesie polsko – niemieckiego pojednania. Dziś przypada 39. rocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia.

KAI: Czy są jakieś wspomnienia związane z Prymasem Wyszyńskim, którymi chciałby się Ksiądz Arcybiskup podzielić?

- Tak. Pamiętam, jak wezwał mnie do siebie, by przekazać mi wiadomość o nominacji biskupiej. Byłem bardzo zaangażowany na KUL-u, mieszkałem tam. To było dla mnie niełatwe spotkanie. Prymas bez żadnych specjalnych wprowadzeń oświadczył, że Ojciec Święty życzy sobie, żebym przejął służbę biskupią w Opolu, bo tam potrzebny jest ktoś, kto z tych ziem pochodzi i zna ich swoistość. Powiedziałem mu – „Księże Prymasie, proszę wybaczyć, ale ja nie jestem kimś, kto jest w stanie sprostać wymogom takiej pracy. Przecież to musi przyjść duszpasterz, z pogłębionym doświadczeniem kapłańskim. Ja jestem teoretykiem, nie mam żadnych praktycznych doświadczeń. Nigdy nie byłem nawet wikarym, nie byłem proboszczem. Po święceniach zostałem skierowany na dalsze studia, bo nasze seminarium potrzebowało wykładowców”.

A on mi na to: „Oo, ja przeżywałem to samo. Przecież byłem w Lublinie, studiowałem. Raptem przyszło wezwanie, że mam zostać biskupem Lublina. I wszystkie moje założenia teoretyczne, ewentualne plany naukowe – wszystko się skończyło. Trzeba było pójść, bo takie było wezwanie Kościoła”.

Pozbawił mnie argumentów. Pozwolił mi się tylko wypowiedzieć. Widać było, że mu na tym bardzo zależy i muszę przyznać, że od czasu moich święceń biskupich – on mi właściwie w dużej mierze zawierzył.

Trzy dni przed jego śmiercią byłem w Warszawie, musiałem coś załatwić. My, biskupi, gdy przyjeżdżaliśmy do Warszawy, zawsze zostawialiśmy samochód na podwórzu Księdza Prymasa. To było pewne miejsce. Wyszła siostra, zapytałem o jego zdrowie. Powiedziała mi: „Księże biskupie, ostatnie chwile nadchodzą. A jakby tak ksiądz zajrzał do niego na chwileczkę?” Mówię „Dobrze, ale to trzeba go wpierw zapytać”. Spytała. Oczywiście, jak najbardziej, mam przyjść.

I on wtedy nawiązał do tamtego spotkania, do tych wątpliwości, obaw, że się nie ma doświadczenia duszpasterskiego, jest się teoretykiem. „No, widzisz, chłopcze” – powiada (byłem wtedy najmłodszym biskupem i dlatego on mnie tak tytułował: „chłopcze”). – „Tak żeś się wtedy bał, a przecież w Kościele opolskim się jakoś układa. Nie trzeba się było wtedy tak bardzo bać”. Powiedział też: „Wiesz, ja muszę powoli przygotować się do odejścia”. I jeszcze kilka pytań mi zadał. A potem: „Chłopcze, bardzo cię proszę, proszę mi udzielić swojego biskupiego błogosławieństwa”. Ja mówię: „Księże Prymasie, dobrze, ale proszę, niech najpierw Ksiądz Prymas mnie pobłogosławi”. Uczynił to, potem ja, pożegnałem się, wyszedłem.

Za dwa dni bodajże zmarł. Takie było to nasze ostatnie spotkanie, wspaniałe, kapłańskie, z jego głęboką troską ale i radością, że przynajmniej częściowo udało mi się tę moją teoretyczność przezwyciężyć.

KAI: Szczęśliwie udało się Księdzu Arcybiskupowi z tą teorią jednak całkowicie nie zerwać.

- Już jako biskup co drugi tydzień dojeżdżałem do Lublina, gdzie miałem 14 wykładów i seminarium. Mogłem więc nadal trochę teoretyzować ale też miałem szansę wprowadzać tę teorię, teologię Soboru Watykańskiego II w życie Kościoła.

KAI: A jak ocenia Ksiądz Arcybiskup wprowadzanie reformy soborowej w Polsce? Wobec kard. Wyszyńskiego pojawiały się zarzuty, że tę reformę opóźnia.

- On był wielkim realistą. Znał naszą polską mentalność. Wiedział, jak to jest ważne i że tu chodzi o przyszłość Kościoła na tych ziemiach. My w tamtym czasie byliśmy tak bardzo zajęci nasza zagrożoną politycznie egzystencją, że trzeba było odnowę soborową przyjmować bardzo roztropnie. Sobór to był swego rodzaju nowy początek. Ważne było, by przyjmować go w taki sposób, pogłębiony, duchowy, by był wsparciem dla Kościoła, zastrzykiem nowych sił.

Prymas faktycznie nie spieszył się z wprowadzaniem decyzji Soboru, zwłaszcza w obszarach duszpasterskich, ale nie dlatego, że się bał, albo był w jakimś sensie przeciwny tym reformom, tylko dlatego, że działał rozważnie. Kard. Wyszyński był przecież jednym z Ojców Soborowych. On te reformy uchwalał i miał świadomość, czym Sobór jest dla Kościoła, dla przyszłości Kościoła, zwłaszcza u nas, na Wschodzie.

Pamiętam, że na temat nauki soborowej miałem okazję rozmawiać z nim jeszcze w czasie studiów. Bardzo interesował się tym, jak my, studenci i młodzi księża na KUL-u przyjmujemy tę nową naukę, w jaki sposób jest nam przekazywana, jaki jest wpływ uczelni i czy studia na KUL pomagają nam być „ludźmi soborowymi”. Te pytania zadawał zresztą też później, gdy już byłem biskupem. W przerwach w czasie spotkań Episkopatu przechadzaliśmy się po jego ogrodzie i on często ze mną rozmawiał na temat Soboru i odbioru nauki soborowej.

Ja miałem to szczęście, że byłem uczniem ks. prof. Granata, który jeszcze w trakcie pracy Soboru omawiał z nami studentami każdy nowy dekret. Wyjaśniał je w sposób bardzo pogłębiony z perspektywy teologicznej oraz podawał praktyczne wskazówki odnośnie wprowadzania ich w życie na gruncie polskim. Tak więc ja osobiście byłem Soborem po prostu zachwycony. Dzięki niemu mogłem próbować w sposób radośniejszy nie tylko być w Kościele ale i być Kościołem.

KAI: Czy zatem w tamtym czasie nie przeszkadzało Księdzu Arcybiskupowi, że Prymas Wyszyński się nie spieszył?

- Nie. Ja wiedziałem, że komu jak komu, ale jemu na Kościele w Polsce bardzo zależy. Miałem do niego zaufanie. Poza tym, też byłem przekonany, że w pewnych sprawach nie należy się spieszyć, nie warto działać na siłę, spektakularnie. Trzeba to robić powoli. I skutecznie. To np. dotyczyło tematów ekumenicznych.

KAI: A jak wyglądało zaangażowanie ekumeniczne kard. Wyszyńskiego, jego stosunek do ekumenizmu?

- Gdy rozmawialiśmy prywatnie podczas moich pobytów u niego, czy podczas zebrań Episkopatu, o czym już wspominałem, on bardzo często mnie pytał właśnie o sprawy ekumeniczne. W wielu wypadkach ja nieco inaczej widziałem te problemy, akcentowałem, że nie trzeba się bać wpływów innych wyznań chrześcijańskich na nasz polski sposób patrzenia na Kościół. Trzeba podkreślić, że w czasach, gdy Prymas studiował teologię o ekumenizmie za wiele się nie mówiło. Natomiast nawet jeśli miał jakieś wewnętrzne obawy, czy opory, on dekret o ekumenizmie przyjął i go w Kościele w Polsce realizował.

Muszę zresztą przyznać, że nawet mnie pod tym względem zaskoczył. Nabożeństwa w czasie Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan zawsze kończyły się w jednym z kościołów warszawskich i kazania w czasie tych nabożeństw głosili na przemian raz ksiądz katolicki raz duchowny z Kościoła reformacyjnego lub prawosławnego. A nasz Prymas, który się nie spieszył, który nie był nowinkarzem - temu się nie sprzeciwiał. Nie było to normą w polskich diecezjach. W wielu nie było zgody na to, by ktoś z niekatolickiego Kościoła głosił kazanie w świątyni katolickiej, podobnie, jak nie pozwalano, by ksiądz katolicki przemawiał w świątyni należącej do innego wyznania. W wielu miejscach nawet samo wstąpienie do świątyni niekatolickiej, by zobaczyć, jak wewnątrz wygląda, traktowane było jako coś niewłaściwego. Tymczasem Prymas, może nie zachęcał do tych wzajemnych kazań, ale zezwalał.

Sam pomysł był autorstwa bp Władysława Miziołka, biskupa pomocniczego warszawskiego, ówczesnego przewodniczącego Komisji Episkopatu ds. Ekumenizmu, z którym ja zresztą też w ramach tej komisji współpracowałem. Gdy już byłem biskupem w Opolu, w czasie Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan też modliliśmy się w ten sposób. Mogę więc powiedzieć, że przejąłem to z diecezji Księdza Prymasa.

KAI: A czy Prymas Wyszyński sam brał udział w tych nabożeństwach?

- Nie, on sam nie brał udziału, natomiast wspierał działalność bp Władysława Miziołka. Doskonale wiedział, że jest to człowiek, który się na ekumenizmie zna, któremu na ekumenizmie zależy. I jego właśnie uczynił swoim biskupem pomocniczym. Prymas był zresztą w sprawach ekumenizmu na bieżąco. Bp Miziołek mu referował, jak układają się relacje z Polską Radą Ekumeniczną, jak wypadają te nasze dialogi, czy to postępuje naprzód, czy się wzajemnie ubogacamy, czy dochodzi do kłótni…

KAI: Dochodziło do kłótni?

- Do kłótni może nie, ale czasem niektóre sprawy stawiane były w sposób obsesyjnie jednoznaczny, bez otwartości konfesyjnej. Trzeba było działać systematycznie, wolno, nie na siłę. Tak właśnie pracował bp Miziołek i później również ja, jako przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Ekumenizmu.

Natomiast kard. Wyszyński widział, że ekumenizm się w Warszawie rozwija i że na tych spotkaniach, modlitwach o jedność, my, chrześcijanie się jednak zbliżamy.

KAI: Ma Ksiądz Arcybiskup ogromne zasługi i doświadczenie w pracy na rzecz pojednania polsko – niemieckiego. Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup rolę kard. Wyszyńskiego w tym procesie?

- Można śmiało powiedzieć: wielkim przyjacielem Niemiec nie był. Miał do Niemców i nawet do Kościoła w Niemczech stosunek krytyczny, choć to był krytycyzm twórczy. Ale wiedział, że razem musimy być Kościołem. Wspaniały list biskupów polskich do biskupów niemieckich - „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie” – w istocie zapoczątkował proces pojednania. Zachwyciło mnie, gdy widziałem, wobec nagonki, która się wówczas rozpętała, jak kard. Wyszyńskiemu na tym pojednaniu zależało.

Oburzenie, w dużej mierze inspirowane politycznie i ideologicznie, było ogromne. Jak można Niemców prosić o przebaczenie? Ze strony władz komunistycznych pojawiały się oskarżenia, że biskupi zdradzają Ojczyznę. Ale oburzonych było też wielu starszych księży. Widziałem to też na KUL-u. Jak można? To, że my przebaczamy Niemcom, to jeszcze możemy zaakceptować. Ale, że my prosimy o przebaczenie?! To było dla wielu ludzi po prostu za dużo… Trzeba było sens tego orędzia przybliżyć ludziom duszpastersko. I to podjęto.

A podczas uroczystości millenijnych, 3 maja 1966 r. na Jasnej Górze, Prymas, wobec prawie milionowej rzeszy słuchaczy nawiązał do tej sprawy. Wyjaśniał to, przybliżał i wreszcie postawił pytanie. – Musimy się zdecydować, jako chrześcijanie. I dlatego muszę się was zapytać, jako wasz prymas: przebaczamy, czy nie przebaczamy?

Minutowa, okrutna cisza…

Proszę sobie to wyobrazić. Prymas się na to zdobył. Mógł ktoś przecież krzyknąć „Nie przebaczamy!”. Ale trwała cisza. I w końcu: „Przebaczamy!”.

W tym momencie krok na drodze do pojednania został postawiony. A cała sprawa z perspektywy duszpasterskiej ale i politycznej została rozwiązana. Po mistrzowsku.

Kard. Wyszyński był wielkim patriotą ale jego patriotyzm był zakorzeniony w świadomości jedności chrześcijańskiej. Patriotyzm związany z niechęcią, nieżyczliwością wobec innych – odrzucał. Była to postawa bardzo realistyczna, perspektywiczna i twórcza. Patrzył w ten sam sposób, co Jan Paweł II, który mówił, że „patriotyzm jest czymś wzniosłym, ale musi być on kształtem miłości a nie nienawiści”.

KAI: Kim był kard. Wyszyński dla Księdza Arcybiskupa?

- Był naprawdę prymasem. Miał świadomość swojej roli, tego, kim jest. Ale był też wielki w tym, że usiłował zrozumieć ludzi myślących inaczej. Miałem doświadczenie takich dialogów z nim, np. dotyczących ekumenizmu, o czym wspominałem. Nie żądał, by myśleć dokładnie tak, jak on. Byleby tylko mieć na względzie czynienie prawdy w miłości. „Veritatem facere in caritate” – to hasło tak ważne było na KUL-u, do czego też Prymas Wyszyński bardzo się przyczynił. Czynić prawdę w miłości, nie tylko głosić prawdę, ale ją czynić. To właśnie hasło wybrałem sobie na moją dewizę biskupią.

Rozmawiała Maria Czerska.

CZYTAJ DALEJ

Mieć w sercu doskonałą Miłość

2020-05-28 21:26

Fot. Grzegorz Kryszczuk

Dziesięciu neoprezbiterów, którzy 23 maja przyjęli święcenia kapłańskie z rąk abp Józefa Kupnego, odprawiło Mszę Św. prymicyjną w kaplicy Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Wrocławskiej.

Wspólnota kleryków pożegnała swoich starszych kolegów, którzy już za chwilę podejmą pracę duszpasterską w diecezji. Mszy św. przewodniczył ks. Marcin Józefczyk, który na wstępie przypomniał, że spotkanie odbywa się w czasie nowenny do Ducha Świętego, która jest głęboko wpisana w liturgię Kościoła. - Będziemy za chwilę prosić, aby On przemienił nas wewnętrznie swoimi darami i stworzył serce nowe – mówił neoprezbiter.


- Ilekroć czytam Ewangelię o powołaniu apostołów, nasuwa mi się pytanie dlaczego na tych prostych i niewykształconych ludziach Jezus zaczął budować swój Kościół? Przecież byli uczeni w piśmie, faryzeusze, kapłani starego testamentu. Bo według Ewangelii byli to ludzie zadufani w sobie, obłudni i zakłamani. Oni nie widzieli człowieka, ale tylko i wyłącznie literę prawa – mówił w homilii ks. Sylwester Łaska.

Na zakończenie Eucharystii głos zabrał ks. Kacper Radzki, rektor MWSD. - Drodzy neoprezbiterzy, cieszymy się waszą obecnością po tej stronie ołtarza i życzymy wam, abyście mieli w sercach doskonałą miłość. To spełnienie pragnień Chrystusa wyrażanych w budowaniu jedności zwłaszcza wśród tych, którzy decydują się iść Jego śladami, składając Jego ofiarę i użyczając Jemu samych siebie – życzył ks. Radzki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję